|
|
 |
« Wprowadzenie Dwa ogrody Autor tekstu: Andrzej Koraszewski
Licznik „Racjonalisty" pokazał dziesięć milionów, w ostatnich czasach (przed wakacjami) dzienna
liczba odwiedzin często docierała do dwudziestu tysięcy. Powód do satysfakcji, w szczególności, że dominują czytelnicy młodzi, szukający własnej drogi i możliwości otwartej dyskusji.
Po co wam to, pyta czytelnik, zupełnie nie rozumiejąc,
czemu upieramy się przy jakimś racjonalizmie. Do racjonalizmu zniechęcano na
różne sposoby, a niektóre z nich bywały dość drastyczne. Biografie ludzi, którzy upierali się przy irracjonalnej
sympatii do rozumu bywały męczeńskie, częściej jednak kosztem było tylko
osamotnienie. Nasz czytelnik wydaje się podejrzewać, że sympatia do rozumu może
mieć swoje atrakcje i dodaje szybko, że jego zdaniem, wcale nie jesteśmy
racjonalistami, tylko zwykłymi antyklerykałami i daje do zrozumienia, że
jesteśmy bandą zarozumiałych pyszałków, gotowych twierdzić, że istnieje
jakaś sprzeczność między wiarą w boga, a poznaniem otaczającego nas świata.
Nie czujemy się pyszałkami, a co więcej, jesteśmy w pełni świadomi tego, że wiele fundamentalnych odkryć naukowych było dziełem
ludzi wierzących. Prawdą jest natomiast, że gotowi jesteśmy bronić naszego
przekonania, że nie ma żadnych sensownych dowodów na istnienie boga, czy bogów,
jak również tego, że zorganizowane religie często i z całą premedytacją
blokują postęp nauki, a oświatę próbują zmienić w religijną indoktrynację.
Niektórzy wierzący gotowi są nam w tym miejscu przyznać częściowo rację,
ale twierdzą, że religie stoją na straży moralności i że dzięki nim możliwy
jest w miarę pokojowy ład społeczny. Również w tej kwestii mamy poważne wątpliwości,
bo choć niewątpliwie religie mają swój poważny udział w historii prawa i etyki, to częściej bywały przyczyną wojen niż im zapobiegały, zaś ich
skuteczność w wychowaniu człowieka moralnego była zawsze nadzwyczaj
ograniczona.
Prawdą jest, że my, niewierzący, jesteśmy w mniejszości, a już w Polsce przyznających się do niewiary w boga jest zdaniem badaczy
zaledwie dwa procent. Jeśli wierzyć tym badaniom, to zważywszy, że pytano
osoby dorosłe, jest nas w tym kraju zaledwie mniej więcej pół miliona osób.
Do Racjonalisty zagląda również bardzo wielu wierzących i nie wszyscy
czują się zagrożeni, czy obrażeni. Przeciwnie, niektórzy przychodzą tu
pogadać jak sąsiad z sąsiadem, nie obawiając się, że im od razu ukradniemy
duszę. Na szczęście wiara (podobnie jak i ateizm) obejmuje ogromną gamę
postaw i poglądów, więc często udaje nam się normalnie rozmawiać i porównywać
nasze odmienne spojrzenie na świat.
