 |
Chcesz wiedzieć więcej? Zamów dobrą książkę. Propozycje Racjonalisty: | | |
  |
|
|
 |
Państwo i polityka » Stosunki międzynarodowe
Taniec z niedźwiedziem Autor tekstu: Andrzej Koraszewski
Birma, straszliwa katastrofa naturalna, której skutki powiększa koszmarna
dyktatura obawiająca się zagranicznej pomocy i własnych obywateli. W Chinach
sytuacja podobna, po trzęsieniu ziemi władze nie dopuszczają zagranicznej
pomocy humanitarnej. Wcześniej, walka o olimpijski ogień. Bezwzględne i brutalne tłumienie protestów domagających się niepodległości Tybetańczyków.
Sympatie opinii publicznej w Polsce i na świecie są oczywiście po stronie
Tybetańczyków. Te sympatie są tak silne, że na wszelki wypadek wolimy nie
widzieć prawdy. W oczach sympatyków ofiary są zawsze niewinne, ich protesty są
zawsze pokojowe. Nieliczne świadectwa cudzoziemców znajdujących się w momencie wybuchu w Tybecie potwierdzają brutalność i okrucieństwo napaści
na chińskich mieszkańców, głównie sklepikarzy. To fakty, dalej są
spekulacje. Trudno o lepszą okazję zwrócenia uwagi na sprawę Tybetu jak
przygotowania do olimpiady. Trudno się dziwić, że jakaś grupa walcząca o niepodległość Tybetu wybrała właśnie ten moment. Władze Chin twierdzą,
że był to Dalajlama. Bardzo wątpliwe. Deklaracje o działaniu bez przemocy
nie wydają się być z jego strony czystą retoryką. Zarówno w Tybecie, jak i na emigracji pojawili się jednak zwolennicy bardziej radykalnych metod. Najwięksi
sympatycy Tybetańczyków gotowi są wręcz uwierzyć, że to sami Chińczycy
sprowokowali zamieszki, żeby móc je brutalnie stłumić. Zaczęto nawet
rozpowszechniać w Internecie zdjęcie umundurowanych Chińczyków stojących na
ulicy z szatami mnichów buddyjskich pod pachami, którzy mieli za chwilę
przebrać się i zacząć „rzekome" rozruchy. Ktoś w Internecie informuje,
że zdjęcie jest z 2003 roku i pokazuje żołnierzy wynajętych w charakterze statystów
do filmu. Nie mogę tej informacji sprawdzić, jest to jednak prawdopodobne. Na
zdjęciu widać ruch uliczny i wózek sprzedawcy wody sodowej. Racjonalizm jest trudną sztuką, racjonalizm w obserwacji
wydarzeń politycznych jest szczególnie trudny, gdyż z jednej strony jesteśmy
świadomi, iż nigdy nie dysponujemy wszystkimi faktami, że część informacji
jest przed nami ukryta, z drugiej, trudno uwolnić się od sympatii i antypatii. Ponieważ nie znamy wszystkich faktów, w ocenie dostępnych
informacji musimy posługiwać się prawdopodobieństwem, ale w tej ocenie
prawdopodobieństwa, że prawdą jest to czy tamto, nasze emocje odgrywają rolę
szczególną. Lubimy klarowny obraz niewinnej i szlachetnej ofiary. Ofiary są
jednak bardzo rzadko tak niewinne i tak szlachetne jakbyśmy sobie tego życzyli.
Uczciwie mówiąc, życzę Tybetańczykom niepodległości bez nadmiernej
dominacji buddyjskich klasztorów. Do tego jednak konieczne jest wydobycie się z cywilizacyjnej zapaści, mniej religii, więcej oświaty i samodzielnej
inicjatywy gospodarczej, która pozwala dążyć do niepodległości nie tylko w oparciu o bezgraniczną frustrację. Do napisania tego artykułu skłoniła mnie obserwacja
sposobu relacjonowania przez polskie media inauguracji nowego prezydenta Rosji.
