 |
Chcesz wiedzieć więcej? Zamów dobrą książkę. Propozycje Racjonalisty: | | |
   |  |
 Złota myśl Racjonalisty: "...powiem o kimś, że umie myśleć naukowo, kiedy potrafi myśli swe formułować jasno, wyrażać jasno, kiedy uznaje i wypowiada tylko te przekonania, które uzasadnić potrafi, kiedy i od siebie, i od drugich z nałogu już wymaga, żeby uzasadniali to, co głoszą, kiedy potrafi ocenić logiczną wartość rozumowań, które napotka, kiedy skutkiem tego nie pyta, kto mówi, ale pyta, co kto mówi i jak to uzasadnia,.. |  |
 |  |
 |
|
|
 |
« Społeczeństwo Chwalę konsumeryzm [1] Autor tekstu: Andrzej Koraszewski
Konsumeryzm nie ma dobrej prasy, a już o ambonie lepiej nie
mówić. Uczeni, żurnaliści i kapłani kiwają się nad laptopami szukając słów
potępienia na ludzi, którzy zamiast pokornie chylić głowy przed wartościami i składać ofiary bogom, biegną do „świątyni szatana" i kupują
przedmioty. Kapłani grzmią najgłośniej. Uczeni też jednak nie
zasypiają gruszek w popiele. "To co współcześni
(ograniczam się do myślicieli związanych z polską kulturą) określają
mianem konsumeryzmu, konsupcjonizmu, konsumizmu (Zygmunt Bauman, Henryk
Skolimowski, Jan Paweł II) wydaje się stanowić coś więcej jak tylko współczesną
modyfikację hedonizmu i utylitaryzmu. Konsumeryczny model opiera się na
antropocentrycznej, laickiej wizji człowieka, zdobywcy i władcy przyrody" — pisze Antonina Sebasta, adiunkt Instytutu Filozofii i Socjologii Akademii
Papieskiej w Krakowie. Można na ten cały problem
spojrzeć z innego punktu widzenia: nie święci garnki lepią, ale święci chcą
mieć garnki odpowiadające powadze ich statusu. Nie powinien pasterz jeść
trawy jak jego owce. Można ubogiemu umyć czasem nogi, pod warunkiem, żeby nie
żądał butów, tymczasem kapitaliści budują ubogim parkingi przed
supermarketami i kusząc ich przedmiotami zbytku, okradają ich dusze. Kapłani wiary lub wzniosłego
intelektu łączą swoje ataki na konsumeryzm z odważną krytyką nazbyt
pospiesznego rozwoju nauki i techniki. Zazwyczaj są to uczone opinie ludzi
znakomicie odżywionych, mających dostęp do najlepszej opieki lekarskiej i nie
gardzących żadnymi zdobyczami nauki i techniki ani dla wygody, ani tym
bardziej dla rozpowszechniania przesądów. (Internet grozi maluczkim, ale o zagrożeniu pornografią religijną w internecie nikt nie mówi.) Z pokładu naładowanego
elektroniką prywatnego odrzutowca przywódca religijny potępia społeczeństwo
konsumpcyjne i nawołuje do duchowego odrodzenia. „Nie wolno poświęcać człowieka
na ołtarzu maszyny.…" Od czasu, kiedy Kain zabił Abla
daleko odeszliśmy od koczowniczego życia i korzystania wyłącznie z darów
natury, ucząc się coraz lepiej produkcji przedmiotów, które ułatwiają nam
życie. Procesom akumulowania wiedzy i umiejętności towarzyszy proces -
doskonalenia sztuki zawłaszczania pracy innych. Można podejrzewać, że Abel
był świątobliwy, ale nie święty i że jego baranki były tłuste, bo zbyt
często (i nie bez wiedzy właściciela) wchodziły w szkodę. Jego duchowi spadkobiercy nie bawią się już w hodowlę, każą
sobie dostarczać ofiarne baranki, i nie daj boże, aby ich runo było
tylko takie samo jak innych baranków, przeznaczonych na sprzedaż, czy do własnego
spożycia. Przeczytałem
niedawno zdanie, że na przestrzeni ostatnich dziesięciu wieków zawsze
prawdziwe było stwierdzenie, iż kościół jest zdemoralizowany, a klasa średnia
rośnie. No cóż, w jednych krajach klasa średnia wzrastała szybciej, w innych wolniej i istnieje tu pewna korelacja zarówno ze stopniem demoralizacji
kościoła, jak i z siłą kazirodczych związków ołtarza i tronu. Wzrost
klasy średniej zawsze budził niepokój pasterzy. Starodawny
przepis kucharski na ciasto wielkanocne zaczyna się od słów: „posadź dwanaście
dziewek do utarcia jaj". Nie sądzę, by ucierając jaja dziewki miały
wielkie poczucie swojej „human destiny" czy godności. Dzisiaj jaja uciera
robot kuchenny napędzany elektrycznością. Co prawda, doktryna chrześcijańska
mówi, że cierpienie uszlachetnia, ale głoszący tę teorię nieodmiennie w chwili próby proszą o narkozę, a nawet zęba bez znieczulenia nie chcą sobie
pozwolić wyrwać. To wynalazki pozwoliły na to, abyśmy mogli zmienić jakość
