Racjonalista - Strona głównaDo treści
Antyreligijność a płeć.

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
12-03-2015 02:36zegarnek (101 punktów)Antyreligijność a płeć.
Ocena 3 na 3
Starałem się znaleźć tu (Racjonalista.pl) wypowiedzi na ten temat ale bez sukcesu - może coś przeoczyłem. Otóż chodzi o znaczne różnice reprezentacji płci w zbiorowościach ruchów ateistycznych/antyreligijnych - mężczyźni 59%, kobiety 23% . Źródłem jest publikacja: GLOBAL INDEX OF RELIGIOSITY AND ATHEISM, Gallup International 2012 (www.wingia.com/web/files/news/14/file/14.pdf strona 20).

Pomijam inne, równie interesujące wyniki badań, zwracam jedynie uwagę czytelników na to jedno, niepokojące w XXI wieku zjawisko. Mam w związku z tym kilka, wypowiedzio-rodnych wątpliwości, które postaram się wyrazić nie koniecznie wyczerpująco, pytaniami:

1. Czy jest możliwe aby powodem tej ogromnej różnicy (ponad 50%) w reprezentacji kobiet był patriarchalizm w zbiorowościach antyreligijnych świata?

2. i - Czy nad tym zjawiskiem zastanawiał (zwrócił na nie uwagę) się ruch feministyczny; któraś tego ruchu bardziej humanistyczna frakcja?

3. i - Jak można rozumieć te silne dysproporcje płci, mając na uwadze jeden z najsilniejszych argumentów ruchów antyreligijnych: godne pogardy traktowanie kobiet przez systemy religijne?

4. i - czy można się tu dopatrywać wyniku różnic w systemach wartości mężczyzn i kobiet, ich różnorakiego rozumienia sensu życia?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

1 2 3 4
#46
19-03-2015 05:41
 Ocena 3 na 3
Sygnał (4252 punktów)Odp: Antyreligijność a płeć.
W odpowiedzi Betelgeza
>Zważywszy, że nie jest sprawdzalna w 100% i nie jest w 100% nieomylna, ostatecznie jest tym samym , co magia, religia, czary-mary itp. Różnice są ogromne, to oczywiste. Jednak są to różnice ilościowe, a nie jakościowe. Tylko stopień sprawdzalności jest inny. Nauka nie jest żadnym "absolutnym" medium, dającym gwarancję poznania prawdy. Daje tylko większe prawdopodobieństwo. Nic nie daje nam gwarancji, że oto dysponujemy prawdą, ani poznanie naukowe, ani "duchowe".

Pani raczy żartować. Potęga nauki polega właśnie na możliwości eksperymentalnej weryfikacji twierdzeń i tym samym ocenieniu, czy dane twierdzenie jest zgodne z rzeczywistością czy nie. Religia nie posiada takiej właściwości.
Co do absolutności, to naukowa wizja świata w danej chwili czasu oczywiście nie jest nieomylna, ale inherentną cechą metody naukowej jest brak przywiązania do teorii w obliczu faktów, które jej przeczą. Dlatego metoda naukowa jest, powiedzieć można, asymptotycznie słusznym opisem rzeczywistości. Tego kompletnie nie można powiedzieć o religii. A coś takiego jak poznanie duchowe nie istnieje.

>I to miałam na myśli pisząc, że dyskusja "kto ma rację" nie ma najmniejszego sensu. Mozna oczywiście dyskutować o tym, kto ma wiekszą, a kto mniejszą rację, czyja interpretacja wydaje sie bardziej prawdopodobna... Jednak takim poziomem teoretycznym żadna ze stron "sporu" nie jest zainteresowana, każda strona chce "wygrać", pokonać "przeciwnika", udowodnić, że "my mamy rację", a "wy sie mylicie". I właśnie to jest ten "pseudointelektualizm" w moim odczuciu. To jest to ślizganie sie po powierzchni zasadniczych pytań o poznanie. Rzecz w tym, że nikt nie ma racji, a ściślej racje ma ten, kto nie chce miec racji, kto dostrzega, że nie ma możliwości uzyskania pewności.

Bo pytania o poznanie są filozoficzne, czyli z grubsza bezsensowne w kontekście realnego świata.

