Racjonalista - Strona główna


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
45.810.869 odwiedzin
Ponad 1073 autorów napisało
dla nas 5686 tekstów.
Zajęłyby one 22090 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Które państwo stanowi największe zagrożenie dla pokoju?
Iran
Korea Północna
Chiny
Palestyna
Afganistan
Rosja
Inne
  

Oddano 1974 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Książka "Racjonalisty"
Zuzanna Niemier - Lęki egzystencjalne
Zuzanna Niemier - Uciekinierzy

Złota myśl Racjonalisty:
"Precz upiory! Będę teraz mówił o człowieku, którego samo imię ma już moc egzorcyzmu, będę mówił o Immanuelu Kancie! Powiadają, że nocne mary pierzchają z przerażeniem, gdy ujrzą miecz katowski. Jakaż więc trwoga musi je ogarniać, gdy wyciągnie się ku nim dłoń uzbrojoną w Kanta "Krytykę czystego rozumu"! Księga owa to miecz, którym w Niemczech dokonano egzekucji na deizmie. (...) Immanuel..
 Społeczeństwo » Społeczeństwo informacyjne

Internet a demokracja
Autor tekstu: Andrzej Koraszewski

Tytuł tego artykułu nie jest ani nowy, ani mój. Pod takim właśnie hasłem ukazał się najnowszy numer kwartalnika „Krytyka polityczna". Sięgnąłem po ten numer z przesadną nadzieją, zamknąłem go z uczuciem pewnego niedosytu.

Sławomir Sierakowski, redaktor naczelny „Krytyki politycznej", we wstępie do tego numeru pisze:

Na naszych oczach rewolucjonizuje się technologia (czyli, nie ukrywajmy, środki produkcji), stawiając nas przed nowymi szansami i zagrożeniami zarazem. Jednocześnie kapitał przestaje być głównym czynnikiem produkcji, a staje się nim wiedza — wydaje się, że znacznie łatwiejsza do upowszechnienia, bardziej demokratyczna.

Ten fragment przypomniał mi rodzinną opowieść o bracie mojej matki, który w końcu lat dwudziestych skonstruował swoje pierwsze kryształkowe radio i umieściwszy je w porcelanowej wazie na zupę demonstrował nową technikę zebranej w salonie rodzinie.

Dziadek, klasyczny przykład inteligenta z szlacheckimi korzeniami, socjalisty obiecującego chłopom, że robotnikom będzie lepiej, meloman, marzący, że nie tylko księgi, ale i sztuka trafi pod strzechy, usłyszawszy dobiegające z wazy dźwięki muzyki wyraził opinię, że teraz lud będzie mógł korzystać z dobrodziejstw sztuki i kultury.

Jeśli zechce — mruknęła jego żona, przyziemna i niedouczona mieszczka, bo dziadek wbrew rodzinie popełnił mezalians.

Uwaga przyjęta została niechętnym spojrzeniem męża i zignorowana przez synów, którzy zaczęli dyskusję o perspektywach jakie radio otwierało dla szerzenia oświaty. I w tym przypadku babka pozostała sceptyczna, co wzbudzało niekłamaną irytację jej męża i synów.

Mam wrażenie, że rozważania o internecie i demokracji wymagają kontekstu. Od czasów Gutenberga wpływ innowacji technicznych na życie społeczne i politykę ustawicznie rośnie, by w ostatnich dziesięcioleciach przybrać jakieś lawinowe rozmiary. Telewizja radykalnie zmieniła świat polityki, chociaż najmłodsze pokolenie dorosłych nie często sobie uświadamia, że to dopiero wojna w Wietnamie była pierwszą wojną, o której wyniku w niemałym stopniu zadecydowały kamery telewizyjne i że kamery telewizyjne zmieniły wygląd polityków oraz sposób funkcjonowania gabinetów rządowych. Internet i telefon komórkowy to dwa wynalazki wywierające świeży nacisk na kształt życia politycznego i z tego punktu widzenia dyskusja o tym nacisku jest szczególnie interesująca.

Wydatek na kupno wspomnianego numeru „Krytyki politycznej" całkowicie zamortyzowała mi lektura artykułu Adama Leszczyńskiego pod tytułem „Kult martwej krowy, Jak internet zmienia politykę".

