|
|
 |
Nauka » Pseudonauka, paranauka
Belgijscy sceptycy popełniają masowe samobójstwo Autor tekstu: Luc Bonneux Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska
W zeszłym roku główne towarzystwa ubezpieczeń zdrowotnych w Belgii
zdecydowały się na pokrywanie części kosztów leczenia homeopatycznego.
„Pokrywanie" jest może zbyt szerokim określeniem: zwrot dotyczy
tylko 20 procent kosztów. Niemniej belgijskie towarzystwa ubezpieczeniowe dają
tej szarlatanerii etykietkę jakości oraz finansową zachętę, przekonującą
niedoinformowane społeczeństwo, że homeopatia ma jakieś lecznicze właściwości.
Biedny pacjent pozostaje w nieświadomości prawdziwych właściwości
homeopatii, a mianowicie magii równie potężnej jak cud w Kanie, gdzie Jezus
Chrystus zamienił wodę w wino. W homeopatii alkohol i woda zamienione są w potężne leki. Kiedy SKEPP, belgijska (flamandzka) organizacja sceptyków,
skrytykowała towarzystwa ubezpieczeń zdrowotnych za marnowanie pieniędzy
ludzi na promowanie znachorstwa, dostaliśmy tradycyjną odpowiedź:
„Ludzie to lubią". Płatnicy ubezpieczeń uwielbiają być
oszukiwani, no to ich oszukujmy. SKEPP zaproponowała zwrot kosztów czerwonego
wina Bordeaux, ponieważ ludzie uwielbiają także wino. Nie żartujemy:
istnieje milion razy więcej dowodów, że czerwone wino (konsumowane z umiarem)
jest dobre dla zdrowia.
Drugim
argumentem towarzystw ubezpieczeń zdrowotnych było twierdzenie, że: „Nie
wszyscy konwencjonalni lekarze praktykują medycynę opartą na dowodach".
Dyrektorzy naczelni towarzystw ubezpieczeniowych nie wyjaśnili nam, jak
znachorstwo miałoby poprawić jakość praktyki medycznej. Nie może chyba
chodzić o to, by do niebezpiecznych szarlatanów z dyplomami konwencjonalnej
medycyny, dodać nieco mniej niebezpiecznych szarlatanów sprzedających wodę i głupotę?
Ostatni
argument brzmiał: „Homeopatia jest tania!". Coś, co nie działa, może
kosztować Belgię 18 milionów dolarów rocznie, czyli około 1,80 dolara na każdego
Belga. Czy 1000 dolarów za samochód, który nie może i nigdy nie będzie mógł
jeździć, to tanio? Belgijskie towarzystwa ubezpieczeń zdrowotnych dostarczają
nam zdumiewających odkryć ekonomicznych.
Belgijscy sceptycy byli wyczerpani i przytłoczeni tak zręcznymi
argumentami. Zdawszy sobie sprawę z własnych błędów pogodzili się z koniecznością masowego samobójstwa przez wypicie śmiertelnej dawki
straszliwie toksycznych i niebezpiecznych środków: jadu węża, belladonny
czyli wilczej jagody, arszeniku, psiego mleka, benzyny i karalucha. Psie mleko
nie brzmi aż tak niebezpiecznie, ale spróbuj wydoić pitbulteriera.
Dla
zapewnienia natychmiastowej śmierci te silne środki zostały niezmiernie
zdynamizowane: odważni sceptycy wybrali homeopatyczne roztwory o mocy 30C
sprzedawane bez recepty (i za zwrotem kosztów przez ubezpieczenie zdrowotne, jeśli
przepisane przez dyplomowanego znachora). Dynamizacja 30C oznacza, że trucizna
jest rozcieńczona 10 do 60 potęgi. To oznacza cyfrę, po której następuje
sześćdziesiąt zer. Cała Ziemia jest o wiele za mała, by w takim rozcieńczeniu
zawierać choćby pojedynczą cząsteczkę trucizny. Czyli, w kategoriach
homeopatycznych, straszliwie silne rozcieńczenie. Niezmiernie
„zdynamizowane" duchy arszeniku i jadu węża (żeby nie wspomnieć
mleka pitbulteriera) wzniosą się z płynu i na miejscu zabiją sceptyka.
