|
|
 |
Nauka » Pseudonauka, paranauka
Maść na szczury [1] Autor tekstu: Richard Dawkins Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska
Przedmowa
do pośmiertnie wydanej książki Johna Diamonda: Snake
Oil and other preoccupations (Cudowne mikstury i inne troski)
John Diamond szybko rozprawiał się z tymi spośród swoich wielbicieli, którzy
chwalili go za odwagę. Istnieją jednak różne rodzaje odwagi i nie powinniśmy
ich mylić. Istnieje fizyczny hart ducha w obliczu naprawdę szokującego losu,
stoicka dzielność w znoszeniu bólu i poniżenia podczas heroicznej walki z wyjątkowo złośliwą formą raka. Diamond zarzekał się, że nie posiada tego
typu odwagi (sądzę, że zbyt skromnie, a w każdym razie nikt nie mógłby
zaprzeczyć, że miała ją jego cudowna żona). Użył wręcz podtytułu Because
Cowerds Get Cancer Too (Ponieważ tchórze także dostają raka) do swoich
wzruszających i jak nadal sądzę odważnych dzienników własnej choroby.
Ale
istnieje inny rodzaj odwagi i tutaj John Diamont niewątpliwie stoi w jednym
szeregu z najlepszymi. Jest to odwaga intelektualna: odwaga trzymania się własnych
zasad intelektualnych, nawet kiedy jest się in
extremis i pokusa łatwej pociechy, którą mogłaby przynieść ich zdrada,
jest bardzo silna. Od Sokratesa, poprzez Davida Hume’a do dzisiaj, ludziom
rozumu, którzy wyrzekali się dziecięcego poczucia bezpieczeństwa, jakie dają
irracjonalne przesądy, rzucano wyzwanie: „Dobrze ci mówić teraz.
Poczekaj tylko aż będziesz na łożu śmierci. Szybko zmienisz zdanie".
Pociecha, jakiej uprzejmie odmówił Hume (jak wiemy od Boswella dzięki jego
wiedzionej chorobliwą ciekawością wizycie u umierającego Hume’a) była
odpowiednia do jego czasów. W czasach Johna Diamonda i naszych taką pociechą
są „alternatywne" cudowne terapie, oferowane, kiedy konwencjonalna
medycyna wydaje się nie dawać rezultatów czy też wręcz poddaje się.
Kiedy patolodzy odczytali swoje znaki runiczne; kiedy wyrocznie rentgena,
tomografii komputerowej i biopsji przemówiły i nadzieja sięgnęła bruku;
kiedy chirurg wchodzi do pokoju w towarzystwie „chudej kobiety (...) nieco
zażenowanej (...) w kapuzie i płaszczu z kosą na ramieniu", to wtedy właśnie
zaczynają krążyć „alternatywne" czy „komplementarne" sępy.
To jest ich chwila. To wtedy dopadają swoich ofiar, by na nadziei zrobić pieniądze:
im bardziej rozpaczliwa nadzieja, tym lepiej można się obłowić. Dla
sprawiedliwości trzeba powiedzieć, że motywem działania wielu handlarzy
nieuczciwymi remediami jest uczciwe pragnienie niesienia pomocy. Ich uporczywe
nagabywanie ciężko chorych, ich natrętne oferty pigułek i mikstur
podbudowane jest szczerością, wznoszącą się ponad finansową chciwość
szarlatanów, na rzecz których działają.
Próbowałeś chrząstek kałamarnic? Konwencjonalni lekarze gardzą nimi,
ale moja ciotka nadal żyje na chrząstkach kałamarnic dwa lata po tym, jak jej
onkolog dawał jej tylko sześć miesięcy życia (no cóż, skoro pytasz,
dostaje także radioterapię). A jest jeszcze ten cudowny uzdrawiacz, który
praktykuje leczenie stopami ze zdumiewającymi wynikami. Chodzi w tym o dostrojenie twoich holistycznych (czy to może nazywało się holograficzne?)
energii do naturalnych częstotliwości organicznych (czy to się nazywa
orgazmiczne?) wibracji kosmicznych. Nie masz nic do stracenia, więc równie
dobrze możesz spróbować. Jedna seria kosztuje 500 funtów, to może brzmi
drogo, ale co znaczą pieniądze, kiedy chodzi o życie?
Jako człowiek
znany, który w poruszający i osobisty sposób pisał o straszliwych postępach
swojej choroby, John Diamond był jeszcze bardziej narażony na takie syrenie śpiewy;
zasypywano go dobrymi radami i ofertami cudów. Sprawdzał je, szukał dowodów
na ich korzyść, nie znalazł żadnego, widział ponadto, że fałszywa
nadzieja, jaką wzbudzały, mogła faktycznie szkodzić — i zachował uczciwość i jasność widzenia do samego końca. Kiedy przyjdzie czas na mnie, nie
spodziewam się wykazać jednej czwartej fizycznej dzielności Johna Diamonda,
choć tak się zarzekał, że jej nie ma. Mam jednak wielką nadzieję, że
potrafię wziąć go za wzór w kwestii odwagi intelektualnej.
