 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Nauka
| Napisano | Autor | Tytuł | | 04-05-2005 12:48 | Monia | Wiedza | Kompendium wiedzy. Chcialam zapytać jaka wiedza Was interesuje? Zyjemy w epoce zalewu informacji. Nie starczy czasu ani zycia na ogarniecie wszystkiego. Czy selekcjonujecie wiedze? Jaka wiedze chcielibyscie zdobyc? Dale Carnegie stwierdził ze w miejscowej bibliotece znalazl az 28 ksiazek o dzdownicach i tylko 7 na temat jak sie nie martwic problemami. Na jakie pytania chcielibyscie znac odpowiedz? Jakie trzy pytania zadalibyscie Zlotej Rybce - omnibusowi. Bylyby to pytania dotyczace swiata zewnetrznego czy Waszych osobistych spraw? |
| inhet (1073 punktów) | Aż trzech pytań bym nie wymagał, starczą dwa: 1.Jak błyskawicznie i bez kosztów własnych zdobyć każdą potrzebną informację? 2. Czy ty, rybko, aby nie łżesz?
|
|
 | | nudzimisie | >Aż trzech pytań bym nie wymagał, starczą dwa: >1.Jak błyskawicznie i bez kosztów własnych zdobyć każdą potrzebną informację? >2. Czy ty, rybko, aby nie łżesz? > ad1 internet ad2 nie gadaj z rybami
|
|
|  | | alsheri (337 punktów) | Zapytałbym się, gdzie mógłbym zamieszkać, aby nie spotykać się na codzień z ludzką głupotą i abym nie musiał się za niektórych wstydzić...
|
|
|  | | alsheri (337 punktów) | No i kiedy komputery będą sprawniejsze :/
|
|
| |  | | Oless (982 punktów) | > No i kiedy komputery będą sprawniejsze :/Oj gwarantuję że już za rok Twój będzie połowę mniej warty a sprzęt w sklepie dwa razy wydajnieszy.. 
|
|
| | |  | | alsheri (337 punktów) | > >No i kiedy komputery będą sprawniejsze :/> Oj gwarantuję że już za rok Twój będzie połowę mniej warty a sprzęt w sklepie dwa razy wydajnieszy..   > Racja, chodziło mi raczej o oprogramowanie, które niestety.... choć drogie.... kończyć nie musze
|
|
|  | | inhet (1073 punktów) | Nudzicisię, Nudzimisie? Idź się nudzić gdzie indziej.
|
|
| Arth (10 punktów) | >Jaka wiedze chcielibyscie zdobyc? Na jakie >pytania chcielibyscie znac odpowiedz? Jakie trzy pytania >zadalibyscie Zlotej Rybce - omnibusowi. Bylyby to pytania >dotyczace swiata zewnetrznego czy Waszych osobistych spraw?
Świat zewnętrzny nie istnieje obiektywnie. Wszystko co odbieram jako "świat zewnętrzny" to informacja przetworzona przez mój umysł. Zapytałbym więc o świat zewnętrzny. To co jest we mnie znam w mniejszym lub większym stopniu. Interesujące byłoby dowiedzieć się "co tak na prawdę dzieje się w świecie zewnętrznym". Uważam, że świat, w którym żyjesz znajduje się w TWOIM UMŚLE. Nie można mówić więc o "swiecie zewnętrznym" istniejącym niezależnie od Ciebie. Możemy tylko coś powiedzieć o naszych doznaniach, które czerpiemy z tego świata.
Trzy pytania do złotej rybki: 1. Jak uwolnić cały świat od wszelkich nieszczęść (wojny, cierpeń, etc.) 2. Jak ja mogę to zrobić - bo na pierwse pytanie mógłbym uzyskać odpowiedź w stylu - pozbądźcie się wszelkiej broni etc. 3. Jak dać LUDZIOM nieśmiertelność.
|
|
 | | inhet (1073 punktów) | >Świat zewnętrzny nie istnieje obiektywnie. Wszystko co odbieram jako "świat zewnętrzny" to informacja przetworzona przez mój umysł. Zapytałbym więc o świat zewnętrzny. To co jest we mnie znam w mniejszym lub większym stopniu. Interesujące byłoby dowiedzieć się "co tak na prawdę dzieje się w świecie zewnętrznym". Uważam, że świat, w którym żyjesz znajduje się w TWOIM UMŚLE. Nie można mówić więc o "swiecie zewnętrznym" istniejącym niezależnie od Ciebie. Możemy tylko coś powiedzieć o naszych doznaniach, które czerpiemy z tego świata.
Jak możemy czerpać doznania ze świata zewnętrznego, który nie istnieje obiektywnie? Owszem, to, co wiemy o nim, jest przetworzone przez nasz mózg po drodze od receptorów do płatów przedczołowych, ale, jak można się łatwo zorientować, nasze wyobrażenie świata zewnętrznego jest na tyle do niego adekwatne, że jesteśmy w stanie w tym zewnętrznym świecie żyć i działać, i to dośc skutecznie.
|
|
|  | | Patuszkin (2279 punktów) | >Jak możemy czerpać doznania ze świata zewnętrznego, który nie istnieje obiektywnie? >Owszem, to, co wiemy o nim, jest przetworzone przez nasz mózg po drodze od receptorów do płatów przedczołowych, ale, jak można się łatwo zorientować, nasze wyobrażenie świata zewnętrznego jest na tyle do niego adekwatne, że jesteśmy w stanie w tym zewnętrznym świecie żyć i działać, i to dośc skutecznie.
Zgadzam się. Ciekawy jestem skąd biorą się pomysł typu: świat nie istnieje obiektywnie?
Czasem odnoszę wrażenie, że to są jakieś idee, które mają podłoże religijne. Bo najczęściej ludzi religijni podejrzewają, że świat realny jest złudzeniem. Zatem jest to kolejny powód, aby zająć się poważnie krytyką( w sensie badania) przekonań religijnych.
|
|
| |  | | inhet (1073 punktów) | A co mają, biedacy, robić, gdy się okazuje, że zewnętrzna informacja nie pasuje im do idealnego modelu?
|
|
| | |  | | Patuszkin (2279 punktów) | >A co mają, biedacy, robić, gdy się okazuje, że zewnętrzna informacja nie pasuje im do idealnego modelu? >
To jest problem poważny. Można albo przyjać, że idealne modele mają jakieś pokrycie w rzeczywistości i szukać karkołomnych wyjaśnień typu: rzeczywistość realna jest niedoskonała, próbuje naśladować idealną, ale jej nie wychodzi. Ale tą opcję odrzucam. Przyjmuję, że idealność ma status możliwości.
|
|
| | | |  | | inhet (1073 punktów) | Osobiście widzę tu pewne zjawisko neurologiczne lub nawet ściśle genetycznie uwarunkowane. Czy stan idealnej zgdoności wierzen religijnych z rzeczywistością jest możliwy? Trudno mi wyobrazić sobie, jak dałyby się wewnętrzne sprzeczności w wierzeniach przełożyć na niesprzeczny realny świat - albo czegoś tu nie rozumiem.
|
|
| | | | |  | | Patuszkin (2279 punktów) | >Osobiście widzę tu pewne zjawisko neurologiczne lub nawet ściśle genetycznie uwarunkowane. Czy stan idealnej zgdoności wierzen religijnych z rzeczywistością jest możliwy? Trudno mi wyobrazić sobie, jak dałyby się wewnętrzne sprzeczności w wierzeniach przełożyć na niesprzeczny realny świat - albo czegoś tu nie rozumiem.
Jeśli wypowiem zdanie: "Arystoteles jest budowniczym" czy ono ma sens? Przecież Arystoteles żył dawno temu i był filozofem a nie budowniczym. Zatem zdanie powino być pozbawione sensu. Czy jest?
