Racjonalista - Strona główna


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
45.636.493 odwiedziny
Ponad 1073 autorów napisało
dla nas 5682 tekstów.
Zajęłyby one 22079 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Które państwo stanowi największe zagrożenie dla pokoju?
Iran
Korea Północna
Chiny
Palestyna
Afganistan
Rosja
Inne
  

Oddano 1274 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Książka "Racjonalisty"
Zuzanna Niemier - Uciekinierzy
Anatol France - Kościół a Rzeczpospolita

Złota myśl Racjonalisty:
"W Polsce często ateizm uważany jest za jakieś największe zło, za spuściznę komunizmu. Podczas gdy dla wielu ludzi, w tym dla mnie, ateizm jest konsekwencja światopoglądu naukowego i humanistycznych wartości etycznych, którymi kierują się w życiu."
 Religie i sekty » Islam

Spotkaj byłych dżihadystów [1]
Autor tekstu: Johann Hari

Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska

Od kiedy zacząłem spotykać dżihadystów, uderzało mnie jedno — ich brytyjskość. Jestem z East End w Londynie i w pewnym momencie w ciągu ostatnich dziesięciu lat przyzwyczaiłem się do zachrypłych i gniewnych szeptów dżihadyzmu na ulicach mojej dzielnicy. Brodaci młodzi mężczyźni stoją przed biblioteką i wzywają do „Rządów Boga" i „Śmierci demokracji".

W meczecie po drugiej stronie miasta słyszę garstkę młodych mężczyzn, mówiących z rozmarzeniem o tłumnym wyjeździe do Afganistanu, by „dać odpór". Ale przecież te szepty nigdy nie mają akcentu imigrantów. Dzielą moją wymowę, moje odnośniki kulturowe, mój hymn narodowy. Pod brodami i burkami są angielskie głosy.

East End to ściśnięty, szary labirynt domów komunalnych, wepchnięty pomiędzy pałace City z jednej strony i szklane wieże Docklands z drugiej. Można wyczuć elity finansowe patrzące górą wzajem na siebie, obojętne wobec betonowej bryły biedy, wrzuconej pomiędzy nie przez zapomniane fale historii. To miejsce zawsze było kłębiącym się pierwszym przystankiem imigrantów w tym kraju, jak mojego ojca — miejscem, gdzie nowo przybyli mogą skulić się razem, kiedy przystosowują się do zimnego deszczu i letniego liberalizmu Brytanii.

Muzułmanie, którzy przybywają tutaj codziennie z Bangladeszu, Indii lub Somalii, mówią, że dla nich obecność brytyjskich islamistów jest dziwaczna. Przybyli tutaj, żeby pracować i wychowywać swoje dzieci w stabilności, i żeby uciec od takich właśnie ludzi. Nie: ci islamiści są urodzonymi Brytyjczykami. Stanowią 7 procent populacji brytyjskich muzułmanów, według sondażu Populous (pozostałe 93 procent muzułmanów nie zgadza się z nimi). Od czasu samobójczych ataków 7 lipca, dokonanych przez młodych Anglików przeciwko Londynowi, Brytyjczycy zerkają na tę mniejszość w mniejszości i próbują zrozumieć, jak wyhodowaliśmy ten bardzo angielski dżihadyzm.

Każda próba jednak, jaką do teraz podejmowałem, by dostać się do ich umysłów - włącznie z rozmawianiem z islamistami całymi tygodniami w ich najbardziej osławionym londyńskim centrum, meczecie w Finnsbury Park, bezpośrednio po 11 września — zostawiły mnie z poczuciem, że poniosłem dziennikarską porażkę. Ci młodzi mężczyźni mówią do ludzi z zewnątrz gęstym i nieprzeniknionym kodem cytatów koranicznych i kwaśnej drwiny ze zbrodni polityki zagranicznej naszego rządu i z wolności kobiet i gejów. Każda próba dokopania się do ich psychiki - szczere pytania, o to jak ten wir myśli doprowadził ich do wiary, że ataki samobójcze na ich własne miasto są słuszne — zawsze spotyka się z opornym, szyderczym uśmieszkiem i jeszcze bardziej mętną recytacją Koranu. Ich przesłanie jest proste: nie zajmujemy się psychologią ani socjologią. Zajmujemy się Allahem i tylko Allahem. Pytam: dlaczego dajesz tę interpretację Koranu, kiedy nie robi tego większość muzułmanów? Bo my mamy rację, a oni są niewierni. Kropka. To był dochodzeniowy ślepy zaułek.

Potem jednak, rok temu, zacząłem słyszeć o wątłym, nowym ruchu, który mógłby może dać odpowiedzi, jakich nam, dziennikarzom, nie udało się dotąd znaleźć. Fala młodych brytyjskich islamistów, szkolonych do walki — którzy wiwatowali, kiedy ich przyjaciele detonowali bomby w tym kraju — wyparła się tego. Teraz używają wszystkiego, czego nauczyli się wewnątrz, żeby powstrzymać dżihad.

