|
|
 |
Światopogląd » Ateizm i Ateologia
Czy Nowi Ateiści unikają 'prawdziwych argumentów'? [1] Autor tekstu: Edmund Standing Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska
Popularne i głośne książki autorów ateistycznych, takich jak Richard Dawkins i Christopher Hitchens, spotkały się niedawno z publiczną krytyką kręgów
religijnych, a najnowszą z nich jest krytyka Rowana Williamsa, arcybiskupa
Canterbury. Zdaniem Williamsa, kiedy Dawkins, Hitchens i inni dyskutują o chrześcijaństwie,
ich krytyka religii nie jest tą religią, którą on rozpoznaje jako swoją. Ci
autorzy, arogancko i błędnie, próbują powiedzieć wierzącym chrześcijanom:
„Wiem, co przez religię rozumiesz", kiedy w rzeczywistości nie wiedzą, i to go wyjątkowo „irytuje".
Podstawowym
zarzutem Williamsa i innych jest, że ci ateistyczni pisarze po prostu nie
zadali sobie trudu, aby porządnie przestudiować to, przeciwko czemu się
wypowiadają. Williams uważa, że powinni oni studiować teologię i odpowiedzieć na „prawdziwe argumenty". Biorąc pod uwagę fakt, że
studiowałem teologię i mam licencjat z teologii i badań religijnych z wyróżnieniem
pierwszego stopnia, przypuszczam, iż Williams nie powiedziałby, że nie wiem o czym mówię, a jednak zgadzam się z wnioskami Dawkinsa i Hitchensa.
W
tym artykule naszkicuję pokrótce podstawy wiary chrześcijańskiej i używając
własnych słów Williamsa pokażę, co jest dla niego prawdą. Uważam, że
Dawkins i inni nie ponieśli żałosnej porażki przedstawiając wiarę chrześcijańską i że ich brak dogłębnych studiów teologicznych w żaden sposób nie wpłynął
na prawdziwość ich argumentów.
Najpierw
spójrzmy szybko na podstawową opowieść biblijną.
Istnieje
nieopisanie potężna i inteligentna istota zwana Bogiem, która istniała przed
zaraniem czasu. Z jakiejś przyczyny postanawia on stworzyć wszechświat i zwraca szczególną uwagę na planetę Ziemię. Stworzywszy wszechświat, Ziemię i wszystkie gatunki na Ziemi (poprzez „stworzenie" Wielkiego Wybuchu i „kierowanie ewolucją", w interpretacji w stylu Williamsa) decyduje się
skupić całą uwagę na zbiorze plemion na Bliskim Wschodzie, a w szczególności
na Izraelitach, którzy są jego „wybranym narodem" i na punkcie których
ma obsesję, najwyraźniej ignorując całą resztę populacji świata.
Ustanawia liczne, często prymitywne i arbitralne, prawa moralne i ceremonialne,
następnie miesza się do wewnętrznej polityki plemion i do konfliktów
terytorialnych, przy okazji namawiając do aktów brutalności, przestępstw
wojennych, ludobójstwa i gwałtów. Przechodzimy szybko do Bliskiego Wschodu
pod rzymską okupacją i Bóg postanawia, że nadszedł czas pokazania się.
Tajemniczymi środkami schodzi na ziemię w ludzkiej postaci, urodziwszy się z dziewicy. Jest ucieleśniony jako żydowski mężczyzna i wędruje po terenach
dzisiejszego Izraela i Palestyny, przekazując zwięzłe komentarze społeczne
(ale nigdy nie dając żadnego systematycznego wyjaśnienia, jak można uczynić
te idee użytecznymi politycznie), zajmuje się uzdrawianiem wiarą (wypędzając
„demony" z ludzi), magicznymi sztuczkami (jak chodzenie po wodzie i wskrzeszenie zmarłego) i rozprawiając bez przerwy o grzechu, wiecznej karze
dla większości populacji świata oraz o nieuchronnie zbliżającym się końcu
świata. Doprowadza do własnego ukrzyżowania, aby móc poświęcić się dla
siebie samego w imię naszego dobra. Kilka dni później wychodzi z grobu i spaceruje z kilkoma swoimi wyznawcami (wyraźnie nie troszcząc się o to, by
rozpoznał go ktokolwiek inny, poza tymi, którzy już w niego wierzą), a następnie
„wstępuje" do „Nieba", aby czekać na czas, kiedy powróci,
by wskrzesić każdego, kto kiedykolwiek żył, w jego formie cielesnej, by
został osądzony, potem wrzuca większość z nas do jamy ognia, a wybranych
niewielu zabiera do swojego „królestwa" na wieczność, gdzie będą
zawsze żyli w szczęściu.
Takie
są podstawowe cegiełki, z których zbudowana jest teologia chrześcijańska.