>Oczywiście tu jest pytanie, czy istnieje poznawanie inne niż tylko umysłowe. To może być ta "kość niezgody". Tzn. pytania, co jest umysłem, a co nie jest, czy umysł posiada możliwości poznawcze inne niż czysto myślowo-logiczne, czy to jest własnie tym "duchem" teistów itd.

Nic nie wskazuje, że istnieje, a jeśli ktoś tak twierdzi to udowodnienie tej tezy jest po stronie tej osoby. Głównym problemem w dyskusji z teistami jest też to, że duża ich część nie posiada elementarnej umiejętności dowodzenia swoich stanowisk.

>Natomiast dyskurs na poziomie: "bóg jest" - "boga nie ma" jest naiwny.

Postulat czegokolwiek bez dobrych przesłanek za tym jest naiwny. A jedyne bogi, które się jeszcze ostały w dyskursie to takie, które w postulacie są nieudowadnialne. Ergo, teiści sami nie widzą, że postulują głupotę.

>To w kwestii religii i ateizmu na poziomie teoretycznym.

Na poziomie ideowym krytyka religii jak najbardziej ma sens. A szerzej: krytyka wiary, jako pewnej forma błędnej metody poznawczej, albo nawet dosadniej: poznawczego upośledzenia.
Wiara jest założeniem o słuszności pewnego twierdzenia o realnym świecie bez konieczności jego weryfikacji, co jest kompletnie błędnym podejściem. Z takiego upośledzenia poznawczego wyrastają rozliczne ideologie, w tym też religie. Ogrom ich jest albo szkodliwy albo bardzo szkodliwy.

Dlatego nie: atakowanie teizmu na poziomie ideologicznym nie jest w żadnym wypadku walką z wiatrakami ani przejawem pseudointelektualizmu. Przejawem tego ostatniego jest bezkrytyczne podchodzenie do rzeczywistości.

#47
19-03-2015 18:09
 Ocena 1 na 1
oportunista (1711 punktów)Odp: Antyreligijność a płeć.
Zasadniczo facetowi religia potrzebna jest do spacyfikowania kobiety. Jako osobnik silniejszy fizycznie, niema problemu podporządkować ją sobie przemocą, jednak uległość fizyczna jest tylko jednym z elementów. Psychiczne podporządkowanie jej sobie wymaga użycia bardziej wyrafinowanych narzędzi. Gdy religia nie spełnia oczekiwań mężczyzny, odwraca się od niej i nie ma z tym problemu. Kobieta aby osiągać swe cele, musi funkcjonować na bardziej wyrafinowanych poziomach. Używa męskich narzędzi odpowiednio zmodyfikowanych, odwoływanie się do sił wyższych jest elementem stałym. Porzucając religię odrzuca jedno z bardziej emocjonalnych narzędzi nacisku na mężczyznę. Granie na emocjach, bez odwoływania się do prawd niepodważalnych jest mało skuteczne, powiedziałbym wręcz bez sensu.

