|
|
 |
Czytelnia i książki » Recenzje i krytyki
A wy kitajec Autor tekstu: Andrzej Koraszewski
Gdyby autor artykułu pod tytułem „Ateizm holistyczny" wyraźnie tego nie napisał,
nigdy w życiu nie domyśliłbym się, że ów artykuł to recenzja z mojej książki.
Już sam tytuł najwyraźniej wskazuje, że coś jest nie tak.
Mariusz Agnosiewicz opowiadał mi, że otworzył paczkę z drukarni, w której miały
być moje książki, a tam „Śpiewnik pielgrzyma". Drukarz wiedział, że ateiści są
ludźmi gołębiego serca, ale strach na niego padł ogromny, czy aby księża w amok
nie wpadną, bo to znaczyło…
Musiał Radosław S. Czarnecki dostać egzemplarz z jeszcze inną zawartością, niby
podobną, a wszelako radykalnie odmienną. Może to było coś o medycynie holistycznej, a że zaplanował napisanie recenzji z mojej książki , to resztę sobie dośpiewał.
Zaczyna się ta recenzja od kontrowersji w końcu dość zasadniczej, czyli od
pytania czym
jest dla mnie ateizm? Dowiedziałem się od recenzenta mojej książki, że dla mnie
ateizm to sposób życia. No i masz babo placek. A ja biedny myślałem, że w kilku
miejscach bardzo wyraźnie napisałem, że definiuję ateizm jako tylko
odmowę uznania beznadziejnie słabo podbudowanej hipotezy o istnieniu
boga, bogów, czy też jakichkolwiek istot nadprzyrodzonych. Musiał recenzentowi
ktoś te strony wyrwać, bo jakoś zdekonstruował sobie to wszystko inaczej.
Pisząc, że ateizm to w gruncie rzeczy dość drobna sprawa,
ale jej konsekwencje są poważne, chociaż mają wymiar jednostkowy, natrudziłem
się okrutnie wyjaśniając, że ateizm nie jest światopoglądem, nie prezentuje
gotowego pakietu odpowiedzi na wszystkie ważne pytania, że zaledwie otwiera
drogę do samodzielnych pytań. Właśnie to odrzucenie gotowego pakietu instrukcji
życia człowieka pobożnego stawia człowieka niewierzącego przed problemem
samodzielnego poszukiwania drogowskazów. Więc ten mój „Ateusza portret własny"
jest próbą odpowiedzi dokąd mnie prywatnie ta błaha decyzja o odrzucenia
kiepskiej hipotezy doprowadziła.
Radosław S. Czarnecki jest człowiekiem lewicy, więc pewnie
pomyślał, że to co czyta jest zupełnie niemożliwe i postanowił, że
napisałem, iż ateizm jest stylem życia.
Odrzucenie beznadziejnie kiepskiej hipotezy o istotach
wyższych, ma istotny wpływ na inne sfery życia i jak widzimy to po
prezentowanych przez Radosława S. Czarneckiego wrażeniach z mojej książki i po
jego innych artykułach, ten wpływ może mieć bardzo różne efekty. Moja książka
jest ateusza portretem własnym, a nie zbiorem durnych generalizacji o ateistach
jako takich.
Na szczęście autor recenzji dalej twierdzi, że polemizuje
już ze mną, a nie z ateizmem holistycznym. Pisze:
Uderza jednak w odbiorze książki pewna naiwność i wiara (sic — ?) Autora w jednoznaczność oraz tożsamość demokracji, wolności i pluralizmu (czyli atrybutów
modernizmu i współczesności, a także tego co pojmujemy przez kulturę Zachodu) z postępem, racjonalizmem i tym co M.Weber nazywał „desakralizacją realności".
Zupełnie jakbym czytał Noama Chomsky’ego — słodki
broszurkowy slang, za którym kryje się bezmiar oceanu osobliwej miłości do
osobliwie pojmowanego respektu dla multikulturowości i osobliwie definiowanego
Innego.
