 |
Chcesz wiedzieć więcej? Zamów dobrą książkę. Propozycje Racjonalisty: | | |
   |
|
|
 |
Społeczeństwo » Aborcja, edukacja seksualna
Cywilizacja śmierci? Autor tekstu: Małgorzata Koraszewska
Za każdym razem, kiedy słyszę określenie Papieża „cywilizacja
śmierci", powtarzane z takim upodobaniem przez hierarchów Kościoła
katolickiego, przypomina mi się czytana przed laty książka brytyjskiego
historyka Lionela Rose pod tytułem Rzeź
niewiniątek. Dzieciobójstwo w Wielkiej Brytanii w latach 1800 — 1939 (wyd.
1986) Jest to w pewnym sensie niezmiernie aktualny wkład historyka do
dzisiejszych debat.
Dzieciobójstwo i porzucanie niechcianych dzieci jest znane od zarania ludzkości i stanowi
integralną część mitów, leżących u podstaw naszej cywilizacji. Wspomnieć
tu można choćby porzuconych przez matkę i wykarmionych przez wilczycę założycieli
Rzymu, Romulusa i Remusa, czy wielkiego prawodawcę judaizmu, Mojżesza,
porzuconego w niemowlęctwie i znalezionego w wiklinie.
Dzisiejsze pojedyncze przypadki dzieciobójstwa czy maltretowania dzieci
są tylko słabym odbiciem zjawiska obciążającego do tak niedawna sumienie
chrześcijańskiej Europy, która — zarówno w przenośni jak i dosłownie -
starała się ukryć problem zwłok niechcianych dzieci znajdowanych na śmietniskach i w kloakach.
Angielski historyk Lionel Rose na podstawie danych statystycznych,
materiałów sądowych, sprawozdań lekarzy i ówczesnej prasy, zanalizował
zjawisko dzieciobójstwa w Wielkiej Brytanii w latach 1800 — 1939. Opisuje
sposoby jakimi pozbywano się niechcianych niemowląt, ekonomiczną i społeczną
presję wywieraną na kobiety, by kryminalnymi czy quasi-kryminalnymi
metodami pozbyły się niepotrzebnego obciążenia. Opisuje działalność położnych i mamek oraz zjawisko tak zwanych farm dziecięcych, gdzie za niewielką opłatą
można było zostawić nieślubne dziecko, którego dalszym losem nikt się nie
interesował — wszystko to ściśle związane ze zjawiskiem dzieciobójstwa.
Już w Anglii Stuartów dzieciobójstwo było tak powszechne, że w 1624 roku
ustalono drakońskie prawo, które zakładało automatycznie, że matka nieślubnego
dziecka winna jest morderstwa, jeśli próbowała ukryć fakt porodu. Do niej
należało udowodnienie przed sądem, że dziecko urodziło się martwe lub zmarło z przyczyn naturalnych. W miarę jak słabły wpływy surowego purytanizmu,
upatrującego w kobietach wszelkie zło, sama surowość tego prawa sprawiła,
że sędziowie i jurorzy starali się nie stosować go w praktyce. W społeczeństwie
wzrastało bowiem zrozumienie sytuacji kobiet i współczucie dla nich.
W
połowie osiemnastego wieku filantrop Thomas Coram jako pierwszy próbował
rozwiązać problem dzieciobójstwa i podrzucania noworodków, zakładając Dom
Podrzutków, do którego zdesperowane kobiety mogły przynosić swoje niemowlęta.
Mimo że jego akcja była tylko kroplą w morzu wobec ilości niechcianych
dzieci, wzbudziła ona gwałtowne sprzeciwy ówczesnych „moralnych filarów
społeczeństwa", którzy twierdzili, że takie przechowalnie zachęcają
tylko do rozpusty i przyczynią się do wzrostu liczby nieślubnych dzieci.
Dom
Podrzutków kontynuował jednak działalność przyjmując około czterdziestu
dzieci rocznie — należy tu wspomnieć, że na przestrzeni sześciu miesięcy w 1758 roku jeden z filantropów doliczył się na ulicach Londynu dwóch tysięcy
dwustu siedemdziesięciu podrzutków poniżej jednego roku życia.
