Racjonalista - Strona główna


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
45.810.829 odwiedzin
Ponad 1073 autorów napisało
dla nas 5686 tekstów.
Zajęłyby one 22090 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Które państwo stanowi największe zagrożenie dla pokoju?
Iran
Korea Północna
Chiny
Palestyna
Afganistan
Rosja
Inne
  

Oddano 1974 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Książka "Racjonalisty"
Zuzanna Niemier - Uciekinierzy
Marcin Kruk - Człowiek zajęty niesłychanie

Złota myśl Racjonalisty:
"Wielka jest obojętność nieba."
 Religie i sekty » Islam

Najodważniejsza kobieta w Afganistanie. Wywiad z Malalai Joya [1]
Autor tekstu: Johann Hari

Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska

„Nie jestem pewna, ile dni będę jeszcze żyła". — mówi cicho Malalai Joya. Regionalni watażkowie, którzy tworzą nowy, „demokratyczny" rząd w Afganistanie, od lat wysyłają kule i bomby, żeby zabić tę drobną, 30-letnią kobietę z obozu dla uchodźców — i wydaje się, że z każdą próbą są bliżej celu. Jej wrogowie mówią o niej „chodzący trup kobiety". "Ale ja nie boję się śmierci, boję się milczenia w obliczu niesprawiedliwości — mówi Malalai. — Jestem młoda i chcę żyć. Ale do tych, którzy chcą wyeliminować mój głos, mówię: 'Jestem gotowa, gdzie i kiedy uderzycie. Możecie ściąć kwiat, ale nic nie powstrzyma wiosny'".

Historia Malalai Joya wywraca wszystko, co mówiono nam o Afganistanie, do góry nogami. W oficjalnej retoryce jest ona tym wszystkim, o co walczymy. Oto młoda afgańska kobieta, która założyła tajną, podziemną szkołę dla dziewczynek w czasach talibów i — kiedy ich wygnano - zrzuciła burkę, kandydowała do parlamentu i rzuciła wyzwanie religijnym fundamentalistom.

Mówi ona jednak: „Wasze rządy sypnęły piaskiem w oczy świata. Nie powiedziano wam prawdy. Sytuacja jest obecnie równie katastrofalna dla kobiet, jak była pod rządami talibów. Wasze rządy zastąpiły rządy talibów fundamentalistycznym reżimem regionalnych watażków. Za to giną wasi żołnierze". Zamiast wyzwolenia, grozi jej śmierć.

Historia Joya jest historią innego Afganistanu — Afganistanu zza burki i zza haseł propagandy.

I. „Jesteśmy stróżami naszych sióstr"

Spotkałem Joyę w mieszkaniu w Londynie, gdzie na tydzień zatrzymała się u swoich zwolenników, żeby mówić o swojej książce — ale także tutaj jej pobyt musi być utrzymywany w tajemnicy i przemieszcza się z jednego bezpiecznego domu do drugiego. Powiedziano mi, bym nikomu nie ujawnił miejsca jej pobytu. Stoi w przedpokoju, niska i szczupła, z rozpuszczonymi włosami i wita się solidnym uściskiem dłoni. Kiedy jednak nasz fotograf robi jej zdjęcie, zaczyna po dziewczęcemu chichotać: żałoba wyryta na jej bladej twarzy znika i śmieje się radośnie. „Nie mogę się do tego przyzwyczaić!" — mówi.

Potem, kiedy siadamy, żeby porozmawiać o historii jej życia, ból znowu powraca na twarz. Widać ściągnięte mięśnie i zaciśnięte pięści.

Joya miała cztery dni, kiedy Związek Radziecki najechał Afganistan. Tego dnia jej ojciec porzucił studia i poszedł walczyć z komunistyczną  armią najeźdźców; zniknął w górach. Joya mówi: „Od tej chwili znaliśmy tylko wojnę".

Jej najwcześniejsze wspomnienie, to trzymanie się nogi matki, kiedy policjanci przetrząsali dom w poszukiwaniu wskazówek, gdzie może ukrywać się jej ojciec. Jej niepiśmienna matka próbowała, najlepiej jak umiała, utrzymać przy życiu rodzinę składającą się z dziesięciorga dzieci. Kiedy policja stała się zbyt agresywna, zabrała dzieci do obozu dla uchodźców przy granicy z Iranem. W tych brudnych miastach namiotów, leżących na starym Szlaku Jedwabnym, Afgańczycy kulili się razem, a rząd irański traktował ich jak obywateli drugiej kategorii. W nocy dzikie zwierzęta potrafiły zabłąkać się do obozu i atakować dzieci w namiotach. Tam dostali informację, że ojciec Joyi wpadł na minę — żył, ale stracił nogę.

