Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
70.761.982 odwiedziny
Ponad 1158 autorów napisało
dla nas 7398 tekstów.
Zajęłyby one 26977 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Podniesienie wieku emerytalnego
Jest konieczne teraz
Jeszcze nie jest potrzebne
Nie jest potrzebne
  

Oddano 2460 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
Jałmużna przynosi ulgę temu, kto ją daje, a wyrządza zło temu, kto ją otrzymuje.
 Światopogląd » Dotyk rzeczywistości

Gdyby Arnold Roth urządził konferencję prasową, kto by o tym napisał?
Autor tekstu:

Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska

Po opublikowaniu artykułu w CiF (US collusion in the Gaza blockade is an affront to human rights, 8 lipca), matka zabitej działaczki International Solidarity Movement, Rachel Corrie, Cindy Corrie, urządziła dzisiaj (10 lipca) konferencję prasową w jerozolimskim American Colony Hotel, żeby omówić wnioski z zeznań w sprawie cywilnej, wytoczonej przez jej rodzinę państwu Izraela o śmierć jej córki.

Choć mam nadzieję, że nigdy nie zaznam bólu utraty dziecka, zwykła przyzwoitość nakazuje, by nie minimalizować, nie pomniejszać ani nie łagodzić straty Cindy Corrie. W kontekście nadzwyczajnego nagłośnienia tej historii przez media jest rzeczą równie słuszną poprosić o dostarczenie jakiejś perspektywy i jakiejś miary sprawiedliwości.

Nigdy nie spotkałem Cindy Corrie, ale spotkałem Arnolda Rotha, którego córkę Malkę zamordował palestyński zamachowiec-samobójca w zamachu Sbarrro w Jerozolimie.

9 sierpnia 2001 r. mieszkaniec wsi Akaba, na północ od Tulkarem, Izz al-Din Shuheil al-Masri, syn zamożnej, posiadającej ziemię rodziny, wszedł do zatłoczonej restauracji Sbarro na rogu King George Street i Jaffa Road w porze obiadowej podczas szkolnych wakacji w Jerozolimie. Restauracja była pełna klientów, w większości dzieci i matek. Zginęło 15 Żydów, włącznie z córką Arnolda, Malką, a 131 osób zostało rannych, kiedy wybuchła bomba - zawierająca śruby i gwoździe dodane dla zmaksymalizowania masakry do ładunku — który al-Masri miał w futerale gitary.

Masakra była zaplanowana i koordynowana przez oddział Hamasu z Ramallah.

Sześć tygodni później triumfalny eksponat został wystawiony na uniwersytecie Al Najah, największym na Zachodnim Brzegu; przedstawiał makietę restauracji Sbarro włącznie z nadgryzionymi kawałkami pizzy i zakrwawionymi plastikowymi kawałkami ciał zwisającymi z sufitu, jak gdyby były wysadzane w powietrze.

Wypadek, który doprowadził do śmierci Corri istotnie był tragiczny i chociaż nie wszystkie fakty procesu cywilnego zostały ujawnione, pewne rzeczy są jasne.

Chociaż ISM, grupa, dla której pracowała Rachel Corrie w momencie śmierci, próbuje utrzymywać pozory „grupy działającej na rzecz pokoju", ma ona historię aktywnego popierania ruchów terrorystycznych.

Buldożery, które Rachel i jej  „międzynarodowi" towarzysze próbowali zatrzymać 16 marca 2003 r. w Rafah, pracowały nad odsłonięciem części podziemnej sieci tuneli używanej do szmuglowania materiałów wybuchowych z Egiptu do Gazy. Te tunele zbudowane są pod cywilnymi domami i budynkami arabskimi, żeby szmuglować broń i materiały wybuchowe do Izraela. Czego Rachel i wielu jej „międzynarodowych" kolegów prawdopodobnie nie rozważali i czego nie powiedzieli im ich oficerowie prowadzący z ISM, to że każdy tunel, który uda im się ocalić, spowoduje cierpienia wielu Izraelczyków i Palestyńczyków z powodu zarówno większego terroryzmu, jak  i izraelskiej reakcji militarnej.

