Racjonalista - Strona głównaDo treści
religia jako uzaleznienie

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Nauka
NapisanoAutorTytuł
15-08-2005 10:50agnus deireligia jako uzaleznienie
czy istnieja jakies racjonalne dowody i naukowe opracowania traktujace religie jako uzaleznienie podobne do alkoholizmu, narkomanii, erotomanii czy innych glebokich psycho-chemicznych uwarunkowan mozgu od bodzcow i substancji psychoaktywnych?
wszak cala struktura religii oparta jest na manipulacji funkcjami psychicznymi kary i nagrody, posiada srodki do pobudzania 'pozytywnego' mozgu np. wydzielania hormonow 'nagrody' i srodki do karania: chocby przez odstawienie od stolu ze srodkami 'pozytywnymi'... a dilerzy tychze srodkow maja dzieki temu duze pole do manipulacji, zrodlo wladzy. zas swoje 'owieczki' ekspermentalne traktuja jak zwykle bydlo - moze za wyjatkiem baranow, ktore bodza... przeznaczone zatem na rzez czyli ofiare...
agnus dei

outsider (2469 punktów)
Czy instynkt samozachowawczy nazwiemy uzależnieniem?

Jeśli nie, to i religię bedzie trudno. Owszem, zdarzają się religijne zboczenia (podobnie jak np. zboczenia seksualne) - tu możnaby tak rzecz nazwać - ale całośc religii jako takiej, czy religii jako takich?

Nie ma skutecznego rozwiązania sprzeczności między naturalną potrzeba planowania przyszłości - a tym, że kiedyś dochodzimy do punktu, gdzie subiektywna przeszłośc przestaje istnieć. W myśleniu o finis vitae nie tylko nasze postrzegalne myslenie, ale i skryte pod nim algorytmy psychiki zawisają w próżni - problemu nie da się prosto rozwiązać. Pozostaje jakoś ową sprzecznośc obłaskawić: ateista-racjonalista postrzega swoje własne życie jako mało istotny obiektywnie składnik większej całosci, czyli życia w ogóle - wierzący jako równie mało istotny składnik boskiego planu; w obu przypadkach osobisty kres życia planu nie przekreśla.

Mozna naturalnie wybrać nihilizm i uznać to za brak uzależnienia czyli wartośc pozytywną - ale wartości pozytywne w nihiliźmie?

Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej
(Nie-boska komedia}
Patuszkin (2279 punktów)
>agnus dei

"Baranku boży, kóry gładzisz grzechy świata, zmiłuj się nad nami..."

Uważam, że dla niektórych jednostek doznania religijne mogą mieć charakter narkotyku, zwłaszcza jeśli uciekają one od realnego Świata - mechanizm eskapizmu. Wtedy utrzymywanie iluzji, karmienie jej, staje się bardzo ważną kwestią, sprawą życia i śmierci!
To już ociera się o chorobę psychiczną. Ładnie to opisał Damian Janus. Jest taki artykuł w serwisie. Uważam, że takie osoby same moga zajmować się produkcją stuffu. Rozprowadzając towar do podobnych sobie jednostek, lub zachęcajac do spożycia jednostki jeszcze zdrowe, utwierdzają się tylko w pzekonaniu, że to jest dobre, że ich lilipucie życie zredukowane do fantazji, życie "utkane z potrzeb psychologicznych" jest życiem prawdziwszym, życiem boskim. Oni są ofiarami religijnego uzależnienia, inną kategorią religinatów są ci, którzy produkują stuff, ale sami nie biorą. Ci wychodzą na tym najlepiej, czeszący kasę cynicy.

Pozdr.
Piotrek Patucha
Patuszkin (2279 punktów)
A propos sposobów dystrubucji.

W zorganizowaych grupach religijnych, każdy ma przydzieloną funkcję. I tak są ludzie od polityki i ludzie od produkcji. Tamci zlecają produkcję stuffu teochemikom. Towar może być dystrybuowany albo w dużych kilogramowych paczkach(encykliki) albo w mniejszych porcjach(modlitwy na obrazkach). Działki są rozporowadzane na ulicach miast przez drobnych dealerów, zazwyczaj są tanie.

Ale żeby nie wyszło, że ja patrzę jednostronnie: miłość może być narkotykiem, każda pasja moze uzależniać.

Miłość rośnie zazwyczaj pod nieobecność obiektu westchnień. Wtedy wyobraźnia osoby zakochanej produkuje intensywne wizje idealizując kochanka, dodając mu przymiotów, których w rzeczywistosci nie posiada. Nieopatrznie przymyka oczy na wady. Ten proces został nazwany KRYSTALIZACJĄ (patrz: Stendhal). Takie osoby cierpią na bezsenność, mogą przestać jeść, rzucone na miasto w twarzach przechodniów widzą oblicze kochanka. Każde usłyszane słowo może być wyznaniem miłosnym, wyrazem tęsknoty. Zwiększa się poczucie natężenia harmonii, wszystko się człowiekowi jednoczy zlewajac w jedno. Miłość spełniona także uzależnia. Po rozstaniu kiedy spada poziom dopaminy i serotoniny, doznania są przykre, jeszcze gorsze niż odwyk nikotynowy. Leczenie moze trwać nawet 3 lata, niektórzy umierają z tęsknoty.

Pasje: to może być coś ukochanego jak hodowla, rzeźbienie, filozofia, zbieractwo - te rzeczy są czasem niezbędne jak powietrze do życia. Człowiek, który zostaje odcięty, zaczyna być posępny, nieszczęśliwy. Zmuszony do uprawiania innego zawodu, nie tego ukochanego, wstaje do pracy z poczucia obowiązku, markotnie jakby działa mu się krzywda.
Często żony amatorów(pasjonatów) narzekają: ty myślisz tylko o swojej pasji, albo o swojej pracy(jeśli pasja idzie w parze z zawodem)... a ja siedzę sama w domu, nudzę się, jestem niekochana. Zazwyczaj takie kobiety zdradzają mężczyzn, wystarczy poczatować.

Zresztą wiecie jak jest.
Piotrek Patucha
Łukasz Majewski (563 punktów)
>Miłość ...

Dzięki Patuszkinie za nieświadome przypomnienie mi o moim porzuconym niegdyś zamiarze napisania studium porównawczego stanów religijnych i "afektywnych" Mogło by ono wyjść szczególnie efektownie przez pryzmat ruchów tanrycznych, w których ukochana usoba jawi się niejednokrotnie właśnie jako bóstwo

Kto wie, może sklecę jeszce jakiś rozdzialik na ten temat w magisterce Jeszce raz dzięki

>Często żony amatorów(pasjonatów) narzekają: ty myślisz tylko o swojej pasji, albo o swojej pracy(jeśli pasja idzie w parze z zawodem)... a ja siedzę sama w domu, nudzę się, jestem niekochana. Zazwyczaj takie kobiety zdradzają mężczyzn, wystarczy poczatować.

Albo wpaść na Forum Racjonalisty, gdzie rogi ma już Bóg takie, że sam Szatan też mógłby z tego powodu i to nawet w większe od Boga w tym zaś wypadku kompleksy wpaść

>Zresztą wiecie jak jest.

Ja nie wiem Zechciałbyś dla mnie rozszerzyć?

Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)
Patuszkin (2279 punktów)
>>Miłość ...
>Dzięki Patuszkinie za nieświadome przypomnienie mi o moim porzuconym niegdyś zamiarze napisania studium porównawczego stanów religijnych i "afektywnych" Mogło by ono wyjść szczególnie efektownie przez pryzmat ruchów tanrycznych, w których ukochana usoba jawi się niejednokrotnie właśnie jako bóstwo

Witaj Łukaszu,

Nie wiem jak wyglądała twoja edukacja i rozwój duchowy, ale w moim przypadku było tak, że zawsze otaczały mnie inteligentne i atrakcyjne kobiety. Począwszy od podstawówki, gdzie ja czytałem dziewczynom Kamasutrę i pikantne kawałki z powieści G. Mastertona, a one odwdzięczały mi się tekstami ze swoicvh ulubionych książek(Roth, Ondaatje Michael, Hrabal). Słodkie czasy. To one zachęcały mnie do czytania i rozwijania swojej wiedzy. Wspólnie słuchaliśmy Morrisona i Janis Joplin, rozmawialiśmy o muzyce, literaturze i naszych marzeniach. Podczas studiów filozoficznych na wydziale było więcej dziewcząt niż chłopców. Inteligentne, dobrze wychowane, wykształcone. A przy tym atrakcyjne. Z niektórymi korespondowałem i kochałem się w nich. To dzięki nim przeczytałem wszystkie książki Dostojewskiego. Czytałem po to, aby z nimi mieć o czym rozmawiać. Zainteresowałem się pedagogiką i napisałem mgr na temat filozofii wychowania w dużej mierze przez wzgląd na swoją dziewczynę, która studiowała pedagogikę. Logiki uczyłem się z książek Barbary Stanosz. Pitagorejczykami zainteresowałem się dzięki swojej kolejnej dziewczynie, która pisała o nich mgr. Uczyłem się od niej oraz od pani prof. Janiny Gajdy-Krynickiej. Po raz pierwszy poznałem uroki filozofii Plotyna dzięki książce prof. Dobrochny Dembińskiej-Siury(BTW: Jest piękną, atrakcyjną kobietą). Podczas obrony pracy mgr do komisji zaprosiłem dwie kobiety, w tym panią prof. Halinę Promieńską, która uczyła mnie etyki, ponieważ sądziłem, że lepiej odpowiadać na pytania inteligentnych kobiet.

Kiedy mówisz mi, że kobiety nie sięgają naszego poziomu, wtedy myślę sobie, że ty chyba jeszcze nie spotkałeś wspaniałych kobiet, które ja miałem szczęście w swoim życiu napotkać.

Nigdy nie przeczytałbym tylu znakomitych książek, gdyby nie te kobiety. Nigdy nie pisałbym wierszy i nie malowałbym portretów czy aktów gdyby nie moje muzy. Nawet filozofia jawi się w moich snach jako młoda piękna kobieta. Kobiety są dla mnie personifikacją filozofii i sztuki. Wiele im zawdzięczam.

Tobie także życzę, abyś napotkał na swojej drodze kobietę wartą wysiłku.

Serdecznie pozdrawiam.

Pozdrawiam serdecznie.

Piotrek Patucha
Anna Słota
Dziewczyny, oto odpowiedź godna prawdziwego mężczyzny!
Łukasz Majewski (563 punktów)

Uszanowanie damy...i racz Anno proszę Cię poniższe me i znów grubiańskie słowa mnie właśnie wybaczyć...



Chłopaki! Źle się dzieje w państwie racjonalnym, bo żeby i tutaj panoszył się ten romantyczny i indywidualistyczny mit prawdziwego mężczyzny...

Nie wiem jak was, ale mnie nigdy nie przestanie zadziwiać jego natrętna wszędobylskość, żywotność, dynamizm i nieuchwytna dla żadnego z nas (jak i kobiet przecież) zmienność form, w jakich się nieustannie odnawia. Czy śladem Pani Anny, jest który z was w stanie wskazać mi na tym forum odpowiedź prawdziwej tj. wolnej od wiary w niego kobiety?


Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)
Łukasz Majewski (563 punktów)
Na chwilę obecną jedynie bardzo Ci Patuszkinie dziękuję Wziąłem sobie na forum dużo na głowę, boli mnie już nie wyrabiam z odpowiedziami i dopiero jutro bądź pojutrze zamieszczę tutaj szerszą i oczywiście mniej juz pretensjonalną, prowokacyjną i żartobliwą też już mniej odpowiedź.

Pozdrawiam

Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)
Łukasz Majewski (563 punktów)
Hej Już jestem

Trudno mi było wyobrazić sobie lepszą odpowiedź z Twojej strony Patuszkinie...twe słowa to prawdziwy balsam na moje pełne rozmaitych niepokoi serce Przyznam, ze mnie zaskoczyłeś, bo nie spodziewałem się odpowiedzi o takiej treści i to na forum, no ale może rzeczywiście nie ma przeszkód, abyśmy sobie tutaj pogawędzili po tym, jak wątek od strony merytorycznej już padł. Jesteś tu moderatorem i najwyżej wytniesz to i owo, gdyż jednak nie udało mi się napisać mniej żartobliwie

>Nie wiem jak wyglądała twoja edukacja i rozwój duchowy
One są ciągle w toku, mam nadzieję, że nigdy się nie skończą a wyglądają tradycyjnie...raz na wozie raz pod wozem...ostatnio jednak udało mi się po kilku latach pewnej zapaści wskoczyć z powrotem na wóz, chwycić pewnie cugle a wreszcie już samego na końcu tej popularnej metafory konia nie szczędzić i puścić się z nim w nieokiełznany galop

>ale w moim przypadku było tak, że zawsze otaczały mnie inteligentne i atrakcyjne kobiety.
Szczęściarz, szczęściarz i jeszcze raz szczęściarz

>Począwszy od podstawówki, gdzie ja czytałem dziewczynom Kamasutrę
No to niezła lekturka jak na podstawówkę, ja przeczytałem koło 16-17 i tylko się rozczarowałem. Byłem już bowiem po lekturze paru opracowań (do tekstów źródłowych nie miałem przyjemności zajrzeć do dziś) na temat tantryzmu. I zgodzisz się ze mną chyba Piotrze, że dworska Kamasutra to już tylko popłuczyny seksualnej kultury Indii, której sercem i szczytową formą wydają mi się być właśnie tantry. No i jeszcze jedno... wybacz mi Piotrze...nie wiem jak Ty, lecz ja miewam już dziś wśród jeszcze mniej obeznanych ode mnie w tym temacie ludzi sartre'owskie mdłości gdy docierają do mych uszu rubaszne odzywki wykorzystujące słowo "Kamasutra"

> i pikantne kawałki z powieści G. Mastertona,
Nie czytałem...ale jeśli mówisz o tych jego horrorach, w których to np.: "dwupenisny" Szatan kopuluje z dwoma kobietami naraz (była dziewczyna czytywała go dosyć namiętnie) to najlepiej chyba będzie spuścić na to kurtynę milczenia

>a one odwdzięczały mi się tekstami ze swoich ulubionych książek(Roth, Ondaatje Michael, Hrabal). Słodkie czasy.
To już brzmi mi ciekawej, bo jest mi też nieznane całkowicie

>To one zachęcały mnie do czytania i rozwijania swojej wiedzy.
To ty taki leniuszek byłeś? Ja to sam się zawsze motywowałem żeby nie zsiadać z tego wozu i zawsze sam miałem ochotę na nim siedzieć... ma się jakiś taki wewnętrzny motor...no i zarażałem tym też okazjonalnie moje dziewczyny więc działało to wszystko u mnie w odwrotną stronę Zaś mimo nawet dosyć regularnego w mym życiu zarzucania mi zniewieścienia, to koleżanek nigdy zbyt wielu naraz nie miałem i jestem typem koncentrującym się raczej na jednej sztuce Dziewczyn dużo też nie miałem...za bardzo lubię też i mizantropiczną samotność...

