|
|
 |
Czytelnia i książki » Recenzje i krytyki
Po tej i po tamtej stronie Alfreda Kubina [1] Autor tekstu: Eugeniusz Obarski
Kiedy filozofujesz, musisz zstąpić w głąb
pierwotnego chaosu i zadomowić się w nim.
Ludwig
Wittgenstein
Sztuka to wentyl bezpieczeństwa.
Alfred Kubin
Alfred Kubin, znakomity austriacki rysownik i malarz, urodził się 10 kwietnia 1877
roku w Litomierzycach (północne Czechy), zmarł w 1959 roku w Zwickledt
(Austria). Dał się poznać jako utalentowany malarz (wchodził w skład
monachijskiej grupy ekspresjonistów „Der Blaue Reiter" — Błękitny Jeździec,
do której należeli m.in. Wassily Kandinsky i Paul Klee; w jej manifeście
znalazło się takie zdanie: „celem naszym jest pokazanie, jak wewnętrzne
pragnienie artystów realizuje się na różne sposoby"), lecz bardziej zwracał
na siebie uwagę swymi oryginalnymi grafikami — i tak już pozostało; nawet
gdy po opublikowaniu Po tamtej stronie
spotkał się z uznaniem wielu autorytetów literackich, w tym Maxa Broda i Hermanna Hessego. W grafikach Kubina widoczne są nie tylko reminiscencje z dzieł
jego mistrzów: Muncha, Goyi, Breughela, lecz także pewne echa, niejako
kontynuacje i cytaty z Rembrandta, Rubensa. Uznano go za prekursora surrealizmu;
do końca swych dni wstrząsał i szokował niezwykłymi, groteskowymi wizjami
pełnymi makabryczności, demonizmu, mistycyzmu i jednocześnie obsesji
seksualnych. Ilustrował w ten sposób dzieła cenionych przez siebie autorów, a byli to m.in.: Nerval, Trakl, Hoffmann, Meyrink, Wedekind, de l'Ilsle-Adam,
Poe, d'Aurévilly, Kafka, Gogol. Wraz z członkami Błękitnego Jeźdźca
ilustrował też wydaną w 1918 roku Biblię. W 1909 roku ukazuje się jego
jedyna powieść Po tamtej stronie; pisze też opowiadania, jest autorem
szkiców filozoficznych. W Polsce powieść Kubina ukazała się w 1968 i 1980
roku; oba wydania pozbawione były bardzo istotnego elementu, równie jak powieść
osobistego — ilustracji wykonanych przez Kubina dla Po
tamtej stronie. Być może ów oczywisty brak zostanie kiedyś w kolejnej
edycji nadrobiony.
Oto krótkie streszczenie fabuły Po
tamtej stronie. Na zaskakujące i tajemnicze zaproszenie swego dawno
niewidzianego kolegi gimnazjalnego, Klausa Patery, trzydziestoletni rysownik
(podobnie jak Kubin, monachijczyk), udaje się wraz z żoną w podróż do Perły,
stolicy Państwa Snu znajdującego się w Azji (okolice Chin i Tybetu). Dalej
następuje opis bardziej niż dziwnego Państwa Snu i panujących w nim stosunków
pomiędzy jego obywatelami, którymi są „nieszczęśnicy skłóceni z sobą i światem", histerycy, neurastenicy, hipochondrycy, polityczni uciekinierzy,
spirytyści, „zblazowani szukający podniet", oszuści, fałszerze, złodzieje,
akrobaci, „piękne typy pijaków", awanturnicy, „rozszalałe zawadiaki",
„ścigani w swych krajach mordercy". Za wyjątkiem autochtonów,
enigmatycznych Niebieskookich, na ogół wszyscy oni — co godne podkreślenia — pochodzą z Europy. Władca tej niecodziennej krainy, Patera, rezyduje w niedostępnym pałacu, który — jak się z czasem okazuje — połączony jest z wszystkimi domami za pomocą systemu podziemnych kanałów; w ten sposób ma
on możliwość oddziaływania na wolę jego poddanych, którzy przeżywają
jego sprzeczności wewnętrzne, cierpienia i nastroje. Kolejna część powieści
jest opisem upadku Państwa Snu, jego rozkładu materialnego i duchowego, do
czego przyczynia się zjawiający się tam Amerykanin, miliarder, „król
konserw mięsnych" i wróg Patery, próbujący odebrać mu władzę. Następuje
seria kataklizmów, obywatele popadają najpierw w długotrwały sen, a potem w orgiastyczne szaleństwo. Tabuny zwierząt (najpierw wielkich, następnie
wszelkiego robactwa) przeciągają przez miasto dokonując spustoszenia, później
jesteśmy świadkami tajemniczego rozpadu materii, wreszcie następuje decydujący
pojedynek Amerykanina z Paterą i wszystko zapada się pod ziemię.
