Racjonalista - Strona główna


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
45.993.483 odwiedziny
Ponad 1074 autorów napisało
dla nas 5692 tekstów.
Zajęłyby one 22107 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Fala skandali seksualnych w Kościele:
dopiero się rozwija
osiągnęła szczyt
już wygasa
  

Oddano 196 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Książka "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
"Polski katolicyzm jest neurotyczny, antyinteligencki. Festyniarski i ciemny. Gdyby Jezus powrócił, musiałby się poddać terapii".
 Społeczeństwo » Społeczeństwo informacyjne

Terra Internetica
Autor tekstu: Andrzej Koraszewski

Zapożyczyłem tytułowe określenie od izraelskiego badacza Sama Vaknina, który w 1996 roku zastanawiał się między innymi nad pytaniem czym jest Internet i jak to nowe medium będzie wpływać na przyszłe społeczeństwo.

Używając określenie Terra Internetica Sam Vaknin wychodzi od pojęcia przestrzeni, obszaru, który się odkrywa, który może być podzielony na działki, a działki te mogą być przedmiotem aneksji, handlu, wynajmu, można na nich tworzyć struktury, budować „centra handlowe", ośrodki informacyjne, tworzyć wirtualne społeczności itp. Zdaniem Sama Vaknina mamy do czynienia z nowym kontynentem, którego pierwszymi odkrywcami byli szukający przygody awanturnicy, ale który szybko się zaludnia tworząc własną kulturę i własne subkultury, własny świat przestępczy i własną policję.

Szukając jakiejś syntetycznej nazwy dla tej kultury autor pisze, że najczęściej spotykał się z określeniem „chaotyczna biblioteka". Chaotyczny świat, w którym jednostka z pomocą przewodników lub bez odkrywa nowe miejsca, szuka przygody, zakopanych skarbów, konkretnych informacji, lub określonych doznań.

Ten chaos dotyczy całości, kontynentu, poszczególni inwestorzy, właściciele działek, poszukują porządku „przyjaznego dla użytkowników", który zwiększyłby ich szanse w konkurencji o klientów. Dziki Internet stopniowo się cywilizuje, zaś dla najmłodszego pokolenia jest już bardziej „naturalnym" środowiskiem, niż zmieniającą nasz świat nowością.

Wielu autorów pisało o pewnym podobieństwie informatycznej rewolucji do czasów Renesansu. Sam Vaknin zwraca uwagę na zabawny drobiazg — powrót do ponownego połączenia funkcji drukarza i wydawcy. Gutenberg był drukarzem; w ciągu kilkudziesięciu lat po uruchomieniu pierwszej drukarni z ruchomymi czcionkami, wyrastające jak grzyby po deszczu drukarnie stawały się oficynami wydawniczymi. Z czasem jednak doszło do rozdzielenia funkcji wydawcy i drukarza i w czasach schyłkowego komunizmu bawił mnie renesansowy charakter drugiego obiegu — komu udało się zdobyć sprzęt do drukowania mógł być wydawcą.

Ponieważ czasem byłem dostawcą organizującym szmuglowanie tego sprzętu z Zachodu czułem się częścią jakiegoś renesansowego świata. Przed rokiem 1984 moi przyjaciele byli przekonani, że żyją w orwellowskim świecie. Odwiedzając czasem Polskę czułem obecność Wielkiego Brata. Na ulicy sprawdzałem kątem oka kto za mną idzie, z przyjaciółmi rozmawialiśmy raczej w miejscach otwartych, spacerując, lub w mieszkaniu przy głośno nastawionym radiu, a czasem wymieniając karteczki. Równocześnie przedstawiciele władzy próbowali mnie przekonać, że wiedzą wszystko i nie miałem wątpliwości, że wiedzą sporo, a przecież dawało się ich przechytrzyć.

Ta atmosfera orwellowskiego świata pod hasłem „Wielki Brat cię widzi" przypomniała mi się w związku z lekturą artykułu Andrew Sullivana w „The Sunday Times" o wpływie nowoczesnej techniki na zachowania współczesnych polityków. Można powiedzieć, że hasło „Wielki Brat cię widzi" zmieniło się na hasło „Mały Brat cię podgląda". Nowoczesna technika niebywale ograniczyła pola prywatności. Każdy e-mail czy SMS może być oglądany przez osoby postronne, a jeśli jesteś osobą publiczną, to możesz być pewny, że znajdą się chętni.

Profesjonalny sprzęt szpiegowski z lat sześćdziesiątych to prymitywne zabawki w porównaniu z tym co może sobie dziś sprawić uczeń szkoły podstawowej. Terra Internetica jest światem orwellowskim, ale podglądającym jest nie Wielki Brat, ale mały obleśny braciszek, z duszą zawodowego donosiciela.

Jak zwykle kij ma dwa końce — ograniczenie prywatności prowadziło do ujawnienia wielu brudów. Nie tylko politycy, ale również strażnicy więzienni, czy operujący w ciemnych zaułkach policjanci uczą się, że ich brudne tajemnice mogą w ciągu kilku godzin trafić na pierwsze strony gazet.

