Racjonalista - Strona główna


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
45.973.148 odwiedzin
Ponad 1074 autorów napisało
dla nas 5692 tekstów.
Zajęłyby one 22107 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Fala skandali seksualnych w Kościele:
dopiero się rozwija
osiągnęła szczyt
już wygasa
  

Oddano 118 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Książka "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
Dwie rzeczy pouczają człowieka o całej jego naturze: instynkt i doświadczenie.
« Społeczeństwo  
A ja was zjadacze chleba...
Autor tekstu: Andrzej Koraszewski

Ludwik Dorn nie doczytał. W wywiadzie dla dodatku „Dziennika" "Europa" (17 marca 2007r.) powiedział rzecz, która wstrząsnęła „Gazetą Wyborczą". Powiedział mianowicie, że jeśli chodzi o jego zakres działań, to najważniejszym celem, jaki sobie postawił, jest przeciągnięcie na swoją stronę inteligencji technicznej, bo na inteligencję humanistyczną już machnął ręką. W ten sposób dowiedzieliśmy się, że wicepremier ma jakieś cele i że jeden z nich jest najważniejszy.

Wyczytałem o całej tej sprawie w „Gazecie Wyborczej", dla której głównym problemem było machnięcie ręką, które najwyraźniej przyjęli tam bardzo osobiście. Mnie zaś tak bardzo zaintrygowało, jak też wicepremier będzie przeciągał inteligencję techniczną, że aż sięgnąłem do „Europy".

Przede wszystkim okazało się, że cała sprawa wyskoczyła na marginesie rozmowy dwóch polskich intelektualistów Ludwika Dorna i Cezarego Michalskiego o książce autora, którego książek programowo nie biorę do ręki, czyli J.M. Rymkiewicza. Już byłem gotów machnąć ręką na socjologiczne rozważania, kiedy wreszcie dotarłem do fragmentu, który wzburzył socjologów.

Zatrzymajmy się najpierw przy pytaniu, jak wicepremier Dorn machnął i dlaczego machnął. Natychmiast po zacytowanym zdaniu, prowadzący w „Europie" wywiad Cezary Michalski spiął się intelektualnie i zapytał, czy warto machać na Agatę Bielik-Robson, Piotra Zarembę czy Michała Karnkowskiego? Wicepremier natychmiast doprecyzował na kogo macha. Otóż macha on na wszystkich absolwentów i absolwentki psychologii, marketingu i zarządzania. „Inteligencja humanistyczna — mówił dalej Dorn — to oczywiście pewna figura, ale dla mnie przykładem jej skłonności do samozatraty są idące w dziesiątki studentki psychologii, etnografii, antropologii, socjologii, które dały się wykorzystać seksualnie Simonowi Molowi. W tej grupie łatwo jest upowszechnić różne metody ideologiczne, aż do zaniku instynktu samozachowawczego."

Mamy tu do czynienia z zachwycającą figurą retoryczną, która każe się zastanawiać nad pytaniem, czy aby nasz wicepremier nie daje się wykorzystywać. Krótko mówiąc, nie chodzi mu bynajmniej o to, że np. socjologia nie ma nam nic ciekawego do przekazania, że istnieją wspaniali socjolodzy, których książki czyta się z zapartym tchem, ale nie ma wspaniałej socjologii, gdyż socjologia nie jest nauką. Wiedzą o tym zachodni politycy i machają ręką na socjologów, chociaż, z wiadomych względów nigdy by niczego takiego publicznie nie powiedzieli. Naszemu mężowi stanu nie chodzi wszelako o to, że nauki nieścisłe mają mało do powiedzenia, ale o to, że przedstawiciele tych kierunków dążą do samozagłady, decydując się na niewłaściwe formy współżycia seksualnego.

Ludwik Dorn jest z wykształcenia socjologiem i wiele wskazuje na to, że swoje wnioski o świecie opiera na metodologii wyuczonej w trakcie studiów. W udzielonym „Europie" wywiadzie wicepremier przekonuje nas, że „w dwudziestoleciu międzywojennym było tak, że humaniści to byli raczej liberałowie i lewica, a politechnika zawsze była prawicowa czy endecka." Widać nasz wicepremier nie słyszał określenia „czerwona politechnika" i nie wie również, że matecznikiem endecji były nieodmiennie wydziały prawa. Z charakterystyczną swadą przedstawiciela nauk mocno nieścisłych prezentuje tezy, delikatnie mówiąc, chwiejne.