Jeśli ksiądz mówi: "Zaprawdę powiadam Wam, dziś jeszcze będziecie w królestwie moim." To zdanie też powinno być pozbawione sensu. Jest bez sensu?
W ten sposób można wykończyć większą część naszej kultury: sztukę, poezję, religię i filozofię. Nawet historię, bo przecież zdania historyczne mówią o czymś czego już nie ma. A czy można mówić prawdę o czymś czego nie ma?
|
|
| | | | | |  | | inhet (1073 punktów) | Hm, chodzi ci o to, czy te zdania mają sens, czy też czy sa prawdziwe?
|
|
| | | | | | |  | | Patuszkin (2279 punktów) | >Hm, chodzi ci o to, czy te zdania mają sens, czy też czy sa prawdziwe?
Jestem ciekawy czy zdania pozbawione sensu mogą być prawdziwe? Bo wiem, że zdania sensowne mogą być prawdziwe.
|
|
| | | | | | | |  | | V0lrath (3440 punktów) | "Arystoteles był budowniczym" jest zdaniem sensownym, ale nieprawdziwym.
"Zaprawdę powiadam Wam, dziś jeszcze będziecie w królestwie moim." jest możliwe, że jest zdaniem sensownym, a możliwe, że nie - dla mnie nie jest (o ile wiemy co znaczy "być w czyimś królestwie" - ja tego nie rozumiem w tym kontekście, a jeśli rozumiem to myślę, myślę, że jest to zdanie nieprawdziwe), ale prawdopodobnie nieprawdziwym (jeśli "być w czyimś królestwie" jest zbliżone sensem do tego, co sugerują słowa).
Zdania pozbawione sensu to (moim zdaniem) takie, których nie daje się zweryfikować na gruncie logiki i to nie z powodu braku informacji w sytuacji gdy ich zebranie jest potncjalnie możliwe, ale z permanentnego stanu braku informacji (wynikającego np. z definicji obiektów) lub w których definicje nie mają nadanego sensownego znaczenia.
Zdania pozbawione sensu mogą być prawdziwe dla osoby, dla której pozbawione sensu nie są (czyli np. dokładnie rozumie co to znaczy "być w czyimś królestwie" - w kontekście zdania). Zdania mogą posiadać także wiele potencjalnych sensów - np. w poezji można różnie interpretować te same zdania. I są sensowne o ile można znaleźć jakąś sensowną interpretację i rozumienie. Inną sprawą jest to, że wiele ludzi udaje, że pewne zdania nie są dla nich sensu pozbawione, ale tak na prawdę nie potrafią wyjaśnić co rozumieją przez pewne słowa lub co autor miał na myśli (zdania z ksiąg świętych czy przywódców religijnych tudzież ważnych dla religii postaci, a także szarlatanów, wróżek, "uzdrowicieli", szamanów, szarlatanów itp. itd. często sensu nie mają, ale wierzący im przyjmują je bez zrozumienia o co chodzi - jeśli wogóle o coś sensownego chodzi - bo często chodzi o to by ładnie i tajemniczo zabrzmiało).
|
|
| | | | | | | | |  | | Patuszkin (2279 punktów) | Gdyby zdanie brzmiało np. "dziś będziecie w naszym królestwie" to najpierw trzeba by zapytać czy słowo "królestwo" ma znaczenie. Słowo ma znaczenie jeśli posiada desygnat. Ale czasem jest tak, że ktoś może ironicznie użyć nazwy królestwo na określenie budy. wtedy mamy do czynienia z chwytem literackim.
weźmy takie zdanie: "Arystoteles ma dwie żony". Nazwa własna Arystoteles nie posiada już desygnatu. To jest problem. To zdanie mogłoby jednak funkcjonować w kontekście jakiegoś opowiadania o żyjacym człowieku, który ma na imię Arystoteles i który ma dwie żony. Wtedy to zdanie byłoby prawdziwe.
Ale co jeśli mam na myśli filozofa, który urodził się w Stagirze? Zdanie, żeby być prawdziwym musiałoby brzmieć: "Arystoteles MIAŁ dwie żony". Wtedy zdanie odnosi się przeszłych wydarzeń i jako takie może być uważane za prawdziwe, jeśli są papiery, które to potwierdzą. Ale czy można mieć pewność?
|
|
| | | | | | | | | |  | | V0lrath (3440 punktów) | >Gdyby zdanie brzmiało np. "dziś będziecie w naszym królestwie" to najpierw trzeba by zapytać czy słowo "królestwo" ma znaczenie. Słowo ma znaczenie jeśli posiada desygnat. Ale czasem jest tak, że ktoś może ironicznie użyć nazwy królestwo na określenie budy. wtedy mamy do czynienia z chwytem literackim.
Moim zdaniem "królestwo" w tamtym zdaniu desygnatu nie ma. Ale nawet abstrahując od ewentualnego desygnatu lub jego braku uważam to zdanie za jeśli sensowne to nieprawdziwe.
>weźmy takie zdanie: "Arystoteles ma dwie żony". Nazwa własna Arystoteles nie posiada już desygnatu. To jest problem. To zdanie mogłoby jednak funkcjonować w kontekście jakiegoś opowiadania o żyjacym człowieku, który ma na imię Arystoteles i który ma dwie żony. Wtedy to zdanie byłoby prawdziwe. >Ale co jeśli mam na myśli filozofa, który urodził się w Stagirze?
W kontekście ogólnym domyślnie mówi się tak o filozofie. Nazwa własna nie ma desygnatu, ale większość czytających komunikat zrozumie to jako odniesienie się do tego najsławniejszego Arystotelesa. Ale zdanie w czasie teraźniejszym uzna za nieprawdziwe lub wymagające wskazania o kogo chodzi lub bezsensowne (najbardziej logiczne jest to drugie moim zdaniem - zapytanie o kogo chodzi).
> Ale czy można mieć pewność?
Prawie nic pewne nie jest.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Patuszkin (2279 punktów) | >W kontekście ogólnym domyślnie mówi się tak o filozofie. Nazwa własna nie ma desygnatu, ale większość czytających komunikat zrozumie to jako odniesienie się do tego najsławniejszego Arystotelesa. Ale zdanie w czasie teraźniejszym uzna za nieprawdziwe lub wymagające wskazania o kogo chodzi lub bezsensowne (najbardziej logiczne jest to drugie moim zdaniem - zapytanie o kogo chodzi).
To mnie przekonuje, że znaczenie nazwy nie jest tożsame z desygnatem. O co mi chodzi? Ano jeśli mówię: "Anaksymander nalewał piwo" to nazwa własna nie posiada desygnatu, ale ma znaczenie. Oznacza faceta, który żył dawno temu w Jonii i uprawiał filozofię przyrody. Dlatego przyjmuję, że desygnat jest czymś innym niż znaczenie.
Natomiast sens przysługuje zdaniu, jeśli zdanie wyraża myśl. Prawdziowość byłaby prostą zgodnością myśli wyrażonej w zdaniu i stanu rzeczy, do której myśl się odnosi.
Mam ciekawy problemik: Czy zdanie może być sensowne, wyrażać myśl, jeśli pozmieniamy strukturę zdania. Np. czasowniki będą podmiotami. Dla przykładu: "Bieganie zatrzymało się, żeby się ze mną napić". ???
Podobnie w zdaniu: "Pijane nie chce już biegać, ale chce się kochać". Tutaj w roli podmiotu mamy przymiotnik. Czy to zdanie może wyrażać myśl i być sensowne? Piotrek Patucha
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Patuszkin (2279 punktów) | Dodatek.
