Racjonalista - Strona główna


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
45.782.864 odwiedziny
Ponad 1073 autorów napisało
dla nas 5684 tekstów.
Zajęłyby one 22085 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Które państwo stanowi największe zagrożenie dla pokoju?
Iran
Korea Północna
Chiny
Palestyna
Afganistan
Rosja
Inne
  

Oddano 1889 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Książka "Racjonalisty"
Marcin Kruk - Człowiek zajęty niesłychanie
Zuzanna Niemier - Uciekinierzy

Złota myśl Racjonalisty:
"Nie mam żadnych talentów - prócz namiętnej ciekawości."
« Społeczeństwo  
Czy Polacy się lubią? [1]
Autor tekstu: Andrzej Koraszewski

Pytają mnie ludzie jak widzę ten kraj po dziesięcioleciach życia na Zachodzie? Jest to pytanie, na które bardzo trudno odpowiedzieć. Ludzie na ogół oczekują odpowiedzi krytycznych. Zdecydowana większość Polaków jest niezadowolona ze swojego życia, z rządu, z samorządu, z pracy, szkoły, Kościoła i z sąsiadów. Z pewnością są po temu powody. Rząd jaki jest każdy widzi, samorządy wsławiły się niebywałą dbałością o interesy radnych i jeszcze większą dbałością o interesy wójtów, burmistrzów, prezydentów miast i marszałków sejmików, wielu z nas najbliższe sąsiedztwo naraża na częste przypadki kradzieży i wandalizmu. Nie są to jednak wszystkie powody, dla których większość Polaków jest niezadowolona ze swojego życia. Na przestrzeni ostatnich piętnastu lat niebywale podniósł się w Polsce standard marzeń. Przez dziesięciolecia komunizmu ludzie godzili się z życiem bez perspektyw. Nie było głodu, ale o dobrobycie nie było co marzyć. Nawet jeśli na filmach pokazywano bajki o zwykłych ludziach mieszkających we własnych domach, jeżdżących pięknymi samochodami, kupujących sobie najnowsze cuda techniki, były to obrazy niemające nawet pozorów realności. Dziś każdy mieszkaniec Polski widzi na własne oczy ludzi, którzy mają własne domy i dobre samochody, w ciągu kilku lat wyrosły mniejsze i większe fortuny, przy czym istnieje głębokie przekonanie, że znaczna część tych fortun powstała w nieuczciwy sposób. W tym stereotypie ukrywa się sporo prawdy, ale nie cała prawda. Jednak ciągle jeszcze trudno odróżnić fortuny, które powstały na bazie pomysłowości i pracowitości od tych, których początkiem była zwyczajna nieuczciwość, czy zgoła bandytyzm.

Dla nauczyciela, listonosza, dla pracującego w państwowym szpitalu lekarza, dla większości rolników w Polsce życie zmieniło się i na lepsze, i na gorsze. Na lepsze, bo wszyscy mają dziś dostęp do towarów, o których nie mogli marzyć. Na gorsze, bo tylko niektórzy mogą sobie pozwolić na firmowe ubrania i zachodnie samochody, a większość skazana jest na używaną odzież zachodnią, czy na import z krajów trzeciego świata, na pogardzane używane małe polskie fiaty, czy polonezy, na szczególnie dolegliwe tkwienie w brzydkich i ciasnych komunalnych mieszkaniach. Dramat rolników jest bodaj największy. Dyskryminowani przed komunizmem, dyskryminowani w okresie komunizmu, dziś nie tylko niosą największy ciężar odchodzenia od komunizmu, są również nieustannie obiektem szyderstw i pogardy ze strony „elit" i całej reszty społeczeństwa.

Zmieniła się oferta w sklepach, zmieniła się struktura cen i zmieniły się priorytety. W efekcie wielu ludzi ma poczucie znacznego pogorszenia się ich sytuacji życiowej. Nad tymi, którzy żyją z pracy najemnej zawisła groźba bezrobocia, ci, którzy mają własne warsztaty pracy, nigdy nie wiedzą na jakie dochody mogą liczyć za miesiąc czy za rok. Krótko mówiąc, wzrósł poziom niepewności dochodów i dramatycznie wzrósł stopień trudności w prowadzeniu budżetów rodzinnych. Poczucie, że jest gorzej jest po części wynikiem frustracji. To zagubienie w nowym świecie jest często lekceważone, a czasem wręcz wyśmiewane przez polityków i dziennikarzy. Paternalistyczny stosunek mediów do reszty społeczeństwa jest jedną z najbardziej irytujących cech polskiego dziennikarstwa.

Czy warto więc było do Polski wracać? Oczywiście, i zrozumienie tej tajemnicy nie wymaga odwoływania się ani do mistycyzmu, ani do romantyzmu. Polska jest dziś krajem demokratycznym, nawet jeśli ta demokracja jest ciągle jeszcze kulawa. Jest krajem ogromnych możliwości. Jest wyzwaniem, które, jeśli nie mierzyć sił na zamiary, ale zamiary wedle sił, może dostarczyć ogromnej satysfakcji.

