 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Religie
| Napisano | Autor | Tytuł | | 03-11-2002 21:19 | lucki | Buddyzm a wiara w boga | Chciałbym skorzystać z forum by zaprotestować przeciwko pewnym informacjom zawartym na stronie racjonalisty. W rozdziale "Buddyzm, a wiara w Boga" P. Mariusz Agnosiewicz. starał się udowodnić jakoby różne sekty buddyjskie odeszły od wskazań Buddy i zaczęły traktować go jako Boga. Ma to być dowód potwierdzający tezę, że nie udało się Buddzie stworzyć religii bez Boga. Przede wszystkim trzeba zauważyć że autor tego artykułu stwierdza iż kult Buddy występuje jedynie w buddyzmie mahajana. Przemilczany został fakt istnienia drugiego kierunku buddyzmu hinajana gdzie ten kult nie występuje. Fakt istnienia już od kilkunastu wieków religii, która ma obecnie sto kilkanaście milionów wyznawców trudno uważać za porażkę jej założyciela. Jeśli zaś chodzi o mahajanę(nazwaną tu zresztą buddyjskim katolicyzmem) to należy zauważyć że: - Szkoły Zen i Czan odrzucają zewnętrzny kult Buddy i wiarę w zbawczą moc mistycznych formuł modlitewnych. Jak wyraziła się polska nauczycielka zen Pani Aleksandra Porter: "rozumu można się nauczyć wyłącznie osobiście; nikt nikomu przysłowiowego oleju nie naleje do głowy. Budda jest to STAN UMYSŁU. Każda istota, nie tylko człowiek, jest potencjalnym buddą, czyli mówi się, że posiada naturę buddy" Gdzie tu zabobon i bałwochwalstwo? - Szkoły tybetańskie znane z "najbardziej niedorzecznego kultu na Ziemi" jak wyraził się Wolter również nie darzą Buddy czcią i kultem. W kierunku tym istnieje wiele rzekomych bóstw, są to jednak tylko formy medytacyjne. Pierwszy etap praktyki w tej tradycji polega na wyobrażaniu sobie bóstwa i jednoczeniu się z nim. Drugim etapem jest rozpuszczanie się w pustce i badanie natury umysłu poprzez medytację mahamudra. Owe bóstwa lamaizmu to zresztą ikonograficzne przedstawienia różnych reguł filozoficznych, zatem medytując nad bóstwem rozważamy skomplikowane kwestie metafizyczne. Tak więc i w tym "niedorzecznym" kierunku nie ma bałwochwalstwa. Jeśli w mahajanie darzy się kultem Buddę podobnie jak Boga to należy zauważyć, że - Ów "bóg" nie jest stwórcą świata - Ów "bóg" nie jest wszechmocny Cechy buddy to: dobroć i wszechwiedza. Budda może nam pomagać ale nie ten Gautama, który umarł 2500 lat temu, tylko taki budda, który jeszcze żuje na świecie. Zwracanie się do Buddy i darzenie go czcią jest oznaką szacunku wobec jego nauk i wytwarzaniem w sobie zaufania do nich. Jeśli Budda może nam pomóc o tylko poprzez to iż odkryjemy w sobie naturę Buddy i będziemy się starali ją urzeczywistnić. W żadnym kierunku buddyzmu nie ma modlitw i litanii do Buddy by ten jakoś nam pomógł. W szkole japońskiej Amida droga do zbawienia polega na wzywaniu Buddy Amida. Tu darzy się Buddę największym kultem. Można kwestionować czy poprzez wymawianie formuły "nami Amida butsu" można osiągnąć oświecenie, trzeba wiedzieć iż oświecenie w tym kierunku nie polega na tym, że ów Budda Amida zlituje się nad nami i nas zbawi, tylko na tym iż po wielu latach samoprania mózgu wreszcie zrozumiemy iż sami jesteśmy Amidą. O tym że jest to bezsensowne wiem doskonale. Jeszcze kwestia relikwii Buddy. W żadnym wypadku nie uważa się iż te relikwie mają nas zbawić. Stanowią one tylko dowód na to że Budda żył naprawdę. Wielkie halo jakie z ich powodu się wyprawia to tylko święto ludowe. Po rozważeniu tych wszystkich argumentów tródno nazwać Buddę bogiem buddyzmu i trudno jest uważać tę religię za bałwochwalstwo. Mam nadzieję że autorzzy strony rozważa moje słowa Lucki
