|
|
 |
Nauka » Biologia » Antropologia » Nauki o zachowaniu i mózgu » Religiologia
Psychologia ewolucyjna religii [1] Autor tekstu: Steven Pinker Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska
Wygłoszone na dorocznym
spotkaniu Freedom from Religion Foundation (Fundacja Wolności od Religii),
Madison, Wisconsin, 29 października 2004 roku po otrzymaniu „Nagrody
Nowych Szat Cesarza". Publikacja w „Racjonaliście" za zgodą Autora.
*
Czy posiadamy „gen Boga" lub „moduł Boga"? Nawiązuję
do twierdzeń, które wielu z was zapewne zauważyło. W zeszłym tygodniu
artykuł z pierwszej strony pisma „Time" był zatytułowany: „Gen
Boga: czy nasze bóstwo zmusza nas do szukania siły wyższej?" Trudno w to
uwierzyć, ale niektórzy naukowcy odpowiadają twierdząco. Kilka zaś lat wcześniej
pojawiły się twierdzenia, że mózg ludzki wyposażony jest w „moduł
Boga", podsystem mózgu ukształtowany przez ewolucję i powodujący, że
posiadamy wiarę religijną. „Moduł Boga w mózgu może wpłynąć na żarliwość
religijną", twierdził nagłówek w „Los Angeles Times". W dzisiejszym wykładzie chciałbym ocenić te twierdzenia.
Niewątpliwie religia jest zjawiskiem, które wymaga wyjaśnienia.
Według badań etnograficznych religia jest zjawiskiem uniwersalnym. We
wszystkich kulturach świata ludzie wierzą, że dusza żyje po śmierci, że
rytuały mogą zmienić świat fizyczny i wywróżyć prawdę, i że choroba i nieszczęście są powodowane i łagodzone przez rozmaite, niewidzialne, podobne
do ludzi byty: dusze, duchy, świętych, złe duchy, demony, anioły lub Jezusa,
diabły i bogów.
Można zapytać — czy naprawdę wszystkie kultury? Tak, wszystkie
kultury. Podam przykład z kultury, którą wszyscy dobrze znamy, ze współczesnych
Stanów Zjednoczonych. Kiedy ostatnim razem sprawdzałem dane, 25 procent
Amerykanów wierzyło w czarownice, 50 procent w duchy, 50 procent w diabła, 50
procent wierzyło, że Księga Rodzaju jest dosłowną prawdą, 69 procent
wierzyło w anioły, 87 procent wierzyło, że Jezus zmartwychwstał i 96
procent wierzyło w boga lub uniwersalnego ducha.
Co się dzieje? Pod wieloma względami umysł ludzki wydaje się dobrze
skonstruowany. Nie tyle dosłownie skonstruowany przez jakiegoś inżyniera, ile
ma oznaki czy pozory konstrukcji w sensie biologicznym. To jest — widzimy, myślimy,
mówimy, rozumiemy i osiągamy cele lepiej niż jakikolwiek robot czy komputer.
Nie możesz pójść do miasta, kupić sobie służącą
Rosie z „Jetsonsów" i oczekiwać, że wstawi naczynia do szafek i załatwi
proste sprawunki. Te wyczyny są zbyt trudne dla wytworów człowieka, choć pięciolatek
robi to bez trudu. Wyjaśnieniem oznak konstrukcji w świecie przyrody jest
teoria doboru naturalnego Darwina, jedyna teoria, jaką jak dotąd wymyśliliśmy,
która wyjaśnia iluzję projektu w kategoriach przyczynowych.
Pytanie zatem brzmi: jak mogło wyewoluować potężne upodobanie do
najwyraźniej irracjonalnych przekonań? H. L. Mencken mówi, że
„najpowszechniejszym ze wszystkich szaleństw jest żarliwa wiara w to, co w oczywisty sposób nie jest prawdą. Jest to główne zajęcie ludzkości".
Dla psychologa stanowi to zagadkę.
Istnieje jedna możliwość tego, w jaki sposób
wiara religijna mogłaby być adaptacją. Wiele z naszych zdolności to
adaptacje do trwałych właściwości rzeczywistego świata. Mamy zdolność
widzenia głębi ponieważ świat rzeczywiście jest trójwymiarowy. Mamy
wrodzony lęk przed wężami, ponieważ świat zamieszkują
węże i są one jadowite. Być może rzeczywiście istnieje osobowe,
troszczące się, niewidzialne, tworzące cuda, nagradzające, karzące bóstwo i posiadamy moduł Boga do komunikowania się z nim. Jako naukowiec lubię formułować
twierdzenia w formie dających się sprawdzić hipotez i to z pewnością jest
jedna z nich. Przepowiada na przykład, że cuda powinny dać się obserwować,
że sukces w życiu powinien być proporcjonalny do cnoty, a cierpienie
proporcjonalne do grzechu. Nie znam nikogo, kto dokonałby niezbędnych badań,
ale sądzę, że istnieją zasadne powody do wiary, że te hipotezy się nie
potwierdzają. Istnieje żydowskie przysłowie: „Gdyby Bóg mieszkał na
ziemi, ludzi wybiliby mu szyby".
