 |
Miłość nie jest litością? Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 02-01-2005 01:16 | Żniwiarz (103 punktów) | Miłość nie jest litością? | Miłuję to czym jestem i z czym współistnieję. Nie lituję się nad współistnieniem bo to co współistnieje ze mną nie wymaga litości. ale: "Jeśli zaś nie uświadomię sobie, że zaistniałem nie zrozumiem czym jest prawdziwa miłość bo będę w błędzie w obliczu śmierci do której dąży moja "materialna" egzystencja. Jeśli uwierzę, że jestem tylko egzystencją oddam się śmierci. W jej obliczu przegram z istotą duchową, którą mogę być jeśli to założę z racji choćby możliwości wyprowadzenia takiego założenia. Możliwość ta jest dobrem a odrzucenie jej może być złem. Jeśli wszak dar szansy na byt odrzucam w obliczu swej niedoskonałości, mogę nie być godnym by wznieść się ponad śmierć i wygrać z nią na rzecz własnego przetrwania. Pytam więc siebie miłować się w nadziei, że istnieję i dążyć do przynależności w bycie czy przegrać swą szansę i uwierzyć, że przynależę temu co przemija w niebyt. Jeśli wybiorę to drugie i uwierzę we własne unicestwienie ulituję się nad sobą i wszystkimi podobnymi do mnie. Z litości a nie z miłości spojrzę na piękno własnej "cząstki świadomości" i zachwyciwszy się wykreuję świat na własne podobieństwo. Osadzę w nim Boga jako sługę mego by w intencji mej rozjaśnił oblicze śmierci, którą naznaczam wszystko co widzę. A widzę bliźniego, który śmierci się boi jak i ja. Kochać go? Pragnę przynieść mu ulgę w cierpieniu z litości do jego losu, więc sprawię by wierzył i szczęśliwszym był w życiu ku śmierci, której i ja zaakceptować nie umiem. Nie jestem więc jego nadzieją i nic co powiem nie uczyni go szczęśliwszym. Ale to co powie "Bóg mój" z pewnością zbawiennym będzie w cierpieniu, którym ośmielam się zauważyć jest życie jako takie. Czy nie obrażę Boga jeśli jakiś istnieje? Może nie jestem w stanie postawić sobie takiego pytania w sidłach litości do siebie i ludzkości, która jest podmiotem moich intencji. Pragnę dobra i to w najwyższej formie przeto skoro cel uświęca środki wykorzystam "Boga" na swoją odpowiedzialność. Tak bardzo pragnę byśmy byli szczęśliwi, że zaryzykuję wszystko co mam i czym jestem bądź nie - byście żyli szczęśliwści i "miłujący" się w wierze. Bo wiara czyni cuda i cudem się stać może. Skoro nie ma "Boga" i śmierć jest kresem życia, a konsekwencje prawdziwości takiego założenia są zgubą dla naszej moralności i jakości życia to może lepiej będzie by zaistniał. Przeklętym czy zbawionym będę jako kreator? Jeśli go nie ma (a litościwy kreator zakłada, że nie) to kto wie jeśli go ożywię w spisku na rzecz ludzkości będę zbawicielem? Do kogoś jednak "taki Bóg" musi przemówić, no właśnie sam muszę wziąć na siebie brzemię wybrańca. Czegóż się jednak nie robi dla dobra ogółu. Moje życie jeśli do tej pory było jałowe czy uczynię wyjątkowym? Mam uwarunkowania? Nie, takich pytań sobie nie zadaję, bo przecież nie rozumiem w pełni co mną powoduje. Nie rozumiem samego siebie. Nie zapytam siebie czy bezskutecznie szukając Boga, zanim poddałem się w obliczu pustki, wiedziałem gdzie spojrzeć i jak się obrócić w jaskini ku światłu. Nie zapytam siebie już na pewno o to czy z litości dając światło nie zaćmiłem wiarą spragnionych powiek. Może ktoś kiedyś w przyszłości zobaczy to światło, ale skoro jest ciemność zapalmy świecę, będzie nam raźniej." Zakończę więc pytaniami: Jeżeli Bóg nas umiłował(by) to czy chodziło(by) mu o nasz zwierzęcy egzystencjalny worek i przynależne mu podrzędne odruchy? Czy Bóg może się litować nad człowiekiem jednocześnie go miłując? Jeśli istota świadoma swego bytu mogłaby doświadczać tego co człowiek co zyska? Co zabrać ze sobą na "drugą stronę" z faktu bycia w "pierwszej" jednocześnie wiedząc, że inni (podobnie umiłowani) potrzebują tego samego (w sensie doświadczeń)? Czy można krzywdzić istotę sobie podobną w celu kumulacji doświadczeń wszelakich? bo jeśli tak uznam to jak wytłumaczę, że jestem gotów współistnieć?
| Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| inhet (1073 punktów) | Na razie z powyższego nie wynika, co to jest miłośc i litość, trudno więc dac konkretną odpowiedź na pytania.
|
|
 | | Żniwiarz (103 punktów) | > Na razie z powyższego nie wynika, co to jest miłośc i litość, trudno więc dac konkretną odpowiedź na pytania.Ktoś wygenerował takie oto pytania: "Czy możesz wyobrazić sobie, że zaistniałeś? Jeśli tak, jak zmieni się Twój stosunek do tych, którzy zaistnieli? Jeśli zaś będąc w stanie podtrzymać myśl, że istniejesz i że osiągnąłeś stan świadomości, w którym istnienie jest wpisane w przyszłość Twojego JA, jak spojrzysz na istotę równoległą myślącą w identyczniych kategoriach? Świadomość istnienia (zakładając, że nabyłeś ją po śmierci nośnika) jak ma się do życia przed śmiercią? Czy świadomości istnienia potrzebne było uzupełnienie o doświadczenia z poprzedniego stanu? Na ile jesteś świadom swojej tożsamości? Istniejąc jak spojrzysz na to co przemija? Czy potrafisz spojrzeć "doskonale" jako byt nie mający początku ani końca? Czy raczej jako istota, która doświadczyła przemijania i miała swój początek... Zrozumiała więc czym jest i czego doświadczyła. Czy musiała? Zapytaj byt. Pragniesz tego doświadczyć teraz? Chcesz spróbować realcji? Posmakować jej? Jeśli tak prosiłbyś mnie racjonalnie o co? Miłość istoty do istoty jest rozważalna przy założeniu uświadomienia sobie zaistnienia. Czy masz w to wierzyć? Nie ale rozważ. Jeśli zaś nie uważasz się istotą, która ma szanse zaisnieć, a skazana jest na unicestwienie to rozważ czym jest litość wobec istoty. Jeśli pytasz tego, który zaistniał czym jest litość, odpowie: Pogardą dopuszczalną tylko wtedy gdy nie jesteś świadom możliwości zaistnienia. Albowiem gdybyś nie mógł pomyśleć, że zaistnieć możesz, miałbyś prawo litować się i sobą gardzić. Zapytasz kto ma takie prawo by sobą gardzić? Odpowiem skała. Ona nie ma szans by zaistnieć i nie ma w niej takiej potrzeby. Odpowiem słońce. Ono nie ma szans by zaistnieć i nie ma w nim takiej potrzeby. Generalnie chodzi o zbiór, którego to pytanie nie dotyczy." Co złego to nie ja  . Pozdrawiam.
|
|
| scorp | >Miłuję to czym jestem i z czym współistnieję. Nie lituję >się nad współistnieniem bo
.... i tak dalej, i tak dalej
Albo za trudne to jest dla mnie, albo duby smolone pleciesz, Żniwiarzu. A może to jakiś dowcip, a ja ociężały po świętach, nie łapię?
