|
|
 |
Religie i sekty » Islam
Najodważniejsza kobieta w Afganistanie. Wywiad z Malalai Joya [1] Autor tekstu: Johann Hari Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska
„Nie jestem pewna, ile dni będę jeszcze żyła". — mówi cicho Malalai Joya.
Regionalni watażkowie, którzy tworzą nowy, „demokratyczny" rząd w Afganistanie,
od lat wysyłają kule i bomby, żeby zabić tę drobną, 30-letnią kobietę z obozu
dla uchodźców — i wydaje się, że z każdą próbą są bliżej celu. Jej wrogowie
mówią o niej „chodzący trup kobiety". "Ale ja nie boję się śmierci, boję się
milczenia w obliczu niesprawiedliwości — mówi Malalai. — Jestem młoda i chcę
żyć. Ale do tych, którzy chcą wyeliminować mój głos, mówię: 'Jestem gotowa,
gdzie i kiedy uderzycie. Możecie ściąć kwiat, ale nic nie powstrzyma wiosny'".
Historia Malalai Joya wywraca wszystko, co mówiono
nam o Afganistanie, do góry nogami. W oficjalnej retoryce jest ona tym
wszystkim, o co walczymy. Oto młoda afgańska kobieta, która założyła tajną,
podziemną szkołę dla dziewczynek w czasach talibów i — kiedy ich wygnano -
zrzuciła burkę, kandydowała do parlamentu i rzuciła wyzwanie religijnym
fundamentalistom.
Mówi ona jednak: „Wasze rządy sypnęły piaskiem w oczy świata. Nie powiedziano
wam prawdy. Sytuacja jest obecnie równie katastrofalna dla kobiet, jak była pod
rządami talibów. Wasze rządy zastąpiły rządy talibów fundamentalistycznym
reżimem regionalnych watażków. Za to giną wasi żołnierze". Zamiast wyzwolenia,
grozi jej śmierć.
Historia Joya jest historią innego Afganistanu — Afganistanu zza burki i zza
haseł propagandy.
I.
„Jesteśmy stróżami naszych sióstr"
Spotkałem Joyę w mieszkaniu w Londynie, gdzie na tydzień zatrzymała się u swoich
zwolenników, żeby mówić o swojej książce — ale także tutaj jej pobyt musi być
utrzymywany w tajemnicy i przemieszcza się z jednego bezpiecznego domu do
drugiego. Powiedziano mi, bym nikomu nie ujawnił miejsca jej pobytu. Stoi w przedpokoju, niska i szczupła, z rozpuszczonymi włosami i wita się
solidnym uściskiem dłoni. Kiedy jednak nasz fotograf robi jej zdjęcie, zaczyna
po dziewczęcemu chichotać: żałoba wyryta na jej bladej twarzy znika i śmieje się
radośnie. „Nie mogę się do tego przyzwyczaić!" — mówi.
Potem, kiedy siadamy, żeby porozmawiać o historii jej życia, ból znowu powraca
na twarz. Widać ściągnięte mięśnie i zaciśnięte pięści.
Joya miała cztery dni, kiedy Związek Radziecki najechał Afganistan. Tego dnia
jej ojciec porzucił studia i poszedł walczyć z komunistyczną armią najeźdźców;
zniknął w górach. Joya mówi: „Od tej chwili znaliśmy tylko wojnę".
Jej najwcześniejsze wspomnienie, to trzymanie się nogi matki, kiedy policjanci
przetrząsali dom w poszukiwaniu wskazówek, gdzie może ukrywać się jej ojciec.
Jej niepiśmienna matka próbowała, najlepiej jak umiała, utrzymać przy życiu
rodzinę składającą się z dziesięciorga dzieci. Kiedy policja stała się zbyt
agresywna, zabrała dzieci do obozu dla uchodźców przy granicy z Iranem. W tych
brudnych miastach namiotów, leżących na starym Szlaku Jedwabnym, Afgańczycy
kulili się razem, a rząd irański traktował ich jak obywateli drugiej kategorii. W nocy dzikie zwierzęta potrafiły zabłąkać się do obozu i atakować dzieci w namiotach. Tam dostali informację, że ojciec Joyi wpadł na minę — żył, ale
stracił nogę.
W irańskich obozach nie było szkół, zaś matka Joyi była zdecydowana dać swoim
córkom wykształcenie, którego sama nigdy nie otrzymała. Uciekli więc znowu do
obozu w zachodnim Pakistanie. Tam Joya nauczyła się czytać — i odmieniła się.
