Racjonalista - Strona głównaDo treści
Problem z materią

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Nauka
NapisanoAutorTytuł
23-05-2005 01:31TeresaProblem z materią
"Wyglądały jak maleńkie piłki futbolowe. Wyglądały jak pomarańcze, ułożone równymi szeregami w pudełkach. Przede wszystkim jednak wyglądały jak maleńkie, twarde ziarna materii, które pewien człowiek zobaczył oczami wyobraźni dwa i pół tysiąca lat wcześniej" fragment z "Magiczny tygiel", M Chown.
   
Chodzi oczywiście o atomy, które Demokryt zobaczył oczami wyobraźni atomy a Boltzmann popełnił przez nie samobójstwo, kiedy wpadł w depresję i uległ krytyce niektórych naukowców, którzy uważali, że uznawanie cząstek, które są "niewidoczne" jest nienaukowe. Obecnie wiadomo, że materia składa się z atomów, które są podzielne (kwarki, gluony). Istnieje też antymetria, np. elektron i pozyton spotkawszy się, mogą "anihilować", tj. zmieniać się w pewną liczbę fotonów. Ginąc, cząstki zmieniają się w inne cząstki, bardziej lub mniej trwałe. Albert Einstein tak to określił: Materia jest zbudowana z obszarów przestrzeni, w których pole kwantowe jest szczególnie silne. Istnieje teoria, że cząstki elementarne (nukleony, elektrony, fotony) są strunami.
   
Dla mnie cząstki elementarne, typu struna (niezbędne do wyjaśnienia własności wszystkich form materii) są irracjonalne, ponieważ same nie są już przez nic wyjaśniane. Pytanie samo się nasuwa : co jest w takim razie jest ową pierwotną, najbardziej elementarną "rzeczywistością"? Czym jest materia (energia) i dlaczego jest tym, czym jest? Czy Was to nie zastanawia, że badamy coś materialnego, a staje się to coraz bardziej niematerialne? Struna jest struną, ale co sprawia, ze nią jest? Nic? A może jest podtrzymywana przez słowo Boga?

jeyes (2281 punktów)
(zablokowany)
>Dla mnie cząstki elementarne, typu struna
Struna nie jest cząstką elementarną.

>Czy Was to nie zastanawia, że badamy coś materialnego, a staje się to coraz bardziej niematerialne?
Doprawdy?!

>Struna jest struną, ale co sprawia, ze nią jest? Nic? A może jest podtrzymywana przez słowo Boga?
O tak, tak! To ostatnie na pewno! Tak jak Ziemia jest podtrzymywana przez 4 słonie stojące na żółwiu pływającym po nieskończonym oceanie.

>Dla mnie cząstki elementarne, typu struna[...] są irracjonalne, ponieważ same nie są już przez nic wyjaśniane.
A przez co jest wyjaśniany Bóg?
Teresa
>>Dla mnie cząstki elementarne, typu struna
>Struna nie jest cząstką elementarną.

Tytułem wyjaśnienia muszę przyznać, że utworzyłam ten wątek trochę z myślą o Tobie, Jeyes, ponieważ Ty tak często powtarzasz, ze Bóg jest niewiadomo czym.
Toteż chciałam Ci zwrócić uwagę, że materia de facto również jest "niewiadomo czym".

>>Struna jest struną, ale co sprawia, ze nią jest? Nic? A może jest podtrzymywana przez słowo Boga?
>O tak, tak! To ostatnie na pewno! Tak jak Ziemia jest podtrzymywana przez 4 słonie stojące na żółwiu pływającym po nieskończonym oceanie.

No właśnie a dlaczego nie zadać sobie pytania w czym jest "zawieszony" wszechświat? W nicości? A w czym jest ta nicość?

>>Dla mnie cząstki elementarne, typu struna[...] są irracjonalne, ponieważ same nie są już przez nic wyjaśniane.
>A przez co jest wyjaśniany Bóg?

Bóg "filozofów" to po prostu pierwszy byt (motor wszystkiego), z definicji więc sam jest swoim wyjaśnieniem.

"Filozofia z dawien dawna ma za przedmiot ogół bytów, który rozważa, jak formułuje to Arystoteles, po pierwsze pod kątem jego bycia, po drugie pod kątem jego "pierwszych podstaw i źródeł"6. To ukierunkowanie filozofii utrzymało się także w jej późniejszych dziejach. Jeszcze dla Schellinga filozofia jest "nauką, która... wszędzie zdąża ku ostatecznym podstawom". Pytanie o pierwsze i ostateczne podstawy i źródła prowadzi z wewnętrznej konieczności do głębszego pytania, a mianowicie pytania, czy istnieje coś absolutnie pierwszego, stanowiącego o wszystkim, co można określić jako byt. Od początków filozofii ów absolutnie pierwszy element zwykło się nazywać "pierwiastkiem boskim" czy też "Bogiem". Pytanie o Boga należy zatem niezbywalnie do filozofii, ba, wyrasta z samego jej serca. Już pobieżne przypomnienie istoty filozofii jest więc zdolne odeprzeć atak nihilizmu na teologię filozoficzną."
www.opoka.(*)a/T/TN/w_cieniu_nihilizmu.html

Dla materialistów Bogiem jest materia, a dla komunistów Bóg uzyskał samoświadomość w aparacie partyjnym. W religii Bóg jest Rozumnym Bytem.

A co powiesz na to:

Albert Einstein tak powiedział: "Każdy, kto jest poważnie zaangażowany w badania naukowe, nabiera przekonania, że w prawach wszechświata zamanifestowany jest duch - duch znacznie przewyższający ducha człowieka, wobec którego my, z naszymi skromnymi mocami, musimy odczuwać pokorę".

To tyle.
Pozdrawiam

jeyes (2281 punktów)
(zablokowany)
>Tytułem wyjaśnienia muszę przyznać, że utworzyłam ten wątek trochę z myślą o Tobie, Jeyes, ponieważ Ty tak często powtarzasz, ze Bóg jest niewiadomo czym.
>Toteż chciałam Ci zwrócić uwagę, że materia de facto również jest "niewiadomo czym".
Poproszę o wykazanie w jaki sposób postulat istnienia Boga wyjaśnia budowę materii lepiej niż niemająca co do tego pewności nauka. Bez tego dowodu twoje gadki o Bogu są kompletnie bez sensu - o czym doskonale wiesz.

>No właśnie a dlaczego nie zadać sobie pytania w czym jest "zawieszony" wszechświat? W nicości? A w czym jest ta nicość?
Może byś przeczytała choć jedną jedyną z bardzo wielu książek na temat, nazwę to "materia-przestrzeń"? Po lekturze nie ośmieszałabyś się taką ignorancją.

>>>Dla mnie cząstki elementarne, typu struna[...] są irracjonalne, ponieważ same nie są już przez nic wyjaśniane.
>>A przez co jest wyjaśniany Bóg?
>Bóg "filozofów" to po prostu pierwszy byt (motor wszystkiego), z definicji więc sam jest swoim wyjaśnieniem.
Nie słoneczko, nie wywiniesz się w tak bzdurny sposób. Skoro postulujesz wyjaśnianie "podrzędnego" przez "nadrzędne", to musisz się zastosować to swojej reguły i podać, co wyjaśnia "nadrzędnie" Boga.
Tego uczynić nie możesz i dziwię się, że w ogóle wyjechałaś z takim "argumentem" w stylu "pierwszej przyczyny", który został na kilka sposobów obalony przez filozofię.
OK - wyjaśnienie, bo chyba nie wiesz o czym mówię - skoro wszystko ma swoją przyczynę (wyjaśnianie "podrzędnego" przez "nadrzędne"), to Bóg też ma swoją przyczynę, która ma swoją przyczynę i tak w nieskończoność.

