 |
Chcesz wiedzieć więcej? Zamów dobrą książkę. Propozycje Racjonalisty: | | |
  |
|
|
 |
Felietony i eseje » Felietony, bieżące komentarze
Krew się nie polała. Co za rozczarowanie Autor tekstu: Richard Dawkins
 Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska
Po
tygodniu, w którym szum wokół mojej agresywnej wojowniczości osiągnął
nowe szczyty, moje spotkanie z arcybiskupem Canterbury najwyraźniej rozczarowało
dziennikarzy, spragnionych widoku rozlanej krwi. Biedacy, musieli chyba wierzyć
we własną pracowicie podtrzymywaną legendę.
„Guardian"
zaczyna swój artykuł od wymuszonych żartów:
Przybywajcie, przybywajcie na mistrzostwa świata walki z cieniem w wadze ciężkiej! Wielkie zawody między bezdyskusyjnym mistrzami z Oksfordu w ateizmie i w chrześcijaństwie, profesorem Richardem Dawkinsem i arcybiskupem Rowanem Williamsem! W niebieskim rogu charyzmatyczny kaznodzieja,
który dokonał tysięcy nawróceń na całym świecie; w czerwonym rogu -
Rowan Williams.
Ale
musiał zadowolić się tytułem wskazującym na ewidentne rozczarowanie: „Nie
było nokautu w starciu Richard Dawkins kontra Rowan Williams".
Szczera w swojej naiwności korespondentka spraw religijnych „Timesa", Ruth Gledhill, pisze pod
nagłówkiem (którego prawdopodobnie nie napisała sama):
„Zniweczone nadzieje na wielką awanturę":
Było to ustawione jako mecz roku między dwoma
intelektualistami wagi ciężkiej: Rowan Williams kontra Richard Dawkins.
Każdy jednak, kto miał nadzieję na starcie w stylu
Haye-Chisora, rozczarował się. Zamiast tego arcybiskup Canterbury i zaciekły
ateista przeprowadzili coś, co można jedynie opisać jako całkowicie
cywilizowaną dyskusję.
O
co dziennikarce chodzi z tym ustawieniem? Ustawione przez kogo? Ani Arcybiskup,
ani ja nie mieliśmy najmniejszego zamiaru na awanturowanie się i żaden z nas
nie miał powodu spodziewać się niczego takiego. Arcybiskup z pewnością
nigdy się nie awanturuje, a ja też tego nie robię — w odróżnieniu od
mojego mitycznego sobowtóra, wymyślonego przez dziennikarzy i religijnych
apologetów. Ruth pisze na zakończenie:
Był jeden moment, już pod koniec, kiedy dr Dawkins
nagle zrozumiał, że dr Williams istotnie wierzy w to, co mówi, i wyglądało
na to, że debata zaogni się. Obaj panowie są jednak zbyt uprzejmi i — ku
rozpaczy publiczności — ten moment szybko minął.
Być może ku rozpaczy Ruth Gledhill i pozostałych pismaków. Publiczność wydawała się
zachwycona tym, że dyskusja — wbrew nadziejom dziennikarskim — była
cywilizowana.
„Independent"
robi co może, żeby podnieść poziom dramatu, cytując słynne debaty w przeszłości. A nawiasem mówiąc jakiemuś gromadzącemu materiały nieszczęśnikowi
dostanie się za to po głowie:
Aldous Huxley kontra Biskup Samuel Wilberforce W debacie o ewolucji w 1860 r w Oksfordzie Wilberforce zapytał autora Nowego
wspaniałego świata czy to po mieczu, czy po kądzieli pochodzi od małpy.
Po
tym następuje relacja Tima Walkera z czwartkowej debaty, w której mówi:
Każdy jednak, kto miał nadzieję na bójkę, gorzko
się rozczarował, bowiem rozmowa prowadzona była z najwyższą uprzejmością.
Duchowny wyznał nawet, że wierzy w ewolucję i zgodził się z Dawkinsem, że
ludzie mają nie-ludzkich przodków.
