Racjonalista - Strona główna


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
45.964.223 odwiedziny
Ponad 1074 autorów napisało
dla nas 5692 tekstów.
Zajęłyby one 22107 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Fala skandali seksualnych w Kościele:
dopiero się rozwija
osiągnęła szczyt
już wygasa
  

Oddano 75 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Książka "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
"Rozum w pełni rozkwita pod strażą wolności, wolność rozkwita w pełni pod strażą rozumu."
 Czytelnia i książki » Recenzje i krytyki

Po tej i po tamtej stronie Alfreda Kubina [2]
Autor tekstu: Eugeniusz Obarski

Jawa, sen, wyobraźnia

Wielorakie, przybierające najprzeróżniejsze formy — i skądinąd oczywiste — są istniejące w naszym życiu powinowactwa pomiędzy jawą a snem. Raczej nie śni nam się coś zupełnie innego; nie byłoby nam wówczas dane nawet przybliżenie się do cząstkowego zrozumienia takiego snu. Może prędzej śnią nam się kreacyjne interpretacje rzeczywistości, jej indywidualny odbiór wraz z całym bagażem odkrywanych przez nas „nowych" aspektów relacji pomiędzy ludźmi, przedmiotami, naturą, pomiędzy kosmosem i chaosem? Kubin nie zawiesza więc zupełnie poczucia realności; wbrew pozorom rzeczywistość Państwa Snu nie ma wyłącznie charakteru onirycznego — kto ma odpowiednie po temu oczy, ten osobiście sprawdzi jak się rzeczy mają; a mamy w Po tamtej stronie do czynienia nie tylko ze specyficznie ujętym krytycyzmem społeczno-filozoficznym autora, lecz również z duchowymi w istocie krajobrazami i historią ducha, z psychografią. Te niezbędne ku temu oczy, to nie dwoje „zwykłych" ludzkich oczu — a owe szczególne oczy, o których mówi na przykład Platon — oczy duszy. Względnie oczy zagadkowych Niebieskookich zamieszkujących peryferie Państwa Snu...

Jakby nie było, rzecz dzieje się w królestwie wyobraźni („Tutaj twory wyobraźni były po prostu rzeczywistością" — pisze Kubin opisując Państwo Snu). Jeśli zaś króluje wyobraźnia, to nie ma już niczego, co można by uznać za niemożliwe; możliwe jest więc wszystko, każde prawdopodobieństwo, każda ewentualność — nawet prześnienie czyjegoś snu, a więc także snu Alfreda Kubina. Jakiż to szczególny, jakże to dobroczynny rodzaj snu — jest on poniekąd snem na jawie, lecz jako taki, nie przypomina w niczym „osobnych" wizji spod znaku chemicznych olśnień i sztucznych rajów. W śnie Alfreda Kubina, czy jak kto woli, w śnie narratora będącego alter ego autora, nie znajdują się wyłącznie senne, pozbawione jakiejkolwiek logiki widziadła i fantasmagorie; powieść obfituje co prawda w elementy indywidualne, lecz wywodzące się bez wątpienia z jawy, i z tego, co ludziom wspólne, co wypełnia nie jedną przecież głowę i serce, co składa się na skarbnicę niematerialnych, duchowych dóbr ludzkości, jak również na zbiorową nieświadomość. Kiedy Kubin notował swą niecodzienną opowieść dotyczącą podróży wewnętrznej, wspólny był między innymi sprzeciw wobec tego, co przynosiła z dnia na dzień współczesność: gołym okiem obserwowano przecież rozpad struktur, na których zasadzał się ład ówczesnej epoki, zżymano się w obliczu narastającego chaosu i wiecznotrwałego, niemożliwego do wykorzenienia ze świata zła. Czy Państwo Snu miało być może czymś na kształt „schroniska dla ludzi niezadowolonych ze współczesnej kultury", tej kultury, która nie zbiera już sił (bo najczęściej nie widzi po temu żadnego powodu), aby zmagać się z postępującą lawinowo własną dekadencją, destrukcją i upadkiem? Raczej nie — choć na początku były takie nadzieje — bo nader szybko okazało się ono tragicznie nieudanym eksperymentem: społeczny kryzys narastał przecież nie tylko w Europie, ale również w Perle, stolicy Państwa Snu (krainy, nawiasem mówiąc, powołanej do życia przez ekscentryka Paterę nie nigdzie — na co warto zwrócić uwagę w kontekście splotu nurtów realistycznego i fantastycznego w Po tamtej stronie — a w miejscu dość konkretnym: „w dalekich Tien-szan, czyli Podniebnych Górach, należących do chińskiej Azji Środkowej". Do Państwa Snu, nie tylko ludzi, ale nawet całe domy sprowadzano z Europy!). Pod koniec powieści jesteśmy już świadkami rozpadu struktur społecznych i kompletnej degrengolady tamtejszego społeczeństwa popadającego w dzikie, orgiastyczne zachowania. Lecz czy dla nas, czytelników Po tamtej stronie, jest to wszystko czymś zupełnie nowym — i więcej - czymś czysto surrealistycznym i zupełnie nierealnym? Czyżbyśmy z własnego doświadczenia nie znali rozprzestrzeniającego się niebezpiecznego przekonania o wyłącznie umownej i względnej wartości wszystkiego, czyż nigdy nie byliśmy świadkami rozkładu hierarchii wysokich wartości, upadku kultury, a co za tym idzie, rozkładu organizmów państwowych tonących w oceanie biurokratycznej niekonsekwencji, nielogiczności i najzwyklejszego bałaganu, w bagnach zamętu etycznego sprzyjającego nasilaniu się przemocy i moralnej indyferencji, na dodatek zarządzanych od czasu do czasu przez modelowych wręcz szaleńców? To pytania o realizm powieści Po tamtej stronie. Można więc mówić o równorzędności i równowartości realizmu i fantazmatów występujących w twórczości Kubina.

