Gdy zawód zawodzi
Autor tekstu:

Według słownika, zawód może być profesją, może być rozczarowaniem. A jak jest naprawdę? Właśnie, oto pytanie.

To nie odkrycie, że większość naszych polityków zajmowała się wcześniej czymś zupełnie odmiennym. Niewielu jest zawodowców, skazanych na zawód już tam nie od kołyski, ale od matury. Powiedzmy, uczył ktoś fizyki, ta fizyka cholernie mu się znudziła. Albo był prawnikiem i nikt mu nie przynosił koperty. Albo lekarzem, bił muchy w gabinecie, podczas gdy kolega na jednego pacjenta mógł przeznaczyć najwyżej trzy sekundy. Albo, powiedzmy, kobieta. Nawet nie blondynka, zwyczajna szatynka. IQ ma większe niż najładniejszy kredens w salonie. Mąż wieczorami tłucze szmal i młode pupy. Szatynka robi obiad, potem go wywala do śmieci, bo mąż przychodzi obżarty jak pudel. Nic mu się nie chce. Nawet nie chce mu się tego, co chce się szatynce.

Więc oni spotykają się w polityce. Spotykają się dlatego, że zawód i rozczarowanie stały się dla nich jednym i tym samym. Nie chcę powiedzieć, że w tym rozczarowaniu zawód im się nie przydaje. W polityce wszystko się przydaje, szczególnie przydają się rzeczy zbędne. Ale nie ukrywam, że gdybym zasłabł akurat pod Sejmem i gdyby podchodził do mnie poseł mówiąc, że jest lekarzem, na pewno w mgnieniu oka poczułbym się dobrze. Na wszelki wypadek.

Wprawdzie ścina to krew w żyłach, ale bywa gorzej. Na przykład, gdy taki doktor dyskutuje na temat autostrad albo podatków. Zabiera głos w kwestii wyższości jednej Matki Boskiej nad drugą. Albo gdy ten od fizyki bierze się za ekonomię. Albo gdy prawnik układa kodeksy, zamiast się do nich stosować. Kiedy leśnik czy agronom wyjaśnia historię. Gdy pytanie „why not?” tłumaczy jako gówno.

Zasadnicze problemy są dwa. Pierwszy, czy oni naprawdę nie mieli innego wyjścia? Nikt im nie chciał pomóc? A my, czy też nie mamy innego? Musimy się z nich śmiać?

Natomiast drugi problem jest o wiele gorszy: co to będzie, kiedy polityka także ich zawiedzie? Dokąd? Na rozstaje! Co wtedy będzie z nami?

Czy potrafimy się rozstać?


Zbysław Śmigielski
Powieściopisarz, nowelista, aforysta, najrzadziej poeta. Laureat konkursów i nagród literackich. Uznany za marynistę. Był kapitanem jachtowym, instruktorem żeglarstwa, nieco powłóczył się po morzach, co ma wpływ na twórczość. Zajmuje się propagowaniem spraw morza na spotkaniach autorskich, szczególnie z młodzieżą. Interesują go także inne sprawy: historia współczesna, problemy społeczne, konflikty moralne - to, czym żyjemy na codzień. Ostatnia książka: Sarmaty i scyty (2007). Zmarł w 2014.
 Strona www autora
 Numer GG: 3401579

 Liczba tekstów na portalu: 22  Pokaż inne teksty autora

 Oryginał.. (http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,6007)
 (Ostatnia zmiana: 11-08-2008)