 |
Chcesz wiedzieć więcej? Zamów dobrą książkę. Propozycje Racjonalisty: | | |
   |
|
|
 |
Nauka » Pseudonauka, paranauka
Jak sprzedaje się cudowne mikstury [1] Autor tekstu: Stephen Barrett i William T. Jarvis
 Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska
Współcześni cudotwórcy-uzdrawiacze są nadzwyczajnymi sprzedawcami.
Grają na obawach. Zajmują się dostawą nadziei. A kiedy już cię mają,
potrafią przekonać, byś wracał po więcej… i więcej… i więcej. Rzadko
kiedy ich ofiary zdają sobie sprawę z tego, jak często i jak zręcznie są
oszukiwane. Czy matka, która zadowolona z siebie, podaje dziecku witaminy,
zastanawia się nad pytaniem, czy ono rzeczywiście ich potrzebuje? Czy abonenci
pism o „zdrowej żywności" wiedzą, że artykuły napisane są w sposób
tendencyjny, aby napędzić sprzedaż produktów firm zamieszczających reklamy w tych pismach? Na ogół tego nie wiedzą.
Większość ludzi uważa, że łatwo można odkryć szamaństwo. Często
jednak tak nie jest. Jego propagatorzy zasłaniają się płaszczem nauki. Używają
naukowej terminologii i cytują (lub przeinaczają cytaty) naukowe artykuły.
Gospodarze programów telewizyjnych mówią o nich jako o ekspertach lub
„naukowcach wyprzedzających swoje czasy". Samo słowo
„szaman" pomaga w zakamuflowaniu ich charakteru, bo kieruje nasze myśli
na dziwaczne postaci sprzedające cudowne specyfiki z krytego wozu z zaprzęgniętym
koniem — a oczywiście nikt inteligentny dzisiaj nie będzie kupował cudownego
specyfiku.
No cóż, może ostatnio cudowny specyfik nie sprzedaje się tak dobrze.
Ale akupunktura? „Organiczna" żywność? Analiza włosów? Ostatnia
książka o diecie? Megawitaminy? Herbatki obniżające cholesterol? Środki
homeopatyczne? Magnesy? Żywnościowe „terapie" na AIDS? Produkty, które
„oczyszczają twój organizm"? Albo zastrzyki na dodanie energii?
Biznes cudotwórców-uzdrowicieli kwitnie. Ich roczny dochód liczy się w miliardach! „Wzmacniacze układu odpornościowego", „oczyszczacze
wody", „ergogeniczne środki", systemy „balansowania chemii
organizmu", specjalne diety na artretyzm. Lista ich produktów jest nieskończenie
długa.
Sprzedaż jest możliwa nie dzięki jakości produktów, ale dzięki
zdolność tych niby-lekarzy do wpływania na ludzi. Obiecują ulgę tym, którzy
odczuwają ból. Oferują nadzieję nieuleczalnie chorym. Zatroskanym o jakość
pożywienia mówią: „Upewnij się, że otrzymujesz wystarczające ilości".
Martwiącym się o zanieczyszczenie środowiska powiadają: „Kupuj
naturalne produkty". Wszystkim zaś obiecują lepsze zdrowie i dłuższe życie.
Współcześni znachorzy docierają do ludzi dzięki graniu na emocjach. W tym
artykule pokażemy, jak to robią.
Apel do próżności
Atrakcyjna, młoda stewardessa powiedziała kiedyś lekarzowi, że bierze
dziennie ponad 20 tabletek witaminowych. „Dawniej byłam cały czas zmęczona — oznajmiła — ale teraz czuję się wspaniale!"
„Tak — odpowiedział doktor — ale nie ma żadnych naukowych dowodów
na to, że to zasługa dodatkowych witamin. Może spróbujesz brać witaminy
przez miesiąc, a potem przez miesiąc obywać się bez nich, żeby zobaczyć,
czy rzeczywiście ci pomagają, czy też jest to po prostu przypadek. W końcu
300 dolarów rocznie to dużo pieniędzy, jeśli są to pieniądze
zmarnowane".
„Panie doktorze, nie obchodzi mnie, co pan mówi. Ja WIEM, że te
tabletki mi pomagają".
W jaki sposób ta młoda, inteligentna kobieta została nawrócona? Po
pierwsze, odwołanie się do ciekawości przekonało ją, by spróbowała. Następnie,
odwołanie się do jej próżności przekonało ją, by zlekceważyła dowody
naukowe, a brała pod uwagę doświadczenia osobiste — żeby myślała
sama. Do dodatkowego przyjmowania witamin zachęca się także przez
wypaczone pojęcie biochemicznej
indywidualności — każdy człowiek jest wystarczająco unikatowy, by nie
zważać na ustalone normy zapotrzebowania. Cudotwórcy nie mówią, że
naukowcy świadomie ustawili te zalecenia wystarczająco wysoko, by wziąć pod
uwagę jednostkowe różnice. Bardziej niebezpiecznym apelem tego typu jest
sugestia, że chociaż wykazano, iż środek na poważną chorobę nie jest
skuteczny u innych ludzi, może jednak
działać na ciebie. (Jesteś niezwykły!)