Oczywistym i natychmiastowym kontroskarżeniem jest zarzut arogancji. Czy „intelektualna
odwaga" Johna Dimonda, daleka od myślenia racjonalnego, nie jest w rzeczywistości irracjonalnym, nadmiernym zaufaniem nauce, zaślepioną i dogmatyczną odmową rozważenia alternatywnych poglądów na świat i na
zdrowie człowieka? Nie, nie i jeszcze raz nie. To oskarżenie miałoby
podstawy, gdyby Diamond stawiał na konwencjonalną medycynę tylko dlatego, że
jest konwencjonalna, a odrzucał alternatywną medycynę po prostu dlatego, że
jest alternatywna. Ale oczywiście niczego takiego nie robił. Jego (i moim)
zdaniem naukowa medycyna jest zdefiniowana
jako zestaw praktyk, które poddają się testom.
Alternatywna medycyna jest zdefiniowana jako zestaw praktyk, których nie można
testować, nie godzą się na testy lub systematycznie nie zdają testów. Jeśli
uzdrawiająca technika dowiedzie swoich leczniczych właściwości we właściwie
kontrolowanych podwójnie ślepych próbach, przestaje być alternatywna. Jak to
wyjaśnia Diamond, po prostu staje się medycyną. I odwrotnie, jeśli technika
wymyślona przez przewodniczącego Królewskiego Towarzystwa Lekarskiego
systematycznie zawodzi w podwójnie ślepych próbach, przestaje być częścią
„konwencjonalnej" medycyny. To, czy wejdzie do repertuaru medycyny
alternatywnej, będzie zależało od tego, czy zaadoptuje ją wystarczająco
ambitny szarlatan (zawsze znajdą się wystarczająco łatwowierni pacjenci).
Ale czy nie jest
arogancją wymaganie, by metoda testowania była naukowa? Bardzo proszę, używajcie
sobie naukowych testów do sprawdzania naukowej medycyny. Czy nie jest jednak słuszne,
by alternatywna medycyna była sprawdzana „alternatywnymi" testami?
Nie. Nie ma niczego takiego jak alternatywne testy. Tutaj Diamond zajmuje wyraźne
stanowisko i ma rację.
Albo prawdą
jest, że terapia działa, albo nie. Nie może być fałszem w zwykłym sensie,
ale prawdą w jakimś „alternatywnym" sensie. Jeśli terapia czy lek
jest czymś więcej niż placebo, zdadzą egzamin na celująco w poprawnie
przeprowadzonych, statystycznie zanalizowanych podwójnie ślepych próbach.
Wielu kandydatów pragnących uznania jako „konwencjonalne" leki nie
zdaje egzaminu i pospiesznie się z nich rezygnuje. Etykietka
„alternatywny" nie powinna (choć niestety czyni to) dawać immunitetu
przed tym samym losem.
Książę Karol
wezwał niedawno do wydania dziesięciu milionów funtów z budżetu państwa na
badania roszczeń „alternatywnej" czy „komplementarnej"
medycyny. Godna podziwu propozycja, chociaż nie jest jasne, dlaczego rząd, który
musi balansować konkurujące ze sobą priorytety, ma być właściwym źródłem
pieniędzy, biorąc pod uwagę, że wiodące „alternatywne" techniki
już zostały wielekroć przetestowane — i nie zdały egzaminu. John Diamond
podaje, że biznes alternatywnych leków w Wielkiej Brytanii ma obroty liczące
się w miliardach funtów. Być może jakiś mały ułamek zysków tworzonych
przez te leki można przeznaczyć na sprawdzenie, czy rzeczywiście działają. W końcu tego właśnie oczekuje się od „konwencjonalnych" firm
farmaceutycznych. Czy może być tak, że dostawcy alternatywnych leków wiedzą
aż za dobrze, jaki będzie rezultat poprawnie przeprowadzonych prób? Jeśli
tak, to doskonale można zrozumieć ich niechęć do finansowania własnej
Nemezis. Niemniej mam nadzieję, że znajdą się gdzieś pieniądze, być może z własnych zasobów księcia Karola na akcje dobroczynne, i z przyjemnością będę
służył w komitecie doradczym jak je rozdzielić, jeśli mnie o to poproszą.
Choć podejrzewam, że badania warte dziesięć milionów funtów to więcej niż
potrzeba, by rozstać się z większością bardziej popularnych i lukratywnych
„alternatywnych" praktyk.
Jak można by
wydać te pieniądze? Weźmy jako przykład homeopatię i załóżmy, że
dostaliśmy wystarczająco dużą subwencję, by planować eksperyment na
stosunkowo dużą skalę. 1000 pacjentów, którzy wyrażą na to zgodę,
zostanie podzielonych na grupę eksperymentalną 500 osób (którzy dostaną
homeopatyczną dawkę) i 500 osobową grupę kontrolną (którzy jej nie dostaną). W celu respektowania zasady „holistycznej", że każda jednostka musi
być traktowana indywidualnie, nie będziemy upierać się, by wszyscy w grupie
eksperymentalnej dostawali tę samą dawkę. Nic tak prymitywnego. Zamiast tego
każdy pacjent zostanie zbadany przez dyplomowanego homeopatę, który przepisze
mu indywidualną terapię. Różni pacjenci nie muszą nawet otrzymywać tej
samej homeopatycznej substancji.