|
| Mariusz Agnosiewicz | > W rozdziale "Buddyzm, a wiara w Boga" P. Mariusz Agnosiewicz. starał się udowodnić jakoby różne sekty buddyjskie odeszły od wskazań Buddy i zaczęły traktować go jako Boga. Ma to być dowód potwierdzający tezę, że nie udało się Buddzie stworzyć religii bez Boga. Przede wszystkim trzeba zauważyć że autor tego artykułu stwierdza iż kult Buddy występuje jedynie w buddyzmie mahajana. Przemilczany został fakt istnienia drugiego kierunku buddyzmu hinajana gdzie ten kult nie występuje.Przeczytales ten tekst w sposób zdecydowanie nieuwazny, lub przeczytawszy zapomniales jego tresc. stoi tam jasno napisane: "Po "zgaśnięciu" Buddy cześć oddawano tylko jego pamięci. Był to okres tzw. buddyzmu pierwotnego - hinajany, czyli "małego wozu" do wyzwolenia. Z biegiem czasu Buddę uznano za istotę nadprzyrodzoną, która odkryła prawdę prowadzącą do wyzwolenia z koła życia pełnego cierpień i zaczęto oddawać mu boską cześć" Po drugie zas: to nie autor stwierdza, lecz cytuje fragment z Widzy i Zycia... > Fakt istnienia już od kilkunastu wieków religii, która ma obecnie sto kilkanaście milionów wyznawców trudno uważać za porażkę jej założyciela.slabo rozumiem te logike. zreszta z ta porazka to tez jakies Twoje niedorozumienie > Jeśli zaś chodzi o mahajanę(nazwaną tu zresztą buddyjskim katolicyzmemznow nie doczytales: chodzilo o lamaizm > Szkoły Zen i Czan odrzucają zewnętrzny kult Buddyczasami w radykalnych slowach. Mistrz Lin-czi, jeden z zalozycieli szkoly zen mowil o Buddzie jako o jeszcze jednym lysym mnichu, a kiedyś nawet miał rzec: "Jeśli spotkacie Gautamę, zabijcie go" > ...i wiarę w zbawczą moc mistycznych formuł modlitewnych. Jak wyraziła się polska nauczycielka zen Pani Aleksandra Porter: "rozumu można się nauczyć wyłącznie osobiście; nikt nikomu przysłowiowego oleju nie naleje do głowy.miał to być bardzo specyficzny "olej". Jak nauczal pierwszy patriarcha zen, wielebny Bodhidharma: "Trzeci sposób praktykowania [pierwsze dwa to: znoszenie przeciwnosci i dostosowywanie się do sytuacji - przyp.] to nieposzukiwanie niczego (...) Sutry mówią: Pragnienie jest cierpieniem, nieposzukiwanie niczego jest blogoscia..." (Bodhidharma, "Kazania") Prawde mowiac to niewiadomo o co chodzilo polskiej buddystce, ale w zen najbardziej sioe stawia na niemyslenie. albo wymyslaniu osobliwych, mowiac eufemistycznie madrosci filozoficznych, spoza rzeczywistosci racjonalnej, np. mieli zadawac sobie glupie pytania, typu: "Jak brzmi klaskanie jedną dłonią" - to tzw. koany, czyli pytania na które nie można dac odpowiedzi w drodze rozumowania, lecz oczywiście zmierza "ku głębszej prawdzie", jak sami mówią. Z czasem owe koany w zen podniesiono do rangi sztuki nauczania (sic!). Celem tego było skłonienie adepta zen do "całkowitego uwolnienia się od racjonalnego rozumowania". Sztuka niemyślenia to z całą pewnością cenną umiejętność Wedle buddyjskiej tradycji Bodhidharma bardzo pragnal jednak nalewac uczniom "olej do glow", gdyz w klasztorze szaolin "przez dziewiec lat siedzial on bez najmniejszego ruchu, patrzac w sciane i oczekujac kogos, kto