Odnoszę się do tekstu Andrzeja Koraszewskiego pod wzmiankowanym tytułem - i dyskusji pod nim. Niby o rzeczach podstawowych, niby prosto, przystępnie i czytenie - ale są jeszcze emocje, by nie powiedzieć że są tylko one. Ratlerek szczeka na brytana. Ma po temu dwie podstawy prawne: 1. Lubi, 2. Nie boi się (choć kasandryzuje cały czas). Ratlerek wierzy w krótki łańcuch brytana, wierzy też w zaprzyjaźnionego jak sądzi rotweilera (wierzył i w 1939, ale to było dawno). Ratlerek jest herosem bez skazy - skoro taki odważny - i wciąż wierzy, że jego faktyczna słąbość nie wyjdzie na jaw bo to by była obraza boska i majestatu Najjaśniejszej.
A teraz na poważnie. Mały w sporze z większym ma swoje atuty, ale nie ma ich zbyt wiele: sięgać zatem po nie winien ostroznie. Była ostatnio całkiem czytelna akcja prez. Kwaśniewskiego skierowana przeciw rosyjskim zakusom wobec Ukrainy - i była to akcja roztropna. Rosja nadmiernej determinacji w tej sprawie nie wykazywała, zatem i mały mógł się przyczynić aby od sprawy odstąpiła: a balansowanie Ukrainy między wschodem i zachodem na dziś wydaje sie rozwiązaniem najlepszym, choć w historii kończyło sie nienajlepiej. Rzecz jasna - Kwaśniewski przez to Kremlowi i Putinowi podpadł, ludzka rzecz. Podpadł i "swoim" - ludzi bez klasy nie cieszy, gdy ich wewnątrzpolityczny przeciwnik skutecznie dba o rację stanu, bardziej nas bowiem dzieli wizja Polski niż łączy dbałość o jej dalsze istnienie. Dlatego chętnie wykorzystują naturalną w tej sytuacji werbalną agresje ze strony Kremla - nie zauważając, że sami dalece przekraczaja jej miarę wyznaczona przez przeciwnika. Tak się bowiem jakoś historycznie składa, że albo Polski nie ma, albo jest - ale wtedy wielu nie pamięta, jak trudno jest niepodległość odzyskać gdy sie ja utraci; i w imieniu Polski rozpaczliwie dziś rozbrojonej rzucaja wyzwanie każdemu, a najbardziej niebezpiecznemu sasiadowi w szczególności (jakby co, Niemcy pomoga nam obronić wszystko, z polskością ziem zachodnich włącznie - a Amerykanie przyślą doradców wojskowych). Czyżby tu właśnie ogniskowała się rzeczywista tęsknota za satelickim PRL-em, gdzie myśleć trzeba było tylko jak coś "załatwić", choćby szafę w miarę prostą i w przystępnej cenie? Obawiam się, że tak - że to polska prawica najbardziej tęskni do czasów, gdy rozum miał niewiele do powiedzenia, ot taka nasza wersja Égalité... |