Racjonalista - Strona głównaDo treści
Kilka pytań

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
27-05-2006 12:44kasper (153 punktów)Kilka pytań
Czy związek dwóch osób o odmiennych poglądach (chodzi mi o wiarę, np.: katoliczka i ateista) jest możliwy?
Jeśli tak, to:
Czy taki związek ma szanse przetrwać próbę czasu?
Czy należy rozmawiać z partnerem/ką o wierze, czy lepiej zamieść sprawę pod dywan dla własnego spokoju?
Może istniej złoty środek na pogodzenie odmiennych światopoglądów?

Liczę na wasze doświadczenia w tym "uczuciowym" wątku.

Pozdr.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Jarek (418 punktów)
Co ich łączy a co dzieli ?
Może wspólny system wartości ?
Katolik - ateist, może coś z tego być, Ale wyobraź sobie katolika i muzułmanina !
Rozmawiać należy zawsze, zmiatanie pod dywanik kończy się wielkim buuum............
Pozdrawiam
zima_bez_ciastka
Ustal, gdzie byłyby punkty zapalne, a później dojdź w ich sprawie do kompromisu możliwego do zaakceptowania dla obu stron.
A jak będzie, czas pokaże.
Pozdrawiam
Gowfrog (113 punktów)
>Czy związek dwóch osób o odmiennych poglądach (chodzi mi o wiarę, np.: katoliczka i ateista) jest możliwy?

Jasne. Jeżeli tylko oboje się szanują i nie próbują przekonać partnera, że ich pogląd jest jedynym właściwym; jeśli pozwalają drugiej osobie wierzyć w co chce i nie nawracają na swojego "jedynego" boga.

>Czy należy rozmawiać z partnerem/ką o wierze, czy lepiej zamieść sprawę pod dywan dla własnego spokoju?

Można pogadać, wytłumaczyć partnerowi swoją postawę, skąd decyzja o wierze lub niewierze. Ale pod żadnym pozorem nie po to, by przekonać go do swoich poglądów, a raczej po to, by zaoszczędzić sobie w przyszłości prób nawracania z jego strony. Postawić sprawę jasno i z wyczuciem, bo to drażliwy temat, łatwo ktoś może się poczuć osaczony; dużo taktu.

>Może istniej złoty środek na pogodzenie odmiennych światopoglądów?

Tolerancja i akceptacja cudzych poglądów.

Nie widzę tu żadnego problemu. Nie znam osobiście par idealnie zgranych, zawsze istnieje jakaś różnica zdań, odmienność gustów: a to innej muzyki się słucha, inne kino interesuje, inne opinie na temat polityki, inne kuchnie, inne kolory... inne wyznania mogą stanąć w tym szeregu. Z reguły dochodzi się do porozumienia - obopólny kompromis. W przypadku religii istotne też jest jaka to: nie wyobrażam sobie świadka Jehowy nie próbującego nawracać - każdemu prędzej czy później się skończy cierpliwość. Albo muzułmanina właśnie - oni naprawdę są mocno wierzący i respektujący zasady swojej religii, zestawiając siłę ich wiary z chrześcijanami odniosłam wrażenie, że chrześcijanie są praktykującymi niewierzącymi. Ale związek katolik - ateista daje radę.
Pozdrawiam
kasper (153 punktów)
>Można pogadać, wytłumaczyć partnerowi swoją postawę, skąd decyzja o wierze lub niewierze. Ale pod żadnym pozorem nie po to, by przekonać go do swoich poglądów, a raczej po to, by zaoszczędzić sobie w przyszłości prób nawracania z jego strony.

Tylko, że granica pomiędzy próbą przekonania partnera, a wytłumaczeniem własnych poglądów jest bardzo cienka. Zdarza się, że nie zdajemy sobie sprawy, kiedy owa dyskusja przeinacza się w "nawracanie".

>Tolerancja i akceptacja cudzych poglądów.

Z akceptacją jest bardzo trudno

>Nie widzę tu żadnego problemu. Nie znam osobiście par idealnie zgranych, zawsze istnieje jakaś różnica zdań, odmienność gustów: a to innej muzyki się słucha, inne kino interesuje, inne opinie na temat polityki, inne kuchnie, inne kolory... inne wyznania mogą stanąć w tym szeregu. Z reguły dochodzi się do porozumienia - obopólny kompromis.

