|
|
 |
Religie i sekty » Islam
Najodważniejsza kobieta w Afganistanie. Wywiad z Malalai Joya [2] Autor tekstu: Johann Hari Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska
Dała Joyi swoją złotą obrączkę, jedyną cenną rzecz, jaką miała, i powiedziała:
„Musisz to przyjąć! Wycierpiałam w życiu tak wiele i moim ostatnim życzeniem
jest, byś zaakceptowała ten dar ode mnie".
Ale wojska USA i NATO poinstruowały Joyę, że musi okazywać innym delegatom
„uprzejmość i szacunek". Kiedy ambasador USA Zalmay Khalizad powiedział to,
odpowiedziała: „Jeśli ci przestępcy zgwałcili twoją matkę, córkę lub babkę, albo
zabili siedmiu twoich synów, już nie mówiąc o zniszczeniu wszystkich moralnych i materialnych skarbów twojego kraju, jakich słów użyłbyś, mówiąc do nich, które
nadal byłyby uprzejme i pełne szacunku?"
Pochyla się do przodu i cytuje Brechta: „Ten, kto nie zna prawdy, jest tylko
głupcem. Ten, kto zna prawdę i nazywa ją kłamstwem, jest przestępcą".
Próby zamordowania jej zaczęły się od snajpera — i nie zatrzymały od tamtego
czasu. Z zaciśniętymi pięściami mówi jednak wyraźnie: „Chcę, by ci watażkowie
wiedzieli, że się ich nie boję".
Kandydowała wiec do parlamentu — i wygrała przytłaczającą większością głosów.
„Chciałam wrócić i stanąć twarzą w twarz z tymi, którzy zrujnowali mój kraj -
wyjaśnia — byłam zdecydowana zawsze stać prosto i nigdy więcej nie ugiąć się
przed ich groźbami".
III „W każdym kącie jest morderca"
Pierwszego dnia Joya patrzyła na nowy parlament Afganistanu i myślała: „W każdym
kącie jest morderca, marionetka, przestępca, wielki handlarz narkotykami,
faszysta. To nie jest demokracja. Jestem tu jednym z bardzo niewielu ludzi,
którzy naprawdę zostali wybrani". Swoje pierwsze wystąpienie na forum parlamentu
zaczęła słowami: „Składam kondolencje ludowi Afganistanu…"
Zanim mogła kontynuować, watażkowie zaczęli krzyczeć, że ją zgwałcą i zabiją.
Jeden z nich, Abdul Sayyaf, wykrzyczał jej te groźby prosto w twarz. Joya
spojrzała mu w oczy i powiedziała: „Nie jesteśmy w dolinie Paghman [region,
którym Sayyaf rządzi], proszę się opanować".
Zapytałem, czy się bała i potrząsa przecząco głową. „Nigdy się nie boję, kiedy
mówię prawdę" . Zaczęła mówić bardzo szybko: „Czuję się naprawdę uhonorowana, że
szkalują mnie i grożą mi dzicy mężczyźni, którzy skazali nasz kraj na takie
nieszczęścia. Czuję się dumna, że chociaż nie mam żadnej prywatnej armii,
żadnych pieniędzy, ani poparcia żadnego mocarstwa, ci brutalni despoci boją się
mnie i konspirują, żeby mnie usunąć".
Joya mówi, że dla zwykłych Afgańczyków nie ma żadnej różnicy między talibami i równie fundamentalistycznymi watażkami. "Która grupa ma etykietkę 'terrorysta', a która 'fundamentalista', zależy od tego, jak jest użyteczna dla celów USA -
mówi. — Są dwie strony, które terroryzują kobiety, ale anty-amerykańska strona
to 'terroryści', a pro-amerykańska strona to 'bohaterzy'".
Karzai rządzi tylko za zezwoleniem watażków. Jest on „bezwstydną marionetką" i zwycięży w wyborach prezydenckich w przyszłym miesiącu, ponieważ „jeszcze nie
przestał pracować dla swoich panów: USA i watażków… W tym momencie naszej
historii jedyni ludzie, którzy mogą służyć jako prezydenci, to ci, których
wybrał rząd USA i mafia, trzymająca władzę w naszym kraju".
Kiedy tylko traci nadzieję w parlamencie, spotyka się ze zwykłymi afgańskimi
kobietami — i wraca do walki. Opowiada mi o 16-latce ze swojego okręgu
wyborczego, Rahelli, która uciekła do sierocińca, założonego przy pomocy Joyi.
„Jej wuj postanowił wydać ją za mąż za swojego syna, narkomana. Była przerażona.