Są jeszcze zdania normatywne: np. "Traktuj bliźniego jak siebie samego" . One są sensowne, wyrażają myśl, ale nie mogą być prawdziwe, pnieważ zdania normatywne odnoszą się nie do bytu, ale do tego co być powinno. Są projektem w przyszłość.
|
|
| agnus dei | Szanowna Moniu! Zadna konkretna wiedza mnie w sumie nie interesuje. Poza ta oczywiscie jak zdobyc swiat i zalac go swoim faryzejskim jedynieslusznym pomiotem. Interesuje mnie zwiezle, krotko i jasno sformulowane Prawo. Latwe do interpretacji przez moj waski umysl ograniczony do chciwosci i zaborczosci. Zatem ograniczam sie literalnie do wiedzy jaka moge osiagnac w naukach medrcow Narodu Wybranego wyhodowanego w glebokim cieniu Syjonu. Amen.
|
|
| V0lrath (3440 punktów) | Interesują mnie:
1. Wiedza przydatna bezpośrednio, ale za razem mnie interesująca:
Informatyka, a w szczególności teoria informacji, programowanie, bazy danych, algorytmy ewolucyjne, sieci neuronowe, tworzenie stron www, robotyka.
2. Wiedza, którą się bardziej interesuję niż pokładam zawodowe nadzieje (ale kto wie...):
Po trochu (w różnym stopniu): filozofia, biologia - a najbardziej teoria ewolucji i pochodzenie życia, fizyka, astrofizyka, badania naukowe z różnych dziedzin i "nowinki".
3. Wiedza, którą chciałbym się zainteresować, ale jak na razie nie miałem jakoś okazji do bliższego kontaktu ani zapoznania:
Psychologia, psychologia ewolucyjna, etologia, umiejętność gry na jakimś instrumencie (np. fortepianie), grafika komputerowa (na wyższym poziomie niż to co potrafię oraz grafika 3D).
Pytania do rybki (choć mogłyby być inne - szczególnie gdybym się dłużej zastanowił): 1. Skąd się dokładnie wziął i jak działa Wszechświat? 2. Jak skonstruować przy realnych dostępnych mi środkach coś, co uczyni najwięcej dobra? 3. Jak dokładnie działa mózg i czym jest świadomość?
|
|
 | | Monia | Wiedza | Miałam bardziej na myśli to, na jakie pytania szukacie odpowiedzi w życiu codziennym, co ustalacie za priorytetowe pytania i czemu poświęcacie czas, który zostaje po wypełnieniu obowiązków. Mnie przykladowo interesuje przde wszystkim uzyskiwanie wiedzy na nastepujace pytania: co jeść i co robic zeby swietnie sie czuc i byc zdrowa, jak dobrze wygladac, jak budowac satysfakcjonujace relacje z ludzmi, jak byc szczesliwa z mezczyzna w zyciu i sypialni, jak zarabiac duzo pieniedzy, co robic zeby byc szczesliwym czlowiekiem, itp. Czy uwazacie laknienie tego typu wiedzy za gorsze od checi poznania budowy wszechswiata? Dlaczego w potocznym mniemaniu ta problematyka nie kojarzy sie ze slowem wiedza? I dlaczego mimo ze wszyscy chcemy byc szczesliwi i ze "szczesliwy czlowiek" jest kojarzony z kims odnoszacym sukcesy w zyciu prywatnym a nie w nauce ( o tym ostatnim mozemy powiedziec wielki) dlaczego wiedza dotyczacac swiata zewnetrznego jest uznawana za jakis priorytet? Dlaczego nikt nie daje Nobla za recepte na bycie szczesliwym?
|
|
|  | | agnus dei | Odp: Wiedza | Alez Moniu! Szczescie to nie jest pojecie stricte naukowe. Sa ludzie ktorych uszczesliwia np zbieranie zuzytych znaczkow! Albo jeszcze cos gorszego... W sumie super! Ale po co do takich bzdetow z samozaspokajaniem ladowac caly majestat nauki z nagroda Nobla wlacznie? No... mozna badac i sie bada ten tkwiacy w nas, czarowny i ekscytujacy uklad kary i nagrody, pewnie ktos tam za to dostaje jakies nagrody... o! np. Pawlow! ( ten od psow ), ale zeby tylko do tego samozadowalania sie ograniczyc cala ciekawosc swiata? Tak myslec moze tylko kobieta! Niestety...  Mezczyzni sa duzo ciekawsi swiata - tak sa niestety skonstruowani ( wykreowani, stworzeni albo tak wyewoluowali- nie bede sie w tym miejscu klocil - bo mi sie nie chce  ) No wiesz - musza zagladac do wielu szparek zeby znalesc to tzw. szczescie! Musza, tak jak mucho collonel Morales vel Jurek Killer musial zabijac!!!  Jako KOBIETA niestety nigdy tego nie pojmiesz... przykro mi... Zapytaj moze o to kiedys Ksiedza. Jesli ma podwojna mesko-damska nature  to Ci to dokladnie wytlumaczy, albo chociaz umocni we wierze, ze tak musi niestety juz byc... Pozdrowka dla wojujacych Jedynieslusznych Katoliczek! Jesli ladne to nawet dwa pozdrowka!
|
|
| |  | | Monia |
> Zawsze mnie interesowali inteligentni ludzie , którzy pasjonowali sie jakas dziedzina i poswiecali na nia mnostwo energii a prywatnie ich zycie lezalo w gruzach. Znam takich wielu. I jeszcze ta pogarda dla "szczesliwych idiotow". Paradoks. Madry glupiec. Inteligentny nieszczesnik. Szczescie idioty - nieszczescie inteligenta. Ubaw po pachy. Co smieszniejsze prawie wszyscy w to uwierzyli. Tytul doktora - przepustka do szczescia! Naukowcy odkryli nowa bakterie! Wybudowano sondę kosmiczną! A Kowalski dalej w depresji.Nie czas zalowac roz gdy plona lasy. Chyba nie jest nam koniecznie potrzebna wiedza o kolejnej komecie, skoro co trzeci facet po trzydziestym piatym roku nie wydala w lozku, a co druga kobitka wcina psychotropy. Ale nasza NAUKA w swoim majestacie zawsze znajdzie rozwiązanie. No i mamy viagre. Ja go pocaluje a ten lyknie niebieskie paskudztwo. Nauko dziekuje Ci za Twoje dokonania! CYRK jednym słowem! CYRK! Moze jako KOBIETA nie zrozumiem dlaczego zagladanie w wiele szparek jest takie ekscytujace, wazne zebym znalazla wyczerpujace odpowiedzi na interesujace mnie pytania. Reszte mam daleko gdzieś. A jak spotkam jakas katoliczke wojujaca to ja pozdrowie  A jakbys zaczal miec mial problemy z.... i nie chcial lykac viagry to sie odezwij , znam lepsze "nienaukowe" sposoby. Irracjonalne do bolu. Za to skuteczne. papa
|
|
| | |  | | Patuszkin (2279 punktów) | Są dwa rodzaje wiedzy. Wiedza na temat tego jak zrobić viagrę to nauka. Natomiast wiedza jak sobie radzić bez viagry, to mądrość.