Kino, muzyka i polityka nie ingerują w związek tak jak religia. Różnice w kwestii wiary nie da się wyjaśnić ot tak.
Kompromis owszem, tylko kiedy i z czyjej strony. Na film możesz iść sama, muzykę słuchać w słuchawkach, na wybory iść osobno, ale przyszłość musi być wspólna. Chrzest dziecka, ślub kościelny, post, niedzielne msze - nie przyrównałbym do muzyki, kina, kolorów itd.

Pozdr.
Volrath (3440 punktów)
>Tylko, że granica pomiędzy próbą przekonania partnera, a wytłumaczeniem własnych poglądów jest bardzo cienka. Zdarza się, że nie zdajemy sobie sprawy, kiedy owa dyskusja przeinacza się w "nawracanie".

Najlepiej chyba po prostu wyjaśnić sobie wzajemnie czemu się (nie)wierzy w to, w co się (nie)wierzy, ale nie starać się przekonać do tego.

>Kino, muzyka i polityka nie ingerują w związek tak jak religia. Różnice w kwestii wiary nie da się wyjaśnić od tak.

No nie wiem. Zależy jakie kto ma podejście. W mój związek religia prawie wcale nie ingeruje (przy czym potrafię spokojnie znieść to, że czasem moja luba chce pójść do kościoła czy obejrzeć relację z pielgrzymki papieża etc.).

>Kompromis owszem, tylko kiedy i z czyjej strony. Na film możesz iść sama, muzykę słuchać w słuchawkach, na wybory iść osobno, ale przyszłość musi być wspólna.

No tak.

>Chrzest dziecka, ślub kościelny, post, niedzielne msze - nie przyrównałbym do muzyki, kina, kolorów itd.

Na msze może iść sam(a).
Post - można jeść razem różne rzeczy.
Ślub kościelny - ja wychodzę z założenia, że jeśli dla niej będzie to ważne, to będę w tym uczestniczył (o ile będzie to możliwe), mimo tego, że dla mnie nie ma to religijnego znaczenia (jedynie symboliczne, emocjonalne, może trochę tradycyjne).

Chrzest dziecka - tu też można dojść do kompromisu lub pójść na ustępstwo. Zresztą nie uważam chrztu jako coś strasznego i złego. Też byłem ochrzczony, żyłem od małego w religijnej rodzinie, miałem także pierwszą komunię i bieżmowanie i jak widać nie zaszkodziło mi na tyle bym był zdeterminowany do bycia już zawsze wierzącym. Przestałem wierzyć (co w sumie zawdzięczam nie takiemu czy innemu światopoglądowi rodziców, ale temu, że zaszczepili mi pociąg do wiedzy, poznawania i samodzielnego myślenia). Jeśli moja przyszła żona będzie chciała ochrzcić dziecko to nie będę jakoś mocno przeciwny (nie rozmawialiśmy jeszcze o tym). Na pewno powiem dlaczego wolałbym nie, ale jeśli nie przekonam, to nie będę się "stawiał" ani mocno nalegał - są o wiele ważniejsze rzeczy od braku chrztu (w który jeśli się przestaje wierzyć, to po prostu przestaje nic znaczyć, to przecież nie klątwa, a można w dodatku go formalnie odwołać aktem apostazji). Oczywiście zamierzam być sobą, także gdy dziecko będzie na świecie. To znaczy nie zamierzam udawać katolika i wierzącego, otwarcie mówić, że tutaj różni ludzie mają różne poglądy, a ja mam takie a nie inne (i dlaczego). Nie sądzę by ta różnica miała być powodem do kłótni i "wojny" w rodzinie.
Nie jeśli oboje podejdziemy do tego tak, że ostatecznie jak podrośnie dziecko powinno samo wybrać znając różne możliwości - jeśli oboje wierzymy, że wolność jest ważna. A sądzę, że tak.