>Dla materialistów Bogiem jest materia, a dla komunistów Bóg uzyskał samoświadomość w aparacie partyjnym. W religii Bóg jest Rozumnym Bytem.
A co jest bogiem dla niedoszłych zakonnic?

>A co powiesz na to:
>Albert Einstein tak powiedział: "Każdy, kto jest poważnie zaangażowany w badania naukowe, nabiera przekonania, że w prawach wszechświata zamanifestowany jest duch - duch znacznie przewyższający ducha człowieka, wobec którego my, z naszymi skromnymi mocami, musimy odczuwać pokorę".
Że tak się wyrażę - o matkobosko! Skąd się ciągle i ciągle biorą tacy ignoranci jak ty, którzy ciągle cytują wybiórczo Einsteina, jakby Einstein był im potrzebny do przekonania samych siebie o sensowności tezy teistycznej?!

>To tyle.
Obiecujesz?
E tam, i tak nie dotrzymasz słowa.
Teresa
>Poproszę o wykazanie w jaki sposób postulat istnienia Boga wyjaśnia budowę materii lepiej niż niemająca co do tego pewności nauka. Bez tego dowodu twoje gadki o Bogu są kompletnie bez sensu - o czym doskonale wiesz.

Nie dam się w to wciągnąć. Budowę materii najlepiej objaśnia nauka, ale nauka nie objaśnia, czym jest materia. Tym zajmuje się filozofia i tutaj "jest tez miejsce" dla Boga.

>Nie słoneczko, nie wywiniesz się w tak bzdurny sposób. Skoro postulujesz wyjaśnianie "podrzędnego" przez "nadrzędne", to musisz się zastosować to swojej reguły i podać, co wyjaśnia "nadrzędnie" Boga.
>Tego uczynić nie możesz i dziwię się, że w ogóle wyjechałaś z takim "argumentem" w stylu "pierwszej przyczyny", który został na kilka sposobów obalony przez filozofię.
>OK - wyjaśnienie, bo chyba nie wiesz o czym mówię - skoro wszystko ma swoją przyczynę (wyjaśnianie "podrzędnego" przez "nadrzędne"), to Bóg też ma swoją przyczynę, która ma swoją przyczynę i tak w nieskończoność.

Innymi słowy argumentujesz, że w tym dowodzie istnieje sprzeczność sama w sobie, gdyż jedną z przesłanek jest to, że wszystko potrzebuje przyczyny, ale wniosek jest taki, że istnieje coś (Bóg), co nie potrzebuje przyczyny. Innymi słowy "Kto stworzył Boga?" Odpowiedź jest bardzo prosta: ten dowód nie używa przesłanki, że wszystko potrzebuje przyczyny. Wszystko w ruchu potrzebuje przyczyny, wszystko, co zależne, potrzebuje przyczyny; wszystko, co niedoskonałe, potrzebuje przyczyny.
Bóg definicji jest doskonały i niezależny i jest bez przyczyny. Taki byt musi istnieć, ponieważ jeśli nie istnieje, to cały wszechświat pozostaje niewyjaśniony i naruszyliśmy naszą zasadę wystarczającej przyczyny dla wszystkiego.
Z tego dowodu jednak nie wynika, że ten Bóg jest świętą osobą.

>>Dla materialistów Bogiem jest materia, a dla komunistów Bóg uzyskał samoświadomość w aparacie partyjnym. W religii Bóg jest Rozumnym Bytem.
>A co jest bogiem dla niedoszłych zakonnic?

Ty mi się, Jeyes, zakonnic nie czepiaj. Zakonnica jest święta!

>Że tak się wyrażę - o matkobosko! Skąd się ciągle i ciągle biorą tacy ignoranci jak ty, którzy ciągle cytują wybiórczo Einsteina, jakby Einstein był im potrzebny do przekonania samych siebie o sensowności tezy teistycznej?!

Wy też przechowujecie (tzn. ten serwis przechowuje) listę ateistów naukowców. Ciekawe dlaczego?

>>To tyle.
>Obiecujesz?
>E tam, i tak nie dotrzymasz słowa.


Itachi-san (468 punktów)
>O tak, tak! To ostatnie na pewno! Tak jak Ziemia jest podtrzymywana przez 4 słonie stojące na żółwiu pływającym po nieskończonym oceanie.


ariadna (352 punktów)
>Struna jest struną, ale co sprawia, ze
>nią jest? Nic? A może jest podtrzymywana przez słowo
>Boga?

Równie dobrze można by zapytać: co sprawia, że Bóg jest Bogiem? Odpowiedzią będzie bredzenie o tajemnicy niepojętej rozumem ludzkim, nieskończonej miłości ew. radosnym wielbieniu Absolutu.
Po co te pytania? Ty nie potrzebujesz odpowiedzi... Po raz kolejny usiłujesz udowodnić istnienie Boga, przede wszystkim sobie, utwierdzić się w przekonaniu, że ma rację. Tak Tereniu, masz rację, to jest Twoja prawda...
I jeszcze to:
>Dla mnie cząstki elementarne, typu struna (niezbędne do
>wyjaśnienia własności wszystkich form materii) są
>irracjonalne, ponieważ same nie są już przez nic
>wyjaśniane
. Pytanie samo się nasuwa : co jest w takim
>razie jest ową pierwotną, najbardziej elementarną
>"rzeczywistością"?
A nie nasuwa Ci się przypadkiem odpowiedź? Przecież to oczywiste...
Viator Solus (217 punktów)
Człowiek nie będzie w stanie poznać przyczyn istnienia z jednego powodu (memetycznego jakby). Mianowicie nasze myślenie jest uwarunkowane koniecznością stopniowania wszystkiego. Jest to związane też z pojęciem nieskończoności. Człowiek nie może poprzestać na jakiejś konstatacji i zakończyć proces myślenia, bo zaraz potem pojawia się pytanie: A co, jeśli jest coś jeszcze większego, mniejszego, jaśniejszego, ciemniejszego, szybszego, wolniejszego, itd.

Taka krowa żuje trawę i nie pyta się sama siebie: A co jeśli za lasem trawa jest jeszcze smaczniejsza? Po prostu poprzestaje na tym co ma w otoczeniu swoich zmysłów.

Człowiek buduje doskonałą maszynę i niezadowolony pyta się: A co, jeśli teoretycznie możnaby zbudować jeszcze doskonalszą maszynę. Z tego niezadowolenia myśli, myśli i buduje jeszcze doskonalszą, a potem jeszcze doskonalszą...

Gdyby istniało niebo i Bóg, człowiek taki jaki jest, spytałby się: A co, jeśli istnieje jeszcze większy Bóg, który stworzył to niebo i tego Boga, którego znam?

Jesteśmy zarażeni pojęciem nieskończoności i nie jesteśmy w stanie zakończyć procesu drążenia, rozdrabniania, scalania, mieszania w retorcie, rozpędzania cząstek, filozofowania, itp, czyli poznawania.