|
|
| | |  | | V0lrath (3440 punktów) | > >Zawsze mnie interesowali inteligentni ludzie , którzy pasjonowali sie jakas dziedzina i poswiecali na nia mnostwo energii a prywatnie ich zycie lezalo w gruzach. Znam takich wielu. I jeszcze ta pogarda dla "szczesliwych idiotow". Paradoks. Madry glupiec. Inteligentny nieszczesnik. Szczescie idioty - nieszczescie inteligenta. Ubaw po pachy. Co smieszniejsze prawie wszyscy w to uwierzyli. Tytul doktora - przepustka do szczescia! Naukowcy odkryli nowa bakterie! Wybudowano sondę kosmiczną! A Kowalski dalej w depresji.Z niczym nie należy przesadzać, że tak powiem. Bo łaknienie wiedzy jest jak każde inne łaknienie. I można się uzależnić od jego zaspokajania, a potem nawet przestać się kontrolować i poświęcać temu coraz więcej czasu. > Nie czas zalowac roz gdy plona lasy. Chyba nie jest nam koniecznie potrzebna wiedza o kolejnej komecie, skoro co trzeci facet po trzydziestym piatym roku nie wydala w lozku, a co druga kobitka wcina psychotropy.Niektórym jest, a innym nie. Ci, którym jest - chociażby w celu zaspokojenia głodu wiedzy (choć najczęściej z każdego odkrycia płyną jakieś pożytki - np. lepiej wiedzieć o komecie i o tym jak się porusza by wiedzieć czy nie walnie kiedyś - w niedalekiej przyszłości - w Ziemie) - będą mieli odmienne zdanie. Poza tym to brzmi podobnie jak by powiedzieć, że dzieciom nie konieczne są zabawki, skoro tyle ludzi umiera z głodu w Afryce. Jedno do drugiego ma się nijak lub bardzo mętnie. A badania nad "wydalnością" facetów są prowadzone - podobnie jak sposoby poszukiwania rozwiązań. > Ale nasza NAUKA w swoim majestacie zawsze znajdzie rozwiązanie. No i mamy viagre. Ja go pocaluje a ten lyknie niebieskie paskudztwo.Skąd wiesz, że paskudztwo? Może smaczne?  Nie sprawdzałem, ale nie zakładałbym, że faceci z "niewydolnością" mają obiekcje co do łykania tabletek na ich problem. > Nauko dziekuje Ci za Twoje dokonania! CYRK jednym słowem! CYRK!Przesadzasz. Cyrk to jest w Polsce. Jeden wielki, a w tym wielkim taki mniejszy na Wiejskiej - coś jak cyrkowe wydanie matrioszki. > Moze jako KOBIETA nie zrozumiem dlaczego zagladanie w wiele szparek jest takie ekscytujace, wazne zebym znalazla wyczerpujace odpowiedzi na interesujace mnie pytania.Mężczyźni tak mają - to taka cecha wrodzona (w końcu dawniej w środowisku pierwotnym byli głównie łowcami i myśliwymi oraz obrońcami).
|
|
| | |  | | agnus dei | Moniu, nie picuj... moi katoliccy starzy maja pol tuzina przychowku... i znam te 'irracjonalne' sposoby na kuske!  Szczegolnie polecam co najmniej kilka razy w miesiacu przeprowadzic porzadna sesje szarpania za klaki, tluczenia zastawy i nabijania siniakow. Bardziej excytujacych fanaberii nie bede opisywal ( jesli Ci spasuje to ostatecznie moge wyklarowac osobiscie  ) A co najwazniejsze - sposoby te sa zajebiscie skuteczne! Tyle tylko, ze szkodza otoczeniu... niestety...  Nie wykluczam, ze znasz jakies inne 'niekonwencjonalne' metody na pobudzenie erekcji... ale zachowaj je dla Twego wybranca... gdy sie Toba znudzi.
|
|
|  | | V0lrath (3440 punktów) | >Miałam bardziej na myśli to, na jakie pytania szukacie odpowiedzi w życiu codziennym, co ustalacie za priorytetowe pytania i czemu poświęcacie czas, który zostaje po wypełnieniu obowiązków.
Ja wolny czas dzielę na: 1. Totalny odpoczynek - czyli pospacerować, pooglądać przyrodę i pozachwycać się nią, obejrzeć zachód słońca, popatrzyć na gwiazdy, poczytać lekką książkę, posłuchać muzyki (to często także przy innych punktach), z rzadka obejrzeć coś w TV lub kinie. 2. Czas spędzany z moją ukochaną (nierzadko łączony z 1.) 3. Czas spędzany w internecie pisząc na tym forum lub forum Katolik.pl albo lokalnym. Nierzadko łączony z czytaniem czegoś ciekawego na interesujące mnie tematy (4). 4. Czas spędzany na rozwijaniu zainteresowań, oraz na rozmyślaniu na różne tematy i szukaniu odpowiedzi na różne pytania.
Z pytań nie związanych z rozwojem zainteresowań, a dotyczących spraw bardziej "przyziemnych" to oczywiście zastanawiam się co robić by być bardziej szczęśliwym i by dawać innym (głównie bliskim) szczęście, jak być szczęśliwym z moją kobietą w różnych aspektach wspólnego życia (jeszcze nie mieszkamy razem, ale jest to w planach na przyszłość), co robić by nie tworzyć konfliktów lub łatwo je kończyć.
> Czy uwazacie laknienie tego typu wiedzy za gorsze od checi poznania budowy wszechswiata?
Nie. Ja np. mam większe łaknienie wiedzy o świecie, przyrodzie, wszechświecie - co nie znaczy, że odpowiedzi na niektóre bardziej przyziemne pytania nie szukam lub uważam za gorsze. Poza tym można jedno z drugim pogodzić. I nie należy z którymś przesadzić tak by zdominowało/wyparło inne aspekty życia.
> Dlaczego w potocznym mniemaniu ta problematyka nie kojarzy sie ze slowem wiedza?
Może dlatego, że w ogólnym mniemaniu większość ludzi myśli, że taką wiedzę to już mają albo/i że to bardziej zależy od cech charakteru i osobowości niż od zbierania informacji.
> I dlaczego mimo ze wszyscy chcemy byc szczesliwi i ze "szczesliwy czlowiek" jest kojarzony z kims odnoszacym sukcesy w zyciu prywatnym a nie w nauce ( o tym ostatnim mozemy powiedziec wielki) dlaczego wiedza dotyczacac swiata zewnetrznego jest uznawana za jakis priorytet?
Naukowiec może być szczęśliwy gdy odkryje lub coś wielkiego lub po prostu bo buduje naukę. Ale więcej jest ludzi szczęśliwych z powodów prywatnych lub bo po prostu potrafią się cieszyć życiem.
Wiedza dotycząca świata jest ważna, bo to ona powoduje, że ludzkość idzie do przodu, a poziom życia rośnie (problem w tym, że poziom "szczęśliwości" w przeciętnym przypadku bardziej zależy nie tyle od poziomu życia, co od różnicy między poziomami - w porównaniu od kogoś "na górze", a także od prędkości zmian poziomu życia - indianin z plemienia w dżungli może być szczęśliwy w przeciwieństwie do szarego mieszkańca miasta mającego niskie wynagrodzenie - mimo, że ten drugi ma lepsze wygody niż wódz plemienia)
> Dlaczego nikt nie daje Nobla za recepte na bycie szczesliwym?
A ktoś wypracował taką receptę, którą każdy może zastosować i być szczęśliwym?
