| « Felietony i eseje Sądy boże Autor tekstu: Andrzej Koraszewski
Biły sie
dwa Bogi
Nasz Pan
Jezus żydowskiemu
Chciał
połamać nogi
(z ludowej
piosenki cytowanej przez Mikołaja Kozakiewicza)
Niemal co
roku widzę gdzieś doniesienia o bójkach między kapłanami różnych wyznań
chrześcijańskich, którzy tłuką się na pięści, a nierzadko okładają się sprzętem
liturgicznym w Bazylice Narodzenia w Betlejem. Waśnie w Betlejem mają długą i piękną tradycję, w której tli się pamięć rzezi w Konstantynopolu i innych bratobójczych mordów z Bogiem na ustach.
Ostatnia
taka notka zwróciła moją szczególną uwagę, bo zwaśnionych chrześcijańskich
kapłanów rozdzielali palestyńscy policjanci. Miłość bliźniego przy Pańskim
Żłobie nie jest większa niż w innych miejscach na Ziemi, więc i zdziwienie tymi
akurat bójkami w Bazylice Narodzenia nie jest na miejscu. Leżąca nieopodal
Jerozolima przechodziła z rąk do rąk nad wyraz często, trup słał się gęsto, a zwycięzcy nieodmiennie dziękowali Bogu za jego wsparcie w dziele odzyskiwania
świętego miejsca. Miasto dobrze mogłoby służyć jako Światowe Muzeum Waśni
Religijnych i Nabożnego Okrucieństwa.
Kilka dni
temu prasa donosiła o zaniepokojeniu, jakie wzbudził w Izraelu wykład naczelnego
rabina izraelskiej armii, który w religijnej szkole na Zachodnim Brzegu
powiedział ni mniej ni więcej, tylko, że „żołnierze, którzy okazują litość wobec
wroga, ciężko grzeszą i zostaną potępieni".
Rabin
Ronsky jest przeciwny służbie wojskowej kobiet, jest przeciwny wywieraniu
jakiejkolwiek presji na żydowskich osadników, a jego radykalizm osiąga poziom,
który, jak pisze izraelska prasa, wywołuje pytanie, dlaczego pozwala mu się
nadal pełnić swoją funkcję, jeśli podobne wypowiedzi wielokrotnie były już
powodem zwolnień z wojska innych oficerów.
Rabin
Ronsky nikogo nie zabił, jego ekstremizm to zaledwie namawianie do braku
litości. W Izraelu toczy się właśnie proces przeciwko żydowskiemu terroryście.
Jaakov Teitel podejrzewany był pierwotnie o morderstwo i kilka prób zabójstwa.
Obecnie zarzuty obejmują serię morderstw popełnionych na przestrzeni wielu lat.
Ten żydowski osadnik, urodzony na Florydzie i praktycznie nieznający
hebrajskiego, wydaje sie być lustrzanym odpowiednikiem brytyjskich czy
amerykańskich dżihadystów.
Jak sam
przyznał podczas przesłuchania, przyjechał do Izraela, żeby pomścić samobójcze
zamachy. Już w roku 1997 podejrzany był o zastrzelenie Palestyńczyka, ale został
zwolniony z braku dowodów. Wrócił wówczas do Stanów Zjednoczonych, by po trzech
latach przyjechać ponownie i osiedlić się na Zachodnim Brzegu.
Aresztowany został 7 października br. kiedy w Jerozolimie rozdawał ulotki
popierające sierpniowy zamach na klub gejowski, w którym zginęły dwie osoby.
Teitel nie jest łączony z tym zamachem, ale okazało sie, że od dłuższego czasu
był obserwowany jako podejrzany o terroryzm.
Rzecznik
policji twierdzi, że Teitel przyznał się do całego szeregu przestępstw zarówno
przeciw Palestyńczykom, jak i przeciw Żydom.
