 |
Całe szczęście, że jest J.K. Rowling... Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Kultura
| Napisano | Autor | Tytuł | | 13-08-2007 23:24 | Atlantis (1733 punktów) (zablokowany) | Całe szczęście, że jest J.K. Rowling... | Hmm... O książkach o Harrym Potterze powiedziano i napisano wiele. Temat przeanalizowano gruntownie od każdej niemal strony. Z jednej mamy fanatycznych miłośników serii, dla których czytanie kolejnych części stało się sensem życia, nie potrafią spojrzeć na nią krytycznie, traktują jako świętość. Z drugiej mamy chyba jeszcze bardziej fanatycznych przeciwników, którzy zarzucają tym książkom szerzenie okultyzmu, satanizmu i wszystkiego co złe wśród dzieci, nawet papież wypowiada się w podobnym tonie. Gdzieś pomiędzy tymi dwiema grupami jest trzecia i chyba najliczniejsza - grupa dzieciaków, które pokochały tę serię i czytają kolejne tomy. Rzecz niespotykana w dobie telewizji, Internetu oraz iPodów.  Ja nigdy do fanów twórczości Pani Rowling nie należałem - po pierwsze nie ten target wiekowy (chociaż z drugiej strony spotyka się ludzi starszych niż ja, którzy się wciągnęli...), po drugie raczej nie mój ulubiony gatunek. Miałem okazję przeczytać jedynie fragmenty (z ciekawości jak to jest napisane) oraz obejrzeć jeden lub dwa filmy. Dlaczego więc to piszę? Zaraz wyjaśnię. Kilka lat temu - jeszcze jako uczeń liceum nie mogłem zrozumieć co miała na myśli moja polonistka mówiąc, że nie ma w domu telewizora, aby nie zatruwał jej kilkuletniemu synkowi rozwijającego się umysłu. Z własnego dzieciństwa pamiętałem przygody Reksia, Bolka i Lolka czy Smerfów, potem oglądałem właściwie tylko serwisy informacyjne, dokumenty, reportarze i czasem jakiś hit filmowy (zanim dorobiłem się DVD - teraz filmy dla rozrywki dobieram sobie sam, a informacje śledzę przez Internet) jaki zaserwowała któraś z ogólnodostępnych stacji telewizyjnych. Nie chcę bynajmniej pisać o tym, jak bardzo brutalne są dzisiaj "kreskówki dla dzieci" - jest to zwyczajne nieporozumienie na tle kulturowym - polski widz przyzwyczaił się do utożsamiania filmu rysunkowego z filmem dla dzieci - na Zachodzie (lub na Dalekim Wschodzie) nie jest już to takie jasne... Trafiają do nas produkcje przznaczone dla nastolatków lub nawet dorosłego widza, a nieświadomi rodzice pozwalają je oglądać kilkulatkom... Nie o tym jednak chciałem - nie rozumiałem do końca jaki poziom głupoty mogą reprezentować kreskówki robione z myślą o dziciach - dowiedziałem się kiedy po raz pierwszy miałem okazję zobaczyć ofertę programową CartoonNetwork... Słowem: brak jakiejkolwiek fabuły, brak jakiegokolwiek przesłania, większość z tych "produkcji" to poporstu zlepki bezsensownych scen prezentujących bohaterów w dziwnych zachowaniach, nie mówiąc już o tym, że wystarczyło oglądać przez moment aby natknąć się na kilka wręcz niesmacznych scen. Kilka razy zastanawiałem się co za chodzy ludzkie piszą do tego "scenariusze" i jakie "leki" zażywają... Dlatego cieszę się, że komuś udało się przyciągnąć dzieciaki do czytania, w końcu szlifowanie tej jakże trudnej czynności bardzo przydaje się w dorosłym życiu (w końcu mamy społeczeństwo informacyjne), a poza tym odkrywanie choćby najprostszej książkowej intrygi wymaga o wiele większego wysiłku intelektualnego niż gapienie się w ekran telewizora, na którym grupa dziwnych postaci robi dziwne miny ucząc dzici zachowań, których raczej żaden rodzic nie chciałby ich uczyć... | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| Piotrek K (451 punktów) | >(...)Trafiają do nas produkcje >przeznaczone dla nastolatków lub nawet dorosłego widza, a >nieświadomi rodzice pozwalają je oglądać kilkulatkom... >Nie o tym jednak chciałem
A szkoda, że nie chciałeś, bo moim zdaniem nieświadomi rodzicie są winni.
