Racjonalista - Strona główna


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
45.765.631 odwiedzin
Ponad 1073 autorów napisało
dla nas 5684 tekstów.
Zajęłyby one 22085 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Które państwo stanowi największe zagrożenie dla pokoju?
Iran
Korea Północna
Chiny
Palestyna
Afganistan
Rosja
Inne
  

Oddano 1800 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Książka "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
(..) do jakiego stopnia [ludzie] gotowi są usprawiedliwiać zło ze względu na jakiekolwiek wartości ideologiczne? Ci, co sądzą, że granic takich nie da się określić, lub którzy po prostu nie godzą się na ich określenie, są - we właściwym sensie tego słowa - duchowymi spadkobiercami Hitlera.
 Nauka » Biologia » Antropologia » Nauki o zachowaniu i mózgu » Religiologia

Psychologia ewolucyjna religii [1]
Autor tekstu: Steven Pinker

Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska

Wygłoszone na dorocznym spotkaniu Freedom from Religion Foundation (Fundacja Wolności od Religii), Madison, Wisconsin, 29 października 2004 roku po otrzymaniu „Nagrody Nowych Szat Cesarza". Publikacja w „Racjonaliście" za zgodą Autora.

*

Czy posiadamy „gen Boga" lub „moduł Boga"? Nawiązuję do twierdzeń, które wielu z was zapewne zauważyło. W zeszłym tygodniu artykuł z pierwszej strony pisma „Time" był zatytułowany: „Gen Boga: czy nasze bóstwo zmusza nas do szukania siły wyższej?" Trudno w to uwierzyć, ale niektórzy naukowcy odpowiadają twierdząco. Kilka zaś lat wcześniej pojawiły się twierdzenia, że mózg ludzki wyposażony jest w „moduł Boga", podsystem mózgu ukształtowany przez ewolucję i powodujący, że posiadamy wiarę religijną. „Moduł Boga w mózgu może wpłynąć na żarliwość religijną", twierdził nagłówek w „Los Angeles Times". W dzisiejszym wykładzie chciałbym ocenić te twierdzenia.

Niewątpliwie religia jest zjawiskiem, które wymaga wyjaśnienia. Według badań etnograficznych religia jest zjawiskiem uniwersalnym. We wszystkich kulturach świata ludzie wierzą, że dusza żyje po śmierci, że rytuały mogą zmienić świat fizyczny i wywróżyć prawdę, i że choroba i nieszczęście są powodowane i łagodzone przez rozmaite, niewidzialne, podobne do ludzi byty: dusze, duchy, świętych, złe duchy, demony, anioły lub Jezusa, diabły i bogów.

Można zapytać — czy naprawdę wszystkie kultury? Tak, wszystkie kultury. Podam przykład z kultury, którą wszyscy dobrze znamy, ze współczesnych Stanów Zjednoczonych. Kiedy ostatnim razem sprawdzałem dane, 25 procent Amerykanów wierzyło w czarownice, 50 procent w duchy, 50 procent w diabła, 50 procent wierzyło, że Księga Rodzaju jest dosłowną prawdą, 69 procent wierzyło w anioły, 87 procent wierzyło, że Jezus zmartwychwstał i 96 procent wierzyło w boga lub uniwersalnego ducha.

Co się dzieje? Pod wieloma względami umysł ludzki wydaje się dobrze skonstruowany. Nie tyle dosłownie skonstruowany przez jakiegoś inżyniera, ile ma oznaki czy pozory konstrukcji w sensie biologicznym. To jest — widzimy, myślimy, mówimy, rozumiemy i osiągamy cele lepiej niż jakikolwiek robot czy komputer. Nie możesz pójść do miasta, kupić sobie służącą Rosie z „Jetsonsów" i oczekiwać, że wstawi naczynia do szafek i załatwi proste sprawunki. Te wyczyny są zbyt trudne dla wytworów człowieka, choć pięciolatek robi to bez trudu. Wyjaśnieniem oznak konstrukcji w świecie przyrody jest teoria doboru naturalnego Darwina, jedyna teoria, jaką jak dotąd wymyśliliśmy, która wyjaśnia iluzję projektu w kategoriach przyczynowych.