Oczywiście więc przyjęliśmy ją, kształciliśmy, pomogliśmy". Pewnego dnia pojawił
się wuj, przeprosił, mówiąc, że zrozumiał swój błąd. Poprosił, by na weekend
wróciła do domu, żeby spotkać się z rodziną. Joya zgodziła się — a kiedy Rahella
wróciła do wioski, zmuszono ją do małżeństwa i wywieziono do innej części
Afganistanu. Dowiedzieli się, że sześć miesięcy później oblała się benzyną i spaliła żywcem.
W ciągu ostatnich pięciu lat w całym Afganistanie była epidemia samospaleń
kobiet. „Setki afgańskich kobiet, które spaliły się, nie tylko popełniały
samobójstwo, żeby uciec od udręki, ale wołały o sprawiedliwość".
Nie pozwolono jej jednak poruszyć tych kwestii w rzekomo demokratycznym
parlamencie. Fundamentalistyczni watażkowie, którzy nie mogli pokonać Joyi przy
urnie wyborczej ani jej zabić, znaleźli nowy sposób na uciszenie jej. Im więcej
mówiła, tym bardziej byli wściekli. Nawoływała do świeckiego Afganistanu:
„Religia jest sprawą prywatną, niezwiązaną z kwestiami politycznymi i z rządem
(...) Prawdziwi muzułmanie nie potrzebują, by przywódcy polityczni prowadzili ich
do islamu". Joya potępia nowe prawo, głoszące amnestię za wszystkie zbrodnie
wojenne popełnione w Afganistanie w ciągu ostatnich 30 lat. Mówi: „Wy,
kryminaliści, po prostu dajecie sobie prawo uniknięcia więzienia". Tak więc
członkowie parlamentu po prostu wykluczyli ją z parlamentu.
Było to nielegalne i niedemokratyczne — ale prezydent Hamid Karzai zatwierdził
tę decyzję. „Teraz kryminalni watażkowie nie są kwestionowani w parlamencie -
mówi Joya. — Czy to jest demokracja?"
Tu, na Zachodzie, wepchnięto nam „stek kłamstw" o tym, jaki jest dzisiejszy
Afganistan. „Media są 'wolne' tylko, jeśli nie krytykują watażków i funkcjonariuszy" — pisze Joya w swojej książce Raising My Voice. Jako
przykład podaje konkretnego regionalnego watażkę: „Jeśli napiszesz o nim
cokolwiek, następnego dnia będziesz torturowany lub zabity przez watażków
Sojuszu Północnego". Mitem jest twierdzenie, że dziewczynki mogą teraz chodzić
do szkoły poza Kabulem. „Tylko pięć procent dziewczynek — według ONZ-u — może
kształcić się do klasy 12".
I jest „fałszerstwem" mówienie, że kultura afgańska jest z natury mizoginiczna.
„W latach 1950. narastał w Afganistanie ruch kobiet, które demonstrowały i walczyły o swoje prawa. Mam tutaj artykuł — mówi, przeglądając swoje notatki — z
'The New York Times' z 1959 roku. Tutaj! Tytuł brzmi: 'Afgańskie kobiety znoszą
zasłonę'. Rozwijaliśmy otwartą kulturę dla kobiet, a potem obce wojny i najazdy
zdławiły to wszystko. Jeśli odzyskamy niepodległość, możemy znowu zacząć tę
walkę".
Wielu przyjaciół namawia ją do opuszczenia kraju zanim poszczęści się któremuś z chętnych morderców. Joya mówi jednak: „Nie mogę wyjechać, kiedy wszyscy biedni
ludzie, których kocham, żyją w niebezpieczeństwie i nędzy. Nie pojadę szukać
lepszego i bezpieczniejszego miejsca dla siebie, kiedy oni płoną w piekle".
Przepraszając za swój angielski — który naprawdę jest znakomity — znowu cytuje
Brechta: „Ci, którzy walczą, często przegrywają, ale ci, którzy nie walczą, już
przegrali".
Dzisiaj walczy poza parlamentem o demokrację. Mówi jednak, że każdy afgański
demokrata jest „złapany w pułapkę między dwoma wrogami. Są siły okupacyjne,
które z nieba zrzucają bomby kasetowe i zubożony uran, a na ziemi są
fundamentalistyczni watażkowie i talibowie, z własną bronią". Chce pomóc
narastającemu ruchowi zwyczajnych Afgańczyków, którzy znajdują się pomiędzy tymi
dwoma siłami i sprzeciwiają się jednym i drugim. „Z wycofaniem się jednego wroga — sił okupacyjnych — łatwiej będzie walczyć z tymi wewnętrznymi,
fundamentalistycznymi wrogami".
Gdyby była prezydentem Afganistanu, zaczęłaby od przekazania wszystkich
przestępców wojennych Międzynarodowemu Trybunałowi Sprawiedliwości w Hadze.