Podczas gdy w prasie zachodniej dominowała nuta nadziei, w polskiej była to
raczej nienawiść, strach i szyderstwo. Powodem tego szyderstwa jest wszystko włącznie z faktem, że Dimitrij Miedwiediew przysięgał na konstytucję. Po raz pierwszy w historii obserwujemy w Rosji pokojową i demokratyczną zmianę władzy. Polska prasa, która
setki razy zapewniała swoich czytelników, że Władimir Putin na pewno będzie
próbował jakichś sztuczek, żeby wbrew konstytucji pozostać na stanowisku
prezydenta, teraz próbuje nas przekonać, że co prawda oddał fotel
prezydenta, ale zachował całą władzę.
W ostatnich latach obserwowaliśmy w Polsce ciekawe
zjawisko — o ile stereotyp Rosjanina złagodniał, utracił swoją jadowitą
ostrość, to nasilił się lęk przed Rosją i jej władcami. Pokonana w zimnej
wojnie, słaba i wpadająca w anarchię Rosja najwyraźniej Polaków cieszyła.
Największą sympatię budził oczywiście Michaił Gorbaczow, cieszył nas swoją
sympatyczną bezradnością. Również zapijaczony i gburowaty Jelcyn miał
znacznie więcej sympatii niż Władimir Putin. Putin od samego początku budził
uzasadniony lęk swoją przeszłością oficera KGB, swoim klarownym zamiarem
wyprowadzenia Rosji z anarchii, swoim coraz wyraźniejszym zamiarem wyboru
raczej azjatyckiej aniżeli europejskiej strategii rozwoju. Ten model, który
obserwowaliśmy w Japonii, Korei, na Tajwanie, a następnie w Singapurze,
Malezji Tajlandii, a wreszcie w Chinach, to stawka na stworzenie rynkowej
gospodarki pod osłoną konstytucyjnej dyktatury, to zwiększanie swobód
gospodarczych, a równoczesne tłumienie opozycji, to stabilizacja władzy
kosztem parlamentaryzmu i wolności słowa. Azjatycki konstytucyjny absolutyzm wyłaniał się najpierw w krajach okupowanych przez Stany Zjednoczone. W Japonii Amerykanie narzucili swój
model konstytucji i wymusili cały szereg reform legislacyjnych, jednak przez
pierwsze czterdzieści lat po zakończeniu wojny Japonia nie była demokracją w zachodnim tego słowa rozumieniu. Pełniejsza wolność słowa i stowarzyszeń
przyszła dopiero kiedy kraj przeszedł rewolucję oświatową, kiedy reformy
doprowadziły do wyrównania poziomu cywilizacyjnego mieszkańców miast i wsi,
kiedy kraj okrzepł gospodarczo. Podobny model w Korei i na Tajwanie wymagał jeszcze większej
dyscypliny, ze względu na większe cywilizacyjne zacofanie. W początkach lat
sześćdziesiątych Korea Południowa miała dochód narodowy na poziomie ówczesnej
Gambii, czyli wielokrotnie niższy od dochodu ówczesnej Polski, a kraj tkwił głęboko w feudalizmie. W krajach azjatyckich, w których dokonał się „cud
gospodarczy", obserwujemy ten sam wzór — silna władza polityczna
ograniczająca prawa opozycji, klarowne priorytety gospodarcze, wzmocnienie
rolnictwa i ochrona indywidualnych rolników, zwiększenie swobód gospodarczych i szczególna ochrona drobnych przedsiębiorców, wsparcie z budżetu eksportu,
rewolucja oświatowa. Obserwując dzisiejszą Rosję warto zastanowić się nad
pytaniem, czy Rosja rzeczywiście wkracza na drogę nowoczesnego oświeconego
absolutyzmu w stylu azjatyckim, a jeśli tak, to jakie może to mieć
konsekwencje dla Polski? Władimir Putin przejął władzę w momencie najgłębszej