Dalej autor tej recenzji pisze sobie o swoich
pretensjach do Michnika, Kuronia i Kwaśniewskiego, które ja też mam, ale
formułuję je nieco inaczej. Nie wchodzę w to z braku miejsca. Bardziej zmusza do
reakcji jego teza o mojej tezie.
„Można polemizować z Autorem co do tezy, iż upadek systemu komunistycznego nie
ma nic wspólnego z kryzysem i uwiądem idei oświeceniowych, lewicowych,
postępowych na całym świecie (a przede wszystkim w Europie Zach.)."
Można, trzeba by pierwej wskazać, że mnie taka teza gdzieś frapowała, tymczasem
sama hipoteza jest dla mnie jak hipoteza z Panem Bogiem — tak kiepska, że nie
warta zainteresowania. Uwiąd starczy bolszewickiego komunizmu był konsekwencją
niewydolności produkcyjnej, niezdolności zaspokojenia głębokiej potrzeby
konsumeryzmu, czyli dostarczenia obywatelowi możliwości kupienia porządnej
pralki, lodówki, samochodu i (nie oszukujmy się) ładnego ciucha; brakiem
zdolności dalszej konkurencji w dziedzinie zbrojeń, a wreszcie tym co
ostatecznie spowodowało załamanie się sytemu była raczej przegrana wojna w Afganistanie niż polska „Solidarność" i polski papież. O tym pisałem i oczywiście jest to dyskusyjne, ale nie z tym dyskutuje recenzent.
Radosław S. Czarnecki, po długich wywodach, w których bolszewicki komunizm
urodził mu się z myśli oświeceniowej (różnimy się tu znacznie, bo dla mnie
najlepszym dzieckiem Oświecenia są Stany Zjednoczone i ich konstytucja, zaś
bolszewicki komunizm jest raczej dzieckiem z lewego łoża spłodzonym przez
niedouczoną inteligencję rosyjską spółkującą z rosyjskim zacofaniem, z którego
to związku wynikła obietnica dana chłopom, że robotnikom będzie lepiej, ale dopiero
po wyrżnięciu ludzi, którzy w to nie wierzą), dociera do tego co go naprawdę boli:
„W tej mierze należy podkreślić, że spojrzenie głównie na islam jako
jedynego i głównego rozsiewcę dziś na świecie tych, wyżej wymienionych,
elementów kultury człowieka, jako synonimu terroryzmu i opresji religijnej jest
przejaskrawionym stanowiskiem.."
Musiało mu z tej mojej książki zostać bardzo mało, a reszta była zapewne
wypełniona jakimiś dziwnymi tekstami (Mariusz, czy możesz sprawdzić czy nie ma u Ciebie podobnie sfelerowanych egzemplarzy, bo w tych egzemplarzach, które
dotarły do mnie, wszystko było w porządku).
No więc podobno z mojej książki wynika, że jedynym i głównym rozsiewcą
wszelkiego zła jest islam. Zaglądam do książki. Islamowi poświęciłem 47 stron z 305. Piszę tam o zimnej wojnie wewnątrz islamu, szukając odpowiedzi na pytane
ile jest islamów i kto do czego w tamtym świecie dąży, opisuję jaki jest stan
gospodarki i oświaty w krajach arabskich i co oznaczają islamskie grona gniewu,
próbuję pokazać dziedziców oświecenia w arabskim świecie, czyli arabskich
dysydentów.
Z klasyczną lewicową zaćmą Radosław S. Czarnecki występuje w szranki obrony
Innego. Nie definiuje nam jednak swojego Innego i nie odpowiada na pytanie, czy
broniąc Innego występuje w obronie mężczyzn kamienujących kobietę, czy
kamienowanej kobiety? (Wszystko wskazuje na to, że podobnie jak reszta
lewicowych obrońców Innego Czarnecki występuje w obronie mężczyzn kamienujących
kobietę, napastowanych przez amerykański imperializm.) Dla Czerneckiego islam
jest skrzywdzonym monolitem i dlatego nie jest w stanie doczytać, co właściwie
napisałem i gniewa się okrutnie, że nie zajmuję się krytyką Izraela. Tymczasem w tej książce i w innych moich artykułach, które do tej książki nie trafiły, a traktują o niesłychanie ważnej dziś kwestii świata islamu, próbuję sobie odpowiedzieć na
pytanie, z którym to Innym z tamtego świata jest mi po drodze, a z którym wręcz
przeciwnie.