W irańskich obozach nie było szkół, zaś matka Joyi była zdecydowana dać swoim córkom wykształcenie, którego sama nigdy nie otrzymała. Uciekli więc znowu do obozu w zachodnim Pakistanie. Tam Joya nauczyła się czytać — i odmieniła się. „Powiedz mi, co czytasz, a powiem ci, kim jesteś" — mówi. Od dwunastego roku życia pochłaniała każdą książkę, jaką mogła — od perskiej poezji, sztuk Bertolda Brechta po mowy Martina Lutra Kinga. Zaczęła uczyć starsze kobiety w obozie czytania i pisania, w tym własną matkę.

Wkrótce odkryła, że uwielbia nauczanie — i, kiedy skończyła 16 lat, organizacja charytatywna o nazwie „Organizacja Wspierania Zdolności Afgańskich Kobiet" (OPAWC) złożyła jej śmiałą propozycję: żeby poszła do Afganistanu i założyła tajną szkołę dla dziewczynek, pod nosem talibów.

Zabrała więc trochę ubrań i kilka książek, została przeszmuglowana przez granicę — i zaczęły się „najlepsze dni mojego życia". Nienawidziła przymusu noszenia burki, molestowania na ulicach przez wszechobecną policję „obyczajową" oraz nieustannej groźny wykrycia i egzekucji. Mówi jednak, że było warto to robić dla tych małych dziewczynek. „Za każdym razem, kiedy nowa dziewczynka dołączała do klasy, był to triumf — mówi, uśmiechając się szeroko. — Nie ma lepszego uczucia".

Raz za razem o włos unikała złapania. Pewnego razu uczyła klasę dziewczynek w piwnicy prywatnego domu, kiedy pani domu nagle krzyknęła: „Talibowie, talibowie!". Joya opowiada: „Kazałam moim uczennicom położyć się na podłodze i zachować całkowite milczenie. Słyszałyśmy kroki nad głowami i czekałyśmy bardzo długo". Wiele razy zwykli ludzie, mężczyźni i kobiety, anonimowi nieznajomi, pomagali jej, wysyłając policję w złym kierunku. Joya dodaje: „Codziennie w Afganistanie, także teraz, setki, jeśli nie tysiące zwykłych kobiet wykonuje te małe gesty wzajemnej solidarności. Jesteśmy stróżami naszych sióstr".

Organizacji charytatywnej działalność Joyi tak zaimponowała, że wybrała ją na swojego dyrektora. Joya postanowiła zorganizować klinikę dla ubogich kobiet. Było to tuż przed atakami 11 września 2001 roku. Kiedy rozpoczęła się amerykańska inwazja, talibowie uciekli, ale spadały bomby. „Wielu ludzi zginęło niepotrzebnie, tak jak w tragedii 11 września" — mówi Joya. — „Huk był przerażający, dzieci zatykały uszy, krzyczały i płakały. Podnosił się dym i kurz i pozostawał w powietrzu po każdej zrzuconej bombie".

Gdy tylko talibowie wycofali się, zastąpili ich regionalni watażkowie, którzy wcześniej rządzili Afganistanem. Joya mówi, że w tym momencie „zrozumiałam, że prawa kobiet zostały całkowicie zdradzone… Większość ludzi na Zachodzie uwierzyła, że nietolerancja i brutalność wobec kobiet w Afganistanie rozpoczęły się wraz z reżimem talibów. Ale to kłamstwo. Wiele z najgorszych potworności popełnili fundamentalistyczni mudżahedini podczas wojny domowej w latach 1992-1996. Wprowadzili oni prawa uciskające kobiety, stosowane potem przez talibów — a teraz wrócili do władzy, wspierani przez Stany Zjednoczone. Natychmiast wrócili do dawnego zwyczaju używania gwałtu jako kary dla wrogów i nagrody dla swoich wojowników".

Regionalni watażkowie od tego czasu rządzą Afganistanem, dodaje. Podczas gdy „pokazowy parlament stworzono w Kabulu na benefis USA", rzeczywista władza "jest w rękach fundamentalistów, którzy rządzą wszędzie poza Kabulem". Jako przykład podaje nazwisko byłego gubernatora Heratu, Ismaila Khana. Założył on własne oddziały „obyczajowe", które terroryzowały kobiety i rozbijały wideo i kasety muzyczne. Miał „prywatną milicję, prywatne więzienia". Konstytucja Afganistanu nie ma znaczenia na rządzonych przez watażków terenach.

Joya odkryła, co to znaczy, kiedy zaczęła budowę kliniki i miejscowy watażka oznajmił, że na to nie pozwala, ponieważ jest ona kobietą i krytykiem fundamentalizmu. Zrobiła to i tak i postanowiła walczyć z fundamentalistami przez kandydowanie do Loja Dżirga (rada starszyzny plemiennej) i uczestniczyć w pisaniu nowej konstytucji Afganistanu. Poparcie dla dziewczyny, która chciała wybudować klinikę, było ogromne i została wybrana. „Okazało się, że moją misją będzie ujawnienie od środka prawdziwej natury Dżirgi".