„Powiedz mi, co czytasz, a powiem ci, kim jesteś" — mówi. Od dwunastego roku
życia
pochłaniała każdą książkę, jaką mogła — od perskiej poezji, sztuk Bertolda
Brechta po mowy Martina Lutra Kinga. Zaczęła uczyć starsze kobiety w obozie
czytania i pisania, w tym własną matkę.
Wkrótce odkryła, że uwielbia nauczanie — i, kiedy skończyła 16 lat, organizacja
charytatywna o nazwie „Organizacja Wspierania Zdolności Afgańskich Kobiet"
(OPAWC) złożyła jej śmiałą propozycję: żeby poszła do Afganistanu i założyła
tajną szkołę dla dziewczynek, pod nosem talibów.
Zabrała więc trochę ubrań i kilka książek, została przeszmuglowana przez
granicę — i zaczęły się „najlepsze dni mojego życia". Nienawidziła przymusu
noszenia burki, molestowania na ulicach przez wszechobecną policję „obyczajową"
oraz nieustannej groźny wykrycia i egzekucji. Mówi jednak, że było warto to
robić dla tych małych dziewczynek. „Za każdym razem, kiedy nowa dziewczynka
dołączała do klasy, był to triumf — mówi, uśmiechając się szeroko. — Nie ma
lepszego uczucia".
Raz za razem o włos unikała złapania. Pewnego razu uczyła klasę dziewczynek w piwnicy prywatnego domu, kiedy pani domu nagle krzyknęła: „Talibowie,
talibowie!". Joya opowiada: „Kazałam moim uczennicom położyć się na podłodze i zachować całkowite milczenie. Słyszałyśmy kroki nad głowami i czekałyśmy bardzo
długo". Wiele razy zwykli ludzie, mężczyźni i kobiety, anonimowi nieznajomi,
pomagali jej, wysyłając policję w złym kierunku. Joya dodaje: „Codziennie w Afganistanie, także teraz, setki, jeśli nie tysiące zwykłych kobiet wykonuje te
małe gesty wzajemnej solidarności. Jesteśmy stróżami naszych sióstr".
Organizacji charytatywnej działalność Joyi tak zaimponowała, że wybrała ją na
swojego dyrektora. Joya postanowiła zorganizować klinikę dla ubogich kobiet.
Było to tuż przed atakami 11 września 2001 roku. Kiedy rozpoczęła się
amerykańska inwazja, talibowie uciekli, ale spadały bomby. „Wielu ludzi zginęło
niepotrzebnie, tak jak w tragedii 11 września" — mówi Joya. — „Huk był
przerażający, dzieci zatykały uszy, krzyczały i płakały. Podnosił się dym i kurz i pozostawał w powietrzu po każdej zrzuconej bombie".
Gdy tylko talibowie wycofali się, zastąpili ich regionalni watażkowie, którzy
wcześniej rządzili Afganistanem. Joya mówi, że w tym momencie „zrozumiałam, że
prawa kobiet zostały całkowicie zdradzone… Większość ludzi na Zachodzie
uwierzyła, że nietolerancja i brutalność wobec kobiet w Afganistanie rozpoczęły
się wraz z reżimem talibów. Ale to kłamstwo. Wiele z najgorszych potworności
popełnili fundamentalistyczni mudżahedini podczas wojny domowej w latach
1992-1996. Wprowadzili oni prawa uciskające kobiety, stosowane potem przez
talibów — a teraz wrócili do władzy, wspierani przez Stany Zjednoczone.
Natychmiast wrócili do dawnego zwyczaju używania gwałtu jako kary dla wrogów i nagrody dla swoich wojowników".
Regionalni watażkowie od tego czasu rządzą Afganistanem, dodaje. Podczas gdy
„pokazowy parlament stworzono w Kabulu na benefis USA", rzeczywista władza "jest w rękach fundamentalistów, którzy rządzą wszędzie poza Kabulem". Jako przykład
podaje nazwisko byłego gubernatora Heratu, Ismaila Khana. Założył on własne
oddziały „obyczajowe", które terroryzowały kobiety i rozbijały wideo i kasety
muzyczne. Miał „prywatną milicję, prywatne więzienia". Konstytucja Afganistanu
nie ma znaczenia na rządzonych przez watażków terenach.
Joya odkryła, co to znaczy, kiedy zaczęła budowę kliniki i miejscowy watażka
oznajmił, że na to nie pozwala, ponieważ jest ona kobietą i krytykiem
fundamentalizmu. Zrobiła to i tak i postanowiła walczyć z fundamentalistami
przez kandydowanie do Loja Dżirga (rada starszyzny plemiennej) i uczestniczyć w pisaniu nowej konstytucji Afganistanu. Poparcie dla dziewczyny, która chciała
wybudować klinikę, było ogromne i została wybrana. „Okazało się, że moją misją
będzie ujawnienie od środka prawdziwej natury Dżirgi".
