Racjonalista - Strona główna


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
45.790.121 odwiedzin
Ponad 1073 autorów napisało
dla nas 5686 tekstów.
Zajęłyby one 22090 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Które państwo stanowi największe zagrożenie dla pokoju?
Iran
Korea Północna
Chiny
Palestyna
Afganistan
Rosja
Inne
  

Oddano 1896 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Książka "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
(..) chrześcijaństwo stworzyło pierwsze w Europie modele państwa totalitarnego; że chyba jedyne w dziejach ludzkich nie tylko praktykowało, ale wypowiedziało jawnie zasadę, wedle której to, co białym widzimy, trzeba czarnym nazwać, o ile zwierzchność tak każe.
 Światopogląd » Świeckie religie

Być mistykiem - widzieć zza zamkniętych powiek [1]
Autor tekstu: Eugeniusz Obarski

Mistycy i okolice

Istnieją ludzie, którzy powiadają, że są inne, doskonalsze sposoby i ścieżki pozyskiwania wiedzy, niż droga zmysłów; że zmysły, które tak cenimy, są tylko ślepym przewodnikiem, twórcą iluzji, w jakich żyjemy na co dzień! Takie przesłanie przynosi myśl Wschodu oraz dawni i współcześni mistycy z całego świata. A przecież tzw. naukowe poznanie i wiedza Zachodu, a także jego kultura, w przeważającym stopniu oparte są na zmysłach! — to dlatego mówi się dziś, iż pędzimy z ogromną prędkością (postęp technologiczny naszej cywilizacji), lecz bez światła, że jesteśmy materialistami, barbarzyńcami głuchymi i ślepymi na wszelkie przejawy subtelności duchowych, że żyjemy nadal w epoce żelaza, z tym, że niklowanego, w epoce starającej się zagłuszyć niewybredną rozrywką odczuwaną przez ludzi pustkę… Nie jest to radosna diagnoza. O jakie więc światło chodzi? I o jaki rodzaj poznania, my, ludzie Zachodu, jesteśmy w takim razie ubożsi? I czy wiedza, którą zdobywa mistyk jest nam w ogóle potrzebna? Czy kiedykolwiek uznamy, iż ten „wschodni", „irracjonalny" sposób zdobywania wiedzy o świecie i o sobie samym jest równie prawomocny jak ten „zachodni", „racjonalny"?

Powiedzmy na początek tak oto: rozróżniamy dwie kategorie wiedzy: wiedzę tworzącą idee i wywodzącą się zeń (to tzw. wiedza naukowa, pogrążona we wszelakich dualizmach typu zło- dobro, obserwator-obserwowane itd.), i drugi jej rodzaj — wiedzę wywodzącą się z przeżycia wewnętrznego i doświadczenia samego istnienia-bytu, kiedy to nie dokonuje się ocen, dualizm zostaje odrzucony, a jego miejsce zajmuje postrzeganie pozazmysłowe. Inna ważna różnica to koncepcje czasu: z jednej strony czas mierzalny, „zdroworozsądkowy" i linearny (w którym zdarzenia następują kolejno po sobie i są nieodwracalne, z drugiej — tzw. Wielki Czas, czas w którym wszystko dzieje się jednocześnie, bez żadnego „wcześniej", „potem". Zwykły czas a wieczność… Mistyk żyje w obu tych światach i czasach, a poruszając się w nich bez rozróżniania i wartościowania osiąga mistyczną pełnię. Mistyczka, św. Teresa z Avila tak określa ów stan: „Maria i Marta muszą się z j e d n o c z y ć aby udzielić Panu doskonałej gościny". Według mistyków najbardziej wartościowym celem człowieka jest zintegrowanie tych dwóch dróg. Wydaje się to proste i jednoznaczne, ale i w mistycyzmie istnieją ślepe uliczki lub prowadzące na manowce; jeśli więc szukający przeżyć mistycznych nie wyjdzie poza, pozorną przecież, wielość rodzajów/sposobów przejawiania się świata, poza dzielenie rzeczy i zdarzeń, poza ocenianie, to nigdy nie zdobędzie owego poczucia Jedności prowadzącego do Wielkiej Jedni — świata ponad podziałami, którego rdzeniem i istotą jest poznanie b e z p o ś r e d n i e.