|
|
| |  | | Monia | Nie rozumiem dlaczego sprawy najistotniejsze sa nazywane przyziemnymi a sprawy drugorzędne istotnymi. Chyba oczyswiste jest ze kazdy (wiekszosc) chce byc zdrowy, szczesliwy, zamozny, kochany i chce realizowac swoje pasje. Dlaczego wiec wiedza jak to osiagnac jest wiedza z nizszej polki? Dlaczego nie wchodzi to w zakres nauki, skoro niezrealizowanie tych celow dotyka nas wszystkich? Czyzby nauka tym gardziła? Chcac sie nauczyc skakac na nartach zwroce sie do Malysza, chcac wyrobic sobie gust pojade do Wloch, chcac poznac odpowiedzi na te moim zdaniem najwazniejsze dla mnie pytania musze niestety wykroczyc daleko poza nauke, gdyz jej osiagniecia sa z pewnych wzgledow bardzo skromne. Co daje mi wiec ta nauka oprocz pewnego zasobu informacji, ktore nie dosc ze sa niekompletne to ciagle sie zmieniaja i ktorym w zwiazku z tym nie moge zaufac? Jeszcze piecdziesiat lat temu zalecano spozywac duze ilosci mleka i miesa, dzisiaj juz absolutnie nie. Nie mowiac o tym ze nie znam ani jednej naukowej ksiazki dla mezczyzny o tym jak byc dobrym kochankiem. Cyzby byl to niepowazny temat? Chyba jednak dotkliwy skoro ozieblosc seksualna wsrod kobiet jest tak powszechna. Ale nic dziwnego - seks z wychowanym na naukowych podrecznikach facetem jest smutnym doswiadczeniem. Dlaczego nauka jest wiec kompendium wiedzy? O czym wiedzy? Co ta wiedza umozliwia? Gdy mowi sie o osiagnieciach nauki przypomina mi sie zawsze pewien wyklad na temat dlugofalowej strategii przedsiebiorstw. O tym ze liczy sie BILANS i to bilans dlugofalowy. Suma zysków i strat i to nie dzisiaj ale za dwadzieścia lat. Często menedzerowie popelniaja blad i koncentruja sie na zyskach krotkoterminowych, redukujac koszty za wszelka cene, zwalniaja ludzi, obcinaja wydatki na szkolenia czy rozwoj. Ile kosztuje nas to co mamy dzieki nauce? Ktoś robi taki bilans? Samochody, rakiety, miliony książek, wygodne mieszkania. Choroby cywilizacyjne, depresje, patologie społeczne. Dlaczego jednak pieluchy tetrowe sa lepsze od pampersów, szare mydło od pachnącego a spacer w lesie od telewizji. Dlaczego uczymy sie od plemienia Hunow a nie od majestatycznej nauki jak zyc zeby dozywac srednio 120 lat w zdrowiu a w wieku 70 lat plodzic dzieci i pracowac w polu? Nie jestem przeciwna nauce, choc jestem nia nieco rozczarowana. Jestem przeciwna nazywaniu kompendium wiedzy tego co wypracowała i wypracuje nauka (o ile nie zmieni zestawu pytan na ktore odpowiedzi stawia sobie za cel). To zadne kompendium wiedzy, to jedynie niewielki wycinek informacji o swiecie materialnym. Zbyt mały aby mógł spełniać jakąś decydującą rolę w realizacji najwazniejszych celów.
|
|
| | |  | | agnus dei | Moniu... po kiego wafla plodzic Ci tyle bachorow? He? Wiesz jaka bida od tego? A moze zaden Ci sie nie odwazyl porzadnie zasadzic... i fantazjujesz? Daj spokoj... idz do banku spermy... i zrob sobie jakiegos Szwarcenegera - jak Cie oczywiscie na takie rewelacyjne eugenicznie nasienie stac!
|
|
| | |  | | V0lrath (3440 punktów) | > Nie rozumiem dlaczego sprawy najistotniejsze sa nazywane przyziemnymi a sprawy drugorzędne istotnymi.Istotność spraw jest i względna i subiektywna. > Chyba oczyswiste jest ze kazdy (wiekszosc) chce byc zdrowy, szczesliwy, zamozny, kochany i chce realizowac swoje pasje.W sumie tak. > Dlaczego wiec wiedza jak to osiagnac jest wiedza z nizszej polki?Bo nie ma dużo usystematyzowanej i zawsze słusznej - obiektywnej wiedzy jak to zrobić. Ci, którym się to udało albo się nie dzielą z innymi albo (najczęściej) mieli dużo szczęścia rodząc się bez wad genetycznych w dobrym środowisku i w czasie życia też mieli szczęście. > Dlaczego nie wchodzi to w zakres nauki, skoro niezrealizowanie tych celow dotyka nas wszystkich?Bo organizm ludzki oraz ludzkie życie są bardzo skomplikowanymi sprawami. Trudno o coś, co by generalnie się sprawdzało oraz nie ma prawie nic co by było do końca zbadane. Są oczywiście książki - nawet naukowe - na takie tematy (np. z dziedziny medycyny, biologii, psychologii, socjologii), ale nie jest ich wiele. Poza tym któremu przeciętnemu Kowalskiemu chciałoby się czytać naukowe opracowanie na temat żywienia ludzi albo związków międzyludzkich? Dlatego książki na takie tematy jeśli już są pisane przez naukowców to bardziej przypominają luźną literaturę popularnonaukową niż naukowe opracowania - a więc naukowymi określone być nie mogą. Poza tym jest całe zatrzęsienie książek pisanych przez szarlatanów, "znawców" inaczej, "uzdrowicieli" itp. itd. - więcej niż naukowcy mogliby na takie tematy powiedzieć na podstawie rzetelnych badań. Spora część nienaukowych "przepisów" bazuje na efekcie placebo lub podstawach psychologii / pewnych obserwacjach ludzi w ogóle. > Czyzby nauka tym gardziła?Nie, po prostu na te tematy może pisać każdy. I o ile jak chodzi o fizykę kwantową to byle laik niewiele sensownego na ten temat napisze - na tyle sensownego by zainteresowani tą dziedziną go czytali, o tyle jeśli chodzi o "przyziemne" tematy to przeciętny Kowalski sięgnie za równo po książkę lekarza czy biologa, jak i po książkę "uzdrowiciela" czy innego znawcy "pól energetycznych", albo po prostu kogoś, kto "się zna" - bo jest bogaty lub zdrowy mając 80 lat (chociaż najprawdopodobniej jest bogaty i zdrowy dzięki przypadkowi i pracy nad dobrym tego przypadku wykorzystaniem, a nie dzięki samej własnej pracy czy samemu pozytywnemu myśleniu "będę bogaty" - takie pomysły też kiedyś widziałem). > Chcac sie nauczyc skakac na nartach zwroce sie do Malysza, chcac wyrobic sobie gust pojade do Wloch, chcac poznac odpowiedzi na te moim zdaniem najwazniejsze dla mnie pytania musze niestety wykroczyc daleko poza nauke, gdyz jej osiagniecia sa z pewnych wzgledow bardzo skromne.Bardzo skromne bo to trudne dziedziny. Rozumiemy jak w dużej skali jest zbudowany wszechświat i jak działa - poczynając od ułamków pierwszej sekundy. Za to nie wiele jeszcze rozumiemy z tego jak działa mózg, umysł, a jeszcze mniej o ciele jako całości (to znaczy wiedzy z tych dziedzin jest tyle samo albo więcej niż z astrofizyki, ale jest ona tylko niewielką częścią potrzebnej wiedzy - do tego by dużo więcej wniosków można było wyciągnąć i radzić sobie z większością chorób czy nieszczęściem itp. itd.) > Co daje mi wiec ta nauka oprocz pewnego zasobu informacji, ktore nie dosc ze sa niekompletne to ciagle sie zmieniaja i ktorym w zwiazku z tym nie moge zaufac?Zasoby informacji rosną, a teorie - o ile dobrze sprawdzone - są raczej uszczegółowiane niż zmieniane. Zawierają stałe "twarde jądro". Problemem są wnioski z teorii. Bo te już nie zawsze muszą być słuszne. Przykład podałaś: > Jeszcze piecdziesiat lat temu zalecano spozywac duze ilosci mleka i miesa, dzisiaj juz absolutnie nie.Otóż 50 lat temu przy stanie wiedzy jaka była wtedy próbowano odpowiadać na pytanie "jak się odżywiać?". Wiedza obecnie nie jest pełna na tyle by odpowiedzieć na to pytanie z prawdopodobieństwem bliskim pewnego sukcesu, ale wtedy była jeszcze mniejsza. Dlatego były spore szanse na to, że odpowiedź jest błędna i okazało się, że po uszczegółowieniu wiedzy tak jest rzeczywiście. Współczesna odpowiedź jest bardziej prawdopodobna. Ale 100% nie daje. Trudno powiedzieć czy na to pytanie daje 90% - nie znam się na tyle na budowie i żywieniu ludzi by to określić... > Nie mowiac o tym ze nie znam ani jednej naukowej ksiazki dla mezczyzny o tym jak byc dobrym kochankiem.A chciałabyś by mężczyzna kochał się z książką - podręcznikiem w ręku? Poza tym tu chyba więcej zależy od cech faceta oraz jego umiejętności w znajdowaniu tego, co partnerkę podnieca, zadowala, co ona lubi oraz od fantazji i od chęci - niż od wyuczenia jakichś obiektywnych informacji. > Cyzby byl to niepowazny temat? Chyba jednak dotkliwy skoro ozieblosc seksualna wsrod kobiet jest tak powszechna.Nie jest niepoważny. Ale bardzo subiektywny i pewne b. ważne rzeczy zależą nie od obiektywnej wiedzy, ale od cech, chęci i umiejętności praktycznych. Na temat fizycznej strony zagadnienia lub od strony psychologicznej - wiele atramentu wylano. Ale nie ma chyba uniwersalnej metody na każdą panią - takiej po przeczytaniu o której każdy pan potrafiłby dowolną panią zadowolić. Nie mówiąc już o innych ważnych sprawach (i żeby na to wpaść nie trzeba nauki): 1. o chęciach - wielu panom po prostu się nie chce 2. o tym, że wielu panów jak ma żonę to myśli (świadomie lub podświadomie), że już ma ją na stałe, więc bardzo starać się nie musi 3. oraz o tym, że wielu panów nie stosuje pewnych zasad jakie stosować powininni np. nie myją się odpowiednio często albo "robią to" (nie, nie mycie się  ) tylko do momentu własnej satysfakcji - kończą nawet jeśli nie dadzą zadowolenia partnerce itp. > Ale nic dziwnego - seks z wychowanym na naukowych podrecznikach facetem jest smutnym doswiadczeniem.To jest nieuzasadnione uogólnienie.