Istotą człowieka jest bycie nienasyconym tym co się zna i podróżowanie w nieskończoność.

_________
błogosław wszystko, co reprezentuje to czego pragniesz
ariadna (352 punktów)
>...nasze myślenie jest uwarunkowane koniecznością stopniowania wszystkiego. Jest to związane też z pojęciem nieskończoności. Człowiek nie może poprzestać na jakiejś konstatacji i zakończyć proces myślenia, bo zaraz potem pojawia się pytanie: A co, jeśli jest coś jeszcze większego, mniejszego, jaśniejszego, ciemniejszego, szybszego, wolniejszego, itd.
Zgadzam się z powyższym stwierdzeniem, choć wiadomo, że nie wszyscy tak myślą. Kiedy ktoś zadaje wierzącemu pytanie skąd się wziął Bóg, zapytany unosi w górę oczęta, składa rączki i nabożnym głosem mówi: Bóg był, jest i zawsze będzie. Zasada tzw. stopniowania, o której napisałeś, zupełnie tu nie działa. I wcale mnie to nie dziwi. Przecież takie założenie jest bardzo wygodne, nie wymaga żadnego wysiłku myślowego.
>Gdyby istniało niebo i Bóg, człowiek taki jaki jest, spytałby się: A co, jeśli istnieje jeszcze większy Bóg, który stworzył to niebo i tego Boga, którego znam?
Nic z tego! Człowiek wierzący uważa, że jego wiara (i jej zasady) jest jedyną prawdziwą (objawioną), że jego bóg to ten autentyczny, a wszyscy inni to nędzni uzurpatorzy, którzy podszywają się pod jedynie słuszną religię (stąd częste naśmiewanie się z wierzeń innych), zatem człowiek taki nie zadaje sobie pytania o istnienie innego (większego, lepszego, prawdziwszego) boga, on "wie", że ten, w którego wierzy jest właśnie tym prawdziwym.

Deltec (215 punktów)
nie wydaje mi sie, zeby ktokolwiek tutaj mial na tyle silne podstawy matematyczne, by dyskutowac o teorii superstrun.
xx
Marcin (187 punktów)
>nie wydaje mi sie, zeby ktokolwiek tutaj mial na tyle silne podstawy matematyczne, by dyskutowac o teorii superstrun.
>xx
Pochwal się swoimi podstawami...
Deltec (215 punktów)
widze, ze szanowny Kolega potraktowal moje slowa dosyc osobiscie. Nie ma sie co obrazac, ale taka jest prawda, ze 99% ludzi ( w tym i ja ) nie dysponuje i dysponowac nie bedzie aparatem matematycznym umozliwiajacym mniej lub bardziej swobodne operowanie w temacie superstrun. Pozatym na dzien dzisiejszy dotarcie do materialow na temat wszkak niekompletnej jeszcze teorii oraz jej interpretacja, wymagaja wielu lat nauki i studiow czysto matematycznych. Mozna oczywiscie sie nadymac i udawac, ze sie wie, z czym to sie je, ale niestety na udawaniu sie konczy, a calos zakrawa na autokompromitacje i niczym nie odbiega od sikania pod wiatr. Wszelkie spekulacje na temat: czym jest struna i czy to slowo "boga" to efekt plesni na korze mozgowej, przynajmniej do czasu, gdy nie wezmie sie smialego rozbiegu i, tuz przed zderzeniem ze sciana, nie sprobuje sie dokonac przynajmniej symbolicznych obliczen z pomoca znanych pakietow matematycznych. Kiedy juz czlowek pozna, ze przez ta sciane, zaopatrzony wplecak pelen popularnonaukowych opowiadan, tunelowac nijak sie nie da, wtedy dreczony bolem glowy zaduma sie, czy oby w calej checi poznania natury sciany wie przynajmniej po co owa sciana stoi, ale i tez czy wie, jak do niej podejsc.
xx
Celecrin (11895 punktów)
Cześć
Czasem człowiek coś napisze, a potem ludzie się czepiają nie? Moim zdaniem nie tylko Marcin był ciekaw Twojego aparatu matematycznego, ja też byłem. Nie sądzę, żeby odebrał to osobiście. Raczej był ciekaw jakichś rewelacji na temat TEORII (jest ich wiele) superstrun, tymczasem siebie zaliczyłeś również do 99% niedouczonych.
Zastanawiam się skąd będziesz wiedział, że dyskusja jest nie merytoryczna, jeżeli taka miałaby miejsce...?
Miejsce matematyki w fizyce jest nieodzowne, matematyka pomaga odwzorować rzeczywistość lecz...byty matematyczne żyją własnym życiem. Równania matematyczne tworzą byty, które są wytworem umysłu. Fizyka to nie matematyka (Zastosowaniem matematyki do rzeczywistości zajmuje się fizyka matematyczna)
Choćbyś więc miał niewiadomo jak wielki aparat matematyczny, na końcu musisz dostosować go do RZECZYWISTOŚCI. To znaczy próbować przetłumaczyć komuś, czym są w istocie struny, prawda? Podobno Pauli kiedyś powiedział Einsteinowi te słowa:
"Rekomendując kogoś na asystenta Einsteinowi, który w późniejszych latach życia zapuścił się w dosyć egzotyczne obszary matematyki w bezowocnym poszukiwaniu jednolitej teorii pola, Pauli napisał: "Drogi Panie Einstein, to jest dobry student, tylko nie pojmuje jasno różnicy między matematyką a fizyką. Z drugiej strony, Ty sam, drogi Mistrzu, już dawno straciłeś tę zdolność"

Suilad...
V0lrath (3440 punktów)
Z jednej strony masz rację - jeśli się zrozumie pojęcia fizyczne to można co nieco wyjaśnić nawet laikowi - i zrozumie/wyobrazi sobie o co chodzi. Ale z drugiej strony laik pozbawiony wsparcia matematycznego przy sprawach na tyle złożonych, że intuicja często zawodzi, raczej nie będzie mógł dobrze wnioskować tylko na podstawie ogólnych wyobrażeń.
Teresa
Dokładnie, wg mnie ani fizyka ani matematyka nie mówi, czym jest rzeczywistość, raczej za pomocą tzw. modeli chociaż w przybliżeniu próbują ją tylko (a może "aż"!!!) odtworzyć.

mohawk (2936 punktów)
>Dokładnie, wg mnie ani fizyka ani matematyka nie mówi, czym jest rzeczywistość,
Ale na szczęście istnieje religia, która jakże adekwatnie 'mówi, czym jest rzeczywistość', nieprawdaż?
Celecrin (11895 punktów)
Cześć
>Dokładnie, wg mnie ani fizyka ani matematyka nie mówi, czym jest rzeczywistość, raczej za pomocą tzw. modeli chociaż w przybliżeniu próbują ją tylko (a może "aż"!!!) odtworzyć.
Nauka stara się odpowiedzieć jaka jest rzeczywistość. Właśnie ten rodzaj wiary podzielam, że istnieje niezależna od nas rzeczywistość, która można poznawać i badać. Przybliżeniem opisu rzeczywistości bym się nie przejmował. Wiedzy, którą o niej zebraliśmy jest już tyle, że jeden człowiek nie jest w stanie tego ogarnąć. O tym jest między innymi ten wątek.
Czym jest? Ha! Prawem odkrywców jest nadawać nazwy i sens, prawda?