Oczywiście w okresie międzywojennym na politechnikach bito Żydów również, ale wszechstronnie endeckie były wydziały prawa. Inteligent techniczny, zdaniem wicepremiera Dorna, jest przy rządzeniu państwem wygodniejszym sojusznikiem. Osobiście wolę pojęcie inteligencji traktować jako określenie pewnej cechy umysłu, aniżeli kasty. Ludwik Dorn jest nie tylko wiernym synem polskiej tradycji, ale w tym przypadku sięga dodatkowo do tradycji pojęcia „inteligencji pracującej", która też traktowana była jako lepszy sojusznik państwa.

Czytając komentarz do wypowiedzi Dorna, pomyślałem, że być może wicepremier poszukiwał strategii dążenia do społeczeństwa opartego na wiedzy, że być może „Gazeta" kierując się swoją miłością do inteligencji jako kasty społecznej coś przeoczyła lub przeinaczyła. Jednak „Gazeta" miała rację, wicepremier postanowił przeciągnąć inteligencję techniczną w określonych celach. Ma on nadzieję, że dzięki takiemu przeciąganiu, jak stwierdził na zakończenie wywiadu „pozostając partią pilnującą także interesów najsłabszych, zakorzenimy się w realnych elitach tego kraju". Tak więc, wicepremier będzie przeciągał, żeby się zakorzenić, a zakorzeniony zakwitnie tysiącem kwiatów.

Uczciwie mówiąc, mam tu jednak pewien problem, gdyż rozumiem Ludwika Dorna, kiedy mówi, że inteligencja humanistyczna jest nadmiernie przywiązana do idei abstrakcyjnych, i że ulega modom ideologicznym. Taka socjologia na przykład, konkuruje o koronę królowej nauk nieścisłych z teologią, na którą również należałoby w tej sytuacji czymś machnąć. Tymczasem Dorn macha ręką na antropolożki, a już na seksualnie rozwydrzonych kleryków wcale nie macha.

Cezary Michalski twierdzi, że Ludwik Dorn jest dwustuprocentowym humanistycznym inteligentem. Przez grzeczność nie śmiem oponować. Cała sprawa przypomina mi dowcip z końca lat pięćdziesiątych, w którym młodszy sekretarz KC postanowił wybrać się na plażę dla nudystów. Rozebrał się, wszedł w tłum nagusów, ale za chwilę podbiegł do niego strażnik i powiedział mu, że dzwonili z KC, że ma natychmiast założyć jakieś majtki i zdjąć ten krzyżyk. (Oczywiście dla współczesnych pozostaje problem tego, kto na niego doniósł.) Ludwik Dorn obnażył się jako inteligent, szukający drogi do zakorzenienia się w elitach. Zanurzony w naszych inteligenckich rozterkach, zadumany nad Rymkiewiczem i udręczony zatroskaniem, wicepremier wspomina w tym wywiadzie Piłsudskiego, który „nieprzypadkowo wolał Słowackiego niż Mickiewicza". Odnoszę wrażenie, że Ludwik Dorn też woli Słowackiego. Już widzę jak nasz (wice) mąż stanu zwraca się do inteligencji technicznej: „A ja was zjadacze chleba…"


 Zobacz także te strony:
Inteligent - lepszy gość
 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Bezsilność
Bogaty, czyli zły

 Dodaj komentarz do strony..   Zobacz komentarze (10)..   


« Społeczeństwo   (Publikacja: 02-04-2007 )

 Wyślij tekst mailem..   dodajdo      
Wersja do druku    PDF    MS Word

Andrzej Koraszewski
Były dziennikarz BBC (także wiceszef polskiej sekcji) i współpracownik paryskiej "Kultury". Z Racjonalistą współpracuje od września 2004 r. Zastępca redaktora naczelnego Racjonalisty.
 Strona www autora
 Numer GG: 2098433

 Liczba tekstów na portalu: 351  Pokaż inne teksty autora
 Liczba tłumaczeń: 11  Pokaż tłumaczenia autora
 Najnowszy tekst autora: Perypatetyk w sieci
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 5326 
Zaloguj jako:  Hasło:   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2010 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365