Myślę, że taki związek ma szanse o ile ateista nie jest fanatycznym antyklerykałem (np. takim, którego skręca na widok księdza czy papieża) z antyreligijnym zacięciem, a osoba wierząca również nie jest bardzo ortodoksyjna lub/i fanatyczna.
Gowfrog (113 punktów)
>Tylko, że granica pomiędzy próbą przekonania partnera, a wytłumaczeniem własnych poglądów jest bardzo cienka. Zdarza się, że nie zdajemy sobie sprawy, kiedy owa dyskusja przeinacza się w "nawracanie".

Trzeba się po prostu trzymać na baczności, nie zagalopować i wyzbyć przewrażliwienia, bo często się czujemy nawracani kiedy jeszcze nie jesteśmy. Prowadzenie dyskusji z dystansem, bez zbędnego podekscytowania zazwyczaj zmusza partnera do podtrzymania tonu, a jeśli nie, to zawsze można dyplomatycznie "ukrócić". Bez obrażania nikogo. Wiem, że to trudne, ale to jedynie kwestia panowania nad sobą.

>Z akceptacją jest bardzo trudno

Jeśli brak akceptacji, to o czym w ogóle mowa?

>Kino, muzyka i polityka nie ingerują w związek tak jak religia.

Czasami z tak "błahych" powodów jak: kto ma ochotę na jaką muzykę, czy jakie są jego poglądy polityczne wybuchają gwałtowne dyskusje. Wszystko zależy od zaangażowania w temat - dla interesującego się polityką jego przekonania mogą być tak ważne jak dla wierzącego jego religia; ktoś politycznie czynny ma duże problemy ze zrozumieniem, że partnera sytuacja na świecie w ogóle nie interesuje i próbuje go indoktrynować przy każdych wieczornych wiadomościach; albo podczas spotkania w gronie znajomych ktoś ma ochotę słuchać czegoś, czego ktoś inny nie znosi [nie mówiąc o tym, że słuchawki są wyjściem na bardzo krótką metę, nie ma to jak pełny regulator i swoboda pląsów]. O kinie też sie dyskutuje, o wyższości jednych reżyserów, czy aktorów nad innymi, o świetności filmów, które partner uważa za chały. Nawet taka odmienność gustów ingeruje w związek i to bardzo.

>Kompromis owszem, tylko kiedy i z czyjej strony. Na film możesz iść sama, muzykę słuchać w słuchawkach, na wybory iść osobno, ale przyszłość musi być wspólna. Chrzest dziecka, ślub kościelny, post, niedzielne msze - nie przyrównałbym do muzyki, kina, kolorów itd.

Nadal nie sądzę, że religia jest jakimś szczególnie upierdliwym problemem - wierzącemu partnerowi można wytłumaczyć, że najlepiej by było poczekać, aż dziecko będzie na tyle dojrzałe, by móc samo decydować, czy przyjąć sakramenty, czy nie. To chyba najlepszy kompromis jeśli mówimy o dzieciach; zresztą ja też mam i chrzest i komunię i nie wpłynęło to na mój światopogląd. Co do ślubu - dla ateisty nie ma on znaczenia, ani skutków, katoliczkom białe suknie niekiedy śnią się po nocach, ot, taki kobiecy romantyczny kaprys. Do kościoła co niedziela może iść sama.
Nie trzeba tego aż tak komplikować, jeśli tylko szanuje się partnera i jego prawo do odmiennych poglądów, a także prawo do decydowania o edukacji dziecka.
Pozdrawiam
kasper (153 punktów)
>Ustal, gdzie byłyby punkty zapalne, a później dojdź w ich sprawie do kompromisu możliwego do zaakceptowania dla obu stron.
>A jak będzie, czas pokaże.

Gdyby to było takie proste.
Z ustaleniem punktów zapalnych nie ma problemu.
Gorzej z osiągnięciem wzajemnych ustępstw.
A czasu nie ma za dużo.