ISM świadomie umieścił Rachel i innych „międzynarodowych działaczy" między 50-tonowymi buldożerami a domami w Rafah i dlatego — wraz z terrorystycznym ruchem, Hamasem, który chronili — ponoszą chyba w znacznej mierze moralną odpowiedzialność za jej śmierć.

Kiedy szukasz Rachel Corrie w wyszukiwarce „Guardiana", dostajesz ponad 150 rezultatów, niektóre odnoszące się do sztuki, która była wystawiana także za granicą, o tytule „My Name is Rachel Corrie."

Kiedy szukasz Malka Chana Roth, otrzymujesz dwa wyniki — jedno w 2002 r. sucho notujące jej śmierć w kontekście listy palestyńskich i izraelskich dzieci zabitych podczas intifady do tego momentu, i drugi, zawierający częściową listę ofiar zamachu Sbarro:

„Malka Roth, 15, z Ramot, przedmieścia w zachodniej Jerozolimie, była 15. ofiarą zidentyfikowaną wczoraj rano".

Tyle. Zaledwie piętnaście słów.

Nie było żadnych sztuk teatralnych ani żadnego zainteresowania mediów międzynarodowych tą niewinną nastolatką zamordowaną przez ruch na tyle okrutny, by czcić jej mordercę jako szahida, sprawiedliwego męczennika za sprawę.

Nie sądzę, że jest bezdusznym nadużyciem pytanie do „Guardiana", czy zaoferowałby Arnoldowi Rothowi lub jego żonie, Frimet, szansę wyrażenia rozpaczy, opisania niewyobrażalnego bólu rodziny lub złożenia hołdu pamięci ich córki w sposób podobny, w jaki szansę tę wielokrotnie dał rodzinie Rachel Corrie.

Tekst oryginału.

CiF Watch, 10 lipca 2011

Ojciec Malki nie urządził konferencji prasowej w American Colony Hotel. O śmierci swojej córki napisał: 

Piętnaście

Większość żydowskich nastolatków dorastających w Australii w latach 1960. była, podobnie jak ja, dziećmi ocalonych z obozów koncentracyjnych. Nasi rodzice mieli małe, własne interesy albo byli gdzieś zatrudnieni. Niemal nie było wśród nich ludzi z wyższym wykształceniem. W większości wypadków, kiedy rodziliśmy się, nie mieliśmy ani jednego dziadka lub babki. Niemal wszyscy moi przyjaciele nosili imiona członków rodziny, którzy zginęli w Holocauście.

Było jasne, że dla naszych rodziców jesteśmy wszystkim i nikt nie musiał nam mówić, dlaczego. Na samym szczecie ich listy priorytetów było zapewnienie, że zdobędziemy najlepsze możliwe wykształcenie. Nic dziwnego, że kilka z największych i najlepszych żydowskich szkół na świecie rozpoczęła maleńka społeczność Żydów z Melbourne w pierwszych latach po II wojnie światowej. Zainteresowanie tej społeczności Izraelem było bezgraniczne. Sporadyczny izraelski film lub izraelski gość w tych odległych ziemiach australijskich był godnym upamiętnienia wydarzeniem.

***

Wojna Sześciodniowa między państwami arabskimi a Izraelem miała miejsce, kiedy ja miałem 15 lat. Tygodnie narastającego napięcia, które do niej prowadziły, pozostawiły we mnie piętno na resztę życia: zamazane obrazy telewizyjne maszerujących armii egipskiej i syryjskiej; wojownicze przemówienia Nassera i jego blokada morskiego dostępu do Ejlatu; koncentracja sił egipskich na granicy Izraela na Synaju i armii syryjskiej na Wzgórzach Golan; haniebna kapitulacja U Thanta i usunięcie sił pokojowych ONZ-u z Synaju właśnie wtedy, kiedy były najbardziej potrzebne. I mrożące krew w żyłach groźby jednego arabskiego dyktatora i monarchy po drugim: „Istnienie Izraela jest błędem, który musimy naprawić… Oto nasza okazja wymazania hańby, która jest z nami od 1948 r… Nasz cel jest jasny — wymazać Izrael z mapy".