Liczba
dzieci nieślubnych rosła od czasu wojen napoleońskich, a historia dzieciobójstwa
to przede wszystkim opis losu nieślubnych dzieci. Oficjalne dane z połowy
dziewiętnastego wieku podają, że w Anglii rodziło się rocznie pięćdziesiąt
tysięcy nieślubnych dzieci. Powszechnie sądzi się jednak, że liczby te są
zaniżone o około trzydzieści procent, bo nie było wówczas obowiązku
rejestrowania dzieci urodzonych martwo, część porodów była ukrywana, a w części
matki fałszywie rejestrowały dzieci jako ślubne.
Śmiertelność
wśród nieślubnych dzieci wahała się w owym okresie od sześćdziesięciu do
dziewięćdziesięciu procent, przy przeciętnej krajowej wynoszącej piętnaście
procent. Te piętnaście procent to już gwałtowny spadek w porównaniu z końcem
osiemnastego wieku, kiedy to co czwarte dziecko nie dożywało swoich pierwszych
urodzin. Typowe choroby zakaźne wieku dziecięcego zabierały tylko nieznaczną
ich część. Przeważająca większość umierała z powodu niedożywienia,
wyczerpania, chorób i alkoholizmu matek jak również z powodu niehigienicznych
warunków i ogólnie pojętej nędzy. Wśród tej powodzi śmierci niemowląt
nie było trudno ukryć rzeź dzieci nieślubnych. Matka, która się na to
zdecydowała, mogła z łatwością doprowadzić do śmierci dziecka przez
zaniedbanie i nikt nie dochodził czy było to zaniedbanie umyślne, czy nie. Śmierć
niemowlęcia uznawano wówczas za zjawisko naturalne.
Odrębną
kategorią przyczyn śmierci niemowląt była „śmierć w wyniku
przemocy". Zaliczano do niej: oparzenia, rany, upadki, otrucie, uduszenie,
utopienie i tym podobne. Stanowiły one jednak tylko nieznaczną liczbę
wszystkich śmierci w tej grupie wieku. Na przykład w 1864 roku na sto trzynaście
tysięcy zmarłych w Anglii niemowląt, tysiąc siedemset trzydzieści
przypisano przemocy, z czego tylko sto dziewięćdziesiąt dwa określono jako
zabójstwo czy morderstwo. Już te dane wskazują jak trudno było wykryć i przed sądem udowodnić umyślne zabicie dziecka. Ponadto w czasach wiktoriańskich
ignorancja i nędza w pewnym sensie chroniły przed zarzutem zabójstwa. Chodziło
tu o śmierci spowodowane niewłaściwym pożywieniem, przedozowaniem
powszechnie dostępnego syropu uspokajającego dla dzieci, produkowanego na
bazie opium, czy przedozowaniem alkoholu, również stosowanego dla uspokojenia
płaczących niemowląt. Takie przedozowanie nie było uważane za otrucie. Jedną z częstych przyczyn zgonów niemowląt było przygniecenie dziecka przez pijaną
matkę. Uzyskanie skazującego wyroku w takim przypadku było niemal niemożliwe.
Wiktoriański członek jury — szarmancki mężczyzna z klas średnich — odmawiał
wydania takiego wyroku na nieszczęsną kobietę. Pijaństwo zaś — tak wówczas
rozpowszechnione — nie było uważane za okoliczność obciążającą.
W
kontekście wysokiej śmiertelności dzieci oraz postawy sądów niechętnych
skazywaniu „upadłych" kobiet, znajdowane na ulicach, w rzekach i kanałach
zwłoki niemowlęce nie robiły większego wrażenia. W 1861 roku The Times pisał:
W ciągu ostatnich pięciu lat tylko na terenie Londynu znaleziono dwieście
osiemdziesiąt zamordowanych niemowląt. Ponad sześćdziesiąt znaleziono w Tamizie i w kanałach, ponad sto pod wiaduktami kolejowymi, na schodach, w śmietnikach, w piwnicach i tym podobnych miejscach.