W tym miejscu
jednak wchodzi najważniejsza ze wszystkiego podwójnie ślepa randomizacja. Po
napisaniu recept dla wszystkich pacjentów, połowa pacjentów, losowo, zostanie
zaliczona do grupy kontrolnej. Grupa kontrolna w rzeczywistości nie otrzyma
przepisanej dawki. Zamiast tego dostaną substancję pod wszelkimi względami
identyczną do przepisanej, ale z jedną zasadniczą różnicą. Domniemany
aktywny składnik zostanie pominięty. Losowego doboru dokona komputer w taki
sposób, że nikt nie będzie wiedział, którzy pacjenci należą do grupy
eksperymentalnej, a którzy do kontrolnej. Sami pacjenci nie będą wiedzieć;
homeopaci nie będą wiedzieć; farmaceuci przygotowujący dawki nie będą
wiedzieć; i lekarze oceniający wyniki nie będą wiedzieć. Butelki z lekarstwami będą zidentyfikowane tylko nieprzeniknionymi kodami cyfrowymi. Ma
to zasadnicze znaczenie, ponieważ nikt nie zaprzecza występowaniu efektu
placebo: pacjenci, którzy sądzą, że otrzymują skuteczną kuracje, czują się
lepiej, niż pacjenci sądzący coś odwrotnego.
Każdy pacjent
zostanie zbadany przez zespół lekarzy i homeopatów, tak przed, jak i po
leczeniu. Zespół zapisze swoją ocenę dla każdego pacjenta: czy stan zdrowia
danego pacjenta polepszył się, pozostał taki sam czy pogorszył? Dopiero
kiedy te oceny zostaną zapisane i zalakowane, otworzy się kody komputera.
Tylko wtedy będziemy wiedzieli, którzy z pacjentów otrzymali dawkę
homeopatyczną, a którzy kontrolne placebo. Wyniki zostaną zanalizowane
statystycznie, żeby zobaczyć, czy homeopatyczne dawki miały jakiś skutek.
Wiem na co sam stawiam, ale — i to jest piękno prawdziwej nauki — nie mogę wpłynąć
na wynik. Nie mogą tego zrobić także homeopaci, który obstawiają odwrotność.
Podwójnie ślepa próba nie dopuszcza takiej możliwości. Eksperyment może być
przeprowadzony przez zwolenników lub sceptyków, lub jednych i drugich razem,
ale nie zmieni to rezultatów.
Istnieje cały
szereg szczegółów, dzięki którym można taki eksperyment uczynić bardziej
czułym. Pacjentów można podzielić na „pasujące pary", dopasowane
pod względem wieku, wagi, płci, diagnozy, prognozy i preferowanego leku
homeopatycznego. Jedyną stałą różnicą jest to, że jeden członek każdej
pary losowo i tajnie zostaje przydzielony do grupy kontrolnej i dostaje placebo.
Potem statystycznie porównuje się każdego eksperymentalnego pacjenta z dopasowanym do niego członkiem grupy kontrolnej.
1 2 Dalej..
« Pseudonauka, paranauka (Publikacja: 07-11-2004 Ostatnia zmiana: 01-07-2006)
Richard Dawkins Wybitny ewolucjonista, profesor Uniwersytetu w Oxfordzie. Urodził się w 1941 roku w Nairobi. Autor książki Samolubny gen, w której nadał nazwę i spopularyzował koncepcję George’a C. Williamsa, a która rzuciła nowe spojrzenie na przyczyny i sposoby ewolucji. Koncepcja ta umożliwiła lepsze niż kiedykolwiek wcześniej zrozumienie i wytłumaczenie motywów ludzkich (i zwierzęcych) zachowań, na gruncie zarówno biologii molekularnej, jak i psychologii ewolucyjnej. Najważniejsze jego publikacje: Samolubny gen (The Selfish Gene, 1976); Ślepy zegrarmistrz (The Blind Watchmaker, 1986); Fenotyp rozszerzony. Dalekosiężny gen (1982); Rzeka genów (River Out of Eden, 1995); Wspinaczka na szczyt nieprawdopodobieństwa (Climbing Mount Improbable, 1996); Rozplatanie tęczy (Unweaving the Rainbow, 1998), The Ancestor’s Tale (2004), Bóg urojony (God Delusion, 2006), The Greatest Show on Earth (2009) Więcej informacji o autorze Więcej informacji o autorze Strona www autora
Liczba tekstów na portalu: 35 Pokaż inne teksty autora Najnowszy tekst autora: Jest miejsce dla tradycji, ale nie tam, gdzie chodzi o wiedzę opartą na faktach | Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl.
Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie,
bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w
kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.str. 3753 |
 |