Pozdr.
zima_bez_ciastka
>>Ustal, gdzie byłyby punkty zapalne, a później dojdź w ich sprawie do kompromisu możliwego do zaakceptowania dla obu stron.
>>A jak będzie, czas pokaże.
>Gdyby to było takie proste.
>Z ustaleniem punktów zapalnych nie ma problemu.
>Gorzej z osiągnięciem wzajemnych ustępstw.
>A czasu nie ma za dużo.
Nie próbując nie sposób osiągnąć czegokolwiek.
Jeśli nie da się niektórych rzeczy ustalić od razu, to można ustalać je później. Z tym, że ryzyko wzrasta, bo z czasem się angażujesz (lub odangażowujesz) i jeśli związek padnie, to coś się traci.
W zasadzie co do reszty zgadzam się z Volrathem. Cała obrzędowość kościoła jest nic nie znacząca (o ile dodatkowo nie wiążą się z nią jakieś niestandardowe rzeczy). Po prostu trzeba ustalić granice zachowań, której przekroczenie traktuje się jako niechcianą indoktrynację. W obu kierunkach oczywiście. Może to się okazać niemożliwe, ale nie musi.
Pewnie i tak jesteś w sytuacji, w której nie możesz nie próbować.
Pozdrawiam
lipschitz (1674 punktów)
Ateizm zdaje się nie mówi, kiedy spać, co jeść, kiedy odprawiać rytuały, kogo się wystrzegać, nie ustala "grafika" zajęć i powinności. Wiele osób wierzy na zasadzie - kościół mnie nie interesuje, wierzę w Boga a nie w księdza i stosunek tych ludzi do pewnych obrządków i powinności jest zdystansowany, wtedy raczej nie ma większych problemów komunikacyjnych. Zaczynają się one, kiedy pewne powinności muszą być wykonane, to działanie ma wpływ na konflikty, bo nawet jeśli ktoś "wierzący" jest tolerancyjny, to sprawia, że nie zjemy wspólnie tego samego posiłku (np. post), nie będziemy wspólnie spędzać czasu, kiedy jest ku temu okazja, być może nasze intymne życie zostanie pozbawione radosnej twórczości itd.

Według mnie, nie wnikając już z jaką ideą i jakim jej wyznawcą mamy do czynienia, te zewnętrzne odwołania do praw jakimi rządzą się różne "stworzyszenia", w dużej mierze przyczyniają się do rozbijania związków pomiędzy ludźmi. Wnosimy do naszego "domu" moralność, która nie została wypracowana np. po wspólnych dyskusjach czy nawet sporach, nie rozważa się jej sensowności, lecz prowadzi spór na innym poziomie, "docieranie się" dotyczy zgody lub jej braku na pewien obcy element, który sam nie podlega krytyce. Mówiąc bardzo prosto - matka krzyczy na swoje dziecko nie dlatego, że uważa, iż uczyniło ono coś złego, ale dlatego, że pogląd, którego stała się wyznawcą ocenia to jako zło. Ten właśnie pogląd staje pomiędzy nią a dzieckiem, podobnie w przypadku ludzi dorosłych - oceny często wynikają z akceptacji pewnych nieprzemyślanych zasad.

Stereotypy niszczą nasze związki, w naszych domach rządzą kapłani, moralność otoczenia, polityków, wiemy jak żyć, bo ktoś nam powiedział jak to robić, jak działać, a my sami nie za bardzo chętnie chcemy się przyglądać tym zasadom - według mnie jest to nieodpowiedzialne. Tworząc związki uczymy się jak je tworzyć, ale ta nauka oczywiście nie będzie miała miejsca, jeżeli mamy już wcześniej gotową koncepcję dotyczącą tego, czym taki związek powinien być, czyli de facto nauki zostały pobrane dużo wcześniej, choć nie istniała szkoła, która mogłaby je wyłożyć

Ta sytuacja nie dotyczy jedynie ateisty i katolika, dotyczy wszelkiej maści dogmatyzmów, także tych wyrosłych z własnych doświadczeń, które z czasem przestały być adekwatne do nowej rzeczywistości.
Volrath (3440 punktów)
>Czy związek dwóch osób o odmiennych poglądach (chodzi mi
>o wiarę, np.: katoliczka i ateista) jest możliwy?

Tak - o ile oboje są gotowi na kompromisy oraz oboje nie mają chęci nawracać drugiego na "jedyną słuszną opcję".

