Religie i sekty » Islam
Raport z arabskiego świata Autor tekstu: Andrzej Koraszewski
Brytyjski
tygodnik „The Economist" w numerze z 23 lipca br. opublikował obszerny raport o sytuacji w krajach arabskich. 21 państw kraje oraz Autonomia
Palestyńska składają się na ów „arabski świat" narodów skupionych w Lidze
Arabskiej i obejmujących 350 milionów ludzi, zamieszkujących obszar od Atlantyku
do Zatoki Perskiej i od Sahary do podnóży Anatolii. Spotykamy się tu z ogromną
różnorodnością i autorzy raportu ostrzegają przed nazbyt pochopnymi
generalizacjami.
Pojęcie
Araba jest równie ulotne jak pojęcie Europejczyka. Dominuje islam, ale mamy tu
różne i zwalczające się wzajemnie odmiany islamu, dominuje język arabski, co nie
znaczy, że mówiący różnymi dialektami ludzie mogą się ze sobą bez trudności
komunikować, w niektórych krajach identyfikacja z panarabską wspólnotą jest
silniejsza niż wspólnota narodowa, w innych (jak np. w Egipcie) jest odwrotnie.
Wielokrotne próby politycznej integracji tego regionu nie przyniosły rezultatu,
próby integracji gospodarczej nigdy nie były poważne. (Jedyną „wspólną" polityką
krajów arabskich jest polityka antyizraelska, która jest równie kosztowna jak
europejska wspólna polityka rolna, ale wyłącznie wzmacnia zacofanie i przynosi
same klęski.)
Obserwujemy tu również ogromne zróżnicowanie poziomu zamożności i to zarówno
wewnątrz poszczególnych społeczeństw arabskich, jak i miedzy nimi. Najwyższy
dochód na głowę ludności mają Zjednoczone Emiraty Arabskie ( prawie 44 tysiące
dolarów), najniższy Mauretania (1000 dolarów). Mieszkańcy Autonomii Palestyńskiej
mają 1200 dolarów na głowę, co przy ogromnym zróżnicowaniu dochodów oznacza, że
duża część ludności żyje w skrajnej nędzy.
Rozbudzenie
W ocenie
szefa waszyngtońskiego biura tygodnika „The Economist", Petera Davida, po dwóch
dekadach stagnacji w świecie arabskim wyczuwa się jakąś gorączkę. Autorzy
raportu przypominają, że kiedy na początku lat 90. Kraje Europy Wschodniej
zrzuciły komunizm wchodząc na drogę przyspieszonego rozwoju, w krajach arabskich
umacniała się władza autorytarna. Arabska opinia pozostała zafiksowana na walce z Izraelem.
Dziewiętnaście lat temu armia iracka zajęła Kuwejt. Reakcja amerykańska była
szybka i skuteczna, ale nie można wykluczyć, że to właśnie ówczesny konflikt w Zatoce Perskiej spowodował narodziny Al Kaidy. Czy źródłem konfliktów między
światem arabskim a Zachodem jest tylko ropa? Ben Laden pisał do przywódcy talibów
afgańskich, że 75 procent zasobów ropy naftowej świata znajduje się w Zatoce Perskiej i ktokolwiek panuje nad tymi zasobami, panuje na światową
ekonomią. Rzecz w tym, że nie jest to tylko spór o wpływy gospodarcze czy
podział zysków. Niesłychane znaczenie odgrywa tu frustracja, ideologia i religia.
Widać to
szczególnie wyraźnie w konflikcie z Izraelem. Główną jednak przyczyną chaosu w tamtym regionie jest wewnętrzna sytuacja w tych krajach. Żadne z tych państw nie
jest demokracją, wszystkie arabskie rządy utrzymują się przy władzy dzięki
represjom, od czasu do czasu jesteśmy świadkami wybuchów społecznych, które są
krwawo tłumione.