wezmie sobie do serca jego nowa nauke, az w koncu zanikly mu miesnie nog" ale zaraz spiesznie autor dodaje: to i tak drobnostka, bo wszak w chrzescijanstwie szymon slupnik siedzial na slupie lat 37... na szczescie spotkal wreszcie Bodhidharma drugiego patriarche. kiedy jego nauka spotkala się w chinach (na poludniu) z chlonym przyjeciem - zalozyl sklep w klasztorze szaolin w polnocnych chinach (sic!) w koncu, jak glosi buddyjska legenda, otruto go w wieku 150 lat. w koncu miał zmartwychwstac, a w jego grobie wierni odnalezli jedynie jeden sandal (jakis wierny widzial zreszta Mistrza podazajacego w jednym sandale do swego kraju...) Jeszcze coś o dzisiejszym zen. Dzieli się na dwie szkoły: soto i rindzai. O soto: "wyznawcy soto prawdopodobnie używali wizerunków Buddy i bodhisattwów w sposób kultowy (podobnie zresztą jak czyni to szkoła rindzai w popularnych wśród Japończyków praktykach odbywanych w światyniach)" (Sekty religie wyznania, Occhiogrosso, s.161) O tej drugiej pisze się: "faworyzowała szybką albo krótką ścieżkę ku oświeceniu z użyciem koanów, okrzyków i smagnięć kijem zwanym kjosaku ('kijem przebudzenia'), które miały gwałtownie przywracać uczniowi stan świadomości" Gdy dziś jakiś katecheta "oświecający" uczniów, krzyknie i smagnie jakiegoś "kijem przebudzenia", aby mu "przywrócić świadomość", to się zawiadamia prokuraturę o popełnieniu przestępstwa. Może więc warto się zainteresować, czy p. Aleksandra Porter nie ma przypadkiem na wyposażeniu swojej szkoły jakichś "kjosaku"
|
|
 | | Mariusz Agnosiewicz | > Szkoły tybetańskie znane z "najbardziej niedorzecznego kultu na Ziemi" jak wyraził się Wolter również nie darzą Buddy czcią i kultem. W kierunku tym istnieje wiele rzekomych bóstw, są to jednak tylko formy medytacyjne. Pierwszy etap praktyki w tej tradycji polega na wyobrażaniu sobie bóstwa i jednoczeniu się z nim. Drugim etapem jest rozpuszczanie się w pustce i badanie natury umysłu poprzez medytację mahamudra. Owe bóstwa lamaizmu to zresztą ikonograficzne przedstawienia różnych reguł filozoficznych, zatem medytując nad bóstwem rozważamy skomplikowane kwestie metafizyczne. Tak więc i w tym "niedorzecznym" kierunku nie ma bałwochwalstwa.moglbym w tym miejscu zacytowac setki rownie skomplikowanych wytlumaczen dla prymitywnych praktyk w chrzescijanstwie, np. Swiezawski pisal: "Modlitwa rozancowa powinna być szkołą kontemplacji. Słowa, które się wymawia, są jakby akompaniamentem; powinny służyć otwarciu się na rzeczywistość prawd, które się rozważa. Te prawdy są ważniejsze niż słowa samej modlitwy. A jeżeli tajemnice różańca rozumiemy i przeżywamy naprawdę głęboko, to właściwie wchodzimy w sedno wiary". Albo inny wyjątek z mędrców kościoła (o. Kłoczowski): "Paweł VI dokonał redefinicji różańca, pokazując, że jest on zorientowany wyraźnie chrystocentrycznie... Rózaniec jest więc modlitwą medytacyjną, polegającą na rozważaniu tajemnic z życia Chrystusa razem z Maryją... Różaniec jest streszczeniem ewangelii... Papież widzi różaniec w logice Wcielenia..." wspominales cos o etapach wznoszenia się ku bogu i takie tam, ale katolicyzm przeciez niezgorszy: "...szczegolne etapy różańca: zapowiedz tajemnicy, która 'kieruje wyobraźnię i ducha" ku danemu wydarzeniu z życia Jezusa... wzniesienie ducha ku Ojcu w modlitwie Ojcze nasz; potem wielokrotne Zdrowaś Mario, które