Kłamstwa w imię Boże
Autor tekstu:

Poza obiecanymi przez Leszka Millera gruszkami na wierzbie i cudami Tuska jak poślubienie swojej żony czy cudowne rozmnożenie zatrudnionych i ich pensji otaczają nas tzw. „legendy miejskie". To fałszywe choć brzmiące prawdopodobnie elektryzujące i niesamowite opowieści puszczane w obieg jak „łańcuszki świętego Antoniego" każące się rozsyłać do innych pod groźbą raka, udaru mózgu czy innego nieszczęścia. Z reguły powstają z jakiejś niepotwierdzonej lub przekręconej informacji, mogą być jednak wymyślane i używane świadomie przez grupę ludzi do dezinformacji, zastraszenia lub innych korzyści z manipulacji. I tak Niemcy pod koniec II wojny światowej próbowali osłabić morale żołnierzy aliantów i skłócić ich z Amerykanami rozsiewając pogłoski o ich rzekomych gwałtach na kobietach w Wielkiej Brytanii i za linią frontu. Z kolei najsłynniejsza legenda miejska PRL-u — o zrzucaniu przez USA z samolotów stonki ziemniaczanej — miała zjednoczyć Polaków przeciwko Zachodowi po zapadnięciu żelaznej kurtyny i zaostrzeniu sytuacji międzynarodowej.

Spora ilość takich opowieści dotyczy religii. I co ciekawe — prawie zawsze „przypadkiem" pokrywają się z doktryną katolicką. Jak się okazuje — jeśli ktoś nie boi się już diabła i piekła jego „pasterze" mogą jeszcze wyciągnąć z rękawa ostatniego asa i postraszyć go czymś z tego świata albo też zadziwić, jeśli mało mu cudów takich jak Jana Pawła II!

Cokolwiek kuriozalnie brzmi chrześcijańska legenda ludowa mieszającego Stwórcę w sprawę Układu Słonecznego. Oto naukowcy z NASA analizując dane o orbicie ziemskiej mieli obliczyć, że Ziemia jest o jeden dzień „za daleko" (w jaki sposób — tego oczywiście nie wiadomo). Bezradnie drapali się w głowy aż jeden, wierzący chrześcijanin, przypomniał sobie o zatrzymaniu Słońca przez Jozuego na czas rzezi nad Amorytami (Joz 1,12-13). No i proszę — pasowało! Odnalazły się 23 godziny i 20 minut. Nadal jednak brakowało 40 minut. Na szczęście naukowiec ów znał Biblię na wyrywki, jak, nie przymierzając, Marcin Luter więc przypomniał sobie o drugim przesunięciu Słońca na jej kartach — przez proroka Izajasza (2 Krl 20,8-11). Dziesięć stopni idealnie odpowiadało „brakującym" 40 minutom. Oklaski. Kurtyna. Mówiąc poważnie — lepiej byłoby dla religii nie wspominać o tych fragmentach.

Inna historia opowiada o chłopaku, który bardzo chciał dostać od ojca swój pierwszy samochód za zdanie matury (lub skończenie studiów itd.). Kilka dni przed uroczystością znaleźli idealny u pobliskiego dilera. Jednak w dniu uroczystości dostał elegancko zapakowaną Biblię. W złości wyrzucił ją na strych i wyprowadził się z domu. Po śmierci ojca wiele lat później porządkując rzeczy otworzył ją — w środku był czek na taką kwotę ile kosztował samochód. Nie sposób stwierdzić czy taka sytuacja miała kiedyś miejsce. Na wszelki wypadek jeśli ktoś dostanie Biblię lepiej ją porządnie przeszukać strona po stronie. Sam z ust księdza słyszałem podobną wersję — pewien lekarz-ateista zażądał w szpitalu zdjęcia krzyży. "Nie chcę aby moje dziecko oglądało półnagiego Żyda" — miał powiedzieć. Wkrótce w tym szpitalu urodził się jego syn. No i — Pan Bóg posunął się chyba trochę za daleko — dziecko urodziło się niewidome. O tym, że opowieści tego rodzaju wymyślane są na użytek ludzi mało inteligentnych świadczy poniższa infantylna i podejrzana moralnie historia: religijna studentka wracała w nocy przez ciemny park. W pewnym momencie zobaczyła podejrzanego mężczyznę. Przestraszyła się i zaczęła modlić o opiekę boską. Poczuła obok siebie czyjąś obecność. Przestraszona przeszła obok mężczyzny i wróciła do domu. Rano dowiedziała się, że w tym samym parku dwadzieścia minut później zgwałcono inną dziewczynę. Poszła na policję rozpoznać sprawcę. Aresztowano go i spytano dlaczego nie zgwałcił jej. Odpowiedział, że po jej bokach szło dwóch postawnych mężczyzn. Wniosek — jak nie chcesz być zgwałcona to się módl. I odwrotnie — skoro cię zgwałcono to samaś sobie winna. Nie przez minispódniczkę — przez brak modlitwy!