Betelgeza (48 punktów)Odp: Antyreligijność a płeć.
W odpowiedzi Sygnał
>>Zważywszy, że nie jest sprawdzalna w 100% i nie jest w 100% nieomylna, ostatecznie jest tym samym , co magia, religia, czary-mary itp. Różnice są ogromne, to oczywiste. Jednak są to różnice ilościowe, a nie jakościowe. Tylko stopień sprawdzalności jest inny. Nauka nie jest żadnym "absolutnym" medium, dającym gwarancję poznania prawdy. Daje tylko większe prawdopodobieństwo. Nic nie daje nam gwarancji, że oto dysponujemy prawdą, ani poznanie naukowe, ani "duchowe".
>Pani raczy żartować. Potęga nauki polega właśnie na możliwości eksperymentalnej weryfikacji twierdzeń i tym samym ocenieniu, czy dane twierdzenie jest zgodne z rzeczywistością czy nie. Religia nie posiada takiej właściwości.
>Co do absolutności, to naukowa wizja świata w danej chwili czasu oczywiście nie jest nieomylna, ale inherentną cechą metody naukowej jest brak przywiązania do teorii w obliczu faktów, które jej przeczą. Dlatego metoda naukowa jest, powiedzieć można, asymptotycznie słusznym opisem rzeczywistości. Tego kompletnie nie można powiedzieć o religii. A coś takiego jak poznanie duchowe nie istnieje.
>>I to miałam na myśli pisząc, że dyskusja "kto ma rację" nie ma najmniejszego sensu. Mozna oczywiście dyskutować o tym, kto ma wiekszą, a kto mniejszą rację, czyja interpretacja wydaje sie bardziej prawdopodobna... Jednak takim poziomem teoretycznym żadna ze stron "sporu" nie jest zainteresowana, każda strona chce "wygrać", pokonać "przeciwnika", udowodnić, że "my mamy rację", a "wy sie mylicie". I właśnie to jest ten "pseudointelektualizm" w moim odczuciu. To jest to ślizganie sie po powierzchni zasadniczych pytań o poznanie. Rzecz w tym, że nikt nie ma racji, a ściślej racje ma ten, kto nie chce miec racji, kto dostrzega, że nie ma możliwości uzyskania pewności.
>Bo pytania o poznanie są filozoficzne, czyli z grubsza bezsensowne w kontekście realnego świata.
>>Oczywiście tu jest pytanie, czy istnieje poznawanie inne niż tylko umysłowe. To może być ta "kość niezgody". Tzn. pytania, co jest umysłem, a co nie jest, czy umysł posiada możliwości poznawcze inne niż czysto myślowo-logiczne, czy to jest własnie tym "duchem" teistów itd.
>Nic nie wskazuje, że istnieje, a jeśli ktoś tak twierdzi to udowodnienie tej tezy jest po stronie tej osoby. Głównym problemem w dyskusji z teistami jest też to, że duża ich część nie posiada elementarnej umiejętności dowodzenia swoich stanowisk.
>>Natomiast dyskurs na poziomie: "bóg jest" - "boga nie ma" jest naiwny.
>Postulat czegokolwiek bez dobrych przesłanek za tym jest naiwny. A jedyne bogi, które się jeszcze ostały w dyskursie to takie, które w postulacie są nieudowadnialne. Ergo, teiści sami nie widzą, że postulują głupotę.
>>To w kwestii religii i ateizmu na poziomie teoretycznym.
>Na poziomie ideowym krytyka religii jak najbardziej ma sens. A szerzej: krytyka wiary, jako pewnej forma błędnej metody poznawczej, albo nawet dosadniej: poznawczego upośledzenia.
>Wiara jest założeniem o słuszności pewnego twierdzenia o realnym świecie bez konieczności jego weryfikacji, co jest kompletnie błędnym podejściem. Z takiego upośledzenia poznawczego wyrastają rozliczne ideologie, w tym też religie. Ogrom ich jest albo szkodliwy albo bardzo szkodliwy.
>Dlatego nie: atakowanie teizmu na poziomie ideologicznym nie jest w żadnym wypadku walką z wiatrakami ani przejawem pseudointelektualizmu. Przejawem tego ostatniego jest bezkrytyczne podchodzenie do rzeczywistości.

Usiłując zaprzeczyć, potwierdziłeś każde moje zdanie, choć nie jestes w stanie tego dostrzec. Jesteś typowym wyznawcą, który mocno wierzy w to, co wyznaje i nie potrafi spojrzeć na to z boku. Poczytaj trochę o epistemologii, bo wypisujesz bajki, m.in. np. mylisz kolejność poznawczą. Na zachetę powiem tylko, że nauka praktycznie nie może istnieć bez filozofii, bo np. nie moze istnieć bez metodologii. Gdy zagłębisz się w te dziedziny, zobaczysz (mam nadzieję), że twoja wiara w "słuszność nauki" jest tylko wiarą, niczym więcej.