>- nie rozumiałem do końca jaki >poziom głupoty mogą reprezentować kreskówki robione z myślą >o dzieciach - dowiedziałem się kiedy po raz pierwszy miałem >okazję zobaczyć ofertę programową Cartoon Network... Słowem: >brak jakiejkolwiek fabuły, brak jakiegokolwiek przesłania, >większość z tych "produkcji" to po po po prostu zlepki >bezsensownych scen prezentujących bohaterów w dziwnych >zachowaniach, nie mówiąc już o tym, że wystarczyło oglądać >przez moment aby natknąć się na kilka wręcz niesmacznych >scen. Kilka razy zastanawiałem się co za chorzy ludzkie >piszą do tego "scenariusze" i jakie "leki" zażywają...
Nie żebym był jakimś szczególnym obrońcą kreskówek z CN, ale chciałbym się dowiedzieć, które kreskówki masz na myśli. Do tych bezsensownych ja zaproponowałbym "Ed, Edd i Eddy" -jest ona co najmniej psychodeliczna, aczkolwiek "Alicja w krainie czarów" też była psychodeliczna i nikt jej nie obwiniał o zastój umysłowy dzieciaków. Natomiast "Atomówki" i "Laboratorium Dextera" to kreskówki raczej dla nastolatków - zawierają wiele aluzji do postaci i tworów pop kultury, subtelne poczucie humoru, ogólnie posiadają charakter satyryczny. Fabuła jest tam tylko polem do satyry. Nie jest winą CN, że puszczają takie a nie inne kreskówki, leży ona, moim zdaniem, po stronie nieświadomych rodziców jak to określiłeś, bo to przecież oni odpowiadają za rozwój swoich pociech.
>Dlatego cieszę się, że komuś udało się przyciągnąć >dzieciaki do czytania, w końcu szlifowanie tej jakże >trudnej czynności bardzo przydaje się w dorosłym życiu (w >końcu mamy społeczeństwo informacyjne), a poza tym >odkrywanie choćby najprostszej książkowej intrygi wymaga o >wiele większego wysiłku intelektualnego niż gapienie się w >ekran telewizora, na którym grupa dziwnych postaci robi >dziwne miny ucząc dzieci zachowań, których raczej żaden >rodzic nie chciałby ich uczyć...
Tak, to rzeczywiście pozytywny skutek. Co do kreskówek to muszę przyznać, że moja młodsza siostra (w wieku prawie 10 lat) ogląda kreskówki, natomiast ja w tym wieku zaczytywałem się w "przygodach Tomka". Podkreślam jednak, iż odpowiedzialni są za to rodzice ze swoim nieświadomym i nieco przypadkowo-katolickim modelem wychowania. Chociaż ta druga cecha nie ma tu nic do rzeczy. Chodzi mi tylko o brak pedagogicznego podejścia. Pozdrawiam.