wyraza jakby zachwyt samego Boga nad swoim stworzeniem; na koniec Chwała Ojcu stawiające nas wobec misterium Trójcy i modlitwa za Kościół, poszerzająca nasze modlitewne horyzonty" sadze, ze belkot nie jest ani troszke gorszy niż to co dotyczylo praktyki tybetanskiej. katolicka zreszta jakos bardziej przemawia. wniosek z tego jeden: jeśli lamaizm nie jest balwochwalczy to katolicyzm jest utra-duchowy nie sztuka, szanowny buddysto, wyszukiwac rozne pieknie i podniosle brzmiace ustepy i teorie dot. roznych praktyk, wierzen i religii. rzeczywistosc jednak jest calkiem inna. tak wierni katoliccy nie dokonuja na ogol zadnego otwarcia się na "rzeczywistosc prawd", a wierny bynajmniej nie ma najmniejszego pojecia o "chrystologicznym wymiarze różańca", gdyz on po prostu klepie zdrowaśki; tak samo lamaisci nie "rozpuszczają się w pustce", ani nie dokonuja operacji badania natury umyslu metoda "medytacji mahamudra", a patrząc na swoje bałwany z pewnością ostatnią rzeczą jaką sobie wyobrażają to "reguły filozoficzne". Oni po prostu biją pokłony, chodzą na procesje i klepią mantry jak katolicy zdrowaśki. To co opisales to rzeczywistość książek wydawanych przez lamaistow i ich sympatykow. Religie te podsumowal wybitny religioznawca francuski S. Reinach w taki oto sposób: "Mówiono często, że ze swymi wygolonymi księżmi, dzwonami, różańcami, młynkami do modlitw, bałwanami, wodą święconą, papieżami i biskupami, opatami i mnichami, procesjami i świętami, konfesjonałami, Czyśćcem, Piekłem, lamaizm jest karykaturą romanizmu." Buddyjska teoria ma się mniej wiecej do praktyki tak: oredzie króla Asioki (taki buddyjski odpowiednik cesarza Konstantyna w chrześcijaństwie) glosi: "zaniechanie pozbawiania życia żywych stworzeń jest cnotą". Podczas kiedy wiadomo, ze stosował w swoim państwie karę śmierci. Nota bene nauczal tez, że cnotą jest szczodrość świadczeń dla braminów i mnichów (Orędzia króla Asioki, PWN, 1964, s.6) - ale by się taką aksjologią ucieszyli nasi księża > W żadnym kierunku buddyzmu nie ma modlitw i litanii do Buddy by ten jakoś nam pomógł. W szkole japońskiej Amida droga do zbawienia polega na wzywaniu Buddy Amida.No i tam wlasnie uprawia sie modlitwy i litanie do Buddy! "nami Amida butsu" to tyle co "chwała Buddzie Amidzie". W cytowanym już przewodniku pisze się: "przywiązywała większe znaczenie do interwencji siły zewnętrznej niż do wysiłku osobistego" (s.176) A założyciel tej szkoły Honen nauczał wyraźnie, że wysiłki indywidualne są bezcelowe i że lepiej zaufać sile wyższej: "Metoda zbawienia jakiej nauczam nie polega ani na medytacji, ani na studiach, lecz jedynie na przekonaniu, że powtarzając inwokację 'Składam hołd Buddzie Amida' po to by odrodzić się w jego Raju, zyskujemy pewność, że do niego wstąpimy. To wszystko" (za: Brosse, Mistrzowie duchowi, s.11). Jego następca Szinran "uważał za konieczne nieustanne przyzywanie Amidy; nawet kiedy już dzięki temu miało być zapewnione ponowne narodzenie w Zachodnim Raju, dalsza nieprzerwana recytacja zmieniała się w wyraz wdzięczności dla Amidy za gwarancję zbawienia" (s.177) I tak samo następny "mistrz", Ippen Shonin: "Od wiernego Nembutsu wymaga się jedynie, aby mówił 'Namu Amida Butsu' i nie ma żadnej innej wskazówki, którą mógłbym mu dać" (za: Bednarek, Jastrzębski, Kocur, "Jak żyć?...", s.26) > Można kwestionować czy poprzez wymawianie formuły "nami Amida butsu" można osiągnąć oświeceniekurcze, ale jesteś sceptyk niepoprawny...  Wykazujesz aż nazbyt wiele ostrożności w wydawaniu pochopnych sądów... "można kwestionować"... Mówiąc prawdę, dla mnie to zwykły zabobon, niewiele się w istocie różniący od tego co widzę na co dzień. A warto dodać, że to kierunek buddyzmu o największym znaczeniu w Japonii (dżodo szin)