Przeciw utopii

A. Kubin, Ziemia, matka nas wszystkich,
1901-1902Wypada też zauważyć, że Po tamtej stronie nie jest utopią w rodzaju Miasta słońca Campanelli, Tamtego świata de Bergeraca czy Nowej Atlantydy Bacona, nie ma też nic wspólnego z wizjami społecznymi - przykładowo — Saint-Simona, Comte’a czy Fouriera; nie zawiera też w ogóle jakiejkolwiek nowej, a podobnej wymienionym myślicielom w ich optymizmie, wizji państwa idealnego, co, dodajmy, mogłoby mieć miejsce także wówczas, gdyby powieść Kubina wywodziła się wyłącznie ze świata nieokiełznanej niczym literackiej fantazji i w zamierzeniu miała być jedynie figurą stylistyczną (może nawet wyłącznie retoryczną?), jednym słowem czymś, co wychynęło ze zmagań formalnych autora, z samych bodaj fantazmatów i miraży, wspartych pisarską umiejętnością kreowania i koloryzowania literackich bytów. Znacznie bardziej powieść Kubina zbliżona jest do dzieł literackich wywodzących się z nurtu dystopijnego (antyutopia), a szczególnie do jego podwalin w rodzaju Podróży Guliwera Swifta. Kubin, nie podzielając optymizmu społecznego twórców utopii, zdaje się mówić (potwierdzając w ten sposób celowe istnienie nurtów jawy i snu w swej powieści), że nasz, tak zwany realny świat, mógłby przecież być w podobny sposób urządzony, jak ma to miejsce w Państwie Snu — co więcej — że w odbiorze duchowym wrażliwych jednostek bywa on często tak właśnie urządzony z wszelkimi wynikającymi stąd konsekwencjami! Lecz aby tego doświadczyć, potrzebna jest sposobna ku temu subtelna wrażliwość wyposażona w czuły miernik groteski i absurdu. Przydatny też będzie „wgląd o Janusowym obliczu", a konkretnie dwa rodzaje wglądu: apoliński i dionizyjski (to nic, iż owe biegunowe pierwiastki będą walczyć ze sobą — czyż efektem tej walki nie są wszystkie artystyczne dokonania Kubina?). Tę szczególną wrażliwość Alfred Kubin posiadał; czy będzie „dysponował" nią — w myśl tego, co zakłada wspomniany wcześniej Lautréamont — także pielęgniarz pisarza, czytelnik? A jest to, obok niewymuszonej spontaniczności autentycznego artysty, warunek sine qua non tej niecodziennej, obustronnej w założeniu terapii, której celem nie jest przecież pozbycie się naskórkowych jedynie, „egoicznych" niepokojów egzystencjalnych w trywialnym, histerycznym odruchu samoobrony mieszczucha i filistra. Ujmijmy rzecz jeszcze inaczej: dzieło literackie nie powstaje jedynie podczas pisania, lecz także w trakcie jego lektury; to sztuka dramatyczna rozpisana na dwóch wyłącznie aktorów. Tak więc jeśli podczas lektury czytelnik dzieli z autorem dogłębne przeżycie wewnętrzne i pewien ogląd świata, to niejako współtworzy literackie dzieło. W tej korelacji należy upatrywać istotę i sens prawdziwej, godnej tego miana literatury...