Pytanie zatem brzmi: jak mogło wyewoluować potężne upodobanie do najwyraźniej irracjonalnych przekonań? H. L. Mencken mówi, że „najpowszechniejszym ze wszystkich szaleństw jest żarliwa wiara w to, co w oczywisty sposób nie jest prawdą. Jest to główne zajęcie ludzkości". Dla psychologa stanowi to zagadkę.

Istnieje jedna możliwość tego, w jaki sposób wiara religijna mogłaby być adaptacją. Wiele z naszych zdolności to adaptacje do trwałych właściwości rzeczywistego świata. Mamy zdolność widzenia głębi ponieważ świat rzeczywiście jest trójwymiarowy. Mamy wrodzony lęk przed wężami, ponieważ świat zamieszkują węże i są one jadowite. Być może rzeczywiście istnieje osobowe, troszczące się, niewidzialne, tworzące cuda, nagradzające, karzące bóstwo i posiadamy moduł Boga do komunikowania się z nim. Jako naukowiec lubię formułować twierdzenia w formie dających się sprawdzić hipotez i to z pewnością jest jedna z nich. Przepowiada na przykład, że cuda powinny dać się obserwować, że sukces w życiu powinien być proporcjonalny do cnoty, a cierpienie proporcjonalne do grzechu. Nie znam nikogo, kto dokonałby niezbędnych badań, ale sądzę, że istnieją zasadne powody do wiary, że te hipotezy się nie potwierdzają. Istnieje żydowskie przysłowie: „Gdyby Bóg mieszkał na ziemi, ludzi wybiliby mu szyby".

Istniały inne, bardziej prawdopodobnie brzmiące próby wyjaśnienia religii jako biologicznej adaptacji. Choć jestem znacznie przychylniejszy darwinowskim wyjaśnieniom życia umysłowego niż większość psychologów, żadne z nich mnie nie przekonuje.

Pierwszym wyjaśnieniem jest to, że religia niesie pociechę. Koncepcje dobrotliwego pasterza, uniwersalnego planu, życia pozagrobowego lub zasłużonej nagrody czy kary łagodzą ból bycia człowiekiem; te pocieszające myśli powodują, że czujemy się lepiej. Jest w tym element prawdy, ale nie jest to prawomocne wyjaśnienie adaptacjonistyczne, ponieważ pozostaje pytanie dlaczego umysł miałby znajdować pociechę w fałszywych przekonaniach. Powiedzenie, że coś jest, nie czyni, że tak rzeczywiście jest, i nie ma powodu, dla którego miałoby pocieszać myślenie, że tak jest, kiedy mamy powody sądzić, że jest inaczej. Porównajmy: jeśli marzniesz, to, że ktoś ci wmawia, iż jest ci ciepło, nie jest szczególnie kojące. Jeśli grozi ci drapieżnik, niezbyt pocieszy cię fałszywe zapewnienie, że to tylko królik. Na ogół nie dajemy się tak łatwo zwodzić. Dlaczego więc pozwalamy na to w przypadku religii? To po prostu wymaga odpowiedzi.

Druga hipoteza stwierdza, że religia wiąże społeczność. Ci, którzy czytali artykuł w „Time", mogą znać tę hipotezę, ponieważ genetyk Dean Hamer, którego nowa książka The God Gene zainspirowała ten artykuł, podaje ją jako darwinowskie wyjaśnienie religii. I znowu sądzę, że jest w tym element prawdy. Religia z pewnością wiąże społeczność. Ale raz jeszcze po prostu samo nasuwa się pytanie: dlaczego. Dlaczego, jeśli jednym z celów ewolucji jest to, by ludzie stali razem wobec wspólnych wrogów, wiara w duchy czy wiara, że rytuał może zmienić przyszłość, miałaby być niezbędna do scementowania społeczności? Dlaczego nie wystarczą uczucia takie jak zaufanie, lojalność, przyjaźń i solidarność? Nie ma przyczyny a priori, by oczekiwać, że wiara w duszę czy rytuał będzie rozwiązaniem problemu, jak skłonić zbiór organizmów do współpracy.