>Czy taki związek ma szanse przetrwać próbę czasu?

Mój trwa ponad 2 lata na razie.

A czy taki związek ma szanse przetrwać próbę czasu?
Nie wiem. Podejrzewam, że tak.

>Czy należy rozmawiać z partnerem/ką o wierze, czy lepiej
>zamieść sprawę pod dywan dla własnego spokoju?

Należy rozmawiać, jeśli są sprawy zapalne to dochodzić do kompromisów.
Ale nie rozmawiać idąc w zaparte "ja mam na pewno racje" ani kłócąc się.

>Może istniej złoty środek na pogodzenie odmiennych
>światopoglądów?

Tak, inne wspólne rzeczy. W końcu nie wszystko musi łączyć, a nie wszystko co różni, mysi dzielić.

Stosunek do wiary lub jej braku nie jest najważniejszy (no chyba, że jest się jakimś fanatykiem...).
Lorenc-Karcz (218 punktów)
Sam jestem w takim związku i wiem, że to mozliwe. Wymaga to szacunku wobec drugiej osoby i jej światopoglądu. Nie wolno zamiatac pod dywan - nigdy!
A po trzecie: trzeba się kochać, to najważniejsze.
Pozdrawiam
kasper (153 punktów)
>Sam jestem w takim związku

Głównie chodzi mi o związki ateisty/ki z katoliczką/kiem.

Agnostyk pójdzie na dalsze ustępstwa, w przeciwieństwie do ateisty.

Pozdr.
RudiMagx (280 punktów)
Jeśli masz na myśli prawdziwego katolika i prawdziwą ateistkę (lub odwrotnie), to moim zdaniem zdecydowanie nie.
Katolik to chyba człowiek wyznający doktrynę katolicką a nie jakąś-tam. Katolik/katoliczka nie mogą współżyć przed ślubem, a jedynie po, i to w dodatku kościelnym. Ślub kościelny w wykonaniu ateisty do niedawna był świętokradztwem, podobnie jak spowiedź i komunia z jego udziałem. Od jakiegoś czasu, w obawie o ilość zawieranych małżeństw, Kościół wykazuje ugodowość i wierzący moga brać ślub kościelny z niewierzącymi, ale to tylko przyczynek do następnej dyskusji, o naginaniu wiary do realiów. Wspomnę jeszcze o takim drobiazgu jak dzieci. Zgodnie z doktryną katolicką nie jest możliwe zawarcie ślubu przez osoby nie mogące mieć dzieci. Celem małżeństwa jest potomstwo. Jaki światopogląd przekażą dzieciom? Przecież nie można być pół-ateistą/pół-katolikiem? Co tu zresztą kombinować. Czy wyobrażacie sobie wspólne życie prawdziwego katolika i prawdziwego islamisty? Bez ślubu żyć im nie wolno a jak wybiorą obrządek do ceremonii? Oba są jednako dobre... Będą rzucać monetą?
To jednak tylko teoria. Jeśli masz na myśli takiego katolika, jakich w Polsce pełno, to może on być w szczęśliwym związku nawet z diabłem. Przecież diabeł to tylko upadły anioł. Upadły, ale zawsze anioł. Poza tym według najnowszych koncepcji teologicznych piekło nie jest wieczne, więc pewnie znów będzie aniołem Przeciętny katolik w Polsce wie tak mało o swoim Bogu, że nawet nie wie, co mu wolno, a co nie. Skoro w Polsce jest 97% katolików, to kto głosował na "komuchów" w poprzednich wyborach? Kto kradnie i przekupuje na taką skalę, że jest to już przysłowiowe? Kto przerywa ciążę i używa środków antykoncepcyjnych? Czy przypadkiem nie katolicy, na których "nieodparty wpływ moralny wywarł przenajświętszy JPII"? Kto bije się na meczach? Prawosławni z ateistami? Katolik to w tym kraju raczej etykietka niż przekonanie. Gdyby wprowadzono podatek od wyznania, mogłoby się nagle okazać, że w Polsce nie ma wcale tak wielu wierzących jak się wydaje.
W tym świetle pytanie wydaje się bezsensowne, bo przeciętny katolik i tak zrobi co zechce, za nic mając dogmaty swej wiary. Swoją drogą ciekaw jestem, jaki procent katoliczek dokładnie je wypełnia? A skoro ich swiadomie nie wypełniają, to czy są katoliczkami? Czy ateista wzywający Boga byłby nadal ateistą?
Pzdr serdecznie


