Racjonalista - Strona główna


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
45.925.290 odwiedzin
Ponad 1074 autorów napisało
dla nas 5691 tekstów.
Zajęłyby one 22106 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Które państwo stanowi największe zagrożenie dla pokoju?
Iran
Korea Północna
Chiny
Palestyna
Afganistan
Rosja
Inne
  

Oddano 2313 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Książka "Racjonalisty"
Zuzanna Niemier - Uciekinierzy
Zuzanna Niemier - Upływ czasu

Złota myśl Racjonalisty:
Korporacje religijne przedstawiają swe teksty jako jedyne źródła gwarantowanej prawdy. Dążą do minimalizacji znaczenia intuicji, wróżb, tradycji ustnego przekazu oraz jednostek obdarzonych niezwykłymi właściwościami, bo wszystko to wymyka się spod kontroli.
 Światopogląd » Ateizm i Ateologia » Filozofia ateizmu

Do kogo należy argument o nieprawdopodobieństwie?
Autor tekstu: Richard Dawkins

Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska

„Życie jest zbyt nieprawdopodobne, by mogło powstać przypadkiem”, to stara śpiewka, wyświechtany frazes kreacjonistów, od naiwnych czytelników Biblii, którzy nie mieli okazji poznać niczego innego, po stosunkowo dobrze wykształconych „teoretyków” Inteligentnego Projektu, od których można wymagać więcej. Nie istnieje żaden inny argument kreacjonistyczny (jeśli pominiemy takie absurdy jak: „Ewolucja narusza drugie prawo termodynamiki” oraz kłamstwa takie jak: „Nie ma żadnych skamielin stadiów pośrednich”).

Choć argumenty powierzchownie mogą wydawać się bardzo różne, w swej strukturze kryją jednak zawsze to samo. W wersji Freda Hoyle’a spontaniczne pojawienie się życia jest równie nieprawdopodobne jak to, że huragan wiejący przez złomowisko złoży przypadkowo Boeinga 747. Coś w przyrodzie – oko, szlak biochemiczny lub stała kosmiczna – jest zbyt nieprawdopodobne, by mogło powstać przypadkiem. (Jak dotąd argument jest nienaganny. A teraz obserwujemy fałszywy krok.) Dlatego to coś musiało zostać zaprojektowane. Zegarek wymaga zegarmistrza. Jako dodatkowa premia tym zegarmistrzem zawsze okazuje się chrześcijański Bóg (albo Jahwe, Allah, Lord Kriszna czy którekolwiek bóstwo, które dominowało w dzieciństwie mówiącego).

Nie tylko niesłuszne jest założenie, że świadomy projekt jest jedyną alternatywą do przypadku, świadomy projekt nie jest żadną alternatywą dla przypadku. Jedynym znanym, alternatywnym do przypadku, wyjaśnieniem żywej złożoności jest dobór naturalny. Dla tych, którzy to rozumieją, jest to również znakomita alternatywa.

„Teoria” Inteligentnego Projektu (ID) nie ma niewinnego uroku jego staroświeckiego rodzica — kościołów ewangelickich. Sofistyka ubrała czcigodnego zegarmistrza w dwa płaszcze sztucznej nowości: „nieredukowalna złożoność” i „z góry określona złożoność”, oba niesłusznie przypisywane niedawnym autorom ID i oba znacznie starsze. „Nieredukowalna złożoność”, którą kreacjoniści przypisują Michaelowi Behe, jest po prostu znanym argumentem „Jaki jest pożytek z połowy oka?”, choć teraz stosuje się go na poziomie biochemicznym i komórkowym. Darwin przewidział i rozgromił ogólną postać tego argumentu w książce O powstawaniu gatunków. Znakomitą antologię odpowiedzi na ten argument w jego biochemicznym i komórkowym przebraniu można znaleźć w „Behe’s Empty Box” Johna Catalano.

„Z góry określona złożoność” zajmuje się sensowną uwagą, że każda konkretna sterta śmieci ma a posteriori nieprawdopodobne rozłożenie swoich części składowych. Sterta rozkręconych części zegarka wrzucona do pudełka jest, a posteriori, równie nieprawdopodobna jak w pełni działający, skomplikowany zegarek. Wyjątkowe w kwestii zegarka jest to, że jest nieprawdopodobny w z góry określonym celu: podawania czasu. Kreacjoniści naiwnie wyobrażają sobie, że zwrot „z góry określona złożoność” jest niedawnego autorstwa Williama Dembskiego. A oto jak to wyraziłem 18 lat temu:

„Obiekty złożone mają pewne z góry określone cechy, których powstanie w drodze przypadku można uznać za wysoce nieprawdopodobne. Gdy mowa o organizmach żywych, ta z góry określona cecha to ich swoista ‘skuteczność’ – sprawne wykonywanie jakiejś konkretnej czynności (na przykład fruwanie w sposób wprawiający w podziw inżyniera lotnictwa albo skuteczność o charakterze bardziej ogólnym (na przykład zdolność do unikania śmierci) (…) [ 1 ].