Subtelniejsze odwołanie się do próżności leży u podstaw reklamy
telewizyjnej pewnego znachora. Zrób to
sam — bądź własnym lekarzem. Stawiał pytanie: „Czy ktoś ze słuchaczy
ma 'zmęczoną krew'?" (Nie kłopocz się sprawdzaniem, co ci jest. Po
prostu spróbuj mój tonik.) „Kłopoty z nieregularnym żołądkiem?"
(Nie zwracaj uwagi na lekarza, który mówi ci, że codzienne wypróżnienie nie
jest konieczne. Po prostu zastosuj mój środek przeczyszczający.) „Chcesz
zabić zarazki natychmiast?" (To nieważne, że płyn do płukania ust nie
zapobiega przeziębieniom.) „Kłopoty ze snem?" (Nie ma sensu zawracać
sobie głowy rozwiązaniem leżącego u podstaw problemu. Po prostu spróbuj
mojego środka nasennego.)
Zamiana klientów w sprzedawców
Większość ludzi, którzy uważają, że pomogła im niekonwencjonalna
metoda, lubi dzielić się opowieściami o sukcesie ze swoimi przyjaciółmi.
Ludzie, którzy przedstawiają takie świadectwa,
zazwyczaj czynią to z powodu szczerej chęci pomocy
swoim bliźnim. Rzadko kiedy zdają sobie sprawę z tego, jak trudno jest
ocenić „zdrowie" produktu na podstawie osobistego doświadczenia.
Podobnie jak owa stewardessa, przeciętny człowiek, który poczuje się lepiej
po wzięciu jakiegoś środka, nie będzie w stanie wykluczyć przypadku
(spontaniczna remisja) — czy efektu placebo (poczucia się lepiej, ponieważ sądzi,
że przedsięwziął pozytywne kroki). Ponieważ mamy tendencję do wiary w to,
co inni opowiadają o swoich osobistych doświadczeniach, świadectwa mogą być
bardzo przekonujące. Mimo ich zawodności, są kamieniem węgielnym sukcesu
szamanów-uzdrowicieli.
Wielopoziomowe firmy, które sprzedają produkty odżywcze,
systematycznie zamieniają swoich klientów w sprzedawców. „Kiedy dzielisz
się naszym produktem — oznajmia podręcznik sprzedaży jednej takiej firm — nie
tylko sprzedajesz. Przekazujesz wiadomość o produkcie, w który wierzysz,
ludziom, o których dbasz. Zrób listę znajomych; zdziwisz się, jaka będzie długa.
Ta lista jest pierwszym źródłem potencjalnych klientów". Szef sprzedaży
innej firmy sugeruje: „Na wszystkie zastrzeżenia odpowiadaj przytaczając
świadectwa. To jest sekret motywowania ludzi!"
Nie zdziw się, jeśli jeden z twoich przyjaciół lub sąsiadów spróbuje
sprzedać ci witaminy. Miliony Amerykanów zgłosiły się jako dystrybutorzy.
Jak wielu narkomanów, stali się dostawcami, żeby zaspokoić swój nałóg.
Typowe zachwalanie towaru zaczyna się następująco: „Chciałbyś lepiej
wyglądać, lepiej się czuć i mieć więcej energii? Spróbuj tych witamin
przez kilka tygodni". Ludzie normalnie raz czują się lepiej, a raz
gorzej, a zainteresowanie przyjaciela i rada czy też myśl o podjęciu
pozytywnych kroków może rzeczywiście spowodować poprawę samopoczucia. Wielu z tych, którzy spróbowali kuracji witaminowej, będzie błędnie sądziło, że
im pomogła i będą je nadal kupowali, zazwyczaj po zawyżonych cenach.
Użycie strachu
Sprzedaż witamin stała się tak zyskowna, że niektórzy mający dobrą
reputację wytwórcy promują je wprowadzającymi w błąd stwierdzeniami. Na
przykład, przez wiele lat Lederle Laboratories (producenci Stresstabs) i Hoffmann-La Roche reklamowali swoje produkty informacją, że stres
„ograbia" organizm z witamin i tworzy poważne zagrożenie niedoborem
witaminowym.
