|
|
 |
Czytelnia i książki » Recenzje i krytyki
Po tej i po tamtej stronie Alfreda Kubina [2] Autor tekstu: Eugeniusz Obarski
Jawa, sen, wyobraźnia Wielorakie,
przybierające najprzeróżniejsze formy — i skądinąd oczywiste — są
istniejące w naszym życiu powinowactwa pomiędzy jawą a snem. Raczej nie śni
nam się coś zupełnie innego; nie
byłoby nam wówczas dane nawet przybliżenie się do cząstkowego zrozumienia
takiego snu. Może prędzej śnią nam
się kreacyjne interpretacje rzeczywistości, jej indywidualny odbiór wraz z całym
bagażem odkrywanych przez nas „nowych" aspektów relacji pomiędzy ludźmi,
przedmiotami, naturą, pomiędzy kosmosem i chaosem? Kubin nie zawiesza więc
zupełnie poczucia realności; wbrew pozorom rzeczywistość Państwa Snu nie ma
wyłącznie charakteru onirycznego — kto ma odpowiednie po temu oczy, ten
osobiście sprawdzi jak się rzeczy mają; a mamy w Po tamtej stronie do czynienia nie tylko ze specyficznie ujętym
krytycyzmem społeczno-filozoficznym autora, lecz również z duchowymi w istocie krajobrazami i historią ducha, z psychografią. Te niezbędne ku temu
oczy, to nie dwoje „zwykłych" ludzkich oczu — a owe szczególne oczy, o których mówi na przykład Platon — oczy duszy. Względnie oczy zagadkowych
Niebieskookich zamieszkujących peryferie Państwa Snu...
Jakby nie było, rzecz dzieje się w królestwie wyobraźni („Tutaj twory wyobraźni były po prostu rzeczywistością" — pisze Kubin opisując Państwo Snu). Jeśli zaś króluje wyobraźnia, to
nie ma już niczego, co można by uznać za niemożliwe; możliwe jest więc
wszystko, każde prawdopodobieństwo, każda ewentualność — nawet prześnienie
czyjegoś snu, a więc także snu Alfreda Kubina. Jakiż to szczególny, jakże
to dobroczynny rodzaj snu — jest on poniekąd snem na jawie, lecz jako taki,
nie przypomina w niczym „osobnych" wizji spod znaku chemicznych olśnień i sztucznych rajów. W śnie Alfreda Kubina, czy jak kto woli, w śnie narratora będącego
alter ego autora,
nie znajdują się wyłącznie senne, pozbawione jakiejkolwiek logiki
widziadła i fantasmagorie; powieść obfituje co prawda w elementy
indywidualne, lecz wywodzące się bez wątpienia z jawy, i z tego, co ludziom
wspólne, co wypełnia nie jedną przecież głowę i serce, co składa się na
skarbnicę niematerialnych, duchowych dóbr ludzkości, jak również na zbiorową
nieświadomość. Kiedy Kubin notował
swą niecodzienną opowieść dotyczącą podróży wewnętrznej, wspólny był między innymi sprzeciw wobec
tego, co przynosiła z dnia na dzień współczesność: gołym okiem
obserwowano przecież rozpad struktur, na których zasadzał się ład ówczesnej
epoki, zżymano się w obliczu narastającego chaosu i wiecznotrwałego, niemożliwego
do wykorzenienia ze świata zła. Czy Państwo Snu miało być może czymś na
kształt „schroniska dla ludzi niezadowolonych ze współczesnej kultury",
tej kultury, która nie zbiera już sił (bo najczęściej nie widzi po temu żadnego
powodu), aby zmagać się z postępującą lawinowo własną dekadencją,
destrukcją i upadkiem? Raczej nie — choć na początku były takie nadzieje — bo nader szybko okazało się ono tragicznie nieudanym eksperymentem: społeczny
kryzys narastał przecież nie tylko w Europie, ale również w Perle, stolicy
Państwa Snu (krainy, nawiasem mówiąc, powołanej do życia przez ekscentryka
Paterę nie nigdzie — na co warto zwrócić uwagę w kontekście splotu nurtów
realistycznego i fantastycznego w Po
tamtej stronie — a w miejscu dość konkretnym: „w dalekich Tien-szan, czyli Podniebnych Górach,
należących do chińskiej Azji Środkowej". Do Państwa Snu, nie
tylko ludzi, ale nawet całe domy sprowadzano z Europy!). Pod koniec powieści
jesteśmy już świadkami rozpadu struktur społecznych i kompletnej