Artykuł ma poniekąd charakter encyklopedyczny, jest w nim znacznie więcej faktów niż opinii autora i moim zdaniem jest znakomitym wstępem do rozpoczęcia dyskusji o znaczeniu internetu w życiu politycznym. Leszczyński opisuje początki intrnetu oraz pierwsze nadzieje na cyberdemokrację i na, jak pisze, „kapitalizm na sterydach". Mamy tu do czynienia z historią w krótkich majtkach, ale jednak z historią. Pierwsze nadzieje na internetowe wspólnoty i na wielkie fortuny zbudowane wyłącznie dzięki błyskawicznej i niczym nieskrępowanej komunikacji, z konieczności skażone były potężną dozą naiwności i przesadnego optymizmu. Z natury rzeczy więcej osób sparzyło się na tych pierwszych próbach niż osiągnęło trwały sukces.

Jeszcze przed pojawieniem się internetu technika zaczęła rozsadzać monopole informacyjne i wszelkie próby kontroli przepływu informacji. Jeśli pod koniec drugiej wojny światowej George Orwell był przekonany, że rozwój techniki zagraża naszym swobodom obywatelskim i daje państwu nieograniczone wręcz możliwości kontrolowania swoich mieszkańców, to już grubo przed rokiem 1984 było oczywiste, że kij ma dwa końce. Maszyna do pisania, magnetofon i kopiarka bardzo skutecznie uszczupliły państwową kontrolę przepływu informacji. Kolejne wynalazki możliwość cenzury prawie przekreślają.

Adam Leszczyński opisuje w swoim artykule z jednej strony próbę cenzury internetu w Chinach oraz w niektórych państwach muzułmańskich, z drugiej próby jakiegoś nadzoru przepływu informacji w internecie w krajach demokratycznych, gdzie coraz częściej jest on wykorzystywany przez grupy przestępcze, od hackerów wyrządzających szkody dla samej chęci wyrządzenia szkody począwszy, poprzez coraz lepiej zorganizowane internetowe przestępstwa gospodarcze, do terrorystów, którzy nie tylko korzystają z internetu jako środka komunikacji, ale mogą wykonywać akcje terrorystyczne sterowane z odległości.

Cenzura internetu - pisze omawiany autor — uważana wcześniej za technicznie niewykonalną, stała się dziś zjawiskiem powszechnym.

Czy internet otworzył wreszcie możliwości powszechnej debaty w demokratycznym społeczeństwie? Raczej nie. Adam Leszczyński odwołuje się w tym miejscu do amerykańskiego autora, profesora Cassa Sunsteina, który stosunkowo niedawno wydał książkę pod tytułem Republic.com i który zwraca uwagę na „lokalność" internetowych wspólnot w naturalny sposób szukających w sieci ludzi o podobnych poglądach, co powoduje, że większość użytkowników internetu nie jest narażona na konfrontację z poglądami osób myślących inaczej niż oni. Profesor Sunstein zwraca również uwagę na fakt, że anonimowość internautów powoduje, że rozmaite fora dyskusyjne stają się „areną tryumfu nieskrępowanej agresji i chamstwa" względnie stowarzyszeniami wzajemnej adoracji. Tylko w wyjątkowych przypadkach stają się one miejscem obywatelskiej debaty.

Przed dwoma laty wydawnictwo Rebis wydało polski przekład książki P. Wallace Psychologia Internetu. Również ta autorka pisze o towarzyszącym „dyskusjom" internetowym podniesionym poziomie agresji i o tym, że jest to najprawdopodobniej w dużym stopniu związane z anonimowością wypowiedzi. Ton dyskusji w tych „debatach" zdominowany jest bardzo często przez wypowiedzi obraźliwe i protekcjonalne, a prawdziwa lub pozorna anonimowość zdaje się pozbawiać ludzi elementarnej kultury towarzyskiej. Internet stał się ulubionym narzędziem wszelkiej maści radykałów. Zieloni, alterglobaliści, mniejszości etniczne i mniejszości seksualne, ruch feministyczny, ale również stowarzyszenia nazistowskie, komunistyczne i wszelkiej maści terroryści.