Równocześnie, pisze Andrew Sullivan, politycy zaczynają zachowywać się coraz częściej w sposób niemal paranoiczny, unikając przekazywania jakichkolwiek informacji przez Internet, czy przez telefon, ciągle obawiając się podsłuchu oraz możliwości, że w pobliżu jest ktoś z aparatem fotograficznym. Nowoczesna technika powoduje, że wszelkie gry polityczne charakteryzuje dziś chorobliwa nieufność, prowadząca do upraszczania kontaktów, banalizowania dyskusji, rezygnacji z możliwości, jakie oferuje nowoczesna technika. Żyjący w paranoicznym strachu przed Małym Bratem politycy nie są oczywiście ani bardziej uczciwi, ani bardziej twórczy. Telewizja zmieniła polityka w aktora, Internet i telefon komórkowy w obłąkanego aktora.

Żyjemy w paradoksalnym nowym świecie — pisze autor artykułu w „The Sunday Times" — z jednej strony technika daje nam możliwość wycofania się do naszych prywatnych pustelni, dostarcza nam nieprawdopodobnych możliwości komunikacji z innymi, ale nasze kontakty ze światem stają coraz bardziej widoczne dla „sąsiadów". Zdobywamy nowe możliwości kosztem utraty prywatności. Ograniczając się do kontaktów wirtualnych stajemy się samotni, a równocześnie jesteśmy na scenie i w świetle reflektorów.

Mógłby ktoś sądzić, że są to problemy ludzi sławnych. Nic podobnego. Coraz częściej Mały Brat idzie w lud, publikuje w Internecie zdjęcia zrobione w szatni, czy w publicznej ubikacji, przechwyconą korespondencję kochanków, czy małżeńskie kłótnie. Reality Show jest dziś bardziej powszechny niż nam się wydaje i daleko nie wszyscy uczestniczą w nim dobrowolnie.

„Technologia - pisze Andrew Sullivan — która umożliwiła nam ujawnianie nadużyć, jest również sama narzędziem nadużyć. Technologia, która otwiera granice, może równocześnie dławić tak potrzebną przestrzeń prywatności, która kiedyś miała również inną nazwę, nazywała się wolność."

Mapy Terra Internetica są ciągle dalekie od doskonałości. Zapowiadane od dawna wielopasmowe autostrady informatyczne przypominają nadal rzeki płynące przez dżunglę. Krótkie odcinki wygodnych dróg przystosowane są głównie dla znajdujących się ciągle w mniejszości świadomych celu podróżników. (Jednak również ci natrafiają na las fałszywych drogowskazów i często starają się trzymać tego, co już znają.)

W „chaotycznej bibliotece" pojawia się coraz więcej katalogów. Inteligentne archiwa pozwalają na zupełnie nieprawdopodobny dostęp do materiałów źródłowych. Problemem są jednak śmieci. Szukający musi odwoływać się do autorytetów (bibliotekarzy) bo inaczej zginie. W Terra Internetica na każdym kroku potrzebujemy lokalnych przewodników, bo wokół pełno dzikusów z zatrutymi strzałami.

Powoli uczymy się rozróżniania spokojnych osadników i oszustów próbujących żerować na naszej naiwności, rynek towarów od rynku jeleni (na którym ja jestem jeleniem), rynek pracy od giełdy cwaniaków. Oczywiście najbardziej narażeni są ci, którzy wchodzą na nowy teren z desperacji — bezrobotni, źle wykształceni, szukający nadziei. Terra Internetica kusi obietnicą wszystkiego. Jest również coraz więcej w miarę solidnych punktów orientacyjnych. Nowa informatyczna cywilizacja zaczyna być codziennością.

Globalizacja i cywilizacja informatyczna to zrośnięte ze sobą pojęcia. Wyłania się tu jeszcze jedno interesujące zjawisko — tendencji do internetowej hegemonii języka angielskiego. W świecie bez granic kulturowe zwycięstwo angielskiego wydaje się być nieuniknione, jest już faktem w sferze prac wykonywanych na odległość (outsourcing), ale również w samej komunikacji między ludźmi i w sferze „inteligentnych archiwów". Terra Internetica wydaje się być światem, w którym dominuje i prawdopodobnie w przyszłości dominować będzie w jeszcze większym stopniu język angielski. Niezależnie od tego, czy nam się to podoba czy nie, lepiej jest się do tego przygotować.


 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Zagubieni bo zaczatowani, zaczatowani bo zagubieni

 Dodaj komentarz do strony..   Zobacz komentarze (8)..   


« Społeczeństwo informacyjne   (Publikacja: 07-03-2005 )

 Wyślij tekst mailem..   dodajdo      
Wersja do druku    PDF    MS Word

Andrzej Koraszewski
Były dziennikarz BBC (także wiceszef polskiej sekcji) i współpracownik paryskiej "Kultury". Z Racjonalistą współpracuje od września 2004 r. Zastępca redaktora naczelnego Racjonalisty.
 Strona www autora
 Numer GG: 2098433

 Liczba tekstów na portalu: 351  Pokaż inne teksty autora
 Liczba tłumaczeń: 11  Pokaż tłumaczenia autora
 Najnowszy tekst autora: Perypatetyk w sieci
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 3983 
Zaloguj jako:  Hasło:   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2010 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365