Trzecie pozorne wyjaśnienie brzmi, że religia jest źródłem wyższych tęsknot etycznych. Ci, którzy czytali książkę Stevena Jaya Goulda Rock of Ages, który dowodził, że religia i nauka mogą wygodnie koegzystować, znają jego argument: ponieważ nauka nie może nam powiedzieć, jakie powinny być nasze wartości moralne, pozostawia to religii, a te dwa „magisteria" szanują się wzajemnie. Olbrzymi problem z tą hipotezą jest oczywisty dla każdego, kto czytał Biblię — podręcznik gwałtu, ludobójstwa i zniszczenia. Bóg powiada Izraelitom najeżdżającym wioski Madianitów: „Zabijcie wszystkich mężczyzn, zabijcie wszystkie dzieci, zabijcie wszystkie stare kobiety. Młode, ładne kobiety przyprowadźcie z powrotem do obozu, zamknijcie je, ogolcie im głowy i niech przebywają w zamknięciu przez 30 dni, aż przestaną już wypłakiwać sobie oczy, bo zabiliście im mamę i tatę, a wtedy weźcie je sobie jako drugą, trzecią, czwartą albo piątą żonę". Tak więc Biblia, w przeciwieństwie do tego, w co wierzy większość Amerykanów, dalece nie jest źródłem wyższych wartości moralnych. Religie dały nam kamienowanie, palenie czarownic, wyprawy krzyżowe, inkwizycję, dżihad, fatwę, terrorystów-samobójców, fanatyków bijących homoseksualistów, morderców strzelających do pracowników klinik aborcyjnych i matki, które topią swoich synów, aby mogli być szczęśliwie połączeni w niebie.

Nie trzeba szukać źródeł wartości moralnych w religii. Psycholodzy zidentyfikowali uniwersalne moralne odczucia, takie jak miłość, współczucie, szczodrość, wina, wstyd i słuszne oburzenie. Wiara w duchy i anioły nie musi mieć z tym nic wspólnego. Filozofowie moralności, tacy jak Peter Singer, którzy analizują pojęcie moralności, wykazali, że jest ono logicznie zakorzenione w wymienności interesów własnych i innych ludzi. Trwałe systemy moralne na świecie w pewien sposób chwytają wymienność perspektyw i interesów, koncepcję, że „jestem tylko jednym człowiekiem wśród wielu": złoty środek; imperatyw kategoryczny; koncepcję Singera „rozszerzającego się kręgu"; „zasłonę ignorancji" Johna Rawlsa, i tak dalej. Mściwe, podobne do człowieka bóstwo, które wymierza sprawiedliwość, nie ma miejsca w naszych najlepszych wyjaśnieniach logiki moralności.