W
dziewięć lat później już tylko w przeciągu jednego roku policja londyńska
znalazła dwieście siedemdziesiąt sześć zwłok niemowląt. Zakładano przy
tym powszechnie, że na każde odnalezione ciało jest co najmniej jeszcze jedno — nie odnalezione.
Zdaniem
Lionela Rose większa liczba znajdowanych zwłok spowodowana była postępującą
kanalizacją Londynu i wprowadzeniem wodnych klozetów. Zlikwidowane zostało w ten sposób najlepsze miejsce dla ukrycia zwłok niemowlęcych, a mianowicie wygódka
na podwórzu.
Policja, nie umiejąc zidentyfikować zwłok, nie prowadziła w tych
sprawach dalszych dochodzeń. Koronerzy — urzędnicy dokonujący oględzin zwłok
zmarłych w podejrzanych okolicznościach, na ogół nie mieli medycznego
wykształcenia. Ponadto, jeśli chodziło o zwłoki niemowlęcia i tak
wiedzieli, że zdobycie skazującego wyroku na matkę jest niesłychanie mało
prawdopodobne. Oto typowe przykłady zamykających dochodzenie sentencji koronerów z 1860 roku:
-
Przypadkowo
przyduszone w łóżku
-
Przypadkowo poparzone
-
Przypadkowo zadławione
-
Przypadkowo otrute
-
Znalezione martwe, nieślubne, powód nieznany
-
Znalezione martwe na śmietniku, powód nieznany
-
Wypadło z matki do klozetu w czasie porodu
-
Uduszone w wygódce, brak dowodów jak się tam dostało.
We
wszystkich wyrokach sądowych w Anglii i Walii o zabójstwo i morderstwo z lat
1863 — 1887 dzieci poniżej jednego roku stanowią sześćdziesiąt jeden
procent ofiar, zaś jedna trzecia z nich to dzieci nieślubne. W grupie ofiar w wieku jeden do siedmiu lat proporcja dzieci nieślubnych spada poniżej dziesięciu
procent. Lionel Rose stawia hipotezę:
Świadomie
przeprowadzona rzeź nieślubnych dzieci bezpośrednio po porodzie pozostawiała
tylko niewiele z nich przy życiu po ukończeniu pierwszego roku życia.
Jakie
były inne metody pozbywania się niechcianych dzieci? Kluczową rolę odgrywały
tu położne. W Anglii, żeby dowieść morderstwa, trzeba było najpierw ustalić,
że niemowlę przed śmiercią miało byt niezależny od matki. Oznaczało to,
że zabicie dziecka w trakcie porodu morderstwem nie jest. Nie podpadało ono również
pod prawo zakazujące aborcji, bo to prawo odnosiło się tylko do płodu w łonie
matki. Korzystały z tej luki prawnej położne, sadzając na przykład rodzącą
na wiadrze z wodą tak, by noworodek utopił się przed urodzeniem. Do praktyk
położnych należało też wbijanie igły w ciemiączko lub w krzyż, czy też
duszenie dziecka pępowiną natychmiast po urodzeniu i twierdzenie następnie,
że dziecko urodziło się martwe.
W 1858 roku obliczano, że na sześćset pięćdziesiąt tysięcy żywych
urodzeń jest sześćdziesiąt tysięcy martwych. Połowę z tego stanowiły
dzieci nieślubne. Ilość ukrytych w tych liczbach dzieciobójstw jest oszałamiająca.
Przestępcza działalność położnych opisana jest nie tylko w klasycznej
dziewiętnastowiecznej literaturze angielskiej. Istnieją akta sądowe tych
nielicznych, które jednak postawiono przed sądem, jak i zeznania lekarzy,
starających się ukrócić te praktyki. W 1870 roku doktor Andrew Wynter pisał:
Zbrodnicze położne dobrze wiedzą jak sprokurować
martwo narodzone dziecko, lub — mówiąc ich koszmarnym językiem — poród
spokojniaczka.