Wnętrze "Delirium,
zaczajone pewnie już we mnie od dawna, ujawniło się w ataku, którego główne
stadium, przeplatane częstymi konwulsjami, pozostało mi nikłe i niewyraźne w pamięci. Przywidziało mi się, że jestem księciem Burbońskim, rezydującym
na wyspie Borneo, co zaćmiło zupełnie świadomość mego rzeczywistego życia
[...] w tym czasie wiele rysowałem i przenosiłem na papier upiorne pomysły i karykatury, odpowiadające tak dobrze memu żałosnemu nastrojowi [...] wszedłem
do variéte, w poszukiwaniu obojętnego,
hałaśliwego otoczenia, by rozładować wewnętrzny ucisk, który stawał się
coraz silniejszy. I tam zdarzyło się mi się coś bardzo dziwnego psychicznie, a dla mnie decydujące, co do dziś niezupełnie pojmuję, chociaż wiele nad
tym rozmyślałem. Kiedy mianowicie zaczęła grać niewielka orkiestra, ujrzałem z nagła całe otoczenie jaśniej a ostrzej, jakby w innym świetle. Na twarzach
obecnych dookoła dostrzegłem znienacka zaskakującą zwierzoczłowieczość.
Wszystkie dźwięki stały się osobliwie obce, wyzwolone ze swej przyczyny.
Brzmiało mi to niczym jakaś szydercza, stękająca, dudniąca ogólna mowa, której
nie rozumiałem, lecz która zdawała się mieć najwyraźniej jakiś całkiem
widmowy, wewnętrzny sens. Posmutniałem, chociaż przenikała mnie jakaś
szczególna błogość [...] I wtem lawiną runęły na mnie wizje czarno-białych
rysunków — niepodobna opisać, jakie tysięczne bogactwo podsuwała mi wyobraźnia.
Spiesznie opuściłem teatrzyk, bo muzyka i światła przeszkadzały mi teraz, i zacząłem błądzić bez celu po ciemnych ulicach, nieustannie przy tym
pokonywany, wręcz smagany przez tajemną siłę, która wyczarowywała w moim
umyśle dziwaczne zwierzęta, domy, pejzaże, groteskowe i straszne sytuacje.
Czułem się w moim zaklętym świecie nieopisanie dobrze i podniośle, a kiedy
już padałem ze zmęczenia, wszedłem do małej herbaciarni. I tutaj wszystko
było zupełnie niezwykłe. Od razu przy wejściu wydało mi się, że kelnerki
są to lalki woskowe, poruszane Bóg wie jakim mechanizmem, oraz że nielicznych
gości (którzy jednak w moich oczach wyglądali wręcz na cienie) zaskoczyłem
na szatańskich machinacjach. Całe tło zdawało się makietą, która miała
jedynie ukryć właściwą tajemnicę — zapewne jakąś słabo oświetloną,
podobną do stajni, krwawą jaskinię. Co mogłem utrwalić z tych wyobrażeń,
zmieniających się z oszałamiającą lekkością, podczas gdy ja zachowywałem
się najzupełniej biernie — to wyrysowałem kilkoma upamiętniającymi
kreskami do notesu. Jeszcze w drodze do domu trwało to moje poruszenie wewnętrzne.
Augustenstrasse zdawała mi się samorzutnie kurczyć, a dookoła miasta
olbrzymim koliskiem powyrastały góry. [...] Podobne upojenia, jak owo wyżej
opisane, zdarzały mi się jeszcze nieraz" (Alfred Kubin, Demony i nocne zjawy. Autobiografia).