|
|
 | Atlantis (1733 punktów) (zablokowany) | > A szkoda, że nie chciałeś, bo moim zdaniem nieświadomi rodzicie są winni.No cóż - o tym też możemy pogadać. Jestem fanem kilku takich produkcji. Uwielbiam japońskie anime, które w Polsce było wielokrotnie krzywdzone przez spragnione sensacji media. Ile to ja już razy słyszałem, że to "pornografia dla najmłodszych" co jest wierutną bzdurą - po pierwsze sam fakt, że wśród animowanych produkcji z kraju kwitnącej wiśni zdarzają się również filmy pornograficzne (hentai) nie znaczy, że cała produkcja ma taki charakter. Czasem co prawda wyjdą na wierzch różnice kulturowe w podejściu do nagości, ale to nie czyni filmu pornografią! Te zawierające przemoc również nie są przeznaczone dla dzieci! Taki "Ghost in the Shell", "Neon Genesis Evangelion" czy "Cowboy Bebop" to kawał ambitnego kina i denerwuje mnie, gdy stawia się go na równi z "Pokemonami"... To samo można powiedzieć o kreskówkach z Ameryki - często są to zwyczajnie ekranizacje komiksów przeznaczonych dla nastoletniego odbiorcy, a nie siedmiolatka... Czasem jednak trafi się coś, co spokojnie mogłoby posłużyć za scenariusz dla filmu kinowego z aktorami - jak chociażby nieźle zrobiony przygodowy serial SF Spielberga "Invasion America" - u nas emitowany przez TVN w... Paśmie dla dzieci... :/ Jednak największym przekrętem był reportaż sprzed kilku lat wyemitowany przez tą właśnie stację, gdzie zasugerowano, że South Park jest najbrutalniejszą kreskówką przeznaczoną dla dzieci... Kilka lat później winę za samobójstwo pewnej nastolatki zrzucili na japońskie komiksu "X", które czytywała... Oczywiście - winny jest komiks, a nie fakt, że nikt nie zajął się jej problemami. Ja raczej dopatrywałbym się szukania punktów wspólnych z bohaterami tej serii - często również samotnymi outsiderami. > Nie żebym był jakimś szczególnym obrońcą kreskówek z CN, ale chciałbym się dowiedzieć, które kreskówki masz na myśli. Do tych bezsensownych ja zaproponowałbym "Ed, Edd i Eddy" -jest ona co najmniej psychodeliczna, aczkolwiek "Alicja w krainie czarów" też była psychodeliczna i nikt jej nie obwiniał o zastój umysłowy dzieciaków. Natomiast "Atomówki" iTylko widzisz - taka Alicja w Krainie czarów to arcydzieło literatury dla dzieci - pełne symboliki. Wspomniane "Ed, Edd i Eddy" to jakiś efekt przedawkowania LSD moim zdaniem.  Poza tym jest tego więcej - "Krowa i Kurczak" chociażby - moim zdaniem chore.  Tytułów reszty nie znam, ale często trafiałem na takie dziwnie psychodeliczne, bezsensowne kreskówki... > "Laboratorium Dextera" to kreskówki raczej dla nastolatków - zawierają wiele aluzji do postaci i tworów pop kultury, subtelne poczucie humoru, ogólnie posiadają charakter satyryczny.Tu się zgodzę, ale to są akurat wyjątki, o których zapomniałem dodać. Jeszcze taki Johny Bravo - moim zdaniem majstersztyk robiony nie tyle dla dzieci, co dla rodziców, którzy przysiądą czasem z nimi przy telewizorze. Absurdalne poczucie humoru nawiązujące do filmu, telewizji i ogólnie popkultury, czyli dla dziecka raczej niezrozumiałe. Coś jak nawiązania ze "Shreka" do filmów zdecydowanie dla dorosłych.  > przypadkowo-katolickim modelem wychowania. Chociaż ta druga cecha nie ma tu nic do rzeczy. Chodzi mi tylko o brak pedagogicznego podejścia.No właśnie i to jest podstawowy błąd i tragedia w kapitalistycznym społeczeństwie. Rodzice pracują ciężko, żeby utrzymać rodzinę, a dzieci wychowywane są przez głupawe kreskówki, programy telewizyjne oraz starszych kolegów. Rodzice wolą udawać, że nic złego się nie dzieje. Potem tylko zdziwienie, że grzeczny w domu aniołek bije kolegów w szkole (bo w kreskówce zobaczył, że szkolne koleżanki lgną do łobuza, który dostaje czego chce) albo gdy jest trochę starszy bo jego dziewczyna zaszła w ciążę - przecież rodzice zrobili wszystko, żeby do ślubu nie wiedział czym jest seks...  Największą tragedią naszych czasów jest alienacja człowieka. Rodzica od dziecka (Jak leci w szkole? Dobrze...), sąsiadów (którzy się nie znają praktycznie) czy wręcz zanik grup przyjaciół w szkołach czy miejscach pracy kosztem coraz bardziej brutalnej rywalizacji pomiędzy jednostkami. Dziecko wychowuje się w takiej atmosferze, nie mając od kogo czerpać wzorców (bo wszyscy zajęci...) czerpie z TV...