Struktura
klanowa i plemienna skutecznie utrudnia powstanie nowoczesnych państw. Z chwila
upadku reżimu Saddama Husajna społeczeństwo irackie rozpadło się na trzy wrogie
grupy: sunnitów, szyitów i Kurdów. Podobną dezintegrację obserwowaliśmy w Libanie, prawdopodobnie podobne procesy miałyby miejsce w Syrii w przypadku
upadku władzy rodziny Asaadów.
Na
przestrzeni ostatnich dwóch dekad wewnętrzne konflikty w świecie arabskim
pochłonęły 700-800 tysięcy ofiar śmiertelnych. Tylko w Darfurze śmierć poniosło
około 400 000 osób, wojna domowa w Algerii około 200 tysięcy, bunt szyitów w Iraku na początku lat 90 kosztował 60-100 tysięcy istnień ludzkich (na temat obecnych
walk między szyitami i sunnitami nie mamy szczegółowych danych), wojna w Libanie w 2006 roku oceniana jest n 1200 ofiar. (W konflikcie z Izraelem w drugiej
intifadzie zginęło 5500 osób, podczas ostatniego konfliktu w Gazie 1400 osób a według. danych izraelskich 1200.)
Przez
ostatnie 30 lat scena polityczna arabskiego świata niewiele się zmieniła. Te
same klany pozostają przy władzy, Kaddafi jak rządził tak rządzi, Mubarak
również, W innych krajach jest podobnie. Główna różnica, to podwojenie się
ludności z 180 milionów na 350. Dziś większość Arabów ma poniżej 25 lat. Mają
ambicje, nie mają możliwości ich realizacji. Jak pisze „The Economist",
przewidywanie rewolucji w krajach arabskich to cały „przemysł", dziesiątki
specjalistów w setkach artykułów i książek prezentuje świat arabski jako dymiący
wulkan.
Przegląd
statystyk na temat inwestycji, produkcji, edukacji, opieki zdrowotnej itp.,
ukazuje tragiczną jakość arabskich rządów. Eksport produktów przemysłowych z całego świata arabskiego jest mniejszy niż eksport Filipin (i znacznie mniejszy
od wielkości
eksportu maleńkiego Izraela). W latach 1980 — 2000 państwa arabskie
zarejestrowały w amerykańskim urzędzie patentowym 367 patentów (Korea Południowa
16.328, Izrael 7.652.) Liczba książek tłumaczonych w jednym roku na arabski
odpowiada jednej piątej liczby książek tłumaczonych na grecki.
Wśród
osiągnięć na pierwszym miejscu wymienia się ograniczenie analfabetyzmu do 25
procent w krajach Zatoki Perskiej. Obecny kryzys w Europie spowodował falę
powrotów imigrantów, powodując poważne ograniczenie wpływów gotówki z zagranicy.
(W ocenie Banku Światowego przesyłki od rodzin z zagranicy stanowią w Libanie około jedną
piata PKB, podobnie jest w Jordanii, dla innych krajów brak danych.) Głównym
źródłem dochodów (a być może i nieszczęść) jest ropa naftowa, której ceny przez
długi czas rosły i nie wygląda na to, żeby zapotrzebowanie na ropę miało szybko
zmaleć.
Zmiany
społeczne
Oczekuje
się, że populacja państw arabski w ciągu najbliższych 20 lat wzrośnie o kolejne
40 procent. Równocześnie jest to region, w którym utrzymuje się najwyższe
bezrobocie na świecie i najwyższe bezrobocie wśród ludzi młodych. Perspektywy
stworzenia miejsc pracy dla tej armii młodych ludzi są raczej nikłe.
Reformy
ekonomiczne, które zawsze są trudne, są szczególne trudne w krajach
utrzymujących się głównie ze sprzedaży surowców naturalnych, dochody nie mają
wiele wspólnego z rozwojem, władza płaci głównie za lojalność, każdy spadek cen
na ropę może prowadzić do wzrostu
niezadowolenia społecznego.