To połączenie racjonalizmu i niewiary nie jest dla nas ani przypadkowe,
ani marginalne. Oczywiście zdajemy sobie sprawę z tego, że jest to sprawa kłopotliwa
nawet dla najbardziej otwartych wierzących. Ci ostatni odrzucają biblijną
opowieść o stworzeniu świata, o raju, o Adamie i Ewie, bez problemu akceptują
ewolucję, jako udowodnioną teorię rozwoju gatunków. Chcą wierzyć,
że na początku była jakaś tajemnicza siła sprawcza i wierzą, że był
Jezus, który był niepokalanie poczęty, umiał cudownie rozmnażać wino i chleb, wskrzeszał zmarłych, chodził po wodzie, a wreszcie zmartwychwstał i poszedł do nieba. Niektórzy z nich odmawiają wiary we wszystkie wcześniejsze
cuda opisane w Starym Testamencie i we wszystkie późniejsze cuda, opisywane w historii Kościoła. Czy można łączyć taką wiarę z racjonalizmem? Oczywiście, że można, ale wymaga to niesłychanych
racjonalizacji. Cuda są, i zarazem ich nie ma, bóg jest, ale uprawiając naukę
musimy o nim zapomnieć, bo bez tego musieliby zapomnieć o możliwości
dotarcia do jakichkolwiek znaczących rezultatów. Racjonalizm wierzących jest z konieczności racjonalizmem pełnym sprzeczności i wyjątków. Kiedy jest to
wiara otwarta i tolerancyjna, jest jakaś szansa na pokojowe współistnienie
wiary i rozumu, kiedy jednak wiara staje się strażniczką ortodoksji, ta
koegzystencja stopniowo zmienia się w otwartą wrogość. Nie umiemy udowodnić, że boga
nie ma. Nie jest to naszym celem i uważamy, że na takie próby szkoda czasu;
uważamy, że sama idea boga utrudnia zrozumienie otaczającej nas rzeczywistości
oraz, że moralność nie musi się opierać na boskim autorytecie. Odwoływanie
się do autorytetu boga jest w najlepszym przypadku odwoływaniem się do
tradycji, w najgorszym zaś jest zwyczajnym oszustwem. Moralność, podobnie jak
poznanie, może odwoływać się do rozumu, a z tradycji możemy wybierać to co
najlepsze, pamiętając zawsze, że ma ona również swoje czarne karty. Nie zamierzamy nikogo nawracać
na ateizm. Prezentujemy swoje racje, bronimy prawa każdego do swobodnego wyboru
światopoglądu. To prawo do swobodnego wyboru światopoglądu bywa aż nazbyt
często kwestionowane, zaś walka o wykorzystanie państwa i państwowych
instytucji do religijnej indoktrynacji najmłodszego pokolenia
przyjęła w naszym kraju charakter krucjaty. Oczywiście sam ateizm nie jest
jeszcze żadną gwarancją ani racjonalizmu, ani etyki niezależnej. Wielu ludzi
porzuca religię, by natychmiast wpaść w ramiona namiętnej wiary w UFO,
medycyny alternatywnej, New Age, alterglobalizmu, zielonych ideologii, czy odwołujących
się do ateizmu doktryn politycznych w rodzaju komunizmu. Za każdym razem
obserwujemy ten sam mechanizm: prymatu przekonań nad dążeniem do poznania,
gotowości odrzucenia faktów, które przeczą doktrynie, nieustannego leku
przed wszystkim co zagraża grupowej przynależności. Cytowany na początku tego
artykułu czytelnik odniósł wrażenie, że i nasz racjonalizm jest pozorny, że w rzeczywistości zajmujemy się walką z religią i to głównie z Kościołem
katolickim. Sądzę, że uważna lektura pomieszczonych w tym portalu treści,
toczących się na naszym forum dyskusji czy zalecanych przez nas lektur,
pozwoliłaby przekonać również tego czytelnika, że tak nie jest. Jego
wniosek nie jest jednak tak zupełnie bezpodstawny, warto z tego punktu widzenia
spojrzeć na ewolucję poglądów redaktora naczelnego „Racjonalisty",
Mariusza Agnosiewicza. Mariusz
zaczynał swoją przygodę z internetem jeszcze w technikum, tworząc stronę „Klerokratia".
Niezwykle charakterystyczny jest jego pierwszy artykuł „Mój romans z Kościołem", w którym opisuje stopniowe dojrzewanie do rozstania najpierw z Kościołem, a potem z religią. Właśnie ten tak charakterystyczny dla wielu z nas kierunek
ewolucji poglądów jest istotną częścią odpowiedzi na pytanie, czy jesteśmy
wyłącznie antyklerykałami, czy też antyklerykalizm, nawet jeśli był na
początku naszej drogi do racjonalizmu, stanowi tylko element naszego światopoglądu i to element wcale nie najważniejszy. „Klerokratia" działała od
roku 2000, „Racjonalista" ruszył 1 czerwca 2002 roku. Chcąc zachować ciągłość
Mariusz przeniósł do nowego portalu ów pierwszy tekst, który otwierał „Klerokratię".