Na
świadków przerażającej eksterminacji tych niebezpiecznych umysłów
zwerbowaliśmy wszystkie ważne gazety i stacje telewizyjne. Spowodowałaby ona
wielką stratę dla belgijskich
uniwersytetów i zadała straszliwy cios tym wszystkim ludziom o ciasnych
horyzontach, którzy nie rozumieją cudów homeopatii. Wśród dwudziestu trzech
kandydatów na samobójców była śmietanka profesorów z medycznych i innych
wydziałów uniwersyteckich, sławny publicysta i twórca programów
telewizyjnych, a także kilkoro normalnych ludzi uzbrojonych tylko w zdrowy rozsądek.
Pomysł sceptycznego samobójstwa jest autorstwa Joeriego Mesensa,
pewnego młodego człowieka, który kiedyś był prawdziwie wierzący, a po
przeprowadzeniu zaprojektowanego przez siebie, sceptycznego eksperymentu na
swoich biednych dzieciach został odszczepieńcem homeopatycznego zbawienia.
Wiele razy nie podawał ratujących życie, cudownych leków homeopatycznych
jednemu ze swoich dwojga chorych dzieci obserwując, że jedno i drugie zdrowiało
po upływie tego samego czasu. Pomysł samobójstwa przyszedł mu do głowy
podczas dyskusji ze swoją matką, prawdziwą wyznawczynią homeopatii. Była
przerażona, kiedy zaproponował, że wypije wszystkie jej leki naraz. Pomysł
przejął następnie Tom Schoepen, redaktor naczelny pisma SKEPP „Wonder en
is Gheen Wonder" (Cud nie jest cudem). Syn słynnego kiedyś belgijskiego
piosenkarza country and western, jest jeszcze przystojniejszy niż Johnny Depp.
Bez wysiłku podnosi poziom nierozcieńczonych hormonów w bliźnich obdarzonych
drugim chromosomem X, jak również rzuca czar na naszego ministra zdrowia
publicznego (płci żeńskiej). Niestety, poddają się jego urodzie, ale
opierają się jego argumentom. Wszystkie znają kogoś, kogo wyleczyły leki
homeopatyczne, a ponadto znają innych ludzi, którzy znają kogoś wyleczonego
dzięki homeopatii, co jest oczywiście niezbitym argumentem za
subsydiowaniem znachorstwa. (Niektóre dowcipy o przeciętnej
inteligencji Belgów wydają się prawdziwe.) Oczywiście do Toma Schoepena i Joeriego Mesensa dołączył profesor medycyny ogólnej Wim Betz, znany jako
„Fidel Castro" belgijskich rebeliantów anty-znachorstwa, Bicz na
Homeopatię. Betz zafundował prasie i publiczności wykład o homeopatii i produktach wybranych do popełnienia sceptycznego samobójstwa. Nie potrzebował
ośmiogodzinnej diatryby w stylu Castro; dwadzieścia minut wystarczyło, by
zmasakrować homeopatię: homeopaci byli tak uprzejmi, że sami dostarczyli
satyrycznych tekstów. Aby wszyscy kandydaci na samobójców znali ryzyko, Betz
cytował obszernie z dzieła Kenta Materia
Medica, w której szesnaście stron poświęconych jest arszenikowi, dwadzieścia
cztery belladonnie i dwanaście jadowi żmij. Dowiedzieliśmy się między
innymi, że „pacjenci" arszenikowi cierpią bardziej na wybrzeżu
morskim, są niespokojni, piją małymi łyczkami i mają tendencję do
zmarszczek. Jeśli czujesz, że narządy uciekają ci przez pochwę lub jeśli
szczekasz jak pies, to jesteś bardziej pacjentem belladonnowym. Jeśli jednak
tracisz gazy przez pochwę i śnisz o wężach, psie mleko jest twoją trucizną.
