Racjonalista - Strona główna


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
50.744.428 odwiedzin
Ponad 1120 autorów napisało
dla nas 5942 tekstów.
Zajęłyby one 22940 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Naturalni partnerzy społeczni racjonalistów:
feministki
mniejszości religijne
mniejszości seksualne
środowisko naukowe
pastafarianie
inne
żadne z powyższych
  

Oddano 3758 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Unamuno - Agonia chrystianizmu
L. Ziemicki - Światopogląd na eksport
Friedrich Nietzsche - Antychryst
Piotr Szumlewicz - Niezbędnik ateisty

Znajdź książkę..
Sklepik "Racjonalisty"
Zuzanna Niemier - Iluzje
Kazimierz Czapiński - Dokąd kler prowadzi Polskę? Laickie mowy sejmowe

Złota myśl Racjonalisty:
"Aby być niepospolicie uczonym, trzeba zacząć od pospolitego uczenia się."
 Nauka » Pseudonauka, paranauka

Maść na szczury [1]
Autor tekstu: Richard Dawkins

Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska

Przedmowa do pośmiertnie wydanej książki Johna Diamonda: Snake Oil and other preoccupations (Cudowne mikstury i inne troski)

John Diamond szybko rozprawiał się z tymi spośród swoich wielbicieli, którzy chwalili go za odwagę. Istnieją jednak różne rodzaje odwagi i nie powinniśmy ich mylić. Istnieje fizyczny hart ducha w obliczu naprawdę szokującego losu, stoicka dzielność w znoszeniu bólu i poniżenia podczas heroicznej walki z wyjątkowo złośliwą formą raka. Diamond zarzekał się, że nie posiada tego typu odwagi (sądzę, że zbyt skromnie, a w każdym razie nikt nie mógłby zaprzeczyć, że miała ją jego cudowna żona). Użył wręcz podtytułu Because Cowerds Get Cancer Too (Ponieważ tchórze także dostają raka) do swoich wzruszających i jak nadal sądzę odważnych dzienników własnej choroby.

Ale istnieje inny rodzaj odwagi i tutaj John Diamont niewątpliwie stoi w jednym szeregu z najlepszymi. Jest to odwaga intelektualna: odwaga trzymania się własnych zasad intelektualnych, nawet kiedy jest się in extremis i pokusa łatwej pociechy, którą mogłaby przynieść ich zdrada, jest bardzo silna. Od Sokratesa, poprzez Davida Hume’a do dzisiaj, ludziom rozumu, którzy wyrzekali się dziecięcego poczucia bezpieczeństwa, jakie dają irracjonalne przesądy, rzucano wyzwanie: „Dobrze ci mówić teraz. Poczekaj tylko aż będziesz na łożu śmierci. Szybko zmienisz zdanie". Pociecha, jakiej uprzejmie odmówił Hume (jak wiemy od Boswella dzięki jego wiedzionej chorobliwą ciekawością wizycie u umierającego Hume’a) była odpowiednia do jego czasów. W czasach Johna Diamonda i naszych taką pociechą są „alternatywne" cudowne terapie, oferowane, kiedy konwencjonalna medycyna wydaje się nie dawać rezultatów czy też wręcz poddaje się.

Kiedy patolodzy odczytali swoje znaki runiczne; kiedy wyrocznie rentgena, tomografii komputerowej i biopsji przemówiły i nadzieja sięgnęła bruku; kiedy chirurg wchodzi do pokoju w towarzystwie „chudej kobiety (...) nieco zażenowanej (...) w kapuzie i płaszczu z kosą na ramieniu", to wtedy właśnie zaczynają krążyć „alternatywne" czy „komplementarne" sępy. To jest ich chwila. To wtedy dopadają swoich ofiar, by na nadziei zrobić pieniądze: im bardziej rozpaczliwa nadzieja, tym lepiej można się obłowić. Dla sprawiedliwości trzeba powiedzieć, że motywem działania wielu handlarzy nieuczciwymi remediami jest uczciwe pragnienie niesienia pomocy. Ich uporczywe nagabywanie ciężko chorych, ich natrętne oferty pigułek i mikstur podbudowane jest szczerością, wznoszącą się ponad finansową chciwość szarlatanów, na rzecz których działają.