Jeszcze głupsza jest legenda miejska o tym, że geolodzy radzieccy drążący odwiert SG-3 na Półwyspie Kolskim dokopali się do… piekła. Po spuszczeniu mikrofonu słyszeli wyraźnie wycie milionów osób!

Wymyślono nawet legendę miejską o przedstawianiu Jezusa i apostołów jako gejów w bliżej niezidentyfikowanym filmie. W liście wierni proszeni są o wysyłanie protestów i domaganie się zakazu jego emisji do urzędów państwowych. W rzeczywistości po rozesłaniu wiadomości w USA wiele takich listów trafiło do władz stanowych w amerykańskim „pasie biblijnym". W ten sposób za pomocą kłamstwa można wywołać nienawiść do całej grupy społecznej. Inna wersja tego triku to rzekome plany ateistów zakazania transmisji i emisji mszy i wszelkich programów religijnych z radia i telewizji. Liczba głosów pod rzekomą ustawą oraz nazwiska jej inicjatorów zależą wyłącznie od fantazji kłamcy. Jeszcze inną metodą wzbudzania zagrożenia i poczucia dyskryminacji jest rzekome zdefiniowanie w ustawie lub innym prawie „sekciarza" jako "osobę wierzącą w Biblię i przeciwną aborcji" lub coś podobnego. Można w ten sposób wzbudzić nienawiść lub nawet walki religijne. Wystarczy puścić w obieg plotkę, że muzułmanie gdzieś w Afryce zburzyli kościół, zabili księdza czy zgwałcili zakonnicę...

Jeśli ktoś chce pozyskać dla swej wiary dużą liczbę ludzi bezmyślnych najlepiej skłamać, że wyznawali ją — choćby przez pewien czas — najwięksi ludzie swojej epoki. Idealnie do tego nadaje się Einstein, który nie został jeszcze ogłoszony tylko neandertalskim bokserem. Poza tym został już przez wiele wyznań i sekt ogłoszony człowiekiem religijnym czy nawet wyznawcą mało znanych poglądów o których pewnie nie słyszał.

Bardzo perfidną metodą jest… kłamanie co do treści pewnych fragmentów Koranu. Według jednej z takich legend miejskich miał się w nim znajdować wers „przewidujący" amerykańską okupację Iraku i Afganistanu. Nie wiadomo za bardzo — po co to wymyślono? Muzułmanie mogą sprawdzić, że to kłamstwo a chrześcijanom raczej pomóc nie może a przynajmniej nie powinno.

Katastrofalne tsunami na Oceanie Indyjskim też było dobrą okazją do wciskania ludziom ciemnoty. Rzekomo w jednym z nadbrzeżnych miasteczek chrześcijanie byli dyskryminowani. Pozwolono im jakoby wybudować kościół za miastem na wysokiej skarpie. Jak można się domyślić — wszyscy chrześcijanie zebrali się w kościele i przeżyli kiedy z oceanu nadeszła śmierć. W jeszcze bardziej dramatycznej wersji — chrześcijanie uciekli z miasta przed chcącymi ich wymordować muzułmanami.