degrengolady tamtejszego społeczeństwa popadającego w dzikie, orgiastyczne
zachowania. Lecz czy dla nas, czytelników Po
tamtej stronie, jest to wszystko czymś zupełnie nowym — i więcej -
czymś czysto surrealistycznym i zupełnie nierealnym? Czyżbyśmy z własnego
doświadczenia nie znali rozprzestrzeniającego się niebezpiecznego przekonania o wyłącznie umownej i względnej wartości wszystkiego, czyż nigdy nie byliśmy
świadkami rozkładu hierarchii wysokich wartości, upadku kultury, a co za tym
idzie, rozkładu organizmów państwowych tonących w oceanie biurokratycznej
niekonsekwencji, nielogiczności i najzwyklejszego bałaganu, w bagnach
zamętu etycznego sprzyjającego nasilaniu się przemocy i moralnej indyferencji,
na dodatek zarządzanych od czasu do czasu przez modelowych wręcz szaleńców?
To pytania o realizm powieści Po tamtej
stronie. Można więc mówić o równorzędności i równowartości realizmu i fantazmatów występujących w twórczości Kubina.
Przeciw
utopii Wypada też zauważyć, że Po
tamtej stronie nie jest utopią w rodzaju Miasta
słońca Campanelli, Tamtego
świata de Bergeraca czy Nowej
Atlantydy Bacona, nie ma też nic wspólnego z wizjami społecznymi -
przykładowo — Saint-Simona, Comte’a czy Fouriera; nie zawiera też w ogóle
jakiejkolwiek nowej, a podobnej wymienionym myślicielom w ich optymizmie, wizji
państwa idealnego, co, dodajmy, mogłoby mieć miejsce także wówczas, gdyby
powieść Kubina wywodziła się wyłącznie ze świata nieokiełznanej niczym
literackiej fantazji i w zamierzeniu miała być jedynie figurą stylistyczną
(może nawet wyłącznie retoryczną?), jednym słowem czymś, co wychynęło ze
zmagań formalnych autora, z samych bodaj fantazmatów i miraży, wspartych
pisarską umiejętnością kreowania i koloryzowania literackich bytów.
Znacznie bardziej powieść Kubina zbliżona jest do dzieł literackich wywodzących
się z nurtu dystopijnego (antyutopia), a szczególnie do jego podwalin w rodzaju Podróży Guliwera Swifta.
Kubin, nie podzielając optymizmu społecznego twórców utopii, zdaje się mówić
(potwierdzając w ten sposób celowe istnienie nurtów jawy i snu w swej powieści),
że nasz, tak zwany realny świat, mógłby przecież być w podobny sposób urządzony,
jak ma to miejsce w Państwie Snu — co więcej — że w odbiorze duchowym wrażliwych
jednostek bywa on często tak właśnie
urządzony z wszelkimi wynikającymi stąd konsekwencjami! Lecz aby tego doświadczyć,
potrzebna jest sposobna ku temu subtelna wrażliwość wyposażona w czuły
miernik groteski i absurdu. Przydatny też będzie „wgląd o Janusowym
obliczu", a konkretnie dwa rodzaje wglądu: apoliński i dionizyjski (to nic,
iż owe biegunowe pierwiastki będą walczyć ze sobą — czyż efektem tej
walki nie są wszystkie artystyczne dokonania Kubina?). Tę szczególną wrażliwość
Alfred Kubin posiadał; czy będzie „dysponował" nią — w myśl tego, co
zakłada wspomniany wcześniej Lautréamont — także pielęgniarz pisarza,
czytelnik? A jest to, obok niewymuszonej spontaniczności autentycznego artysty,
warunek sine qua non tej
niecodziennej, obustronnej w założeniu terapii, której celem nie jest przecież
pozbycie się naskórkowych jedynie, „egoicznych" niepokojów
egzystencjalnych w trywialnym, histerycznym odruchu samoobrony mieszczucha i filistra. Ujmijmy rzecz jeszcze inaczej: dzieło literackie nie powstaje jedynie
podczas pisania, lecz także w trakcie jego lektury; to sztuka dramatyczna
rozpisana na dwóch wyłącznie aktorów. Tak więc jeśli podczas lektury
czytelnik dzieli z autorem dogłębne przeżycie wewnętrzne i pewien ogląd świata,
to niejako współtworzy literackie dzieło. W tej korelacji należy upatrywać
istotę i sens prawdziwej, godnej tego miana literatury...