naszego życia. Nie tylko pozwoliły na wypracowywanie nadwyżek żywności i na
społeczny podział pracy, czy na ratowanie chorych, ale również na rozwój
kultury i sztuki. Ku oburzeniu
wielu religijnych i świeckich pasterzy maszyny wyzwoliły (a nie zniewoliły)
olbrzymie masy ludzi i pozwoliły im na nieco wygodniejszą i mniej przepełnioną
cierpieniem egzystencję. Pasterze nazywają to konsumeryzmem i potępiają z wyżyn
swojego duchowego rozwoju. „Gówno chłopu, nie zegarek" do dziś powtarzają z upodobaniem liczni przedstawiciele polskiej inteligencji. Są oczywiście
niezwykle demokratyczni, przeszkadza im tylko, że dozorca ma taki sam, albo
lepszy telewizor, komputer czy samochód. W dawnych czasach byle chłystka nie
spotykało się w tym samym sklepie co ludzi z towarzystwa. Schamiał ten świat
niesłychanie. Wychowany w duchu jezuickiej moralności lud, który nie wierzy, że na uczciwości można
się dorobić, wyznaje czasem zasadę, że lepiej być bez chleba niż
codziennie patrzeć jak się piekarz bogaci, również pasterz woli widzieć głodnych,
schorowanych i dotkniętych nieszczęściem ludzi, błagających w jego świątyni o zmiłowanie boskie, niż bliźnich sytych i pogodnych, mających na domiar złego
pojęcie o księgowości. Świeccy pasterze (zazwyczaj z dyplomami socjologów) nie tylko na konsumeryzm, ale i na kulturę masową patrzą z odrazą. Jako współtwórcy owej kultury masowej robią co w ich mocy, aby ta
kultura nie odbiegała od ich własnych wyobrażeń o jej jakości, a zarazem,
aby dostarczała środków, zarówno na tworzenie kultury elitarnej, jak i na te
symbole statusu, które pozwalają odróżnić pasterza od jego owiec. Wybitni
intelektualiści jako redaktorzy gazet, dbając o ich popularność, bez wahania
zastępują informacje z dziedzin naukowych horoskopami, a wywiad z uczonym
wywiadem z wróżką. Uczeni profesorowie bez wyrzutów sumienia pracują na
trzech etatach, radykalnie zmniejszając swój wysiłek w miejscach, które,
jak sądzą, nobilitują samym swoim nazwiskiem. Co prawda dobra kupowane przez
kochanych ubogich dostarczają kapitaliści, ale nie może być tak, abyśmy sądzili,
że lewica jest tu bez winy. Mogłoby się zdawać, że komunizm dostarczał
tylko szlachetnego ubóstwa, ale czytając, co mówią inni, dochodzę do
wniosku, że jednak się myliłem. W homilii wygłoszonej 23 kwietnia 2005 bp
Stanisław Wielgus powiedział: "Przez ostatni wiek, w zachodnich społeczeństwach
systematycznie i planowo wypierano z życia publicznego chrześcijaństwo i wyższe
wartości. Rozpowszechniano egoistyczny hedonizm. Forsowano laicyzację i lewacki
sposób patrzenia na świat. Uniwersytety, szkoły, media, instytucje opiniotwórcze,
najrozmaitsze organizacje społeczne itd., opanowane zostały na trwałe przez
masonów, neomarksistów i ateistycznych liberałów."
Podejrzewam, że ksiądz biskup jest w błędzie.
Przez ostatni wiek w zachodnich społeczeństwach raczej ignorowano religię, a tępiono ją w społeczeństwach wschodnich, ale może się mylę, może było
inaczej. Bez wątpienia obserwowaliśmy
proces laicyzacji zachodnich społeczeństw, ale odbywała się ona nie tyle
drogą indoktrynacji wzorowanej na jezuickim modelu oświaty (to raczej
obserwowaliśmy w ZSRR i w radzieckiej strefie wpływów), podczas gdy na
Zachodzie marginalizacja religii była raczej konsekwencją wzrostu powszechnego
dobrobytu i innych form udziału obywateli w życiu społecznym. W pewnym sensie niechęć do
konsumeryzmu jest tu uzasadniona, ponieważ istotnie demoralizuje on wiernych,
którzy mając możliwości wyboru, często wybierają, i to nie to, co zalecają
im pasterze. Nawiasem mówiąc, we współczesnym świecie najbardziej
konsumpcyjnym krajem są Stany Zjednoczone. To tam (a nie jak sądzi bp Wielgus w kręgach ateistów i neomarksistów) tworzyły się wzory tego, co kapłani i niektórzy socjolodzy nazywają konsumeryzmem. Kto wie, może warto przypomnieć
jeśli nie całą, to przynajmniej drobny fragment historii konsumeryzmu. Być może trzeba zacząć do świętego
Tomasza Morusa i jego „Utopii". Angielski myśliciel i polityk szczerze
obawiał się, że owce zjedzą Anglię. Obawiał się również, że lud
wymknie się spod opieki pasterzy. W jego idealnym państwie panowały porządki
określane później jako komunizm pierwotny.
