 |
Chcesz wiedzieć więcej? Zamów dobrą książkę. Propozycje Racjonalisty: | | |
  |
|
|
 |
Światopogląd » Dotyk rzeczywistości
Gdyby Arnold Roth urządził konferencję prasową, kto by o tym napisał? Autor tekstu: Adam Levick
 Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska
Po opublikowaniu artykułu w CiF (US
collusion in the Gaza blockade is an affront to human rights, 8 lipca),
matka zabitej działaczki International Solidarity Movement, Rachel Corrie,
Cindy Corrie, urządziła dzisiaj (10 lipca) konferencję
prasową w jerozolimskim American Colony Hotel, żeby omówić wnioski z zeznań w sprawie cywilnej, wytoczonej przez jej rodzinę państwu Izraela o śmierć jej
córki.
Choć mam nadzieję, że nigdy nie zaznam bólu utraty dziecka, zwykła
przyzwoitość nakazuje, by nie minimalizować, nie pomniejszać ani nie łagodzić
straty Cindy Corrie. W kontekście nadzwyczajnego nagłośnienia tej historii
przez media jest rzeczą równie słuszną poprosić o dostarczenie jakiejś
perspektywy i jakiejś miary sprawiedliwości.
Nigdy nie spotkałem Cindy Corrie, ale spotkałem Arnolda Rotha, którego córkę
Malkę zamordował
palestyński
zamachowiec-samobójca w zamachu Sbarrro w Jerozolimie.
9 sierpnia 2001 r. mieszkaniec wsi Akaba, na północ od Tulkarem, Izz
al-Din Shuheil al-Masri, syn zamożnej, posiadającej ziemię
rodziny, wszedł do zatłoczonej restauracji Sbarro na rogu King George Street i Jaffa Road w porze obiadowej podczas szkolnych wakacji w Jerozolimie. Restauracja była
pełna klientów, w większości dzieci i matek. Zginęło 15 Żydów, włącznie z córką Arnolda, Malką, a 131 osób zostało rannych, kiedy wybuchła bomba -
zawierająca śruby i gwoździe dodane dla
zmaksymalizowania masakry do ładunku — który
al-Masri miał w futerale gitary.
Masakra była zaplanowana i koordynowana przez oddział Hamasu z Ramallah.
Sześć tygodni później triumfalny
eksponat został wystawiony na uniwersytecie Al Najah, największym na Zachodnim
Brzegu; przedstawiał makietę restauracji Sbarro włącznie z nadgryzionymi
kawałkami pizzy i zakrwawionymi plastikowymi kawałkami ciał zwisającymi z sufitu, jak gdyby były wysadzane w powietrze.
Wypadek, który doprowadził do śmierci Corri istotnie był tragiczny i chociaż nie wszystkie fakty procesu cywilnego zostały ujawnione, pewne rzeczy
są jasne.
Chociaż ISM, grupa, dla której pracowała Rachel Corrie w momencie śmierci,
próbuje utrzymywać pozory „grupy działającej na rzecz pokoju", ma ona historię
aktywnego popierania ruchów terrorystycznych.
Buldożery, które Rachel i jej „międzynarodowi" towarzysze
próbowali
zatrzymać 16 marca 2003 r. w Rafah, pracowały nad odsłonięciem części
podziemnej sieci tuneli używanej do szmuglowania materiałów wybuchowych z Egiptu do Gazy. Te tunele zbudowane są pod cywilnymi domami i budynkami
arabskimi, żeby szmuglować broń i materiały wybuchowe do Izraela. Czego
Rachel i wielu jej „międzynarodowych" kolegów prawdopodobnie nie rozważali i czego nie powiedzieli im ich oficerowie prowadzący z ISM, to że każdy
tunel, który uda im się ocalić, spowoduje cierpienia wielu Izraelczyków i Palestyńczyków z powodu zarówno większego terroryzmu, jak i izraelskiej reakcji militarnej.