Czym jest Po tamtej stronie?
Surrealistyczną groteską li tylko? Ociosaną według prawideł „literackości"
mgławicą fantazmatów? Mimetycznymi wariacjami, które nie niosą żadnej ważnej
idei? Kierowanym snem? (Jorge Louis Borges [w: Raport
Brodiego]: „Literatura
nie jest niczym innym niż kierowanym snem"). Pełną pesymizmu i zwątpienia w „postęp"
zapowiedzią niechybnej katastrofy nadciągającego świata? Metaforyczną
przestrogą wspartą na konstatacji, że historia straciła sens? Autoterapią
twórcy, który proponuje nam podobną kurację na kanwie jego apokaliptycznej
wizji? Pozbawionym wartości i sensu dziełem człowieka obłąkanego (za
jakiego uważał go Antoni Kępiński), co mogłoby stawiać pod znakiem
zapytania przydatność powieści do odegrania roli umożliwiającego katharsis
narzędzia terapii? A może jest Po tamtej
stronie tym zagadkowym „czymś", co istniejąc wyłącznie „między
wierszami" — niczym jawna tajemnica — puka do drzwi kondycji ludzkiej, a następnie zgłębia i rozświetla najintymniejsze zakamarki naszego istnienia
(w tym sensie literatura nabiera znaczenia pozaliterackiego, lecz nie sytuując
się poza dobrem i złem, staje się w ten sposób aktem moralnym!)? Pozwólmy
Kubinowi przerwać nasze dociekania. „Sztuka to wentyl bezpieczeństwa" — mówi Kubin, mając pełną świadomość, że jako artysta, dysponuje
naturalnymi umiejętnościami poruszania się pośród treści podświadomych
swej psychiki. Ujmuje lapidarnie to zagadnienie Michel Thévoz: "Artysta jest osobnikiem zdolnym do ustanowienia i opanowania związku
ekspresyjnego z własną nieświadomością — zdolnym, innymi słowy, do
aktualizacji i elaboracji potencjałów psychotycznych, które są stłumione u większości ludzi". Według Słownika
Kopalińskiego elaborat oznacza
„opracowanie piśmienne napisane bezbarwnie, szablonowo, bez inwencji".
Czytelnik Po tamtej stronie ma okazję ocenić, czy w wypadku dokonanej przez
Alfreda Kubina „elaboracji" — jest tak rzeczywiście. Oddajmy raz jeszcze
głos Kubinowi, słusznie spodziewając się dalszych objaśnień: "Zrezygnowałem z wszelkiej oryginalności, a nawet broniłem się przed nią ze wszystkich sił.