zapaści po rozpadzie systemu komunistycznego. Spadek produkcji przemysłowej i rolnej, anarchia prawna, wzrost przestępczości zorganizowanej, masowe
przechwytywanie własności państwowej przez elementy kryminalne, dramatyczny
wzrost bezrobocia i narastanie niepokojów społecznych, wzrost alkoholizmu i drastyczny spadek długości życia. Wiele
przedsiębiorstw, tak państwowych jak i prywatnych, notorycznie zalegało z wypłatami
wynagrodzeń dla pracowników. Trudno się dziwić, że w tej sytuacji społeczeństwo
rosyjskie raczej oczekiwało na władzę silną niż na władzę, która zwiększy
rozmiary wolności słowa. Władimir Putin niemal od początku cieszy się poparciem
zdecydowanej większości rosyjskiego społeczeństwa. Popiera go „prosty
lud" oraz większość klasy średniej. Czy dlatego, że jak chcą polskie
media — przypomina im cara i odpowiada na zapotrzebowanie mentalności oczekującej,
że władza zwolni ją od myślenia, czy dlatego, że zatrzymał proces
anarchizacji kraju, wymusił dyscyplinę wypłacania wynagrodzeń, zapewnił
nieco większe bezpieczeństwo przedsiębiorcom? Zwolennicy Putina (czyli
zdecydowana większość rosyjskiego społeczeństwa) twierdzą, że rozpoczął
tworzenie społecznego ładu, w którym życie staje się bardziej
przewidywalne. Krytycy koncentrują uwagę na wydarzeniach budzących niepokój — ograniczenia wolności prasy, przypadki śmierci niewygodnych dla Kremla
dziennikarzy, aresztowanie i skazanie Chodorkowskiego, wojna w Czeczenii. Na
arenie międzynarodowej jeszcze większy niepokój budzą coraz mniej skrywane
naciski na kraje ościenne i coraz wyraźniejsze wykorzystywanie ropy i gazu
ziemnego w grze politycznej. Czasem ocena tych nacisków budzi pewne zastrzeżenie -
czy rzeczywiście rację mają komentatorzy twierdzący z całą stanowczością,
że każdy ruch Gazpromu to przemyślna gra polityczna Kremla? Czy rzeczywiście
miliardy dolarów niezapłaconych ukraińskich czy białoruskich rachunków za
ropę i gaz to dla Gazpromu żaden problem, bo nic ich tak nie cieszy jak
oddawanie swoich towarów za półdarmo, byle tylko uzyskać ustępstwa
polityczne? (Zwolennicy takich teorii są niezwykle elastyczni, kiedy trzeba
przysięgają, że pieniądze się nie liczą, a ważne są wyłącznie motywy
polityczne, w innych sytuacjach ochoczo zmieniają front i twierdzą, że o wszystkim decydują wyłącznie pieniądze i naciski żądnych zysków koncernów, a politycy są marionetkami w rękach kapitalistów). Obywatele Rosji (a przynajmniej ich zdecydowana większość)
wydają się nie mieć wątpliwości — dzięki Putinowi poczuli się
bezpieczniej i odzyskali nadzieję. Pytanie jednak czy zmiany zapoczątkowane
przez Władimira Putina wróżą cokolwiek dobrego sąsiadom Rosji i reszcie świata? A wreszcie, czy polska polityka wschodnia nosi jakiekolwiek znamiona racjonalności,
czy jest tylko funkcją naszych historycznych frustracji? Rozmawiam z grupką gimnazjalistów, ich stereotypy wydaja
się być idealnym odbiciem treści przekazywanych przez krajowe media
elektroniczne. (Prasy nie czytają.) Niechęć do Niemiec i Rosji w stylu braci
Kaczyńskich i ich sojuszników. W ich wypowiedziach obraz Rosji jest
czarniejszy niż obraz Niemiec, naładowany jest większą niechęcią, a nawet
nienawiścią. Pod koniec dyskusji pytam, czy ich zdaniem te ich poglądy