|
|
| Rakoski (10 punktów) | > Hmm... O książkach o Harrym Potterze powiedziano i> napisano wiele...Witam, pozwolę sobie na krótka refleksję co do naszej konsumpcyjnej cywilizacji. Bodźcem niech będzie wspomniana przez kolegę książka pani Rowling. "Harrego Pottera" nie czytałem, i nie wiem czy nawet poprawinie zapisałem jego imię i nazwisko (i nawet nie wiem, czy to imię i nazwisko, mniejsza o to). Nie czytałem, i nie zamierzam czytać tej bajeczki dla dorosłych, która nie ma końca. Nic też dziwnego, że nie ma końca, autoraka tak szybko nie pozbędzie się na własne życzenie milionów z przychodów ze sprzedaży książki na całym świecie, dlatego przygód Harrego nie będzie końca. Nie wiem o czym opowiada ta fantastyczna, na wpół baśniowa książka. Mogę się jedynie domyślać; walka dobra ze złem, oczywiście głównym pozytywnym bohaterem jest dzieciak, który posiada jakieś nadprzyrodzone uzdolnienia, by móc walczyć z czarnymi mocami, ze złem. Oczywiście musi gdzieś po drodze pojawić się wątek miłości i nienawiści, poświęcenia i zdrady, szlachetności i niegodziwości... ten sam akcent na chmiel i wodę, gatunek jakim jest fantastyka (nienaukowa) od wielu lat nie wymyśliła nic nocwego... Pozostaje pytanie, dlaczego więc ludzie na całym świecie czytają tę banalną książkę. Odpowiedź jest prosta; ludzie potrzebują rozrywki, coś, co łatwo się konsumuje i nie wymaga myślenia. Najlepiej jeszcze, aby fikcja literacka dzieła literackiego przedstawiała wydarzenia zbieżne do rzeczywistości, lub będące jej metaforą, postacie z którymi czytelnik będzie się identyfikował, podpisywał swego rodzaju fikcyjny pakt przyjaźni z bohaterami ksiiążki. I tak np. Harrym P. może być każde dziecko z zaściankowej, prowincjonalnej miejscowości żądnej przygód. Poza tym, smutny jest fakt, że czytanie staje się obok TV, Netu, gier komputerowych jedynie łatwym sposobem na bezrefleksyjną, konsumpcyjną, modną rozrywkę. Wszytsko jest dla ludzi, i TV i Internet, jednak jak słusznie kolega zauważył, z tych przyjemności należy korzystać instrumentalnie, wybiórczo, a nie nałogowo. Serdecznie pozdrawiam
|
|
 | Atlantis (1733 punktów) (zablokowany) | Nie czytałeś, znaczy zgadujesz? Ja czytałem fragmenty i widziałem jedynie część ekranizacji, jednak mam wśród swoich znajomych ludzi, którzy parę lat temu przeżyli fascynację tą serię (co jak co - pierwsza książka wyszła już 10 lat temu!). Mylisz się również, że nie ma końca. Wszystkie części łączył pewien wątek główny, który był rozwijany w kolejnych odsłonach i w ostatniej został AFAIK zamknięty. Tak to sobie autorka wymyśliła i może będą kontynuacje, ale raczej już nie tak prosto z mostu ale prędzej jakieś historie podoczne osadzone w tym samym świecie.
To książka dla dzieci i młodszej młodzieży. Tak samo jak "Opowieści z Narni" czy "Hobbit" ("Władca Pierścieni" to faktycznie poważna epopeja, ale Hobbita uważam za typową książkę przygodową dla młodszego czytelnika).