Czym jest Po tamtej stronie? Surrealistyczną groteską li tylko? Ociosaną według prawideł „literackości" mgławicą fantazmatów? Mimetycznymi wariacjami, które nie niosą żadnej ważnej idei? Kierowanym snem? (Jorge Louis Borges [w: Raport Brodiego]: „Literatura nie jest niczym innym niż kierowanym snem"). Pełną pesymizmu i zwątpienia w „postęp" zapowiedzią niechybnej katastrofy nadciągającego świata? Metaforyczną przestrogą wspartą na konstatacji, że historia straciła sens? Autoterapią twórcy, który proponuje nam podobną kurację na kanwie jego apokaliptycznej wizji? Pozbawionym wartości i sensu dziełem człowieka obłąkanego (za jakiego uważał go Antoni Kępiński), co mogłoby stawiać pod znakiem zapytania przydatność powieści do odegrania roli umożliwiającego katharsis narzędzia terapii? A może jest Po tamtej stronie tym zagadkowym „czymś", co istniejąc wyłącznie „między wierszami" — niczym jawna tajemnica — puka do drzwi kondycji ludzkiej, a następnie zgłębia i rozświetla najintymniejsze zakamarki naszego istnienia (w tym sensie literatura nabiera znaczenia pozaliterackiego, lecz nie sytuując się poza dobrem i złem, staje się w ten sposób aktem moralnym!)? Pozwólmy Kubinowi przerwać nasze dociekania. „Sztuka to wentyl bezpieczeństwa" — mówi Kubin, mając pełną świadomość, że jako artysta, dysponuje naturalnymi umiejętnościami poruszania się pośród treści podświadomych swej psychiki. Ujmuje lapidarnie to zagadnienie Michel Thévoz: "Artysta jest osobnikiem zdolnym do ustanowienia i opanowania związku ekspresyjnego z własną nieświadomością — zdolnym, innymi słowy, do aktualizacji i elaboracji potencjałów psychotycznych, które są stłumione u większości ludzi". Według Słownika Kopalińskiego elaborat oznacza „opracowanie piśmienne napisane bezbarwnie, szablonowo, bez inwencji". Czytelnik Po tamtej stronie ma okazję ocenić, czy w wypadku dokonanej przez Alfreda Kubina „elaboracji" — jest tak rzeczywiście. Oddajmy raz jeszcze głos Kubinowi, słusznie spodziewając się dalszych objaśnień: "Zrezygnowałem z wszelkiej oryginalności, a nawet broniłem się przed nią ze wszystkich sił. Dążyłem wyłącznie do prostego i najpokorniejszego służenia sztuce (...) miałem nadzieję, że będę dalej doskonalił swój styl i odzwierciedlał ten wariacki świat. [...] odpowiedziałem w miarę możności na pytanie, jakie mi już tylekroć zadawano, a mianowicie: „Jak to się stało, że pan tworzy takie rzeczy?" [...] dostatecznie wyraźnie wykazałem, iż w gruncie rzeczy ta sama siła pchała mnie w dzieciństwie do marzeń i głupich psikusów, potem w chorobę a wreszcie ku sztuce. Nie mam możliwości określić bliżej tę właściwą i ostateczną sprężynę, ten pęd mojej twórczości, gdyż jest zbytnio bezpośrednio zrośnięta z samym moim istnieniem, które także pozostaje dla mnie zagadką. I o ile dawniej szukałem wyjaśnień u filozofów, nigdy ich dosyć nie znajdując, o tyle później czytałem ich równie chętnie; gdyż moja wyobraźnia gnała mnie w rwący chaos, a uspakajała się nieco wobec [ich] lodowatej myśli [...] Dawno już pogodził się człowiek ze świadomością, iż w naszym czasie tworzy — prócz własnej przyjemności — jedynie dla małego kółka prawdziwie rozumiejących, przyjaznych dusz".