>Wspólnie słuchaliśmy Morrisona i Janis Joplin, rozmawialiśmy o muzyce, literaturze i naszych marzeniach.
Też mi się z jedną młodzieńczą koleżanką zdarzało spędzać czas w identyczny sposób i muszę przyznać, że jej rola w ukształtowaniu mego gustu muzycznego była spora...

>Podczas studiów filozoficznych na wydziale było więcej dziewcząt niż chłopców.
A ja na mat-fiz-inf w liceum byłem Było więc całkiem na odwrót, na studiach religioznawczych jest równowaga, zahaczyłem też wcześniej o ekonomiczne, tam dziewuch było zdaje się więcej ale tego można nie liczyć

>Inteligentne,
yhm
>dobrze wychowane,
No wiesz ... mniemam, że napisałeś to tylko dlatego, że nie były w tym swoim dobrym wychowaniu zmanierowane i nudne
>wykształcone.
yhm
>A przy tym atrakcyjne.
To ja widzę, że studia filozoficzne to taki islamski raj mniej więcej Widuję nieraz "filozofów" na UJ-ocie bo ten sam wydział i budynek na Grodzkiej... nigdy bym nie pomyślał...

>Z niektórymi korespondowałem i kochałem się w nich.
No to swóóój chłop jesteś Ja się tak kochałem tylko w jednej z religioznawstwa...nawet o tym nie wiedząc...zrozumiałem to dopiero gdy wyjechała z kraju, gdy było już za późno...za późno było zresztą od samego początku...skomplikowana emocjonalnie historia...jak niemal każda w mom życiu...zaoczny tryb studiów i duża odległość były dodatkowymi przeszkodami...trudno było o klarowność...no ale to fakt...ta chłodna i surowa zazwyczaj kobieta, tylko z pozornie dla mnie okrutna (starsza nieco ode mnie) była dla mnie jak do tej pory w życiu największa inspiracją i źródłem siły...pamiętam ją już jednak coraz słabiej...rozmywa się z czasem jak we mgle...no ale gdzieś w sercu zostanie już na zawsze...może też kiedyś wróci i odezwie się a ja będę już mądrzejszy i .... bardziej jej godny???...

>To dzięki nim przeczytałem wszystkie książki Dostojewskiego. Czytałem po to, aby z nimi mieć o czym rozmawiać.

Słuchaj, mnie jak się już Piotrek zachce (co się zdarza) to mam o czym rozmawiać z dziewczynami i bez lektur propedeutycznych i ponownie...no niestety kurcze...często to też przecież i one mogłyby coś przeczytać żeby się ciekawiej rozmawiało. Dostojewski jest zaś kolejnym całkowicie obcym mi klasykiem...chociaż on to podobno taki mrocznawy bywał i mógłby mi się jak mniemam spodobać...wielu mi o nim coś tam napomina i opowiada. Inspirowany zaś moimi dziewczynami czytywałem lektury lekkie i nie lekkie zarazem, dotyczące narkomani, kazirodztwa, samobójstw, morderstw...także przy ostatniej moje dziewczynie to już byłem uprzedzony i nie chciało mi się już czytać niczego z nią związanego, nawet jej ulubionego "Maga" (autora nawet nie zapamiętałem )...no i znów...ona mojego ulubionego "Złego demiurga" Ciorana jakoś z własnej woli przetrawiła... i mam tutaj małe pytanko do Ciebie...czyta się na filozofii Ciorana często?

c.d.n.

Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)
Łukasz Majewski (563 punktów)
c.d.

>Zainteresowałem się pedagogiką i napisałem mgr na temat filozofii wychowania w dużej mierze przez wzgląd na swoją dziewczynę, która studiowała pedagogikę.
No to teraz to już w ogóle swój chłop jesteś...ta moja dziewczyna od G. Mastertona to ta sama co powyższa od "Maga" i też z pedagogiki była. Również się tym trochę na ów czas zainteresowałem...no ale widzisz...historia znów się powtórzyła...to ona planuje teraz studiować religioznawstwo, którym ją zaraziłem, a mój kontakt z pedagogiką się urwał...pozostała jedynie pamięć o zapisanej mi chyba w genach postmodernistycznej antypedagogice (autora koncepcji znów nie pamiętam). No i jeszcze jedna sprawa...widuję tę dziewczynę do dziś w ośrodku buddyjskim, medytujemy czasem w pobliżu siebie, domyślasz się już też pewno, kto ją tam po raz pierwszy zaprowadził.

>Logiki uczyłem się z książek Barbary Stanosz.
Ja się jej nigdy nie uczyłem Nawet na studiach nie miałem Słyszę też ciągle, ze trudna jest

Co się zaś tyczy książek z których ja się uczę, to niejednokrotnie dostałem już białej gorączki, gdy autorem była kobieta... mało co potrafi mnie zirytować tak jak praca religioznawcza napisana przez kobietę ...niepotrzebnie rozwlekła, odbiegająca w swych rozlicznych dygresjach od sedna sprawy i zaciemniajca je, praca nużąca, dwa razy dłuższa niż mogłaby by być w wykonaniu faceta. O ile w innych sytuacjach i na innych życiowych płaszczyznach takie zachowania kobiet zawsze szanowałem, chętnie przejmowałem, rozwijałem w sobie i pielęgnowałem, to na polu naukowego religioznawstwa ich jednak do dziś nie znoszę... chociaż kto wie... chętniej może będę czytał takie prace do poduszki po skończeniu studiów, gdy czas przestanie mnie już tak na wyboistych drodze gonić.

>Pitagorejczykami zainteresowałem się dzięki swojej kolejnej dziewczynie, która pisała o nich mgr. Uczyłem się od niej oraz od pani prof. Janiny Gajdy-Krynickiej. Po raz pierwszy poznałem uroki filozofii Plotyna dzięki książce prof. Dobrochny Dembińskiej-Siury(BTW: Jest piękną, atrakcyjną kobietą).

BTW??? Nie rozumiem niestety

A skoro już tu i takie rzeczy napisałeś (tj. Jest piękną, atrakcyjną kobietą), to i ja się zwierzę, że nigdy nie zapomnę wrażenia, jakie wywarła na mnie dr Elżbieta Wnuk-Lisowska, gdy rozpuściła na jednych z ćwiczeń swe proste, długie do pasa i szczerze szare (bo siwe to naprawdę złe w swej zbytniej jasności słowo) włosy by poprawić ich rozluźniony, dosyć skomplikowany jak dla mnie "węzeł"... żałuj że nie widziałeś, jak zręcznie i miękko doprowadzała je z powrotem do zwyczajowego ładu ... ja odpadłem ... pozamiatane...