Innym sprytnym sposobem cudotwórców na przyciągnięcie klientów są wymyślone
choroby. Praktycznie rzecz biorąc każdy ma jakieś objawy — drobne bóle
czy ukłucia, reakcje na stres czy zmianę poziomu hormonów, skutki starzenia
się itp. Nazywanie tych normalnych objawów życia objawami choroby umożliwia
cudotwórcom dostarczanie „terapii".
Niektórzy cudotwórcy praktykujący uzdrawianie twierdzą, że odkryli
„niedobory" (lub „zakłócenie równowagi" lub
„toksyny" itd.) jeszcze zanim pojawiają się jakiekolwiek objawy czy
też zanim da się je odkryć konwencjonalnymi środkami. Mogą wtedy sprzedać
ci suplementy (lub doprowadzić do stanu równowagi, czy też usunąć toksyny
itd.). A kiedy straszliwe konsekwencje, przed którymi ostrzegali, nie
materializują się, sobie przypisują zasługę.
Bezpieczna żywność i ochrona środowiska są ważnymi kwestiami w naszym społeczeństwie. Zamiast jednak podejść do nich logicznie, szamani od
żywności przesadzają i upraszczają. W celu promocji „organicznej"
żywności łączą w jedną klasę wszystkie dodatki do żywności i atakują
je jako „trujące". Nigdy nie wspominają, że współczesna
technologia obróbki żywności zapobiega lub niszczy naturalne toksyny. Nie mówią
również o tym, że wiele dodatków to substancje występujące naturalnie.
Cukier był przedmiotem szczególnie bezwzględnych ataków, oskarżany
(fałszywie) o powodowanie większości dolegliwości na świecie. Ale szamani
robią coś więcej, niż tylko ostrzegają przeciwko wyimaginowanym dolegliwościom.
Sprzedają „antidotum" na prawdziwe choroby. Może trochę witaminy C,
żeby zmniejszyć niebezpieczeństwo związane z paleniem papierosów? Albo
trochę witaminy E, żeby zwalczać zanieczyszczenia powietrza? Idź do
lokalnego super-sprzedawcy.
Najpoważniejszą formą podżegania strachu był atak na fluoryzację
wody. Chociaż bezpieczeństwo fluoryzacji zostało ustalone poza wszelką
naukową wątpliwość, dobrze zaplanowania kampania szerzenia strachu przekonała
tysiące społeczności, by nie dodawać do wody fluoru zapobiegającego próchnicy
zębów. W efekcie ucierpiały miliony dzieci.
Nadzieja na
sprzedaż
Od czasów starożytnych ludzie poszukiwali przynajmniej czterech różnych
magicznych mikstur: na miłość, na wieczną młodość, leczącą wszystko i atletycznej super-tabletki. Szamaństwo zawsze było gotowe zaspokoić te
pragnienia. Dawniej oferowano róg jednorożca, specjalne eliksiry, amulety i magiczne napary. Dzisiejszymi produktami są witaminy, propolis, żeń-szeń,
Gerovital, piramidy, „wyciąg z gruczołów", wykresy biorytmów,
aromaterapia i wiele innych. Także szacowne produkty przedstawia się, jakby były
cudownymi miksturami. Pasty do zębów i wody kolońskie poprawią nasze życie
miłosne. Płukanki do włosów i kremy uczynią, że będziemy wyglądać młodziej.
Sportowcy olimpijscy mówią nam, że płatki śniadaniowe zrobią z nas mistrzów
sportu. A młodociani modele zapewniają nas, że palacze są seksowni i mają
kupę zabawy.
Najokrutniejszą postacią szamaństwa jest dawanie fałszywej nadziei
ludziom poważnie chorym, ponieważ może to odciągnąć ofiarę od skutecznego
leczenia. Także w sytuacjach, kiedy śmierć jest nieuchronna, fałszywa
nadzieja może uczynić wiele krzywdy. Eksperci badający proces umierania
stwierdzają, że podczas gdy pierwszą reakcją jest szok i niewiara, większość
śmiertelnie chorych pacjentów przystosowuje się do sytuacji, jeśli tylko nie
czują się opuszczeni. Ludzie, którzy akceptują rzeczywistość swojego losu,
nie tylko umierają psychicznie przygotowani na śmierć, ale także mają szansę
uporządkowania swoich spraw. Z drugiej strony ci, którzy kupują fałszywą
nadzieję, mogą utknąć w postawie zaprzeczenia. Marnują nie tylko zasoby
finansowe, ale i ten krótki czas, jaki im pozostał.
1 2 3 Dalej..
« Pseudonauka, paranauka (Publikacja: 25-09-2005 )
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl.
Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie,
bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w
kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.str. 4369 |
 |