No i zmiłuj się - Rowling to nie Dostojewski! Te książki mają przede wszystkim bawić młodego czytelnika. Jednak jeśli czytając angażuje swój mózg w odkrywanie tajemnic, odkrywanie faktów - to sto razy lepsze niż gapienie się w jakieś psychodeliczne kreskówki!
|
|
|  | | Rakoski (10 punktów) | > Nie czytałeś, znaczy zgadujesz?Witam, wiedziałem, że za moją wypowiedź dostanie się mi, co niemiara, to żadna nowość, z trudnością przyjęcia krytyki spotykam się nie po raz pierwszy, trudno, człowiek. Chciałbym jednak pewne kwestie wyprostować; faktem jest, że książki nie czytałem, nie oznacza to, że nie mam prawa do wypowiedzi. Ten nibyhit ostatnich lat na rynku wydawniczym lansowany jest przez wszystkie możliwe mass media (TV, gazety, Internet, radio i bóg wie co jeszcze). Sam ten fakt, mówi za siebie; książka może być banalna, drugoligowa ale z takich a nie innych względów jest promowana przez takie, a nie inne media, które z reklamy, dźwigni handlowej czerpią niebagatelne korzyści. Książka, jej ewentualna wartość pod względem treści czy formy, powinna sama się obronić, i wyjdzie obronną ręką, jeśli tylko jest to dobre dzieło. Fakt; Harry P. to jeden z tysięcy przykładów na to, że literatura w pogoni za współczesną, konsumpcyjną cywilizacją, musi zacząć się sprzedawać... to nie jest sztuka dla sztuki, tu idzie o mamonę, o idące w miliony zyski, jakie czerpie autor (no ten trochę mniej), wydawca, reklamodawcy i etc. Pytanie; czy jest to nienormalne? Nie jest to normalne, nie ma nic za darmo, żyjemy w kapitalistycznym kraju. Poza tym, m o j a wypowiedź została niepoprawnie zinterpretowana (niedobrze, że muszę się tłumaczyć); to tylko moja opinia, która jest taka, a nie inna, bo taka (inna) być nie może, bo taki jestem. Oczywiście p. Rowling to nie Kafka, Dostojewski ( itede), c h o c i a ż dla niektórych być może ta pani to najlepsza z dotychczasowych pisarek w naszej historii. To zależy od jednostki, od jej osobowości, od tego, co jest dla niej wartością; i nareszcie, jeżeli dla człowieka wartością jest dziecięca fantastyka oraz rozrywarka, to Harry Potter, Władca Pierścieni ietde, z całą pewnością stanowią w a r t o ś ć i... Byłoby miło jednak, gdyby koledzy i koleżanki uszanowali także cudze zdanie, naprawdę, bardzo miło... Pozdrawiam
|
|
 | | nieobecny | Jednym zdaniem moherze - goowno wiesz, ale masz "swoją" opinię.
Nie przestaje mnie zadziwiać arogancja takich typków jak ty. Wypowiadacie się na tematy, o których nie macie bladego pojęcia, co nie przeszkadza wam oceniać negatywnie tych, którzy wiedzą o co chodzi.
Jesteś w seminarium czy jesteś tylko starym dziadem utrzymywanym przy życiu przez Radio Ma Ryja?
|
|
|  | | Rakoski (10 punktów) | > Jednym zdaniem moherze - goowno wiesz, ale masz "swoją" opinię.> Jesteś w seminarium czy jesteś tylko starym dziadem utrzymywanym przy życiu przez Radio Ma Ryja?Witam, wowo, ostre słowa, wolnego kolego, nie znasz mnie a po jednej wypowiedzi umieszczasz mnie w seminarium, albo nazywasz "dziadem utrzymywanym przy życiu przez Radio Ma Ryja", no trudno nazwać to pacyfistycznym podejściem, ale cóż, każdy człowiek jest i n n y. Swoją poprzednią wypowiedź zinterpretowałem poprawnie już koledze (patrz wyżej, jeśli masz ochotę, jeśli nie, to nie ma sprawy), tak żeby nie było nieporozumień. PS. Nie jestem "moherowym" w seminarium, lecz studentem V roku filologii polskiej...już chyba nie masz żadnych wątpliwości?  Pozdrawiam
|
|
|  | | placownik (17853 punktów) |
Kiedy najdzie niepowstrzymana ochota na dowalenie moherowi, to zawsze można pierwszemu napotkanemu moher na łeb wsadzić.