#49
20-03-2015 17:48
 Ocena 2 na 2
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
Odp: Antyreligijność a płeć.
W odpowiedzi Betelgeza
>Widzę to tak, że każdy sposób poznawania świata jest tylko interpretacją. Nie ma po prostu innej mozliwości, to wynika z samego faktu poznawania. Choć jest wielka różnica w sposobie interpretowania świata miedzy ateistami i teistami, to jednak oba te sposoby poznawania pozostają tylko możliwymi interpretacjami. Np. nauka nie jest niczym innym jak interpretacją. Zważywszy, że nie jest sprawdzalna w 100% i nie jest w 100% nieomylna, ostatecznie jest tym samym , co magia, religia, czary-mary itp. Różnice są ogromne, to oczywiste. Jednak są to różnice ilościowe, a nie jakościowe. Tylko stopień sprawdzalności jest inny. Nauka nie jest żadnym "absolutnym" medium, dającym gwarancję poznania prawdy. Daje tylko większe prawdopodobieństwo. Nic nie daje nam gwarancji, że oto dysponujemy prawdą, ani poznanie naukowe, ani "duchowe".
Co to w ogóle jest te "poznanie duchowe"? Co religia mówi o realnym świecie? Jaką ma moc predykcyjną? Jak dla mnie zrównywanie nauki z religią to bzdura - ta pierwsza tworzy protezy dla potrzebujących, ta druga bełkoce o boskich wyrokach albo oferuje modlitwę. Ta pierwsza mówi o prawdopodobnych początkach wszechświata, ta druga zadowala się ignorancją i stwierdzeniem bóg to zrobił.
   Religia ma do zaoferowania najwyżej fałszywą nadzieję i proste (żeby nie rzecz prostackie) odpowiedzi na trudne pytania. Do niektórych może to przemawiać, ale nie do mnie.
>I to miałam na myśli pisząc, że dyskusja "kto ma rację" nie ma najmniejszego sensu.
Ma. Nie warto ulegać złudzeniom o wartości religii czy pozwalać jej na prezentowanie się jako sposobu na zdobywanie wiedzy o świecie.
>Mozna oczywiście dyskutować o tym, kto ma wiekszą, a kto mniejszą rację, czyja interpretacja wydaje sie bardziej prawdopodobna... Jednak takim poziomem teoretycznym żadna ze stron "sporu" nie jest zainteresowana, każda strona chce "wygrać", pokonać "przeciwnika", udowodnić, że "my mamy rację", a "wy sie mylicie".
Rzecz w tym, że jedna strona racji nie ma i generalnie raczej religia jest tą stroną niemającą racji. Zresztą czy religia nie pokonała się sama w momencie gdy jej wyznawcy umieścili piorunochrony na kościołach?
>I właśnie to jest ten "pseudointelektualizm" w moim odczuciu. To jest to ślizganie sie po powierzchni zasadniczych pytań o poznanie.
Co w kwestii poznania może zaoferować religia?
>Rzecz w tym, że nikt nie ma racji, a ściślej racje ma ten, kto nie chce miec racji, kto dostrzega, że nie ma możliwości uzyskania pewności.
Rzecz w tym, że religia to zbiór niefalsyfikowalnych bzdur istniejący dzięki indoktrynacji.
>Natomiast dyskurs na poziomie: "bóg jest" - "boga nie ma" jest naiwny.
Chyba nie bardziej niż pogląd, iż nauka opiera się na wierze.
>Problemem nie jest to, że ktoś uważa, że istnieje możliwość poznania "duchowego" i on dzięki takiemu poznaniu poznał boga i żyje w zgodzie z nim. To nie jest problem. Problem jest wtedy, gdy ten , kto uważa, że poznał boga, chce zmusić innych, aby mu uwierzyli i jeszcze, co gorsza, zaczęli postępować w zgodzie z tym, co jemu jego bóg "powiedział".
Owo poznanie duchowe to część problemu bo jeśli ktoś uważa, iż znalazł Prawdę i Boga to wysoce prawdopodobne jest, iż będzie próbował swoje tabu innym narzucać, dla ich dobra rzecz jasna.
>Na tym poziomie jak najbardziej religia powinna podlegać krytyce, jak każde zjawisko polityczne.
Religia jak wszystko inne powinna podlegać krytyce na każdym poziomie.



The only good is knowledge and the only evil is ignorance.

#50
21-03-2015 09:10
 Ocena 2 na 2
Sygnał (4252 punktów)Odp: Antyreligijność a płeć.
W odpowiedzi Betelgeza
Na starcie, tu dla czytelności odpowiada się na poszczególne wypowiedzi.