Suilad...
V0lrath (3440 punktów)
Zgadzam się.

Jakiś czas temu (chyba ze 2 lata) ściągnęłem sobie matematyczne opracowanie podstawowych spraw w teorii superstrun, ale niestety "odbiłem się od ściany".

Fajnie, że przypomniałeś - niedługo spróbuję zrobić podejście drugie (choć prawdopodobnie mimo większej wiedzy matematycznej i tym razem poniosę porażkę).
Itachi-san (468 punktów)
Odniosę się do najnowszych badań (co niektorzy to slyszeli juz dawno, ale te koncepcje ciagle powracaja, czesto w nowej otoczce), niektórzy naukowcy snują hipotezy, że w naszym wszechświecie istnieje inny wszechświat np. ten na poziomie kwarków, atomów, cząsteczek, cząstek jeszcze mniejszych niż to wszystko co do tej pory wymyślono.
Gdyby tak było to oznaczałoby, że my jesteśmy bogami dla świata poniżej (kwarki itd.), a ktoś jest nad nami czyli np. konwencjonalny Bóg KK lub Alllach, Brahma, Kami z szintoizmu, bogowie Grecy, Egipscy lub Buddowie, a nad nimi inny wszechświat (i inni 'bogowie', których czcili by nasi bogowie) i tak w nieskończoność w obydwie strony można by obserwować.

Wtedy wyszłoby, że wszystko ma swoją przyczynę, przy czym praprzyczyny nie moglibyśy nigdy zaaobserwować, ani ost. wszechświata w n-tym z kolei wszechświecie.

Ta koncepcja mi się w sumie podoba, gdyż dzięki niej mielibysmy niekończącą się zabawę w poznawanie świata/światów i praw rządzących nim(i) Gdyby jeszcze dodać reinkarnację i mógłbym się urodzić gdzieś indziej w Polsce

Szczerze mówiąc gdybyśmy już wszystko odkryli to nasze, życie stało by się nudniejsze i bezcelowe, pozostałby tylko telewizor, komp, pub, a wrodzona ciekawość człowieka by na tym straciła. Możliwe ze w wypadku ewolucji, 'mięsień' nieuzywany by zanikl czytaj mózg
Itachi-san (468 punktów)
Bład w zdaniu wczęsniejszym. "(...)Mógłbym się urodzić gdzieś indziej niż w Polsce""

Itachi-san (468 punktów)
>Gdyby tak było to oznaczałoby, że my jesteśmy bogami dla świata poniżej (kwarki itd.)

I sami jesteśmy kwarkami itd. dla innych powyżej np. bogów, buddów, humanoidów z innego świata, Luka Skywalkera ze Star Wars, papy Smerfa czy kotopsów

PS.Od Luka się nabijam, jeśli ktoś nie skumał
V0lrath (3440 punktów)
Takie nieskończone ciągi mają tylko jedną wadę - są nieskończenie mało prawdopodobne.

Samoistny wszechświat o zadanej złożoności ma pewne prawdopodobieństwo zaistnienia 1/A.

Taki sam wszechświat wraz z dodatkiem w postaci nadrzędnego wszechświata ma prawdopodobieństwo 1/(A*B). (Nadrzędne coś wnosi dodatkowego - dodatkową informację, entropię, więc szanse na zaistnienie z nicości są pewną ilosć razy mniejsze).

Więc prawdopodobieństwo warunkowe na to, że istnieje nadrzędny wszechświat pod warunkiem, że istnieje ten wszechświat jest 1/B.
Wszystko jedno jakie to jest B - nieskończony ciąg takich wszechświatów daje 1 / nieskończony iloczyn pewnych skończonych wartości Bn.
Czyli 0.
Teresa
Wg mnie prawdopodobieństwo zaistnienia z (absolutnej) nicości czy to różowego słonika, czy samoistnego wszechświata, czy nieskończonego ciągu wszechświatów jest takie samo .

Może wyjdę od takiego dowodzenia:

"Przypuśćmy, że powiem ci, że istnieje książka, która tłumaczy wszystko, co chciałbyś wytłumaczyć. Bardzo chcesz zdobyć tę książkę. Pytasz się, czy ją mam. Mówię, że nie, że muszę ją wziąć od mojej żony. Czy ona ją ma? Nie, musi ją wziąć od sąsiada. Czy on ją ma? Nie, musi ją wziąć od nauczyciela, który musi ją wziąć... i tak dalej, i tak dalej, ad infinitum. Nikt w rzeczywistości nie ma tej książki. W tym przypadku nigdy jej nie dostaniesz. Jakkolwiek długi lub krótki byłby łańcuch pożyczających, dostaniesz książkę, tylko jeśli ktoś rzeczywiście ją ma i nie musi jej pożyczać. Cóż, istnienie jest jak ta książka. Istnienie jest przekazywane wzdłuż łańcucha przyczyn, od przyczyny do skutku. Jeśli nie istnieje pierwsza przyczyna, żaden byt, który jest wieczny i samowystarczalny, żaden byt, który ma istnienie ze swojej natury i nie musi go pożyczać od kogoś innego, to dar istnienia nigdy nie może być podany wzdłuż łańcucha do innych i nikt go nigdy nie dostanie. Ale przecież go otrzymaliśmy. Istniejemy. Otrzymaliśmy dar istnienia od naszych przyczyn w łańcuchu i otrzymał go każdy rzeczywisty byt we wszechświecie od atomów po archanioły. A tym samym musi istnieć pierwsza przyczyna istnienia, Bóg."
fragment z:
apologetyk(*)ent&task=view&id=796&Itemid=68

Oczywiście z tego nie wynika, że jest to Bóg "Bóg Abrahama, Izaaka i Jakuba", ale w ten sposób dowodzi się istnienia tzw. Boga filozofów, czyli tzw. Bytu koniecznego -niezależnego, doskonałego, bez przyczyny.

Szczerze mówiąc dla mnie istnienie Boga "Abrahama, Izaaka i Jakuba" jest tak samo "prawdopodobne" jak istnienie nieskończonego ciągu wszechświatów, który istnieje na zasadzie "istnieje, bo istnieje", ale wówczas to ten ciąg wszechświatów byłby Bogiem.
W każdym bądź razie Bog rozumiany jako byt niezależny, doskonały, bez przyczyny - musi istnieć.

Chociaż łatwiej jest mi uwierzyć w to, ze wszechświat (czy też nieskończony ciąg wszechświatów) został stworzony przez Rozumny Byt będący Bogiem, niż w to, ze istnieje on przez przypadek czy z anonimowej konieczności, ale to już inna historia...