|
|
| leo_z (935 punktów) |
>Czy nie obrażę Boga jeśli jakiś istnieje? Zauważ na pewien aspekt w tym wszystkim, który to aspekt automatycznie dominuje wszystkie Twoje wątpliwości i zapytania. Chcąc uwierzyć w Boga, musisz automatycznie stać się jego kreatorem. To, że określone części składowe matrycy Boga są narzucone przez innych "kreatorów" nie umniejsza oczywistego faktu, że Ty i tylko ty jesteś jego kreatorem - to, że wierzysz nie zmienia faktu, że jednak to Ty jesteś jego kreatorem. Czy jesteś w stanie stworzyć cokolwiek materialnego bez materii - nie masz takiej władzy. Ale jakże łatwo jesteś w stanie stworzyć Boga i wskazać zasadność oraz cel dla istnienia całej ludzkości - i to bez pytania czy faktycznie to do czegoś jest potrzebne. Będąc kreatorem li tylko dla własnej potrzeby duchowego umotywowania istnienia, gardzisz swoją materialną powłoką, traktując ją jako półśrodek w dążeniu do wyższych celów. Ba... dla swojej (nie personalnie oczywiście) chęci uwiarygodnienia duchowości gotowy jesteś do przelania krwi swoich współplemieńców. Abstrahując od tego wszystkiego... Aby Bóg mógł zaistnieć każdy z nas musi zostać jego kreatorem, Tak jak nie ma dwóch identycznych linii papilarnych, tak każdy z nas nie jest w stanie wyobrazić sobie identycznego "wzorca" Boga, Dla każdego wierzącego "jego" Bóg - mimo, że wspólny, musi charakteryzować się różnymi - bo własnymi dla każdego człowieka z osobna, parametrami duchowymi, Zdaje się, że pozostaje tylko litość...
|
|
 | | Teresa | > Zdaje się, że pozostaje tylko litość...Oj, Leo_z, przecież jesli Bóg naprawdę istnieje, to sam może dać się lepiej poznać osobie, która szuka.  Tak więc to, co ktoś sobie myśli o Nim z początku może ulec radykalnej zmianie ...
|
|
|  | | leo_z (935 punktów) | > Oj, Leo_z, przecież jesli Bóg naprawdę istnieje, to sam może dać się lepiej poznać osobie, która szuka.Droga Tereso, zważ na jedną dosyć istotną rzecz... Bóg nawet jeżeli jest, to jest w Tobie, a Ty poprzez swoje określone afirmacje duchowe dajesz mu (Bogu) swój jednostkowy wymiar. Przy próbie jakiejkolwiek chęci uzewnętrznienia swoich duchowych doznań, nie jesteś w stanie stwierdzić jak Twoje doznania będą odbierane przez osoby trzecie. Wydaje się normalnym, że inne osoby będą kreowały Boga według własnej skali wartości duchowych, dla których dobro, miłość bliźniego itp. mogą mieć najwyżej podobny, lecz nigdy nie ten sam charakter i wymiar. > Tak więc to, co ktoś sobie myśli o Nim z początku może ulec radykalnej zmianie ...To prawda, że dynamika doznań - w tym poznania Boga, głównie zależna będzie od stopnia "wiary" danej osoby... lecz spójrz, to nasz umysł nadal będzie kreatorem tych doznań i to my skalujemy głębię naszej wiary. Mogę być osobą wierzącą na "maksa" i mieć 100% przekonanie o istnieniu Boga, a i tak moja próba obiektywnej oceny Twojej wiary będzie żadna. Moje stwierdzenie cyt. ...zdaje się, że pozostaje tylko litość... należy postrzegać jako swoiste nawiązanie do myśli zawartej w stwierdzeniu Żniwiarza cyt. (...) Z litości a nie z miłości spojrzę na piękno własnej "cząstki świadomości" i zachwyciwszy się wykreuję świat na własne podobieństwo. Osadzę w nim Boga jako sługę mego by w intencji mej rozjaśnił oblicze śmierci, którą naznaczam wszystko co widzę. Tak a propos... dziękuję za życzenia Noworoczne... również i ja życzę Tobie, aby dobre strony Twojej wiary nie tylko słowami, ale również ciałem się stały pozdrawiam