ISM świadomie umieścił Rachel i innych „międzynarodowych
działaczy" między
50-tonowymi buldożerami a domami w Rafah i dlatego — wraz z terrorystycznym
ruchem, Hamasem, który chronili — ponoszą chyba w znacznej mierze moralną
odpowiedzialność za jej śmierć.
Kiedy
szukasz Rachel Corrie w wyszukiwarce „Guardiana", dostajesz ponad
150 rezultatów, niektóre odnoszące się do sztuki, która była wystawiana także za
granicą, o tytule „My Name is
Rachel Corrie."
Kiedy szukasz Malka
Chana Roth, otrzymujesz dwa wyniki — jedno w 2002 r.
sucho notujące jej śmierć w kontekście listy palestyńskich i izraelskich
dzieci zabitych podczas intifady do tego momentu, i drugi, zawierający częściową
listę ofiar zamachu Sbarro:
„Malka Roth, 15, z Ramot, przedmieścia w zachodniej Jerozolimie, była 15. ofiarą zidentyfikowaną wczoraj rano".
Tyle. Zaledwie piętnaście słów.
Nie było żadnych sztuk teatralnych ani żadnego zainteresowania mediów międzynarodowych
tą niewinną nastolatką zamordowaną przez ruch na tyle okrutny, by czcić jej
mordercę jako szahida, sprawiedliwego
męczennika za sprawę.
Nie sądzę, że jest bezdusznym nadużyciem pytanie do
„Guardiana",
czy zaoferowałby Arnoldowi Rothowi lub jego żonie, Frimet, szansę wyrażenia
rozpaczy, opisania niewyobrażalnego bólu rodziny lub złożenia hołdu pamięci
ich córki w sposób podobny, w jaki szansę tę wielokrotnie dał rodzinie Rachel Corrie.
Tekst oryginału.
CiF
Watch, 10 lipca 2011
Ojciec Malki nie urządził konferencji prasowej w American Colony Hotel. O śmierci swojej córki napisał:
Piętnaście
Większość żydowskich nastolatków dorastających w Australii w latach 1960. była, podobnie jak ja, dziećmi ocalonych z obozów
koncentracyjnych. Nasi rodzice mieli małe, własne interesy albo byli gdzieś
zatrudnieni. Niemal nie było wśród nich ludzi z wyższym wykształceniem. W większości wypadków, kiedy rodziliśmy się, nie mieliśmy ani jednego
dziadka lub babki. Niemal wszyscy moi przyjaciele nosili imiona członków
rodziny, którzy zginęli w Holocauście.
Było jasne, że dla naszych rodziców jesteśmy wszystkim i nikt nie musiał nam mówić, dlaczego. Na samym szczecie ich listy priorytetów
było zapewnienie, że zdobędziemy najlepsze możliwe wykształcenie. Nic
dziwnego, że kilka z największych i najlepszych żydowskich szkół na świecie
rozpoczęła maleńka społeczność Żydów z Melbourne w pierwszych latach po
II wojnie światowej. Zainteresowanie tej społeczności Izraelem było
bezgraniczne. Sporadyczny izraelski film lub izraelski gość w tych odległych
ziemiach australijskich był godnym upamiętnienia wydarzeniem.
***
Wojna Sześciodniowa między państwami arabskimi a Izraelem miała miejsce, kiedy ja miałem 15 lat. Tygodnie narastającego napięcia,
które do niej prowadziły, pozostawiły we mnie piętno na resztę życia:
zamazane obrazy telewizyjne maszerujących armii egipskiej i syryjskiej;
wojownicze przemówienia Nassera i jego blokada morskiego dostępu do Ejlatu;
koncentracja sił egipskich na granicy Izraela na Synaju i armii syryjskiej na
Wzgórzach Golan; haniebna kapitulacja U Thanta i usunięcie sił pokojowych
ONZ-u z Synaju właśnie wtedy, kiedy były najbardziej potrzebne. I mrożące
krew w żyłach groźby jednego arabskiego dyktatora i monarchy po drugim:
„Istnienie Izraela jest błędem, który musimy naprawić… Oto nasza okazja
wymazania hańby, która jest z nami od 1948 r… Nasz cel jest jasny — wymazać
Izrael z mapy".
