 |
RELIGIE POLITYCZNE W PERSPEKTYWIE III DEKADY XXI WIEKU Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 06-04-2026 13:43 | Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52462 punktów) | RELIGIE POLITYCZNE W PERSPEKTYWIE III DEKADY XXI WIEKU
2 na 2 | . Zrozumienie fenomenu religii politycznych wydaje się konieczne, by uchwycić logikę współczesności oraz napięć, które ją kształtują. Literatura przedmiotu - zarówno klasyczna, jak i najnowsza - wskazuje, że religie polityczne nie są marginesem historii, lecz konsekwencją stałych właściwości ludzkiej psychiki i mechanizmów życia zbiorowego.
Już analizy Rogera Eatwella, interpretującego faszyzm jako formę quasi-religii¹, pokazywały, że ideologie nowoczesne mogą przejmować funkcje dawnych systemów sakralnych. Aktualność tego zjawiska potwierdzają badania Przemysława Witkowskiego nad współczesnymi ruchami neonacjonalistycznymi2.
WIARA JAKO FUNDAMENT
Aby zrozumieć ideę religii politycznych, trzeba wyjść od samego pojęcia wiary. W najprostszym ujęciu - za Wikipedią - wiara polega na nadawaniu wysokiego prawdopodobieństwa prawdziwości twierdzeniu mimo braku wystarczającej wiedzy3. Często działa ona przedjęzykowo, jako intuicyjna reakcja na doświadczenie niepewności, lęku czy zagrożenia.
Przytłaczająca większość ludzkości jest wierząca, choć treść tych wierzeń zmieniała się w historii radykalnie. Można przypuszczać, że skłonność do wiary wykształciła się ewolucyjnie jako strategia szybkiego podejmowania decyzji w warunkach niepewności. Niewielu ludzi potrafi konsekwentnie odrzucić sam mechanizm wiary. Co ważne, nie jest on zarezerwowany dla osobowości autorytarnych; wystarczy podstawowa, nabyta w dzieciństwie skłonność do zawierzenia autorytetom.
"Postawa poznawcza" to w tym ujęciu utrwalona dyspozycja do reagowania w sposób zgodny z oczekiwaniami grupy. W jej wyniku całe społeczności skłonne są uznawać mity za bardziej wiarygodne niż fakty, a rozum nie służy weryfikacji przekonań, lecz ich usprawiedliwianiu. Proces kształtowania tej postawy zaczyna się w rodzinie, pierwszej wspólnocie, w której dziecko obserwuje nawyki, lęki, hierarchie ważności i strategie radzenia sobie z niepewnością.
Religijną treść można porzucić, ale porzucenie samego mechanizmu wiary jest niezwykle trudne. Zazwyczaj wymaga wielu lat refleksji lub silnych doświadczeń życiowych, które burzą dotychczasowy porządek sensu4.
CDN.
| Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu. 1 2 3 4 5 6 7 8 Dalej..#16 1 na 1 | Elasp (6932 punktów) | Odp: RELIGIE POLITYCZNE W PERSPEKTYWIE III DEKADY XXI WIEKU | > >Nauka też może być groźna> -> Tak.> ===> >to nie fideiści skonstruowali bombę atomową, gazy trujące i wszystkie rodzaje nowoczesnej broni.> -> Ja tego nie wiem, ale sądzę, iż fideistów była tam większość. Niech Pan udowodni, iż jest inaczej. Sądzi Pan, ale Pan tego nie wie. To raczej Pan powinien pokazać, że byli tam fideiści, skoro to im przypisuje Pan zło, a nie ludziom nauki. Także to Pan musi pokazać, że ich działania były motywowane wiarą (w co?). Innymi słowy, musi Pan pokazać nie tylko, że 1) wiara czyni zło, ale także, że 2) niewiara nie czyni większego zła niż wiara. Jeżeli nie wykaże Pan 2), dlaczego ktokolwiek ma się przejmować tezą 1)? Jeżeli twierdzi Pan, że niewiara nie czyni większego zła niż wiara, proszę o dowód tego twierdzenia. |
#17 2 na 2 | Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52462 punktów) | Odp: RELIGIE POLITYCZNE W PERSPEKTYWIE III DEKADY XXI WIEKU | . Nie twierdziłem i nie twierdzę, że ludzie nauki są wolni od wiary. Twierdzę coś znacznie prostszego: nauka działa tylko tam, gdzie wiara zostaje zawieszona. Reszta jest już kwestią konsekwencji. Mówi Pan, że "to nie fideiści skonstruowali bombę atomową". Odpowiadam: nie ma Pan pojęcia, w co wierzyli ci ludzie - i ja również. Ale to jest argument pozorny. Nie rozmawiamy o prywatnych przekonaniach fizyków, tylko o tym, co pozwala ludziom uznać pewne działania za dopuszczalne, a nawet słuszne. I tu zaczyna się problem, którego Pan najwyraźniej