Przełom Czytelnik ceniący „linię" Kafki, Hofmannsthala, Herzmanovsky-Orlando, a z pisarzy bardziej współczesnych — Schulza, Becketta, Bernharda, nie będzie stronił
od lektury Po tamtej stronie, ani się
na niej nie zawiedzie. Mniejsza tu o fabułę tej intrygującej powieści, będącej
niewątpliwie dziennikiem pewnej osobliwej podróży, mającej miejsce nie tylko w czasie i przestrzeni… Nas interesuje tu przede wszystkim jej praprzyczyna, a także — to na początek — wybrany aspekt recepcji dzieła Kubina, bo oto
spotkać się można czasem z sądem (noszącym wszelkie cechy idiomu
interpretacyjnego), iż niezwykła powieść Po
tamtej stronie powstała w zasadzie dzięki zbiegowi okoliczności i jakby
na marginesie kryzysu twórczego artysty malarza; jednym słowem, niejako przez
przypadek. Nie sposób nie mieć tu wątpliwości: czy rzeczywiście w jej
powstaniu przypadek odegrał kluczową rolę? I czy w ogóle miał miejsce? A trudno mówić o przypadku po zaznajomieniu się z powieścią, a przede
wszystkim z… casusem Kubina. Mamy tu
bowiem do czynienia z pewną prawidłowością z domeny psychologii procesu twórczego, a nie z przypadkiem. Konkretniej, z mechanizmem kompensacji (choć -
paradoksalnie — sztuka znacznie bardziej wydaje się być uzewnętrznioną świadomością
ludzkiego dramatu i apoteozą samotności twórcy, niż ich kompensacją!):
osobliwa a olbrzymiejąca nieustannie treść wewnętrznych przeżyć Kubina musiała
szukać odpowiedniego pod względem ekspresji kanału dla swego ujścia, musiała
przyjąć odpowiednią formę dla swej manifestacji. Owym kanałem i formą stało
się tym razem słowo (i szerzej — czasoprzestrzeń literacka), a nie znak
plastyczny, jako że sfera plastycznego gestu okazała się zamknięta (w tym
znaczeniu, że niewystarczająca, niewspółmierna niczym niewłaściwie dobrany
algorytm). Wydaje się, iż jest to uprawnione przekonanie, mniej może
oryginalne, lecz wsparte przede wszystkim na tym, co na ten temat mówi w swej Autobiografii
sam Kubin. Otóż opisując ów szczególny okres swego życia wyznaje tam:
"[...] wyraźnie zauważyłem,
że spoglądam na cały świat otaczający nowymi oczami i że ożywa we mnie
blask wewnętrzny. Pełen pośpiechu i tęsknoty przybyłem do domu. Gdy chciałem
potem rysować, absolutnie mi to nie szło. Nie byłem w stanie narysować powiązanych rozsądnych kresek. Przestraszony stałem przed
tym fenomenem, bo — muszę to powtórzyć — byłem wewnętrznie całkowicie
wypełniony pragnieniem roboty. Aby więc coś robić i jakoś się wyładować,
zacząłem sam wymyślać i notować dziwaczną opowieść. I oto napłynęły
pomysły w nadmiarze, dniem i nocą napędzając mnie do pracy, tak, że już po
dwunastu tygodniach moja powieść fantastyczna była ukończona". I jeszcze jedna wypowiedź Kubina na tenże temat: "Po
tamtej stronie stanowi punkt zwrotny rozwoju duchowego i napomyka o tym
skrycie i jawnie w wielu miejscach. Pisząc ją nabrałem dojrzałego
rozeznania, iż nie tylko w dziwacznych, wzniosłych i komicznych momentach
istnienia leżą najwyższe wartości, ale że to, co przykre, obojętne i powszednio-podrzędne, zawiera te same tajemnice. To,
że pisałem zamiast rysować, leżało w naturze rzeczy, sposób pozbycia się
szybciej napierających myśli był stosowniejszy, niż byłoby to możliwe
inaczej". Czy więc rzeczywiście proces twórczy artysty został w jakikolwiek sposób zahamowany? Otóż, wobec powyższego, zupełnie nie; zmieniła
się jedynie forma dzieła artystycznego: z praktykowanego uprzedniego
graficznego czy malarskiego „opisu" wizji i doznań wewnętrznych, na ich
literacki zapis. Zmienił się wprawdzie język wypowiedzi, lecz — nie miejmy
wątpliwości — w żaden sposób nie zmieniła się swoista, charakterystyczna
dla tego twórcy treść przekazu. Artysta poddał ją „tylko" stosownej
artystycznej transformacji i sublimacji. Kryzys okazał się ogromnie twórczy.
Kryzys? Nie, przełom!
