Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
89.300.402 odwiedziny
Ponad 1158 autorów napisało
dla nas 8367 tekstów.
Zajęłyby one 30134 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Czy fundamentalny islam jest zagrożeniem dla Europy
zdecydowanie tak
chyba tak
trudno powiedzieć
raczej nie
  

Oddano 2491 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
Kluczowym problemem marketingowym religii jest więc sposób zachęcenia klientów, by czekali.
 Nauka » Biologia » Antropologia » Nauki o zachowaniu i mózgu » Religiologia

Religijny ekstremizm i umiarkowanie [1]
Autor tekstu:

Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska

Przez ostatnich kilka dni byłem w kropce, próbując rozwikłać kwestię prawdziwej wiary. Od pewnego już czasu mówi się nam, że ludzie, którzy porwali samoloty, które zwaliły Dwie Wieże w Nowym Jorku, wbiły się w Pentagon lub runęły na ziemię w Pensylwanii w wyniku heroicznej akcji pasażerów, nie są reprezentatywni dla islamu. Ludzie, którzy krytykują nowych ateistów, nieustannie oskarżają ich o przedstawianie chrześcijaństwa w nieprawdziwym świetle, bowiem chrześcijaństwo, jak mamy uznać, nie jest reprezentowane przez chrześcijańskich fundamentalistów. Chrześcijanie, którzy nie chcą być identyfikowani z amerykańskimi fundamentalistami, z pewną dozą słuszności, ale także ze znacznym stopniem wyrachowanego odwracania uwagi mówią od pewnego czasu, że współczesny fundamentalizm chrześcijański jest rzeczywiście — to jest rzeczywiście i prawdziwie — nowoczesną wersją chrześcijaństwa wymyśloną dość niedawno przez chrześcijan, którzy przyjęli naukę za model tego jak prawdziwa religia powinna wyglądać. Następnie oczywiście pojawia się dodatek, że nie mogłoby to być dalsze od prawdy. Mamy zrozumieć, że prawdziwe chrześcijaństwo, w odróżnieniu od fundamentalizmu, czuje się jak w domu na współczesnym uniwersytecie i potrafi być równorzędnym partnerem w dyskusjach akademickich, jak również tam, gdzie jest styk religii i nauki. Niektórzy chrześcijanie, jak ludzie z Faraday Institute w Cambridge — kolejny „instytut" finansowany przez Templeton Foundation — posuwają się aż do twierdzenia, że nie tylko można wykazać, iż chrześcijaństwo zgodne jest z odkryciami naukowymi, ale że nauki ścisłe przy bliższym zbadaniu w istocie popierają konkretne przekonania chrześcijańskie.

Dla mnie jest to doprawdy zagadkowe. Podobnie jak ludzie, którzy w Koranie znajdują embriologię albo wojnę nuklearną w Mahabharata, teolodzy chrześcijańscy, którzy twierdzą, że we współczesnej nauce znajdują poparcie wiary chrześcijańskiej, muszą się mylić. I oczywiście, kiedy patrzysz na ich prace teologiczne, staje się jasne, że nie to naprawdę mają na myśli. Chodzi im o to, że jeśli bierzemy teorie naukowe, możemy znaleźć jakieś prawdopodobnie brzmiące „obejście", które pozwala chrześcijaninowi twierdzić, że w ostatecznym rachunku nauka przynajmniej nie czyni wiary chrześcijańskiej czymś niemożliwym. Chrześcijanie mogą nadal trzymać się swojej wiary, jak Linus swojego kocyka, mimo faktu, że ci, którzy przedstawiają takie twierdzenia, tak często powołują się na specjalne okoliczności i czynią tak oczywiste próby odwrócenia uwagi od najpoważniejszych konfliktów przez potoczyste trajkotanie, które przynajmniej robi wrażenie, jakby brali pod uwagę naukę, że ich niepokój co do nauki jest wręcz brutalnie oczywisty dla każdego poza nimi. Kiedy zaś zaczynają mówić o mitach i twierdzą, że chrześcijanie w istocie nie wierzą,  iż chrześcijańskie doktryny, takie jak dziewicze narodziny, zmartwychwstanie lub wniebowstąpienie, rzeczywiście miały miejsce w ścisłym i dosłownym znaczeniu (jak zobaczymy za chwilę Rowan Williams wierzy), ale są użytecznymi, organizującymi zasadami społeczności religijnych, dla których ta narracja jest główną opowieścią uzasadniającą ich przynależność, ich rytuały i ich credo; zapewniają nas, że z założenia nikt nie ma myśleć w tak uproszczony sposób, jak to robią fundamentaliści, iż te rzeczy zdarzyły się.