nie chce dostrzec. Domaga się Pan dowodu, że wiara czyni zło oraz że niewiara czyni zło większe lub porównywalne. Odwrócę to pytanie, bo tylko tak można je postawić uczciwie: proszę wskazać choć jeden przykład zbrodni dokonanej w imię samej niewiary. Nie systemu politycznego, nie ideologii, nie programu społecznego - lecz niewiary jako takiej. Niech Pan pokaże ludzi, którzy mordują, ponieważ "nie wierzą". Nie znajdzie Pan takich przykładów. I nie znajdzie ich Pan z bardzo prostego powodu: niewiara nie daje żadnego uzasadnienia dla przemocy. Natomiast historia pełna jest przykładów odwrotnych. Ludzie zabijali w imię bogów. Zabijali w imię praw objawionych. Zabijali w imię ideologii uznanych za nieomylne. Zabijali, wierząc, że czynią dobro. Jeżeli więc przywołuje Pan systemy deklarujące ateizm, to nie są to przykłady działania niewiary, lecz przykłady działania doktryn, które same przyjęły strukturę wiary: dogmat, herezję, ortodoksję i roszczenie do prawdy ostatecznej. Ateizm radziecki nie był niewiarą. Był elementem świeckiej religii politycznej. To samo dotyczy komunizmu i faszyzmu. To nie była nauka w działaniu, lecz wiara w przebraniu nauki. I tu dochodzimy do rzeczy zasadniczej. Nie istnieją religie oparte na dowodach. Nie istnieją też ideologie oparte na dowodach w sensie ścisłym. Wszystkie opierają się na założeniach przyjmowanych na wiarę. Natomiast nauka - o ile jest nauką - opiera się na czymś dokładnie przeciwnym: na odmowie uznania czegokolwiek za ostateczne. Każdy uczony musi przyjąć tę zasadę. Problem polega na tym, że większość ludzi stosuje ją wybiórczo. Ja proponuję konsekwencję. Albo poddajemy wszystkie przekonania weryfikacji, albo świadomie utrzymujemy obszary wyjęte spod krytyki. Te drugie nazywam wiarą. I to właśnie one są niebezpieczne. Bo tylko wiara potrafi dać człowiekowi moralne usprawiedliwienie dla przemocy. Niewiara tego nie potrafi. Piszę o tym szerzej w swojej książce.I dlatego nie obawiam się ani nauki, ani niewiary. Obawiam się ludzi, którzy wierzą, że mają rację. . |
| Hamerlik Konopka (19989 punktów) | Odp: RELIGIE POLITYCZNE W PERSPEKTYWIE III DEKADY XXI WIEKU | > Nie twierdziłem i nie twierdzę, że ludzie nauki są wolni od wiary. Twierdzę coś znacznie prostszego: nauka działa tylko tam, gdzie wiara zostaje zawieszona.Jakiej wiary? Wiary w bogów? Wiary w Boga jedynego katolickiego, o którym papież wie czego chce? Wiary w prawo własności prywatnej? Wiary w prawo zobowiązań? W prawo do tajemnic? Może wiary zbawienie przez tajną i pośrednią demokrację? Nie można mówić tylko bo wierze w bogów kiedy wokół panuje tyle ideologii, które mają charakter religii. youtu.be/5VCiU1osa3w |
| Hamerlik Konopka (19989 punktów) | Odp: RELIGIE POLITYCZNE W PERSPEKTYWIE III DEKADY XXI WIEKU | > Bo tylko wiara potrafi dać człowiekowi moralne usprawiedliwienie dla przemocy.> Niewiara tego nie potrafi.Nieprawda, moralne jest wszystko co napełnia życiem. Swego czasu napaści grabiezcze były moralne, niewolnictwo, feudalizm, teraz moralny jest wyzysk. Wszystko co przynosi korzyści staje się moralne. Zależy jeszcze o jakiej moralności myślimy. Moralność jednostkowa, moralność grupowa, zbiorowa, społeczna. Każda z tych moralności stoi w opozycji do siebie. Moralność może być kolektywna ale może być również indywidualistyczna. Wszystko zależy od tego czym określone indywiduum jest w świecie. Nie ma reguł każdy jest kimś innym. Ostatecznie najlepszy jest ten który potrafi istnieć pośród tych którzy istnieć nie potrafią. Moralnym jest egzystować a zginąć obojętnie z jakiego powodu jest niemoralne. youtu.be/5VCiU1osa3w |
| Elasp (6932 punktów) | Odp: RELIGIE POLITYCZNE W PERSPEKTYWIE III DEKADY XXI WIEKU |
