|
|
 |
Nauka » Wielkie postacie nauki
Darwin już nie żyje i my o tym wiemy Autor tekstu: PZ Myers Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska
Całkowicie nie zgadzam się z argumentacją w artykule Carla Safiny "Darwinism Must Die So That Evolution May Live" (Darwinizm musi umrzeć, by ewolucja mogła żyć), mimo że sądzę, iż w jego przesłance jest ziarno prawdy. Czyta się to jak przekorny, ostry sprzeciw wobec całej uwagi poświęconej Darwinowi w dwustulecie jego urodzin. Autor przedstawia trzy ogólne twierdzenia, które jego zdaniem uprawomocniają nawoływanie do „zabicia Darwina” Pierwsze wyraża rozsądny niepokój, że „stawianie znaku równości między ewolucją i Darwinem” jest błędem i może prowadzić do błędnych opinii … ale tutaj Safinę ponosi w kierunku absurdalnej hiperboli, że naukowcy robią z Darwina „święty fetysz” i tworzą „kult darwinizmu”. A to jest zwyczajnie nieprawdą. Co roku wygłaszam wykłady o Darwinie z okazji Dnia Darwina i nie ma w nich śladu deifikacji. Mówię o centralnych zasadach darwinizmu, które nadal są słuszne, ale podkreślam także, że mylił się on w wielu sprawach (czego najżywszym przykładem jest genetyka) i że od jego czasów nauka znacznie poszła do przodu. Rozmawiałem z wieloma innymi naukowcami, którzy prowadzą podobne wykłady, i nikt nie przedstawia go jako Świętego Darwina.
Zaprzeczam również twierdzeniu o zrównywaniu ewolucji z Darwinem. Odrzucam etykietkę „darwinisty”, ponieważ moje zainteresowania w tej dziedzinie są tak odległe i obce temu, co robił Darwin, że w istocie nie mamy ze sobą wiele wspólnego – zajmuję się evo-devo , filogenezą molekularną i transdukcją sygnałów, a choć nic z tego nie unieważnia idei Darwina o doborze, zmianie i wspólnym pochodzeniu, jest to tak odległa derywacja nauki XIX wieku, że gdyby Darwin dostał do ręki jeden z artykułów z tej dziedziny, niczego by nie zrozumiał. To także jest powszechnym doświadczeniem moich kolegów: szanujemy Darwina jako odkrywcę zestawu ogólnych, fundamentalnych zasad, które ostały się próbie czasu i nadal są niesłychanie użyteczne, ale my poszliśmy dalej.
Safina popełnia drugi, bardzo powszechny błąd: twierdzi, że Darwin i tak nie powiedział niczego nowego. Istnieje cały, dziwaczny przemysł historyczny poświęcony znajdowaniu w pismach innych ludzi znaków i zapowiedzi, które wyprzedzały Darwina, i jest oczywiście prawdą, że takie idee jak transmutacja gatunków bulgotały w całej przed-Darwinowskiej Europie. W pracach niemal nieznanych autorów można w krótkich wzmiankach znaleźć aluzje do procesu doboru. Dziadek Darwina, Erasmus, znany był jako heretyk rozważający jedność wszelkiego życia, Robert Chambers opublikował w 1844 roku swoją teorię ewolucji: Vestiges of the Natural History of Creation i, oczywiście, Wallace był współodkrywcą idei doboru naturalnego. Gdyby nie było Darwina, jego teoria i tak wyłoniłaby się z fermentu myśli biologicznej w owym stuleciu. Niemniej, to jemu należy się pełne uznanie. Dopiero Darwin zdał sobie sprawę z wielkiej wagi tej idei; nie była to przelotna wzmianka o interesującej możliwości, ale głębokie zrozumienie, że jego wyjaśnienie powstawania gatunków będzie miało radykalny wpływ na naukę i na społeczeństwo, oraz determinacja starannego i porządnego jego udokumentowania. Darwin wyjaśnił to pojęcie tak klarownie i z taką liczbą dowodów, że Thomas Huxley przeczytawszy to wykrzyknął: „Cóż za bezbrzeżna głupota, że o tym nie pomyślałem!”
Szacunek dla Darwina jest w równej mierze szacunkiem wobec zdyscyplinowanego i naukowego sposobu, w jaki podszedł do problemu, jak i dla samego odkrycia. Kiedy wysławiamy Darwina, nie wiwatujemy na rzecz człowieka, któremu poszczęściło się pewnego dnia, ale na rzecz kogoś, kto reprezentuje wiele z tego, co uważamy za naukowe cnoty: ciekawość, dyscyplinę intelektualną, skrupulatne obserwacje, eksperymenty i intelektualną odwagę.
Trzecim zarzutem Safiny jest to, że odkryliśmy tak wiele od czasów Darwina, iż „Niemal wszystko, co rozumiemy o ewolucji, przyszło po Darwinie, nie zaś od niego”. Jest to trywialnie oczywiste. Podobnie możemy powiedzieć o Galileuszu, Newtonie, Boyle’u, Daltonie, Lavoisier, Mendlu i każdym innym naukowcu z przeszłości. Na przykład Mendel to facet, któremu poświęcam tydzień w moim kursie genetyki, żeby wyjaśnić proste podstawy… a potem poświęcam resztę semestru wyjaśniając, że wszystkie jego twierdzenia są tak naładowane wyjątkami, iż w rzeczywistych sytuacjach genetycznych często są całkowicie fałszywe. Równocześnie jednak jego zasady reprezentują silny punkt wyjścia do rozszyfrowywania zawiłości genetyki. Czy mamy wyrzucić Mendla z książek historii dlatego, że 143 lata postępu zredukowały jego doniosłą pracę do stosunkowo małego punktu w tomach dowodów zebranych przez ten czas?
Safina przyjmuje głęboko anty-historyczną postawę i posunąłbym się wręcz do nazwania jej także antynaukową. Nauka to są dowody na to, co wiemy, i wyjaśnienia, w jaki sposób to wiemy; oznajmienie, że Darwin musi odejść, oznacza wyrzucenie podstaw naszej dyscypliny i zamiast świadomości naszego pochodzenia uczy braku szacunku. Szkodzi także publicznej edukacji: możemy wyjaśnić odkrycia Darwina laikom, ale jest niemal niemożliwe szczegółowe wyjaśnienie współczesnych badań bez odniesienia do kluczowych kwestii, które Darwin sformułował 150 lat temu.
Więc oczywiście: nie kanonizujmy, nie beatyfikujmy ani nie deifikujmy Darwina… ale go nie wyrzucajmy. Jest (a nie tylko „był”) ważny.
« Wielkie postacie nauki (Publikacja: 11-02-2009 )
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl.
Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie,
bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w
kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.str. 6349 |
 |