Dążyłem wyłącznie do prostego i najpokorniejszego służenia sztuce (...) miałem
nadzieję, że będę dalej doskonalił
swój styl i odzwierciedlał ten wariacki świat. [...] odpowiedziałem w miarę możności na pytanie, jakie mi już tylekroć zadawano, a mianowicie:
„Jak to się stało, że pan tworzy takie rzeczy?" [...] dostatecznie wyraźnie
wykazałem, iż w gruncie rzeczy ta sama
siła pchała mnie w dzieciństwie do marzeń i głupich psikusów, potem w chorobę a wreszcie ku sztuce. Nie
mam możliwości określić bliżej tę właściwą i ostateczną sprężynę,
ten pęd mojej twórczości, gdyż jest zbytnio bezpośrednio zrośnięta z samym moim istnieniem, które także pozostaje dla mnie zagadką. I o ile dawniej szukałem wyjaśnień u filozofów, nigdy ich dosyć nie znajdując, o tyle później czytałem ich równie chętnie; gdyż moja wyobraźnia gnała
mnie w rwący chaos, a uspakajała się nieco wobec [ich] lodowatej myśli [...]
Dawno już pogodził się człowiek ze świadomością, iż w naszym czasie
tworzy — prócz własnej przyjemności — jedynie dla małego kółka
prawdziwie rozumiejących, przyjaznych dusz".
Ostatnie słowa Autobiografii Kubina : "Chyba
to jest właśnie ostateczny, właściwy sens artysty: że bezsensowi bytu
narzuca on woal swojej twórczości — cienki, zakrywający woal nad otchłanią
chaotycznych mocy, które dla nas są literalnie niczym w porównaniu z owym
pozornym światem, przedstawiającym naszą prawdę, chociażby nią być miało
jedynie ulotne złudzenie, ulotne jak ulatujący czas". Te słowa są, jak
się wydaje, najlepszą, najwłaściwszą odpowiedzią na większość powyższych
pytań! Jeśli zaś zapragniemy zmierzyć się z jakimś modelowym Państwem Snu
(daleko szukać zapewne nie będzie trzeba), to dla nabrania wprawy w takiej
potyczce warto oddać się lekturze Po
tamtej stronie, powiększając w ten sposób „kółko prawdziwie rozumiejących,
przyjaznych dusz". Być może tych dusz, którym z racji ich szczególnej,
„odrębnej" wrażliwości, świat jawi się jako dom wariatów, z którego
pragnie się czym prędzej uciec, by w chwilę potem skonstatować, iż nie będzie
to możliwe, bo… nie ma dokąd. Wówczas wentylem bezpieczeństwa okazuje się
sztuka; sztuka która posiadając częstokroć — tak jak ma to miejsce w wypadku artystycznych dokonań Kubina — pesymistyczną wymowę, niesie mimo
wszystko optymistyczne przesłanie: oto dokonano czegoś, co nie jest
pozbawione znaczenia, i to wbrew temu, co jest, mimo
niesprzyjających warunków, mimo
przeszkód. Bezmyślnemu chaosowi przeciwstawiono „myślny" światopogląd.
Dokładnie tak, jak postulował to Nietzsche — żyć i działać, przejawiać
swą wolę pomimo! Alfred Kubin zdaje
się powiadać: Tworzyć! Tworzyć pomimo
zwątpienia, pomimo nawiedzających człowieka
zjaw, upiorów i demonów. A nawet dzięki nim.
1 2 3 Dalej..
« Recenzje i krytyki (Publikacja: 29-06-2005 )
| Eugeniusz Obarski Filozof religii, kulturoznawca, wydawca, założyciel i redaktor programowy wydawnictwa Thesaurus-Press (1990-1996), aktualnie reaktywowanego (Thesaurus, Łódź-Wrocław), redaktor programowy byłej "Wiedzy Tajemnej" i Wydawnictwa Wrocławskiego, muzyk (płyty: z M. Grechutą, „Droga za widnokres” – 1972, „Magia obłoków” – 1974; z L. Janerką: „Historia podwodna” – 1986), publicysta, współpracownik wielu pism. Mieszka we Wrocławiu. Liczba tekstów na portalu: 35 Pokaż inne teksty autora Poprzedni tekst autora: Być mistykiem - widzieć zza zamkniętych powiek | Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl.
Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie,
bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w
kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.str. 4205 |
 |