> proszę wskazać choć jeden przykład zbrodni dokonanej w imię samej niewiary.> Nie systemu politycznego, nie ideologii, nie programu społecznego - lecz niewiary jako takiej.Proszę więc wskazać zło czynione w imię wiary jako takiej. Zabijanie ludzi ma bardzo często określone powody ekonomiczne albo polityczne. Aztekowie zabijali nie "dla bogów", tylko dla mięsa. Podbój Ameryki czyniony był nie "w imię wiary", tylko dla złota. Kościół prześladował nie "w imię wiary", tylko w imię znaczenia politycznego, władzy i zysku. Przecież powinien Pan to wiedzieć. Zgodzę się, że słowo "wiara" bardzo często dostarczało pretekstu. Ale chyba nie to ma Pan na myśli mówiąc o złu czynionym "w imię wiary". Człowiek pomysłowy zawsze znajdzie jakiś pretekst. Jeżeli nie dostarczy mu go "wiara", dostarczy coś innego. Chyba więc zapomina Pan o tym, że "baza określą nadbudowę" i że przekonania są wtórne wobec przyczyn społeczno-ekonomicznych. To "byt określa świadomość", i to byt działa, a nie ona. Powiedzenie, że ktoś coś robi "w imię wiary" to nie wyjaśnienie powodów jego postępowania, tylko brak wyjaśnienia. To nie wiedza, tylko ignorancja. Wyjaśnienia tego dostarczają psychologia, socjologia i historia. One pouczają o mechanizmach ludzkich działań. |
#21 1 na 1 | Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52462 punktów) | Odp: RELIGIE POLITYCZNE W PERSPEKTYWIE III DEKADY XXI WIEKU | . Twierdzi Pan, że wiara jest tylko "pretekstem", a prawdziwe przyczyny są ekonomiczne i polityczne. To stanowisko jest nie tyle błędne, co redukcjonistyczne do granicy absurdu. Podam więc fakty. Krucjaty były ogłaszane jako wojny święte, z obietnicą odpuszczenia grzechów. Uczestnicy nie szli tam tylko po ziemię czy łupy - szli, wierząc, że ratują własne zbawienie. Wojny religijne w Europie, jak choćby wojna trzydziestoletnia, dzieliły ludzi według wyznania, nie według interesu ekonomicznego. Ludzie ginęli dlatego, że byli "niewłaściwej wiary". Procesy czarownic nie przynosiły systemowego zysku ekonomicznego. Były konsekwencją przekonania, że istnieje realne zagrożenie nadprzyrodzone, które należy zniszczyć. Inkwizycja nie była instytucją gospodarczą, lecz aparatem kontroli doktrynalnej. Karała za poglądy, nie za brak opłacalności. Azteckie ofiary z ludzi nie były "produkcją mięsa". Były rytuałem kosmologicznym - bez wiary w konieczność podtrzymywania świata przez krew, te praktyki tracą sens. To są fakty. I każdy z nich pokazuje jedno: wiara nie jest dodatkiem do działania - jest jego uzasadnieniem. Pańska teza, że "byt określa świadomość", jest tu bezradna. Bo nawet jeśli istnieją interesy ekonomiczne, to one same nie tłumaczą, dlaczego ludzie uznają przemoc za słuszną. Można chcieć złota i nie mordować. Można chcieć władzy i nie palić ludzi na stosie. To, co zamienia chęć w moralne przyzwolenie, to właśnie przekonanie - bardzo często o charakterze wiary. Twierdzi Pan, że "człowiek zawsze znajdzie pretekst". To prawda. Ale nie każdy pretekst działa tak samo. Wiara ma tu szczególną właściwość: potrafi nadać przemocy sens absolutny. Nie jako środek - lecz jako obowiązek. Dlatego ludzie zabijali: "na chwałę Boga", "dla obrony wiary", "dla zbawienia dusz", "w imię prawdy ostatecznej". I robią to nadal. Nawet tam, gdzie wojna nie jest formalnie "religijna", przywódcy odwołują się do Boga jako źródła legitymizacji. Bo wiedzą, że to działa na poziomie głębszym niż ekonomia czy polityka. Nie dlatego, że to "pretekst". Dlatego, że to najsilniejsze możliwe uzasadnienie. Jeżeli chce Pan twierdzić, że wiara nie ma z tym nic wspólnego, to musi Pan nie tylko zignorować historię, ale także zaprzeczyć temu, co ludzie sami mówią o własnych motywacjach. A to nie jest już wyjaśnienie. To jest jego unikanie. . |
| Hamerlik Konopka (19989 punktów) | Odp: RELIGIE POLITYCZNE W PERSPEKTYWIE III DEKADY XXI WIEKU | Wiara nie jest źródłem ona jest konsekwencją. Źródłem są odczuwane emocje, które są przenoszone między umysłami, programowane w procesie wychowania i ideologicznej indoktrynacji. Wiara to jest następstwo wprogramowanych emocji. W przyrodzie na każdym poziomie praktycznie możemy obserwować walkę niezgodności. Nie dotyczy to tylko materii organicznej. Każde indywiduum prowadzi wojnę z niezgodnością. Zarówno na poziomie genów jak i memów. Wystarczy być nosicielem odmiennych emocji żeby zostać znienawidzonym. Czy walka z niezgodnością ma wymiar ekonomiczny? Raczej na pewno wpływa na zdolność przetrwania. youtu.be/5VCiU1osa3w |