II"Nigdy już nie będę bezpieczna"

Po przejściu  do sali obrad Loja Dżirga (obok kamer międzynarodowej grupy dziennikarzy), pierwszą rzeczą, którą Joya zobaczyła, był „długi rząd  najgorszych gwałcicieli praw człowieka, jakich nasz kraj kiedykolwiek zaznał — regionalnych watażków, przestępców wojennych i faszystów".

Widziała mężczyzn, którzy zaprosili do kraju Osamę bin Ladena, mężczyzn, którzy wprowadzili mizoginistyczne prawa, przestrzegane później przez talibów, mężczyzn, którzy masakrowali afgańskich cywilów. Jedni dostali się tam przez zastraszenie wyborców, inni przez oszustwa wyborcze, a jeszcze inni byli po prostu wyznaczeni przez Hamida Karzaia, byłego naftowca, zainstalowanego przez armię USA do rządzenia krajem. Przypomniało jej się stare porzekadło afgańskie: „To ten sam osioł z nowym siodłem".

Przez moment, kiedy ci starzy mordercy zaczęli wygłaszać długie przemowy, gratulując sobie nastania demokracji, Joya była zaniepokojona. Potem jednak: „przypomniałam sobie ucisk, jak spotyka nas, kobiety, w moim kraju i mój niepokój wyparował, zamienił się w gniew".

Kiedy przyszła jej kolej, wstała, spojrzała na tych unurzanych we krwi watażków, którzy siedzieli wokół niej i zaczęła mówić: „Dlaczego pozwalamy tutaj na obecność przestępców? To oni są odpowiedzialni za tę sytuację (...) To oni zamienili nasz kraj w centrum narodowych i międzynarodowych wojen. Są oni najbardziej anty-kobiecym elementem w naszym społeczeństwie, to oni doprowadzili nasz kraj do takiego stanu i mają zamiar zrobić to znowu (...)Powinni stanąć przed sądami krajowymi i międzynarodowymi".

Ci watażkowie — którzy chlubią się, że są twardymi chłopami — nie mogli dać sobie rady ze szczupłą kobietą, mówiącą prawdę. Zaczęli krzyczeć i wyć, nazywając ją „prostytutką" i „niewierną", i rzucać w nią butelkami. Jeden próbował uderzyć ją w twarz. Odcięli jej mikrofon i Dżirga zamieniła się w miejsce zamieszek.

„Od tej chwili — mówi Joya — nigdy już nie będę bezpieczna… Dla fundamentalistów kobieta jest pół-człowiekiem, przeznaczonym tylko do wypełniania każdego życzenia i żądzy mężczyzny, do rodzenia dzieci i harówki w domu. Nie mogli uwierzyć, że młoda kobieta zrywała maski z ich twarzy na oczach ludu Afganistanu".

Fundamentalistyczny motłoch pojawił się kilka godzin później przed jej mieszkaniem, oznajmiając, że przyszli ją zgwałcić i zlinczować. Natychmiast dano jej uzbrojoną straż — nie chciała jednak ochrony ze strony wojsk amerykańskich i upierała się, że mają to być afgańscy oficerowie.

Jej przemowa została ogłoszona na całym świecie — i przyjęta wiwatami w Afganistanie. Zalały ją wyrazy poparcia od ludzi z jej kraju, zachwyconych, że ktoś wreszcie przemówił głośno. Pewna nędzarska wioska zebrała pieniądze, żeby wysłać delegata setki kilometrów przez cały kraj, który miał jej powiedzieć, jak są zachwyceni.

Bardzo starą kobietę przywieziono na rozklekotanej taczce i powiedziała Joyi, że straciła dwóch synów — jednego zabili Sowieci, drugiego fundamentaliści. Powiedziała: „Mam niemal 100 lat i umieram. Kiedy usłyszałam o tobie i o tym, co powiedziałaś, wiedziałam, że muszę cię spotkać. Niech cię Bóg osłania, moja droga".


1 2 3 Dalej..
 Zobacz komentarze (2)..   


« Islam   (Publikacja: 30-07-2009 )

 Wyślij tekst mailem..   dodajdo      
Wersja do druku    PDF    MS Word

Johann Hari
Wielokrotnie nagradzany brytyjski publicysta publikujący stale w The Independet, okazjonalnie również w The New York Times, Le Monde i innych czołowych pismach zachodnich.

 Liczba tekstów na portalu: 7  Pokaż inne teksty autora
 Najnowszy tekst autora: Spotkaj byłych dżihadystów
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 6708 
Zaloguj jako:  Hasło:   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2010 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365