Istniały inne, bardziej prawdopodobnie brzmiące próby wyjaśnienia
religii jako biologicznej adaptacji. Choć jestem znacznie przychylniejszy
darwinowskim wyjaśnieniom życia umysłowego niż większość psychologów, żadne z nich mnie nie przekonuje.
Pierwszym wyjaśnieniem jest to, że religia niesie pociechę. Koncepcje
dobrotliwego pasterza, uniwersalnego planu, życia pozagrobowego lub zasłużonej
nagrody czy kary łagodzą ból bycia człowiekiem; te pocieszające myśli
powodują, że czujemy się lepiej. Jest w tym element prawdy, ale nie jest to
prawomocne wyjaśnienie adaptacjonistyczne, ponieważ pozostaje pytanie dlaczego umysł miałby znajdować pociechę w fałszywych
przekonaniach. Powiedzenie, że coś jest, nie czyni, że tak rzeczywiście
jest, i nie ma powodu, dla którego miałoby pocieszać myślenie, że tak jest, kiedy mamy powody sądzić, że jest
inaczej. Porównajmy: jeśli marzniesz, to, że ktoś ci wmawia, iż jest ci
ciepło, nie jest szczególnie kojące. Jeśli grozi ci drapieżnik, niezbyt
pocieszy cię fałszywe zapewnienie, że to tylko królik. Na ogół nie dajemy
się tak łatwo zwodzić. Dlaczego więc pozwalamy na to w przypadku religii? To
po prostu wymaga odpowiedzi.
Druga hipoteza stwierdza, że religia wiąże społeczność. Ci, którzy
czytali artykuł w „Time", mogą znać tę hipotezę, ponieważ
genetyk Dean Hamer, którego nowa książka The
God Gene zainspirowała ten artykuł, podaje ją jako darwinowskie wyjaśnienie
religii. I znowu sądzę, że jest w tym element prawdy. Religia z pewnością
wiąże społeczność. Ale raz jeszcze po prostu samo nasuwa się pytanie: dlaczego.
Dlaczego, jeśli jednym z celów ewolucji jest to, by ludzie stali razem wobec
wspólnych wrogów, wiara w duchy czy wiara, że rytuał może zmienić przyszłość,
miałaby być niezbędna do scementowania społeczności? Dlaczego nie wystarczą
uczucia takie jak zaufanie, lojalność, przyjaźń i solidarność? Nie ma
przyczyny a priori, by oczekiwać, że wiara w duszę czy rytuał będzie
rozwiązaniem problemu, jak skłonić zbiór organizmów
do współpracy.
Trzecie pozorne wyjaśnienie brzmi, że religia jest źródłem wyższych
tęsknot etycznych. Ci, którzy czytali książkę Stevena Jaya Goulda Rock of Ages, który dowodził, że religia i nauka mogą wygodnie
koegzystować, znają jego argument: ponieważ nauka nie może nam powiedzieć,
jakie powinny być nasze wartości moralne, pozostawia to religii, a te dwa
„magisteria" szanują się wzajemnie. Olbrzymi problem z tą hipotezą
jest oczywisty dla każdego, kto czytał Biblię — podręcznik gwałtu, ludobójstwa i zniszczenia. Bóg powiada Izraelitom najeżdżającym wioski Madianitów:
„Zabijcie wszystkich mężczyzn, zabijcie wszystkie dzieci, zabijcie
wszystkie stare kobiety. Młode, ładne kobiety przyprowadźcie z powrotem do
obozu, zamknijcie je, ogolcie im głowy i niech przebywają w zamknięciu przez
30 dni, aż przestaną już wypłakiwać sobie oczy, bo zabiliście im mamę i tatę, a wtedy weźcie je sobie jako drugą, trzecią, czwartą albo piątą żonę".
Tak więc Biblia, w przeciwieństwie do tego, w co wierzy większość Amerykanów,
dalece nie jest źródłem wyższych wartości moralnych. Religie dały nam kamienowanie, palenie czarownic, wyprawy krzyżowe, inkwizycję, dżihad, fatwę,
terrorystów-samobójców, fanatyków bijących homoseksualistów,
morderców strzelających do pracowników klinik aborcyjnych i matki, które
topią swoich synów, aby mogli być szczęśliwie połączeni w niebie.
Nie trzeba szukać źródeł wartości moralnych w religii. Psycholodzy
zidentyfikowali uniwersalne moralne odczucia, takie jak miłość, współczucie,
szczodrość, wina, wstyd i słuszne oburzenie. Wiara w duchy i anioły nie musi
mieć z tym nic wspólnego. Filozofowie moralności, tacy jak Peter Singer, którzy
analizują pojęcie moralności, wykazali, że jest ono logicznie zakorzenione w wymienności interesów własnych i innych ludzi. Trwałe systemy moralne na świecie w pewien sposób chwytają wymienność perspektyw i interesów, koncepcję, że
„jestem tylko jednym człowiekiem wśród wielu": złoty środek;
imperatyw kategoryczny; koncepcję Singera „rozszerzającego się kręgu";
„zasłonę ignorancji" Johna Rawlsa, i tak dalej. Mściwe, podobne do
człowieka bóstwo, które wymierza sprawiedliwość, nie ma miejsca w naszych
najlepszych wyjaśnieniach logiki moralności.