Próbowałeś chrząstek kałamarnic? Konwencjonalni lekarze gardzą nimi, ale moja ciotka nadal żyje na chrząstkach kałamarnic dwa lata po tym, jak jej onkolog dawał jej tylko sześć miesięcy życia (no cóż, skoro pytasz, dostaje także radioterapię). A jest jeszcze ten cudowny uzdrawiacz, który praktykuje leczenie stopami ze zdumiewającymi wynikami. Chodzi w tym o dostrojenie twoich holistycznych (czy to może nazywało się holograficzne?) energii do naturalnych częstotliwości organicznych (czy to się nazywa orgazmiczne?) wibracji kosmicznych. Nie masz nic do stracenia, więc równie dobrze możesz spróbować. Jedna seria kosztuje 500 funtów, to może brzmi drogo, ale co znaczą pieniądze, kiedy chodzi o życie?

Jako człowiek znany, który w poruszający i osobisty sposób pisał o straszliwych postępach swojej choroby, John Diamond był jeszcze bardziej narażony na takie syrenie śpiewy; zasypywano go dobrymi radami i ofertami cudów. Sprawdzał je, szukał dowodów na ich korzyść, nie znalazł żadnego, widział ponadto, że fałszywa nadzieja, jaką wzbudzały, mogła faktycznie szkodzić — i zachował uczciwość i jasność widzenia do samego końca. Kiedy przyjdzie czas na mnie, nie spodziewam się wykazać jednej czwartej fizycznej dzielności Johna Diamonda, choć tak się zarzekał, że jej nie ma. Mam jednak wielką nadzieję, że potrafię wziąć go za wzór w kwestii odwagi intelektualnej.

Oczywistym i natychmiastowym kontroskarżeniem jest zarzut arogancji. Czy „intelektualna odwaga" Johna Dimonda, daleka od myślenia racjonalnego, nie jest w rzeczywistości irracjonalnym, nadmiernym zaufaniem nauce, zaślepioną i dogmatyczną odmową rozważenia alternatywnych poglądów na świat i na zdrowie człowieka? Nie, nie i jeszcze raz nie. To oskarżenie miałoby podstawy, gdyby Diamond stawiał na konwencjonalną medycynę tylko dlatego, że jest konwencjonalna, a odrzucał alternatywną medycynę po prostu dlatego, że jest alternatywna. Ale oczywiście niczego takiego nie robił. Jego (i moim) zdaniem naukowa medycyna jest zdefiniowana jako zestaw praktyk, które poddają się testom. Alternatywna medycyna jest zdefiniowana jako zestaw praktyk, których nie można testować, nie godzą się na testy lub systematycznie nie zdają testów. Jeśli uzdrawiająca technika dowiedzie swoich leczniczych właściwości we właściwie kontrolowanych podwójnie ślepych próbach, przestaje być alternatywna. Jak to wyjaśnia Diamond, po prostu staje się medycyną. I odwrotnie, jeśli technika wymyślona przez przewodniczącego Królewskiego Towarzystwa Lekarskiego systematycznie zawodzi w podwójnie ślepych próbach, przestaje być częścią „konwencjonalnej" medycyny. To, czy wejdzie do repertuaru medycyny alternatywnej, będzie zależało od tego, czy zaadoptuje ją wystarczająco ambitny szarlatan (zawsze znajdą się wystarczająco łatwowierni pacjenci).

Ale czy nie jest arogancją wymaganie, by metoda testowania była naukowa? Bardzo proszę, używajcie sobie naukowych testów do sprawdzania naukowej medycyny. Czy nie jest jednak słuszne, by alternatywna medycyna była sprawdzana „alternatywnymi" testami? Nie. Nie ma niczego takiego jak alternatywne testy. Tutaj Diamond zajmuje wyraźne stanowisko i ma rację.