Siedemnastu byłych radykalnych islamistów „wyszło z szafy" w ciągu ostatnich 12 miesięcy i zaczęło stawiać opór. Czy będą w stanie powiedzieć mi o przyczynach, które wciągnęły ich w dżihadyzm i z niego wyciągnęły? Czy mogą być kluczem do zrozumienia — i rozbrojenia — zachodniego dżihadyzmu? Spędziłem trzy miesiące, badając ich świat i zawierając przyjaźń z wiodącymi postaciami. Ich opowieść rozciąga się od zapomnianych angielskich kurortów nadmorskich, poprzez więzienia egipskiej dyktatury do lodowatych gór Afganistanu — i z powrotem.

I. Imam

Moja podróż zaczęła się, kiedy siedząc w jednej z paskudnych garkuchni, których pełno w East Endzie, usłyszałem jak młoda kobieta w hidżabie mówi, że w jednym z lokalnych meczetów jest imam, który był dżihadystą i walczył w Afganistanie, ale teraz dostaje groźby śmierci od tych samych ludzi, u boku których kiedyś walczył. Jego „zbrodnia"? Wyrzeczenie się przeszłości i nawoływanie do „świeckiego islamu".

Po szeregu telefonach Usama Hassan ostrożnie zgadza się na rozmowę. Spotykam go przed jego małym meczetem w Leyton. Mieści się on pomiędzy podupadłymi sklepikami z tanimi towarami („Wszystko tylko za 1 funt!!!"), sklepikami z halal kebab i zabitymi oknami na obrzeżach East Endu.

Usama jest wielkim, niedźwiedziowatym mężczyzną w czarnym swetrze i okularach w drucianej oprawce. Wita mnie masywnym uściskiem dłoni; pod pachą ma zwiniętą gazetę. Zabiera mnie na piętro, do jasnozielonego pokoju modlitw. W tym budynku była kiedyś fabryka, potem kino; teraz jest to meczet wahabitów prowadzony za saudyjskie pieniądze. Mężczyźni milcząco klęczą w kierunku Mekki, podnosząc się i pochylając w nabożnych falach. „W piątki na zewnątrz stoją islamiści i ostrzegają wiernych, że ich modlitwy nie będą się liczyć, jeśli ja je prowadzę" — mówi mi, kiedy kucamy w kącie — „ponieważ rzekomo jestem apostatą. Fałszywym imamem". Odwraca wzrok. „Dzwonią późno w nocy. Grożą. To bolesne. Bo widzisz, kiedyś byłem jak oni".

I tak Usama opowiada mi swoją historię. Przybył do Tottenham w północnym Londynie w połowie lat 1970., kiedy miał pięć lat. Saudyjskie Ministerstwo Spraw Religijnych, którego celem jest szerzenie purytańskiego, pustynnego nurtu islamu do wszystkich narodów, wysłało tam jego pakistańskiego ojca. Rodzina żyła izolowanym życiem, starając się przestrzegać saudyjskich zasad w domu bliźniaku na angielskim przedmieściu. „Zakazana była muzyka, telewizja i jakikolwiek kontakt z płcią przeciwną — mówi. — Byliśmy trzymani pod kloszem. Niewiele wychodziłem". W wieku 10 lat znał na pamięć każde słowo Koranu po arabsku.

Miał silne poczucie Brytanii za swoimi murami — Brytanii, w której ja dorastałem — jako wrogiego miejsca, pełnego przemocy. „Musisz zrozumieć — to był czas rozruchów w Tottenham. Czuło się przemoc na ulicach" — mówi. „Przyzwyczaiłem się do oczekiwania, że biali ludzie użyją słowa 'Paki'. Przez cały czas baliśmy się skinheadów".

Ale Usama dostał stypendium z samego serca angielskiej elity — do City of London Boy's School, gdzie mógł grać w krykieta na stadionie Lords. Związał się z Żydami w tej szkole — też byli outsiderami i kibicami drużyny piłkarskiej Tottenham Hotspur. Nadal mówi jak absolwent prywatnej szkoły, którym przecież jest - długimi, pewnymi zdaniami.

Jacyś mężczyźni w długich szatach zaczęli się na nas gapić, więc zabrał mnie na dół, do biura meczetu. „W owym czasie bycie muzułmaninem oznaczało bycie islamistą. Było to traktowane jak oczywistość" — mówi. Kiedy więc skończył 13 lat dołączył do fundamentalistycznej organizacji o nazwie Jimas. Duże, pełne ludzi konferencje w każdy weekend. Powiedziano im: nie czujecie się w Brytanii jak w domu, ale nie możecie pojechać do „domu" do kraju, którego nigdy nie widzieliście. Mamy więc dla was trzecią tożsamość — ponadnarodowy islamizm, który nie zna żadnych granic i może was wszystkich ogarnąć.

Brzmi to znajomo. To jest tożsamość, którą słyszę, jak wykrzykują ją młodzi islamiści na całym East Endzie: może brzmię jak ty, ale zupełnie nie jestem jak ty. Jestem Inny, należę gdzie indziej — w miejscu, które jeszcze nie istnieje, ale je stworzę, własnymi pięściami i własną furią.