Piętnaście oznaczało punkt zwrotny w moim życiu. Kilka miesięcy po osłupiającym pokonaniu przez Izrael tych sił, które zamierzały przeprowadzić (raz jeszcze) likwidację Żydów, zapisałem się po raz pierwszy do dziennej szkoły żydowskiej. Moje koncepcje o byciu Żydem w świecie, o historii i o tym, jak wpływa ona na nasze życie, o Holocauście i łańcuchu żydowskiego życia, zaczęły przybierać dorosły kształt.

***

Moja matka dorastała niedaleko Łodzi, w mieście położonym wystarczająco blisko polsko-niemieckiej granicy, by już pierwszego dnia wojny zajęły je wojska nazistów. Wśród mężczyzn zgarniętych przez najeźdźców w ten wrześniowy dzień był jej ojciec, mój dziadek, którego imię noszę. Jako ojciec muszę głęboko zaczerpnąć oddechu, kiedy wywołuję w umyśle obraz mojej matki rzucającej się do stóp niemieckiego żołnierza, błagającej, płaczącej, by darował życie jej ojcu.

W dniu, w którym naziści wmaszerowali do Polski i rozpoczęli proces niszczenia świata, wdeptywania w błoto wyjątkowej kultury, mordowania milionów Żydów, moja matka właśnie ukończyła 15 lat.

***

Moja świadomość życia moich rodziców zaczyna się w pewnym sensie wraz z końcem wojny: ich cztery lub pięć lat mieszkania w powojennych Niemczech, ich długa podróż do Australii jako młodej pary nie mówiącej po angielsku, bez żadnych umiejętności i bez korzeni poza kilkoma osobistymi więzami i bardzo żydowskim poczuciem społeczności.

Kilka lat temu zmieniła to niespodziewana fotografia.

Mam kuzynkę, kibucnika. Jest córką najstarszego brata mojego ojca. Urodziła się w Tel Awiwie w latach 1930., wkrótce po ucieczce jej rodziców z przedwojennej Polski. Wracając jako turystka do korzeni swoich rodziców, pojechała w roku 2000 do Krakowa i dzięki całemu łańcuchowi zbiegów okoliczności weszła w posiadanie czterech fotokopii stron, którymi podzieliła się ze mną. Były to nazistowskie dokumenty — formularze spisu, które według niemieckich wymagań Żydzi mieli wypełnić przed wysłaniem ich do obozów śmierci.

Pierwsza strona była wypełniona charakterystycznym pismem mojego ojca, błogosławionej pamięci. Małe zdjęcie doczepione do formularza pokazywało go takim, jakim go nigdy przedtem nie widziałem: męski, przystojny, młody. Dwie dalsze strony były formularzami spisowymi dwóch sióstr mojego ojca. Znałem ich imiona z drzewa rodzinnego, które zestawiłem kilka lat wcześniej z pomocą ojca, ale do tego momentu były one tylko imionami. Teraz wpatrywałem się w portrety dwóch pełnych życia, atrakcyjnych młodych kobiet.

Moja najstarsza córka, Malki, właśnie ukończyła szkolny projekt o korzeniach rodzinnych i wiedziałem, że ją to zainteresuje. Spojrzała na stronę i powiedziała to właśnie, co myślałem: że jest uderzająco podobna do pięknej siostry mojego ojca, Fejgi.

Inaczej niż moi rodzice Fejga nie przeżyła morderczej machiny nazistów. Jakikolwiek potencjał zawierało jej życie, jakiekolwiek talenty mogła rozwinąć, jakiekolwiek dary chciała dać światu — wszystko to zostało zmiażdżone przez olbrzymi akt barbarzyńskiej, agresywnej nienawiści: przez ludobójcze zamordowanie europejskich Żydów przez nazistów.

***

Kilka miesięcy po tym, jak po raz pierwszy wpatrywaliśmy się w te niezwykłe zdjęcia, Malki usiadła i po kryjomu (nic nam nie mówiąc) skomponowała słowa i melodię do zaraźliwie optymistycznej piosenki: „Żyjesz, oddychasz i poruszasz się — to wspaniały początek!... Lepiej zacznij tańczyć już teraz!"