Piętnaście oznaczało punkt zwrotny w moim życiu. Kilka miesięcy po osłupiającym
pokonaniu przez Izrael tych sił, które zamierzały przeprowadzić (raz
jeszcze) likwidację Żydów, zapisałem się po raz pierwszy do dziennej szkoły
żydowskiej. Moje koncepcje o byciu Żydem w świecie, o historii i o tym, jak
wpływa ona na nasze życie, o Holocauście i łańcuchu żydowskiego życia,
zaczęły przybierać dorosły kształt.
***
Moja matka dorastała niedaleko Łodzi, w mieście
położonym wystarczająco blisko polsko-niemieckiej granicy, by już pierwszego
dnia wojny zajęły je wojska nazistów. Wśród mężczyzn zgarniętych przez
najeźdźców w ten wrześniowy dzień był jej ojciec, mój dziadek, którego
imię noszę. Jako ojciec muszę głęboko zaczerpnąć oddechu, kiedy wywołuję w umyśle obraz mojej matki rzucającej się do stóp niemieckiego żołnierza,
błagającej, płaczącej, by darował życie jej ojcu.
W dniu, w którym naziści wmaszerowali do Polski i rozpoczęli proces
niszczenia świata, wdeptywania w błoto wyjątkowej kultury, mordowania milionów
Żydów, moja matka właśnie ukończyła 15 lat.
***
Moja świadomość życia moich rodziców zaczyna
się w pewnym sensie wraz z końcem wojny: ich cztery lub pięć lat mieszkania w powojennych Niemczech, ich długa podróż do Australii jako
młodej pary nie mówiącej po angielsku, bez żadnych umiejętności i bez
korzeni poza kilkoma osobistymi więzami i bardzo żydowskim poczuciem społeczności.
Kilka lat temu zmieniła to niespodziewana fotografia.
Mam kuzynkę, kibucnika. Jest córką najstarszego brata mojego ojca. Urodziła
się w Tel Awiwie w latach 1930., wkrótce po ucieczce jej rodziców z przedwojennej Polski. Wracając jako turystka do korzeni swoich rodziców,
pojechała w roku 2000 do Krakowa i dzięki całemu łańcuchowi zbiegów
okoliczności weszła w posiadanie czterech fotokopii stron, którymi podzieliła
się ze mną. Były to nazistowskie dokumenty — formularze spisu, które według
niemieckich wymagań Żydzi mieli wypełnić przed wysłaniem ich do obozów śmierci.
Pierwsza strona była wypełniona charakterystycznym pismem mojego ojca, błogosławionej
pamięci. Małe zdjęcie doczepione do formularza pokazywało go takim, jakim go
nigdy przedtem nie widziałem: męski, przystojny, młody. Dwie dalsze strony były
formularzami spisowymi dwóch sióstr mojego ojca. Znałem ich imiona z drzewa
rodzinnego, które zestawiłem kilka lat wcześniej z pomocą ojca, ale do tego
momentu były one tylko imionami. Teraz wpatrywałem się w portrety dwóch pełnych
życia, atrakcyjnych młodych kobiet.
Moja najstarsza córka, Malki, właśnie ukończyła szkolny projekt o korzeniach rodzinnych i wiedziałem, że ją to zainteresuje. Spojrzała na
stronę i powiedziała to właśnie, co myślałem: że jest uderzająco podobna
do pięknej siostry mojego ojca, Fejgi.
Inaczej niż moi rodzice Fejga nie przeżyła morderczej machiny nazistów.
Jakikolwiek potencjał zawierało jej życie, jakiekolwiek talenty mogła rozwinąć,
jakiekolwiek dary chciała dać światu — wszystko to zostało zmiażdżone
przez olbrzymi akt barbarzyńskiej, agresywnej nienawiści: przez ludobójcze
zamordowanie europejskich Żydów przez nazistów.