>Podczas obrony pracy mgr do komisji zaprosiłem dwie kobiety, w tym panią prof. Halinę Promieńską, która uczyła mnie etyki, ponieważ sądziłem, że lepiej odpowiadać na pytania inteligentnych kobiet.
Obrona czeka mnie dopiero za dwa lata (chyba że mój koń się gdzieś zmęczy, potknie i coś mi na tym wozie nie wypali)...zaś póki co, moją promotorką będzie (o ile się w październiku zgodzi) dr Małgorzata Sacha-Piekło. Kobieta równie, a przecież i bardziej urocza w mej subiektywnej ocenie co wspomniana wyżej dr Lisowska [na marginesie: obie noszą często oryginalne orientalne ciuchy]. Małgorzata Sacha-Piekło (cudowne nazwisko) to kobieta o uspokajającym mnie głosie, fascynująca mnie kiedyś tak bardzo, że oczu od niej nie potrafiłem na pierwszym roku odrywać przez bite 90 min wykładów z religii Indii (dr Lisowska jest zaś od religii irańskich) i całym sobą chłonąłem to co sobą przekazywała (notatek nie robiłem zwyczajowo). Ona oczywiście nic sobie z tego robiła [dziś pewnie nie pamięta] i nieraz tylko w moje oczy mówiła (gdy inni już zasypiali...profani) czym ja się peszyłem. Na ćwiczeniach zaś dyskutowało nam się znakomicie i cóż... mogę co najwyżej pozazdrościć jeszcze ewentualnie jej synkowi , któremu czytywała (może robi to i dziś) na dobranoc nie bajki, lecz hinduistyczne mity. Nie musze tez chyba dodawać, że ustny ku mej radości, bo bardziej osobisty egzamin był przyjemną formalnością.

>Kiedy mówisz mi, że kobiety nie sięgają naszego poziomu, wtedy myślę sobie, że ty chyba jeszcze nie spotkałeś wspaniałych kobiet, które ja miałem szczęście w swoim życiu napotkać.
W jakimś stopniu to może i prawda...ale ja mówiłem o poziomie zaangażowania w ich pasje...a jeszcze właściwiej...niższą liczbę kobiet tak jak my w pasję (w tym naukową) zaangażowanych...nie są one przez to często w stanie być na tej płaszczyźnie dla nas partnerkami...nie rozumieją...wpadają na czaty...i spotykają Ciebie , co wynika chyba po części z przyczyn przedstawionych przez Gaię na "Biciu kobiet..." www.racjonalista.pl/forum.php/s,29151#w29369 jak i wielu innych, równie zasmucających, nad którymi nie ma może sensu się tutaj rozwodzić bo i tak pisze o "bzdurach".

>Nigdy nie przeczytałbym tylu znakomitych książek, gdyby nie te kobiety.
Już pisałem...leń ale dodam jeszcze do tego...mam nadzieję nie urazić...chyba cholernie dobrej jakości modelina z Ciebie nie?

>Nigdy nie pisałbym wierszy i nie malowałbym portretów czy aktów gdyby nie moje muzy.
Z tymi wierszami no to znów "swojaki" jesteśmy ...talent plastyczny zaś posiadałem jeszcze do liceum [6-eczka z ostatniej w życiu plastyki ] ale nigdy go świadomie nie rozwijałem, zaniedbałem go i nie używany zdegenerował...może potoczyłoby się to inaczej, gdybym możliwość malowania aktów miał już parę lat wcześniej niż miało to w mym życiu miejsce.

c.d.n.

Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)
Łukasz Majewski (563 punktów)
c.d.

>Nawet filozofia jawi się w moich snach jako młoda piękna kobieta. Kobiety są dla mnie personifikacją filozofii i sztuki.
Ja swoje życiowe pasje kojarzę z zjednoczonymi archetypami Androgyna i Cienia, tylko czasem chylącymi się w stronę animy lub animusa... no i w porannych snach to mi się też raczej te pasje pod ich podstawową postacią nie pojawiają Jeśli miałaby by to zaś być kobieta... to z pewnością bogini i nie jak u Ciebie młoda a raczej troszkę starsza ode mnie (w Twoim wieku na przykład mogłaby być), emanująca mistyczną mądrością, psychopatka, szalona poprzez swą wyjątkową inteligencję i wiedzę, opętana nimi i pełna dumy

W wydaniu ottowskiego, demonicznego tremendum jawiłaby mi się jako wiedźma w mocnym i nieco agresywnym makijażu; w gotyckich, na wpół przezroczystych gdzieniegdzie łaszkach (ot taka zadbana i śliczna metalówa jakie można czasem nawet na ulicy zobaczyć, o metalowej imprezie już nie mówiąc)... od strony anielskiego fascinans zaś jawiłaby się jako orientalna mniszka w przylegającej do niej ściśle szacie; z ogoloną głową i o kształcie czaszki równym w swym pięknie reszcie ciała; o dużych i głębokich, czarnych...nepalskich oczach (takich na ulicach nie widuję i nigdy nie znałem).

Jeśli nie czytałeś Otta a chciałbyś mnie może lepiej zrozumieć...
www.racjonalista.pl/forum.php/s,27317#w28532
www.racjonalista.pl/forum.php/s,27317#w28533

>Wiele im zawdzięczam.
Dam już teraz spokój dziewczynom a zapytam Cię Piotrze czy matka może i Ciebie już gdy chodziłeś do przedszkola nauczyła czytać? Bo ja chyba za to właśnie cenię moją najbardziej.

>Tobie także życzę, abyś napotkał na swojej drodze kobietę wartą wysiłku.
Twoje życzenia chłonę ponownie całym sobą z nadzieją, że ja i zaprzężony do mojego edukacyjno-duchowego wozu koń nie padniemy kiedyś na tej naszej wspólnej drodze z wycieńczenia

Pozdrawiam Cię Patuszkinie nawet bardziej niż serdecznie, bo gdy pisałem ten post, to w tych dosyć głupawych przecież napadach śmiechu rzuciło mną kilka razy na podłogę... rozbolały mnie nawet od tej całkowicie trzeźwej zabawy brzuch i szczęka, "chodzący po wódzie" Jezusie. Ja niemal zawsze mam ubaw na 102 pisząc na to forum, tyle tu wspaniałych ludzi, ale ten post był dla mnie pod tym względem naprawdę szczególnym ... a przecież chyba nic lepszego na duszę jak prosta radość i mam nadzieję, że i Ty doświadczyłeś poprzez lekturę przynajmniej jej części.

Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)
Patuszkin (2279 punktów)
>Nie wiem jak was, ale mnie nigdy nie przestanie zadziwiać jego natrętna wszędobylskość, żywotność, dynamizm i nieuchwytna dla żadnego z nas (jak i kobiet przecież) zmienność form, w jakich się nieustannie odnawia. Czy śladem Pani Anny, jest który z was w stanie wskazać mi na tym forum odpowiedź prawdziwej tj. wolnej od wiary w niego kobiety?

Myślę, że to sprawka Janusza Wiśniewskiego, którego "Samotność w sieci" sprzedała się w milionach egzemplarzy i opanowała umysły Polek, tak nie lubianym przez Ciebie mitem prawdziwego mężczyzny. Kiedy sięgnąłem po tę książkę męczyłem się z nią dobry miesiąc, ale jednak było warto ponieważ w końcu zrozumiałem, że internetowe kontakty z kobietami mogą ze zwykłej fanfaronady lub szybko-płytkiej konsumpcji przybrać nieco bardziej wyrafinowane formy. Przy okazji chciałbym napomknąć, że jako człowiek, który swój korzeń duchowy odnajduje w greckiej kulturze, gdzie sztuka erotycznej konwersacji była często tożsama z filo-zofią, a filozof przedstawiany jako kochanek bogów, książka Wiśniewskiego przywróciła równowagę i wskazała nowe możliwości rozwoju. Tak to czasem jest, że kiedy ktoś poświęca zbyt dużo czasu na zgłębianie zabytków dawnej kultury, traci z pola widzenia teraźniejszość. A przecież ona jest ważniejsza niż wierzenia dawno umarłych istot, choćby nawet były bardzo wzniosłe i cenne.