Życie w kraju obiecanym narodowi żydowskiemu było źródłem głębokiego zadowolenia dla tej wnuczki ocalonych z Holocaustu. Odkrycie zdjęcia Fejgi umożliwiło Malce, jak sądzę, wzmocnienie poczucia jej osobistej roli jako ogniwa w starodawnym łańcuchu.

***

Intifada Arafata, wojna przeciwko cywilnej populacji Izraela, wybuchła mniej więcej w tym czasie, kiedy otrzymaliśmy te drogocenne stronice. Z pamiętnika, który pisała, wynika jasno, że niemal codzienne żniwo rannych i zabitych bardzo Malki przygniatało. Pisze ona o tym, jak musi wychodzić z klasy, żeby płakać w samotności po informacji o kolejnym zamachu terrorystycznym… i kolejnym, i kolejnym. My, jej rodzice i rodzeństwo, nie wiedzieliśmy o głębi jej empatii dla ofiar wojny szalejącej w naszym cennym kraju. Chaos i ból były dla niej głęboko osobiste. Chociaż urodziła się w Australii, Malki mieszkała w Jerozolimie od czasu, kiedy skończyła dwa lata. Czuła się głęboko związana z historią żydowską.

W sierpniu 2001 r. moja córka i jej przyjaciółka, Michal, przerwały zajęcia tego letniego dnia, żeby zjeść lunch w zatłoczonej restauracji w Jerozolimie zwanej Sbarro.

Gdyby zauważyła mężczyznę z futerałem gitary na plecach, który wkroczył przez niestrzeżone drzwi i stanął obok kontuaru, gdzie była zajęta wystukiwaniem SMS-a na swojej komórce, czy Malki dostrzegłaby nienawiść, barbarzyńską ekstazę na jego twarzy, zanim eksplodował?

Michal i Malki zostały pochowane następnego dnia. Najbliższe przyjaciółki od wczesnego dzieciństwa, leżą obok siebie na zawsze na wzgórzu niedaleko wjazdu do Jerozolimy.

Malki miała piętnaście lat.

***

Jej pamiętnik pełen jest pytań: jak taka straszna rzecz mogła przydarzyć się naszemu narodowi? Dlaczego nasza miłość do ziemi Izraela nie jest rozumiana przez obcych? Jaki rodzaj Bożego planu wymaga, by nastolatki były kaleczone i zabijane przez ludzi, wobec których nie żywią żadnej nienawiści? Jak w ogóle może istnieć tak intensywna nienawiść?

Te nie do zniesienia znaki zapytania, pozostawione przez moją córkę, codziennie krzyczą do mnie.

***

Żydowskie życie oglądane z dystansu jest zdumiewającą sagą tragedii, osiągnięć, wzniosłości, zniszczenia i wielkości, rozgrywaną przez tysiąclecia. Istnieje ryzyko, że zatracamy tę perspektywę, kiedy jesteśmy jednostkami to życie przeżywającymi.

Ci z nas, którzy wychowali się w cieniu Holocaustu i którzy doświadczyli tragedii śmierci dziecka z powodu nienawiści, walczą, by zrozumieć naturę roli bożej w naszym życiu jako jednostek i jako narodu. Są czasy, według mądrości żydowskiej, kiedy potrzebna ci wiedza, iż ręka Boga działa nawet wtedy, kiedy trudno zobaczyć dowody, nawet wtedy, kiedy więcej jest pytań niż odpowiedzi.

Arnold Roth, Jerozolima, This Ongoing War


 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Apel Zygoty
O wzmacnianiu innych i doborze przyjaciół


« Dotyk rzeczywistości   (Publikacja: 11-07-2011 )

 Wyślij mailem..   dodajdo      
Wersja do druku    PDF    MS Word

Adam Levick
Autor i redaktor naczelny strony internetowej CiF Watch zajmującej się monitorowaniem antysemityzmu na łamach "Comment is Free" strony internetowej "Guardiana" i "Observera".
 Strona www autora

 Liczba tekstów na portalu: 2  Pokaż inne teksty autora
 Poprzedni tekst autora: Wywiad z dyrektorem British Muslims for Israel, Hasanem Afzalem
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 2010 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2012 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365