>Usiłując zaprzeczyć, potwierdziłeś każde moje zdanie, choć nie jestes w stanie tego dostrzec.
>Jesteś typowym wyznawcą, który mocno wierzy w to, co wyznaje i nie potrafi spojrzeć na to z boku. Poczytaj trochę o epistemologii, bo wypisujesz bajki, m.in. np. mylisz kolejność poznawczą.

A Ty poczytaj o weryfikacji empirycznej. Naprawdę bezsensownym jest poszukiwanie przejawów filozofii w realnym świecie. Twierdzenia filozoficzne są słuszne tylko dla wyidealizowanego obrazu świata, który często nie ma żadnego związku z realnym.

> Na zachetę powiem tylko, że nauka praktycznie nie może istnieć bez filozofii, bo np. nie moze istnieć bez metodologii.

Zgoda, ale na metodologii się to kończy. Reszta to tylko weryfikacja.

>Gdy zagłębisz się w te dziedziny, zobaczysz (mam nadzieję), że twoja wiara w "słuszność nauki" jest tylko wiarą, niczym więcej.

A gdy Ty zgłębisz choć trochę jakąkolwiek dziedzinę nauki (w sensie anglosaskiego science, a nie tego polskojęzycznego chaosu semantycznego) to zauważysz, że jakiekolwiek inne poza naukami empirycznymi źródła nie dają żadnych efektów.

Pozdrawiam ozięble i polecam się douczyć.

#51
22-03-2015 09:57
 Ocena-1 na 1
Betelgeza (48 punktów)Odp: Antyreligijność a płeć.
W odpowiedzi Iwan Denisowicz
No tak, ja o poznawalności prawdy w sensie ontologicznym, a Wy o tym, że kartoflanka jest dobra. Gadał dziad do obrazu... Szkoda mi czasu na tłumaczenie laikom podstaw. Przy okazji, dzieki za poradę o potrzebie dokształcania, staram się. Niemniej, proszę nie zapominać, że to dotyczy wszystkich. Tylko uważajcie, bo może przyjść Wam zmierzyć się z koniecznoscią skoczenia z drugiego piętra (bo wyżej i tak sie nigdy nie zapuszczacie, jak to powiedział Lederman )
Juz mnie znudziły te przedszkolne dyskusje, nic a nic sie nie myliłam, gdy pisałam o poziomie tego forum. No, zresztą, jakby mogło być inaczej - zachciało mi sie zabawiać w dyskusje z amatorami w internecie... Naiwna

#52
22-03-2015 10:07
 Ocena 3 na 3
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
Odp: Antyreligijność a płeć.
W odpowiedzi Betelgeza
>No tak, ja o poznawalności prawdy w sensie ontologicznym, a Wy o tym, że kartoflanka jest dobra.
Ja (bo za Sygnała nie odpowiadam) o bzdurności religii a ty o wierze w naukę. Brawo, wierz w nią sobie dalej.
>Szkoda mi czasu na tłumaczenie laikom podstaw.
A ty rozumiem profesjonalistka? Cóż, od razu widać .
   Ale unik przyznam to niezły - zamiast odpowiedzieć na pytania, podkreślić swoją (mniemaną) wyższość.
>Tylko uważajcie, bo może przyjść Wam zmierzyć się z koniecznoscią skoczenia z drugiego piętra (bo wyżej i tak sie nigdy nie zapuszczacie, jak to powiedział Lederman )
Jak już pisałem - próby pouczania przez kogoś kto wiele mądrego na tym forum nie napisał to raczej kuriozum niż cokolwiek innego. Za wielce inteligentną się jak mniemam uważasz, ale co masz na poparcie swojego mniemania? Co tu poza żalami na niski poziom forum zaprezentowałaś? Czy może uważasz, iż nie ma sensu pisać czegoś na poziomie bo przecież i tak geniusz twój niedocenionym pozostanie?
>Juz mnie znudziły te przedszkolne dyskusje, nic a nic sie nie myliłam, gdy pisałam o poziomie tego forum.
Przykro mi niezmiernie, że twoich wymagań owo forum nie spełniło. Ale może problem nie w forum tylko w tobie? Mam wrażenie, że tej drugiej opcji jakoś pod uwagę nie bierzesz. No ale cóż, nie ty pierwsza krytykujesz to forum wiele nie pokazawszy i zapewne nie ty ostatnia.