Współczuję
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| nieobecny | "Laboratorium Dextera", "Ed, Edd i Eddy", "Dwa głupie psy", "Krowa i Kurczak", "Johnny Bravo", "Chojrak - tchórzliwy pies" - tyle sobie przypomniałem "od ręki" najlepszych kreskówek, jakie w życiu widziałem. Nie twierdzę, że są to wszystko kreskówki dla dzieci, trochę za dużo w nich subtelnego, abstrakcyjnego humoru lub tematyka nie jest dla dzieci (choćby przygody J. Bravo - pakera maminsynka, którego życie podporządkowane jest próbom "wyrywania lasek").
Na CN są też kreskówki, które tobie by się spodobały na pewno, skoro zachwycasz się mangą - np. "Atomówki" czy inne mordobicia "superbohaterów" z powykrzywianymi gębami nadawane w godzinach wieczornych, sprawdź sobie.
|
|
 | | unknown (163 punktów) | >Na CN są też kreskówki, które tobie by się spodobały na pewno, skoro zachwycasz się mangą - np. "Atomówki" czy inne mordobicia "superbohaterów" z powykrzywianymi gębami nadawane w godzinach wieczornych, sprawdź sobie.
"Atomówki" są nadawane w paśmie popołudniowym. Manga to komiks, a anime, którym raczy nas CN, pożal się boże. Same produkcje w stylu "Pokemonów", zresztą nadawanych przez konkurencyjną stację - Jetix. Anime dla starszych odbiorców w polskiej telewizji mało, sytuację ratuje Hyper, ale to tylko odcinek dziennie jednego anime. Poza tym na Tvp kultura emitowano "Cowboy Bebopa", na C+ "South Park", "2DTV" i "Wolfs rain" Niewiele niestety, a spora część tego na cenzurowanym....
|
|
| Głąbiński (3538 punktów) | Pragnę podzielić się dość banalną refleksją powstałą podczas lektury tego wątku (w którym niestety trafił się jeden niesmaczny post). Otóż:
Często zapominamy, że w dawnych czasach, sztuka służyła na ogół do zabawy, a jej adepci byli traktowani jako stan podły, stojący niżej niż np. lokaje. Właściwym przeznaczeniem wielu utworów muzycznych, tych samych które obecnie wykonywane są w salach koncertowych z zachowaniem stosownego ceremoniału, było uprzyjemnianie rozmowy toczonej głośno przy jadle i napitku, lub miały nadawać rytm podrygom tanecznym. Jak więc jest z artyzmem: czy ma on nastrajać do kontemplacji i wielkich wzlotów duchowych, czy ma bawić beztroską gawiedź w chwilach pustoty myślowej? Otóż i to i tamto. Zarówno ten, kto nie potrafi wczuć się w nastrój sali koncertowej, wernisażu, czy piękna architektury, jak i ten kto nie potrafi uprzyjemnić sobie rozmowy o d... Maryni "zorganizowanym hałasem", każdy z nich jest w jakimś stopniu zubożony. Jestem przekonany, że sztandarowe zdanie humanizmu "homo sum, nihil humanum alienum mihi puto" (jestem człowiekiem, nic co ludzkie nie powinno mi być obce) wyraża przekonanie, że umysł człowieka zawiera w sobie prawie nieograniczone możliwości, z których żadna sama z siebie nie jest złem zasługującym na wyplewienie, że zawiera skłonności z których żadnej nie powinniśmy się wstydzić dla niej samej.
Skąd zatem zło? Ano, to już inna, ważna, ale bardzo skomplikowana kwestia. A jaki to ma związek z tematem postu? To, hm ... także inna kwestia.
