 |
Chcesz wiedzieć więcej? Zamów dobrą książkę. Propozycje Racjonalisty: | | |
  |
|
|
 |
Światopogląd » Ateizm i Ateologia » Socjologia ateizmu
Odczarować religię Autor tekstu: Daniel C. Dennett
 Tłumaczenie: Andrzej Koraszewski
Daniel C. Dennett o powodach, dla których religia powinna
być badana przez naukę i o tym dlaczego postanowił ujawnić się jako
niewierzący. Wywiad z Rebeccą Philips.
Filozof Daniel C. Dennett jest przyzwyczajony do tego, że
jego publikacje wywołują burzę. Jego artykuł w „The New York Times" z 2003 roku, w którym zaproponował użycie określenia „Bright" na niewierzących,
spowodował gorącą debatę. Jego niedawny wkład w dyskusję na temat wiary i niewiary spotkał się z podobnym przyjęciem. Jego kontrowersyjna książka Breaking
the Spell jest od chwili jej publikacji w lutym 2006 roku, nieustannie
wychwalana przez jednych i ostro krytykowana przez innych zarówno na łamach
prasy, jak i na licznych stronach internetowych. Dennett przekonuje, że wielu
obrońców religii jest bardziej lojalna wobec wiary niż wobec Boga. W rozmowie z przedstawicielką portalu Beliefnet odpowiada
na pytanie dlaczego przyjął na siebie rolę dyżurnego ateisty i dlaczego jest
przekonany, że wiara w Boga jest irracjonalna. Mówi również o tym, że
religia ma czasem również pozytywne efekty. R.P.: Pana książka wzywa do naukowych badań nad religią.
Dlaczego właśnie teraz nauka powinna podjąć tę problematykę?
D.D.: Ponieważ religia ma tak wielki wpływ na ludzkie życie,
ponieważ lojalność wobec religii w tak istotnym stopniu wpływa na to, jak
ludzie odpowiadają na wszystkie ważne pytania, powinniśmy próbować ją
zrozumieć. Jeśli w najlepszej wierze próbujemy rozwiązać problem
biedy, czy niesprawiedliwości i przy okazji naruszamy ich praktyki religijne,
możemy tylko pogorszyć sytuację.
R.P.: W swojej książce pisze Pan, że lojalność wobec
religii często gwałci to, w co ludzie rzeczywiście wierzą. Na czym polega różnica
między wiarą w Boga, a przywiązaniem do wiary?
D.D.: Każda skuteczna religia zdołała stworzyć poczucie
zobowiązania. Ludzie myślą: „O kurcze, jeśli przestanę wierzyć w Boga
to będzie straszne. Całe moje życie utraci sens." To wywołuje lęk, więc
mówią, że wierzą nadal, chociaż przestali wierzyć i próbują odbudować
swoją wiarę, chociażby tylko symbolicznie.
R.P.: Sam tytuł Pana książki implikuje, że wierzący są
jak zaklęci, że nie mają wyboru tego, w co wierzą. Jeśli jednak tak jest,
jak może Pan spowodować, żeby zmienili swoje poglądy?
D.D.: Po pierwsze, proszę zwrócić uwagę, że tak
twierdzi wielu ludzi wierzących. „W obliczu mojej religii jestem całkowicie
bezradny, jest silniejsza ode mnie. To nie jest tak, jak z decyzją zakupu
samochodu. To nie jest racjonalny wybór, to jest wszechogarniające uczucie."
Jak zatem rozmawiać z kimś w takim stanie? Przede
wszystkim, musimy traktować poważnie to, co taka osoba mówi. "Czy rzeczywiście
jesteś zniewolony przez wiarę. Spróbujmy zbadać, czy można o tym spokojnie
rozmawiać". Niektórzy ludzie mogą, inni nie mogą. Zobaczmy co jest możliwe.
R.P.: Czy jest możliwe, aby być równocześnie człowiekiem
religijnym i racjonalnym?
D.D.: To jest właśnie to, czego próbuję się dowiedzieć. Próbowałem napisać książkę o tym, że rozsądni, racjonalni ludzie, nawet jeśli są religijni, potrafią
czytać. Może być im z tym niewygodnie, mogą być wzburzeni czy obrażeni,
mimo że nie zamierzałem ich obrażać czy im wymyślać.