The only good is knowledge and the only evil is ignorance.

#53
22-03-2015 20:20
 Ocena 3 na 3
setarkos (10757 punktów)Odp: Antyreligijność a płeć.
W odpowiedzi Betelgeza
> każdy sposób poznawania świata jest tylko interpretacją. Nie ma po prostu innej mozliwości, to wynika z samego faktu poznawania.
Jeśli masz na myśli, że nie mamy dostępu do 'nagich faktów' lecz poznanie budujemy układając zdarzenia w adekwatną do nich strukturę pojęciową (interpretujemy), to tak, jak najbardziej. Już powiedzieć "świat", to interpretować przez nazwanie (nawet użycie liczby pojedynczej nie wydaje się oczywiste - można rozważać różne światy).

> Choć jest wielka różnica w sposobie interpretowania świata miedzy ateistami i teistami
A zaczęło się od tego, że podkreślanie ateizmu (stawianie się w opozycji do teizmu) to opium dla pseudointelektualistów .
[Po co tu opium - mowa o poznawaniu czy pseudo-poznawaniu?]

> Np. nauka nie jest niczym innym jak interpretacją.
Tak, interpretuje się wyniki pomiarów i wywodzi stąd prawidłowości, które sprawdzają się (ze znaczącą (choć nie 100%-wą) dokładnością) także dla podobnych zdarzeń w innym miejscu i czasie.

> ostatecznie [nauka] jest tym samym , co magia (..) różnice są ogromne, to oczywiste. Jednak są to różnice ilościowe, a nie jakościowe.
Nie, nie sposób się z powyższym zgodzić (ja nie potrafię) - magia, religia, itp. nie są żadną stroną dla porównania z nauką, racjonalnym myśleniem. To ostatnie posługuje się metodą ilościową dla weryfikacji swych twierdzeń (i potrafi wskazać sposób ich falsyfikacji) - zaś myślenie magiczne broni się przed eksperymentem, kierując się prawdopodobnie czuciem i/lub zaufaniem do autorytetów.
[Z kawałka nitki i ciężarka każdy może teraz zrobić wahadło i sprawdzić, czy przy długości 1 metra okres drgań wyniesie ok. 2 sekund - jak by miało wyglądać coś podobnego w "poznawaniu" magicznym?]

> Nauka nie jest żadnym "absolutnym" medium, dającym gwarancję poznania prawdy.
Tak, w nauce jest więcej relatywizmu (mierzenia proporcji) niż absolutyzmu (ten drugi bywa domeną religii).
> Nic nie daje nam gwarancji, że oto dysponujemy prawdą, ani poznanie naukowe, ani "duchowe".
Tak, dzięki nauce (czy raczej filozofii nauki) wiadomo o niepełności prawdy (co chyba przeczuwał już Sokrates).

>I to miałam na myśli pisząc, że dyskusja "kto ma rację" nie ma najmniejszego sensu.
Nie ma raczej sensu mówienie o dyskusji, co do której zawczasu wiadomo, iż nie ma sensu.
>Religia na tym poziomie to juz właściwie nie tyle religia, co polityka.
Mnie też się zdaje, że religie mają głównie polityczną podbudowę (wymuszenie posłuchu u wiernych) a nie poznawczą.

#54
23-03-2015 06:59
 Ocena 4 na 4
Drobner (19539 punktów)Odp: Antyreligijność a płeć.
W odpowiedzi Betelgeza
#1
>No tak, ja o poznawalności prawdy w sensie ontologicznym, a Wy o tym, że kartoflanka jest dobra.
>Nauka nie jest żadnym "absolutnym" medium, dającym gwarancję poznania prawdy.

Twój przedsąd o istnieniu jakiejkolwiek "prawdy", którą to jakoby mamy poznawać, jest nieuprawniony.
Poznajemy naturę, przyrodę, 'rzeczywistość', a nie wtórne kategorie filozoficzne typu "prawda".