„...czym Hamas, Hezbollah czy al-Kaida (i różne grupki islamistów odwołujące się
do symbolu jakim jest Osama bin Laden) różnią się od takich organizacji
żydowskich z przeszłości jak Irgun, Hagana czy Lehi (co do metod, nie co do
ideologii czy retoryki) ? A szejkowie Nasrallah czy Jassin bądź wspomniany w książce A.Koraszewskiego imam Abdul Almi Musa od rabinów Levingera, Kahane czy
Zvi Moshe Neriaha ?"
Już odpowiadam — tym, że terrorystyczne metody organizacji Begina (Irgun) były
aktywnie ( w pewnym momencie nawet zbrojnie) zwalczane przez organizację Ben
Guriona (Hagana), w tym, że wściekli rabini są w Izraelu krytykowani i przez
większość odrzucani, w tym, że słuchające ich sfanatyzowane jednostki,
decydujące się na terroryzm wobec ludności arabskiej, traktowane są jak pospolici
przestępcy, ścigane i wsadzane do więzień. Również w tym, że w ideologii przez Radosława S. Czarneckiego i dziesiątki tysięcy innych
zachodnich przedstawicieli lewicy (i nie tylko) szanowanych organizacji takich jak Hamas,
Hezbollah, al-Kaida, rządów Iranu czy Syrii, ale również poszczególnych
polityków z obozu umiarkowanego islamu, znajdujemy jednoznaczne odrzucenie
jakichkolwiek rozmów pokojowych i deklaracje unicestwienia ludności Izraela. Co
mówi Inny (ten inny, z którym solidaryzuje się Radosław S. Czarnecki)?
Najważniejszy i najbardziej wpływowy duchowny Bractwa Muzułmańskiego, żyjący na
emigracji w Arabii Saudyjskiej Egipcjanin, szejk
Yousef Al-Qaradhawi powiedział podczas wizyty w Mauretanii w dniach 19-29 maja
2010 r. :
"Musimy przywrócić do życia to, co założyciel Bractwa Muzułmańskiego, Hassan
Al-Bana, nazwał 'przemysłem śmierci' w artykule z 1940. Ummah dzisiaj
potrzebuje samo poświęcenia na rzecz osiągnięcia praw i w ten sposób zwycięstwo
będzie zdobyte"
Czy muszę dyplomowanemu inteligentowi z Polski wyjaśniać co miał na myśli
Al-Bana w roku 1940 używając określenia „przemysł śmierci"? Muszę jednak zadać
jednoznaczne i stanowcze pytanie — czy to jest ten Inny, do którego bezgraniczną
miłość Radosław S. Czarnecki deklaruje?
Czy konieczne jest w tym miejscu cytowanie podobnie brzmiących słów przywódców
Hamasu, Hezbollahu, prezydenta Iranu, prezydenta Syrii i ponawiać prośbę o jednoznaczne powiedzenie, czy to są ci pańscy Inni?
Jest tu jeszcze jedno pytanie, na które przy takich zarzutach chciałbym usłyszeć
odpowiedź — czy należy Pan do licznego grona przedstawicieli lewicy uznających,
że informowanie kim są i co naprawdę mówią ci wasi Inni, jest czymś nieuczciwym?