Analiza
stanu umysłów w społeczeństwach, gdzie panuje cenzura, zwalcza się
opozycję, działają mordercze organizacje paramilitarne jest zazwyczaj wróżeniem z fusów. „The Economist" pisze o wybuchach niezadowolenia społecznego w Libanie, w Syrii, a w szczególności Egipcie, gdzie niemal codziennie dochodzi do
strajków w fabrykach. W krajach arabskich protesty studenckie nie mówią nic o reszcie społeczeństwa, które od studentów dzieli przepaść kulturowa.
„The
Economist" próbuje wróżyć z blogosfery, pamiętając o tym, że Internet w tych
krajach nie jest tym samym co Internet w społeczeństwach zachodnich. Jest to
jednak zupełnie nowy czynnik, znacznie trudniejszy do kontroli przez opresyjne
reżimy.
Na YouTube
coraz częściej pojawiają się filmy budzące szerokie zainteresowanie arabskiej
młodzieży. Blogierka z Arabii Saudyjskiej pokazała na filmie jak łamie prawo
prowadząc samochód, internauta z Egiptu opublikował film pokazujący jak policja
bije demonstrantów i torturuje zatrzymanych. Jednak podobnie jak gdzie indziej
na świecie, nowe możliwości są równie sprawnie zagospodarowywane przez
instytucje religijne. Polityczny autorytaryzm, ekonomiczny zastój, terror ze
strony religijnych fanatyków i nieco lepszy dostęp do informacji o tym, że świat
może wyglądać inaczej, wszystko to rodzi frustrację, ale nie wiadomo czy zrodzi
rewolucję, ani w którą stronę mogą pójść ewentualne zmiany.
„The
Economist" przypomina, że ostatnia rewolucja w świecie islamu miała miejsce w Iranie w roku 1979, kiedy połączone siły lewicy, liberałów i klerykałów
doprowadziły do obalenia szacha, a następnie do ustanowienia teokracji i cofnięcia zacofanego kraju z późnego średniowiecza o kolejne stulecia wstecz.
Autorzy
raportu wyrażają opinię, że o ile polityczna rewolucja w krajach arabskich jest
chwilowo trudna do wyobrażenia, to rewolucja socjalna dokonuje się na naszych
oczach. Stopniowo spada przyrost naturalny, jest zdecydowanie więcej
wykształconych kobiet. Młode pokolenie ma inne aspiracje i zdecydowanie lepszy
dostęp do informacji niż 20 lat temu. Jest znacznie więcej prywatnych
przedsiębiorców, rodzi się jakaś namiastka klasy średniej (nie całkiem
uzależnionej od aparatu rządzącego). Jak twierdzi jeden z ekonomistów egipskich
„rosnąca rola prywatnego sektora w gospodarce zmienia styl rządzenia Egiptem".
Po raz pierwszy od wielu dekad sektor prywatny zatrudnia więcej ludzi w gospodarce niż państwo. Podobne zmiany obserwujemy również w innych państwach
arabskich. Przedstawiciele biznesu coraz częściej wchodzą do parlamentów, co
może prowadzić do pewnych reform ekonomicznych bez zmiany struktur politycznych.
Rewolucją
jest w pewnym sensie stacja telewizyjna al-Jazeera. Polskiemu czytelnikowi jest
ona głównie znana ze wzmianek, iż to właśnie ta stacja udostępniła kolejne
nagranie wypowiedzi Ben Ladena. W rzeczywistości jest to duża i bardzo
nowoczesna stacja telewizyjna, w zasadniczy sposób różniąca się od wszystkich
mediów elektronicznych w tym regionie.
Stacja ta
rozpoczęła swoją działalność w 1996 roku, kiedy emir Kataru, Szejk Hamad bin
Khalifa, podjął decyzję o założeniu telewizji w stolicy Kataru Doha. Jak
czytamy w raporcie, stacja ta otrzymała zezwolenie na nadawanie rzeczywistych i szybkich informacji skierowanych do całego świata arabskiego. Redakcja składa
się z grupy świetnych dziennikarzy (głównie Palestyńczyków) i szybko zdobyła
miliony widzów. („The Economist" nie dodaje, że stacja ta pełni ważną rolę w konflikcie o dominację w świecie islamu między Iranem i Arabią Saudyjską.)