Trzeba więc wejść w świat w którym wszystko się przenika, który jest bezczasowym światem mitów, bogów, marzeń sennych, by m. in. zobaczyć tkwiący w nas potencjał rozwojowy — to zadanie dla tych z nas, których interesuje „być" (oby równie mocno jak „mieć"), dla których posiadanie rzeczy i „świeckiego" prestiżu społecznego nie jest najważniejsze, którzy interesują się także (nie mówmy, że „dodatkowo"!) własnym rozwojem duchowym. Podkreślmy, że ów rozwój duchowy nie może służyć tylko i wyłącznie samemu mistykowi (gdyby tak się stało, jest na to pejoratywne określenie: „materializm duchowy"). W tradycji chasydzkiej podkreśla się usilnie, że jeśli święty mędrzec - cadyk będzie starał się służyć tylko Bogu, a zapomni o swych powinnościach wobec ludzi, to — jak powiada słynny rabbi Nachman z Bracławia — bez względu na to, jak wysoko wszedł po drabinie, dążąc ku doskonałości, spadnie z niej niechybnie. Bo nie gromadzi się tej specyficznej wiedzy o Rzeczywistości dla samego jej posiadania. Na dodatek być mistykiem to posiadać otwartą, nie kartezjańską i nieeuklidesową osobowość; być mistykiem to nie cenić tzw. zjawisk paranormalnych, takich jak np. telepatia, psychokineza, jasnowidzenie, przepowiadanie przyszłości itp. Powiedzmy jasno: to wszystko jest p r z e s z k o d ą na drodze jego życiowego celu — rozwoju duchowego! Mistyk nie widzi powodu dla którego miałby zajmować tymi „niezwykłymi" możliwościami. Dlaczego? Wszyscy mistycy „jak jeden mąż" twierdzą, że owe paranormalne możliwości/umiejętności pojawiają się w zupełnie n a t u r a l n y sposób właśnie wtedy, kiedy ktoś wkracza w ów świat Jedności, kiedy zaczyna postrzegać Rzeczywistość z poza zmysłów. I często jest tak, że pojawiają się one mimo, iż nie były poszukiwane czy oczekiwane. Mistycy uważają, iż owe „cuda" i moce psychiczne uważane za „nadprzyrodzone" stanowią z a s ł o n ę uniemożliwiającą prawdziwe widzenie. Zajmowanie się tymi „dyscyplinami", kultywowanie tych „niezwykłości" stanowi przeszkodę nie do pokonania na drodze do oświecenia i wyzwolenia.

Warto tu ukazać głęboką różnicę stanowisk, buddyjskiego i chrześcijańskiego: chrześcijaństwo mówi, iż cuda są po to, by wzmocnić wiarę i nawrócić nie-chrześcijan, i jak widzimy, lubuje się we wszelkich „cudownościach" z wiadomych przyczyn, natomiast Budda na widok kogoś lewitującego, powiada, że nie przyczyni się to do „pozyskania" nieoświeconych, ani nie przyniesie pożytku praktykującym buddyjską ścieżkę. Na widok zaś jogina chodzącego po wodzie Budda ponoć powiedział : „Człowieku, niepotrzebnie tracisz czas, przecież tam stoi czółno". Skąd taka niechęć mistyków do „niezwykłego"? A to z tej przyczyny, że "cuda" z a t r z y m u j ą nas na pewnym etapie, niezbyt wysoko zresztą, i niejako oddalają nas od ponadzmysłowej wiedzy, wyższej tym, że pozaczasowej, pozaprzestrzennej, a więc znajdującej się poza i ponad „tu i teraz" owych cudów! Zgoła odmienny jest (a to jest ogromnie znaczące!) stosunek chrześcijaństwa i buddyzmu do czasu. Uwypuklanie różnic pomiędzy jakże odmiennymi we wszystkim drogami nie jest wprawdzie celem tego artykułu, lecz nie sposób pominąć różnicy zasadniczej i o kolosalnym znaczeniu (także dla losów świata!). Otóż wyznacznikiem naszych czasów, a zarazem ich problemem jeśli chodzi o następstwa, jest nasza „zdroworozsądkowa" koncepcja czasu, który według niej ma być jedynie linearny i nieodwracalny. Zapewne większość ludzi jest przekonana, że to koncepcja właściwa. Niestety, nie potwierdza tego współczesna fizyka, a i starożytność była odmiennego zdania. Nauka zachodnia od wielu lat tylko potwierdza wschodnie intuicje...

Linearną koncepcję czasu zawdzięczamy judaizmowi. Następnie rozpropagowało ją i dodatkowo wzmocniło wywodzące się z judaizmu chrześcijaństwo — bo oto nastąpiło niepowtarzalne wydarzenie: Zbawiciel przyszedł na świat w określonym miejscu i czasie, umarł na krzyżu w określonym czasie i miejscu. Wszystko, co dzieje się teraz, m u s i odnosić się do tego wydarzenia, a to wymusza taką właśnie jednokierunkową koncepcję czasu. Trzeba tu dodać, iż starożytne religie nie umiejscawiały niczego w określonym miejscu geograficznym i w określonym czasie: Minerwa mogła wyłaniać się z głowy Zeusa, Apollo mógł rodzić się w Delos, Hermes, syn Zeusa — na górze Kyllene w Arkadii, a Eros, figlarny chłopczyk z łukiem i strzałami, o którym Hezjod pisze, iż narodził się z Chaosu, mógł spokojnie towarzyszyć Afrodycie, która nie miała… ani ojca, ani matki. Nikomu ze starożytnych nie przyszło do głowy by wiązać takie wydarzenia z konkretną datą! Bogowie starożytnych nie krzątają się więc pośród dat z naszego ludzkiego kalendarza i naszego potocznego rozumienia czasu. Starożytne społeczności miały także koncepcje czasu cyklicznego albo posługiwały się (tak jak mistycy!) r ó w n o c z e ś n i e dwiema koncepcjami: zegarową [chronos] /niosącą i wzmacniającą poczucie przemijania/ i drugą, w której możliwe jest przejawianie się zdarzeń „naraz" [kairos], a jeśli nawet sekwencyjnie, to i tak nie można (ani nie ma takiej potrzeby) określić k i e d y coś się wydarza.