Pozdrawiam serdecznie
beuek

>Chociaż łatwiej jest mi uwierzyć w to, ze wszechświat (czy też nieskończony ciąg wszechświatów) został stworzony przez Rozumny Byt będący Bogiem, niż w to, ze istnieje on przez przypadek czy z anonimowej konieczności, ale to już inna historia...
>Pozdrawiam serdecznie

naprawde latwiej Ci w to uwierzyc?

czy spogladajac na zagadnienie racjonalnie autorzy serwisu tudziez jednostki szczycace sie mianem racjonalistow dopuszczaja istnienie czegos poza materia ktora jak wiadomo ma swoj okreslony rozmiar sklad a przede wszystkim granice itp natomiast istnienie wszechswiata i czasoprzestrzeni jest cokolwiek nie logiczne dla naszych mozliwosci intelektualnych pomijajac teorie wszechswiata we wszechswiecie itd jednak to cos nie ma granic przestrzennych i czasowych a jesli ma to cos co jest poza nim nie ma ichze wiec moze "poznanie" tajnikow matrii i okolicznosci w jakich przyszlo nam bytowac pozostanie dla nas niczym zrozumienie przez np chomika czym jest nie wysilajac wyobrazni - komputer na ten przyklad nie zebym nie wierzyl w swoj gatunek ale cos kaze mi byc sceptykiem co do tych przecudnych acz czerstwych rozwazan a argumenty w stylu ze chyba nie czytalam fachowej literatury sa dosc nie powaze
Viator Solus (217 punktów)
Przy dowodzeniu różnych rzeczy, filozofowie, naukowcy lub apologeci opierają się na wiedzy, która da się zastosować. Np. na matematyce lub prawach logiki. Dopóki rzecz da się wyjaśnić dostępnymi środkami wszystko idzie dobrze. Jednakże w pewnym momencie następuje impas z powodu niedoskonałości narzędzi poznawczych i środków poznania.

W tym przypadku należy przejść na wyższy poziom i zbudować nowe zasady logiki, nowe prawa matematyki, itp.

I tak, na przykładzie udowadniania przy pomocy pierwszej przyczyny: Jeśli ta zasada przestaje działać, należy uznać, że jest niewystarczająca i zbudować nową zasadę logiki.
Chociaż wydaje się to niemożliwe dla umysłu zablokowanego przez poprzednie zasady jest to jak najbardziej naturalne.

I historia poucza nas, że tak odbywa się postęp w nauce. Do pewnego momentu udoskonala się łupanie kamieni. Pewnego dnia jednak ktoś odkrywa brąz, potem żelazo, itp.
Najpierw robiono koła z drzewa, potem z żelaza, na koniec obtoczono je gumą. Ale do zmniejszania tarcia zastosowano też poduszki magnetyczne! Kiedyś nie znano liczb ujemnych, a teraz używa się przeciez nie tylko ich, ale nawet liczb urojonych.

Wszędzie dokonuje się postęp, ale to rewolucje przenoszą na nowy poziom. Dlatego jeśli prawo przyczyny przestaje działać, można zbudować nową, nielogiczną logikę i nowologicznie oprzeć się na zasadzie, że przyczyna jest niepotrzebna do zaistnienia skutku.

_________
błogosław wszystko, co reprezentuje to czego pragniesz
św.Marek
    Bardzo proszę, byś raczył się dostosować do naszego regulaminu, który nie zezwala na używanie różnych nicków. Teraz napisałeś post używając nazwy "beuek", a niedawno napisałeś tekst sygnując o nickiem "sw_Alia". Proszę używać tylko jednego nicka.

___________
Pozdrawiam
beuek
>    Bardzo proszę, byś raczył się dostosować do naszego regulaminu, który nie zezwala na używanie różnych nicków. Teraz napisałeś post używając nazwy "beuek", a niedawno napisałeś tekst sygnując o nickiem "sw_Alia". Proszę używać tylko jednego nicka.
>___________
>Pozdrawiam

bardzo prosze, bys raczyl nie wysuwac bezpodstawnych zarzutow pod moim adresem twoj komentarz dotyczy mojego debiutu nie znam sw alia

pozdrawiam rowniez

PS skoro juz przy regulaminowych sprawach to kwestia techniczna.. prosze mnie poinstruowac jak wykreowac polskie znaki.
św.Marek
>bardzo prosze, bys raczyl nie wysuwac bezpodstawnych zarzutow pod moim adresem twoj komentarz dotyczy mojego debiutu nie znam sw alia

    Może i debiutu, ale z Twojego komputera został napisny post sygnowany nickiem "sw_Alia". Mam nadzieję, że będziesz używał tylko tego, którym popisujesz się teraz i tylko o to chodzi.

>PS skoro juz przy regulaminowych sprawach to kwestia techniczna.. prosze mnie poinstruowac jak wykreowac polskie znaki.

    Regulamin nie wymaga pisania polskich znaków. Wymaga ich grzeczność od tych, którzy mogą je pisać. Na sprawach technicznych ne znam się. Jeżeli związane są z forum, należy pytać o nie Webmastera.

___________
Pozdrawiam
beuek
    Może i debiutu, ale z Twojego komputera został napisny post sygnowany nickiem "sw_Alia". Mam nadzieję, że będziesz używał tylko tego, którym popisujesz się teraz i tylko o to chodzi.

gwarantuje ci ze nie mialo nic takiego miejsca ale nie bede sie spieral bo i po co...
Teresa
beuek

>czy spogladajac na zagadnienie racjonalnie autorzy serwisu tudziez jednostki szczycace sie mianem racjonalistow (...)

Było cymbalistów wielu ... jak mówi wieszcz. Istnieje też parę racjonalizmów.

>"poznanie" tajnikow matrii i okolicznosci w jakich przyszlo nam bytowac pozostanie dla nas niczym zrozumienie przez np chomika czym jest nie wysilajac wyobrazni - komputer na ten przyklad

Wydaje mi się, że sceptycyzm nie ma chyba żadnego uzasadnienia ani też nie przynosi żadnego pożytku .. więc nie ma sensu być sceptykiem...

>co do tych przecudnych acz czerstwych rozwazan a argumenty w stylu ze chyba nie czytalam fachowej literatury sa dosc nie powaze

Skąd wiadomo, ze nie czytała? Poza tym wystarczy zadać sobie parę prostych pytań:
- Co to jest materia?
- Materia jest energią (E=mcc)
- A co to jest energia?
- Energia jest materią.
Brzmi to dosyć podejrzanie. To tyle.

beuek

>Było cymbalistów wielu ... jak mówi wieszcz. Istnieje też parę racjonalizmów.

teresko nie mam pojecia do czego zmierzasz najwidoczniej nie szczycisz sie owymi mianem tzn nie do ciebie kierowalem zapytanie

>Wydaje mi się, że sceptycyzm nie ma chyba żadnego uzasadnienia ani też nie przynosi żadnego pożytku .. więc nie ma sensu być sceptykiem...

bla bla bla o co ci chodzi teresko??
aner
>- Co to jest materia?
>- Materia jest energią (E=mcc)
>- A co to jest energia?
>- Energia jest materią.
>Brzmi to dosyć podejrzanie. To tyle.
>

Materia jest tym wszystkim co istnieje, co możemy lub będziemy mogli w przyszłości badać (możliwe, że istnieją postacie materii, której jeszcze nie znamy). Energia to wielkość fizyczna - wygodne pojęcie służące do opisu procesów jakie zachodzą w wyniku oddziaływania materii ze sobą.
Wzór E=mc^2 nie mówi, że materia jest energią, tylko stricte o równoważności masy i energii tzn., że masie bezwładnej odpowiada pewna energia. Być może to co odbieramy w naszym doświadczeniu jako masę jest wynikiem jakiegoś oddziaływania.
Teresa
>Wzór E=mc^2 nie mówi, że materia jest energią, tylko stricte o równoważności masy i energii tzn., że masie bezwładnej odpowiada pewna energia. Być może to co odbieramy w naszym doświadczeniu jako masę jest wynikiem jakiegoś oddziaływania.

