 |
Chcesz wiedzieć więcej? Zamów dobrą książkę. Propozycje Racjonalisty: | | |
  |
|
|
 |
Nauka » Pseudonauka, paranauka
Traktujmy dowody poważnie Autor tekstu: Alan Sokal
 Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska
Wy, ludzie z tego, co my nazywamy społecznością opartą na rzeczywistości
(...)
wierzycie, że rozwiązania wyłonią się z waszego roztropnego badania
dostrzegalnej rzeczywistości. Ale świat już tak nie funkcjonuje.
Jesteśmy
teraz imperium i kiedy działamy, tworzymy własną rzeczywistość.
Doradca prezydenta
Busha, lato 2002 r.
Argumenty,
że polityka społeczna powinna być oparta na dowodach, to trochę jak honor i ojczyzna (ang. Motherhood and Apple Pie) — któż mógłby się im sprzeciwiać (przynajmniej otwarcie)? A jednak konsekwencje poważnego
traktowania światopoglądu opartego na faktach mogą być znacznie bardziej radykalne
niż sądzi większość ludzi.
Oto
przykład: rząd wprowadza obecnie standardy kompetencji w homeopatii,
aromaterapii, refleksologii i innych „alternatywnych" terapiach, żeby
uchronić społeczeństwo przed niedostatecznie wykwalifikowanymi specjalistami. Na
pierwszy rzut oka brzmi to sympatycznie. Co jednak dokładnie znaczy
„kompetencja" w dziedzinie pseudomedycyny, która nigdy nie dowiodła, że
jest skuteczna powyżej efektu placebo? Może w następnej ustawie Narodowa Służba
Zdrowia wprowadzi upuszczanie krwi i trepanacje, należycie zagwarantowane dzięki
standardom kompetencji ich wykonawców.
Mimo
całkowitego, naukowego nieprawdopodobieństwa homeopatii — w której
„leki" są tak bardzo rozcieńczone, że nie zawierają ani jednej cząsteczki
rzekomo „aktywnego składnika" — Narodowa Służba Zdrowia aktywnie
promuje homeopatię na swojej witrynie internetowej i dostarcza homeopatycznego
„leczenia" na koszt podatników. W Wielkiej Brytanii jest pięć szpitali
homeopatycznych, z których cztery utrzymywane są z pieniędzy publicznych.
Nikt,
także minister zdrowia, nie wie, ile Narodowa Służba Zdrowia wydaje rocznie
na niesprawdzone (lub sprawdzone z wynikiem negatywnym) leczenie
„komplementarne i alternatywne", ponieważ Narodowa Służba Zdrowia nie
zajmuje się zbieraniem takich danych — ale szacunki wahają się od 50 do 450
milionów funtów. To prawda, że jest to mały ułamek budżetu Narodowej Służby
Zdrowia, który wynosi 92 miliardy funtów, ale są to nadal pieniądze, za które
można dać tysiącom pacjentów chorych na raka leczenie o dowiedzionej
skuteczności, obecnie niefinansowane z powodu zbyt wysokich kosztów.
A
oto inny przykład: rząd poprzedniego premiera, Tony’ego Blaira, wytrwale
promował subsydia państwowe dla „szkół wyznaniowych". Oczywiście
„wyznanie" jest tu brzmiącym ekumenicznie eufemizmem „religii", ale i tak jest wiele mówiące. Czym jest bowiem „wyznanie", jak nie
pseudo-usprawiedliwieniem, które pewni ludzie powtarzają w kółko, kiedy chcą
czynić jakieś twierdzenia bez zadowalających dowodów?
Po
informacji, że publicznie finansowana szkoła chrześcijańska w Gateshead uczy
kreacjonizmu, zapytano Blaira w parlamencie, czy „chętnie godzi się na
nauczanie kreacjonizmu obok darwinowskiej teorii ewolucji w szkole państwowej".
Blair (jak zawsze wytrawny polityk) uniknął bezpośredniej odpowiedzi, ale bronił
tej szkoły i powiedział: „w końcu bardziej zróżnicowany system szkolny będzie
lepszy dla naszych dzieci". Czy mamy także w imię „zróżnicowania"
subsydiować szkoły nauczające, że księżyc jest zrobiony z zielonego sera?
Oczywiście
Brytyjczycy muzułmanie, hindusi i żydzi mogą słusznie skarżyć się, że państwo
od dawna finansuje szkoły anglikańskie i katolickie. Ale właściwym środkiem
zaradczym nie jest rozszerzenie patronatu państwa z chrześcijaństwa na inne
przesądy; należy raczej wprowadzić całkowity rozdział kościoła od państwa i bardziej ogólnie upierać się, że finansowane przez podatników instytucje
nie powinny propagować dogmatów nie popartych dowodami.
Ponadto
oddzielanie dzieci muzułmańskich rodziców od dzieci chrześcijańskich rodziców
jest rozpaczliwie błędne. Zamiast tego, dlaczego nie zebrać uczniów z obu środowisk
na lekcji historii, żeby razem zbadać dowody dotyczące Nowego Testamentu i Koranu?
Krańcowym
przykładem nonszalanckiej postawy rządu wobec prawdy i dowodów było oczywiście
podejście do wojny w Iraku. Zamiast bezstronnie posłużyć się informacją
wywiadu, jako pomocą w ocenie opcji politycznych, pracownicy Busha i Blaira
naciskali na swoje agencje wywiadowcze, by znalazły „dowody" -
przesadzone, tendencyjnie interpretowane lub po prostu niezgodne z prawdą -
dla poparcia z góry ustalonej strategii. Wynikiem jest opłakana sytuacja, w jakiej znajdujemy się dzisiaj. Globalnie rzecz biorąc wojna w Iraku pomogła w rekrutacji nowego pokolenia bojowników dla Al-Kaidy; na Bliskim Wschodzie
wzmocniła Iran. Wszystko to można było z łatwością przewidzieć przed wojną. I oczywiście przewidywano to: nie tylko lewica, ale także ci nieliczni
konserwatyści, którzy nie ulegli nieposkromionej pysze przeceniania własnej władzy.
Zasadnicze
jest to, że wszyscy — konserwatyści i liberałowie, wierzący i ateiści -
żyjemy w tym samym realnym świecie, czy nam się to podoba, czy nie. Polityka
musi opierać się na najlepszych dostępnych dowodach o świecie. W wolnym społeczeństwie
każdy ma prawo wierzyć w jaki nonsens zapragnie, ale pozostali powinni zwracać
uwagę tylko na te opinie, które są oparte na dowodach.
Pierwotnie opublikowane 28 lutego 2008 w brytyjskim
"Guardianie". Tłumaczenie i publikacja za zgodą Autora.
« Pseudonauka, paranauka (Publikacja: 10-03-2008 )
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl.
Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie,
bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w
kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.str. 5780 |
 |