| Elasp (6932 punktów) | Odp: RELIGIE POLITYCZNE W PERSPEKTYWIE III DEKADY XXI WIEKU | > .> Twierdzi Pan, że wiara jest tylko "pretekstem", a prawdziwe przyczyny są ekonomiczne i polityczne. To stanowisko jest nie tyle błędne, co redukcjonistyczne do granicy absurdu.> Krucjaty były ogłaszane jako wojny święte, z obietnicą odpuszczenia grzechów. Uczestnicy nie szli tam tylko po ziemię czy łupy - szli, wierząc, że ratują własne zbawienie.Skad Pan może wiedzieć, co właściwie istniało w świadomości tych ludzi? Dzielą Pana od nich setki lat. Równie dobrze może Pan spekulować np. o czym myślał Cezar w danym dniu. Są to tylko Pana przypuszczenia, a nie fakty. > Wojny religijne w Europie, jak choćby wojna trzydziestoletnia, dzieliły ludzi według wyznania, nie według interesu ekonomicznego. Ludzie ginęli dlatego, że byli "niewłaściwej wiary".Równie dobrze można by twierdzić, że reformacja miała jedynie przyczyny doktrynalne. A miała przyczyny ekonomiczne, o czym dziś dobrze wiadomo. > Procesy czarownic nie przynosiły systemowego zysku ekonomicznego. Były konsekwencją przekonania, że istnieje realne zagrożenie nadprzyrodzone, które należy zniszczyć. Było to działanie przeciw odbieraniu władzy Kościołowi i kwestionowaniu jego autorytetu. Autorytetem w sprawach duchowych miał być Kościół i to było uzasadnieniem dla korzyści finansowych, których żądal od wiernych. W sprawach duchowych wierni mieli zwracać się do księdza, i ten pobierał za to taksę. Za darmo niczego nie robił (i nie robi do dziś). Wszelcy magowie i czarownicy uszczuplaliby więc te dochody i znaczenie. > Inkwizycja nie była instytucją gospodarczą, lecz aparatem kontroli doktrynalnej. Karała za poglądy, nie za brak opłacalności. Ale wymuszała podporządkowanie się Kościołowi, a więc i jego interesom. Z powodów podobnych do tych, o jakich mowa była wyżej. > Azteckie ofiary z ludzi nie były "produkcją mięsa". Były rytuałem kosmologicznym - bez wiary w konieczność podtrzymywania świata przez krew, te praktyki tracą sens.Nie tracą sensu, nie tłumaczą bowiem jedzenia mięsa ludzkiego, które się dokonywalo. W Meksyku ludzie są okrutnie zabijani i dzisiaj, i również ma to podłoże ekonomiczne. W ten lub analogiczny sposób można wytłumaczyć wszystkie pozostałe podane przez Pana fakty. Twierdzic, że coś jest czynione w "imię wiary" to pomijać to, że człowiek jest istotą biologiczną i że jego celem jest przeżycie. Jest to cel, który dzielimy ze zwierzętami. I tak jak zwierzę nie działa "w imię wiary", tak samo człowiek - organizm ludzki- nie działa "w imię wiary", tylko w celu przeżycia, i by osiągnąć ten cel wynajduje lepsze lub gorsze środki. Dotyczy to także populacji ludzkich. Nawet religia jest emanacją tego motywu, skoro naucza o "życiu wiecznym". |
| Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52462 punktów) | Odp: RELIGIE POLITYCZNE W PERSPEKTYWIE III DEKADY XXI WIEKU | . > Wiara nie jest źródłem ona jest konsekwencją.Chciałbym zająć się tu światopoglądową postawą wiary tak ogólnie, choć szczególnie wiarą religijną tyle tylko, że odseparowaną od konkretnej religii/ideologii. Jest to wprost nieprawdopodobne dlaczego tak wielu ludzi uważa różne mity za bardziej prawdziwe od faktów, a rozum im służy nie do ich odrzucenia, ale do racjonalizacji (prób logicznego uzasadnienia prawdziwości) mitów. Czy możemy udzielić racjonalistycznej odpowiedzi czym jest wiara i to zarówno w aspekcie jej ewolucyjnej i kulturowej genezy, jak i współczesnej indywidualnej fideistycznej postawy ludzi wierzących. www.racjonalista.pl/forum.php/s,545469/z,0= Fragment książki:CONFESSIONESW ostatnich latach "realnego socjalizmu" usłyszałem dowcip: "Czy wiesz, dlaczego teraz buduje się tyle okrągłych kościołów? Żeby marksiści po kątach się nie chowali." Był to jeden z tych żartów, które śmieszą i jednocześnie pozostawiają lekki dyskomfort - bo mówią więcej o rzeczywistości, niż chcielibyśmy przyznać. W tamtych czasach wolna myśl