***

Od dawna dręczyło mnie pytanie, czy Polacy się lubią i kusiła mnie próba uporządkowania własnych myśli na ten temat. Do postawienia tego pytania kilka lat temu sprowokował mnie amerykański przyrodnik Robert Ardrey.

Podobnie jak wielu innych irytowałem się wieczną agresją w polskim społeczeństwie. Emigracja wyostrzyła tę irytację, bo już nie tylko drażniła mnie agresja innych, ale i obserwacja, że przemieszczając się ze Szwecji czy z Anglii do Polski, stawałem się innym człowiekiem, zdolnym do nagłego podniesienia głosu, do głośnego wyrażania uzasadnionej, czy irracjonalnej złości, marudzącym na wszystko i na wszystkich. Teraz, po powrocie na stałe do Polski, mając kontakt z młodzieżą w gimnazjum, widzę jak wcześnie u młodych ludzi ujawnia się jakaś absurdalna mizantropia. Wszelkie zło jest pochopniej generalizowane niż dobro, ba, ci młodzi ludzie wydają się cierpieć na jakiś rodzaj ślepoty — nie dostrzegają przykładów dobra i uczciwości, w koncentracji na tym, co złe, gubią również fascynację tym, co ciekawe.

Szczyt popularności Roberta Ardreya przypadał na lata sześćdziesiąte. Ukazało się wówczas kilka jego książek poświęconych obserwacji zachowań społecznych różnych gatunków zwierząt. W „The Territorial Imperative" w pewnym momencie używa terminu noyau. Zapożyczył go od swojego francuskiego kolegi, który wprowadził go dla określenia społeczności, w której jedyną liczącą się więzią jest więź rodzinna i którą cechuje silny wewnętrzny antagonizm. Ardrey jest trochę zażenowany. W amerykańskim czy angielskim społeczeństwie agresji nie brakuje, użycie francuskiego terminu na określenie tego zjawiska jest w pewnym sensie niesmaczne. A jednak w angielskim brakowało mu słowa, które natychmiast dawałoby właściwe skojarzenia. Zapewne dylemat z nazwą i jej definicją skłoniło go do napisania krótkiego rozdziału na temat społeczeństwa włoskiego, które jego zdaniem jest laboratoryjnym przykładem noyau. Ardrey spędził kilka lat w Rzymie i miał ogromną sympatię dla Włoch i dla mieszkańców tego kraju. Zaczyna rozdział o Włochach przypomnieniem słów Benso Cavoura, który miał powiedzieć: „stworzyliśmy Włochy, a teraz musimy stworzyć Włochów". Zdaniem Ardreya to drugie zadanie okazało się niewykonalne. Włosi są narodem tylko z nazwy, ich prawdziwa lojalność pozostaje na poziomie rodziny.

Moja znajomość Włoch ogranicza się do kilku urlopów spędzonych w tym kraju i do mało systematycznych lektur. Czy ściśnięte na kilku stronicach uwagi amerykańskiego przyrodnika można traktować poważnie? Chyba tak, wielu innych wydaje się potwierdzać jego obserwacje. Ardrey pisze, że lojalność Włochów ogranicza się do rodziny, że w gruncie rzeczy, mimo całej swojej otwartości, są dość samotni, nieskłonni do przyjaźni, że w porównaniu z innymi, patriotyzm nie jest dla nich szczególnie ważny. W słonecznej Italii częściej można spotkać geniusza niż bohatera, dla Włocha każda okazja jest dobra, żeby wyrazić nieufność i złość wobec innego Włocha. Włoch — pisze Ardrey — może nie cierpieć swojej rodziny, ale jest na nią skazany, grupy wykraczające poza rodzinę są jej odbiciem i przedłużeniem, co znajduje swój wyraz we wszechobecnym nepotyzmie. Ardrey sądzi, że to włoskie noyau nie zmieniło się od czasów rzymskich, z czego mogłoby wynikać, że są na ten typ stosunków społecznych skazani, nic się nie da zmienić.