Muszę przyznać, że te uniki niesłychanie mnie irytują. Robi to niemal wrażenie, jakby ci wierzący  (czy też powinniśmy wziąć ich za słowo i nazywać zamiast tego religijnymi narratorami?)  próbują zachować swoje ciastko i równocześnie zjeść je, i że przeskakują i zmieniają jeden pogląd na drugi, nie dostrzegając zawartej w tym dwulicowości. Jeśli będziemy mówić o przekonaniach religijnych, teolog odwróci się i odpowie, że w religii nie chodzi o przekonania; jest to bardziej sprawa praktyk, rytuału, społeczności, „przeżywania mitu" w rzeczywistym świecie, gdzie oczywiście znają różnicę między wierzeniem a — no właśnie, a czym? — co robią ludzie religijni, kiedy wyrażają swoje mity religijne w śpiewie, opowieści i świętych rytuałach? Jaki jest na przykład status afirmacji w Kredo Nicejskim, używanym w kontekście liturgii eucharystycznej? Kiedy zgromadzeni wierni recytują lub intonują słowa „Wierzę…" albo „Credo in unum Deum", lub jak w nowoczesnych tłumaczeniach oryginalnego credo „Wierzymy…", to co robią? Czy wyrażają wiarę, solidarność czy też wspólnie podzielaną tradycję, która kiedyś odzwierciedlała rzeczywistą wiarę zgromadzonej społeczności (eklezja — kościół), wyraża teraz poczucie tradycyjnego należenia do tej samej, historycznej społeczności, niezależnie od tego, jak zmieniła się ona na przestrzeni wieków i niezależnie od tego, jak wątły jest ich związek z tymi oryginalnymi i założycielskimi przekonaniami?

Pamiętam, jak kilka lat temu pewna kobieta powiedziała mi, że nie może już dłużej odmawiać Credo podczas liturgii i jak wówczas, choć na ogół zgadzałem się z nią i sam nie wierzyłem sensu proprio w wyrażone tam przekonania, powiedziałem jej, że jest to pożyteczne, bo wyraża nasz historyczny związek ze społecznościami, które nas poprzedzały. Wiąże nas z tymi społecznościami, kiedy w mroźny poranek stuleni razem wokół grobu męczennika, gromadzili się, by celebrować swoją jedność z Chrystusem poprzez święte misterium jego ciała i krwi — i oczywiście całą masę innych bredni. Trudno mi teraz uwierzyć, że mówiłem takie rzeczy. Problemem jednak, który chcę pokazać przez opowiedzenie o tym, jest, że niezbędny jest jakiś rodzaj wymijającego wielosłowia, kiedy ma się do czynienia z wiarą w nowoczesnym świecie. Bez tego człowiek ląduje — i musi wylądować — jako jakiegoś rodzaju fundamentalista i zaczyna mówić jak N. T. Wright (były biskup Durham w Anglii), kiedy wystąpił w kanadyjskim ewangelicznym programie telewizyjnym „100 Huntley Street", nie mówiąc wyraźnie, że kościół nie ma racji w sprawie piekła, ale utrzymując, że ważne jest zachowanie miejsca na piekło w naszym pojmowaniu, niezależnie od tego, czy jest to miejsce ognia, czy nie. W Ewangelii św. Marka Jezus mówi o miejscu „gdzie robak ich nie umiera i ogień nie gaśnie", co jest wystarczającą podstawą dla wspólnego wyobrażenia chrześcijańskiego miejsca wiecznego ognia i cierpienia. N. T. Wright proponuje jednak bardziej „teologiczny" pogląd. Tutaj jest klucz:

Proszę zauważyć dobrotliwy, uczony sposób mówienia Wrighta; ale proszę również zauważyć, że jest w tym nadal nieludzkość (zasugerowane pojęcie piekła), okrucieństwo, brak ludzkiego współczucia. Być może najwięcej odsłaniają słowa: „Nie widzę, dlaczego mielibyśmy o tym spekulować". Oto spisane słowa z wideo:

Piekło jest, jeśli chcecie, miałem powiedzieć, że jest tam, gdzie nie ma Boga. Nawet to nie jest prawdą, ponieważ w ostatecznym rachunku Bóg będzie wszędzie. Ale jest tak, jak gdyby we wszechobecności Boga będzie nieobecność, utrata, możliwość istnienia stworzeń, które kiedyś były ludźmi, ale obecnie nie są. Nie wiem, co słowo „gdzie" będzie oznaczać w tym momencie. Ponieważ nie wiem, jakie miejsce jest możliwe w tym momencie. I nie widzę, dlaczego mielibyśmy o tym spekulować. Myślę po prostu, że jest to stan bycia, stworzenia, które kiedyś były ludźmi, kiedyś odzwierciedlały wizerunek Boga, ale postanowiły tego dłużej nie robić. [moja kursywa]