#2
>Np. nauka nie jest niczym innym jak interpretacją. Zważywszy, że nie jest sprawdzalna w 100%....

"Nauka nie jest sprawdzalna w 100%" - z czym? Z "prawdą"? Jaką "prawdą"? P. #1.

Twierdzenia nauki są sprawdzalne z empirią (w wystarczającym przybliżeniu). Tyle wystarczy, by nauka była skuteczna. Izomorfizm modelu z 'rzeczywistością' byłby ideałem - niekoniecznym do osiągnięcia.
(Wtórnie tę zgodność modelu z 'rzeczywistością', [klasycznie] definiuje się jako 'prawdę'.
NIE WCZEŚNIEJ. - to taka dygresja metodologiczna:
>"np. mylisz kolejność poznawczą")

#3
>.. nauka ... nie jest sprawdzalna w 100% i nie jest w 100% nieomylna, ostatecznie jest tym samym , co magia, religia, czary-mary itp.

Wobec nieustalonej wartości logicznej przedsądu o istnieniu "prawdy" (p. #1) oraz wątpliwej (w tej sytuacji) możliwości sprawdzalności nauki z ową 'hipotetyczną' "prawdą", Twoje wnioski o charakterze nauki ("to samo, co magia, religia, czary-mary") są:
a) jałowe (bezcelowe) - wobec nieokreśloności logicznej założenia;
a) nieokreślone pod względem wartości logicznej - wobec nieokreśloności logicznej założenia.

#4
Nauka (np. medycyna) leczy grypę i zapalenie wyrostka.
Magia, religia, czary-mary (ze swoimi modłami, kadzeniami i egzorcyzmami) - nie.

Nauka (np. fizyka) chroni przed piorunami.
Magia, religia, czary-mary (ze swoimi gromnicami) - nie.

Nadal twierdzisz:
>"nauka jest tym samym, co magia, religia, czary-mary"
???

Wobec powyższego ewidentnego rozróżnienia 'nauki' oraz 'magii etc.', Twój wniosek o ich 'tożsamości' jest fałszywy. Mógł więc wyniknąć wyłącznie z Twojego fałszywego założenia. Jak myślisz - z którego?
===============

#5
>...każdy sposób poznawania świata jest tylko interpretacją.

...dopóki nie poleją Cię przypadkowo wrzątkiem lub nie oberwiesz znienacka kijem w łeb.
Zaręczam Ci: nie nadążysz z interpretacją.
"Prawdę" doświadczysz zdecydowanie szybciej niż pojawi się refleksja...

#6
Twoje:

>Juz mnie znudziły te przedszkolne dyskusje, nic a nic sie nie myliłam, gdy pisałam o poziomie tego forum.

brzmi nieco dziwacznie wobec Twoich:

>>Nic nie daje nam gwarancji, że oto dysponujemy prawdą...
>>...nikt nie ma racji...

Jakby mało konsekwentnie. (- to taka dygresja metodologiczna)
===============

#7 (clue: ) kartoflanka dobra jest. Gastronomicznie. Ontologicznie też...

Drobner, od zupy strony...

#55
23-03-2015 20:04
 Ocena 4 na 4
diogenes (42753 punktów)Odp: Antyreligijność a płeć.
W odpowiedzi Anna Salman
>moi rodzice byli ateistami
>Ja - wychowana poza kościołem mam mentalność post-religijną i nijak nie powinnam definiować się według owego kościelnego żargonu.
>NIE JESTEM ATEISTKĄ! JESTEM NORMALNA!

Widzę tu specyficzną dialektykę: wyjście poza tezę (teizm), antytezę (ateizm) i syntezę, czyli ową normalność. Logika kościoła jest zupełnie niehistoryczna: czas wprawdzie płynie, ale opozycje pozostają jako całkowicie ahistoryczne. To dlatego kościół co jakiś czas ogłasza kolejne "kontrreformacje", czyli protest przeciw postępowi (w nauce, obyczajach). Normalność (czyli wyjście poza ową niehistoryczną opozycję) kościół sprowadza natychmiast do ateizmu. Dyskurs religijny został definitywnie zamknięty przez Oświecenie i jego konsekwencje (teoretyczne i praktyczne). Kontroświecenie ma się wprawdzie dobrze (miliardy wiernych), ale to już tylko echo przeszłości. Bóg umiera dłużej, niż się niektórym wydawało.