Atak
bytu Wydaje się, iż cały problem z tym literackim „dziwotworem",
jak nazywa powieść Kubina autor wstępu do jej wydania polskiego z 1980 roku,
polega na tym, iż autor Po tamtej stronie
był malarzem i grafikiem; i nie skądinąd, a stąd właśnie biorą się
dywagacje o „malarskości" jego literackiego dzieła, o tym, że jego powieść
to „malarstwo opowiedziane", „malowana literatura" i tak dalej. Chyba
tylko niewystarczająco duża ilość rysunków wykonanych przez Franza Kafkę
uniemożliwiła podobne ujęcie jego twórczości… Tak więc znacznie ważniejszy
niż owe „malarskie" konkluzje wydaje się fakt, że Kubin pisał swą powieść
znajdując się w stanie głębokiej depresji, której przyczyną była śmierć
ojca i poważna choroba żony. Miałby w takim razie rację — szczególnie w tym kontekście — „antypsychiatra" Thomas S. Szasz utrzymujący, że
„Psychologia nie istnieje; istnieje tylko biografia i autobiografia"? Myśl
warta zapewne zastanowienia. A zatem, cóż, pisanie jako autoterapia? W rzeczy
samej, jako że biorąc pod uwagę ów dramatyczny moment biografii Kubina, nie
sposób nie zauważyć, iż mamy tu do czynienia — jak celnie ujął to
Wilhelm Lehmann — „z atakiem bytu", który zagraża integralności człowieka,
„na co artysta odpowiada atakiem języka". Podobnie twierdzi Goethe, że oto
bodźcem do pisania jest nękający go przymus „przeobrażenia w obraz, w wiersz" wszystkiego, co go „ucieszyło, udręczyło", i że jednocześnie
jest to stosowna chwila, aby „uporać się ze sobą", „poprawić swoje pojęcia o rzeczach zewnętrznych", jak i „dzięki temu uspokoić się wewnętrznie".
Ludwig Wittgenstein mówi zaś, że pytanie nurtujące filozofa, całkowicie
zaprzątające jego uwagę, traktuje on jak chorobę. Emil Cioran, także
filozof, wyraża się dosadniej: „Pisarz to ktoś niespełna rozumu, kto leczy
się fikcją słów" — jakby wtórował tu poecie-symboliście Lautréamontowi,
który uważał, że „Istnieje milcząca zmowa pomiędzy autorem i czytelnikiem, w jej wyniku pierwszy uznaje się za chorego i przyznaje drugiemu
rolę pielęgniarza". Naturalnie, aby czytelnik mógł pełnić ową
niebagatelną i zaszczytną rolę, musi dostać wpierw coś do czytania. Jak
pisze Walter Hilsbecher w zbiorze swych esejów Tragizm, absurd i paradoks, „Pisanie jest odpowiedzią, choć
tylko odpowiedzią częściową, na całą rzeczywistość — a cała
rzeczywistość nie jest ani pogodna, ani piękna". Zaiste, rzadko rzeczywistość
po tej stronie bywa pogodna i piękna bez poczynienia przez nas
odpowiednich o to starań; ani pogodna, ani piękna nie jest też Perła,
stolica Państwa Snu, nie jest też takim Państwo, jak również życie w nim.
Przypadkowa koincydencja? Ze wszech miar nie, choć mała to pociecha dla nas...
Kubin opisuje rzeczywistość — po tej i po tamtej stronie — taką, jaką znał z osobistego doświadczenia, ale też
taką, jaka nam się wielokrotnie tu, po
tej stronie jawi, której poznanie, mniej lub bardziej świadome, bywa
naszym udziałem; jest ona irracjonalna, pozbawiona w naszym odczuciu logiki.
„W Państwie Snu człowiek przyzwyczajał się do najnieprawdopodobniejszych
rzeczy do tego stopnia, że nic już go nie dziwiło" — pisze Kubin. Lecz
czy tylko tam, po tamtej stronie, jest
to — niestety — możliwe?
1 2 3 Dalej..
« Recenzje i krytyki (Publikacja: 29-06-2005 )
| Eugeniusz Obarski Filozof religii, kulturoznawca, wydawca, założyciel i redaktor programowy wydawnictwa Thesaurus-Press (1990-1996), aktualnie reaktywowanego (Thesaurus, Łódź-Wrocław), redaktor programowy byłej "Wiedzy Tajemnej" i Wydawnictwa Wrocławskiego, muzyk (płyty: z M. Grechutą, „Droga za widnokres” – 1972, „Magia obłoków” – 1974; z L. Janerką: „Historia podwodna” – 1986), publicysta, współpracownik wielu pism. Mieszka we Wrocławiu. Liczba tekstów na portalu: 35 Pokaż inne teksty autora Poprzedni tekst autora: Być mistykiem - widzieć zza zamkniętych powiek | Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl.
Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie,
bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w
kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.str. 4205 |
 |