|
|
 |
Felietony i eseje » Felietony, bieżące komentarze
Zabierzcie sobie swoich bigotów i męskich szowinistów Autor tekstu: Andrzej Koraszewski
Watykański
ekumenizm ukazał ostatnio swoje dobroduszne oblicze, kiedy Benedykt XVI
zatwierdził nowe zasady ułatwiające anglikanom przechodzenie do Kościoła
katolickiego. Nie chodzi tu już o pojedynczych wiernych czy kapłanów, ale o całe
stada owieczek na bezdrożach, które dałoby się zwabić na własne pastwiska. Stolica
apostolska gotowa jest stworzyć odrębne, dostosowane struktury dla byłych
anglikanów. Jak łatwo się domyśleć, bez celibatu dla nawróconych anglikańskich
pastorów, co ma swoje liczne precedensy, chociażby w postaci Kościoła
greko-katolickiego, o który inni prawosławni do dziś mają w sercu urazę.
Pierwsze
kroki w tym kierunku były już poczynione wcześniej, kiedy pierwsze panie
sięgnęły w Anglii po koloratki. Już wówczas trzódka pastorów udała się pod
skrzydła papieża-Polaka i trzeba się było wykazać ekumenizmem i tolerancją.
Teraz jednak jest szansa na nowy Kościół unicki obrządku staro-anglikańskiego.
Zgodnie z unijną praktyką trzeba będzie zadbać o stosowne przepisy uznawania
heretyckich dyplomów kapłańskich oraz abolicję dla kapłanów tego Kościoła
naruszających sakrament celibatu. W zasadzie nic się nie zmieni, po prostu
papież zastąpi w tym Kościele królową Wielkiej Brytanii, zaś lojalność wiernych
skieruje się odrobinę w kierunku Stolicy Piotrowej. Nie ma żadnego powodu do
paniki, wierni nie powinni właściwie zauważyć zmiany.
Znany
watykanista i biograf Jana Pawła II, Luigi Accattoli, na łamach „Corriere
della Sera" pośpiesznie objaśnił papieskie wytyczne dla słusznie zbłąkanych
anglikanów informując, że stanowią one wzmocnienie ducha ekumenizmu. Włoski
specjalista wyjaśnia, że
„osłabienie Kościołów ułatwia ich porozumienie czy przynajmniej zmusza do
obustronnego rozbrojenia". W tym miejscu domyślamy się, że osłabienie oznacza
laicyzację i przemianę wiernych owieczek w świeckich niedowiarków lub zgoła
ateistów. Innymi słowy, dowiadujemy się, że ucieczka owieczek ułatwia lub
powinna ułatwiać zwieranie szeregów. Zwieracz jednak nie działa, bo na flankach
stosowane są różne strategie, jedni chcą kusić owieczki bardziej wyraźną wizją
piekła i obietnicą stania przy wierze przodków oraz praprzodków, drudzy okazują
jakąś miękkość w sercu wobec wroga i próbują powstrzymać owczy pęd do światła
jakimś zgniłym liberalizmem.
Tym razem
anglikańscy tradycjonaliści uciekają pod skrzydła Watykanu w reakcji już nie na
damskich pastorów a na damskich biskupów. Włoski watykanista wyraża głęboką
radość z powodu tego, że wychodzące owieczki nie zostaną obłożone przez Kościół
anglikański ekskomuniką, co jest w tym akurat przypadku wyrazem światłego
liberalizmu zaprzyjaźnionego Kościoła.
Arcybiskup
Canterbury, Rowan Williams, wybiera się 21 listopada do Rzymu, ale on sam
przechodzić na katolicyzm nie zamierza. Jak donosi prasa, nie wyklucza się, że
tematem rozmowy będzie właśnie sprawa transferu owieczek anglikańskich do
drużyny watykańskiej.
Serdeczny
gest Benedykta wydaje się być częścią większego planu, gdyż wcześniej papież
Benedykt
przywrócił na watykańskie łono lefebrystów i trochę był zmartwiony nagłym
zainteresowaniem światowej prasy ich poglądami. Sprawa jednak szybko przyschła,
ludzie przestali dopytywać o stopień zgodności poglądów Ojca świętego z poglądami biskupa Richarda Williamsona, reszty lefebrystowskich hierarchów oraz
specyficznego autoramentu wiernych, którzy za nimi poszli. Tak więc, kiedy burza
przycichła można było wykonać kolejny ekumeniczny krok.
Redakcja „The Washington Post"
zorganizowała dyskusję
poświęconą temu duchowemu (i nie tylko duchowemu) transferowi, a w panelu zasiadł między innymi
wysoki przedstawiciel Opus Dei, Thomas G. Bohlin, który zgodnie z duchem czasów
powiedział krótko: „serdecznie witamy". Były biskup Kościoła episkopalnego
określił to jako zabawy przedszkolaków, ale w liczącym kilkanaście osób panelu
najciekawszym (dla mnie) głosem był głos Richarda Dawkinsa, który pozwalam
sobie tu przytoczyć w całości:
Która z wielkich instytucji zasługuje na tytuł najpotężniejszej siły zła? W tej
konkurencji Kościół rzymsko-katolicki jest z pewnością w czołówce. Kościół
anglikański ma przynajmniej odrobinę przyzwoitości, ślady życzliwości i ludzkiego podejścia, które Jezus mógłby od biedy rozpoznać — wielkoduszność,
szacunek dla kobiet i chrystusowe współczucie dla mniej uprzywilejowanych.