Czy Tim Walker naprawdę jest zaskoczony tym, że Arcybiskup akceptuje
ewolucję? Czy naprawdę musiał użyć słowa „wyznał"?
Jako
zgrabna paralela do tego, John Bingham z „Telegraphu"
wydaje się uważać za zaskakujące, iż określam siebie jako agnostyk 6,9.
Jego tytuł: „Richard Dawkins: nie mogę być pewien, że Bóg nie
istnieje", po którym następuje podtytuł: „Jest uważany za najsłynniejszego
ateistę świata, ale zeszłego wieczoru profesor Richard Dawkins przyznał, że
nie może być pewien, iż Bóg nie istnieje". Hm, o którego boga może tu
chodzić? Podejrzewam, że John Bingham, Tim Walker i cała reszta
prawdopodobnie „przyznałaby" lub „wyznałaby" niewiarę w Tora, Apollo,
Mitrę lub Baala. Ja nie przyznaję ani nie wyznaję, ale mam postawę
agnostyczną wobec tych bogów i tysięcy innych w takim samym (bardzo małym)
stopniu w jakim jestem agnostykiem wobec Jahwe, Trójcy lub Allaha. Podejrzewam,
że nawet Arcybiskup znajduje się o maleńki dystans od całkowitej pewności,
że jego bóg istnieje, a w takim razie on także jest agnostykiem, w lustrzanym
odbiciu sensu, w jakim ja nim jestem. Obaj jesteśmy dalecy od agnostycyzmu w aż
nazbyt częstym, błędnym sensie uznawania prawdopodobieństwa istnienia Boga
za 50/50.
Jak
można się było spodziewać „Daily Mail" podchwyciła ten sam punkt:
„Zawodowy ateista Richard Dawkins przyznaje, że w rzeczywistości jest
agnostykiem". Ich reporterka, Suzannah Hills, pisze:
Największy w kraju orędownik darwinowskiej ewolucji,
który napisał książkę Bóg urojony,
zaszokował członków publiczności, kiedy podczas ożywionej debaty o pochodzeniu wszechświata z arcybiskupem Canterbury uczynił to wyznanie.
„Wyznanie"? „Zaszokował"? Nikt, kto czytał Boga urojonego, nie byłby zaszokowany. Wprowadziłem tam 7-punktową
skalę, na której 7 to:
„Zdecydowany ateista: 'Wiem, że nie ma żadnego
Boga . . ." a 6 "Bardzo niskie prawdopodobieństwo [istnienia boga] ale nie
zerowe. De facto ateista. 'Nie mogę wiedzieć z pewnością, ale uważam,
że Bóg jest bardzo nieprawdopodobny i żyję z założeniem, że go nie
ma'".
Następnie
napisałem:
„Byłbym zdziwiony, gdybym spotkał wielu ludzi w kategorii 7.… Sam zaliczam się do kategorii 6, ale bliżej ku 7 — jestem
agnostykiem tylko w takim stopniu, w jakim jestem agnostykiem wobec duszków w moim ogrodzie".
Podczas
dyskusji z Arcybiskupem określiłem się jako 6,9. Człowiek, z którym spotkałem
się na drinka po dyskusji, określił siebie jako „sześć przecinek dziewięć do
nieskończoności" i zgodziłem się z nim. W Bogu urojonym określiłem się
także jako „agnostyk wobec dobrej wróżki", cytując mojego
przyjaciela, Żyda kulturowego.
Właściwie
odpowiada mi punkt widzenia Steve’a Zary/PZ Myersa, że trudno wymyślić
jakikolwiek dowód, który w zasadzie byłby w stanie przekonać mnie o istnieniu boga (sztuczka, halucynacja, szaleństwo, a nawet wizyta dalej posuniętych w ewolucji nad-ludzi z kosmosu, zawsze byłyby bardziej prawdopodobne). Nie uważałem
jednak za stosowne poruszanie tego w Sheldonian, gdzie byłoby tak dalekie od
pojmowania każdego z moich dwóch kolegów, że nie prowadziłoby do żadnej
owocnej wymiany. Istniało także ryzyko potoku niezrozumiałych dywagacji o epistemologii od arbitra-filozofa. A to nie byłby żaden sposób na zakończenie
cywilizowanego wieczoru.