Dzięki za wyjaśnienie. No właśnie, spotkałam się też z takim poglądem, że to, co odbieramy jako masę jest ruchem! Ale ruchem czego?

V0lrath (3440 punktów)
P
*O
**W
***T
****Ó
*****R
******K
*******A
V0lrath (3440 punktów)
>Dzięki za wyjaśnienie. No właśnie, spotkałam się też z takim poglądem, że to, co odbieramy jako masę jest ruchem! Ale ruchem czego?

Trudno powiedzieć czym jest masa na poziomie bardziej podstawowym - bo masa wynikająca z ruchu części jest nieodróżnialna od masy spoczynkowej - jeśli patrzymy na masę z zewnętrza układu.
Wszystkie energie wewnątrz razem dają masę.

W pewnym sensie masa spoczynkowa jest "ruchem", a dokładniej składową czasową wektora pędu podzieloną przez c - gdy dany obiekt się "nie rusza".
[0 0 0 m*c] - wektor pędu wyrażanego w m/s dla ciała postrzeganego przez obserwatora wewnątrz Wszechświata jako "nieruchome" - w współrzędnych x,y,z,t.
V0lrath (3440 punktów)
>- Co to jest materia?
>- Materia jest energią (E=mcc)
>- A co to jest energia?
>- Energia jest materią.
>Brzmi to dosyć podejrzanie. To tyle.

Jeśli komuś to w czymś pomoże, to spieszę z wyjaśnieniem (o ile dobrze rozumiem czym jest energia):

Energia jest odpowiednikiem pędu w wymiarze czasowym.
Razem z 3 składowymi pędu stanowi czterowektor pędu - wektorowy odpowiednik pędu w mechanice relatywistycznej.
Czterowektor ten jest w zadanym punkcie styczną do toru obiektu w 4-wymiarowej zakrzywionej czasoprzestrzenii i jest czymś bardziej realnym niż pęd lub energia osobno - ponieważ jest taki sam nie zależnie od wyboru inercjalnego układu odniesienia (zmiana układu na poruszający się z inną prędkością powoduje tylko pewną transformację opisywaną przez równania Lorenza - coś jak "obroty" w zwykłej przestrzenii - tyle tylko, że w zwykłej przestrzeni kwadrat odległości to w^2+x^2+y^2+z^2, a w naszej to x^2+y^2+z^2-c^2*t^2 - tak zwany kwadrat interwału czasowo-przestrzennego).

Myślę, że energia zawarta w masie obiektu, który się nie porusza, jest także pewną styczną do toru zadanego obiektu i wyraża różniczkę zmian toru, jak by to powiedział matematyk, "po łuku gładkim" - tyle tylko, że dla nas w wymiarach przestrzennych gdy obiekt się nie porusza to jest to punkt (a gdy się porusza to jest to pęd) więc trudno to sobie wyobrazić.
Ale w 4-wymiarowej zakrzywionej przestrzeni zamiast punktu mamy (w prostym przypadku - brak ruchu czy ruch jednostajny prostoliniowy gdy nie ma silnego pola grawitacyjnego lub spadanie w polu grawitacyjnym) pewną prostą lub (w trudniejszym wypadku) krzywą.

Dla czegoś co względem nas się nie porusza energia jest wtedy równa mc^2 i wektor prostopadły do toru wyrażający pewną różniczkę zmian toru w współrzędnych [x y z t] w naszym układzie odniesienia wynosi (po przeliczeniu sekund na metry 1 sekunda = 1 metr / c, a prędkości na jednostki bez skal - metr/metr):
[0 0 0 m] (m - masa spoczynkowa; zamiast m byłoby mc^2 gdyby nie zmiana jednostek na takie same dla czasu i dla przestrzeni - c jest stałą wyrażającą stosunek 1 metra do 1 sekundy)
Gdy coś się względem nas porusza powiedzmy z prędkością v w kierunku osi x zgodnie z kierunkiem x to wtedy mamy (uwaga - v jest wyrażone w metrach na metr czyli jednostkach bez skali i obiera wartości od 0 do prawie 1 dla m>0):
[v*m/sqrt(1-v^2) 0 0 m/sqrt(1-v^2)]

Teresa
Dziękuje pięknie. Nigdy dość wiedzy z fizyki!!

Ale kto pilnuje lub co sprawia, że takie wzory jak te, które podałeś, zachodzą ?
V0lrath (3440 punktów)
>Dziękuje pięknie. Nigdy dość wiedzy z fizyki!!

Proszę bardzo. Bardzo lubię fizykę.

>Ale kto pilnuje lub co sprawia, że takie wzory jak te, które podałeś, zachodzą ?

A to musi ktoś pilnować lub coś sprawiać?
Po prostu takie relacje w czasoprzestrzeni zachodzą, tak jest zbudowana.
I do pewnego momentu można szukać kolejnych rzeczy, które "sprawiają", ale myślę, że gdzieś jest taki podstawowy poziom za którym nie ma już nic - taka podstawowa i najważniejsza struktura której działanie przejawia się w prawach fizycznych.

Teresa
>>Dziękuje pięknie. Nigdy dość wiedzy z fizyki!!
> Proszę bardzo. Bardzo lubię fizykę.

Szacunek i wyrazy podziwu !

>>Ale kto pilnuje lub co sprawia, że takie wzory jak te, które podałeś, zachodzą ?
>A to musi ktoś pilnować lub coś sprawiać?
>Po prostu takie relacje w czasoprzestrzeni zachodzą, tak jest zbudowana.
>I do pewnego momentu można szukać kolejnych rzeczy, które "sprawiają", ale myślę, że gdzieś jest taki podstawowy poziom za którym nie ma już nic - taka podstawowa i najważniejsza struktura której działanie przejawia się w prawach fizycznych.

Ciekawe tylko czym jest ta podstawowa i najważniejsza struktura, skoro nie składa się już z niczego?
V0lrath (3440 punktów)
>> Proszę bardzo. Bardzo lubię fizykę.
>Szacunek i wyrazy podziwu !

Dziękuję.

>Ciekawe tylko czym jest ta podstawowa i najważniejsza struktura, skoro nie składa się już z niczego?

Ciekawe...
Nie mam zielonego pojęcia. Ale może kiedyś się tego dowiemy.

Grzegorz (2117 punktów)
>Wydaje mi się, że sceptycyzm nie ma chyba żadnego uzasadnienia ani też nie przynosi żadnego pożytku .. więc nie ma sensu być sceptykiem...

Jeśli przyjmiemy jedno z możliwych znaczeń sceptycyzmu jako poglądu, który karze krytycznie patrzeć na swoje poglądy i weryfikować je poprzez sprawdzanie ich słuszności, to sceptycyzm jest nierozerwalnie związany z poznawaniem świata nawet na najbardziej podstawowym poziomie. W tym sensie Pani pytania, wysuwane tezy i próby ich uzasadnienia jak i przewijające się we wszelkich innych dyskusjach próby uzasadnienia swojego zdania i próby udowodnienia go innym, mają źródła w sceptycyzmie właśnie. Tak ja przynajmniej rozumiem przydatność i uzasadnienie sceptycyzmu. W świecie bez sceptycyzmu nie byłoby miejsca na poglądy, tezy, hipotezy, teorie. Wszystko opierałoby się na jednym dogmacie - cokolwiek by się powiedziało musiałoby byś słuszne albo niesłuszne z zasady, bo skoro nie weryfikujemy prawdziwości (a to już jest sceptycyzm stosowany to musimy przyjąć a priori, że albo wszystko co mi się wydaje jest absolutną prawdą albo wszystko jest absolutnym fałszem - przy czym musiałaby dodatkowo działać zasada "wszystko albo nic" bo brak jakiejkolwiek krytycznej weryfikacji uniemożliwia odróżnienie jednego od drugiego.