>Przyznam, ze mnie zaskoczyłeś, bo nie spodziewałem się odpowiedzi o takiej treści i to na forum, no ale może rzeczywiście nie ma przeszkód, abyśmy sobie tutaj pogawędzili po tym, jak wątek od strony merytorycznej już padł.

Jak wolisz Łukaszu, ale dla mnie osobiście, bogate wypowiedzi przyszłego religioznawcy są całkiem niezłym obrazem uzależnienia od religii. Oczywiście to niewinny żart z mojej strony. Równie dobrze mógłbym powiedzieć o sobie, że byłem uzależniony od filozofii.

>One są ciągle w toku, mam nadzieję, że nigdy się nie skończą a wyglądają tradycyjnie...raz na wozie raz pod wozem...ostatnio jednak udało mi się po kilku latach pewnej zapaści wskoczyć z powrotem na wóz, chwycić pewnie cugle a wreszcie już samego na końcu tej popularnej metafory konia nie szczędzić i puścić się z nim w nieokiełznany galop

Metafora jazdy konnej czy zaprzęgu konnego była mi znana, choć muszę przyznać, że była bardziej nęcąca dla moich koleżanek ze studiów. Czy wiesz, że ten obraz prześladował także Bruno Schulza. Polecam ci obejrzenie "Księgi bałwochwalczej" tj. zbioru rysunków, w których zawarł swoje fobie względem kobiet. Lubił przedstawiać się jako mężczyzna udręczony i poniżony przez nagie kobiety. No cóż. Taki był ten Bruno. Osobiście raczej utożsamiał bym się postacią dominującego samca w powieściach Markiza de Sade, przy zastrzeżeniu, że nie popadam w libertyńskie skrajności typu: bicie do utraty przytomności czy pożeranie fekaliów.

>>Począwszy od podstawówki, gdzie ja czytałem dziewczynom Kamasutrę
>No to niezła lekturka jak na podstawówkę, ja przeczytałem koło 16-17 i tylko się rozczarowałem. Byłem już bowiem po lekturze paru opracowań (do tekstów źródłowych nie miałem przyjemności zajrzeć do dziś) na temat tantryzmu. I zgodzisz się ze mną chyba Piotrze, że dworska Kamasutra to już tylko popłuczyny seksualnej kultury Indii, której sercem i szczytową formą wydają mi się być właśnie tantry. No i jeszcze jedno... wybacz mi Piotrze...nie wiem jak Ty, lecz ja miewam już dziś wśród jeszcze mniej obeznanych ode mnie w tym temacie ludzi sartre'owskie mdłości gdy docierają do mych uszu rubaszne odzywki wykorzystujące słowo "Kamasutra"

Widzisz, ja też unikam ludzi ogarniętych manią erotyki. Jeśli mają ładną powierzchowność, to już tak bardzo mi nie przeszkadza. Wolę zresztą erotycznie nastawione kobiety niż mężczyzn. Możesz nazwać mnie niepoprawnym tradycjonalistą, ale trudno mi w sobie pokonać wstręt do męskiego erosa, wszędobylskiej lubieżności w codziennych kontaktach, która owszem jest kluczem i pasuje do dziurek prawie wszystkich drzwi, ale w perspektywie długoterminowej grozi płycizną intelektualną i szybkim popadnięciem w perwersję, która niszczy młode talenty. Chodzi o to, żeby proces poznawania świata erotyki był dobrze zaplanowany. Nie powinien być zbyt szybki i gwałtowny, bo może zamienić się w niebezpieczną obsesję i zarazić uzdolnione głowy chorobami w rodzaju "ptasia grypa". Kiedyś słyszałem żart, że ludzi leczy się z ptasiej grypy zakazując im bawienia się ptaszkami. Ja mam dosyć swobodny stosunek do erotyki, w tym sensie, że nie dziwi mnie już właściwie nic w tej dziedzinie. Z drugiej strony traktują ją zupełnie serio i staram się znaleźć taki modus, który umożliwi mi nasycenie się nią w pełni bez popadnięcia w obłęd.

>"dwupenisny" Szatan kopuluje z dwoma kobietami naraz (była dziewczyna czytywała go dosyć namiętnie) to najlepiej chyba będzie spuścić na to kurtynę milczenia

>Ja to sam się zawsze motywowałem żeby nie zsiadać z tego wozu i zawsze sam miałem ochotę na nim siedzieć... ma się jakiś taki wewnętrzny motor...no i zarażałem tym też okazjonalnie moje dziewczyny więc działało to wszystko u mnie w odwrotną stronę

Wierz lub nie, ale nigdy nie wszedłbym w filozofię tak bardzo, gdyby nie samonapędzający się mechanizm, który w rozłożeniu na czynniki pierwsze okazuje się być zbudowany z ambicjonalnej śruby, wału utajonej zwierzęcości i źródła napięcia zasilającego energią mój prywatny kosmos.

Piotrek Patucha
Patuszkin (2279 punktów)
>Zaś mimo nawet dosyć regularnego w mym życiu zarzucania mi zniewieścienia, to koleżanek nigdy zbyt wielu naraz nie miałem i jestem typem koncentrującym się raczej na jednej sztuce Dziewczyn dużo też nie miałem...za bardzo lubię też i mizantropiczną samotność...

Staram się zrozumieć Łukaszu, dlaczego masz skłonności do mizoginii i mizantropii. Pierwsze pachnie jakimś nieudanym romansem, drugie chęcią cichego odosobnienia, które świetnie służy twórczości. Wybacz moje amatorskie psychoanalizy, ale skoro już sobie dyskutujemy na luzie i rozmawiamy tylko o sobie.....
Gdybyś tyle nie napisał o sobie samym, pewnie bym się w to nie bawił, ale jeśli już napisałeś, tedy pomyślałem sobie, że chciałbyś aby ktoś się tobą zainteresował. Właściwie znajdujemy się w miejscu, mini-utopi, która ma spełniać rolę azylu dla ludzi nieprzystosowanych do realiów. Choć może przesadziłem. Dookreślę to. Załóżmy, ze jestem facetem, który ma żonę, dzieci i pracę w Urzędzie Miejskim na stanowisku doradcy do spraw zatrudnienia.
Prowadzę normalne życie, zabieram żonę i dzieci w weekend za miasto, i na pozór wszystko gra, lecz w głębi duszy pragnąłbym rozerwać pęta poprawności politycznej i życiowej, ponieważ mój wrodzony potencjał nakazuje mi dopełniać się w świecie spekulatywnej filozofii. Powiedzmy, że to nadwyżka, która sprawia, że czasem odcinam się życia rodzinnego, kolegów z pracy i przenoszę się do świata czystej myśli, w którym to świecie nie ma znaczenia czy smaruję tyłek szefowi i czy podlizuję się sekretarce, która jest kochanką kierownika. Ważne jest natomiast to, że rozwijam swoje życie intelektualne w poczuciu nieskrępowania realiami życiowymi. Nie muszę martwić się tym, że potrzebny jest nowy samochód, że trzeba płacić rachunki za mieszkanie i że dziecko może zarazić się pod prysznicem legionellozą W tym odosobnieniu, w którym chodzę patrzę i nasłuchuję jako czysty duch, przenikam do świata racjonalnej myśli, gdzie współmyślę z podobnymi sobie. To jest nasz azyl bezpieczeństwa, nasze terytorium wyobraźni, gdzie wspólnie budujemy nasz świat. Czasem w naszym uniwersum pojawia się jakiś meteoryt, który pięknie błyszczy i odlatuje w sobie tylko znane przestrzenie. Czasem ktoś przylepi się do skroni jak jesienny liść niesiony ciepłym wiatrem ku swemu przeznaczeniu. Czasem jest tak, że przychodzisz i słyszysz, że ktoś prosi cię o przysługę, bo jego buty nie przylegają do podłoża. Ale większość czasu spędzamy na budowaniu, mieszkaniu i doskonaleniu się wzajemnym.