Podczas
wstępnej rozprawy podejrzany wygłosił płomienną przemowę oskarżając rząd Izraela
m.in. o uwolnienie setek palestyńskich terrorystów, o sprzyjanie chrześcijańskim
misjonarzom i o zamiar likwidacji żydowskiego osadnictwa na Zachodnim Brzegu.
Od kilku
tygodni izraelska prasa, podobnie jak wcześniej prasa amerykańska w sprawie
majora Nidala Hasana, publikuje dziesiątki artykułów, których autorzy próbują
zrozumieć kim jest ten człowiek i jak mogło dość do tego, że przez wiele lat
mógł uprawiać swój proceder.
Chory
psychicznie, czy tylko bardzo religijny? Z wykształcenia psycholog, posiada
profesjonalną znajomość technik komputerowych, samouk w dziedzinie uzbrojenia
wojskowego i materiałów wybuchowych. Wychowany w rodzinie amerykańskich
ortodoksyjnych Żydów, zaangażowany w młodzieżowy ruch religijny. Brak
przyjaciół, wiele wskazuje na to, że swoje skrytobójcze ataki przeprowadzał
samotnie. Z sąsiadami nie miał kontaktu ze względu na brak znajomości
hebrajskiego. Brat żony twierdzi, że Teitel był nietowarzyski i nigdy nie był u nich nawet na obiedzie. Jednym ze znajomych Teitela był 22-letni Avraham
Richland, aresztowany w 2006 roku w związku z jego bliskimi kontaktami z dezerterem, który zaczął strzelać w autobusie, zabijając czterech izraelskich
Arabów i raniąc około dwudziestu.
Sprawa
Teitela wywołała ożywioną dyskusję na temat powiązań miedzy ultra-religijną
prawicą a żydowskim terroryzmem. Podobnie jak w przypadku dżihadystów w Wielkiej
Brytanii i w Ameryce, i tu widzimy tendencję do wyjaśniania, że są to
odosobnione przypadki patologicznych jednostek i że sprawa tak naprawdę nie ma
nic wspólnego z religią. Jednak mimo, że najbliższe otoczenie Teitela odżegnuje
się od jego postępków, twierdząc, że nie bywał nawet w ich synagodze, w komentarzach podkreśla się, że tłem jest osada ultra-ortodoksyjnych osadników, a motywem fanatyczna wiara religijna.
Wielu
komentatorów zdaje sobie sprawę z tego, że postawienie przed sądem jednego
złapanego terrorysty nie wystarczy, że konieczna jest zdecydowana działalność
profilaktyczna. Nic tu nie pomoże wyjaśnianie, że w odróżnieniu od strony
arabskiej, żydowscy terroryści stawiani są przed sądem i społeczeństwo nie uważa
ich za bohaterów. Trudno jednak nie łączyć z tymi przypadkami przyzwolenia dla
religijnych fanatyków na osadnictwo na Zachodnim Brzegu, czy tolerowania, a wręcz nakłaniania do barbarzyństwa ze strony naczelnego rabina armii.
Nieliczni
komentatorzy w izraelskiej prasie zadają pytanie o rolę duchowych przywódców,
owych wściekłych rabinów, kwestionujących prawo państwowe i dostarczających
motywacji paranoikom.
Nawet
jeśli mamy do czynienia z chorobą, to spowodowane nią zachowania zyskują sankcję
społecznego przyzwolenia przez religię.
Oczywiście
przekraczamy tu rubikon, gdyż jednoznaczne obarczenie winą owych duchowych
przywódców implikuje odpowiedzialność karną nie tylko za czyny, ale i za słowa.
Religianci
wszelkiej maści uwielbiają pojęcie prawa naturalnego. Wszyscy doskonale zdajemy
sobie sprawę z tego, że prawo stanowione może być amoralne i że istnieją
sytuacje, w których obywatelskie nieposłuszeństwo jest cnotą. Prawo naturalne
wyprowadzane z religii, z jakiejś mistycznej natury Boga, zawsze jednak
prowadziło i musi prowadzić do moralnego relatywizmu. Interpretację tak pojętego
prawa naturalnego nieodmiennie pozostawiamy natchnionym (czyli szalonym),
uzurpującym sobie prawo już nie do decyzji w swoim imieniu, ale do stanowienia
jakichś praw uniwersalnych, z reguły wyprowadzanych z religii plemiennej.