|
|
| |  | | Teresa | > Bóg nawet jeżeli jest, to jest w Tobie, a Ty poprzez swoje określone afirmacje duchowe dajesz mu (Bogu) swój jednostkowy wymiar.Jeśli Bóg istnieje to: - to On jest twórcą naszej natury, - swoją wszechobecnością przenika aż do ostatniej nitki wszystko, co istnieje (jest bliższy nam niż my sami sobie), - ale to od naszej wolnej woli zależy czy chcemy otworzyć się, przyjąć go jak osobę, "ugościć Go". To jest moje odczucie, że jest On jak palące Dobro. Jednak wartość wiary można poznać po owocach. pozdrawiam
|
|
| | |  | | leo_z (935 punktów) | > Jeśli Bóg istnieje to:> - to On jest twórcą naszej natury,pytanie: natury rozumianej "przyrodniczo" czy "osobniczo" - jeżeli "przyrodniczo"... to szkoda zaczynać dyskurs, ponieważ wiadomym jest jak każdy z nas sprawy postrzega i byłoby to tylko próżne wałkowanie tematu dla tematu. Wątpliwym jest aby ktoś z nas zakrzyknął w zachwycie EUREKA!!! i przyznał drugiemu rację. - jeżeli "osobniczo" to zauważam tu lekką sprzeczność. Nasza natura w zależności od uwarunkowań może być zła lub dobra. Czy jest możliwym, aby Bóg - zgodnie z tym co twierdzisz tj. miłujący i kochający, z rozmysłem dopuścił "zło" do tworu uczynionego na swoje podobieństwo > - swoją wszechobecnością przenika aż do ostatniej nitki wszystko, co istnieje (jest bliższy nam niż my sami sobie),jeżeli tak miałoby być faktycznie to byłby ON niezgorszym zwyrodnialcem zamiłowanym w kreowaniu cierpienia w "n" zróżnicowanych i możliwych odmianach - vide ostatnie tsunami > - ale to od naszej wolnej woli zależy czy chcemy otworzyć się, przyjąć go jak osobę, "ugościć Go".A jak się ma moja wolna wola przy chęci czynienia dobra, ukochania bliźniego w przypadku stania się śmiertelną ofiarą jakiegoś wypadku. Moja wolna wola zawierająca się w chęci czynienia dobra została w tym momencie uniemożliwiona przez tegoż Boga > To jest moje odczucie, że jest On jak palące Dobro.Nasz bezwarunkowy odruch powoduje, że to co nas pali bezwiednie odrzucamy... czyżbym miał zakrzyknąć EUREKA  , nadto myślałem, że dobro należy postrzegać jako coś kojącego, a nie palącego... oj Tereso, Ty chyba coś ukrywasz... nie czytałaś może ostatnio coś z twórczości De Sade.  > Jednak wartość wiary można poznać po owocach.I cóż możesz wystawić na tym straganie wiary panno ogrodniczko (sorry za rubaszność, ale postrzegam Ciebie jako osobę, której nie obce jest poczucie humoru - jeżeli tak nie jest, to bardzo przepraszam :*)) pozdrawiam
|
|
 | | Żniwiarz (103 punktów) | > >Czy nie obrażę Boga jeśli jakiś istnieje?Obrażę gardząc i litując się nad ogniwem łączącym mnie z Bogiem lub odrzucajac je. > Zauważ na pewien aspekt w tym wszystkim, który to aspekt automatycznie dominuje wszystkie Twoje wątpliwości i zapytania.