Stach M. G.
|
|
 | | Jacek Krysztofik (1390 punktów) | > w dawnych czasach, sztuka służyła na ogół do zabawy, a jej adepci byli traktowani jako stan podły O jakich czasach mówisz? A może za bardzo uogólniasz? Z tego, co ja pamiętam (z książek, nie z życia  ), nie wiem, jak w Egipcie, ale w Chinach, w Grecji, w Rzymie, później także w średniowiecznej Europie, w Ameryce Środkowej i Południowej sztuka była na wysokim poziomie. Zwłaszcza kultury antyczne, zwłaszcza Chiny bardzo [dobrych] artystów ceniły. Ponadto wydaje mi się, że sztuka i nauka szły wtedy w parze. Oczywiście istniała także gałąź rozrywkowa dla plebsu, ale ci wykonawcy sami mieli rangę plebsu i było to takie "Disco Polo".
Prawo Vique'a: człowiek bez religii jest jak ryba bez roweru.
|
|
|  | | Głąbiński (3538 punktów) | Odchodzimy od tematu. Jednak na pytanie wypada odpowiedzieć, więc: > >w dawnych czasach, sztuka służyła na ogół do zabawy, a jej adepci byli traktowani jako stan podły> O jakich czasach mówisz? A może za bardzo uogólniasz? Z tego, co ja pamiętam (z książek, nie z życia ), nie wiem, jak w Egipcie, ale w Chinach, w Grecji, w Rzymie, później także w średniowiecznej Europie, w Ameryce Środkowej i Południowej sztuka była na wysokim poziomie. Zwłaszcza kultury antyczne, zwłaszcza Chiny bardzo [dobrych] artystów ceniły. Ponadto wydaje mi się, że sztuka i nauka szły wtedy w parze.Miałem na myśli głównie Europę XV-XVIII. Zdarzli się tam magnaci, którzy zachowywali się poprawnie w stosunku do artystów uświetniających ich dwory, najczęściej jednak działo się tak, jak doświadczał tego Mozart u jakiegoś arcybiskupa, który sadzał go do stołu z lokajami i to na poślednim miejscu. Inny przykład to aktorzy, którym odmawiano pochówku w święconej ziemi. Jeśli chodzi o związki między sztuką i nauką, to z pewnością te dwie dziedziny silnie na siebie wzajemnie oddziaływują, jednak osobiste kontakty między adeptami tych dwu dziedzin były i są rzadkością. Odpowiadam zdawkowo, gdyż krępuje mnie odejście od tematu. Jeśli sądzisz, że warto dalej pogadać o poruszonych przez nas sprawach, proponuję założenie nowego tematu, do którego chętnie się przyłączę.
Stach M. G.
|
|
| mohawk (2936 punktów) | >Z drugiej mamy chyba jeszcze bardziej fanatycznych przeciwników, którzy zarzucają tym książkom szerzenie okultyzmu, satanizmu i wszystkiego co złe wśród dzieci, nawet papież wypowiada się w podobnym tonie.
Poważne potraktowanie bredni wygadywanych na temat Harry'ego Pottera z pozycji klerykalnych jest niepotrzebną ich nobilitacją. Tak jakby oni robili w innej branży. Po prostu, nie podoba im się konkurencja w walce o umysły najmłodszych w dziedzinie, w której chcieliby mieć monopol - sferze niesamowitości, nadnaturalności, tajemnicy.
>Rzecz niespotykana w dobie telewizji, Internetu oraz iPodów. [...] >Dlatego cieszę się, że komuś udało się przyciągnąć dzieciaki do czytania
Zapewne. Obawiam się jednak, że w przytłaczającej większości przypadków będzie to 'zryw' jednorazowy - nie przełoży się na zmianę nawyków w dziedzinie percepcji i partycypacji w kulturze przez młodzież.
Książki, z podobnych względów co i Ty, nie czytałem, zewsząd natomiast słyszę pozytywne opinie na jej temat, zwłaszcza dotyczące języka, humoru.
Jedynie ciutkę zniesmaczyła mnie komercyjna szopka wokół kolejnych tomów, nakręcanie histerii oczekiwania, a zwłaszcza tandetna bezpieczniacka pokazówka rodem z Fort Knox przy okazji edycji ostatniego tomu.
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|