Behe i Dembski poprawnie stawiają problem nieprawdopodobieństwa „określenia z góry” jako coś, co wymaga wyjaśnienia. Ale wyjaśnienie, jakie oferują – „inteligentny projekt” – nie jest nawet dobrym kandydatem na rozwiązanie. Jest to leniwy wykręt, który najuprzejmiej można opisać jako ponowne przedstawienie problemu. A, co gorsza, sam sobie szkodzi.

Po pierwsze, ‘teoria’ ID jest leniwa. Stawia problem (nieprawdopodobieństwo statystyczne) i – widząc, że problem jest trudny – poddaje się. „Nie widzę żadnego rozwiązania tego problemu i dlatego musiała to zrobić Wyższa Siła”. Kiedy dostaję listy od czytelników zdezorientowanych taką czy inną książką o ID, proszę ich, żeby wyobrazili sobie fikcyjną rozmowę między leniwymi alter ego dwóch naukowców pracujących nad trudnym problemem, powiedzmy między A. L. Hodgkinem i A.F. Huxleyem, którzy w prawdziwym życiu zdobyli Nagrodę Nobla za znakomite wyjaśnienie mechanizmów biofizycznych leżących u podstaw przewodzenia impulsów w układzie nerwowym.

„Słuchaj Huxley, to okropnie trudny problem. Nie mogę zrozumieć jak działa impuls nerwowy. Ty to rozumiesz?

„Nie, Hodgkin, nie rozumiem, a te równania różniczkowe są diabelsko trudne. Dlaczego po prostu nie poddamy się i nie powiemy, że impuls nerwowy jest przekazywany przez Energię Nerwową?”

„Wspaniały pomysł Huxley, od razu napiszmy list do ‘Nature’. To będzie tylko jedna linijka, a potem możemy się zabrać za coś łatwiejszego”.

Starszy brat Andrew Huxleya, Julian, powiedział coś podobnego, kiedy dawno temu wykpiwał élan vital Henri’ego Bergsona porównując to do wyjaśnienia, że lokomotywę napędza élan locomotif. Nawiasem mówiąc jest pożałowania godne, że jedynym naukowcem, który kiedykolwiek zdobył literacką Nagrodę Nobla jest właśnie Bergson, ten arcy-witalista.

Przy najlepszej woli nie mogę dopatrzyć się różnicy między lenistwem moich hipotetycznych Hodgkina i Huxleya, a lenistwem rzeczywistych luminarzy ID. Niemniej ich „strategia klina” jest uwieńczona takim powodzeniem, że udaje im się zmienić sposób kształcenia młodych Amerykanów w jednym stanie po drugim, że zapraszani są do przedstawiania świadectwa przed komisjami Kongresu, a wszystko to przy sromotnym braku choćby jednej pracy naukowej wartej publikacji w porządnym piśmie naukowym.

Co ważniejsze, argument o nieprawdopodobieństwie, niezależnie od lenistwa jego zwolenników, obraca się przeciwko samemu wnioskowi o inteligentnym projekcie. Starannie prześledzony argument o statystycznym nieprawdopodobieństwie prowadzi do wniosku diametralnie odwrotnego od naiwnych nadziei kreacjonistów. Być może istnieją dobre powody, by wierzyć w nadprzyrodzoną istotę (choć mnie żadne nie przychodzą na myśl), ale argument o nieprawdopodobieństwie zdecydowanie nie jest jednym z nich. W istocie argument o nieprawdopodobieństwie jest najsilniejszym argumentem, jaki znam, na rzecz ateizmu i przeciwko agnostycyzmowi.

Nieskończony regres zadaje fatalny cios argumentowi o projekcie. Im bardziej nieprawdopodobna złożoność określona z góry, tym bardziej nieprawdopodobny jest bóg, który jest zdolny do jej zaprojektowania. Darwinizm przechodzi nienaruszony, wręcz triumfujący, przez test nieskończonego regresu. Nieprawdopodobieństwo, zjawisko, które staramy się wyjaśnić, jest mniej lub bardziej zdefiniowane jako to, co jest trudne do wyjaśnienia. Próba wyjaśnienia go przez odwołanie się do istoty o jeszcze większym nieprawdopodobieństwie jest w sposób oczywisty wręcz samobójcza. Darwinizm wyjaśnia złożoność w kategoriach czegoś prostszego – co z kolei jest wyjaśnione w kategoriach czegoś jeszcze prostszego i tak dalej aż do pierwotnej prostoty. To właśnie stopniowa, wznosząca się jakość nieprzypadkowego doboru naturalnego uzbraja teorię darwinowską przeciwko zmorze nieskończonego regresu. Podejrzewam, że ‘teoria inflacyjna’ może odgrywać analogiczną rolę w kosmologii, ale musiałbym nauczyć się dużo więcej fizyki teoretycznej, zanim mógłbym podjąć próby obrony tego przypuszczenia. Mój kolega Daniel Dennett używa obrazowego określenia „dźwig” na teorie, które dokonują tego typu wyjaśniającego wznoszenia.