Jimas mówił swoim członkom, że są częścią prześladowanego miliarda, wysadzani w powietrze i zamykani na całym świecie. „To było trochę jak gang — mówi. — I mieliśmy silne poczucie, że jesteśmy oblężeni. Wszystko było spiskiem przeciwko islamowi, a my byliśmy strażnikami islamu. Tak siebie widzieliśmy… Wielu moich przyjaciół nosiło wojskowe buty i noże". Zdaję sobie sprawę z tego, że dla fajtłapowatego chłopca o intelektualnych zainteresowaniach musiało być upajające, kiedy mu mówiono, że jest częścią militarnego ruchu, który niewątpliwie podbije historię.

W letnie wakacje 1990 r. — jako przerwę w studiach fizyki na Cambridge University — pojechał prowadzić dżihad na polach bitwy w Afganistanie. Z dwoma przyjaciółmi z Jimas przybył do prowadzonego przez Arabów obozu szkoleniowego w górach Kunar we wschodnim Afganistanie. Był to rozrzucony ciąg namiotów i broni pozostawionej przez CIA w śniegu i krwi. Spędzali dnie biegając w górę i w dół po zboczu góry, ucząc się jak strzelać z kałasznikowa i wyrzutni rakiet. „Kiedy strzelasz z kałasznikowa, echo odbija się wszędzie od gór — mówi. — Po tym nudnym życiu, czujesz, jak ci tryska adrenalina".

Arabscy bojownicy nosili cztery warstwy ubrań i ciągle dygotali. Nigdy przedtem nie widzieli śniegu, więc od czasu do czasu odkładali broń na długą, radosną bitwę na śnieżki. Kiedy wszyscy nauczyli się, jak zabijać, zabrano ich na linię frontu, żeby strzelali do stanowisk komunistów. „Jeden z pocisków wylądował bardzo blisko nas, około 30 metrów". Wystrzelił w odwecie. „Mam nadzieje, że nigdy nikogo nie zabiliśmy" — dodaje szybko.

Usama opowiada swoją historię płynnie i szybko, i przejeżdża przez te trudne momenty — zabijania — jak przez próg hamujący. Sądził, że raj na ziemi powstanie z ruin, które tworzył — i przemieni świat na swój obraz. „Oczekiwaliśmy, że Afganistan stanie się tym wymarzonym państwem islamskim — dodaje — które następnie rozszerzy się na cały świat". Powrócił na Cambridge University zdecydowany nawrócić tylu muzułmańskich studentów, ile możliwe, na wahabizm. „Było stosunkowo łatwo ich przekonać — mówi. — Ludzie szukali tożsamości grupowej. Byli zdezorientowani: co to znaczy żyć jak muzułmanin w takim społeczeństwie? Mieliśmy łatwe odpowiedzi. Powróć do źródeł i traktuj je dosłownie".

Centralna w tej wizji jest potrzeba odbudowy kalifatu — islamskie państwo rządzone przez szariat istniało od czasów Mahometa do 1924 r. „To była bardzo marzycielska, romantyczna idea — mówi. — Gdyby ktokolwiek zapytał, jak by to działało, powiedzielibyśmy po prostu: ludzie, którzy do tego doprowadzą, będą tak święci, że podejmą właściwe decyzje". To była stara obietnica rewolucjonistów, dawana przez wieki: będzie jeden rewolucyjny zryw, w którym wszystkie konflikty rozpłyną się na zawsze i narodzi się bezkonfliktowy raj.

Zadaniem Usamy było przekonanie ludzi, by poszli walczyć w Afganistanie i, od połowy lat 1990., w Bośni. Był jednym z najlepszych — i mówi, znowu bardzo szybko, że jednym z jego wielkich sukcesów było zradykalizowanie Omara Sheikha, człowieka siedzącego teraz w celi śmierci w Pakistanie za obcięcie głowy Daniela Pearla. „Ustawiłem go na ścieżce dżihadu" — mówi. Wygląda na trochę podnieconego, trochę przerażonego. Pierwsze, co pamięta o Sheikhu — którego spotkał na kółku Jimasu — jest świeża lemoniada, którą mu zrobił w akademiku. „Była pyszna. Piliśmy ją i pili. Moim pierwszym wrażeniem było, że był to gładko wygolony, dobrze wykształcony brytyjski chłopak z  prywatnej szkoły. Uroczy facet".


1 2 3 4 5 Dalej..
 Zobacz komentarze (7)..   


« Islam   (Publikacja: 18-11-2009 )

 Wyślij tekst mailem..   dodajdo      
Wersja do druku    PDF    MS Word

Johann Hari
Wielokrotnie nagradzany brytyjski publicysta publikujący stale w The Independet, okazjonalnie również w The New York Times, Le Monde i innych czołowych pismach zachodnich.

 Liczba tekstów na portalu: 7  Pokaż inne teksty autora
 Poprzedni tekst autora: Gdzie się podziały wszystkie kobiety? Manifest przeciwko apartheidowi płci.
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 6952 
Zaloguj jako:  Hasło:   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2010 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365