www.rudimagx.republika.pl
Gosia (9452 punktów)
> Skoro w Polsce jest 97% katolików, to kto głosował na "komuchów" w poprzednich wyborach? Kto kradnie i przekupuje na taką skalę, że jest to już przysłowiowe? Kto przerywa ciążę i używa środków antykoncepcyjnych

Hmmm...pingwiny?
A wracając do tematu.Też jestem sceptyczna.Mam za sobą tego rodzaju ( nieudany)związek.Wszystko było względnie dobrze do czasu aż nie dotknęła nas tragedia.Straciliśmy dziecko i wówczas zamiast wsparcia i współczucia dostałam niezłą dawkę katolickiej miłości bliźniego.Dowiedziałam się, że to kara za MOJE grzechy, za bezbożność i ateizm.Dostałam nauczkę za naiwność a związek się rozpadł.
Pozdrawiam.
AstralStorm (558 punktów)
>> Skoro w Polsce jest 97% katolików, to kto głosował na "komuchów" w poprzednich wyborach? Kto kradnie i przekupuje na taką skalę, że jest to już przysłowiowe? Kto przerywa ciążę i używa środków antykoncepcyjnych
>Hmmm...pingwiny?

Katolicy na papierze. Może i są chrześcijanami, ale katolikami ex definitio nie.

>A wracając do tematu.Też jestem sceptyczna.Mam za sobą tego rodzaju ( nieudany)związek.Wszystko było względnie dobrze do czasu aż nie dotknęła nas tragedia.Straciliśmy dziecko i wówczas zamiast wsparcia i współczucia dostałam niezłą dawkę katolickiej miłości bliźniego.Dowiedziałam się, że to kara za MOJE grzechy, za bezbożność i ateizm.Dostałam nauczkę za naiwność a związek się rozpadł.

Ludzie w afekcie różne rzeczy robią. Większość głupich.
A zrzucanie winy to naturalna, choć idiotyczna, reakcja.
jeyes (2281 punktów)
(zablokowany)
>Czy związek dwóch osób o odmiennych poglądach (chodzi mi
>o wiarę, np.: katoliczka i ateista) jest możliwy?
Jest. Taki jest mój aktualny związek.

>Jeśli tak, to:
>Czy taki związek ma szanse przetrwać próbę czasu?
Przetrwał jak dotąd 6 lat. Ile lat potrwa jeszcze? To moim zdaniem nie zależy od różnic światopoglądowych. Chyba że dojdzie do jakiegoś ekstermizmu którejś ze stron.

>Czy należy rozmawiać z partnerem/ką o wierze, czy lepiej
>zamieść sprawę pod dywan dla własnego spokoju?
Nierozmawianie na temat dowolnego problemu jest najbardziej prostą drogą do narastającego konfliktu. W końcu okazuje się, że nie ma takiego dywanu, który mógłby pomieścić wszystkie nieomawiane sprawy. To dotyczy dowolnej relacji międzyludzkiej.