W 1871 roku doktor Edmund Syson zeznawał przed komisją parlamentarną,
że kiedy pracował jako lekarz w górniczej wiosce, dowiedział się, jak małą
wagę przypisywano tam życiu nieślubnego dziecka:
Dobroduszna pielęgniarka poprosiła mnie kiedyś, żebym
zabił dziecko w trakcie porodu. Jestem pewien, że do głowy jej nie przyszło,
iż namawia mnie do morderstwa. Oni sądzą, że jeśli nieślubne dziecko
„wraca do domu", jak to nazywają, to wszystko jest w najlepszym porządku,
biorąc pod uwagę kłopot, jaki miałaby matka, gdyby dziecko przeżyło.
Od
końca dziewiętnastego wieku zaczął się wyraźny spadek rozrodczości.
Spadek ten przypisuje się rozpowszechnieniu wiedzy o antykoncepcji i wzrastającemu
użyciu środków aborcyjnych. Kobiety były teraz zdeterminowane, by ograniczyć
liczbę dzieci do tylu, ile mogą wychować. Równocześnie systematycznie spadała
liczba nieślubnych dzieci. W okresie poprzedzającym pierwszą wojnę światową
było ich tylko cztery i pół procenta i liczba ta malała do 1939 roku.
Rozprzestrzenienie środków antykoncepcyjnych i prawo do aborcji zredukowało
liczbę niechcianych dzieci do nie znanych przedtem rozmiarów. W latach
trzydziestych naszego wieku za dzieciobójstwo skazywano rocznie w Wielkiej
Brytanii tylko trzydzieści sześć osób. Dzieciobójstwo jako problem społeczny
przestało istnieć.
Lionel
Rose konkluduje: Historycznie rzecz biorąc wartość życia noworodka zdeterminowana jest
przez podaż i popyt oraz przez panującą na danym etapie historycznym postawę
wobec śmierci. W okresach wysokiej rozrodczości i wysokiej śmiertelności
niemowląt panował fatalizm: „Bóg tak chciał", „może tak i lepiej". Kiedy niemowlęta zaczęły przychodzić na świat w mniej szybkim tempie i kiedy rozwój medycyny, higieny i możliwości właściwego odżywiania podważyły
ten fatalizm, życie dziecka stało się cenniejsze.
Cywilizacja
śmierci?
« Aborcja, edukacja seksualna (Publikacja: 12-03-2005 Ostatnia zmiana: 04-05-2005)
Małgorzata Koraszewska Tłumaczka specjalizująca się w tematyce popularnonaukowej. Tłum. m.in.: J.M. Auel, Wielka wędrówka (1994); J.M. Auel, Łowcy mamutów (1994); E. Bombeck, Nic mi nie jest - po prostu miałem raka (1995); H.S. Kushner, Kiedy złe rzeczy zdarzają się dobrym ludziom (1998); S.I. Greenspan, B.L. Benderly, Rozwój umysłu. Emocjonalne podstawy inteligencji (2000); Ridley M., O pochodzeniu cnoty (2000); C. Wills, Żółta febra, czarna bogini: koewolucja ludzi i mikrobów (2001); M. Ridley, Genom (2001); I. Wilmut, Ponowny akt stworzenia: Dolly i era panowania nad biologia (2002); S. Pinker, Jak działa umysł (2002); S. Olson, Mapowanie historii ludzkości: przeszłość ukryta w naszych genach (2003); S. Jones, Y: O pochodzeniu mężczyzn (2003); G. Miller, Umysł w zalotach. Jak wybory seksualne kształtowały naturę człowieka (2004).
Liczba tekstów na portalu: 11 Pokaż inne teksty autora Liczba tłumaczeń: 878 Pokaż tłumaczenia autora Najnowszy tekst autora: Grozi ci rasizm, Izraelu | Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl.
Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie,
bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w
kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.str. 3999 |
 |