Zatem w przedstawionym wyżej sensie, wszyscy, czy nam się to podoba czy nie, jesteśmy sceptykami, a pożytkiem z tego jest to że w ogóle możemy mieć i wymieniać między sobą poglądy, możemy dokonywać ocen, przyjmować lub odrzucać tezy z którymi się spotkaliśmy ba, nawet przyjęcie czegoś na wiarę jest efektem udzielenia sobie odpowiedzi na pytanie uwierzyć czy nie i zweryfikowania we własnym zakresie co nam bardziej pasuje abstahując od metody tej weryfikacji.

Pozdrawiam
Grzegorz
Teresa
>Zatem w przedstawionym wyżej sensie, wszyscy, czy nam się to podoba czy nie, jesteśmy sceptykami, a pożytkiem z tego jest to że w ogóle możemy mieć i wymieniać między sobą poglądy, możemy dokonywać ocen, przyjmować lub odrzucać tezy z którymi się spotkaliśmy

Drogi Grzegorzu, tak, ale taka strategia, jaką opisałeś powyżej, ma na celu zorientowanie się, co jest prawdziwe, a co nie . Uważam to za jak najbardziej za celowe.
Natomiast dla sceptycyzmu zgodnie, z którym:
- nie ma zdań prawdziwych,
- nie wiemy o żadnym zdaniu, że jest prawdziwe (nawet o najprostszym!),
- nie możemy nigdy z pewnością wiedzieć, czy jakieś zdanie jest prawdziwe.
dla takiego sceptycyzmu nie widzę uzasadnienia.

Powtórzę się:
"Jeżeli zacznę wątpić w istnienie drzwi, przez które mógłbym wyjść z pokoju, trudno będzie ode mnie wymagać abym z niego wyszedł" J. M. Bocheński

Nie widzę uzasadnienia dla sceptycyzmu, który sam w sobie jest celem. Natomiast widzę uzasadnienie dla takiego, którego celem jest zorientowanie się, które poglądy czy zdania są prawdziwe.

Pozdrawiam

Grzegorz (2117 punktów)Trochę długie wyjaśnienie + coś na temat
>Natomiast dla sceptycyzmu zgodnie, z którym:
> - nie ma zdań prawdziwych,
> - nie wiemy o żadnym zdaniu, że jest prawdziwe (nawet o najprostszym!),
> - nie możemy nigdy z pewnością wiedzieć, czy jakieś zdanie jest prawdziwe.
>dla takiego sceptycyzmu nie widzę uzasadnienia.

No cóż dlatego właśnie zacząłem od definicji, żeby było wiadomo o jakim sceptycyzmie mówię. Pogląd z powyższego cytatu już zatrąca moim zdaniem bardziej o cynizm, a w każdym razie jest to jakiś sceptycyzm skrajny. Czy takie podejście nie ma uzasadnienia ? Trudna sprawa - nie jestem, aż tak niepraktyczny aby nie wychodzić przez drzwi, z uwagi na zwątpienie ale można i taką opinię uzasadnić. Od razu powiem że to co piszę nie stanowi obrony mojego poglądu lecz przedstawiam jak ja widzę możliwość uzasadnienia takiej postawy (ale na końcu trochę trochę, też jej dowalę ).

Problem z "prawdziwością" jest nielichy - jedni uznają za prawdziwe wyłącznie te stwierdzenia które można zweryfikować empirycznie, inni dopuszczają weryfikację nazwijmy to rozumową, jeszcze inni kompletnie odrzucają świadectwo zmysłów (klasyczny racjonalizm tak właśnie funkcjonował) na rzecz umysłu, wreszcie znajdą się i tacy którzy doceniają rolę intuicji, przeczuć, "oświecenia". Można zatem zaryzykować tezę, że "prawdziwość" ma charakter subiektywny, przynajmniej w takim rozumieniu, że to co ktoś uzna za prawdziwe (tj. zweryfikowane pozytywnie) inny odrzuci już choćby ze względów metodologicznych - przyjęcie metody to już cały ciąg założeń apriorycznych - począwszy od przyjęcia przedmiotu, warunków i narzędzi badania, a skończywszy na na tym, że dana metoda faktycznie daje nam możliwość weryfikacji stwierdzenia - np. mierzenie temperatury cieczy wymaga termometru, musimy jednak najpierw ten termometr stworzyć i ustalić zasady jego działania, i uprzednio zweryfikować, że jest on urządzeniem adekwatnym do badania z punktu widzenia jego celu (tu badamy temperaturę, ale gdybyśmy chcieli określić gęstość cieczy termometr już by nam się nie przydał).
Mnogość poglądów i metod powoduje, że całkiem rozsądne wydaje się uznać, że "nikt nie ma racji" gdyż wszystkie formy poznania, mają cechy subiektywne, a prawdziwość powinna mieć wszak przymiot obiektywności - no bo w końcu albo coś jest albo nie. W taki sensie faktycznie, żadne ludzkie zdanie, ani żadna ludzka wiedza, nie posiadając cechy bezwzględnego obiektywizmu, nie może być rozpatrywana jako prawda, a ponieważ trudno abyśmy się subiektywizmu wyzbyli (po prawdzie to wręcz przeciwnie - teza o wpływie badania na obiekt badany jest raczej dość szeroko akceptowana) więc też i ostatnie zdanie cytatu - to po myślniku, wydaje się uprawnione. Tu jednak z mojej strony musi nastąpić koniec tłumaczeń.
Z drugiej strony bowiem, aby było zabawniej zdania powyższe wpadają idealnie w "paradoks kłamcy" - skoro bowiem powiemy sobie - "nie ma zdań prawdziwych" to czy to zdanie będzie prawdziwe ??? I tu dochodzimy do czegoś co można by określić jako jakiś hipersceptycyzm - czyli kwestię: czy spod oceny sceptycznej należy wyjąć sam sceptycyzm ??? Dlatego prawdziwy cynik, taki z powołaniem i misją powinien chyba w ogóle milczeć, gdyż każda wypowiedź, na jakikolwiek temat, z zasady nie może być prawdziwa, w tym również powyższa teza. Zdaje się, że faktycznie takie zalecenie ze skrajnego cynizmu filozoficznego wynika.
Oczywiście rozsądek i pragmatyzm nakazują nam przyjmowanie pewnych rzeczy na wiarę czy zakładanie aprioryczne. W poprzednim poście pisałem jak rozumiem sceptycyzm i w takim sensie jego użyteczność widzę (co więcej - twierdzę że takimi sceptykami wszyscy jesteśmy) natomiast wątpię aby ktokolwiek tak na prawdę był wyznawcą trójcy zasad o których Pani wspomina - tzn. nie wątpię w to, że ktoś być może uważa, że tak myśli ale biorąc juz choćby pod uwagę paradoks, o którym pisałem - tak myśleć nie da się w sposób konsekwentny. Większość racjonalnych sceptyków, moim zdaniem, po prostu opowiada się za mniej lub bardziej restrykcyjną metodą weryfikacji twierdzeń, a część po prostu udaje, że myśli sceptycznie i udaje, że weryfikuje bo im to pasuje do światopoglądu. Tacy na ogół nie chcą dostrzec jak wiele wiedzy przyswaja się na wiarę i zupełnie pomiją fakt, że "naukowo" wypowiadając się w kwestiach pozanaukowych, nie uprawia się już nauki, że każde twierdzenie "naukowe" ma swój określony sens, kontekst i cel, którego rozciąganie na inne zjawiska prowadzi do absurdów.

