>Co powiecie o naszej kulturze, naszych tradycjach ? >Kształtowane od wieków, jedyne w swoim rodzaju. Czyż nie są >piękne, wyjątkowe ?
Wyjątkowe. I piękne. Ale porozmawiajmy o szczegółach na przykładzie tradycji obchodzenia świąt narodowych i towarzyszącej im oprawie. Na całym świecie powodem ich obchodzenia jest jakiś szczęśliwy dla narodu fart historyczny. 1. Wyjątkowość naszych tradycji polega na tym, że czasem świętujemy nieszczęśliwe dla nas zdarzenia. Na przykład Konstytucja 3 Maja. Uczepiliśmy się jak pijany płotu faktu, że była pierwszą w Europie, a ignorujemy prawdę, że konsekwencją jej uchwalenia było rozczłonkowanie Polski pomiędzy trzech rabusiów. 2. Piękność formy uzewnętrznienia targającej nami radości z powodu święta. Zburzenie Bastylii Francuzi świętują z autentyczną radością tańcząc i pijąc wino na ulicach do białego rana. W Polsce wszystko zacząć się musi od mszy świętej . W majowym upale tkwimy na radosnych mszach polowych lub w zaduchu kościoła i radujemy się, że jest chociaż jeden na imprezie, który wina się napije. A co dalej? Mam okazję corocznie obserwować jak tradycyjnie i specyficznie po polsku jest obchodzone w Stołecznym Królewskim Mieście Krakowie święto 11 listopada. Radości jest co niemiara. Najpierw w świętej zgodzie wszyscy udają się do katedry wawelskiej, gdzie wysłuchują pasjonującego kazania o tych, których zabito a nawet wcześniej torturowano za Polskę. Następnie w radosnym natchnieniu pobierają ciało panajezusowe. Potem formuje się pochód drogą królewską do Krzyża Katyńskiego i (docelowo) pod Grób Nieznanego Żołnierza. Już w pochodzie jedni dowiadują się od drugich, że są zwyczajnymi zbójami, niegodnymi prawa uczestniczenia w tym co się właśnie dzieje. Staruszkowie pełni wigoru i niepomni, że weszli przed chwilą w stan łaski uświęcającej napierają z determinacją na bliźnich sącząc jad, od którego robi się jeszcze zimniej. W takich to nastrojach ten tradycyjny (i radosny) pochód dociera pod Grób przynosząc transparenty mniej lub więcej na temat. Z zeszłego roku najbardziej utkwił mi w pamięci następujący: " Boga wiary nie zdradzimy Ciebie Polsko obronimy".
Aż kusi, by rozpiąć między kijami prześcieradło z narzucającą się odpowiedzią: "Co ty! Pod lodem przeleżał pół wieku? Nikt tu Boga nie tępi - żałosny człowieku. Od sąsiadów wreszcie święty spokój mamy Jeśli ktoś Polsce zagraża - to raczej my sami!"
Potem wydarzenia rozwijają się zgodnie ze scenariuszem spotykanym na meczach. Można się tylko domyślać, o czym mówią poszczególni mówcy. Kolejne delegacje składające wieńce - witane są rykiem dezaprobaty i ogłuszającymi dźwiękami emitowanymi z przyniesionych specjalnie ta tę okazję gwizdkami. Trafnego podsumowania imprezy dokonał jeden z koni biorących udział w kończącej imprezę defiladzie. Nagle złamał równy szereg i zwracając się zadem w stronę ryczącego tłumu - wypróżnił się bez ceregieli. Następnie cały czas trzymając zwrócony w stronę tłumu podniesiony ogon przekłusował bokiem kilka dobrych metrów, zgrabnie tym samym dając wyraz temu, o czym ja ośmieliłem się tylko pomyśleć.
|