> Chcąc uwierzyć w Boga, musisz automatycznie stać się jego kreatorem. To, że określone części składowe matrycy Boga są narzucone przez innych "kreatorów" nie umniejsza oczywistego faktu, że Ty i tylko ty jesteś jego kreatorem - to, że wierzysz nie zmienia faktu, że jednak to Ty jesteś jego kreatorem.Dlatego nie biorę niczego na wiarę. Nie potrzebuję wierzyć to przecież nie jest racjonalne. Moim zdaniem wiara jest szkodliwa tym bardziej, im bardziej zakłamane jest to co jest jej obiektem. A obiekt, o którym zaczynam mówić jest produktem ograniczonego kreatora. Może jest ciekawy, twórczy i inspirujący dla kogoś. Może kilku kreatorów da nam więcej zabawy i stworzy kilka równolegle ciekawych projektów, na które ich ofiary (ludzkie) będą psychicznie podatne. Na tyle podatne by w imię ideałów fałszywie przypisanych kreacji zabijać się nawzajem. Ale o tym dotychczasowi "kreatorzy" już nie myśleli, a może i w ich zepsuciu jawił się taki zaszyty głęboko scenariusz (antyludzki). Jednak nie posądzałbym ich pochopnie o zło a raczej o zbyt małą przewidywalność. Euforia jaka musiała towarzyszyć ofiarom litości nad sobą (-która moim zdaniem w kwestiach Boga jest pogardą dla bytu) sprawiła, że "świeca" zaślepiła umysły. Mało tego "świeca", w której pojęciu zawierać się może wiara w zakłamany wizerunek "boski" odwróciła ludzi pragnących "Boga prawdziwego" od nawiązania z nim "zdrowej relacji". I to nie koniecznie w stylu "Bóg mówi ja słucham i to najlepiej w głębokim parterze bijąc się po plecach" ale w stylu Bóg istnieje a ja wiem, że jeżeli jest szansa na jakąkolwiek relację z Nim muszę żyć godnie jak istota a nie jak "entropijny śmieć". > Czy jesteś w stanie stworzyć cokolwiek materialnego bez materii - nie masz takiej władzy.Nie muszę udowadniać istnienia Boga "cudowna przemianą" w obrębie tego co nie jest składową "istoty" w pospolitym znaczeniu. Nie mogę też na pierwszym szczeblu "świadomości" mówić o przeżyciach kolejnego. Jedynie z woli wyższego ode mnie może wyniknąć wola uświadomienia. A, że nie stało się do tej pory to widocznie nie mogło nie z braku woli czy możliwości "pokazania się" ale z konsekwencji takiego czynu. "Dźwignąć ludzkość by ją unicestwić?" - nie trzeba wiele wysiłku (chyba) by zrozumieć, że z pewnego punktu widzenia to absurd. > Ale jakże łatwo jesteś w stanie stworzyć Boga i wskazać zasadność oraz cel dla istnienia całej ludzkości - i to bez pytania czy faktycznie to do czegoś jest potrzebne.Zakłamany zły lub litościwy ślepy pseudomędrzec, zapatrzony w siebie egoista-egocentryk może to zrobić. (nie powiem ku uciesze czyjej ale nazwijmy go co najwyżej nicością), może ulec pokusie "dobrych" intencji. Potrzeba jest przecież matką wynalazków. Z potrzeby rodzi się intencja a ze ślepoty "grzech". Każdy taki człek może powiedzieć "ustami swojego Boga" : "Nie będziesz miał Bogów cudzych przede mną" - cios w psychikę i myślenie ale czy zauważysz cios jeśli ktoś powie zaraz po tym "Nie zabijaj, nie kradnij etc." - możliwe, że "prosty" człowiek nigdy nie będzie w stanie. Ale co dalej zrobi prosty człowiek - ano uwierzy, że tak pięknie to przemówić mógł tylko "bóg". I cokolwiek "bóg" powie jeszcze mniej lub bardziej doskonałego dla pachoła będzie to jak rozkaz. A przecież takie manipulacje istnieją we współczesnych religiach. Ta prościutka a inne bardziej skomplikowane i utwardzane z pokolenia na pokolenie. Mogą one manipulować całymi stadami pachołów. Czerpać i trwonić fundusze na podtrzymywanie "owieczek" ze skażoną psychiką i pierwotnym "grzechem" strachu o własne życie po śmierci. "Boże bądź litościw mnie grzesznemu" - życia po śmierci pragnącemu. Za co? Za poddaństwo i wyzysk! A zaczęło się tak niewinnie. W głowie kreatora zrodziła się myśl, że "bóg" się ulitował nad nim i dał mu POSŁANNICTWO. Wypadało by jednak w kontekście "kreatora" zostawić na razie "osoby święte" a przyjrzeć się historycznym kontynuatorom bądź reformatorom i pewnym instytucjom propagującym system duchowych i psychicznych dewiacji, które a to już potwierdzi socjolog są społecznie szkodliwe i powinny zostać zakazane. Tym razem z "miłości" i świadomie "bez litości". cdn. (p.s. wiesz, że ja też piszę "nie pesonalnie"  )