>To dzięki nim przeczytałem wszystkie książki Dostojewskiego. Czytałem po to, aby z nimi mieć o czym rozmawiać.

>Słuchaj, mnie jak się już Piotrek zachce (co się zdarza) to mam o czym rozmawiać z dziewczynami i bez lektur propedeutycznych i ponownie...no niestety kurcze...często to też przecież i one mogłyby coś przeczytać żeby się ciekawiej rozmawiało. Dostojewski jest zaś kolejnym całkowicie obcym mi klasykiem...

Kiedy studiowałem uczyłem się właściwie sam. Zamykałem się w swym pokoju i pożerałem książki filozoficzne. Kiedy szedłem do kawiarni z koleżanką ze studiów z moich ust wylewał się potok filozoficznych teorii.
Tylko czy takie samoograniczenie miało sens? Pomyśl, czy człowiek wysokiej kultury nie powinien brylować raczej znajomością poezji i literatury pięknej, niż książek wąskiej konkretnej dziedziny. Im częściej sobie myślę o wychowaniu tym rzadziej przychodzi mi do głowy pomysł, aby maltretować dojrzewające umysły książkami dotyczącymi Boga i wierzeń religijnych. Wiesz dlaczego? Ponieważ pełna kultura ducha domaga się wszechstronności, ogarnięcia umysłem wielości nauk i sztuk bez popadnięcia w płytkość kalejdoskopowej wyobraźni. Często zdarza się badaczom, że traktują swoją dziedzinę jako jedyną, która wyjaśnia im rzeczywistość. W ten sposób zamykają się w kręgu swojej specjalizacji, skazani na siebie lub samotność jak zakażeni Dżumą mieszkańcy Oranu. Cząstka staje się całością, co jest oczywiście złudzeniem, które niesie przykre konsekwencje w obszary przyszłości. Ale to już osobista sprawa każdego z nas czy chce mieć różnokolorowe piórka czy jednolite ubarwienie akceptowane tylko przez ptaszki tej samej rodziny.

>mojego ulubionego "Złego demiurga" Ciorana jakoś z własnej woli przetrawiła... i mam tutaj małe pytanko do Ciebie...czyta się na filozofii Ciorana często?

Sam sobie wybierałem lektury, które chciałem przeczytać. Intuicyjnie dobierałem sobie repertuar. Ciorana czytałem na deser, który miał mi urozmaicić filozoficzny jadłospis. Nie pamiętam tytułu tej książeczki(O niedogodności narodzin??), był to zbiór aforyzmów dotyczących narodzin, życia i śmierci.
Ponury Cioran, zbyt ponury, abym chętnie do niego wracał. Jeśli chodzi o Rumunów, bardzo sobie cenię literaturę filozofa o nazwisku Constantin Noica. Na studiach buszując w księgarni kupiłem sobie książkę M. Eliade o pysznym tytule: "Mefistofeles i androgyn". Z niej dowiedziałem się dla przykładu, że kiedy kobiety zaczną nosić długie spodnie i jeździć po męsku na koniach, nastąpi koniec świata. Były to myśli jakiegoś chrześcijańskiego mistyka, który widocznie nie przepadał za kobietami i najchętniej by je widział w tradycyjnej roli udomowionej świnki. Sam siebie zaś w roli samowystarczalnego kuriozum, w którym połączenie pierwiastka żeńskiego i męskiego jego osobowości kulminuje osiągnięciem samospełnienia. Brzmi to co prawda jak wstęp do powieści Rotha pt. "Kompleks Portnoya", jednak próbkę takiego myślenia znalazłem w książce Eliade. Więcej nie pamiętam, bo czytałem ją kilka lat temu, aczkolwiek przyznam, że Eliade jest ciekawym pisarzem i ma wiele do powiedzenia w dziedzinie religioznawstwa.

Nic już więcej nie napiszę. Jak chcesz może lepiej rozmawiajmy drogą mailową. PO co zaśmiecać forum naszymi prywatnymi sprawami.

Piotrek Patucha
Patuszkin (2279 punktów)
Odpowiem na to, bo to jest ważne.

>Ja swoje życiowe pasje kojarzę z zjednoczonymi archetypami Androgyna i Cienia, tylko czasem chylącymi się w stronę animy lub animusa... no i w porannych snach to mi się też raczej te pasje pod ich podstawową postacią nie pojawiają Jeśli miałaby by to zaś być kobieta... to z pewnością bogini i nie jak u Ciebie młoda a raczej troszkę starsza ode mnie (w Twoim wieku na przykład mogłaby być), emanująca mistyczną mądrością, psychopatka, szalona poprzez swą wyjątkową inteligencję i wiedzę, opętana nimi i pełna dumy

Znałem kiedyś taką kobietę, buddystkę. Miała syna rok starszego ode mnie. Wiesz, kiedyś Fryderyk N. wysnuł taki pomysł, że młodzi mężczyźni powinni parzyć się ze starszymi kobietami. Dlaczego? Otóż, dojrzała kobieta jest w stanie więcej nauczyć młodzika niż jego rówieśnica. Był to zabieg pedagogiczny. Ponadto, kobieta dojrzała nie pała aż taką chęcią posiadania potomstwa jak młoda. Zazwyczaj już miała dziecko, teraz pragnie rozwijać umysł. Z taką nauczycielką zrobisz kilka lat świetlnych w ciągu mięsiaca, bez obciążeń.
Cudny pomysł.

>W wydaniu ottowskiego, demonicznego tremendum jawiłaby mi się jako wiedźma w mocnym i nieco agresywnym makijażu; w gotyckich, na wpół przezroczystych gdzieniegdzie łaszkach (ot taka zadbana i śliczna metalówa jakie można czasem nawet na ulicy zobaczyć, o metalowej imprezie już nie mówiąc)... od strony anielskiego fascinans zaś jawiłaby się jako orientalna mniszka w przylegającej do niej ściśle szacie; z ogoloną głową i o kształcie czaszki równym w swym pięknie reszcie ciała; o dużych i głębokich, czarnych...nepalskich oczach (takich na ulicach nie widuję i nigdy nie znałem).