|
|
|  | | Mariusz Agnosiewicz | Inna szkołą buddyzmu japońskiego jest buddyzm Niczirena. Ci z kolei maja za główne zadanie kultowe śpiewanie formułki "Ufam sutrze kwiatu lotosu cudownego prawa". Założyciel tej wzniosłej szkoły nauczał, że buddą zostaje każdy kto odśpiewa tę wzniosłą formułę, zapewniając sobie zarazem raj na ziemi. Recytacjom tym towarzyszy często bicie w bębny i to chyba najbardziej skusiło Tinę Turner Innym kierunkiem buddyzmu jest Soka gakkai korzystają z buddyzmu, w konkretnie z formuły zaprojektowanej przez Niczirena, aby się modlić o samochód, pieniądze i wszystko co i potrzebne do życia. Ideał Buddy sięgnął bruku... A to przecież bardzo istotna szkola w lonie buddyzmu (mają ok. dziesięć milionów w Japonii i dodatkowe 2 mln za granicami) W 1991 r. świątynia niczirenu szoszu ekskomunikowała całą soka gakkai. Teraz się nazywają Soka Gakkai International > Jeszcze kwestia relikwii Buddy. W żadnym wypadku nie uważa się iż te relikwie mają nas zbawić.znów cos Ci się pokręciło. Bo ani ja tak nie twierdziłem, ani też w katolicyzmie tego się nie twierdzi. Ale fakt faktem, ze podniety buddystów Palcem Buddy nie mają swoich odpowiedników we współczesnych chrześcijaństwie chyba. Trzeba by sięgać w dalekie średniowiecze. A tu buddyści proszę, takie uduchowione pustosłowie się na ogół uprawia dla zachodnich fascynatów, a oni jak na złość robią takie szopki: kilkaset mnichow towarzyszylo przelotowi św. Palca z Chin do Tajwanu, aby się tam nim mogli pocieszyć przez miesiąc. Jak doniosily agencje: "Tysiące miejscowych buddystów zapowiedziały już swój udział w ceremonii powitania palca Buddy. W czwartek długa uroczysta ceremonia umieszczenia relikwii w zdobnej szkatule podróżnej była transmitowana przez tajwańską telewizję kablową."  Jako to miało być...? "Drugim etapem jest rozpuszczanie się w pustce i badanie natury umysłu poprzez medytację mahamudra. Owe bóstwa lamaizmu to zresztą ikonograficzne przedstawienia różnych reguł filozoficznych, zatem medytując nad bóstwem rozważamy skomplikowane kwestie metafizyczne. Tak więc i w tym "niedorzecznym" kierunku nie ma bałwochwalstwa."... Pozostawiam to bez komentarza jak i reszte teoryj buddyjskiego "oświecenia" warto było dostrzec wczesniej jedno: opisywalismy religie buddyjską w jej praktycznym wcieleniu, tak jak i chrześcijanstwo, teorie i aspekty filozoficzne poki co nie znalazly w Racjonaliscie miejsca. Coz jest ona czasami sluszna, czasami dobra, czasami interesujaca, tak jak nauki zawarte w Biblii, z wieloma nie sposób się nie zgodzic. Cudnowności tam jednak nie dostrzegam. Choc czasami jest zabawnie, np.: "[Mnich] kiedy oddaje stolec i urynę, posiada pełną świadomość" - z "Wielkiego Wykładu Buddy o Aktach Skupienia"
|
|
| |  | | lucki | Mimo wszystko nie obaliłeś mej tezy. że kult w buddyzmie nie jest tożsamy z kultem w chrześcijaństwie czy innych religiach teistycznych, choć może być do niego bardzo podobny.