II"Nigdy już nie będę bezpieczna"
Po przejściu do sali obrad Loja Dżirga (obok kamer międzynarodowej grupy
dziennikarzy), pierwszą
rzeczą, którą Joya zobaczyła, był „długi rząd najgorszych
gwałcicieli praw człowieka, jakich nasz kraj kiedykolwiek zaznał — regionalnych
watażków, przestępców wojennych i faszystów".
Widziała mężczyzn, którzy zaprosili do kraju Osamę bin Ladena, mężczyzn, którzy
wprowadzili mizoginistyczne prawa, przestrzegane później przez talibów,
mężczyzn, którzy masakrowali afgańskich cywilów. Jedni dostali się tam przez
zastraszenie wyborców, inni przez oszustwa wyborcze, a jeszcze inni byli po
prostu wyznaczeni przez Hamida Karzaia, byłego naftowca, zainstalowanego przez
armię USA do rządzenia krajem. Przypomniało jej się stare porzekadło afgańskie:
„To ten sam osioł z nowym siodłem".
Przez moment, kiedy ci starzy mordercy zaczęli wygłaszać długie przemowy,
gratulując sobie nastania demokracji, Joya była zaniepokojona. Potem jednak:
„przypomniałam sobie ucisk, jak spotyka nas, kobiety, w moim kraju i mój
niepokój wyparował, zamienił się w gniew".
Kiedy przyszła jej kolej, wstała, spojrzała na tych unurzanych we krwi watażków,
którzy siedzieli wokół niej i zaczęła mówić: „Dlaczego pozwalamy tutaj na
obecność przestępców? To oni są odpowiedzialni za tę sytuację (...) To oni
zamienili nasz kraj w centrum narodowych i międzynarodowych wojen. Są oni
najbardziej anty-kobiecym elementem w naszym społeczeństwie, to oni doprowadzili
nasz kraj do takiego stanu i mają zamiar zrobić to znowu (...)Powinni stanąć
przed sądami krajowymi i międzynarodowymi".
Ci watażkowie — którzy chlubią się, że są twardymi chłopami — nie mogli dać
sobie rady ze szczupłą kobietą, mówiącą prawdę. Zaczęli krzyczeć i wyć,
nazywając ją „prostytutką" i „niewierną", i rzucać w nią butelkami. Jeden
próbował uderzyć ją w twarz. Odcięli jej mikrofon i Dżirga zamieniła się w miejsce zamieszek.
„Od tej chwili — mówi Joya — nigdy już nie będę bezpieczna… Dla fundamentalistów
kobieta jest pół-człowiekiem, przeznaczonym tylko do wypełniania każdego
życzenia i żądzy mężczyzny, do rodzenia dzieci i harówki w domu. Nie mogli
uwierzyć, że młoda kobieta zrywała maski z ich twarzy na oczach ludu
Afganistanu".
Fundamentalistyczny motłoch pojawił się kilka godzin później przed jej
mieszkaniem, oznajmiając, że przyszli ją zgwałcić i zlinczować. Natychmiast dano
jej uzbrojoną straż — nie chciała jednak ochrony ze strony wojsk amerykańskich i upierała się, że mają to być afgańscy oficerowie.
Jej przemowa została ogłoszona na całym świecie — i przyjęta wiwatami w Afganistanie. Zalały ją wyrazy poparcia od ludzi z jej kraju, zachwyconych, że
ktoś wreszcie przemówił głośno. Pewna nędzarska wioska zebrała pieniądze, żeby
wysłać delegata setki kilometrów przez cały kraj, który miał jej powiedzieć, jak
są zachwyceni.
Bardzo starą kobietę przywieziono na rozklekotanej taczce i powiedziała Joyi, że
straciła dwóch synów — jednego zabili Sowieci, drugiego fundamentaliści.
Powiedziała: „Mam niemal 100 lat i umieram. Kiedy usłyszałam o tobie i o tym, co
powiedziałaś, wiedziałam, że muszę cię spotkać. Niech cię Bóg osłania, moja
droga".
1 2 3 Dalej..
« Islam (Publikacja: 30-07-2009 )
Johann Hari Wielokrotnie nagradzany brytyjski publicysta publikujący stale w The Independet, okazjonalnie również w The New York Times, Le Monde i innych czołowych pismach zachodnich. Liczba tekstów na portalu: 7 Pokaż inne teksty autora Najnowszy tekst autora: Spotkaj byłych dżihadystów | Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl.
Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie,
bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w
kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.str. 6708 |
 |