Albo prawdą jest, że terapia działa, albo nie. Nie może być fałszem w zwykłym sensie, ale prawdą w jakimś „alternatywnym" sensie. Jeśli terapia czy lek jest czymś więcej niż placebo, zdadzą egzamin na celująco w poprawnie przeprowadzonych, statystycznie zanalizowanych podwójnie ślepych próbach. Wielu kandydatów pragnących uznania jako „konwencjonalne" leki nie zdaje egzaminu i pospiesznie się z nich rezygnuje. Etykietka „alternatywny" nie powinna (choć niestety czyni to) dawać immunitetu przed tym samym losem.

Książę Karol wezwał niedawno do wydania dziesięciu milionów funtów z budżetu państwa na badania roszczeń „alternatywnej" czy „komplementarnej" medycyny. Godna podziwu propozycja, chociaż nie jest jasne, dlaczego rząd, który musi balansować konkurujące ze sobą priorytety, ma być właściwym źródłem pieniędzy, biorąc pod uwagę, że wiodące „alternatywne" techniki już zostały wielekroć przetestowane — i nie zdały egzaminu. John Diamond podaje, że biznes alternatywnych leków w Wielkiej Brytanii ma obroty liczące się w miliardach funtów. Być może jakiś mały ułamek zysków tworzonych przez te leki można przeznaczyć na sprawdzenie, czy rzeczywiście działają. W końcu tego właśnie oczekuje się od „konwencjonalnych" firm farmaceutycznych. Czy może być tak, że dostawcy alternatywnych leków wiedzą aż za dobrze, jaki będzie rezultat poprawnie przeprowadzonych prób? Jeśli tak, to doskonale można zrozumieć ich niechęć do finansowania własnej Nemezis. Niemniej mam nadzieję, że znajdą się gdzieś pieniądze, być może z własnych zasobów księcia Karola na akcje dobroczynne, i z przyjemnością będę służył w komitecie doradczym jak je rozdzielić, jeśli mnie o to poproszą. Choć podejrzewam, że badania warte dziesięć milionów funtów to więcej niż potrzeba, by rozstać się z większością bardziej popularnych i lukratywnych „alternatywnych" praktyk.

Jak można by wydać te pieniądze? Weźmy jako przykład homeopatię i załóżmy, że dostaliśmy wystarczająco dużą subwencję, by planować eksperyment na stosunkowo dużą skalę. 1000 pacjentów, którzy wyrażą na to zgodę, zostanie podzielonych na grupę eksperymentalną 500 osób (którzy dostaną homeopatyczną dawkę) i 500 osobową grupę kontrolną (którzy jej nie dostaną). W celu respektowania zasady „holistycznej", że każda jednostka musi być traktowana indywidualnie, nie będziemy upierać się, by wszyscy w grupie eksperymentalnej dostawali tę samą dawkę. Nic tak prymitywnego. Zamiast tego każdy pacjent zostanie zbadany przez dyplomowanego homeopatę, który przepisze mu indywidualną terapię. Różni pacjenci nie muszą nawet otrzymywać tej samej homeopatycznej substancji.

W tym miejscu jednak wchodzi najważniejsza ze wszystkiego podwójnie ślepa randomizacja. Po napisaniu recept dla wszystkich pacjentów, połowa pacjentów, losowo, zostanie zaliczona do grupy kontrolnej. Grupa kontrolna w rzeczywistości nie otrzyma przepisanej dawki. Zamiast tego dostaną substancję pod wszelkimi względami identyczną do przepisanej, ale z jedną zasadniczą różnicą. Domniemany aktywny składnik zostanie pominięty. Losowego doboru dokona komputer w taki sposób, że nikt nie będzie wiedział, którzy pacjenci należą do grupy eksperymentalnej, a którzy do kontrolnej. Sami pacjenci nie będą wiedzieć; homeopaci nie będą wiedzieć; farmaceuci przygotowujący dawki nie będą wiedzieć; i lekarze oceniający wyniki nie będą wiedzieć. Butelki z lekarstwami będą zidentyfikowane tylko nieprzeniknionymi kodami cyfrowymi. Ma to zasadnicze znaczenie, ponieważ nikt nie zaprzecza występowaniu efektu placebo: pacjenci, którzy sądzą, że otrzymują skuteczną kuracje, czują się lepiej, niż pacjenci sądzący coś odwrotnego.