|
|
|  | | lucki | >Buddyjska teoria ma się mniej wiecej do praktyki tak: oredzie króla Asioki (taki buddyjski odpowiednik cesarza Konstantyna w chrześcijaństwie) glosi: "zaniechanie pozbawiania życia żywych stworzeń jest cnotą". Podczas kiedy wiadomo, ze stosował w swoim państwie karę śmierci. Nota bene nauczal tez, że cnotą jest szczodrość świadczeń dla braminów i mnichów (Orędzia króla Asioki, PWN, 1964, s.6) - ale by się taką aksjologią ucieszyli nasi księża Porażka! Asioka po przejściu na buddyzm cofnął stosowanie kary śmierci w swym królestwie
|
|
| |  | | Mariusz Agnosiewicz | >Porażka! Asioka po przejściu na buddyzm cofnął stosowanie kary śmierci w swym królestwie Szanowny buddystow, już przywykłem do tego, że jeśli ktoś tylko zdoła zakwestionować coś z moich tekstów, ogłasza triumfalistycznie "porażka", 'kompletna klapa', 'razaca wpadka', etc. Faktycznie moja 'porazka' w argumentacji na rzecz tezy, ktorej bronilem, jest rażąco widoczna, bo nie dość, że 'zakwestionowles' legende, poprzez zwrocenie mi uwagi, ze jest to legenda, o czym sam nota bene wspomnialem, to ponadto wykazałeś mi, że kult w buddyzmie nie jest tozsamy z kultem w chrzescijanstwie, do czego wcale nie zmierzalem, gdyz zgadzam sie z tym calkowicie, iz sa to dwa calkiem rozne kulty, tyle ze majaco miedzy soba bardzo wiele podobienstw, zwlaszcza w swej istocie. Odnośnie tej porażki z oswieconym krolem Asioka to śpieszę donieść, iż moja niedoskonała wiedza opierała się w tym przypadku na leksykonie wydanym przez PWN w 1999 pt. "Jak zyc. 256 sposobow na zycie", gdzie mozemy przeczytac, iz Asioka po przyjeciu buddyzmu: "Zlagodzil surowe kary, zniósł tortury, ale zachował karę śmierci." (s.54) Oni zaś odsyłają tutaj do książki: Bashama "Indie od początków dziejów do podboju muzułmańskiego". REszte desperackiej obrony nie chce mi się komentować (mało inteligentne wskazywanie mi na znaczenie słów jakich sam używałem...), mam nadzieje, że mi wybaczysz to pozdrawiam mariusz
|
|
| | |  | | lucki | W swej długiej odpowiedzi na moją wypowiedź stosowałeś dokładnie tę samą technikę "czepiania się słówek". Nie obaliłeś mych argumentów tylko wyszukałeś znacznie więcej przykładów kultu, a więc uzupełniłeś braki informacji w rozdziale buddyzm. Ja powtarzam z uporem maniaka że kult w buddyzmie to nie to samo co w religiach teistycznych i z tym jak widzę się zgadzasz. Nie wiem więc po co ta cała impreza z wynajdowaniem coraz to "dziwniejszych" obrzędów uprawianych w krajach buddyjskich, skoro niczemu to nie służy. Jeśli chodzi o Reinacha, którego cytujesz tutaj, to ten sam cytat znalał się w rozdziale buddyzm, tak więc powtarzawsz się Panie. Na tomiast te bzdurne paradoksy i kije które są tak ekscentrycznymi elementami kultu zen nie mieszczą się w ramach definicji bałwochwalstwa jakkolwiek idotyczne by nam się nie wydawały. I nie wydaje mi się by wielu ludzi należacych do wyznania obrosłego kultem nie rozumiało jego znaczenia. Na prawdę nam wielu katolików, prostych ludzi którzy doskonale znają znaczenie tych wszystkich rytuałów które odprawiane są w kościołach. Nie ceniłbym tych ludzi aż tak nisko. Myślę że dalsza duskusja na temat kultu jest bezcelowa, skoro obaj zgadzamy się że obrzędy w katolicyzmie i buddyzmie mają inne znaczenie, choć wyglądają równie idiotycznie. A jeśli chodzi o Asiokę to widocznie korzystam z innego źródła informacji, ale to i tak mało ważna rzecz. Przepraszam jeśli Cię uraziłem.