Mamy także niezliczoną ilość kłamstw na polu badań archeologicznych. Wszystkie, oczywiście, potwierdzają przekaz biblijny. Mamy więc szczątki koni i rydwanów egipskich na dnie Morza Czerwonego, arkę Noego na szczycie góry we wschodniej Turcji, ślady wędrówek Jezusa po Galilei, dowody jego pobytu w Nazarecie itp. itd. Nie powinno to dziwić skoro do dzisiaj Kościół katolicki uznaje kult całunu turyńskiego (których łącznie było kilkadziesiąt) oraz pomniejszych relikwii cudownie rozmnożonych po wielu miejscach na świecie nie mówiąc o „płaczących" w Wielki Tydzień figurach.

Powstała też plotka, że pod kadłubem Titanica armator kazał przybić wielkie litery „No pope" („Precz z papieżem"). W innej wersji było to już „Ni Boga ni Pana". Nic dziwnego, że zatonął...

Trudne do uwierzenia brednie rozsiewa się po świecie (o ileż szybciej i skuteczniej — dzięki Internetowi) na temat ciąży. To, że lekarze po operacji wyciągnęli młodej dziewczynie z żołądka żyjącą ośmiornicę, która przez miesiące rosła w żołądku po połknięciu przez nią jajeczek podczas kąpieli w oceanie — nie jest bynajmniej szczytem ludzkiej wyobraźni. Nie wiadomo tylko, czy po połknięciu zygoty można mieć ludzki płód w żołądku odżywiany bezpośrednio — spadającymi na główkę kartofelkami. Do kanonu należy opowieść o kobiecie, która zaszła w ciążę kąpiąc się w wannie/basenie z męskim nasieniem. Sporo ludzi wierzyło, że Coca-Cola jest plemnikobójcza a więc — można jej używać jako środka antykoncepcyjnego. Może to być druga, obok „watykańskiej ruletki" metoda antykoncepcyjna zaaprobowana przez Kościół katolicki. Krecią robotę edukacji robią także liczne przesądy: że dziewczyna nie może zajść w ciążę za „pierwszym razem", w środku cyklu, przy pozycji „na jeźdźca" (cokolwiek przecenienie grawitacji) oraz kichając po stosunku (sic!) lub biorąc ciepły prysznic „po" (sic!) oraz, że jako „pigułka dnia następnego" działa zażycie dwudziestu aspiryn (lub innych medykamentów). Takie zmyślenia i przesądy najłatwiej mogą powstać w kraju z brakiem edukacji seksualnej i penalizacją aborcji — czyli takim jak Polska. Tego samego poziomu pytania pojawiają się zresztą na łamach prasy dla nastolatków. Niczym zgoła nie różni się to od wierzeń mieszkańców Indii czy Afryki subsaharyjskiej w złośliwe knowania czarowników. Kilka lat temu tłum oblał dwóch takich „czarowników" benzyną i podpalił. W ostatnich dniach w stolicy Kongo Kinszasie wybuchła panika po podaniu wiadomości, że grupa czarowników zmniejsza mężczyznom penisy. Na szczęście — jak podaje Reuters — policja już ich zatrzymała.

Mimo że wiara w czarowników i diabły w Europie zanikła — oby — w osiemnastym wieku popularność „legend ludowych" oraz naiwność ich ofiar świadczy o tym, że i dzisiaj mogą być one świadomie wykorzystane do kontroli nad masami ludzkimi mogąc doprowadzić nawet do przemocy.


Maciej Psyk
Publicysta, dziennikarz. Z urodzenia słupszczanin. Ukończył politologię na Uniwersytecie Szczecińskim. Od 2005 mieszka w Wielkiej Brytanii. Członek-założyciel Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów oraz członek British Humanist Association. Współpracuje z National Secular Society.

 Liczba tekstów na portalu: 91  Pokaż inne teksty autora
 Liczba tłumaczeń: 2  Pokaż tłumaczenia autora

 Oryginał.. (http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,5853)
 (Ostatnia zmiana: 28-04-2008)