Pytanie brzmi oczywiście, dlaczego Wright uważa za słuszne spekulowanie o czymkolwiek z tego wszystkiego, dlaczego uważa, że istnieje — jeśli nie miejsce, — to stan zwany piekłem. Czy nie jest to tylko spekulacja? On tylko myśli, że jest jakiś stan bycia mniej niż człowiekiem. Ciekawe, że Mehdi Hasan (brytyjski muzułmański dziennikarz, który udaje, że jest lewicowy) powiedział coś podobnego o tych, którzy nie są muzułmanami, którzy, jak mówi, żyją, jak gdyby byli zwierzętami. Pomyślcie tylko o implikacjach tego, co ci ludzie mówią. My jesteśmy prawdziwymi ludźmi - powiadają — a wy nimi nie jesteście. Wright mówi, o pewnych ludziach, że są "uroczymi istotami ludzkimi w tym momencie". Jeśli są uroczymi istotami ludzkimi w tym momencie, to są ludźmi. Jest obraźliwe sugerowanie, że staną się czymś innym lub jak twierdzi Hasan, już są bardziej podobni do „zwierząt" (w uwłaczającym sensie, bo oczywiście jesteśmy zwierzętami), tylko dlatego, że nie wierzą, iż spekulacje religijne pewnych ludzi są prawdziwe.

Wiele jest tutaj udawanych myśli tylko po to, żeby móc zatwierdzić rzeczy zapisane w starożytnych księgach świętych, które nie mają dla nas dzisiaj żadnego prawdziwego znaczenia, ponieważ nie są podstawą do uznania prawdziwości rozmaitych twierdzeń o świecie nadnaturalnym lub o naszym ostatecznym przeznaczeniu. I po prostu jest beznadziejne twierdzenie, że fundamentaliści nie mają racji, kiedy czytają te księgi dosłownie, bowiem wyrafinowani teolodzy robią co mogą, żeby zinterpretować te słowa w sposób, w jaki sądzą, że oryginalni autorzy napisaliby te słowa dzisiaj (lub używając jakiejś innej, równie wątpliwej zasady interpretacji). Nie piszą tego jednak teraz i udawanie, że istnieje hermeneutyczny sposób obejścia tych słów, który uczyni to, co one mówią, równie istotnym dzisiaj, jak kiedy zostały spisane, jest tanim teatrem. Nie można uważać tego za poważną myśl. Dlatego historia musi być pisana raz za razem, ponieważ przeszłość jest innym krajem.

Zastanówmy się jednak nad tym, co chrześcijanie muszą zrobić, żeby mówić o piekle, jeśli nie chcą mówić tak, jak robił to Jezus, o ogniach, które nigdy nie gasną i robakach, które nigdy nie umierają. Niezależnie od tego, czy jest to miejsce ognia, czy nie, mamy zakładać, że jest tam kara, chociaż umyślnie pozostawiają niejasnym to, z czego ona się składa i jakie są jej skutki dla człowieka, ale co najmniej jest ona ponoć dehumanizująca. Co jednak mogłaby oznaczać sugestia, że ci, którzy odmawiają kłaniania się i oddawania czci bogu, żyją jak zwierzęta, jeśli — jak mówi Wright — mogą być uroczymi ludźmi (w tym momencie)? Jeszcze bardziej absurdalna jest jednak idea Wrighta (z innego wideo), że nastąpi „zejście się" nieba i ziemi oraz nowe stworzenie, w którym ci, którzy zmarli w wierze w Chrystusa, zmartwychwstaną, to jest zostaną odtworzeni do nowego życia. Po prostu nie ma żadnego powodu, żeby w coś takiego wierzyć i jeśli twierdzi się, że różni się to od fundamentalizmu, który wielu „wyrafinowanych" wiernych uważa za wierzenia poniżej ich godności jako ludzi myślących, to przynajmniej ja nie widzę, na czym polega ta różnica.


1 2 Dalej..


« Religiologia   (Publikacja: 24-10-2012 )

 Wyślij mailem..   dodajdo       
Wersja do druku    PDF    MS Word

Eric S. MacDonald
Były pastor anglikański. Jego żona po długiej chorobie, w 2007 roku zdecydowała się na eutanazję, w czym Eric McDonald ją popierał i jej pomagał. Po jej śmierci porzucił kapłaństwo i porzucił religię. Mieszka w Kanadzie. Od grudnia 2010 roku prowadzi niesłychanie ciekawy blog, Choice in Dying, poświęcony głównie eutanazji.
 Strona www autora

 Liczba tekstów na portalu: 68  Pokaż inne teksty autora
 Najnowszy tekst autora: Epistemologia zła
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 8452 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2012 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365