R.P.: Pisze Pan, że lojalność wobec religii jest poniekąd
jak zakochanie, i że to dlatego ludzie tak łatwo oburzają się, kiedy próbuje
się krytykować ich poglądy. Na ile te uczucia są podobne?
D.D.: Pasja z jaką ludzie deklarują swoją miłość do
religii powinna być traktowana bardzo poważnie. Kiedykolwiek mamy do czynienia z jakimś obiektem miłości, czy to będzie druga osoba, naród, religijne
wyznanie, czy drużyna piłki nożnej, mamy wbudowaną reakcję oburzenia na
wszystko co zagraża, umniejsza, czy chociażby wyraża zwątpienie w obiekt
naszej miłości. Jeśli zaczynasz wyrażać się sceptycznie o kimś kogo
kocham, zaciskam pięści. Jestem przekonany, że jest to reakcja genetycznie
wzmacniana w naszym gatunku, podobnie jak u wszystkich ssaków wzmacniana jest
tendencja do ochrony swoich małych.
R. P.: Pana książka implikuje, że wielu ludzi wierzy w Boga lub przynajmniej wierzy w „wiarę", ponieważ nie wiedzą jaki sens miało by życie bez tego. Jak mógłby
Pan wyjaśnić komuś o takich przekonaniach sens życia bez Boga?
D.D.: No cóż — prowadząc sensowne życie. Kiedy rozglądam
się po świecie widzę różnego rodzaju niewierzących bohaterów na każdym
kroku. Jest tu jednak mnóstwo uprzedzeń przeciw ich wskazywaniu, ponieważ
wielu ateistów niechętnie ujawnia swój brak wiary. Nikt nie ma ochoty na spędzanie
życia jako „dyżurny ateista". Znacznie bardziej ich interesuje zwykłe,
dobre, normalne życie. Wielu ludzi jest zdumionych kiedy widzą jak szczerze i z
ochotą wyznaję mój ateizm. Nie dlatego, że sami nie są ateistami, ale
dlatego, że oni nie chodzą i nie opowiadają tego na około. Sądzę, że nie jest to najszczęśliwsze.
R. P.: Kilka lat temu przyczynił się Pan do wypromowania
terminu „Bright" jako pojęcia opisującego niewierzących. Co ten termin
oznacza?
D.D.: Pojęcie zostało ukute w Kalifornii przez Mynga
Furtella i Paula Geiserta. Zwrócili oni uwagę na fakt, że społeczność
homoseksualistów dokonała swoistego cudu, przechwytując pojęcie „gay",
który miał wcześniej swoje własne znaczenie, i zmieniając je w pojęcie
oznaczającego homoseksualistę. Jest to pozytywne, sympatyczne słowo.
Podobnie, Bright (rozumiany w odniesieniu do osoby jako ktoś bystry, rozgarnięty — A.K.) jest pozytywnym słowem. Przeciwieństwem pojęcia „gay" jest „straight"
(rozumiany jako osoba heteroseksualna, przy pierwotnym słownikowym znaczeniu słowa
„straight" jako określenie kogoś kto jest uczciwy, szczery, dobry — A.K.).
Możemy zatem powiedzieć, że kto nie jest Bright jest Super. W końcu oni
wierzą w działanie sił nadnaturalnych (supernatural), a my nie. To jest główna
różnica — Brights to ci ludzie, którzy nie wierzą w nic nadnaturalnego.
R. P.: Powiedział Pan, że nikt nie ma ochoty na pełnienie
funkcji dyżurnego ateisty. Czy ma Pan wrażenie, że dzisiejsza społeczność
ateistów potrzebuje takiego dyżurnego ateisty?
D.D.: Sam fakt, że napisałem tę książkę pokazuje, że
takie jest moje przekonanie. Nie delektuję się tą rolą. Jestem przekonany,
że są bardziej interesujące rzeczy, którymi mógłbym się zająć, jak
chociażby problemy świadomości, które są pasją mojego życia, czy problemy
teorii ewolucji. To jednak jest praca, której ktoś musi się podjąć, więc
trzeba to zrobić.