Próbując zrównoważyć
muzułmański i żydowski ekstremizm Radosław S. Czarnecki cytuje fragment
rozmowy izraelskiego prawnika i dziennikarza Uri Hupperta z żydowskim religijnym
oszołomem, który do Hupperta mówił:
"Pan jako nie ortodoks może być tolerancyjny, może Pan być tolerancyjny
wobec tych którzy spożywają nie koszerne jedzenie, wobec Żydów gwałtownych w szabas, nawet wobec mieszanych małżeństw. Ja jako ortodoks mogę być tylko
cierpliwy"
Ortodoksyjna lewica nie chce być cierpliwa, odczuwa niepohamowaną potrzebę
postawienia znaku równości wezwań do odbudowania „przemysłu śmierci" i żałosnych
pisków ortodoksyjnego Żyda. Do czego ta zaćma prowadzi? Do ponownego
ogniskowania irracjonalizmu świata na jednym małym narodzie?
Nasze nadwiślańskie spory są bez większego znaczenia. Gorzej kiedy dyskutujemy o tych samych sprawach z jednym z czołowych publicystów londyńskiego"Guardiana"
Johannem Hari, czy kiedy „Economist" publikuje pełen zachwytu nekrolog piewcy
terroryzmu i współzałożycielowi Hezbollahu, czy wreszcie kiedy jedno z najbardziej
znanych pism medycznych „Lancet" publikuje badania „naukowe" pokazujące, że
wzrost przemocy domowej wobec kobiet w Gazie spowodowane jest przez Izrael. Zaćma wyszła
daleko poza lewicę, która pragnie „tylko" zrównoważenia i potępia syjonizm
odżegnując się od antysemityzmu (ale nigdy nie protestując kiedy ich Inny proponuje
powrót do „przemysłu śmierci") oraz skrajną prawicę, która nie ukrywa, że za
wszystkim stoją Żydzi i nie cofa się przed hasłami „Żydzi do gazu".
Kolegom ateistom z lewicy muszę powiedzieć, że pamiętam jak zareagował Tadeusz
Kotarbiński na propozycję profesury, żeby zaakceptować getto ławkowe, zaś
kolegom ateistom prawicy chciałbym przypomnieć co powiedział Antoni Słonimski,
kiedy Gomułka wrzeszczał, że Polak ma jedną ojczyznę — „rozumiem, ale dlaczego
to musi być Egipt"?
Wbrew temu co się Radosławowi S. Czarneckiemu wydaje, mój ateizm nie jest
holistyczny, natomiast etyka, którą wyznaję, a która nie wspiera się na
dogmatach religijnych, jest etyką niezależną, tą którą proponował Tadeusz
Kotarbiński. Jest to jedna etyka dla mnie i dla Innego, jedna miara, której nie
mogą zmieniać moje sympatie czy antypatie polityczne. Lewica wydaję się skłaniać
do etyki partyjnej. Dlatego tęsknię do lewicy,
która jest mądra i uczciwa, a nie takiej, która cierpi na zaćmę i wierzy, że cel
uświęca środki.
Przypisał mi Radosław S. Czarnecki różne dziwne rzeczy i jego recenzja z mojej książki przypomina mi stary rosyjski dowcip o babci, która w moskiewskim metrze
przygląda się młodemu rosyjskiemu żołnierzowi, jest to blondyn z niebieskimi
oczyma, uosobienie rosyjskiego typu.
— A wy kitajec? — powiada babcia.
Żołnierz cierpliwie tłumaczy, że nie jest Chińczykiem, że jest Rosjaninem.
Babcia uspakaja się na chwilę, ale dalej mu się przygląda podejrzliwie, wreszcie
powtarza pełne niepokoju pytanie — A wy kitajec?
Dowcip jest długi, można go sobie urozmaicać, ale w końcu zrozpaczony żołnierz
przyznaje się, że jest Chińczykiem.
Przepraszam Radosława S. Czarneckiego, że mimo iż napisał życzliwą
recenzję, jednak nie mogę się przyznać do tego, że jestem Chińczykiem.
Pisanie polemik z recenzjami
własnych książek nie należy do dobrego tonu, obawiam się jednak, że nie miałem
innego wyjścia.
« Recenzje i krytyki (Publikacja: 15-07-2010 )
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl.
Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie,
bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w
kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.str. 7410 |
 |