nie miała wielu miejsc, w których mogłaby się swobodnie zadomowić. Paradoks polega na tym, że dziś, w Polsce po 1989 roku, w warunkach niby pełnej politycznej swobody, w sferze światopoglądu również niełatwo znaleźć przestrzeń naprawdę otwartą. Nie znaczy to, że brakuje wartościowych publikacji. Wydano liczne tłumaczenia ważnych książek zagranicznych i kilka interesujących pozycji rodzimych. Pojawia się jednak pytanie: co właściwie uznajemy za literaturę światopoglądową? Rozumiem ją szeroko - jako popularnonaukową publicystykę i naukowe ujęcia pisane w sposób przystępny, mieszczące się w naturalizmie przyjmowanym przez współczesną naukę¹. To obszar, w którym autor stara się zrozumieć świat tak, jak do tego zachęca empiria, a nie tradycja czy objawienie. Publikacje podejmujące promocję lub obronę poglądów ateistycznych czy wolnomyślicielskich nadal należą do nielicznych. W Internecie można znaleźć ich nieco więcej, choć i tam zajmują raczej spokojne, boczne alejki. Periodyki wolnomyślicielskie funkcjonują, lecz pozostają wyraźnie niszowe. Zdarza mi się słyszeć od młodych ludzi pytania - czy to konformizm elit, czy raczej brak odwagi intelektualnej sprawia, że dyskusja o światopoglądzie toczy się tak nieśmiało? A może dominujący stał się u nas pewien styl myślenia, który w naturalny sposób wypiera głosy odmienne? Gdyby tak było, poprosiłbym o wskazanie miejsca, w którym wolno jeszcze zachować umysłową odrębność - choćby miało to być coś w rodzaju rezerwatu. Jeśli cofniemy się daleko w przeszłość, zobaczymy, że pierwsze systemy porządkujące światopoglądowo rzeczywistość tworzyli szamani, magowie, później prorocy i kapłani. Filozofowie zadawali pytania o byt, o to, co pierwotne, oraz o możliwości poznania. Sumerowie i Egipcjanie układali swoje kosmogonie, próbując uporządkować chaos mitem. Grecy - od Talesa po Heraklita - podjęli wysiłek racjonalnego opisu świata. Rewolucja jońska była pierwszą próbą oderwania się od wyjaśnień nadnaturalnych. Warto pamiętać, że zarówno wizje profetyczne, jak i hipotezy filozoficzne były stale konfrontowane z praktyką. Rozwój myśli nie przypominał marszu w kierunku jednego punktu - raczej spiralę, która raz po raz zawijała, zmieniała kierunek i rytm². XVII-wieczny przełom naukowy nie narodził się z dnia na dzień; poprzedziły go stulecia obserwacji, sporów i stopniowego porządkowania wiedzy. Ludzkie rozumowanie od zawsze podlegało sprawdzianowi rzeczywistości. Dzięki temu narastała wiedza empiryczna, a wraz z nią - rozumienie świata. Choć ogromna część ludzkości opierała swoją interpretację rzeczy na wierze lub na ideologiach, to z długiej perspektywy to nauka okazywała się najbardziej skutecznym narzędziem opisu. Dziś stoimy na najwyższym dotąd poziomie rozpoznania praw rządzących wszechświatem. Poziom technologiczny rośnie w rytmie, który sam staje się dla nas wyzwaniem poznawczym. Sprzężenie zwrotne między teorią a praktyką działa z niespotykaną dotąd siłą. I choć zdajemy sobie sprawę z ogromu własnej niewiedzy, to obszary przeznaczone dla bytów rzekomo "poza" poznaniem ludzkim systematycznie się kurczą. Współczesna filozofia nauki - od Poppera po Lakatosa i Laudana - przypomina nam, że falsyfikacja nie jest procesem zero-jedynkowym. Niekiedy nie porzuca się teorii, lecz modyfikuje jej "pas ochronny". Fizyka ostatnich dwóch stuleci przyzwyczaiła nas do bytów teoretycznych - kwarków, fal grawitacyjnych, czarnych dziur, a dziś ciemnej materii i ciemnej energii - które przez lata pozostawały hipotezami, zanim udało się je pośrednio potwierdzić. Nauka przesuwa granice nie dzięki wierze, lecz dzięki cierpliwemu budowaniu instrumentów, zdolnych uchwycić skrajnie dyskretne sygnały rzeczywistości. Tymczasem media głównego nurtu - niezależnie od deklarowanych sympatii politycznych - rzadko sięgają po narrację naturalistyczną. Jest zbyt mało widowiskowa, nie generuje szybkich emocji, które mogłyby nakręcić wskaźniki oglądalności. Choć czasem nawet wielkonakładowa "Gazeta Wyborcza", potrafi zaskoczyć nietypowymi stanowiskami uczonych i opublikować ciekawą dyskusję dotyczącą religii i światopoglądu. W grudniu 2022 r. prof. Marek Abramowicz stwierdził, że "fizyka jest dziś o wiele bliżej uznania istnienia Boga jako aktywnego elementu obiektywnej rzeczywistości." Wywołało to żywą reakcję medialną³. Prof. Ludwik Turko odpowiedział, że sam fakt bycia fizykiem nie czyni nikogo autorytetem w kwestiach boskich - równie dobrze mógłby o Bogu wypowiadać się ze względu na zamiłowanie do sztuki⁴. CDN. . |