„Racjonalista" jednak miał stanowić i stanowi zupełnie inny etap. Jest rzeczą interesującą, że
jednym z pierwszych tekstów opublikowanych w „Racjonaliście" był „Kandyd",
opowiastka Woltera będąca nieprawdopodobnie złośliwą polemiką z poglądami
Leibniza. Leibniz przekonywał swoich czytelników, że żyjemy na najlepszym z możliwych światów. Wolter całkowicie się z tym zgadzał, dodając
wszelako, że jest to świat wyjątkowo obrzydliwy. Do dziś dnia toczą się
spory o sens ostatnich słów tej opowiastki: „...trzeba uprawiać nasz ogródek".
Czy jest to zaproszenie do wycofania się, czy do zejścia na ziemię? Czy
racjonalizmowi zawsze towarzyszy przyziemny realizm? Zdawać by się mogło, że
pasja poznania prawdy jest na wskroś idealistyczna. Do takiego wniosku mogłaby
prowadzić długa historia nauki (głównie afrykańskiej, azjatyckiej i europejskiej) jako rozrywki klasy próżniaczej. Wcześnie odkryto, że nauka może
być nie tylko rozrywką, ale i narzędziem manipulacji, zniewolenia oraz
podtrzymywania istniejących struktur społecznych. Późno odkryto, że nauka
może być dobrem powszechnym, otwierającym drogę nie tylko do poznania jako
takiego, ale i do systematycznej poprawy jakości życia wszystkich. I znów
musimy tu przypomnieć, że religie częściej łaskawym okiem patrzyły na naukę
jako rozrywkę klasy próżniaczej niż na powszechną oświatę jako narzędzie
otwierające drogę do samodzielnego myślenia, i naukę jako narzędzie otwierające
drogę do bardziej dostatniego, godniejszego i lepszego życia. „Kandyd" był drapieżną i pełną ironii odpowiedzią na propozycję akceptacji zastanego świata i zastanego porządku społecznego, uzupełnianą rozkosznym filozofowaniem.
Jednak ostatnia scena tej opowiastki nie wzywa na barykady. Wolter pół żartem
pół serio mówi o zwykłej, przynoszącej plon pracy.
Od chwili pierwszego wydania „Kandyda" w 1759 roku ostatnie zdanie
tej powiastki było aż nazbyt często
interpretowane jako odmowa zaangażowania w sprawy wielkiego świata i ucieczka w przyziemną i filisterską rzeczywistość. Byłaby to poprawna interpretacja,
gdyby nie doświadczenia Kandyda i jego mozolne próby poważnego potraktowania
filozofa Panglossa. Kandyd zdaje się mówić, że metafizyczne, spekulacyjne
objaśnianie świata może prowadzić
na manowce. Dziennikarka New York Timesa,
Verlyn Klinkenborg, pisała kiedyś, że „Kandyda" należy analizować na
kolanach, ale nie w żadnej świątyni,
tylko w ogrodzie, pieląc chwasty, czy przesadzając warzywa. Znajdujemy się wówczas w pozycji poddania, uległości, nie wobec tajemniczych, metafizycznych sił,
ale rzeczywistości, którą staramy się poznać, od której jesteśmy zależni i którą staramy się opanować, żeby pozwoliła nam żyć. Kandyd — pisała — przed niczym nie uciekał, przeciwnie, dostrzegł rzeczywistość taką jaka
ona jest. Dostrzegł również, że dojrzał do tego, żeby zignorować
Panglossa. Kiedy dołączyłem do
„Racjonalisty" we wrześniu 2004 roku, licznik właśnie przekroczył półtora
miliona. Do pięciu milionów dotarliśmy w połowie października 2005 roku. Na
kolejne pięć milionów odwiedzin czekaliśmy
niespełna dziewięć miesięcy. Uprawa tego ogródka dostarcza coraz większej
liczbie ludzi coraz więcej satysfakcji. Co do mnie, to mam również
prawdziwy ogród, w którym czasem, skubiąc coś na kolanach, uświadamiam
sobie jak lubię ten drugi wirtualny ogród, w którym uprawiamy realizm, a nie
metafizykę.
*
Zobacz hasło Racjonalista.pl w polskiej Wikipedii: pl.wikipedia.org/wiki/Racjonalista.pl
« Wprowadzenie (Publikacja: 21-07-2006 )
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl.
Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie,
bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w
kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.str. 4945 |
 |