R. P.: Czy zna Pan przykład przejścia z wiary na niewiarę?
D.D.: Kiedy byłem dzieckiem, należałem do kościoła kongregacjonalistów. Chodziłem do
niedzielnej szkółki i traktowałem to całkiem poważnie. Nie było jakiegoś wielkiego momentu przełomu. Po prostu
stopniowo zacząłem sobie zdawać sprawę, że nie wierzę w to wszystko. Lubiłem
religijne opowieści, kochałem muzykę, religijną sztukę, Biblię. Przestałem w to jednak wierzyć.
R. P.: Czy sądzi Pan, że nauka i religia muszą być w konflikcie, czy też mogą kiedyś współdziałać?
D.D.: Sądzę, że mamy tu solidny konflikt. Nigdy nie
przekonali mnie ci samozwańczy przedstawiciele nauki, którzy uporczywie
twierdzą, że nie ma żadnego prawdziwego konfliktu między nauką i religią,
jeśli pozostaną na swoim terenie. Kiedy przyjrzymy się jakie jest właściwe
terytorium religii, to okaże się, że jest ono bardzo wąskie. Jeśli sądzisz,
że religia otwiera drogę do prawdy na wszelkie tematy, takie jak stworzenie
biosfery, czy wiek Ziemi; jeśli sądzisz, że religia ma cokolwiek do
powiedzenia na ten temat lub jesteś przekonany, że religia może ci powiedzieć
cokolwiek na temat prawdziwości opowieści w swoich własnych świętych księgach — jesteś w błędzie.
R. P.: Od czego by Pan zaczął proponowane badanie
religii?
D.D.: Z biologicznego punktu widzenia religia jest
stosunkowo niedawnym zjawiskiem, a zorganizowana religia jest jeszcze młodsza.
Jeśli chcemy zrozumieć korzenie religii musimy powrócić do prehistorii i do
tego co mogło stanowić wstęp do naszej ekologii, psychologii i biologii, do
postaw i zwyczajów, które umożliwiały i wzmacniały rozkwit religii.
R.P.: Wspomina Pan zasadność modlitw o wstawiennictwo
jako jeden z aspektów religii, które mogłyby być badane.
D.D.: Mówię tu o jednym z prowadzonych badań. Badania
Herberta Bensona z Harvard Medical School nad efektami, jeśli są takie,
modlitw o pomoc są w toku i od pewnego czasu czekamy na ich rezultaty. Badania
te mają solidne wsparcie finansowe i są bardzo porządnie prowadzone. To
starannie kontrolowana nauka. Zakończenie badań jest już o kilka lat opóźnione i ludzie zaczynają się zastanawiać. Czy to dlatego, że nie przyniosły żadnych
efektów i organizatorzy niechętnie patrzą na otrzymane wyniki? Nikt nie wie
dokładnie, ale z pewnością raport z tych badań będzie interesujący.
[ 1 ]
R. P.: Co się stanie jeśli po ukazaniu się raportu okaże
się, że badania dowodzą, że modlitwy o wstawiennictwo nie mają żadnych
efektów?
D.D.: Cóż, z pewnością rozdrażni to wielu ludzi. To
jeden z kłopotów z nauką. Jeśli nie udaje ci się potwierdzić twojej
ulubionej teorii, to co możesz zrobić. Możesz rozpocząć kolejne badania i kolejne badania. Kiedy jednak wszystkie te badania pokazują to samo, musisz
stwierdzić, że byłeś w błędzie. Niedawno prasa pisała o wynikach
wieloletnich badań nad tym, czy niskotłuszczowa dieta jest rzeczywiście tak
wspaniała dla kobiet. Wyniki są negatywne i wielu ludzi jest mocno zakłopotanych. W naukowych czasopismach od lat pojawiały się artykuły sugerujące, że moda
na niskotłuszczową dietę od początku oparta była na kiepskiej nauce i że
podtrzymywał ją głównie przemysł żywnościowy, oferujący tego typu
produkty.
Jeśli będzie więcej badań wykazujących brak związku
(między modlitwą a wyzdrowieniem — A.K.) wówczas, jak sądzę, religię
spotka to samo co spotyka przedsiębiorstwa farmaceutyczne. Nie wolno twierdzić,
że modlitwy działają cuda — jest to nieuczciwa reklama.