|
|
 | | Żniwiarz (103 punktów) | > Będąc kreatorem li tylko dla własnej potrzeby duchowego umotywowania istnienia, gardzisz swoją materialną powłoką, traktując ją jako półśrodek w dążeniu do wyższych celów. Ba... dla swojej (nie personalnie oczywiście) chęci uwiarygodnienia duchowości gotowy jesteś do przelania krwi swoich współplemieńców.A jakże. Kolejny widok wcielonego zła jakim jest "kreowanie boga dla potrzeb ludzkości". By spotęgować efekt obraźmy go jeszcze bardziej. Wprowadźmy pojęcie "szatana" i nazwijmy nim wszystko co nie jest spójne z naszym "ludzkim wizerunkiem boga" (przypominam, że ideologicznie celem kreatora może być pojednanie ludzkości pod "figurką Boga" - intencja pozytywna, ale sposób realizacji fatalny w skutkach.) Pokażmy co jest złe, gdzie ten "szatan" się ukrył? Ileż możliwości... Wzgardzenie materialną powłoką? Nie, nie od razu. Najpierw słowa kreatora: "Idźcie i rozmnażajcie się" - mógł co najwyżej przeoczyć do jakiego momentu, zakładając, że kula ziemska...(zaraz jaka kula?). W bezkrytycznym przyznaniu świętości tym słowom wszystkie działania hamujące prokreację to "działania szatana". A co z dewastacją biosfery, wyczerpaniem surowców, pożywienia. "Po co wam jedzenie?, po co wam te dobra konsumpcyjne?". Dobrze, że chociaż dał szlaban na samobójstwa. Bo inny (kreator) nie dał i do dzisiaj krew tryska o uliczne witryny a w zupie klienta restauracji nagle pojawia się szkło. > Abstrahując od tego wszystkiego...> Aby Bóg mógł zaistnieć każdy z nas musi zostać jego kreatorem,Nikomu nie wolno, tylko jeszcze nie przedstawiono należytych argumentów dlaczego. Moim zdaniem świat potrzebuje scalającej "mocnej" ideologii opartej na współczesnej interpretacji różnych możliwości zdefiniowania potrzeb duchowych. Próbie wykazania, które z nich są racjonalne, a które są irracjonalne i szkodliwe. > Tak jak nie ma dwóch identycznych linii papilarnych, tak każdy z nas nie jest w stanie wyobrazić sobie identycznego "wzorca" Boga,Prawda, że jest to problem społeczny? Dokąd jest choćby kilka osób na miliard, które chcą. A jest ich miliony. > Dla każdego wierzącego "jego" Bóg - mimo, że wspólny, musi charakteryzować się różnymi - bo własnymi dla każdego człowieka z osobna, parametrami duchowymi,I koniec narzucania. I żadnej tolerancji dla zakłamania i siania ciemnoty. Bo to to samo co manipulowanie biedakami przez bogatych, którzy plują na cudzy dobrobyt i nie chcą widzieć biedy. Tolerancyjnie wpisana jest ona (bieda materialna jak i intelektualna) w hasło "Bo taki jest świat", "Bo tak musi być" albo żeby nie odbiegać od wątku "Bo Bóg tak chciał". "Bóg" tolerancyjnie akceptowalny przez prawo. Chroniony pod prawami "organizacji religijnych". > Zdaje się, że pozostaje tylko litość...A to się jeszcze okaże .... Pozdrawiam
|
|
