 |
Chcesz wiedzieć więcej? Zamów dobrą książkę. Propozycje Racjonalisty: | | |
   |
|
|
 |
« Religie i sekty Z jedną nogą w niebie... Autor tekstu: Andrzej Koraszewski
Z ekonomicznego punktu widzenie
kapłani (wszelkich religii) są istotami ze wszech miar racjonalnymi. Zajmują
się czymś, co w ekonomii nazywa się trading
in futures, czyli
przyjmowaniem przedpłat w ciemno na dostawę towaru w przyszłości. Jak długo
istnieje popyt na tego rodzaju usługi, a handel przynosi zyski, w świetle
ekonomii działanie jest racjonalne. Specjaliści zwracają uwagę na
fakt, że giełda to handel opiniami. Jeśli ufam, że notowana na giełdzie
firma "Zeus +" będzie miała zyski, kupuję jej akcje, jeśli obawiam się,
że firma Hermes i S-ka może zacząć tracić klientów, sprzedaję. Oczywiście
muszę pamiętać, że ciągle próbuje się manipulować moimi opiniami, że na
ogół firmy notowane na giełdzie starają się mnie przekonać, że są w lepszej kondycji niż są w rzeczywistości, czasem próbują podkopać zaufanie
do konkurentów, czasem również świadomie i z premedytacją wywołują panikę,
żebym pozbył się tanio tego, co oni chcieliby kupić, albo ukrywają zamiar
przeprowadzenia jakiejś operacji, żeby nagła zwyżka cen ich akcji przyniosła
zyski komu trzeba.
Giełdowe przewidywania oparte są
na dość kruchych podstawach, a dokładniej zachowania posiadaczy akcji uzależnione
są od tak wielu czynników, że ich przewidywanie z rozsądnym stopniem
prawdopodobieństwa nie jest możliwe. Zdecydowana większość doradzających
mi ekspertów nie zrobiła fortuny na swoich przewidywaniach, co może być
wskazówką, że ich ekspertyza nie jest najwyższego lotu i przypadkowe decyzje
ekonomicznego idioty mogą być równie słuszne albo lepsze.
Handel futures obarczony jest szczególnym ryzykiem, gdyż kupujemy przysłowiowego
kota w worku. Zyski są tu tak niepewne, a prawdopodobieństwo przegranej tak duże,
że rynek dla futures nie powinien
nigdy powstać, a jak już powstał, to ludzie szybko powinni się przekonać,
że jest to zupełne szaleństwo. A jednak chętni inwestują miliardy dolarów i nic nie wskazuje na to, aby miało zabraknąć klientów na futures.
Mamy tu do czynienia z analogią z religiami, które na długo przed wymyśleniem pieniędzy (o giełdach nie
wspominając) zajmowały się handlem towarami, które klient ma otrzymać nie
tylko w odległej przyszłości, ale zgoła po śmierci. Zmieniają się nazwy
notowanych na rynku religii i charakter obiecywanych po śmierci towarów, ale
(wbrew przewidywaniom) popyt bynajmniej nie maleje. Oczywiście popyt na niebiańskie
futures fluktuuje i nikt tak na prawdę
nie wie od czego on zależy. Mam wrażenie, że na przykład w Irlandii
obserwujemy obecnie rodzaj giełdowej paniki. Irlandia, która przez dziesiątki
lat dostarczała katolickich księży na rynki amerykańskie, azjatyckie i afrykańskie, odczuwa kryzys powołań kapłańskich. Niemal wszystkie seminaria
dla duchownych zostały zamknięte, w ubiegłym roku wyświęcono poniżej
dziesięciu księży, a tegoroczny plon nie jest lepszy. Spotkałem
się z opinią, że rynek (z Bożą pomocą) został przechwycony przez Polskę. Z pewnością nie jest to cała prawda, gdyż w żaden sposób nie dotyczyłoby
to popytu na kapłanów na irlandzkim rynku wewnętrznym, który do niedawna zgłaszał
wielokrotnie wyższe zapotrzebowanie. Najwyraźniej spadek popytu na niebiańskie
futures w Irlandii spowodował załamanie
się zainteresowania powołaniem kapłańskim wśród irlandzkiej młodzieży męskiej.