Roisz sobie jakieś wizje kobiety demonicznej. Młoda metalówa to psinka, która pragnie być prowadzona na smyczy Erotycznego Demona. Stara metalówka do łożka bierze łańcuchy i szucznego penisa, jak hiena jakaś. Wiesz jak wyglądają samice hien?

>>Tobie także życzę, abyś napotkał na swojej drodze kobietę wartą wysiłku.
>Twoje życzenia chłonę ponownie całym sobą z nadzieją, że ja i zaprzężony do mojego edukacyjno-duchowego wozu koń nie padniemy kiedyś na tej naszej wspólnej drodze z wycieńczenia

Znowu konie Łukaszu. Ciekawy jestem czy to konie cyrkowe czy konie w kieracie?
W cyrku też trzeba cięzko harować.

>Pozdrawiam Cię Patuszkinie nawet bardziej niż serdecznie, bo gdy pisałem ten post, to w tych dosyć głupawych przecież napadach śmiechu rzuciło mną kilka razy na podłogę... rozbolały mnie nawet od tej całkowicie trzeźwej zabawy brzuch i szczęka, "chodzący po wódzie" Jezusie.

Zaiste, chodzę po wódzie i teraz, ale nie jako Jezus, bo z tym trudno mi się utożsamić, raczej jako Patuszkin. Bez aluzji do rosyjskiej literatury ani greckiej maski "to me adikein".

>Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)

"Prosty temat: noc i dzień.
Ekwinokcja i tym podobne cuda.
Dzisiaj wschód o piątej pięć,
zachód- szósta. Znowu sie pięknie uda.

Mam niebylejakie, bo
południowo zachodnie skojarzenia:
znów udało mi się wzejść.
Piękny zachód będzie na dowidzenia." (G. Turnau "Kawałek cienia")

Pozdrawiam Łukaszu

Piotrek Patucha
Łukasz Majewski (563 punktów)
>Często żony amatorów(pasjonatów) narzekają: ty myślisz tylko o swojej pasji, albo o swojej pracy (jeśli pasja idzie w parze z zawodem)... a ja siedzę sama w domu, nudzę się, jestem niekochana. Zazwyczaj takie kobiety zdradzają mężczyzn, wystarczy poczatować.

Taaaaa... przypomniał mi się jeszcze Twój czerwcowy referacik z "Homofobia problemem mężczyzn" [i przy tej właśnie okazji to szacuneczek Patuszkinie]
www.racjonalista.pl/forum.php/s,23763#w23951
www.racjonalista.pl/forum.php/s,23763#w23952
a zwłaszcza

O ile mężczyźni mieli prawo do tego by zdobywać wykształcenie i rozwijać swoje zdolności duchowe, o tyle kobiety były przyuczane do życia w zamkniętym kręgu domowego ogniska. Wykształcony, uduchowiony mężczyzna nie mógł znaleźć w swej małżonce równorzędnego partnera do rozmowy.

Jak dla mnie (i pewnie nie tylko) to się w tym za bardzo od świata antycznej Grecji nie różnimy. Może mój obraz jest spaczony przez dosyć ograniczony kontakt z kultura miejską, ale wydaje mi się, że kobiety generalnie dalej nie dorastają do męskich pasji. I o ile jest to dla mnie w świetle nauki zrozumiałe [wszystkie te mózgowe różnice i cała reszta], to jako młodemu jeszcze i ciągle przez to wrażliwemu i idealistycznemu facetowi heteroseksualnemu, trudno mi mimo wszystko pogodzić się nie tylko z tym, ale również z jeszcze jednym... że kobiety zbyt często nie potrafią dorosnąć do męskiej pasji nawet wtedy, gdy same nią są Oczko to zaś puściłem dlatego, że my sami [tj. faceci] mamy z tym problemy [a tego oczka już wyjaśniał nie będę ]

Zaś w związku z

Dlatego mężczyźni albo wybierali kontakt z heterami i kapłankami, należącymi do uprzywilejowanych kast kobiecych, albo kontakty z mężczyznami. Hetery były wykształconymi prostytutkami, lecz nie każdego było na nią stać. We "Wspomnieniach o Sokratesie" Ksenofonta, jest wzmianka, że Sokrates odwiedził sławną w tym czasie heterę i prowadził z nią interesującą konwersację. Jednak ze względu na niskie zarobki, (miał skromną rentę), nie mógł skorzystać z jej usług w pełnym wymiarze. Natomiast Peryklesa było stać na takie kontakty, nawet w jednej się zakochał i uczynił swoją małżonką. Kapłanki, takie jak Diotyma, cieszyły się dużą sławą i poważaniem o czym świadczy fakt, że Platon uczynił ją jedną z bohaterek "Uczty". Pełniła tam rolę nauczycielki miłości.

to po zauważeniu, że i tu się od Greków za bardzo z amerykańskimi call-girls'ami i innego rodzaju "droższymi" i bardziej ekskluzywnymi dziwkami właściwie nie różnimy...i jako mężczyzna przedstawionego już powyżej przeze mnie pokroju... ubolewam najbardziej nad tym, że po religioznawstwie [mojej już ponad 10letniej, życiowej pasji] to mnie na taka dziwkę najzwyczajniej w świecie nie będzie stać ... chyba... żebym jeszcze kurcze niemal tak jak mi już Itachi-san życzył www.racjonalista.pl/forum.php/s,27317#w28027 zrobił jakąś zawrotną karierę naukową... ale wtedy to znowuż poprzeczka moich intelektualnych wymagań może się cholera podnieść [o prostytuujących się pracownicach akademickich jeszcze mi się słyszeć nie zdarzyło a są pewnie gdzieś jakieś... tylko gdzie?] a z podnoszeniem się czegoś innego za to i ochotą na taką dziwkę, to już po wymaganym na zrobienie tej kariery czasie może nie być tak dobrze jak jest dzisiaj jeszcze

Jak ja czytam Patuszkinie Twoje posty, to widzę, że ty taki dosyć w klimacie facet jesteś i masz orientację ... a w związku z tym zapytuje, czy jesteś w stanie jako starszy (wybacz śmiałość) kolega mi jakoś doradzić, zainspirować i wyprowadzić tym samym z tego sercowego marazmu w jakim się teraz znajduję Pisz śmiało na mail'a, aby nas inni zwyczajnie za pomocą Twoich "tajemnic" przez ten mój post nie wygryźli Pisz proszę co Ci tylko na myśl/język przyjdzie z wyjątkiem tego jednego, narzucającego się samo przez się, lecz najprostszego dla mnie tylko na płaszczyźnie intelektualnej, mianowicie tego: zostań gejem!!!

a jeszcze co do
>wystarczy poczatować.
to mam "dla Ciebie" Piotrze dla śmiechu anons towarzyski z forum buddyjskiego www.tsering.wroclaw.pl/phpBB2/viewtopic.php?t=36
Anons wyjątkowo moim zdaniem racjonalny

Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)
agnus dei
anons - nic dodac, nic ujac! lepszego ja bym nie umial ulozyc... tez lubie te z duzymi cyckami! suuuper!
Łukasz Majewski (563 punktów)
Moja reakcja była agnus dei identyczna chociaż gust co do kobiecych piersi miewam nieco odmienny

Wyrażę tu przy tej okazji nadzieję, że nie masz nic przeciwko, ze na Twoim wątku prowadzę sobie różnego rodzaju rozmowy...planuję Patuszkinowi znów tutaj odpowiedzieć (jutro pewnie) bo jego posty są bardzo dla mnie bardzo ciekawe nie tylko z osobistego/prywatnego punktu widzenia...