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.

#56
25-03-2015 11:27
 Ocena 3 na 3
Anna Salman (16360 punktów)Odp: Antyreligijność a płeć.
W odpowiedzi diogenes
Zgadzam się z tym, co zrozumiałam (albo mi się wydaje), bo nie jestem intelektualistką.
>... Bóg umiera dłużej, niż się niektórym wydawało.
To my podtrzymujemy jego agonię, dając się wpuścić w jałowe spory na tematy nieistotne. Tak naprawdę stoimy w obliczu wielkiej rewolucji społecznej, bo w przypadku Polski walka z krk to wykorzenianie feudalizmu, przede wszystkim z mentalności. Dlatego zasadniczymi pytaniami zadawanymi członkom owej organizacji powinny być takie np. - Jak uzasadnić, że ogół utrzymuje grupę bezżennych mężczyzn i niezamężnych kobiet, którzy się w życiu uczciwą pracą nie zhańbili? Skoro istnienie tej instytucji jest dla kogoś ważne, niech sobie na nią płaci, inaczej jest to jawne złodziejstwo. Dyskusje na tematy teologiczne, nawet podparte naukowymi osiągnięciami to gra na ich boisku ich piłką i na ich zasadach. Jak wyjdą z mojej kieszeni, mogę zacząć ignorować całe to towarzystwo, nawet ich agresję i roszczeniowość. Wtedy to będzie już tylko problem tzw. wiernych.

#57
25-03-2015 19:12
 Ocena 1 na 1
Wenancjusz (16441 punktów)Odp: Antyreligijność a płeć.
W odpowiedzi Anna Salman
>Zgadzam się z tym, co zrozumiałam (albo mi się wydaje), bo nie jestem intelektualistką.
>>... Bóg umiera dłużej, niż się niektórym wydawało.
>To my podtrzymujemy jego agonię, dając się wpuścić w jałowe spory na tematy nieistotne. Tak naprawdę stoimy w obliczu wielkiej rewolucji społecznej, bo w przypadku Polski walka z krk to wykorzenianie feudalizmu, przede wszystkim z mentalności. Dlatego zasadniczymi pytaniami zadawanymi członkom owej organizacji powinny być takie np. - Jak uzasadnić, że ogół utrzymuje grupę bezżennych mężczyzn i niezamężnych kobiet, którzy się w życiu uczciwą pracą nie zhańbili? Skoro istnienie tej instytucji jest dla kogoś ważne, niech sobie na nią płaci, inaczej jest to jawne złodziejstwo. Dyskusje na tematy teologiczne, nawet podparte naukowymi osiągnięciami to gra na ich boisku ich piłką i na ich zasadach. Jak wyjdą z mojej kieszeni, mogę zacząć ignorować całe to towarzystwo, nawet ich agresję i roszczeniowość. Wtedy to będzie już tylko problem tzw. wiernych.

Cholera jasna! I co mam zrobić jak się z tym zgadzam? W wybitnie zekonomizowanym społeczeństwie, takie pytania będą narastać bardzo szybko, aż może dojść do krytycznej granicy gdzie i wierzący będą rozliczać za sposób istnienienia tej uprzywilejowanej grupy społecznej, z zasad finansowania jej działalności. No bo jasne, ze jak masz to skąd.


Ich bin besser als mein Ruf

Wenancjusz (16441 punktów)Odp: ślepy zaułek kreacjonizmu
W odpowiedzi Arminius
>"Ras ludzkich nie ma, ale rasizm jeszcze mocno się trzyma":
>Rasy ludzkie istnieją - bo darwinizmu nikt do tej pory nie obalił, wręcz przeciwnie.

To zdanie uczony przyjacielu... zdeklasowało Ciebie jako zwolennika rasizmu. Dopisz sobie to obok tego, że jesteś narodowcem beż twórczych idei, co Tobie wypominano na tym forum.


Ich bin besser als mein Ruf

1 2 3 4

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365