Felietony i eseje » Felietony, bieżące komentarze
Bomby i bicie: życie wśród talibów  Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska
W Pakistanie 13-letnia dziewczyna o imieniu Meena
opisała swoje życie w rodzinie talibów. Mówi ona,
że jej rodzina próbowała zrobić z niej samobójczynię-mordercę. Nie ma
niezależnego potwierdzenia jej opowieści, ale policja sądzi, że mówi prawdę i że jej informację mogą być bardzo cenne. Meena opowiedziała swoją historię
korespondentce BBC Orli Guerin.
Meena mówi, że jej brat ciągle powtarzał, iż miejsce kobiety jest albo w domu, albo w grobie.
Zawsze byłam skazana na dom.
Powiedział do mnie: „Jeśli wyjdziesz z domu, obetnę ci głowę i położę na twoich
piersiach". Poszedł do miejscowej szkoły i pobił uczennice oraz nauczycielkę.
Twierdził, że każdy, kto chce się uczyć, jest przyjacielem Ameryki.
Chciałam
być lekarzem. Tak bardzo tego chciałam, że kiedyś śniło mi się, że jestem w szpitalu i pracuję jako lekarka. Chciałam pomóc biednym, tym, których nie stać
na zapłacenie lekarzowi.
Dowódcy
talibów przychodzili do naszego domu. Koło domu jest podziemny bunkier z elektrycznością.
Jest
betonowy i bardzo mocny. Samochody jeździły po wierzchu i nikt nie wiedział, co
jest pod spodem. W tej kryjówce oni szkolili samobójców-zamachowców.
Większość
to były dzieci, w moim wieku albo młodsze. Używano je do tego, bo były za małe,
żeby coś rozumieć.
Widziałam
te dzieci, jak wsiadały do pojazdu, żeby pojechać na misję. Oni używali głośnych
CD z islamskimi pieśniami, żeby je motywować. A ja myślałam: „Mój Boże, pochowają więcej
muzułmanów". A potem przychodziły wiadomości, że kolejni muzułmanie zostali zmieceni z powierzchni ziemi.
Mój brat
przygotowywał bomby i moja bratowa też to robiła. Powiedział mi, że mnie tego
nauczy. Nie chciałam. Nie chciałam nawet patrzeć na to, co robili.
Mój ojciec i brat powiedzieli mi, że mam przeprowadzić atak samobójczy.
Naciskali na mnie, że mam to zrobić.
Powiedzieli mi: „Jeśli to zrobisz, pójdziesz do raju na długo przed nami".
Odpowiedziałam: „Dlaczego nie mówicie mi, że pójdę do piekła na długo przed
wami?"
Codziennie mi to mówili. Codziennie.
Byłam
bardzo mała, kiedy zaczęli mi to mówić.
Powiedziałam im: "A co z wszystkimi ludźmi, których zabiję?
Zaczęli
mnie bić, kiedy odmówiłam.
Bili mnie non-stop. Zrobili mi piekło z życia.
Nigdy nie
miałam jednej chwili szczęścia. Robili wszystko, poza zabiciem mnie.
Powiedzieli: „Bomba będzie połączona z przyciskiem lub z czymś podobnym do
pilota telewizyjnego. Damy ci tego pilota i pójdziesz na to miejsce. Damy
ci również komórkę i zadzwonimy na ten telefon, a ty wybuchniesz razem z bombą".
Powiedzieli mi, że użyją tak dużej ilości materiałów wybuchowych, że nikt nie
będzie wiedział czy to mężczyzna, czy kobieta.
Powiedzieli mi, że muszę to zrobić.
Mieli
rodzaj leku, który dawali zamachowcom. Ten lek powodował, że zamachowcy chodzili
uśmiechnięci, jak w transie.
Powiedzieli, że dadzą mi ten lek i wtedy pobiegnę na śmierć — z uśmiechem.
Byłam tak przerażona, że postanowiłam sama przygotowywać sobie herbatę i własną
żywność.
Bałam się,
że włożą ten lek do mojego jedzenia.
Przyczepili bombę do mojej siostry, Nahidy.
Przywiązali prostokątne kawałki do jej ramion i czarną taśmą owinęli jej obie
nogi.
Potem
połączyli całość. Powiedziała bratu, że bomba jest ciężka i że nie może chodzić.
Powiedział, że będzie jej wygodnie jak usiądzie w samochodzie.
Dali jej lek.
Ale
płakała bardzo głośno i wołała mamę. Mama ciągle do niej podchodziła i ją
obejmowała. Kiedy moja siostra patrzyła na bombę, drżała.
Wtedy mój
brat i ojciec zaczęli bić mamę i krzyczeli: „Dlaczego odciągasz dziewczynę od
jej misji?"
Słyszałam
jak siostra mówiła: „Gdzie jest Meena?
Chcę ją zobaczyć". Ale nie miałam siły. Moje serce nie mogło tego wytrzymać.
Mama zemdlała, kiedy siostrę wsadzono do samochodu.
Mój brat
powiedział, że atak mojej siostry był w Afganistanie.
Zawsze
myślę o mojej siostrze. Była zdrową i bardzo miłą dziewczynką. Była młodsza ode
mnie, ale była mądrzejsza. Mama zawsze mówiła mi, że jestem idiotka, ale ona
była bardzo mądra.
Mój brat
był zaangażowany w zamach na Khyber Bazaar (w przygranicznym mieście Peszawar w październiku 2009 r., w którym zginęło ponad 50 ludzi).
Mówiono o tym u nas w domu.
Kiedy kogoś dokądś wysyłano, mówili o celu.
Mówili:
„Tę grupę wysyłamy tam".
Po
zamachach świętowali. Obwieszali się wzajemnie kwiatami, tak jak to ludzie
robią po powrocie z Hadż.
Kiedy
zginęła Benazir Bhutto, mój brat wezwał wszystkich. Zaczęli strzelać i krzyczeć:
Benzair zginęła, Benazir zginęła". Wszyscy zaczęli strzelać — świętowali do
bardzo późna.
Mój brat
po wielu latach odwiedził przyjaciela i dostał on niego kozę, którą przyprowadził do
domu. Często dostawali
zwierzęta jako prezenty, bo było tak wielu talibów do nakarmienia. Poprosił
mnie, żebym zajęła się kozą, ale ona wybiegła za bramę.
Pobiegłam za nią.
Nasz dom
stał na krawędzi. Poniżej był strumień. Ona poszła w dół do strumienia i ja
poszłam za nią.
Samolot nadleciał robiąc mnóstwo hałasu i drgań. (Był to atak śmigłowca bojowego.)
Kiedy
spojrzałam na nasz dom widziałam tylko mnóstwo dymu. Dom zamienił się w ruinę.
Nie miałam
pojęcia ilu członków mojej rodziny było martwych albo żywych. Ponieważ miejsce
było pełne materiałów wybuchowych, słyszałam wielkie eksplozje.
Wtedy
zaczęłam iść. Modliłam się aż doszłam do pobliskiego miasta.
Ludzie
mówią, że mam mocne serce.
Musiałam być mocna. Co mogłam zrobić? Bóg nawet nie pozwala mi umrzeć.
Jeśli mój
brat mnie złapie, otruję jego i siebie.
Talibowie
zarzynają dzieci innych ludzi. Zamieniają kobiety we wdowy. Oni także powinni
cierpieć.
Chcę, żeby
ci talibowie spłonęli żywcem.
Tekst oryginału.
Źróło: BBC News.
« Felietony, bieżące komentarze (Publikacja: 06-02-2010 )
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl.
Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie,
bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w
kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.str. 7127 |