Kościół anglikański nie podziela idiotycznej koncepcji, że kapłan błogosławiąc
chleb i wino może je dosłownie przekształcić w ucztę kanibali, czy jeszcze
obrzydliwszej idei, że tylko posiadanie jąder kwalifikuje do wykonywania tego
obrzędu. Ten Kościół nie wysyła misjonarzy, żeby by głosili chorym na AIDS
świadome kłamstwa na temat rzekomej nieskuteczności prezerwatyw w ochronie przez
zarażeniem się wirusem HIV. Czy się z nim zgadzamy, czy nie, arcybiskupa
Canterbury charakteryzuje jakaś świątobliwość, łagodność i szczerość. Jak
wygląda przy nim papież Ratzinger? Porównanie niemal wpędza w zakłopotanie.
Kłusownictwo? Oczywiście, że jest to kłusownictwo. A jak inaczej to nazwać?
Jeśli wstępne szacunki się zgadzają jest około tysiąca pastorów gotowych połknąć przynętę (oczywiście nie ma tu kobiet, natychmiast pokazano by im
drzwi). Jakie mogą mieć powody? Dla niektórych powodem jest głęboko osadzona
mizoginia (co prawda zmieniona w kłamliwy eufemizm zwany ważną zasadą
teologiczną). Dla nich sama idea kobiet kapłanów jest nie do strawienia.
Człowiek się zastanawia jak ich żony mogą znosić mężów, których pogarda dla
kobiet jest tak głęboka, że uważają je za niezdolne do wykonywania nawet tak
mizernej i niewymagającej pracy jak kapłaństwo.
Dla
niektórych motywem jest homofobiczna bigoteria, konsekwentna niechęć do wysiłków
uczciwych przywódców Kościoła, takich jak arcybiskup Canterbury, aby
zaakceptować tych, których seksualna orientacja różni się od gustów większości.
Nie przeszkadza im, że przyłączą się do instytucji, w której molestowanie
ministrantów należy do tradycji.
Jeśli idzie o motywy kłusowników, znajdujemy tu powód do
zadowolenia.
Kościół rzymsko-katolicki cierpi na niedobór księży. W Irlandii w 2007 roku
zmarło 160 księży, ale tylko dziewięciu nowych zostało wyświęconych. Trudno się
dziwić, że taka obrzydliwa instytucja jak Kościół rzymsko-katolicki zamiata
błoto sukienką, łapiąc klientów jak zwykły alfons: „Dajcie nam swoich homofobów,
szowinistów i pederastów. Przyślijcie nam swoich dewotów pragnących wolności od
łańcuchów humanitaryzmu".
Arcybiskup
Rowan Williams ze względu na swój łagodny charakter jest nazbyt uprzejmy. Zamiast potulnego
dialogu z kłusownikami mógłby rzucić swoje własne wyzwanie: „Przyślijcie nam
wasze kobiety, które chcą być kapłankami, które robiłyby dobrą robotę z racji
tego, że należą do lepiej przygotowanej połowy społeczeństwa; przyślijcie nam
waszych uczciwych księży, którym rzygać się chce, kiedy muszą ciągle próbować bronić
tego, czego obronić się nie da; przyślijcie ich wszystkich w ramach wymiany za
tych którzy dyszą nienawiścią do kobiet i homoseksualistów." Moim zdaniem, byłaby to
dobra wymiana.
Ta
niechrześcijańska szczerość znanego ateisty wzbudziła tsunami katolickiej
hipokryzji ze strony zainteresowanych. Trudno się dziwić. Jeden z tych autorów
zauważył na łamach „The Daily Telegraph", że panu Dawkinsowi nic do tego, jakie
oferty papież przedkłada brytyjskim anglikanom. Bóg mi świadkiem, że doskonale
rozumiem tę irytację na tak daleko posuniętą szczerość.
A swoją drogą ciekawe jaki
będzie kolejny (po lefebrystach i anglikańskich tradycjonalistach) ekumeniczny
krok Benedykta. Wyciągane ręki do muzułmanów może się skończyć jej
odgryzieniem, prawosławni są wyjątkowo nieufni. Rydzyka już ma i nigdy nie
zamierzał karcić. Ku jakim typom zwróci się teraz Ojciec Święty? Ufam, że coś w Stolicy Piotrowej
wymyślą.
« Felietony, bieżące komentarze (Publikacja: 04-11-2009 )
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl.
Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie,
bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w
kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.str. 6915 |
 |