Starożytni, podobnie jak to miało miejsce w tradycyjnych społeczeństwach Orientu, dokonywali więc podróży po swoim wnętrzu w poszukiwaniu tajemnic istnienia (absolutnie też obca im była myśl — z tego powodu właśnie — by „inwestować" w technikę, dzięki której mogliby z powodzeniem dokonywać podbojów świata fizycznego, tak jak to czyni umysłowość Zachodu). Zachodnia duchowość jest wycelowana w niebo, wschodnia zaś jest najzupełniej ziemska, zainteresowana ludzką duszą, uważająca (np. hinduizm, taoizm i buddyzm), iż dzięki kontemplacji człowiek jest w stanie dostąpić mistycznej unii z bóstwem, z Absolutem. Chrześcijańskie bóstwo jest osobowe i… niedostępne. Owo rozdzielenie człowieka i Boga wiedzie wprost do ich wzajemnego wyobcowania. Wielu myślicieli uważa, że chrześcijaństwo bezmyślnie zniszczyło kosmos przedchrześcijański, w którym ludzie zupełnie dobrze pojmowali naturę swych bogów, naturę świata, własną historię i głębie własnej duszy, żyli rytmami przyrody. Tzw. religia Chrystusowa (piszę „tak zwana", bowiem nie jestem pewien czy historia Kościoła założonego przez św. Pawła i religia rozmijająca się z duchem nauczania Mistrza z Nazaretu, podobałaby się Temuż) rozpętała według krytyków chrześcijaństwa istne piekło: demontowano mity, dokonano desakralizacji natury, pojawili się zawzięci ikonoklaści, palono starożytne biblioteki, a dusza, moralność i radość życia spętane zostały więzami dogmatów i przemocą (np. późniejsza Inkwizycja). Na zdrowym ciele tajemnicy pojawiła się najpierw skaza, a później rdza… Ta wielowiekowa polityka ekspansji religijnej (tzw. misje, nawracanie), podbój nowych terytoriów i niszczenie zastanych kultur, a w ich miejsce zaszczepianie materialistycznej i „zegarowej" kultury Zachodu i jego jedynozbawczych wizji, dokonała ogromu zniszczeń; wiele z nich pozostanie już, niestety, nieodwracalnymi.

Kolejne ważne różnice pomiędzy stanowiskiem chrześcijańskim a buddyjskim: buddyzm w swych staraniach o oświecenie, nie dzieli świata ludzkiego „na swoich i obcych", jak czyni to chrześcijaństwo, które powiada, że należy dobrze czynić ludziom, a „najbardziej domownikom wiary", czyli „swoim", buddyzm nie prowadził nigdy krucjat pod znakiem „ognia i miecza", historia chrześcijaństwa niepodważalnie obfituje w takie rzezie ["Kościół triumfujący", „zwyciężający"]. Buddyzm jest przyjazny życiu i naturze, niesie radość oświecenia, poczucie jedności z każdym człowiekiem i jego bytem, chrześcijaństwo — uczucia wrogości wobec "obcych", zaszczepia w ludziach poczucie winy, „promuje" cierpiętnictwo, a przyrodę (naturę) uważa nie tylko za upadłą, ale i martwą (!), a świat i doczesne w nim bytowanie za godne pogardy (w tym „odczarowaniu" świata tkwią korzenie dzisiejszego kryzysu ekologicznego!). Są to różnice kolosalne: buddyzm jest „paradoksalnie" ku-światowy, chrześcijaństwo za-światowe („zaświaty"). Buddyzm nie jest soteriologiczny; uważa, że nie można zbawić nikogo od niego samego, chrześcijaństwo twierdzi, że można...


1 2 3 Dalej..

 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
W. Blake: Spojrzenie odmienione wszystko odmienia
Manifest humanistyczny 2000

 Zobacz komentarze (5)..   


« Świeckie religie   (Publikacja: 09-05-2004 Ostatnia zmiana: 24-08-2004)

 Wyślij tekst mailem..   dodajdo      
Wersja do druku    PDF    MS Word

Eugeniusz Obarski
Filozof religii, kulturoznawca, wydawca, założyciel i redaktor programowy wydawnictwa Thesaurus-Press (1990-1996), aktualnie reaktywowanego (Thesaurus, Łódź-Wrocław), redaktor programowy byłej "Wiedzy Tajemnej" i Wydawnictwa Wrocławskiego, muzyk (płyty: z M. Grechutą, „Droga za widnokres” – 1972, „Magia obłoków” – 1974; z L. Janerką: „Historia podwodna” – 1986), publicysta, współpracownik wielu pism. Mieszka we Wrocławiu.

 Liczba tekstów na portalu: 35  Pokaż inne teksty autora
 Najnowszy tekst autora: Po tej i po tamtej stronie Alfreda Kubina
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 3414 
Zaloguj jako:  Hasło:   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2010 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365