Owce nie zjadły jednak Anglii, a lud również nie zdołał się tak całkiem
wymknąć spod opieki swoich pasterzy. Rosła jednak klasa średnia, co oznaczało
systematyczny wzrost liczby konsumentów kupujących potrzebne im dobra za pieniądze.
Kapitalizm, nawet w swoich zarodkowych formach, tym różnił się od
sprzężonej z feudalizmem i katolicyzmem gospodarki ziemiańsko-folwarcznej, że mniej
cenił pracę przymusową, a bardziej masowego klienta. Po stuleciach rosyjscy
komuniści będą częściej korzystać z klarownych porad świętego Morusa niż z niezbyt jasnych wskazówek Karola Marksa. Święty Tomasz Morus został ścięty,
może nie tyle za swoje poglądy na wolny handel, co za poglądy na kolejne małżeństwo
króla. Niemniej jego publikacje, działalność polityczna, a nawet śmierć
stanowiły pewien element skomplikowanych sporów o wolny handel i można go
uznać za męczennika walki z tak niezdrowym dla duszy konsumeryzmem. Oczywiście, ani święty Tomasz
Morus, ani inni żarliwi kaznodzieje nie zajmowali się rozpasanym konsumeryzmem
klas próżniaczych i dzieła poświęcone pazernej (jakby powiedział biskup
Wielgus) konsumpcji arystokracji czy kleru (o Watykanie nie wspominając) nie
zajmują zbyt wiele miejsca w seminaryjnych bibliotekach. Konsumeryzm klasy próżniaczej
nie zagraża wartościom moralnym, konsumeryzm rzemieślników
zdecydowanie tak. Pilnuj szewcze swojego kopyta i pamiętaj, że zbytkiem
jest kupowanie kolorowych szmatek dla twoich dzieci. Kupowanie tego, co biskup
już ma, jest grzechem poważnym, zaś kupowanie tego, czego nawet biskup
jeszcze nie ma, jest grzechem śmiertelnym. Powróćmy jednak do Stanów
Zjednoczonych, gdzie widzimy tak osobliwe wzory połączenia pobożności i konsumeryzmu. Otrzymałem właśnie nowy wybór „Listów z Ameryki"
Alistaira Cooka i natrafiłem w nim na list z niedzieli 25 lipca 1997 roku, pod
intrygującym tytułem „Koniec cywilizacji". W piątek 23 lipca, jak pisał
Cook, ogłoszono bankructwo i zamknięto amerykańską sieć sklepów F.W.
Woolwortha. Przez sto siedemnaście lat istniała instytucja, która była
jednym z kamieni węgielnych nowoczesnego konsumeryzmu. We wspomnianym liście najpierw
Alistair Cook unosi brwi nad dziwactwem roku 1879. Był to rok, w którym
szkocki imigrant, Robert Gair, zajmujący się klejeniem papierowych torebek,
wymyślił maszynę do produkcji tanich kartonów. Wynalazek zwiększył wydajność z 50 torebek na godzinę, do 7,5 tysiąca gotowych kartonów. Właściciel
knajpy w Deyton w stanie Ohio wymyślił kasę mechaniczną, która nie tylko
sumowała dzienny utarg, ale również pokazywała klientowi jaką sumę sprzedawca wbija. Istniały już telefony i było
ich wówczas około 50 tysięcy w całych Stanach Zjednoczonych. Był to niezwykły
luksus i symbol statusu. Pewien inżynier zmajstrował centralkę pozwalającą
na zwiększenie liczby numerów i w dziesięć lat później było już w kraju
ponad ćwierć miliona aparatów telefonicznych. W tym samym roku, wylicza dalej
Cook, mleczarnia w Nowym Jorku zaczęła sprzedawać, a następnie dostarczać
do domów mleko w butelkach, więc skończyło się chodzenie do sklepu z bańką
(ja jeszcze w 1950 chodziłem w Polsce do sklepu z bańką na mleko). Wreszcie w grudniu 1879 roku Thomas Edison ogłosił wynalezienie żarówki informując, że
światło elektryczne będzie tak tanie, że tylko bogaczy będzie stać na oświetlanie
domu świecami.
1 2 Dalej..
« Społeczeństwo (Publikacja: 22-09-2005 )
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl.
Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie,
bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w
kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.str. 4361 |
 |