| Hamerlik Konopka (19989 punktów) | Odp: RELIGIE POLITYCZNE W PERSPEKTYWIE III DEKADY XXI WIEKU | > Było to działanie przeciw odbieraniu władzy Kościołowi i kwestionowaniu jego autorytetu. Autorytetem w sprawach duchowych miał być Kościół i to było uzasadnieniem dla korzyści finansowychPieniądz i prawo własności są tylko pośrednim wymiarem władzy człowieka nad człowiekiem. Pojęcie władzy jako takiej jest nadrzędne wobec pojęcia finansów. Kiedy pan lał swojego niewolnika batem nie potrzebował mu płacić żeby mieć nad nim władzę, nie potrzebował też przedstawiać mu aktu jego własności. Władza jest nadrzędna. Hajs to tylko środek do władzy. youtu.be/5VCiU1osa3w |
| Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52462 punktów) | Odp: RELIGIE POLITYCZNE W PERSPEKTYWIE III DEKADY XXI WIEKU | . CD. SPÓJNA NIESPÓJNOŚĆŚwiatopogląd - zespół przekonań o naturze rzeczywistości i wynikających z nich ideałów⁵ - formuje się przez całe życie. Nigdy nie jest ostateczny, choć czasem lubimy udawać, że już osiągnęliśmy jego stabilną, ostateczną wersję. W praktyce każdy z nas tworzy własny obraz świata, lecz ludzie żyjący w podobnych warunkach, zanurzeni w podobnej kulturze i poddani podobnym procesom socjalizacyjnym, wykształcają poglądy dość zbliżone. Dlatego w debatach publicznych pojawiają się etykiety: światopogląd naukowy, religijny, materialistyczny, idealistyczny, sceptyczny, pragmatyczny, teistyczny, deistyczny i wiele innych. Czy te światopoglądy muszą być ze sobą sprzeczne? Czy mogą współistnieć w jednym umyśle? Oczywiście mogą - nie ma w tym nic paradoksalnego. Wielu wybitnych uczonych było jednocześnie ludźmi głęboko religijnymi. Akt wiary nie wymaga przecież uzasadnień naukowych, tak samo jak uzasadnienia naukowe nie muszą naruszać sfery osobistego sensu. Współczesna psychologia poznawcza, od Kahnemana po Merciera, pokazuje, że ludzki umysł działa na wielu poziomach naraz: intuicyjnym, emocjonalnym i racjonalnym. Poziomy te bywają - delikatnie mówiąc - niespójne. Ludzie potrafią łączyć bardzo precyzyjną, racjonalną ocenę rzeczywistości z przekonaniami całkowicie niefalsyfikowalnymi. Religia jest tu przykładem naturalnej ambiwalencji: elementy intuicji, potrzeby sensu i społecznego zakorzenienia tworzą mieszankę, która nie musi poddawać się rygorom empirycznej weryfikacji. Twierdzenia naukowe wymagają żmudnych procedur, powtarzalności i prób falsyfikacji. Nauka, choć dąży do obiektywizmu, również jest wytworem ludzi - z ich słabościami, emocjami i ambicjami. Historia nauki obejmuje spory o prestiż, środki i władzę: od napięcia między Newtonem a Hooke'em, przez długo lekceważoną teorię dryfu kontynentalnego Wegenera, aż po współczesne tarcia między fizyką teoretyczną a eksperymentalną. Nauka minimalizuje wpływ ludzkich słabości, ale nie może ich całkowicie usunąć. Jednocześnie zrozumienie wielu obszarów dzisiejszej nauki wymaga ogromnej specjalizacji. Większość ludzi - także wykształconych - musi przyjmować jej ustalenia "na wiarę", w sensie praktycznym. Możemy próbować wyobrazić sobie trzy wymiary przestrzeni i jeden czasowy, ale jak intuicyjnie ogarnąć układ dwunastu wymiarów Burkharda Heima? Powstaje zatem "wtórna wiara" w naukę: oparta na zaufaniu do metody, lecz niebędąca wiedzą osobistą. Ten mechanizm bywa wykorzystywany przez pseudonaukę, która posługuje się językiem naukowym, nie posiadając jednak jego rygoru. Światopogląd jednostki jest więc mieszaniną wpływów: socjalizacji, doświadczeń osobistych, wykształcenia, intuicji, emocji. Spójność jest raczej wyjątkiem - niespójność jest