Przy okazji ponieważ wątek dotyczy materii, o której chwilę temu dyskutowałem, więc chcę wtrącić swoje 3 grosze, choć nie będę już powtarzał argumentacji (jest w tej dyskusji www.racjonalista.pl/forum.php/s,22977) - "materia" jest ideą złożoną, zbiorem, uogólnieniem i jako taka jest nieweryfikowalna, weryfikowalne są przypisane jej cechy (ale to my je przypisaliśmy) oraz poszczególne elementy tego zbioru.

Również === POZDRAWIAM
TeresaOdp: Trochę długie wyjaśnienie + coś na temat
>Mnogość poglądów i metod powoduje, że całkiem rozsądne wydaje się uznać, że "nikt nie ma racji" gdyż wszystkie formy poznania, mają cechy subiektywne, a prawdziwość powinna mieć wszak przymiot obiektywności - no bo w końcu albo coś jest albo nie. W taki sensie (...)

Grzegorzu, wg mnie radykalny sceptyzm może doprowadzić do paraliżu woli.
Jesli zacznę wątpić o wszystkim, to nie będzie można ode mnie wymagać, abym przystapiła do czynu.

Co do teorii poznania to (powtórze się):

"filozofujący biolog K. Lorentz - w II połowie XX w. - wykazał, że to, co dla danej jednostki wydaje się aprioryczne, niezależne od doświadczenia, jest aposterioryczne (zależne od doświadczenia) dla człowieka rozumianego jako reprezentanta gatunku, gdyż nasz aparat poznawczy jest wynikiem działania biologicznej ewolucji. W związku z tym kontynuatorzy poglądów Lorentza stali się zwolennikami tzw. ewolucyjnej teorii poznania, według której subiektywne struktury poznawcze są wynikiem biologicznej ewolucji, struktury te są prawie jednakowe u wszystkich ludzi, ponieważ są przynajmniej częściowo genetycznie uwarunkowane i jako takie są dziedziczne. Subiektywne i obiektywne struktury odpowiadają sobie, ponieważ są wynikiem przystosowania się do otoczenia. Gdyby tak nie było, to nie przeżyłyby istoty żywe i nie przeżyłaby także ewolucja. Ludzkie poznanie nie jest jednak idealne, ponieważ biologiczne przystosowanie się do otoczenia także nie jest idealne."
Poczytaj więcej tutaj: www.apolog(*)l/czytelnia/ksiazki/ks16/3.php
I co Ty na to?
P.S. Dzięki za wypowiedź o materii.

Grzegorz (2117 punktów)
>Grzegorzu, wg mnie radykalny sceptyzm może doprowadzić do paraliżu woli.

Mniej więcej to samo napisałem - jesli sceptycyzm przyjmiemy za jakąś zasadę absolutną i nie uznającą kompromisu - musimy milczeć Myślę, że jednak da się powiedziec coś więcej i spróbuje jeszcze pobronić stanowiska nawet skrajnego.

>Jesli zacznę wątpić o wszystkim, to nie będzie można ode mnie wymagać, abym przystapiła do czynu.

Czy mając wątpliwości nie działamy ? To już byłby wniosek posunięty za daleko. Mogę zastanawiać się czy drzwi są elementem jakiejś "ostatecznej rzeczywistości", mogę dojść do wniosku nawet, że nie są, ale to jeszcze nie uniemożliwia podjęcia działania. Weźmy np. pomysł Platona, w którym świat nasz jest jedynie odbiciem świata idei - to że konkretna waza jest jedynie odbiciem "wazy idealnej" nie znaczy że nie mogę jej stłuc. Słowem - wątpienie nie wyłącza działania, wątpienie wpływa na ocenę przesłanek, sensu, efektu, znaczenia - w tym sensie może demobilizować. Inna sprawa to że lepiej nie działać niż działac bez sensu

>Co do teorii poznania to (powtórze się):

Chętnie poczytam, ale link się niezlinkował a cokolwiek wpisuję aby adres uzupełnić wychodzi lipa. Proszę raz jeszcze o linka zatem.

Pozdrawiam

Teresa
>Chętnie poczytam, ale link się niezlinkował a cokolwiek wpisuję aby adres uzupełnić wychodzi lipa. Proszę raz jeszcze o linka zatem.
>Pozdrawiam
>
www.apolog(*)l/czytelnia/ksiazki/ks16/3.php

Mam nadzieję, że teraz zadziała
Pozdrawiam
Grzegorz (2117 punktów)
Sorry - odpowiedź wysłana dwa razy
exeqtorOdp: Problem z materią
>Czy Was to nie zastanawia, że badamy
>coś materialnego, a staje się to coraz bardziej
>niematerialne? Struna jest struną, ale co sprawia, ze
>nią jest? Nic? A może jest podtrzymywana przez słowo
>Boga?:

Pojecie pierwotne samo nas przekracza kiedy pomyslimy o czyms ze istnieje cos niepodzielnego myslimy jak to moze istniec .Jest do dla nas sprzeczne z naszym kojarzeniem .Moze materia nie jest koniecznnie skonczona i nieistnieje nic pierwotnego moze wszstko jest w stanie budowy w czasie rzeczywistym .Moze nic niema konca zarówno w strone materii mniejszej ktora wchodzi w sklad nastepnej jak i w wielkosci wszechswiata .Wszystko opiera sie na tym samym silniku fizycznym wiec przyjmuje swoje podobienstwo w swojej strukturze .Moze ziemia jest jakby atomem dla nastepnego ukladu.To jest jak wielka spirala krecoca sie do srodka i na zewnatrz a my jestesmy punktem odniesienia dla siebie samych i wszystkiego innego czego jestesmy skladem i tego co wchodzi w nasz skład .No cóz pokrecone nie Zbiór Mandelbrota , fraktale?
Teresa
>Zbiór Mandelbrota , fraktale?

Zbiór Mandelbrota? Podoba mi się ten pomysł. Miałam kiedyś zajęcia z takim matematykiem, który patrząc drzewo za oknem, mówił, że widzi fraktal .
Ale zbiór Mandelbrota "jako taki" też pozostaje przez nic niewyjaśniony.
Zbiór Mandelbrota jest przecież ostatecznie zbiorem punktów bezwymiarowych, czy coś takiego może istnieć? A czym jest taki niepodzielny punkt?

Z tego, co napisałeś wynika, że materia jest nicością, której nadano sens matematyczny, fizyczny, itd.!
exeqtor
Zajrzyj na ta stronke i sciagnij sobie program do rysowania fraktali najlepeij ultrafractal 2.04.Cóz niedziwie sie twojemu matematykowi ,drzewo sklada sie z wielu do siebie podobnych elementow tak jak fraktale tkk.net.pl/~mmichalak/index.php?id=download

Wróć do listy wątków działu Nauka

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365