|  | | leo_z (935 punktów) | Widok z okna Biegnąca w dal płaszczyzna oświetlonych słońcem pól, porozrzucane skupiska drzew, ciemniejący linią horyzont podkreślający błękit nieba Aby widok ten mógł zaistnieć potrzeba było moich oczu. Może Bóg mógł to stworzyć, ale nie mógł tego zobaczyć - chyba, że za moim pośrednictwem... więc kim on jest, jak nawet spojrzeć nie potrafi. Ot kot przysiadł sobie na parapecie okna i ciekawie się rozgląda. Czy również widzi to co ja, czy docenia tę harmonię, spokój i piękno krajobrazu. Ciekawe, ze potrafię wytłumaczyć wiele rzeczy... dlaczego jest tak, dlaczego to i tamto, ale dlaczego pająk wywołuje irracjonalne poczucie zagrożenia i wstrętu tego nie wiem. Skąd mam w sobie miejsce na wstręt, piękno, tęsknotę... nie wiem... Mówisz (...) świat potrzebuje scalającej "mocnej" ideologii opartej na współczesnej interpretacji różnych możliwości zdefiniowania potrzeb duchowychCzy mój sąsiad - ot prosty rolnik, również widzi tę piękność i powab krajobrazu. Przecież poprzez urodzenie obu nam dano tę możliwość. Założę się o każde pieniądze, że ON (Bóg) nie jest w stanie sprawić aby mój sąsiad zobaczył "mój" widok. Inne pytanie Dlaczego "mój" pies jest u mnie na prawach członka rodziny, a pies sąsiada ma wytartą skórę na szyi od łańcucha. No tak... przecież to proste... bo ON tak chciał. Tyle tylko, że skoro pies to "bez duszne" stworzenie, to czy jest "boskie" tak się nad nim pastwić i skazywać na dokonanie całego żywota w okowach łańcucha na szyi. Czy w takim razie, gdy nie zetrę kurzu na komodzie staję się Bogiem... bo pozwalam się plenić wszelkim roztoczom. Czy moją ścierkę nie należy postrzegać jako boskiego narzędzia, jako tej plagi egipskiej. Tak... ale w co wierzą roztocza... co mi tam i tak je wygubię  Mówisz o duchowości przez wielkie "D". Tyle tylko, czy mówienie o tym nie jest podobne temu czym one perły rzucane przed wieprze... Powiedz, dlaczego mnie syci widok krajobrazu, a drugiego pożoga i strach w oczach bliźniego. Znajdź w tym wszystkim miejsce dla NIEGO. Cóż... na razie dalej pozostaje litość. :*) pozdrawiam
|
|
|  | | leo_z (935 punktów) | Kolejne pytanie Zapalając świecę skąd wiesz, że zamiast rozproszyć mrok, nie posłuży ona do zapalenia lontu TNT kolejnego "kreatora"
|
|
| |  | | Ktoś | Zabije głupotę a to co zniej pozostanie będzie nas bawić. Byliśmy dziećmi to nie jest wstyd, to po prostu charakter nośnika nas zdominował i z tym nie mogliśmy się uporać. Jak kgoś kochać jak ma pieprzyka? O jaki wielki piegowaty bałwan? Widziałam orła sen? Gdzie jesteś tato? Ojcze? Ojcze? Ojcze? Władzo? Mówiąc RATIAM ukonstytuowałeś koniec ojcowskiej władzy. Zrób to subtelnie. Wtedy kiedy przyjdzie czas. Pokaż dziecku czym jest głupota, niech się z niej smieje razem z Tobą a nie broń jej jak bata w "litościwe bydło" , któte trzeba chować kijem w strachu budując "grzech lęku pierwotnego" (czy jak to nazwiesz). O jej jej nie bij dzieci bo płaczą mówi matka z litości, a ojciec przeciwnie jak nie będzie kija to ich nie wychowam. Z pokolenia na pokolenie konflikt w społeczeństwie konfliktu. Oboje nie wiedzą czym jest miłość, że dziecko nie jest ich własnością tylko przynależy społeczeństwu. Jak więc je oddać skoro wiekszość to niwychowane, rozpasane, poniżone i wyrosłe na poniżeniu do samego siebie i innych nie powiem co.