Williams i inni mogą protestować, że oczywiście tak naprawdę wcale nie widzą
tych kwestii w tak prostacki i ewidentnie niemożliwy sposób, ale ta opowieść
stanowi fundament Biblii, credo Kościoła, liturgii i stuleci teologicznych
spekulacji.
Williams
pisze: „kiedy my, wierzący bierzemy do ręki książki Richarda Dawkinsa czy
Christophera Hitchensa, przewracając strony czujemy: 'To nie to. Religia
atakowana tutaj nie jest w rzeczywistości tym, w co wierzę". Być może
my, ateiści, nie zrozumieliśmy ludzi takich jak Williams i może nie zauważyliśmy
jakiejś wielkiej głębi. Spójrzmy więc na to, co Williams twierdzi o swojej
wierze i zobaczmy czy tak jest.
Williams
stwierdza, że byłoby całkowicie destrukcyjne i całkowicie niesłuszne
deklarowanie z ambony tego w co „w rzeczywistości nie wierzę" i że
„przyjęcie święceń wiąże się z przyjęciem odpowiedzialności za
wiarę kościoła, nie zaś małych jej części". Co jest „wiarą kościoła"?
Czy ma ona jakiś związek z prymitywnym szkicem powyżej? Dla największego
wyznania chrześcijańskiego Credo Nicejskie jest jednoczącym stwierdzeniem
wiary, a wyłoniło się z debat wczesnego kościoła o naturze wiary chrześcijańskiej.
Czytają go księża i parafianie przy każdej niedzielnej eucharystii. Jeśli
Williams uważa, że może aprobować ten dokument, co najwyraźniej robi, bo
gorliwie uczestniczy w jego recytowaniu, i — jak widzieliśmy — wierzy, że byłoby
„całkowicie niesłusznie" głosić coś, w czego prawdziwość nie
wierzy, to możemy przyjąć, że jest to dokładne odbicie jego poglądu na
rzeczywistość.
A
oto pełne Credo Nicejskie:
Wierzę w jednego Boga, Ojca wszechmogącego,
Stworzyciela nieba i ziemi, wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych. I w Jezusa Chrystusa, Syna Bożego Jednorodzonego,
który z Ojca jest zrodzony, przed wszystkimi wiekami,
Bóg z Boga, światłość ze światłości, Bóg prawdziwy z Boga prawdziwego.
Zrodzony, a nie stworzony, współistotny Ojcu, a przez Niego wszystko się stało.
On to dla nas, ludzi, i dla naszego zbawienia, zstąpił z nieba. I za sprawą Ducha Świętego przyjął ciało z Maryi Dziewicy. I stał się człowiekiem.
Ukrzyżowany również za nas, pod Poncjuszem Piłatem został umęczony i pogrzebany, I zmartwychwstał trzeciego dnia, jak oznajmia Pismo. I wstąpił do nieba, siedzi po prawicy Ojca. I powtórnie przyjdzie w chwale sądzić żywych i umarłych; a Królestwu Jego nie będzie końca.
Wierzę w Ducha Świętego, Pana i Ożywiciela,
który od Ojca i Syna pochodzi,
Który z Ojcem i Synem wspólnie odbiera uwielbienie i chwałę,
który mówił przez Proroków.
Wierzę w jeden, święty, powszechny i apostolski Kościół.
Wyznaję jeden chrzest na odpuszczenie grzechów. I oczekuję wskrzeszenia umarłych. I życia wiecznego w przyszłym świecie.
Amen.
Mamy
tutaj podstawy tego, w co musi się wierzyć, żeby być chrześcijaninem. To
jest „wiara kościoła", za której głoszenie i obronę Williams
czuje się „odpowiedzialny". Widzimy historię Boga-stworzyciela, który
„mówi" ustami izraelskich „proroków", który umieszcza ważne i dokładne informacje o przyszłości w „Piśmie Świętym" (tj.
Starym Testamencie), Boga, który „zstępuje" i „wstępuje"
do czegoś, co może być tylko rzeczywistym miejscem zwanym „Niebem",
który rodzi się z dziewicy, zostaje ukrzyżowany „za nas", powstaje z martwych, powraca pewnego dnia z „Nieba", aby „wskrzesić"
martwe ciała z powrotem do życia na „sąd" i który zabierze wierzących
do wiecznego „królestwa". Jest całkowicie ewidentne, że nie
postanowiłem błędnie odczytać ani wypaczyć rzekomych faktów o chrześcijaństwie,
oraz że Dawkins czy ktokolwiek inny może zupełnie rozsądnie odczytać to
wyznanie wiary i zdecydować, czy uważa je za wiarygodne, czy też za
dziwaczny, najwyraźniej fikcyjny nonsens.