Wyjaśnienie, że owo powiązane z religią prawo naturalne jest niezbędne ze
względu na maluczkich, którzy nie mogą szukać moralnej busoli w historii i u
filozofów, z wielu względów wydaje się argumentacją obrzydliwą, a z całą
pewnością tragiczną w konsekwencjach. Główną siłą napędową błędnego koła
konfliktów na Bliskim Wschodzie jest starcie różnych odmian muzułmańskiego
prawa naturalnego, żydowskiego prawa naturalnego, chrześcijańskich praw
naturalnych.
Walka w imię boga z samej swej istoty nie może prowadzić do kompromisu. Jest to bowiem
dla każdej ze stron Bóg pisany z dużej litery, jedyny i zawsze gotowy do
wiecznego potępienia każdego, kto okazuje jakiekolwiek współczucie dla wyznawców
innych bogów. Nieprzejednanie wydaje się tu być istotnym, a może wręcz
najważniejszym elementem religijnej tożsamości.
Interesujący przykład takiej wrogości mieliśmy niedawno, kiedy to szejk Yousef
Al-Qaradhawi, przewodniczący Międzynarodowego Związku Uczonych Muzułmańskich, w kazaniu nadanym przez telewizję katarską, przedstawił swoje zastrzeżenia do
dialogu między muzułmanami i chrześcijanami. W relacjach
muzułmańsko-chrześcijańskich nadal bardzo żywe jest wystąpienie Benedykta XVI z 15 września 2006 roku, w którym zacytował słowa bizantyńskiego cesarza z XIV
wieku:
"Pokaż mi, co nowego
przyniósł Mahomet, a wtedy ujrzysz tylko to, co złe i nieludzkie — jak choćby
to, że nakazał, aby wiarę, którą głosił, rozszerzać za pomocą miecza".
Oczywiście, zdaniem strony muzułmańskiej, jest to wierutne kłamstwo, bo islam
prócz miecza niósł dobrą nowinę. Tak czy inaczej, słowa papieża przerwały
dialog ekumeniczny i co prawda Benedykt XVI twierdził, że źle go zrozumiano,
ale, jak nie bez pewnej słuszności twierdzi szejk, nigdy muzułmanów za te słowa
nie przeprosił. Muzułmański uczony poszedł dalej za ciosem i przypomniał, że
chrześcijanie nigdy nie przeprosili za wojny krzyżowe, które były „wrogimi
wojnami". Szejk Al-Qaradhawi, przypomniał, że chrześcijanie podczas tych wrogich wojen
dziewięciokrotnie najeżdżali Palestynę wyrzynając ludność muzułmańską.
Ten brak
przeprosin za wojny krzyżowe jest dla niego szczególnie bolesny w obliczu
przeprosin wypowiedzianych pod adresem Żydów:
Watykan
przeprosił Żydów, którzy powiedzieli, że Chrystus był kłamcą, że był synem
prostytutki, że jego matka nie była dziewicą i że jego ojcem był cieśla Józef.
Udzielili rozgrzeszenia Żydom, którzy zorganizowali jego zabójstwo i uczestniczyli w nim. Oczyścili Żydów z zarzutu rozlania krwi Chrystusa.
Dopiero po
wyrażeniu bólu z powodu przeprosin Watykanu pod adresem Żydów pojawia sie
zarzut, w którym czytamy, że muzułmanie uznają chrześcijan, ich świętą księgę i religię Chrystusa, a w odpowiedzi dowiadują się, że "Mahomet był kłamcą a Koran
jest fabrykacją."