By odpowiedzieć na pytanie "dlaczego Homo sapiens ma taką skłonność do wiary religijnej?", trzeba najpierw rozróżnić między cechami, które są adaptacjami, to jest produktami darwinowskiego doboru naturalnego, a cechami, które są produktami ubocznymi adaptacji, zwanymi także pachwiną łuku lub egzaptacją. Przykład: Dlaczego nasza krew jest czerwona? Czy istnieje jakaś adaptacyjna korzyść posiadania czerwonej krwi, może jako kamuflaż na tle jesiennych liści? No cóż, nie jest to prawdopodobne, a zresztą nie potrzebujemy adaptacyjnego wyjaśnienia. Mamy czerwoną krew, ponieważ posiadanie cząsteczki, która potrafi przenosić tlen — na ogół hemoglobiny — jest adaptacyjne. Tak się składa, że natleniona hemoglobina jest czerwona, a więc czerwień krwi jest produktem ubocznym właściwości chemicznych przenoszenia tlenu. Kolor per se nie był przedmiotem selekcji. Innym nie adaptacyjnym wyjaśnieniem cechy biologicznej jest dryf genetyczny. Przypadki zdarzają się w ewolucji. Pewne cechy mogą zostać utrwalone po prostu dzięki łutowi szczęścia. Żeby odróżnić adaptację od produktu ubocznego, najpierw trzeba ustalić, że cecha jest w pewnym sensie wrodzona, na przykład, że rozwija się niezawodnie we wszystkich środowiskach i jest uniwersalna dla danego gatunku. To pomaga wykluczyć na przykład czytanie jako adaptację biologiczną. Dzieci nie zaczynają czytać spontanicznie, jeśli się ich tego nie uczy, w odróżnieniu od mówionego języka, który jest wiarygodną adaptacją, ponieważ pojawia się spontanicznie u wszystkich dzieci we wszystkich społecznościach.

Drugim kryterium jest to, że spowodowane przez daną przyczynę właściwości cechy powinny były, przeciętnie rzecz biorąc, być korzystne dla przeżycia i rozmnożenia nosicieli tej cechy w środowisku przodków — środowisku, w którym nasz gatunek spędził większość swojej ewolucyjnej historii, głównie jako łowcy zbieracze, który to styl życia wyprzedzał stosunkowo niedawny wynalazek rolnictwa i cywilizacji. I, co zasadnicze, korzyść musi być wykazana przez jakieś niezależne konsekwencje danej przyczyny domniemanej adaptacji. To znaczy, prawa fizyki, chemii lub inżynierii muszą wystarczyć do ustalenia, że cecha będzie pożyteczna. Pożyteczności cechy nie można wymyślać ad hoc; bo w takim wypadku nie masz uprawnionego wyjaśnienia ewolucyjnego, a tylko „taką sobie bajeczkę". Sposobem rozróżnienia ich jest niezależne uzasadnienie użyteczności cechy. Na przykład: przy pomocy geometrii rzutowej można wykazać, że przez połączenie obrazów z dwóch kamer czy przyrządów optycznych można wykalkulować głębię obiektu z rozbieżności projekcji. Jeśli wypiszesz specyfikację, czego potrzeba, by wykalkulować stereoskopową głębię, stwierdzisz, że ludzie i inne naczelne wydają się mieć tę właśnie specyfikację w naszym zmyśle stereoskopowej percepcji głębi. To właśnie zaplanowaliby inżynierowie, gdyby budowali robota widzącego głębię. To podobieństwo stanowi dobry powód, by sądzić, że zdolność widzenia głębi jest adaptacją.


1 2 3 Dalej..

 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Głupota godności
Religia jako nerwica, nerwica jako religia

 Zobacz komentarze (1)..   


« Religiologia   (Publikacja: 19-03-2005 Ostatnia zmiana: 16-07-2005)

 Wyślij tekst mailem..   dodajdo      
Wersja do druku    PDF    MS Word

Steven Pinker
Ur. 1954 w Montrealu. Profesor psychologii i dyrektor Center for Cognitive Neuroscience (Wydziału Nauk o Mózgu i Procesach Poznawczych) w słynnym Massachusetts Institute of Technology. W 2003 roku powrócił do Uniersytetu Harvard. Studiował na uniwersytetach McGill i Harvardzie i Stanfordzie. Jest laureatem licznych nagród za prace naukowe, dydaktyczne, a także książki o wyobrażeniach wzrokowych i o języku, w tym głośną "The Language Instinct", która podobnie jak książka "Jak działa umysł" również była bestsellerem. Ostatnią jego książką wydaną w języku polskim jest "Tabula rasa. Spory o naturę ludzką" (2004).
 Strona www autora

 Liczba tekstów na portalu: 11  Pokaż inne teksty autora
 Najnowszy tekst autora: Głupota godności
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 4024 
Zaloguj jako:  Hasło:   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2010 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365