podzielane są przez polskie władze i przez polską opinie publiczną. Nie mają
wątpliwości, twierdzą stanowczo, że wszyscy Polacy są wobec Rosji niechętni i nieufni. Pytam najżywiej uczestniczącą w tej dyskusji dziewczynę, czy
gdyby była prezydentem Rosji chciałaby, żeby strategicznie ważny dla
rosyjskich interesów handlowych rurociąg biegł przez tereny Polski. Zapada
cisza. Zmieniamy temat i opowiadam im o roli Niemiec w historii
Unii Europejskiej. Po dwóch światowych wojnach wywołanych przez Niemcy, które
chciały zdobyć „należne im" miejsce w kolonialnym świecie, dramatyczna
przegrana zmusza Niemców do zmiany mentalności, do szukania swojej roli nie
przez podboje, a przez współpracę. W Europie wszyscy bali się silnych
Niemiec, a jednak tym razem silne Niemcy nie okazały się czymś groźnym,
przeciwnie, to właśnie Niemcy okazały się lokomotywą pokojowego rozwoju
Europy. Silna, rozwijająca się gospodarczo, Rosja jest dla Polski
lepszym sąsiadem, aniżeli Rosja sfrustrowana. Taka Rosja może być partnerem
trudnym, ale będzie partnerem. Rosja słaba i sfrustrowana będzie siłą
rzeczy nieustannym zagrożeniem. Wbrew pozorom wybór azjatyckiej drogi do demokracji może
oznaczać, że wybrano drogę długą, ale bardziej realną, drogę, na którą z nadzieją patrzy nie tylko większość rosyjskiego społeczeństwa, ale która
budzi również pewne nadzieje na Zachodzie. Jeśli ta nadzieja rzeczywiście
jest realna (a śmiem twierdzić, że nie można tego wykluczyć) to czy będziemy
umieli odejść od postrzegania Rosji wyłącznie przez pryzmat doświadczeń
historycznych, czy zdobędziemy się na racjonalny pragmatyzm, z myślą o przyszłości? Chwilowo odnosi się wrażenie, że działania władz,
media, szkoła, rodzice uczą młode pokolenie prymitywnie emocjonalnych postaw
do innych narodów. Jest tu również pewne sprzężenie zwrotne — społeczeństwo
oczekuje od mediów potwierdzenia utrwalonych stereotypów, a media chętnie
dostarczają tego potwierdzenia.
Podczas inauguracji nowy
prezydent Rosji powiedział: Za swoje
najważniejsze zadanie uważam rozwój swobód obywatelskich i ekonomicznych,
stworzenie jak najszerszych możliwości samorealizacji obywateli, obywateli
wolnych i odpowiedzialnych tak za swój sukces osobisty, jak i rozkwit kraju.
Polskie media poświęciły 90 procent komentarzy wystawnej
oprawie inauguracji, spekulacjom o dwóch carach, stanowczym twierdzeniom, że
Dimitrij Miedwiediew jest tylko marionetką w rękach Władimira Putina.
Dziennikarze zdawali się nas zapewniać, że w Rosji nic nowego wydarzyć się
nie może. A jednak, mam wrażenie, że jesteśmy świadkami wydarzeń, które
warto obserwować uważnie i bez uprzedzeń. Być może warto również
zrezygnować z głębokiego przekonania, że co złe dla Rosji, to dobre dla
Polski. Racjonalność i pragmatyzm w polityce wschodniej nie jest rzeczą łatwą,
obsesyjno-kompulsywna polityka wschodnia jest jednak rzeczą najgorszą.
« Stosunki międzynarodowe (Publikacja: 15-05-2008 )
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl.
Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie,
bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w
kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.str. 5885 |
 |