„Każdy, kto morduje moje siostry i braci, powinien być ukarany — mówi — od
talibów po regionalnych watażków i George’a W. Busha". Następnie poprosiłaby
wszystkie wojska okupacyjne o natychmiastowe opuszczenie kraju. Mówi, że
niesłuszne jest twierdzenie, iż Afganistan po prostu pogrąży się w takim wypadku w wojnie domowej. „A co z wojną domową teraz? Dzisiaj giną ludzie — popełnia się
wiele, wiele przestępstw wojennych. Im dłużej obce wojska pozostaną w Afganistanie, tym gorsza dla Afgańczyków będzie ewentualna wojna domowa".
Afgańskie społeczeństwo, dodaje, jest po jej stronie. Niedawny sondaż opinii
pokazał, że 60 procent Afgańczyków chce natychmiastowego wycofania NATO. Joya
mówi, że wielu ludzi w Afganistanie miało wielkie nadzieje wobec Baracka Obamy -
„ale w rzeczywistości intensyfikuje on politykę George’a Busha… Wiem, że jego
wybór ma wielką symboliczną wartość dla walki Afroamerykanów o równe prawa, a jest to walka, którą podziwiam i szanuję. Ale dla świata nie jest istotne, czy
prezydent jest czarny, czy biały; istotne są jego działania. Nie możesz jeść
symbolizmu".
Joya mówi, że siłą napędową polityki USA jest geopolityka, nie zaś osobowość
prezydenta. „Afganistan leży w sercu Azji, jest więc bardzo ważnym miejscem dla
baz militarnych — żeby mogli łatwo kontrolować handel z innymi mocarstwami
azjatyckimi, takimi jak Chiny, Rosja, Iran i tak dalej".
„Ale to może się zmienić w Ameryce", dodaje. Jest teraz pełna pasji, mówi
podniesionym głosem. „Mówię Obamie — w moim rejonie 150 ludzi zostało zabitych
przez wojska USA w jednym incydencie. Gdyby twoja rodzina była tam, czy
wysłałbyś jeszcze więcej wojska, jeszcze więcej bomb? Twój rząd wydaje 18
milionów dolarów, żeby zbudować w Bagramie drugie więzienie jak Guantanamo.
Gdyby mogli tam zamknąć twoją córkę, czy budowałbyś je? Mówię Obamie — zmień
kurs, bo inaczej jutro ludzie będą cię nazywali drugim Bushem".
IV
„Trudno być silną przez cały czas"
„Niedobrze jest pokazać słabość moim wrogom, ale trudno jest być silną przez
cały czas" — mówi Joya z westchnieniem i przesuwa ręką po włosach. Mówi tak
stanowczo — z tak nadzwyczajną odwagą — że łatwo jest zapomnieć, iż była
zaledwie dziewczynką, kiedy zaczęła walczyć z fundamentalizmem. Nigdy nie mogła
być nastolatką. Z jej twarzy znika zajadła koncentracja i wygląda na trochę
zagubioną. "Tak, moja matka jest ze mnie dumna, ale wiesz, jakie są matki — one
się martwią. Kiedy mówię z nią przez telefon, jej pierwsze i ostatnie zdania
zawsze brzmią 'Bądź ostrożna'".
Dwa lata temu Joya w tajemnicy wyszła za mąż. Nie może publicznie podać nazwiska
swojego męża, bo go zabiją. Trzeba było sprawdzać bukiety na jej ślub, czy nie
zawierały bomb. Mówi tylko, że spotkali się na konferencji prasowej „i on
popiera wszystko, co robię". Nie widziała go od dwóch miesięcy. „Spotykamy się w bezpiecznych domach naszych zwolenników. Nie mogę spać w tym samym domu dwie
noce pod rząd. Co wieczór jest inny dom".
Skąd bierze się taka odwaga? Zachowuje się tak, jakby odpowiedź była oczywista -
twierdzi, że każdy by to zrobił. Ale nie robią. Być może bierze się z jej
przekonania, że walka jest długa, a ludzkie życie krótkie, możemy więc popchnąć
naszą sprawę kilka centymetrów do przodu, wiedząc, że inni podejmą pałeczkę.
„Kiedy umrę, przyjdą inni. Jestem tego pewna".
1 2 3 Dalej..
« Islam (Publikacja: 30-07-2009 )
Johann Hari Wielokrotnie nagradzany brytyjski publicysta publikujący stale w The Independet, okazjonalnie również w The New York Times, Le Monde i innych czołowych pismach zachodnich. Liczba tekstów na portalu: 7 Pokaż inne teksty autora Najnowszy tekst autora: Spotkaj byłych dżihadystów | Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl.
Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie,
bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w
kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.str. 6708 |
 |