|
|
 |
« Społeczeństwo A ja was zjadacze chleba... Autor tekstu: Andrzej Koraszewski
Ludwik Dorn nie doczytał. W wywiadzie dla dodatku „Dziennika"
"Europa" (17 marca 2007r.) powiedział rzecz, która wstrząsnęła „Gazetą Wyborczą". Powiedział mianowicie, że jeśli
chodzi o jego zakres działań, to najważniejszym celem, jaki sobie postawił,
jest przeciągnięcie na swoją stronę inteligencji technicznej, bo na
inteligencję humanistyczną już machnął ręką. W ten sposób dowiedzieliśmy
się, że wicepremier ma jakieś cele i że jeden z nich jest najważniejszy. Wyczytałem o całej tej sprawie w „Gazecie Wyborczej", dla której
głównym problemem było machnięcie ręką, które najwyraźniej przyjęli tam
bardzo osobiście. Mnie zaś tak bardzo zaintrygowało, jak też wicepremier będzie
przeciągał inteligencję techniczną, że aż sięgnąłem do „Europy".
Przede wszystkim okazało się, że cała sprawa wyskoczyła na
marginesie rozmowy dwóch polskich intelektualistów Ludwika Dorna i Cezarego
Michalskiego o książce autora, którego książek programowo nie biorę do ręki,
czyli J.M. Rymkiewicza. Już byłem gotów machnąć ręką na socjologiczne
rozważania, kiedy wreszcie dotarłem do fragmentu, który wzburzył socjologów.
Zatrzymajmy się najpierw przy pytaniu, jak wicepremier Dorn machnął i dlaczego machnął. Natychmiast po
zacytowanym zdaniu, prowadzący w „Europie" wywiad Cezary Michalski spiął
się intelektualnie i zapytał, czy warto machać na Agatę Bielik-Robson,
Piotra Zarembę czy Michała Karnkowskiego? Wicepremier natychmiast doprecyzował
na kogo macha. Otóż macha on na wszystkich absolwentów i absolwentki
psychologii, marketingu i zarządzania. „Inteligencja humanistyczna — mówił
dalej Dorn — to oczywiście pewna figura, ale dla mnie przykładem jej skłonności
do samozatraty są idące w dziesiątki studentki psychologii, etnografii,
antropologii, socjologii, które dały się wykorzystać seksualnie Simonowi
Molowi. W tej grupie łatwo jest upowszechnić różne metody ideologiczne, aż
do zaniku instynktu samozachowawczego."
Mamy tu do czynienia z zachwycającą figurą retoryczną, która każe
się zastanawiać nad pytaniem, czy aby nasz wicepremier nie daje się
wykorzystywać. Krótko mówiąc, nie chodzi mu bynajmniej o to, że np.
socjologia nie ma nam nic ciekawego do przekazania, że istnieją wspaniali
socjolodzy, których książki czyta się z zapartym tchem, ale nie ma wspaniałej
socjologii, gdyż socjologia nie jest nauką. Wiedzą o tym zachodni politycy i machają ręką na socjologów, chociaż, z wiadomych względów nigdy by
niczego takiego publicznie nie powiedzieli. Naszemu mężowi stanu nie chodzi
wszelako o to, że nauki nieścisłe mają mało do powiedzenia, ale o to, że
przedstawiciele tych kierunków dążą do samozagłady, decydując się na niewłaściwe
formy współżycia seksualnego.
Ludwik Dorn jest z wykształcenia socjologiem i wiele wskazuje na to, że
swoje wnioski o świecie opiera na metodologii wyuczonej w trakcie studiów. W udzielonym „Europie" wywiadzie wicepremier
przekonuje nas, że „w dwudziestoleciu międzywojennym było tak, że humaniści
to byli raczej liberałowie i lewica, a politechnika zawsze była
prawicowa czy endecka." Widać
nasz wicepremier nie słyszał określenia „czerwona politechnika" i nie wie
również, że matecznikiem endecji były nieodmiennie wydziały prawa. Z charakterystyczną swadą przedstawiciela nauk mocno nieścisłych prezentuje
tezy, delikatnie mówiąc, chwiejne.
Oczywiście w okresie międzywojennym na politechnikach bito Żydów również,
ale wszechstronnie endeckie były wydziały prawa. Inteligent techniczny, zdaniem wicepremiera Dorna, jest przy rządzeniu
państwem wygodniejszym sojusznikiem. Osobiście wolę pojęcie inteligencji
traktować jako określenie pewnej cechy umysłu, aniżeli kasty. Ludwik Dorn
jest nie tylko wiernym synem polskiej tradycji, ale w tym przypadku sięga dodatkowo
do tradycji pojęcia „inteligencji pracującej", która też traktowana była
jako lepszy sojusznik państwa.
Czytając komentarz do wypowiedzi Dorna, pomyślałem, że być może
wicepremier poszukiwał strategii dążenia do społeczeństwa opartego na
wiedzy, że być może „Gazeta" kierując się swoją miłością do
inteligencji jako kasty społecznej coś przeoczyła lub przeinaczyła. Jednak
„Gazeta" miała rację, wicepremier postanowił przeciągnąć inteligencję
techniczną w określonych celach. Ma
on nadzieję, że dzięki takiemu przeciąganiu, jak stwierdził na zakończenie
wywiadu „pozostając partią pilnującą także interesów najsłabszych,
zakorzenimy się w realnych elitach tego kraju". Tak więc, wicepremier będzie
przeciągał, żeby się zakorzenić, a zakorzeniony zakwitnie tysiącem kwiatów.
Uczciwie mówiąc, mam tu jednak pewien problem, gdyż rozumiem Ludwika
Dorna, kiedy mówi, że inteligencja
humanistyczna jest nadmiernie przywiązana do idei abstrakcyjnych, i że ulega
modom ideologicznym. Taka socjologia na
przykład, konkuruje o koronę królowej nauk nieścisłych z teologią, na którą
również należałoby w tej sytuacji czymś machnąć. Tymczasem Dorn macha ręką
na antropolożki, a już na seksualnie rozwydrzonych kleryków wcale nie macha.
Cezary Michalski twierdzi, że Ludwik Dorn jest
dwustuprocentowym humanistycznym inteligentem. Przez grzeczność nie śmiem
oponować. Cała sprawa przypomina mi dowcip z końca lat pięćdziesiątych, w którym młodszy sekretarz KC postanowił wybrać się na plażę dla
nudystów. Rozebrał się, wszedł w tłum nagusów, ale za chwilę
podbiegł do niego strażnik i powiedział mu, że dzwonili z KC, że ma
natychmiast założyć jakieś majtki i zdjąć ten krzyżyk.
(Oczywiście dla współczesnych pozostaje problem tego, kto na niego
doniósł.) Ludwik Dorn obnażył się jako inteligent, szukający drogi do
zakorzenienia się w elitach. Zanurzony w naszych inteligenckich rozterkach,
zadumany nad Rymkiewiczem i udręczony zatroskaniem, wicepremier wspomina w tym
wywiadzie Piłsudskiego, który „nieprzypadkowo wolał Słowackiego niż
Mickiewicza". Odnoszę wrażenie, że Ludwik Dorn też woli Słowackiego. Już
widzę jak nasz (wice) mąż stanu zwraca się do inteligencji technicznej: „A
ja was zjadacze chleba…"
« Społeczeństwo (Publikacja: 02-04-2007 )
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl.
Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie,
bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w
kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.str. 5326 |
 |