Ostatnie słowa Autobiografii Kubina : "Chyba to jest właśnie ostateczny, właściwy sens artysty: że bezsensowi bytu narzuca on woal swojej twórczości — cienki, zakrywający woal nad otchłanią chaotycznych mocy, które dla nas są literalnie niczym w porównaniu z owym pozornym światem, przedstawiającym naszą prawdę, chociażby nią być miało jedynie ulotne złudzenie, ulotne jak ulatujący czas". Te słowa są, jak się wydaje, najlepszą, najwłaściwszą odpowiedzią na większość powyższych pytań! Jeśli zaś zapragniemy zmierzyć się z jakimś modelowym Państwem Snu (daleko szukać zapewne nie będzie trzeba), to dla nabrania wprawy w takiej potyczce warto oddać się lekturze Po tamtej stronie, powiększając w ten sposób „kółko prawdziwie rozumiejących, przyjaznych dusz". Być może tych dusz, którym z racji ich szczególnej, „odrębnej" wrażliwości, świat jawi się jako dom wariatów, z którego pragnie się czym prędzej uciec, by w chwilę potem skonstatować, iż nie będzie to możliwe, bo… nie ma dokąd. Wówczas wentylem bezpieczeństwa okazuje się sztuka; sztuka która posiadając częstokroć — tak jak ma to miejsce w wypadku artystycznych dokonań Kubina — pesymistyczną wymowę, niesie mimo wszystko optymistyczne przesłanie: oto dokonano czegoś, co nie jest pozbawione znaczenia, i to wbrew temu, co jest, mimo niesprzyjających warunków, mimo przeszkód. Bezmyślnemu chaosowi przeciwstawiono „myślny" światopogląd. Dokładnie tak, jak postulował to Nietzsche — żyć i działać, przejawiać swą wolę pomimo! Alfred Kubin zdaje się powiadać: Tworzyć! Tworzyć pomimo zwątpienia, pomimo nawiedzających człowieka zjaw, upiorów i demonów. A nawet dzięki nim.


1 2 3 Dalej..

 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Być mistykiem - widzieć zza zamkniętych powiek
Jak to się robi? czyli czym, na czym i jak malować


« Recenzje i krytyki   (Publikacja: 29-06-2005 )

 Wyślij tekst mailem..   dodajdo      
Wersja do druku    PDF    MS Word

Eugeniusz Obarski
Filozof religii, kulturoznawca, wydawca, założyciel i redaktor programowy wydawnictwa Thesaurus-Press (1990-1996), aktualnie reaktywowanego (Thesaurus, Łódź-Wrocław), redaktor programowy byłej "Wiedzy Tajemnej" i Wydawnictwa Wrocławskiego, muzyk (płyty: z M. Grechutą, „Droga za widnokres” – 1972, „Magia obłoków” – 1974; z L. Janerką: „Historia podwodna” – 1986), publicysta, współpracownik wielu pism. Mieszka we Wrocławiu.

 Liczba tekstów na portalu: 35  Pokaż inne teksty autora
 Poprzedni tekst autora: Być mistykiem - widzieć zza zamkniętych powiek
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 4205 
Zaloguj jako:  Hasło:   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2010 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365