By odpowiedzieć na pytanie "dlaczego Homo
sapiens ma taką skłonność do wiary religijnej?", trzeba najpierw
rozróżnić między cechami, które są adaptacjami,
to jest produktami darwinowskiego doboru naturalnego, a cechami, które są produktami
ubocznymi adaptacji, zwanymi także pachwiną łuku lub egzaptacją. Przykład:
Dlaczego nasza krew jest czerwona? Czy istnieje jakaś adaptacyjna korzyść
posiadania czerwonej krwi, może jako kamuflaż na tle jesiennych liści? No cóż,
nie jest to prawdopodobne, a zresztą nie potrzebujemy adaptacyjnego wyjaśnienia.
Mamy czerwoną krew, ponieważ posiadanie cząsteczki, która potrafi przenosić
tlen — na ogół hemoglobiny — jest adaptacyjne. Tak się składa, że
natleniona hemoglobina jest czerwona, a więc czerwień krwi jest produktem
ubocznym właściwości chemicznych przenoszenia tlenu. Kolor per
se nie był przedmiotem selekcji. Innym nie adaptacyjnym wyjaśnieniem cechy
biologicznej jest dryf genetyczny. Przypadki zdarzają się w ewolucji. Pewne
cechy mogą zostać utrwalone po prostu dzięki łutowi szczęścia. Żeby odróżnić
adaptację od produktu ubocznego, najpierw trzeba ustalić, że cecha jest w pewnym sensie wrodzona, na przykład, że rozwija się niezawodnie we wszystkich
środowiskach i jest uniwersalna dla danego gatunku. To pomaga wykluczyć na
przykład czytanie jako adaptację biologiczną. Dzieci nie zaczynają czytać
spontanicznie, jeśli się ich tego nie uczy, w odróżnieniu od mówionego języka,
który jest wiarygodną adaptacją,
ponieważ pojawia się spontanicznie u wszystkich dzieci we wszystkich społecznościach.
Drugim
kryterium jest to, że spowodowane przez daną przyczynę właściwości cechy
powinny były, przeciętnie rzecz biorąc, być korzystne dla przeżycia i rozmnożenia nosicieli tej cechy w środowisku przodków — środowisku, w którym
nasz gatunek spędził większość swojej ewolucyjnej historii, głównie jako
łowcy zbieracze, który to styl życia wyprzedzał stosunkowo niedawny
wynalazek rolnictwa i cywilizacji. I, co zasadnicze, korzyść musi być
wykazana przez jakieś niezależne konsekwencje danej przyczyny domniemanej
adaptacji. To znaczy, prawa fizyki, chemii lub inżynierii muszą wystarczyć do
ustalenia, że cecha będzie pożyteczna. Pożyteczności cechy nie można wymyślać
ad hoc; bo w takim wypadku nie masz
uprawnionego wyjaśnienia ewolucyjnego, a tylko „taką sobie bajeczkę".
Sposobem rozróżnienia ich jest niezależne uzasadnienie
użyteczności cechy. Na przykład: przy pomocy geometrii rzutowej można
wykazać, że przez połączenie obrazów z dwóch kamer czy przyrządów
optycznych można wykalkulować głębię obiektu z rozbieżności projekcji. Jeśli
wypiszesz specyfikację, czego potrzeba, by wykalkulować stereoskopową
głębię, stwierdzisz, że ludzie i inne naczelne wydają się mieć tę właśnie
specyfikację w naszym zmyśle stereoskopowej percepcji głębi. To właśnie
zaplanowaliby inżynierowie, gdyby budowali robota widzącego głębię. To
podobieństwo stanowi dobry powód, by sądzić, że zdolność widzenia głębi
jest adaptacją.
1 2 3 Dalej..
« Religiologia (Publikacja: 19-03-2005 Ostatnia zmiana: 16-07-2005)
Steven Pinker Ur. 1954 w Montrealu. Profesor psychologii i dyrektor Center for Cognitive Neuroscience (Wydziału Nauk o Mózgu i Procesach Poznawczych) w słynnym Massachusetts Institute of Technology. W 2003 roku powrócił do Uniersytetu Harvard. Studiował na uniwersytetach McGill i Harvardzie i Stanfordzie. Jest laureatem licznych nagród za prace naukowe, dydaktyczne, a także książki o wyobrażeniach wzrokowych i o języku, w tym głośną "The Language Instinct", która podobnie jak książka "Jak działa umysł" również była bestsellerem. Ostatnią jego książką wydaną w języku polskim jest "Tabula rasa. Spory o naturę ludzką" (2004). Strona www autora
Liczba tekstów na portalu: 11 Pokaż inne teksty autora Najnowszy tekst autora: Głupota godności | Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl.
Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie,
bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w
kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.str. 4024 |
 |