|
|
| gooa (746 punktów) |
Cytaty ostatnio w modzie na tutejszym forum i choc sama za tym nie przepadam, to skusilo mnie to, moze dlatego, ze akurat skonczylam czytac "Knulpa" H. Hesse. Ponizszy "cytat" (moje skromne przetlumaczenie), to ostatnie minuty zycia czlowieka i jego rozmowa z Bogiem, a raczej odpowiedz Boga : ..."gdyz jestes moim dzieckiem, moim bratem i czescia mnie samego i nie bylo nic czego nie zasmakowales i nic czego nie przecierpiales, czego nie zasmakowalbym i nie przecierpial razem a toba"...
|
|
 | | Żniwiarz (103 punktów) | >..."gdyz jestes moim dzieckiem, moim bratem i czescia mnie samego i nie bylo nic czego nie zasmakowales i nic czego nie przecierpiales, czego nie zasmakowalbym i nie przecierpial razem a toba"...
Jak myślisz po co? Na ile można powiedzieć pomijając potrzebę "boga", że ma to sens w Twoim istnieniu? (zakładając, że możesz zaistnieć)
|
|
|  | | gooa (746 punktów) | >>..."gdyz jestes moim dzieckiem, moim bratem i czescia mnie samego i nie bylo nic czego nie zasmakowales i nic czego nie przecierpiales, czego nie zasmakowalbym i nie przecierpial razem a toba"... >Jak myślisz po co? To nie moj problem. >Na ile można powiedzieć pomijając potrzebę "boga", że ma to sens w Twoim istnieniu? >(zakładając, że możesz zaistnieć) NIe zakladam, ze moge zaistniec - ja istnieje ( przynajmniej wirtualnie).
|
|
| |  | | Żniwiarz (103 punktów) | >>Jak myślisz po co? >To nie moj problem. A czyj? Kto ma się do tego ustosunkować? >NIe zakladam, że moge zaistniec - ja istnieje ( przynajmniej wirtualnie). A czy od urodzenia masz świadomość, że istniejesz, a może, w którymś momencie zdałaś sobie z tego sprawę? Gdybyś mogła przychylić mnie do istnienia (przynajmniej wirtualnego) to uznasz, że warto? Czy mógłbym zaistnieć tak jak Ty? .
|
|
| | |  | | gooa (746 punktów) | > >>Jak myślisz po co?> >To nie moj problem.> A czyj? Kto ma się do tego ustosunkować?Dlaczego ustosunkowac sie do czegos, na co nie mamy wplywu. %-O > A czy od urodzenia masz świadomość, że istniejesz, a może, w którymś momencie zdałaś sobie z tego sprawę?Wiem tyle, ze rodzac sie zaprogramowana bylam, aby kiedys uswiadomic sobie swoje istnienie, ...i jego koniec. Moze bardziej trapi nas fakt odejscia niz samego istnienia ? Gdybyś mogła przychylić mnie do istnienia (przynajmniej wirtualnego) to uznasz, że warto? Czy mógłbym zaistnieć tak jak Ty? Przyznam, ze tutaj to zupelnie Cie nie rozumiem.
|
|
| | | |  | | Żniwiarz | > Przyznam, ze tutaj to zupelnie Cie nie rozumiem.  No bo co to znaczy istnieć wirtualnie? - w pikselikach?
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|