|
|
| | |  | | V0lrath (3440 punktów) | > Dlaczego nauka jest wiec kompendium wiedzy?
"Nauka jest kompendium wiedzy" to tautologia - zdanie samo z siebie prawdziwe - jak "czerwone jabłko jest czerwone". Nauka = zbiór wiedzy oraz pewne zasady znajdowania wiedzy (zasady te też są pewną wiedzą), kompendium wiedzy = zbiór wiedzy. A więc "zbiór wiedzy wraz z zasadami ich poszukiwania jest zbiorem wiedzy".
> O czym wiedzy?
O wszystkim, co dobrze zbadane metodami empirycznymi i opisane w postaci teoretycznych modeli będących pewnymi przybliżeniami rzeczywistości w zadanych warunkach, skalach i z pewną dokładnością.
> Co ta wiedza umozliwia?
Wyciąganie pewnych wniosków, rozwijanie techniki, szukanie odpowiedzi na interesujące pytania, realizowanie własnych pasji / zaspokajanie "głodu wiedzy".
> Gdy mowi sie o osiagnieciach nauki przypomina mi sie zawsze pewien wyklad na temat dlugofalowej strategii przedsiebiorstw. O tym ze liczy sie BILANS i to bilans dlugofalowy. Suma zysków i strat i to nie dzisiaj ale za dwadzieścia lat. Często menedzerowie popelniaja blad i koncentruja sie na zyskach krotkoterminowych, redukujac koszty za wszelka cene, zwalniaja ludzi, obcinaja wydatki na szkolenia czy rozwoj. Ile kosztuje nas to co mamy dzieki nauce?
Zawsze jest coś za coś. Jeśli chcemy mieszkać w ciepłych mieszkaniach, mieć komputer, komórkę i TV czy żyć długo i w zdrowiu (w warunkach naturalnych tysiące lat temu ludzie żyli średnio dwadzieścia kilka lat - starszych i szanowanych ludzi np. po 40-tce było nie wiele) to trzeba coś poświęcić. I są tego negatywne skutki (jak niedostosowanie do warunków, które sami sobie stwarzamy - ewolucja działa wolniej niż postęp nauki, techniki i kultury)
> Ktoś robi taki bilans?
Myślę, że wystarczy, że jest głównie bilans na plus. Z punktu widzenia ludzi. Trudno powiedzieć czy z punktu widzenia całości świata - bo za mało przejmujemy się ekologią i tym, żeby nie wykończyć siebie i większości życia na Ziemi. I trudno powiedzieć czy na pewno - bo np. postęp powoduje jak na razie zwiększanie odległości między bogatymi a biednymi (bo jest większa odległość między maksimum, jakie można teoretycznie sobie zapewnić, a minimum wystarczającym do przeżycia) - a to z punktu widzenia psychologii raczej zwiększa poziom nieszczęścia i niezadowolenia. Ale nie wiem czy ktoś to szacuje i czy na pewno tak jest.
> Samochody, rakiety, miliony książek, wygodne mieszkania. Choroby cywilizacyjne, depresje, patologie społeczne.
Przydałby się bilans zysków i strat. Lub pomysł jak zmniejszyć odległość między bogatymi a biednymi (niestety ci pierwsi mają większe wpływy, a więc może to się okazać niemożliwe). Grunt tutaj jest śliski, bo nie ma (a przynajmniej nikt nie znalazł) prostych i dobrych rozwiązań.
> Dlaczego jednak pieluchy tetrowe sa lepsze od pampersów,
Nie wiem czy i dlaczego.
> szare mydło od pachnącego
Wolę pachnące.
> a spacer w lesie od telewizji.
To też jest subiektywne. Jak dla mnie telewizja obecnie nie jest na zbyt wysokim poziomie (a może nie rozumiem co jest takiego fajnego w reality showach czy "Ciao Darwin")... Dla rozrywki czasem można i czasem jest fajne (choć nie tyle i nie do bólu), ale ja np. dla rozrywki wolałbym pójść do lasu. I zdrowiej i przyjemniej i można pochodzić na świeżym powietrzu wśród przyrody - co lubię.
> Dlaczego uczymy sie od plemienia Hunow a nie od majestatycznej nauki jak zyc zeby dozywac srednio 120 lat w zdrowiu a w wieku 70 lat plodzic dzieci i pracowac w polu?
A uczymy się? Nie wiedziałem... Średniej 120 to i oni nie mają. Z płodzeniem dzieci w wieku 70 lat - to tylko chyba mężczyźni mogą (kobiety nie - jeśli nie korzystają z b. kosztownych osiągnięć najnowszej medycyny), a pracować w polu - niektórzy mogą.
> Nie jestem przeciwna nauce, choc jestem nia nieco rozczarowana.
Bez nauki nie byłoby komputerów, internetu, telewizji, antybiotyków, skutecznej walki z wieloma chorobami i wielu rzeczy.
> Jestem przeciwna nazywaniu kompendium wiedzy tego co wypracowała i wypracuje nauka (o ile nie zmieni zestawu pytan na ktore odpowiedzi stawia sobie za cel).
Pytania są różne. A na niektóre jeszcze nie ma odpowiedzi Najtrudniejszymi pytaniami okazują się często te najprostsze (w tym dotyczące rzeczy bardzo życiowych).
Na "proste" pytania, na które odpowiedzi nauka jeszcze nie znalazła, często próbują odpowiadać ludzie, którzy są od naukowców i badaczy jeszcze mniej kompetentni do dawania odpowiedzi - bo nie posiadają nawet tej wiedzy, którą mają bardziej kompetentne osób. Problem w tym, że naukowiec będzie się bał dać odpowiedź w sytuacji, w której wie, że są małe szanse, że w wyniku dalszych badań to się nie zmieni. Jeśli da - to jedynie czasem, pod presją opinii (np. publicznej lub przydzielających pieniądze na badania), że badania nie wiele życiowej wiedzy dają - choć powinny. Za to szarlatan lub "znawca życia" odpowie i może nawet książkę napisze. To wprowadza chaos do życiowych dziedzin wiedzy (jak żywienie, leczenie, relacje międzyludzkie, życie itp.). Lub do tych kontrowersyjnych (jak np. nauka o pochodzeniu życia).