Kluczowym
zarzutem jest to, że ponieważ „nowi ateiści" nie studiowali
teologii dogłębnie, nie mogą wiedzieć, o czym mówią. Być może pominęli
coś ważnego. Być może Credo wymaga refleksji teologicznej, aby rozpoznać
jego „prawdziwe znaczenie". Weźmy na przykład domniemane
zmartwychwstanie Jezusa. Niewątpliwie, gdyby Dawkins studiował teologię,
zrozumiałby, że nie należy uznawać tego za rzeczywiste wydarzenie
historyczne, w którym martwe ciało stanęło na nogi i wymaszerowało z grobu.
Jednak, kiedy czyta się słowa samego Williamsa, widać, że tak nie jest.
Reagując na sugestię ultraliberalnego biskupa amerykańskiego, Johna
Shelby’ego Sponga, że Williams z pewnością nie wierzy w chodzące zwłoki,
Williams stwierdza, że takie sugestie „złoszczą" go, ponieważ:
Naprawdę jestem znacznie bardziej konserwatywny niż on to
przedstawia. Weźmy Zmartwychwstanie. Powiedział, że oczywiście wiem, co
wszyscy cenieni badacze myślą o tym, i dlatego, kiedy mówię o wskrzeszonym
ciele, muszę mieć na myśli coś innego niż pusty grób. Ale tak nie jest.
Nie wiem, jak go o tym przekonać, ale tak wcale nie jest.
A
więc Williams wierzy w chodzące zwłoki. A co z tym wszystkim o Jezusie będącym
wcielonym Bogiem? Może, gdyby Dawkins i inni studiowali teologię,
stwierdziliby, że Williams i jemu podobni proponują bardziej twórczą,
poetycką i mniej dosłowną interpretację. Ale także tutaj wydaje się, że
nie:
Niektóre fundamentalne wzorce chrześcijańskiego
nauczania — stworzenie świata z niczego, pełne uczestnictwo Boga, Jezusa
Chrystusa i Ducha Świętego — są dla mnie gramatyką we wszystkim, co mówimy.
Nie jestem zachwycony, kiedy ktoś mówi, że powinniśmy być w tych sprawach
bardziej twórczy; to one tworzą nas, one są realiami umożliwiającymi nam
bycie takimi istotami ludzkimi, jakimi Bóg chce, byśmy byli. Nie mogę sobie
wyobrazić, bym chciał być twórczy w odniesieniu do nich, tak samo jak nie
mogę być twórczy wobec powietrza, którym oddycham.
Można
więc znowu zapytać, jak właściwie Dawkins i inni rzekomo ustawili chocholą
karykaturę wiary chrześcijańskiej, jak Williams może uważać, że
„Religia atakowana tutaj nie jest w rzeczywistości tym, w co wierzę",
skoro wyraźnie zgadza się z twierdzeniami zarysowanymi w Credo.
W
tym miejscu powinienem przyznać, że aby zrozumieć w pełni pewne aspekty
Credo, niezbędne jest przynajmniej pobieżne zapoznanie się z teologią Ojców
Kościoła. Niektóre zwroty mają bardzo techniczne znaczenie i zgodzono się
na nie podczas często gorących debat. Oto trzy przykłady szczególnie wyróżniających
się pojęć: „z Ojca zrodzony, przed wszystkimi wiekami", „współistotny
Ojcu" i „który od Ojca i Syna pochodzi". Jednak główne przesłanie
chrześcijaństwa nie zależy od takiego obskurantyzmu i pedanterii. Te zwroty
wynikają z późniejszej refleksji nad tym, co nazwałem cegiełkami wiary
chrześcijańskiej. Nie trzeba koniecznie rozumieć teologicznych dumań myślicieli
wczesnego kościoła, żeby odrzucić jako nonsens leżące u podstaw przesłanie o dziewiczych narodzinach, demonach i aniołach, cudach, boskiej ofierze krwi,
chodzących zwłokach, niebie i piekle. Widzimy tutaj wyraźny przykład samej
natury teologii oraz dlaczego jej studiowanie naprawdę nie jest potrzebne, by
odrzucić wiarę chrześcijańską. W zasadzie człowiek powinien być zdolny do
osądzenia domniemanych prawd chrześcijaństwa w oparciu o samą opowieść
biblijną, ponieważ wszystkie późniejsze refleksje teologiczne oparte są na
założeniu, że te opowieści są dokładnym odbiciem historii świata i ostateczną rzeczywistością. Zabierzmy te opowieści, a cały gmach teologii
zawala się z hukiem. W teologii znajdujemy stulecia wysiłków inteligentnych mężczyzn i kobiet, by swoją ewidentnie irracjonalną wiarę przedstawić jako coś
logicznego i spójnego. Oparte jest to jednak na tych samych kluczowych zasadach
wiary.
1 2 Dalej..
« Ateizm i Ateologia (Publikacja: 03-01-2008 Ostatnia zmiana: 02-03-2008)
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl.
Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie,
bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w
kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.str. 5677 |
 |