Projekt jest poprawnym wyjaśnieniem pewnych szczególnych przejawów określonej z góry złożoności, takich jak samochód lub pralka. Mogłoby się okazać, jak kiedyś żartobliwie zasugerowali Francis Crick i Leslie Orgel, że ewolucja została zapoczątkowana jako świadomy projekt w formie bakterii wysłanych z odległej planety w dziobie statku kosmicznego. Ale projektanci z tej planety wymagają wtedy własnego wyjaśnienia; ostatecznie to oni musieli wyewoluować przez stopniowe, a więc dające się wyjaśnić kroki. Łatwo uwierzyć, że wszechświat zawiera stworzenia tak dalece nas przewyższające, że mogą się wydawać jak bogowie. Wierzę w to. Ale te podobne do bogów istoty musiały same zostać wzniesione do istnienia przez dobór naturalny lub jakiś inny równoważny dźwig. Argument o nieprawdopodobieństwo, poprawnie zastosowany, wyklucza ich spontaniczne zaistnienie de novo.

Wcześniej czy później, w celu wyjaśnienia iluzji projektu, musimy uciąć regres czymś bardziej wyjaśniającym niż sam projekt. Projekt nigdy nie może być ostatecznym wyjaśnieniem. I – o to chodziło mi w tytule – im bardziej statystycznie nieprawdopodobna jest określona z góry złożoność, tym bardziej niewystarczająca staje się teoria projektu, podczas gdy wyjaśniająca praca dokonana przez dźwig stopniowego doboru naturalnego staje się odpowiednio coraz bardziej niezbędna. Tak więc wszystkie te wyliczenia, którymi kreacjoniści uwielbiają bombardować swoją naiwną publiczność — te mega-astronomiczne szanse przeciwko spontanicznemu powstawaniu bytów przez przypadek — okazują się być ćwiczeniem w artystycznym zbijaniu własnego argumentu.

Argument o nieprawdopodobieństwie zdecydowanie lepiej służy ewolucjonistom. To nasza najsilniejsza karta i powinniśmy natychmiast odwrócić ją przeciwko naszym politycznym oponentom (nie mamy naukowych oponentów), gdy tylko próbują rozgrywać ją przeciwko nam. Jeśli kiedykolwiek będziesz dyskutować z kreacjonistą i spróbuje on uderzyć cię astronomicznym nieprawdopodobieństwem żywego organizmu, nie zaprzeczaj nieprawdopodobieństwu i nie usprawiedliwiaj się. Ciesz się nim i przebij ten argument powtarzając cicho odpowiedź Thomasa Huxleya biskupowi Wilberforce: „Pan wydał go w moje ręce”. Argument o nieprawdopodobieństwie należy do nas i to jak! Bóg jest ostatecznym Boeingiem 747.

16 maja 2006


 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Młodzież kontra patriotyzm
Drenaż mózgów

 Dodaj komentarz do strony..   Zobacz komentarze (12)..   


 Przypisy:
[ 1 ] Ślepy zegarmistrz, przeł. Antoni Hoffman, PIW 1994, s. 34.

« Filozofia ateizmu   (Publikacja: 26-11-2008 )

 Wyślij tekst mailem..   dodajdo      
Wersja do druku    PDF    MS Word

Richard Dawkins
Wybitny ewolucjonista, profesor Uniwersytetu w Oxfordzie. Urodził się w 1941 roku w Nairobi. Autor książki Samolubny gen, w której nadał nazwę i spopularyzował koncepcję George’a C. Williamsa, a która rzuciła nowe spojrzenie na przyczyny i sposoby ewolucji. Koncepcja ta umożliwiła lepsze niż kiedykolwiek wcześniej zrozumienie i wytłumaczenie motywów ludzkich (i zwierzęcych) zachowań, na gruncie zarówno biologii molekularnej, jak i psychologii ewolucyjnej. Najważniejsze jego publikacje: Samolubny gen (The Selfish Gene, 1976); Ślepy zegrarmistrz (The Blind Watchmaker, 1986); Fenotyp rozszerzony. Dalekosiężny gen (1982); Rzeka genów (River Out of Eden, 1995); Wspinaczka na szczyt nieprawdopodobieństwa (Climbing Mount Improbable, 1996); Rozplatanie tęczy (Unweaving the Rainbow, 1998), The Ancestor’s Tale (2004), Bóg urojony (God Delusion, 2006), The Greatest Show on Earth (2009) Więcej informacji o autorze   Więcej informacji o autorze
 Strona www autora

 Liczba tekstów na portalu: 32  Pokaż inne teksty autora
 Najnowszy tekst autora: Kłopot z homeopatią
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 6221 
Zaloguj jako:  Hasło:   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2010 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365