Czym jednak spowodowany był spadek
popytu na niebiańskie futures?
Eksperci są tu skłonni obwiniać ekonomię i tzw. irlandzki cud gospodarczy,
który z kolei wiązany jest z oddziaływaniem członkostwa w Unii Europejskiej.
Trudno to wykluczyć, chociaż
zdaniem innych ekspertów zawiniły nagłośnione przez media skandale o podłożu
seksualnym oraz finansowym pojawiające się w środowiskach kościelnych.
Z jedną nogą w niebie najlepiej
wyciągać pieniądze od tych, którzy są jedną nogą w grobie, lub którzy z braku jakichkolwiek możliwości inwestowania w doczesne futures, grają w totolotka lub dają się namówić na niebiańskie futures. Ubogich i pozbawionych realnych nadziei interesuje najczęściej
jedno i drugie, przy czym prawdopodobieństwo trafienia głównej wygranej w totka jest wyższe, bo jest mniej więcej jak jeden do czternastu milionów,
natomiast prawdopodobieństwo dostawy niebiańskich futures
nie jest kwantyfikowalne, ale są
podstawy aby sądzić, że wynosi zero.
Oczywiście religie nie ograniczają
swoich działań ekonomicznych do handlu niebiańskimi futures. Mamy tu również do czynienia z rozległym handlem
towarami mającymi zapewnić nam korzyści i przyjemności w życiu doczesnym. Obok
takich towarów jak chrzciny, śluby, pogrzeby, normalne msze święte (primary
products) mamy tu również
produkty określane jako „modły w intencji". Jest to towar chętnie
kupowany w sytuacji zagrożenia życia lub zdrowia. Aczkolwiek żadne badania
nie wykazały najmniejszego związku między nasileniem modłów, a poprawą
stanu zdrowia człowieka chorego na raka, czy na katar, trudno jednak
przeprowadzić falsyfikację hipotezy, że związki takie zachodzą. Podobnie
jak w przypadku ekspertów giełdowych (którzy z reguły milionerami nie są)
umieralność kapłanów na różne schorzenia nie odchyla się od statystycznej
normy. (Czy to znaczy, że nie modlą się żarliwiej od swoich wiernych, czy żarliwsze
modły są równie mało skuteczne jak te mniej żarliwe?) Co
więcej, z bardzo nielicznymi wyjątkami, w przypadku choroby kapłani starają
się korzystać z najlepszej opieki medycznej na jaką stać ich wiernych,
ewentualnie stosując modlitwy tylko jako kurację wspomagającą. Nie
wydaje się również, aby na wynik kuracji przez modlitwę wpływała liczba osób
modlących się w tej samej intencji. Mimo że sprzedający tę usługę w odniesieniu do siebie nie bardzo wierzą w skuteczność tego rodzaju kuracji,
skutecznie podtrzymują na nią popyt, pośrednio i bezpośrednio wspierając
zaufanie do medycyny alternatywnej, która nie tylko pomaga jak umarłemu kadzidło,
ale wręcz szkodzi.
Kilkadziesiąt lat temu w jednej
ze swoich pięknych filozoficznych bajek Leszek Kołakowski pokazał, że
idealizm nie jest wrogiem handlu. Żyję w świecie, w którym ustawicznie
namawiają mnie do kupna samochodu na kredyt i zbawienia za gotówkę. Staram się
być racjonalny, ale Bóg mi świadkiem, pokusy są straszne.
« Religie i sekty (Publikacja: 31-10-2004 )
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl.
Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie,
bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w
kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.str. 3732 |
 |