|
|
| | | |  | | mariusz | > W swej długiej odpowiedzi na moją wypowiedź stosowałeś dokładnie tę samą technikę "czepiania się słówek".nieprawda. skoro twierdzisz, ze czegos w tekscie nie ujalem, to wskazalem jedynie, ze zle czytasz tekst - nie raz. ale oprocz tego były argumenty. > Nie obaliłeś mych argumentów tylko wyszukałeś znacznie więcej przykładów kultu, a więc uzupełniłeś braki informacji w rozdziale buddyzm.widac twoje argumenty sa odporne z zalozenia na wszelkie obalanie - sa nieobalalne  a tak naprawde, to się oczywiście mylisz, albo znow nieuwaznie czytasz tekst > Ja powtarzam z uporem maniaka że kult w buddyzmie to nie to samo co w religiach teistycznych i z tym jak widzę się zgadzasz.kult jest kultem jakkolwiek bys go zwal. to ze na swe uzasadnienie inna ma tresc, inne uzasadnienie, inny cel, nie znaczy az tak wiele jak ci się powierzchownie może zdawac. analogie sa uderzajace i "Nie wiem więc po co ta cała impreza" mowiles mi ze dla ciebie kulty się nie liczy i to co ludzie wyprawiaja, tylko same wzniosle reguly Gautamy. Skoro tak, to nie powinno być dla ciebie problemem, ze wokół nich istnieje jakis kult. Teoretycznie przynajmniej > Jeśli chodzi o Reinacha, którego cytujesz tutaj, to ten sam cytat znalał się w rozdziale buddyzm, tak więc powtarzawsz się Panie.nigdy dosc dla ciebie, bo jak widze po przeczytaniu wiekszosci zapominasz lub nie dostrzegasz. > Na tomiast te bzdurne paradoksy i kije które są tak ekscentrycznymi elementami kultu zen nie mieszczą się w ramach definicji bałwochwalstwa jakkolwiek idotyczne by nam się nie wydawały.oczywiście, tego nie twierdzilem > I nie wydaje mi się by wielu ludzi należacych do wyznania obrosłego kultem nie rozumiało jego znaczenia. Na prawdę nam wielu katolików, prostych ludzi którzy doskonale znają znaczenie tych wszystkich rytuałów które odprawiane są w kościołach.mylisz się. byłem przez wiele lat blisko kosciola i wiem co mowie. pojedyncze osoby rozumieja, ale wyznawcy generalnie nie. > A jeśli chodzi o Asiokę to widocznie korzystam z innego źródła informacji, ale to i tak mało ważna rzecz. Przepraszam jeśli Cię uraziłem.Niby dlaczego miałeś mnie urazic. wcale. Ale jestem ciekawy twoja informacja, gdyz stosowanie kary smierci mnie bardzo interesuje, wiec bardzo proszę o podanie twojego zrodla, gdyz chetnie sprawdze i dowiem się czegos wiecej (o ile nie wymysliles tego) > Nie ceniłbym tych ludzi aż tak nisko. Myślę że dalsza duskusja na temat kultu jest bezcelowa, skoro obaj zgadzamy się że obrzędy w katolicyzmie i buddyzmie mają inne znaczenie, choć wyglądają równie idiotycznie.Oj, Panie Buddysto, chyba to jest az nazbyt oczywiste, ze obrzedy w katolicyzmie i buddyzmie maja inne znaczenie, to nie było punktem naszego sporu Jestes jeszcze slabym apologeta buddyzmu. Caly czas się mijamy.. Proponuje zakonczyc już watek. Przynajmniej na razie pozdrawiam mariusz
|
|
 | | Lucki | > Gdy dziś jakiś katecheta "oświecający" uczniów, krzyknie i smagnie jakiegoś "kijem przebudzenia", aby mu "przywrócić świadomość", to się zawiadamia prokuraturę o popełnieniu przestępstwa. Może więc warto się zainteresować, czy p. Aleksandra Porter nie ma przypadkiem na wyposażeniu swojej szkoły jakichś "kjosaku"  > Ma Sam widziałem w telewizji!
|
|
 | | lucki | >Wedle buddyjskiej tradycji Bodhidharma bardzo pragnal jednak nalewac uczniom "olej do glow", gdyz w klasztorze szaolin "przez dziewiec lat siedzial on bez najmniejszego ruchu, patrzac w sciane i oczekujac kogos, kto wezmie sobie do serca jego nowa nauke, az w koncu zanikly mu miesnie nog" >ale zaraz spiesznie autor dodaje: to i tak drobnostka, bo wszak w chrzescijanstwie szymon slupnik siedzial na slupie lat 37... >na szczescie spotkal wreszcie Bodhidharma drugiego patriarche. >kiedy jego nauka spotkala się w chinach (na poludniu) z chlonym przyjeciem - zalozyl sklep w klasztorze szaolin w polnocnych chinach (sic!) >w koncu, jak glosi buddyjska legenda, otruto go w wieku 150 lat. Pisząc "buddyjska legenda" zwróć proszę uwagę na słowo legenda!
|
|
 | | lucki | >O soto: "wyznawcy soto prawdopodobnie używali wizerunków Buddy i bodhisattwów w sposób kultowy (podobnie zresztą jak czyni to szkoła rindzai w popularnych wśród Japończyków praktykach odbywanych w światyniach)" (Sekty religie wyznania, Occhiogrosso, s.161) Dwa słowa: 1. "prawdopodobnie" 2. "używali" (czas przeszły!)
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|