Żeby
oddać sprawiedliwość osławionemu „Daily Telegraph", częściowo
zrehabilitowali się publikując kolejny artykuł, tym
razem Toma Chiversa,
pod tytułem „Czy Richard Dawkins jest agnostykiem? No
cóż, oczywiście". Chivers
pisze:
Richard Dawkins, najsłynniejszy ateista świata (©
wszystkich gazet) jest, jak się okazuje, agnostykiem! Co
za odwrót! Już nie taki chojrak, co profesorze? W debacie z arcybiskupem Canterbury o wspaniale
krzaczastych brwiach wielki biolog ewolucyjny powiedział, że nie może być
pewien, iż Bóg nie istnieje, i że nazwałby siebie agnostykiem.
Tyle tylko, że Dawkins powiedział to właśnie -
łącznie z określeniem poziomu swojej pewności, że nie ma Boga na „6,9 z siedmiu" — wieki temu.
Trudno
oprzeć się uczuciu „Z nimi nie wygrasz". Z jednej strony atakuje się nas, „jeźdźców" i „nowych ateistów", często agresywnie i hałaśliwie, za to, że jesteśmy
agresywni i hałaśliwi. Z drugiej strony, kiedy dziennikarze lub apologeci
religijni rzeczywiście spotykają nas i okazujemy się uprzejmi i cywilizowani,
oskarżają nas o odwrót, „przyznawanie" lub „wyznawanie", że zmieniliśmy
się, choć w rzeczywistości zachowujemy się tak jak zawsze. Uważają, że
sprawiliśmy im zawód, kiedy odkrywają, że prawdziwi ludzie w żaden sposób
nie przypominają tego obrazu, na jaki nas nieustannie malują; jak gdyby -
ponieważ zadali sobie trud wymyślenia naszej przesadnej karykatury, powinniśmy
przynajmniej mieć tyle przyzwoitości, by w rzeczywistym życiu zachowywać się
zgodnie z nią.
Miło
byłoby pomyśleć, że dziennikarze nauczyli się czegoś z tego doświadczenia.
Sądzę jednak, że jest zbyt dużym wymaganiem, by przynajmniej niektórzy z nich rzeczywiście przeczytali wreszcie Boga
urojonego, zamiast po prostu kontynuować potępianie wymyślonej przez
siebie wersji tej książki.
Tekst oryginału
Richard
Dawkins.net, 26 lutego 2012
« Felietony, bieżące komentarze (Publikacja: 28-02-2012 )
Richard Dawkins Wybitny ewolucjonista, profesor Uniwersytetu w Oxfordzie. Urodził się w 1941 roku w Nairobi. Autor książki Samolubny gen, w której nadał nazwę i spopularyzował koncepcję George’a C. Williamsa, a która rzuciła nowe spojrzenie na przyczyny i sposoby ewolucji. Koncepcja ta umożliwiła lepsze niż kiedykolwiek wcześniej zrozumienie i wytłumaczenie motywów ludzkich (i zwierzęcych) zachowań, na gruncie zarówno biologii molekularnej, jak i psychologii ewolucyjnej. Najważniejsze jego publikacje: Samolubny gen (The Selfish Gene, 1976); Ślepy zegrarmistrz (The Blind Watchmaker, 1986); Fenotyp rozszerzony. Dalekosiężny gen (1982); Rzeka genów (River Out of Eden, 1995); Wspinaczka na szczyt nieprawdopodobieństwa (Climbing Mount Improbable, 1996); Rozplatanie tęczy (Unweaving the Rainbow, 1998), The Ancestor’s Tale (2004), Bóg urojony (God Delusion, 2006), The Greatest Show on Earth (2009) Więcej informacji o autorze Więcej informacji o autorze Strona www autora
Liczba tekstów na portalu: 71 Pokaż inne teksty autora Najnowszy tekst autora: Precz z duszkami | Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl.
Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie,
bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w
kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.str. 7806 |
 |