> To zadne kompendium wiedzy, to jedynie niewielki wycinek informacji o swiecie materialnym.
Kompendium wiedzy to nie znaczy, że jest źródłem wszelkiej wiedzy lub dokładnej wiedzy o wszystkim. Takiej nie mamy i mieć nigdy nie będziemy. Ale rośnie ilość wiedzy i ilość pytań, na którą znamy odpowiedź bliską pewnej.
> Zbyt mały aby mógł spełniać jakąś decydującą rolę w realizacji najwazniejszych celów.
Zależy co jest dla kogo ważne, jakie cele realizuje lub co w życiu robi. Dla lekarza neurologa (i być może chirurga) jest ważna. Więc pośrednio jest ważna dla chorego. A więc dla potencjalnego chorego też jest ważna. Nauka nie daje odpowiedzi na wszystko i nie wszystkie odpowiedzi są równie pewne, a najbardziej życiowe sprawy są jak na razie nie za dobrze zbadane. Co nie znaczy, że nic lub niewiele nam daje. Bo daje dużo, a poza tym szybko się rozwija - daje coraz więcej.
|
|
| | | |  | | Monia | eW ogóle mnie nie przekonałeś! I chyba nie zrozumiales...Nie oceniasz calosciowo, bilansowo, oceniasz fragmenty, pojedyncze blyski, zlote medale...Sprobuj zrobic bilans, popatrz na ludzi, porozmawiaj z nimi, jesli sie otworza i beda chcieli mowic o sobie a nie o sondach i bakteriach zrozumiesz o czym mowie... Co to za argument ze to sa zbyt skomplikowane sprawy i dlatego nauka sie tym nie zajmuje????? I ze moze pisac kazdy? To czemu nie pisze? Dlaczego nazywasz to tematami przyziemnymi? Bo dotycza nas wszystkich, a my chodzimy po ziemi? Co to za smieszna przypadlosc wspolczesnych, jakas maniera snobistyczna, ze to co powszechne uwazane jest za gorsze, zwykle , niewarte wiekszej uwagi. Naprawde uwazasz ze zdrowym i bogatym jest sie dzieki przypadkowi???? Nauka jeszcze nie odkryła ze jest inaczej? Pamietaj ze dobre jest to co działa a nie to co na takie wyglada! Dziala - stosuj, nie dziala - do kosza. To jedyne kryterium, a nie nauka i jej oceny! A poza tym... wracajac do nauki...Okazuje sie powoli ze wynalazki sa w wiekszosci zbedne, bo trzeba nam do szczescia prostego, naturalnego zycia, prostego pozywienia a nie przetworzonej zywnosci, niechemicznych substancji a nie pachnacych lub smacznych alergenow, kolysania dzieci na rekach i spiewania im a nie elektronicznych zabawek i telewizji, kontaktów z natura a nie sztucznych wygod, rozmow przy kolacji a nie na forum, prawdziwej muzyki na zywo a nie odtwarzanej, jednym slowem powrotu do natury i bardzo prostego zycia. I pojawia sie szansa na 120 lat w zdrowiu... Jestem rozczarowana nauką a przede wszystkim tym ze tyle lat uczyłam się rzeczy, które sa mi w zyciu nieprzydatne, a tego co przydatne uczyłam się sama lub od ludzi nie mających z nauka nic wspólnego. A mydlo pachnace zamien na szare. Nie zmywa naturalnej warstwy czegos tam  i nie powoduje spadku odpornosci. Nawet przedtsawiciele szacownej nauki to potwierdzaja. I dlatego kostka dobrego szarego mydła kosztuje 13 zł.
|
|
| | | | |  | | Patuszkin (2279 punktów) | Masz dużo racji. Żyjemy w caraz bardziej "odrealnionym" świecie. Zwiazki stają się coraz bardziej abstrakcyjne. Czasem mnei szalg trafia i chętnie bym to wszytsko rzucił wyjechał na jakąś wioskę, doił kozy, hodował kury, robił na śniadanie jajka na obiad udka lub piersiatka z mojej kury, a na kolację pił swojskie wino. Gdyby mi się znudziło to wpiąłbym kabel gniazda, żeby zmeczyć główkę w gąszczu artykułów Racjonalista.pl. W sumie było by to dobre połączenie. Z tyłu szopy miałbym swój wartszat, w którym trzymałbym uzdę, bata a w stajni rumaka..... Myślę , że taka sielanka była by dla mnie dobra. Od czasu do czasu trzeba się spuścić na to miastowe życie, które wywołuje więcej nerwów niż przyjemnosci. Piotrek Patucha
|
|
| | | | |  | | inhet (1073 punktów) | >To jedyne kryterium, a nie nauka i jej oceny! >A poza tym... wracajac do nauki...Okazuje sie powoli ze wynalazki sa w wiekszosci zbedne, bo trzeba nam do szczescia prostego, naturalnego zycia, prostego pozywienia >Jestem rozczarowana nauką a przede wszystkim tym ze tyle lat uczyłam się rzeczy, które sa mi w zyciu nieprzydatne, a tego co przydatne uczyłam się sama lub od ludzi nie mających z nauka nic wspólnego.
To, czy działa, czy nie działa, to jest własnie główne kryterium naukowej oceny. Proste, naturalne życie - gdyby było one takie wspaniałe, ludzie nie odeszliby od niego. Jak sądzisz, dlaczego zaakceptowali odzież, budowę domów, broń łowiecką, rolnictwo, medycynę, pojazdy? Z masochizmu? A np. komputery i net? Czym prędzej wyrzuć swój komp za okno! To wszak wynalazek, oddalający cię od powrotu na czworakach do lasu! No i twoej rozcarowanie nauką jest zrozumiałe - po prostu nie douczyłaś się do końca, choćby po to ,zeby pojąć, że proste i naturalne zycie nie jest jakimś utraconym rajem. No i teraz korzystasz z owoców nauki z trzeciej ręki, nawet o tym nie wiedząc.