Adam Leszczyński zwraca uwagę na fakt, że wraz z pojawieniem się internetu zapowiadano zmierzch tradycyjnych mediów. Okazało się, że były to zapowiedzi przedwczesne, w wielu wypadkach internet wzmocnił renomowane pisma, nie tylko ze względu na środki, którymi tradycyjne media dysponują (konieczne chociażby na zdobywanie wiarogodnych źródeł informacji) ale również dlatego właśnie, że odwołują się do wyższych standardów dziennikarskiej rzetelności i czytelnicy mogli rzeczywiście stwierdzić, że informacja w owych renomowanych mediach jest z reguły rzetelniejsza.

Mimo że praktycznie nie ma finansowych przeszkód, żeby założyć stronę internetową, tylko nielicznym udaje się przekształcić tego rodzaju strony w liczące się medium. Łatwy dostęp do uwagi czytelników okazał się iluzją. Podstawowy problem stanowi promocja. Ponad 15 milionów Amerykanów ma swoje sieci internetowe. Internet to w znacznym stopniu szum informacyjny, czy wręcz informacyjny śmietnik. Serfujący internauci wybierają najczęściej to, co znali już wcześniej.

Na czym zatem polega siła polityczna internetu, zastanawia się autor omawianego eseju? Autor stawiał to pytanie przed pojawieniem się tzw. listy Wildsteina. Jego odpowiedź jest jednak następująca: kiedy tajemnica państwowa znajduje się w sieci, nie ma sposobu aby zablokować jej powielanie. „...nie potrafi tego ani FBI ani chińskie Biuro Bezpieczeństwa Publicznego." Z tych możliwości korzystają również piewcy sieciowego wandalizmu, a warto pamiętać, że szkody gospodarcze wyrządzone przez „haktywistów" szacuje się już na dziesiątki miliardów dolarów.

Adam Leszczyński kończy swój esej słowami nadziei, że z internetowego chaosu wyłoni się nowy porządek świata, który będzie uczciwszy i sprawiedliwszy od tego, który go poprzedzał.

Piszę ten artykuł (a raczej omówienie eseju, który zrobił na mnie duże wrażenie) w malutkim, zabitym dechami miasteczku, które dzięki radiu, telewizji, internetowi nie jest już odcięte od świata. Młodzieży w gimnazjum tłumaczę, że oto pojawiły się możliwości nauki na najlepszych uniwersytetach bez wyjazdu z Dobrzynia, odwiedzenia muzeum w Kairze czy w Amsterdamie, wejścia do zbiorów British Library, czy pracy dla amerykańskiej lub francuskiej korporacji, siedząc przy oknie z widokiem na Wisłę. Pokazuję im również pojawiające się uporczywie w mojej poczcie ogłoszenie, że za niewielką opłatą mogę sobie kupić fałszywy dyplom amerykańskiej uczelni, skorzystać z propozycji uczestnictwa w piramidach oraz zachęty do udziału w ruchu nazistowskim. Internet jest zaledwie narzędziem. Podejrzewam, że w ciągu swej krótkiej historii bardziej przyczynił się do szerzenia przesądów niż nauki, jest skuteczniej wykorzystywany przez wyznawców UFO niż przez sceptyków, zdaje się lepiej służyć fanatykom niż zwolennikom bardziej umiarkowanych form obcowania. Równocześnie otwiera możliwości, których nie było nigdy. Stał się nowym elementem ludzkiego środowiska. Kiedy ponosi nas zachwyt dla nowych możliwości, warto pamiętać o sceptycznych pomrukach mojej babki Walerii — „jeśli zechcą", warto również poszukiwać dróg do tego, aby chcących korzystać z pozytywnych możliwości, które otwiera internet, było nieco więcej.


 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Internet w służbie oświecenia
Tajemnice Internetu

 Dodaj komentarz do strony..   


« Społeczeństwo informacyjne   (Publikacja: 17-02-2005 )

 Wyślij tekst mailem..   dodajdo      
Wersja do druku    PDF    MS Word

Andrzej Koraszewski
Były dziennikarz BBC (także wiceszef polskiej sekcji) i współpracownik paryskiej "Kultury". Z Racjonalistą współpracuje od września 2004 r. Zastępca redaktora naczelnego Racjonalisty.
 Strona www autora
 Numer GG: 2098433

 Liczba tekstów na portalu: 351  Pokaż inne teksty autora
 Liczba tłumaczeń: 11  Pokaż tłumaczenia autora
 Najnowszy tekst autora: Perypatetyk w sieci
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 3951 
Zaloguj jako:  Hasło:   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2010 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365