Zdaniem
dyrektora tej rozgłośni Wadaha Khanfara, powstanie tej stacji w zasadniczy
sposób zmieniło arabską publiczność, która od tej pory nie widzi powodu, aby
godzić się na wymuszoną przez władców jednorodność opinii.
„The
Economist" przyznaje, że wiele programów emitowanych przez tę stację jest
„kontrowersyjnych". Dotyczy to nie tylko wypowiedzi Ben Ladena i innych
przywódców Al-Kaidy, ale również doniesień podczas niedawnego konfliktu w Gazie. (Angielsko-języczny kanał jest znacznie bardziej stonowany i zawiera
znacznie mniej propagandy.) W odróżnieniu od sponsorowanej przez Arabię
Saudyjską stacji telewizyjnej al-Arabiya, która donosiła o tym konflikcie w bardziej obiektywny sposób, al-Jazeera prezentowała głównie materiały
Hamasu. Dyrektor stacji w pewnym stopniu to potwierdził, mówiąc, że
doniesienia były profesjonalne, ale istnieje granica, poza którą stacja nie może
wyjść, aby nie obrażać „ducha zbiorowego arabskiego świata".
Palestyna — czytamy dalej — jest sprawą traktowaną jak świętość i jednoczącą świat arabski.
Jednak w innych kwestiach al-Jazeera dostarcza bardziej zrównoważonych
informacji. Co więcej, na jej antenie pojawiają się nie tylko politycy i komentatorzy zachodni, ale również izraelscy.
We
wszystkich krajach arabskich władze próbują ograniczyć dostęp do wolnego słowa,
równocześnie jednak wyczuwa się rosnące zapotrzebowanie na informację, wobec
którego władze coraz częściej muszą ustępować.
Liberałowie i konserwatyści
Błędem byłoby zakładanie, że wzrost wolności słowa musi prowadzić do
liberalizacji. Arabscy konserwatyści okazali się mistrzami w wykorzystywaniu
nowoczesnych środków komunikacji. Na długo przed rozpowszechnieniem się
Internetu muzułmańscy fanatycy wykorzystywali wideokasety dla rozpowszechniania
swoich informacji, w Bractwie Muzułmańskim jest wielu blogerów, a wykorzystanie
telewizji satelitarnej mogło by wskazywać na umiejętność korzystania z wiedzy
technicznej, większej w tej dziedzinie niż w innych. Są miejsca gdzie los kobiet
znacznie się pogorszył, właśnie z powodu nasilenia się konserwatyzmu szerzonego
przez nowoczesne środki masowego przekazu.
Innym
błędem jest przekonanie, że społeczeństwo arabskie chce aktywnie uczestniczyć w życiu politycznym.
Polityką tak naprawdę interesuje się niewielka mniejszość.
Co więcej,
na polu politycznym konserwatyści są znacznie bardziej aktywni niż liberałowie.
Ku czemu
zmierza Arabski Świat?
Świat
arabski to błędne koło, nie ma tu szans na szybkie rozwiązanie jego
wewnętrznych problemów. Obserwuje się coraz większy wpływ Iranu (który sam
państwem arabskim nie jest), a który stara się eksportować swoją islamską
rewolucję korzystając z nastrojów antyamerykańskich.
Autorzy
raportu cytują w zakończeniu profesora filozofii z Damaszku, Sadika Al-Azma,
którego zdaniem współcześni Arabowie są Hamletem naszych czasów, są skazani na
tragedię, rozdarci i niepewni między nowym i starym.
« Islam (Publikacja: 07-08-2009 )
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl.
Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie,
bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w
kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.str. 6722 |