>Może istniej złoty środek na pogodzenie odmiennych
>światopoglądów?
Tak, istnieje - nieporuszanie spornych tematów. Zdaję sobie sprawę z tego, że to jakby przeczy temu, co napisałem powyżej - już wyjaśniam: obecna pani mego serca wie, że jestem ateistą i antyklerykałem. Wie, bo o tym z nią rozmawiałem, co zgadza się z wyrażonym przeze mnie poglądem o konieczności rozmawiania. Ponieważ kwestię naszych poglądów mamy wyjaśnioną, więc nie ma sensu tego wałkować - żadne z nas nie przekona drugiego do zmiany światopoglądu i żadne zresztą nie chce. Moja pani nie próbowała i za to ją cenię.
kowalski (4 punktów)ateista
Witam
Mam ten sam problem. Jestem ateistą, całkowicie odciętym od kościoła i jakichkolwiek religii. Nie obchodze świąt, żadnych. Z własnego doświadczenia wiem że jest kiepsko, nie jestem jakimś antykrelykałem czy coś, ale trudno jest to pogodzić. Wydaje mi się ,że jestem rozsądny ale z zagorzałą katoliczką nie mogę się dogadać, posty? zaduszki? jakieś cuda wianki , nie chce tu nikogo obrażać. Katolicyzm jest dla mnie jak Islam dla Polaka-Katolika(przeciętnego{ żeby nie urazić}). Rozmawiać, działać, sprawdzać się radze bez złudzeń . Powodzenia. Uwaga ! Kompromis może zostać żle odebrany i znowu trzeba rozmawiać i rozmawiać żeby działać.
Lailat Al Kadr (33 punktów)Odp: Kilka pytań
Człowieka się kocha takim jakim jest a nie dlatego że wierzy w Boga, czy nie wierzy w nic. Wiążąc się z kimś szanujemy jego poglądy i uważam że powinniśmy szanować jego religię. Nie należy jednak namawiać aby przeszedł na wiarę jako my wyznajemy. Taki związek ma szanse przetrwać próbę czasu pod warunkiem pewnych kompromisów. Np. ślub kościelny - nie powinien nikt zmuszac partnera aby przeszedł na inną wiarę aby tylko wziąć ślub kościelny. Takim kompromisem może być ślub cywilny. Przecież liczą się uczucia a nie papierek. Religia nie może decydować o tym czy ludzie moga czy też nie być ze sobą.
kowalski (4 punktów)

Wracam do problemu. Nie chodzi tutaj o miłosć bo to wykracza troche poza temat, ale o wspólne kilkudziesięcioletnie życie. Pojawiają się dzieci i...? Jak im to wytłumaczyć z jednej strony b/Bóg a zdrugiej "nic". Jak taki związek ma działać? w społeczeństwie w życiu dziecka , czego nauczać , kto ma nauczać ,czego nauczać , szkoła zasady itp ,wzorce , równiesnicy dziecka. Jeden wielki pytajnik??? CZY KTOS TAK ZYJE??? Chodzi mi o proste problemy życia codziennego. Pytań jest masa i nie chodzi tu o filozofie życia ale raczej o praktykę bo rozsądni ludzie się dogadają ale mogą też się po prostu rozejść, taki będzie ich wniosek.
jarekland (142470 punktów)
>Czy związek dwóch osób o odmiennych poglądach (chodzi mi
>o wiarę, np.: katoliczka i ateista) jest możliwy?
Mam w rodzinie dwie osoby które sa parą-małżeństwem od miej więcej 50 lat. Ona jest ateistką a on był katolikiem. Piszę był bo gdy się poznali to ona była ateistką natomiast on w seminarium duchownym, na trzecim roku. Teraz ona pozostała przy swoim światopoglądzie a on wrócił do katolicyzmu. Mają dwoje dzieci (obecnie już dorosłych), ich wychowaniem podzielili się po połowie. Jedno wychowali na ateistę a jedno na katolika (ale on niepraktykuje). Ten dzieciak który jest ateistą w czasie gdy jego koleżanki i koledzy przystępowali do I Komunii , to był ubrany odświętnie, dostał jakieśtam upominki, wyprawione zostało przyjęcie. Wszystko tak jakby był wierzacy.Tylko do kościoła nie poszedł.
Małżeństwo wygląda na szczęśliwe-chyba, bo przecież nie jestem z nimi na codzień.
>Jeśli tak, to:
>Czy taki związek ma szanse przetrwać próbę czasu?
To już napisałem wyżej-przetrwało ok. 50 lat
>Czy należy rozmawiać z partnerem/ką o wierze, czy lepiej
>zamieść sprawę pod dywan dla własnego spokoju?
Powiedzieć, trwać przy swoim ale nie wracać do tematu.
>Może istniej złoty środek na pogodzenie odmiennych
>światopoglądów?
Szacunek
>Liczę na wasze doświadczenia w tym "uczuciowym" wątku.
>Pozdr.
>


Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365