regułą. Istotna różnica pojawia się dopiero wtedy, gdy rozróżnimy światopogląd krytyczny - ten, który wymaga uzasadnienia, od fideistycznego - opartego przede wszystkim na wierze. Badacze tacy jak Paul Bloom czy Pascal Boyer zwracają uwagę, że umysł ludzki spontanicznie tworzy przekonania celowościowe i agencyjne. Interpretujemy świat tak, jakby stały za nim intencje, nawet gdy wiemy, że to złudzenie. Z tego powodu światopogląd krytyczny wymaga wysiłku i ćwiczenia - jest formą pracy nad sobą. Natomiast światopogląd fideistyczny wyrasta naturalnie, jak roślina z gleby ludzkich intuicji. Fideizm nie jest zresztą zarezerwowany wyłącznie dla religii teologicznych. Powstają parareligie: kult wodza, narodu, ideologii, celebryty. Współczesne media społecznościowe potrafią stworzyć ruch niemal quasi-religijny wokół osób i idei, które jeszcze wczoraj uchodziłyby za zbyt efemeryczne, by jednoczyć kogokolwiek - to wątek, do którego wrócę w rozdziale "Religie polityczne". (...) . |
#27 1 na 1 | Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52462 punktów) | Odp: RELIGIE POLITYCZNE W PERSPEKTYWIE III DEKADY XXI WIEKU | . > Skad Pan może wiedzieć, co właściwie istniało w świadomości tych ludzi? Dzielą Pana od nich setki lat.> Równie dobrze może Pan spekulować np. o czym myślał Cezar w danym dniu. Są to tylko Pana przypuszczenia, a nie fakty.= > Nie tracą sensu, nie tłumaczą bowiem jedzenia mięsa ludzkiego, które się dokonywalo. W Meksyku ludzie są okrutnie zabijani i dzisiaj, i również ma to podłoże ekonomiczne.> W ten lub analogiczny sposób można wytłumaczyć wszystkie pozostałe podane przez Pana fakty.> Twierdzic, że coś jest czynione w "imię wiary" to pomijać to, że człowiek jest istotą biologiczną i że jego celem jest przeżycie. Jest to cel, który dzielimy ze zwierzętami. I tak jak zwierzę nie działa "w imię wiary", tak samo człowiek - organizm ludzki- nie działa "w imię wiary", tylko w celu przeżycia, i by osiągnąć ten cel wynajduje lepsze lub gorsze środki. Dotyczy to także populacji ludzkich. Nawet religia jest emanacją tego motywu, skoro naucza o "życiu wiecznym".=== Twierdzi Pan, że nie możemy wiedzieć, co było w świadomości ludzi żyjących setki lat temu. To nieporozumienie wynikające z nieznajomości podstaw metodologii historii. Historyk nie zgaduje cudzych myśli - opiera się na źródłach. A tych mamy pod dostatkiem: kroniki, listy, kazania, dokumenty kościelne i państwowe, zapisy procesów, relacje uczestników wydarzeń. Ludzie przeszłości bardzo często mówili wprost, dlaczego działają tak, a nie inaczej. Krzyżowcy pisali o zbawieniu, inkwizytorzy o obronie wiary, autorzy tekstów religijnych i politycznych jasno formułowali swoje motywacje. Jeżeli Pan to odrzuca, to nie polemizuje Pan ze mną, lecz z całą historiografią jako nauką. Co więcej, Pańskie stanowisko prowadzi do paradoksu. Z jednej strony podważa Pan możliwość poznania ludzkich motywacji na podstawie źródeł historycznych, z drugiej - miliony ludzi bez zastrzeżeń uznają za wiarygodne teksty biblijne, które powstawały w znacznie bardziej złożonym procesie redakcyjnym, często wiele dekad po opisywanych wydarzeniach. Tymczasem historyk pracuje na materiale znacznie szerszym i bardziej zróżnicowanym: na tekstach powstających w różnych kontekstach, często bliższych wydarzeniom, konfrontowanych ze sobą, analizowanych krytycznie. Mamy autentyczne zapisy ludzkich myśli sięgające starożytności - listy, inskrypcje, dokumenty administracyjne - i to one stanowią podstawę wiedzy historycznej. Odrzucanie ich, a jednoczesne ufanie przekazom religijnym, nie jest postawą sceptyczną, lecz wybiórczą wiarą. Pańska próba sprowadzenia wszystkiego do ekonomii i biologii prowadzi do jeszcze większego uproszczenia. Człowiek nie jest tylko organizmem walczącym o przetrwanie. Gdyby tak było, nie mielibyśmy zjawisk tak elementarnych jak dobrowolne poświęcenie życia, męczeństwo, samobójcze ataki czy gotowość do śmierci "za sprawę". Zwierzę nie oddaje życia za ideę. Człowiek - robi to regularnie. I robi to dlatego, że