***
Kilka miesięcy po tym, jak po raz pierwszy
wpatrywaliśmy się w te niezwykłe zdjęcia, Malki usiadła i po kryjomu (nic
nam nie mówiąc) skomponowała słowa i melodię do zaraźliwie optymistycznej
piosenki: „Żyjesz, oddychasz i poruszasz się — to wspaniały początek!...
Lepiej zacznij tańczyć już teraz!"
Życie w kraju obiecanym narodowi żydowskiemu było źródłem głębokiego
zadowolenia dla tej wnuczki ocalonych z Holocaustu. Odkrycie zdjęcia Fejgi umożliwiło
Malce, jak sądzę, wzmocnienie poczucia jej osobistej roli jako ogniwa w starodawnym łańcuchu.
***
Intifada Arafata,
wojna przeciwko cywilnej populacji Izraela, wybuchła mniej więcej w tym
czasie, kiedy otrzymaliśmy te drogocenne stronice. Z pamiętnika, który pisała,
wynika jasno, że niemal codzienne żniwo rannych i zabitych bardzo Malki
przygniatało. Pisze ona o tym, jak musi wychodzić z klasy, żeby płakać w samotności po informacji o kolejnym zamachu terrorystycznym… i kolejnym, i kolejnym. My, jej rodzice i rodzeństwo, nie wiedzieliśmy o głębi jej empatii
dla ofiar wojny szalejącej w naszym cennym kraju. Chaos i ból były dla niej głęboko
osobiste. Chociaż urodziła się w Australii, Malki mieszkała w Jerozolimie od
czasu, kiedy skończyła dwa lata. Czuła się głęboko związana z historią
żydowską.
W sierpniu 2001 r. moja córka i jej przyjaciółka, Michal, przerwały zajęcia
tego letniego dnia, żeby zjeść lunch w zatłoczonej restauracji w Jerozolimie
zwanej Sbarro.
Gdyby zauważyła mężczyznę z futerałem
gitary na plecach, który
wkroczył przez niestrzeżone drzwi i stanął obok kontuaru, gdzie była zajęta
wystukiwaniem SMS-a na swojej komórce, czy Malki dostrzegłaby nienawiść,
barbarzyńską ekstazę na jego twarzy, zanim eksplodował?
Michal i Malki zostały pochowane następnego dnia. Najbliższe przyjaciółki
od wczesnego dzieciństwa, leżą obok siebie na zawsze na wzgórzu niedaleko
wjazdu do Jerozolimy.
Malki miała piętnaście lat.
***
Jej pamiętnik pełen jest pytań: jak taka
straszna rzecz mogła przydarzyć się naszemu narodowi? Dlaczego nasza miłość
do ziemi Izraela nie jest rozumiana przez obcych? Jaki rodzaj Bożego planu
wymaga, by nastolatki były kaleczone i zabijane przez ludzi, wobec których nie
żywią żadnej nienawiści? Jak w ogóle może istnieć tak intensywna nienawiść?
Te nie do zniesienia znaki zapytania, pozostawione
przez moją córkę, codziennie krzyczą do mnie.
***
Żydowskie życie oglądane z dystansu jest
zdumiewającą sagą tragedii, osiągnięć, wzniosłości, zniszczenia i wielkości,
rozgrywaną przez tysiąclecia. Istnieje ryzyko, że zatracamy tę perspektywę,
kiedy jesteśmy jednostkami to życie przeżywającymi.
Ci z nas, którzy wychowali się w cieniu Holocaustu i którzy doświadczyli
tragedii śmierci dziecka z powodu nienawiści, walczą, by zrozumieć naturę
roli bożej w naszym życiu jako jednostek i jako narodu. Są czasy, według mądrości
żydowskiej, kiedy potrzebna ci wiedza, iż ręka Boga działa nawet wtedy,
kiedy trudno zobaczyć dowody, nawet wtedy, kiedy więcej jest pytań niż
odpowiedzi.
Arnold Roth,
Jerozolima, This Ongoing War
« Dotyk rzeczywistości (Publikacja: 11-07-2011 )
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl.
Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie,
bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w
kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.str. 2010 |
 |