Czy są tu jakieś analogie do naszej polskiej rzeczywistości? Dzisiejsza socjologia straciła zainteresowanie dla problematyki więzi społecznej, ale jeszcze w latach sześćdziesiątych i później w licznych badaniach znajdowano, że Polacy deklarują bardzo silne więzy rodzinne i dość abstrakcyjnie pojmowany patriotyzm. Natomiast to, co nazywamy więzią lokalną, zawodową, religijną czy przyjacielską, było w życiu Polaków mało istotne. W owych czasach interpretacja wyników tych badań narzucała się sama - winny jest komunizm z jego świadomym i systematycznym niszczeniem wszelkich spontanicznych więzi społecznych. Zdawać by się mogło, że upadek komunizmu zaowocuje błyskawiczną odbudową więzi lokalnych oraz więzi opartych na wspólnocie zawodowej czy na wspólnych zainteresowaniach. Sądząc po liczbie zarejestrowanych w ostatnich latach partii politycznych oraz wszelkiego rodzaju stowarzyszeń, tak się właśnie stało. Nie trzeba jednak badań socjologicznych, żeby stwierdzić, że ten proces odbudowy więzi społecznych jest bardzo wątły. Stosunki społeczne w Polsce wydaje się dominować wzajemna nieufność i wewnętrzny antagonizm, znacznie silniejszy niż w większości społeczeństw zachodnich. Oczywiście trudno byłoby tę obserwację potwierdzić wiarygodnymi badaniami, z tej prostej przyczyny, że teorie socjologiczne nie dają się falsyfikować, ale nawet codzienne obserwacje nie pozostawiają tu wiele wątpliwości. Lektura niezliczonych artykułów na temat tego, co popularnie nazywa się chamstwem, również.

Porównując prezentowany przez Ardreya opis społeczeństwa włoskiego z własnymi odczuciami na temat społeczeństwa polskiego widzimy, że polskie noyau wydało zdecydowanie mniej uznanych w świecie geniuszów, za to herosów mamy tylu, iż w naszym dość słabo zurbanizowanym kraju brakuje nam ulic dla ich uczczenia. Na ile ta różnica jest istotna? Trudno powiedzieć. Ze względu na nikłe poparcie społeczne i słabe przygotowanie logistyczne, nasi bohaterowie to z reguły bohaterowie tragiczni, a ich tragedia może być również po części interpretowana jako konsekwencja owych słabych więzi społecznych.

Stosunkowo najczęściej zauważa się podobieństwo polskiej i włoskiej sceny politycznej. Rozproszenie partii politycznych, ciągłe polityczne swary, ustawiczne rozpadanie się rządowych koalicji, nepotyzm i skorumpowanie polityków. I tu, i tam obserwujemy toczące się przez dekady boje o ustanowienie ordynacji wyborczej kładącej kres ciągłemu kleceniu gabinetów rządowych z wielopiętrowych koalicji, a tym samym zdominowaniu sceny politycznej przez targi o stołki. Podejrzewam, że ten charakter sceny politycznej jest również efektem słabych więzi społecznych. Zatomizowane społeczeństwo z jednej strony często oczekuje od władzy rzeczy niemożliwych, z drugiej strony, ta władza nie ma żadnego autorytetu; każdy jest przekonany, że najlepiej skrzyknąć sobie swoją własną partyjkę i przemawiać w imieniu wszystkich Polaków. Między politykiem a wyborcą nie ma żadnego partnerstwa, widać to szczególnie na szczeblu samorządowym. Mieszkańcy gmin nie tylko nie są, ale i nie bardzo chcą być partnerami samorządu. Jest to zapewne spowodowane tym, że obywatel z reguły występuje wobec władzy jako indywidualna jednostka. I tu natychmiast wyłania się pytanie: dlaczego Amerykanie, Anglicy, Szwedzi czy Niemcy potrafią znacznie sprawniej organizować się w grupy niż Polacy? Nie ma nic nudniejszego niż „nocne Polaków rozmowy", zmienia się czasem przedmiot utyskiwań, ale nie ton. Łączy nas wspólnota niezadowolenia ze wszystkiego i brak fascynacji czymkolwiek. Wszelkie działania pozytywne pozostawiamy władzom i jesteśmy z góry przekonani, że sobie z nimi nie poradzą. Najbardziej przeraża udzielanie się tych postaw młodemu pokoleniu, które z natury rzeczy powinno być skłonne do łatwego zawierania przyjaźni, tworzenia grup wspólnych zainteresowań, do występowania z inicjatywami i do prób ich realizacji własnymi siłami. Nasza kultura formalna przygotowuje jednak młode umysły do życia u cioci na imieninach, a kultura nieformalna do pokazywania języka za plecami.


1 2 Dalej..

 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Grzebanie a kremacja ciał
Co z tego, że ona powiedziała 'tak'?

 Zobacz komentarze (7)..   


« Społeczeństwo   (Publikacja: 15-10-2004 )

 Wyślij tekst mailem..   dodajdo      
Wersja do druku    PDF    MS Word

Andrzej Koraszewski
Były dziennikarz BBC (także wiceszef polskiej sekcji) i współpracownik paryskiej "Kultury". Z Racjonalistą współpracuje od września 2004 r. Zastępca redaktora naczelnego Racjonalisty.
 Strona www autora
 Numer GG: 2098433

 Liczba tekstów na portalu: 351  Pokaż inne teksty autora
 Liczba tłumaczeń: 11  Pokaż tłumaczenia autora
 Najnowszy tekst autora: Perypatetyk w sieci
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 3679 
Zaloguj jako:  Hasło:   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2010 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365