żyje nie tylko w świecie biologii, lecz także w świecie znaczeń, które sam tworzy i uznaje za prawdziwe. Przykład Azteków dobrze pokazuje, gdzie leży błąd Pańskiego rozumowania. Można oczywiście powiedzieć, że zabijaniu towarzyszyło spożywanie mięsa. Ale to nie wyjaśnia ani formy, ani skali, ani sensu tych praktyk. Bez ich kosmologii - bez przekonania, że krew podtrzymuje porządek świata - te działania stają się niezrozumiałe nawet w ich własnych kategoriach. Ekonomia może opisać skutki, ale nie tłumaczy sensu. A to właśnie sens kieruje działaniem człowieka. Pańskie odwołanie do tezy, że "byt określa świadomość", nie rozwiązuje problemu, lecz go upraszcza. Bo nawet jeśli istnieją interesy materialne, to one same nie tłumaczą, dlaczego ludzie uznają przemoc za słuszną. Można chcieć zysku i nie zabijać. Można dążyć do władzy i nie palić ludzi na stosie. To, co przekształca możliwość w moralne przyzwolenie, to przekonanie - bardzo często o charakterze wiary. Dlatego powiedzenie, że ktoś działa "w imię wiary", nie jest brakiem wyjaśnienia, lecz jego rdzeniem. Ekonomia mówi, co się opłaca. Biologia mówi, co sprzyja przetrwaniu. Ale dopiero przekonanie mówi człowiekowi, że coś jest dobre, konieczne lub nakazane. I to właśnie ono potrafi zamienić przemoc w obowiązek. Jeżeli odrzuca Pan świadectwa ludzi i redukuje ich działania do jednego wymiaru, to nie upraszcza Pan rzeczywistości - Pan ją zniekształca. A jeśli przy tym utrzymuje Pan swoją tezę mimo tych danych, to nie jest to już stanowisko naukowe, lecz przykład dokładnie tego zjawiska, o którym rozmawiamy: przekonania uznanego za niepodważalne. . |
#28 1 na 1 | Kautilja (7277 punktów) | Odp: RELIGIE POLITYCZNE W PERSPEKTYWIE III DEKADY XXI WIEKU | > Pieniądz i prawo własności są tylko pośrednim wymiarem władzy człowieka nad człowiekiem.> Pojęcie władzy jako takiej jest nadrzędne wobec pojęcia finansów.Czyżbyś zmienił zdanie, czy mnie coś umknęło? |
| Hamerlik Konopka (19989 punktów) | Odp: RELIGIE POLITYCZNE W PERSPEKTYWIE III DEKADY XXI WIEKU | > >Wiara nie jest źródłem ona jest konsekwencją.> Chciałbym zająć się tu światopoglądową postawą wiary tak ogólnie, choć szczególnie wiarą religijną tyle tylko, że odseparowaną od konkretnej religii/ideologii. Jest to wprost nieprawdopodobne dlaczego tak wielu ludzi uważa różne mity za bardziej prawdziwe od faktów, a rozum im służy nie do ich odrzucenia, ale do racjonalizacji (prób logicznego uzasadnienia prawdziwości) mitów.To się da wyjaśnić właśnie emocjami, których często nie jesteśmy świadomi. Pragnienie autorytetu nad sobą. Pragnienie miłości. Pragnienie sensu istnienia. Potrzeba bezpieczeństwa. Potrzeba wyjaśnienia rzeczywistości. Potrzeba przynależności. To są napięcia emocjonalne które szukają ujścia i znajdują to ujście w wierze w boga. Wiara w boga działa w tym przypadku jak zaspokojenie głodu. Bez tej wiary człowiek pozostawał by w stanie wysokiego napięcia emocjonalnego, które byłoby trudne do zniesienia. Stąd racjonalizacja mitów. Uważam że ten mechanizm można nawet lepiej zaobserwować u ludzi posiadających traumy. Tacy ludzie dla obniżenia napięcia wynikającego z traumy tworzą sobie różne wirtualne światy w głowie. Żyją w świecie fantazji żeby nie cierpieć. youtu.be/5VCiU1osa3w |
| Hamerlik Konopka (19989 punktów) | Odp: RELIGIE POLITYCZNE W PERSPEKTYWIE III DEKADY XXI WIEKU | > >Pieniądz i prawo własności są tylko pośrednim wymiarem władzy człowieka nad człowiekiem.> >Pojęcie władzy jako takiej jest nadrzędne wobec pojęcia finansów.> Czyżbyś zmienił zdanie, czy mnie coś umknęło?Nie dlaczego? Wciąż powtarzam że kapitał odnosi się stricte do pojęcia władzy człowieka nad człowiekiem. Kapitalizm to po prostu system władzy. Tak naprawdę hajs czy akty własności nie miałoby dla Ciebie żadnej szczególnej wartości gdyby z innych powodów ludzie wykonywali twoje nakazy i zakazy. W gruncie rzeczy w kapitale chodzi wyłącznie o władzę nad innym człowiekiem. youtu.be/5VCiU1osa3w |
1 2 3 4 5 6 7 8 Dalej.. Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|