Wreszcie przyszedł wyczekiwany moment. Sceptycy oczekujący na śmierć
uroczyście ustawili się w kolejce, by osobiście dokonać wyboru własnej
trucizny. W obliczu licznie zgromadzonej
prasy krajowej napełnili kielichy i wypili mikstury, w pokorze oczekując na
spotkanie swojego Stwórcy (jeśli istnieje). Sceptykom nie udała się jednak
próba samobójstwa. Wszyscy przeżyli. Ci, którzy przyjechali samochodami,
musieli jednak odczekać trochę przed powrotem do domu, ponieważ nieco im się w głowach kręciło od alkoholu wypitego na pusty żołądek. Rzeczywiście
homeopatia w alkoholu w dawkach butelka dziennie może zmniejszyć ryzyko
choroby naczyń wieńcowych (ale dobre Bordeaux jest nadal znacznie tańsze i nieskończenie smaczniejsze).
Krajowe środki masowego przekazu zadziwiająco obszernie relacjonowały
tę próbę. CANVAS, odpowiednik BBC2, powtórzył film dokumentalny Jamesa
Randiego o homeopatii, w którym w starannie kontrolowanym eksperymencie
wykazano, że milion dolarów oferowanych przez Randiego jest bezpieczny: nie było
cienia dowodu, że homeopatia różni się od bardzo rozcieńczonego alkoholu.
Cała
ta historia pokazuje, że kilka kropli zabójczego humoru w połączeniu z dobrym pomysłem może być bardziej skuteczne niż długie, poważne artykuły.
Niewielu ludzi wie, że homeopatia przypisuje swe domniemane efekty absurdalnie
wielkiemu rozcieńczeniu środka (mózgu?).
Większość z nas kiedyś „wierzyła", włącznie z profesorem
Betzem, który w przeszłości przeszedł poważny kurs homeopatii. Jako ludzie o poglądach postępowych i prospołecznych byliśmy krytyczni wobec
nowoczesnego przemysłu farmaceutycznego i opowiadaliśmy się za
„ekologicznymi" i „naturalnymi" alternatywami. Ale nie ma
niczego prospołecznego czy postępowego w zwodzeniu ludzi. Pozwalanie na to, by
cię oszukiwała głupia teoria, która była przestarzała już w XIX wieku,
nie wskazuje na otwarty czy tolerancyjny umysł. Pokazuje tylko, że jesteś łatwowierny i jesteś łatwą ofiarą gładko mówiących szarlatanów. Mamy nadzieję, że
dzięki naszej (nieudanej) próbie samobójstwa odkryje to więcej ludzi.
*
Podziękowania: Luc Bonneux pragnie podziękować Griet Vandermassen i Paulowi de Belderowi za pomoc i cenne uwagi podczas pisania tego tekstu.
Artykuł
opublikowany w "Skeptical
Inquirer", maj/czerwiec 2004. Publikacja w Racjonaliście za zgodą
Autora.
« Pseudonauka, paranauka (Publikacja: 07-12-2004 )
| Luc Bonneux Profesor zdrowia publicznego w Centrum Medycznym w Utrechcie (Holandia). Jako lekarz i naukowiec opłacany ze środków publicznych powiada, że ma obowiązek chronić społeczeństwo przed znachorami i oszustami. Do belgijskich sceptyków SKEPP dołączył jednak z przyczyn estetycznych. "W naszej krótkiej podróży przez przestrzeń czasu rozumienie czyni ją piękniejszą i przyjemniejszą". | Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl.
Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie,
bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w
kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.str. 3804 |
 |