|
|
| | | | |  | | V0lrath (3440 punktów) | > eW ogóle mnie nie przekonałeś! I chyba nie zrozumiales...Nie oceniasz calosciowo, bilansowo, oceniasz fragmenty, pojedyncze blyski, zlote medale...Sprobuj zrobic bilans, popatrz na ludzi, porozmawiaj z nimi, jesli sie otworza i beda chcieli mowic o sobie a nie o sondach i bakteriach zrozumiesz o czym mowie...To, że nie jest dobrze i że odstajemy od środowiska, które sami sobie tworzymy, nie znaczy, że: 1. W środowisku w pełni naturalnym byłoby nam lepiej. 2. Bez nauki byłoby nam lepiej. > Co to za argument ze to sa zbyt skomplikowane sprawy i dlatego nauka sie tym nie zajmuje?????Zajmuje. Ale nie wiele pewnych rzeczy ma do powiedzenia na te tematy - więc woli milczeć niż kłamać. > I ze moze pisac kazdy? To czemu nie pisze?Oj piszą, piszą - sporo jest książek np. o zdrowiu lub o tym jak zdobyć fortunę itp. > Dlaczego nazywasz to tematami przyziemnymi? Bo dotycza nas wszystkich, a my chodzimy po ziemi?No, mniej więcej właśnie tak. Mało abstrakcyjnymi, dotyczącymi bezpośrednio życia. > Co to za smieszna przypadlosc wspolczesnych, jakas maniera snobistyczna, ze to co powszechne uwazane jest za gorsze, zwykle , niewarte wiekszej uwagi.Kto tak powiedział?? Bo chyba nie ja... > Naprawde uwazasz ze zdrowym i bogatym jest sie dzieki przypadkowi????Przynajmniej w sporej mierze tak. Naukowe odkrycia też są często dziełem przypadku. Np. antybiotyki - odkrycie Fleminga było dziełem przypadku i tego, że miał nierozgarniętego asystenta (lub sam nie był rozgarnięty) - do szalki z hodowlą bakterii pozostawionej przez nieuwagę otwartą wpadł strzępek zielonej grzybnii, a potem Fleming zaobserwował działanie tej grzybnii na bakterie i wyizolował substancję, która je zabija - penicylinę. > Nauka jeszcze nie odkryła ze jest inaczej?To moje subiektywne zdanie, a nie nauki. > Pamietaj ze dobre jest to co działa a nie to co na takie wyglada!Głównym kryterium w nauce jest użyteczność - czy coś działa lub pozwala wyciągnąć jakieś sensowne wnioski lub coś przewidzieć. > Dziala - stosuj, nie dziala - do kosza. To jedyne kryterium, a nie nauka i jej oceny!Nauka sprawdza co działa lepiej a co gorzej lub nie działa. A tam, gdzie nie mówi nic - bo jeszcze nie może - najlepiej kierować się własnym rozsądkiem (czy innymi kryteriami), a nie żądać odpowiedzi i jej nie słysząc narzekać, że nie ma, a słysząc - że jest niepewna. > A poza tym... wracajac do nauki...Okazuje sie powoli ze wynalazki sa w wiekszosci zbedne, bo trzeba nam do szczescia prostego, naturalnego zycia, prostego pozywienia a nie przetworzonej zywnosci, niechemicznych substancji a nie pachnacych lub smacznych alergenow, kolysania dzieci na rekach i spiewania im a nie elektronicznych zabawek i telewizji, kontaktów z natura a nie sztucznych wygod, rozmow przy kolacji a nie na forum, prawdziwej muzyki na zywo a nie odtwarzanej, jednym slowem powrotu do natury i bardzo prostego zycia.Życie w środowisku naturalnym bez zdobyczy nauki to nie sielanka ani raj utracony tylko bezwzględna rzeczywistość i walka każdego dnia o przetrwanie. Na pewno alergików w takich warunkach byłoby mniej - ale głównie dlatego, że nie dożywaliby w większości wieku rozrodczego. Pierwsze zapalenie płuc lub gardła o podłożu alergicznym (podrażnione błony śluzowe łatwo zaatakować bakteriom) i koniec. > I pojawia sie szansa na 120 lat w zdrowiu...Korelacja między w pełni naturalnym życiem a długim i zdrowym życiem jest odwrotna - jeśli nie wierzysz, to spróbuj pożyć w lesie bez wynalazków nauki. Moim zdaniem nie powinno się z niczym przesadzać - zarówno z powrotem do natury jak i z nowoczesnością. Najlepiej wybrać to, co uważa się za optymalne dla siebie i po prostu cieszyć się życiem. > Jestem rozczarowana nauką a przede wszystkim tym ze tyle lat uczyłam się rzeczy, które sa mi w zyciu nieprzydatne, a tego co przydatne uczyłam się sama lub od ludzi nie mających z nauka nic wspólnego.Ja też uczyłem się wielu nieprzydatnych mi rzeczy (jak np. historia literatury na j. polskim czy historia w ogóle albo geografia - z mojego punktu widzenia większość tej wiedzy jest mi nie potrzebna). A przydatnych mi rzeczy dowiaduję się głównie sam lub na uczelnii lub od znajomych. To są wady edukacji w Polsce - liczy się wykuwanie na pamięć i atmosfera zniechęcania do nauki, a nie zachęcenie do myślenia, rozwoju własnej osoby, poszukiwania wiedzy oraz uczenie wiedzy przydatnej w życiu i nakierunkowanie na wiedzę dotyczącą tego, co w przyszłości będzie się robić. Ale nie ma co się dziwić - takie społeczeństwo łatwiej kontrolować, a "elity" oraz bogatsi i tak pójdą do mniej ogłupiających szkół. W ogóle nasz kraj to jeden wielki cyrk na kółkach... wiele rzeczy jest na odwrót niż powinno... ale odbiegam od tematu. > A mydlo pachnace zamien na szare. Nie zmywa naturalnej warstwy czegos tam  Na pewno ma wyższe Ph. I na pewno lepiej zabija bakterie. Ale czy czegoś nie zmywa - nie wiem. > i nie powoduje spadku odpornosci.Zabija bakterie - więc pod tym względem jest lepsze od innych mydeł. > Nawet przedtsawiciele szacownej nauki to potwierdzaja. I dlatego kostka dobrego szarego mydła kosztuje 13 zł.  Ja i tak wolę pachnące mydełko Fa (lub inne)
|
|
| Lachryma (64 punktów) | > Na jakie> pytania chcielibyscie znac odpowiedz?czy istnieje jakakolwiek, prawdziwa, wszechmocna istota boska? a tak na czasie to chciałabym znać odpowiedzi z nowej matury z geografii
|
|
 | | Patuszkin (2279 punktów) | > czy istnieje jakakolwiek, prawdziwa, wszechmocna istota boska?Niestety nie. Ale nie martw się. Zwierzęta rozumne są zdolne, żeby osiągnąć swój cel jeszcze w tym życiu. > a tak na czasie to chciałabym znać odpowiedzi z nowej matury z geografii  Palcem po mapie.....
|
|
 | | Patuszkin (2279 punktów) | > > Na jakie> >pytania chcielibyscie znac odpowiedz?> czy istnieje jakakolwiek, prawdziwa, wszechmocna istota boska?> a tak na czasie to chciałabym znać odpowiedzi z nowej matury z geografii  > Widzę, że dziewczę zadało pytanie, ale wcale na rozmowę nie miało ochoty.  Jak idą przgotowania do egzaminów z geografii? Najlepsze są zajecia w terenie. Ostatnio miałem okazję zwiedzać sobie jurę k-c , okolice Mirowa, jest tam wiele ciekawych skałek, w tym conajmniej jedna w kształcie maczugi. Zdziwiłem się, że nawet kobietki lubią się na te skałki wspinać. Łatwo tam odpaść od ścianki, więc trzeba przylgnąć. Zabezpieczenia to podstawa, linki, karabinki, asekuracja. Kilka sąsiadujących ze sobą zamków robią średniowieczny, romantyczny klimat. Są laski , pagórki, podejrzewam, że jest zwierzyna. Tam kręcili Janosika  zatem i jaskinie muszą być. Następnym razem jak pojadę to zwiedzę sobie jaskinie.  Piotrek Patucha
|
|
|  | | Lachryma (64 punktów) | > Jak idą przgotowania do egzaminów z geografii?to zależy do działu geografii  Hydrosfera to tylko dla mnie przyjemność, ale jak widzę jakieś rolnictwo czy przemysł to nie jestem zachwycona. mnie raczej skałki, wspinaczka, taternictwo nie ciągnie. ale nie przeczę- działanie w terenie to wielka przyjemność. mam już za sobą małe rejsy żeglarskie, a za miesiąc wybieram się ponurkować troszkę, także tylko zdać geografię i długa w wodny świat
|
|
| |  | | Patuszkin (2279 punktów) | Wodny świat na pewno jest pasjonujący. Tyle, że ten wodny świat znam tylko z monitora. Pływałaś kiedyś z krokodylami, Łezko? Piotrek Patucha
|
|
| | |  | | Lachryma (64 punktów) | > Pływałaś kiedyś z krokodylami, Łezko?nie, preferuję podziwiać piękno podwodnej fauny i flory  w sumie nie miałam jeszcze okazji, ale jak będzie to może... Łezko? czuję aluzję do lachrymologii
|
|
| | | |  | | Patuszkin (2279 punktów) | Dobra, nie zaśmiecajmy tego wątku naszymi fantazjami.
Piotrek Patucha
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|