Każdy pacjent zostanie zbadany przez zespół lekarzy i homeopatów, tak przed, jak i po leczeniu. Zespół zapisze swoją ocenę dla każdego pacjenta: czy stan zdrowia danego pacjenta polepszył się, pozostał taki sam czy pogorszył? Dopiero kiedy te oceny zostaną zapisane i zalakowane, otworzy się kody komputera. Tylko wtedy będziemy wiedzieli, którzy z pacjentów otrzymali dawkę homeopatyczną, a którzy kontrolne placebo. Wyniki zostaną zanalizowane statystycznie, żeby zobaczyć, czy homeopatyczne dawki miały jakiś skutek. Wiem na co sam stawiam, ale — i to jest piękno prawdziwej nauki — nie mogę wpłynąć na wynik. Nie mogą tego zrobić także homeopaci, który obstawiają odwrotność. Podwójnie ślepa próba nie dopuszcza takiej możliwości. Eksperyment może być przeprowadzony przez zwolenników lub sceptyków, lub jednych i drugich razem, ale nie zmieni to rezultatów.

Istnieje cały szereg szczegółów, dzięki którym można taki eksperyment uczynić bardziej czułym. Pacjentów można podzielić na „pasujące pary", dopasowane pod względem wieku, wagi, płci, diagnozy, prognozy i preferowanego leku homeopatycznego. Jedyną stałą różnicą jest to, że jeden członek każdej pary losowo i tajnie zostaje przydzielony do grupy kontrolnej i dostaje placebo. Potem statystycznie porównuje się każdego eksperymentalnego pacjenta z dopasowanym do niego członkiem grupy kontrolnej.


1 2 Dalej..

 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Dolly i świątobliwa ciemnota
Nie wszystko jest w genach


« Pseudonauka, paranauka   (Publikacja: 07-11-2004 Ostatnia zmiana: 01-07-2006)

 Wyślij mailem..   dodajdo      
Wersja do druku    PDF    MS Word

Richard Dawkins
Wybitny ewolucjonista, profesor Uniwersytetu w Oxfordzie. Urodził się w 1941 roku w Nairobi. Autor książki Samolubny gen, w której nadał nazwę i spopularyzował koncepcję George’a C. Williamsa, a która rzuciła nowe spojrzenie na przyczyny i sposoby ewolucji. Koncepcja ta umożliwiła lepsze niż kiedykolwiek wcześniej zrozumienie i wytłumaczenie motywów ludzkich (i zwierzęcych) zachowań, na gruncie zarówno biologii molekularnej, jak i psychologii ewolucyjnej. Najważniejsze jego publikacje: Samolubny gen (The Selfish Gene, 1976); Ślepy zegrarmistrz (The Blind Watchmaker, 1986); Fenotyp rozszerzony. Dalekosiężny gen (1982); Rzeka genów (River Out of Eden, 1995); Wspinaczka na szczyt nieprawdopodobieństwa (Climbing Mount Improbable, 1996); Rozplatanie tęczy (Unweaving the Rainbow, 1998), The Ancestor’s Tale (2004), Bóg urojony (God Delusion, 2006), The Greatest Show on Earth (2009) Więcej informacji o autorze   Więcej informacji o autorze
 Strona www autora

 Liczba tekstów na portalu: 35  Pokaż inne teksty autora
 Najnowszy tekst autora: Jest miejsce dla tradycji, ale nie tam, gdzie chodzi o wiedzę opartą na faktach
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 3753 
Zaloguj jako:  Hasło:   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2010 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365