R. P.: Powiada Pan, że jest Pan gotów, aczkolwiek niechętnie,
przyjąć na siebie chwilowo rolę dyżurnego ateisty. Kogo zwerbowałby Pan do
pomocy?
D.D.: Och, jestem pewien, że wielu ludzi się do mnie przyłączy.
Ujawniam się, mówię o sobie Bright. Chciałbym doczekać chwili, kiedy ludzie w różnych częściach kraju będą mieli taką samą pewność jak ja.
Mieszkam w Massachusetts, a jest to terytorium Brights, ale dostaję listy z biblijnego pasa, z środkowego zachodu i południa; listy od ludzi, którzy mówią:
„Jeśli się ujawnię, stracę pracę, wyrzucą mnie z miasta, nikt nie będzie
robił ze mną interesów".
R.P.: Czy jest pan przeciwnikiem religii?
D.D.: W rzeczywistości nie jestem przeciwnikiem religii.
Jestem przeciwnikiem twierdzenia, że religia to cudowna i niezbędna cześć
ludzkiego życia. Mój stosunek do religii jest podobny do mojego stosunku do
muzyki, sztuki czy do palenia. Wszystkie te rzeczy łączą się z czymś
wspaniałym. Rzuciłem palenie i rzeczywiście cieszę się, że mi się to udało.
Mam nadzieję, że ludzie nie będą palić, ale jeśli to robią to ich sprawa.
Nie ma w tym nic złego i wielu ludzi tego potrzebuje. Z muzyką czy sztuką jest mniejszy problem, ale ludzie
również uzależniają się od tego .
R. P.: Jaka jest Pana idealna wizja roli religii w społeczeństwie?
D.D.: Moim zdaniem organizacyjne możliwości religii, ich
zdolność mobilizowania mas oddanych i altruistycznych ludzi na rzecz innych
ludzi jest zupełnie wspaniała. Odegrało to ogromną rolę w ruchu obrony Praw
Człowieka, odegrało wielką rolę w walce z apartheidem w RPA, pozwoliło na
obalenie szacha Iranu (chociaż tu moje odczucia są mieszane).
Religijne grupy dokonały wiele wspaniałych czynów. Z drugiej strony jednak, grupy religijne wyrządziły wiele krzywd. To jest potężna
siła, którą bardzo trudno kontrolować. Trudno mi również powiedzieć, czy
zdołamy osiągnąć zdolność takiej kontroli bez prowokowania nadmiernego
ryzyka.
Przypisy: « Socjologia ateizmu (Publikacja: 01-08-2007 )
Daniel C. Dennett Ur. 1942, jeden z czołowych filozofów nauki, badacz świadomości, filozofii umysłu oraz sztucznej inteligencji; dyrektor Center for Cognitive Studies na Uniwersytecie Tufts. Absolwent Harvardu i Oxfordu. Członek m.in. Amerykańskiej Akademii Nauk i Sztuk, Academia Scientiarum et Artum Europaea, American Association for Artificial Intelligence, American Philosophical Association (przewodniczący w latach 1999-2000). Ważniejsze książki: "Content and Consciousness" (1969), "Brainstorms" (1978), "Elbow Room: The Varieties of Free Will Worth Wanting" (1984), "The Intentional Stance" (1985), "The Intentional Stance" (1987), "Consciousness Explained" (1991), "Darwin's Dangerous Idea. Evolution and the Meanings of Life" (1995), "Kinds of Minds: Towards to Understanding of Consciousness" (1996; wyd. pol. "Natura umysłów", przeł. W. Turopolski, Warszawa 1997), "Brainchildren: Essays on Designing Minds (Representation and Mind)" (1998), "Freedom Evolves" (2003), antologia filozoficzno-literacka "The Mind's I: Fantasies and Reflections on Self and Soul" (1981, wraz z D. Hofstadterem), Odczarowanie. Religia jako zjawisko naturalne (2006). Opublikował ponad 100 artykułów filozoficzno-naukowych. Strona www autora
Liczba tekstów na portalu: 16 Pokaż inne teksty autora Najnowszy tekst autora: Lekcja u Hitcha: czasem trzeba być nieuprzejmym | Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl.
Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie,
bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w
kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.str. 5493 |
 |