Szejk
mówił w swoim kazaniu, a nie można wykluczyć, że jego opis wydarzeń zbliżony był
do rzeczywistości, że podczas konferencji w Kairze pod hasłem „Chrześcijanie
Bliskiego Wschodu", chciał w końcowym oświadczeniu użyć zwrotu „Ludzie boskich
religii zgodzili się…" Podobno strona chrześcijańska nie wyraziła na to zgody.
Podobno mieli powiedzieć:
"Nie
uznajemy islamu za boską religię. To nie jest boska religia".
Ponoć,
kiedy w tej sytuacji chciał zmienić określenie „boskie religie" na boskie
wartości", usłyszał stwierdzenie:
"Nie, nie
uznajemy, że wartości islamu są boskie. To są ludzkie wartości, przyniesione
przez faceta, który twierdził, że jest prorokiem".
Nawet
jeśli nie jest to rzetelny cytat, to przecież trudno o wątpliwości, że jest to
rzetelne odzwierciedlenie postaw uczestników sporów o religijnie interpretowane
prawo naturalne. Tylko moja religia jest oparta na nakazach Boga i tylko ja
właściwie interpretuję znaczenie tych słów. Boskie prawo naturalne okazuje się
być doskonałym pomostem do usprawiedliwiania czegokolwiek.
W opublikowanym tu kilka dni temu artykule Johanna Hari znajdujemy znamienne
zdanie byłego islamskiego terrorysty, który święcie wierzył, że religijna
rewolucja będzie prowadziła do królestwa bożego na ziemi.
Gdyby ktokolwiek zapytał, jak by to działało, powiedzielibyśmy po prostu:
ludzie, którzy do tego doprowadzą, będą tak święci, że podejmą właściwe
decyzje". To była stara obietnica rewolucjonistów, dawana przez wieki: będzie
jeden rewolucyjny zryw, w którym wszystkie konflikty rozpłyną się na zawsze i narodzi się bezkonfliktowy raj.
Wcześniej w trakcie rewolucji należało tylko wymordować wrogów Boga i nawrócić
zagubionych.
Może ktoś
odpowiedzieć, że ten rewolucyjny romantyzm nie przedstawia się lepiej wśród
zwolenników ideologicznych utopii, które nie odwołują się do religii. Trudno
zaprzeczyć. Hitler, Stalin, Mao, Pol Pot i dziesiątki innych wodzów udowodniło,
że przeklęty rewolucyjny romantyzm może porwać miliony do radosnej zbrodniczej
aktywności. Wydaje się jednak, iż świeckie utopie załamują się łatwiej, nie
trwają wiekami, są mniej święte.
Bójki
kapłanów w Bazylice Narodzenia mogą wydawać się wręcz zabawne, tuż obok życie
podporządkowane jest sporom o boże słowa i boskie wartości. Żadna ze stron nie
chce uznać, że te wartości nie są żadnymi boskimi wartościami, że są ludzkie i jako takie
podlegają dyskusji i mogą być przedmiotem kompromisu.
W średniowieczu rycerze wyzywali się na „sąd boży", ufając, iż Bóg stanie po
stronie prawdy, oczywiście ich Bóg, po stronie ich prawdy. Podobnie królowie
wyruszali na swoje wojny ufając, że czynią to w imię Boga i licząc na boskie
poparcie. Zwycięzcy dziękowali Bogu, przegrani od żadnego Boga nie doczekali się
nigdy przeprosin.
Zdawać by
się mogło, że idea „sądu bożego" jest już tylko historią. Jednak jak długo mamy
naczelnych kapelanów w armiach, jak długo politycy fotografują sie z religijnymi
dostojnikami, jak długo religia nie odejdzie w sferę prywatną, słowa o obowiązku
braku litości dla wroga zamiast sankcji karnej będą miały sankcję boską, a plemienne waśnie będą się ludziom wydawać wezwaniem wroga na sąd boży.
« Felietony i eseje (Publikacja: 22-11-2009 )
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl.
Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie,
bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w
kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.str. 6959 |