Pozdrawiam


Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)
Patuszkin (2279 punktów)
>planuję Patuszkinowi znów tutaj odpowiedzieć (jutro pewnie) bo jego posty są bardzo dla mnie bardzo ciekawe nie tylko z osobistego/prywatnego punktu widzenia...

Cześć Łukasz,

Chyba zbyt daleko odjechaliśmy od tematu zadanego przez Agnusa. Nasze pisanie zamieniło się w autonomiczną dyskusję, a jako moderator jestem zmuszony do przestrzegania pewnych reguł. Zatem, jeśli twoje kolejne posty będą nawiązywać do tematu, wklej je tutaj. Jeśli natomiast masz do mnie jakieś osobiste zapytania lub odpowiedzi, proszę, pisz na skrzynkę.

Jak zauważyłeś, jakieś dygresje zawsze się zdarzają i zazwyczaj je akceptujemy, bo urozmaicają dyskusję. Kiedy jednak kilka osób zaczyna, w tym przypadku my , prowadzi ożywioną i dłuuuugą rozmowę o sprawach, które bezpośrednio nie dotykają tematu, wtedy lepiej założyć nowy wątek lub rozpocząć korespondencje mailową.

Oto mój adres: lp.atsilanojcar@nikzsutap
Piotrek Patucha
Łukasz "Szaman" Majewski (563 punktów)
W ostatniej chwili Patuszkinie Spójrz na minuty na postach...i odbierz pocztę przyznam, że trochę mi szkoda Byc może ktoś by się do naszej rozmowy przyłączył i byłoby naprawdę ciekawie

-----------------------------------------------------------------------
>
>--------------------------------

Dzień następny, 10:32

------------------------------

Zmiana planów Patuszkinie!!!

Przemyślałem sprawę ponownie i przejrzałem wysłany do Ciebie plik. Postanowiłem założyć w Bazgrołach wątek, w którym będziemy mogli dokończyć. Zależało mi na "publicznym" odpowiedzeniu na "postawione mi przez Ciebie zarzuty", zwłaszcza, że występuję tu odważnie pod swoim prawdziwym imieniem i nazwiskiem, jak też nie ściemniałem przy zakładaniu konta, i nigdy nie wiadomo, kto mnie tu czyta bądź dopiero przeczyta a po mordzie dostać nie chcę Wpadają tu tez czasem poczytać moi znajomi, więc fajnie by było, jakby mogli tę polemikę tak na wypadek tego, gdyby ich przypadkiem zainteresowała przeczytać do końca, żeby później nie mieli może jakiegoś spaczonego poglądu na moją (i tak spaczoną ) osobę i oszczędzili mi różnej treści pytań.

Tak jak wspomniałem, przejrzałem jeszcze raz te wysłane do Ciebie 5 czy 6 stron tekstu w Wordzie...naniosłem trochę kosmetycznych korekt, żeby wypowiedzi nieco uładzić, co miałem zrobić dopiero przy zamieszczaniu postów, które słusznie odradziłeś...bo masakrę byśmy tu zrobili niezłą i to zupełnie niepotrzebnie, no ale mamy tez naukę na przyszłość...bo i ja chyba zaskoczyłem Ciebie, odpowiadając Ci na jeden post trzema

Bardzo dziękuję za mail poruszjący kwestie o których i ja już myślałem...tak jak radziłeś...przemyślę na spokojnie, tym bardziej, ze zbliża się rok akademicki i będę zagladał na racjonaliste chyba coraz rzadziej Nie ma też pośpiechu Patuszkinie z odpowiedziami na Bazgrołach, jeśli dalej masz dużo na głowie...

Jeśli ktoś jest zainteresowany śledzeniem dalszej naszej rozmowy czy dołaczeniem do niej w odniesieniu do tutejszych również postów, to niech czuje się zaproszony przeze mnie na www.racjonalista.pl/forum.php/s,29701/i,59



Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)
agnus dei
bynajmniej.... ja staram sie znajdowac jakies ciekawe watki i wyjatki... a jak sie ich los dalej toczy - to juz nasze wspolne dzielo! mam nadzieje, ze racjonalne...
Itachi-san (468 punktów)
Relgia nie jest uzależnieniem dopóki jest stosowana 'dawka' umiarkowana. Podobnie jak z alkoholem, komputerem, nauką. Na dobrą sprawę możesz od wszystkiego się uzależnić. Ja nie powiem ci, że religia jest uzależnieniem, a raczej niedojrzałością emocjonalną w pewnym stopniu (za Freudem).
agnus dei
>Relgia nie jest uzależnieniem dopóki jest stosowana 'dawka' umiarkowana. Podobnie jak z alkoholem, komputerem, nauką. Na dobrą sprawę możesz od wszystkiego się uzależnić. Ja nie powiem ci, że religia jest uzależnieniem, a raczej niedojrzałością emocjonalną w pewnym stopniu (za Freudem).
>

no bo tak sie zastanawialem - jak zwykle przekornie - czy nie mozna by wobec nadmiernie uzaleznionych otwierac jakichs detoxow... skoro alkoholikow zaszywaja, nikotynistow oklejaja plastrami, erotomanow poja np. wywarem z chmielu ( czasem potocznie piwem zwanym... ) i nawet narkomanow odtruwaja chemicznie - tych wszystkich powaznie zagrozonych utrata zdrowia i zycia oraz zagrazajacych innym - to czemu takich metod nie stosowac wobec ziejacych fobiami i nienawiscia uzaleznionych od roznych kultow religijnych - czyli fanatykow i fundamentalistow ?
moze wtedy udaloby sie powstrzymywac takich extremistow jak ben laden... w pore.
Stuwa
...to czemu takich metod nie stosowac wobec ziejacych fobiami i nienawiscia uzaleznionych od roznych kultow religijnych - czyli fanatykow i fundamentalistow ?
>moze wtedy udaloby sie powstrzymywac takich extremistow jak ben laden... w pore.

Witam.
Dlaczego stawiasz tu za wzór akurat ibn Ladena? popatrz na nasze podwórka co sie dzieje, ilu ekstremistów i fanatyków dookoła nas. Chcesz, podam ci nawet nazwiska tych najwazniejszych - Jankowski, Rydzyk, Gocłowski, Glemp itd itp.
Wiesz ile ofiar oni maja na sumieniu? O wiele wiecej niz 2 czy 3 tysiace (czesc ich pamieci) tych co zgineli w WTC. Tylko po prostu nie mowi sie o tym, badz sporadycznie czasem cos wyplynie, ale wtedy szybciutko sie sprawe tuszuje. Ilu ludzi naiwnie uwierzylo sukienkowym i stracili dorobek calego zycia (sam znam osobiscie 1), ile mlodych ludzi zostalo zatrutych ta ideologia i teraz zatruwaja zycie innym (vide: dilerka a wreszcie ile dzieci zostalo skrzywdzonych przez chorych erotomanow w sukienkach.
Moze wiec najpierw ich powstrzymac, a pozniej brac sie za islamskich fundamentalistów?
A'propos, dlaczego na liscie sekt III RP nie figuruje k.k.?
To przeciez sekta jak kazda inna, tylko im sie udalo
Pozdrawiam.
Michał.
Itachi-san (468 punktów)
>(...) Chcesz, podam ci nawet nazwiska tych najwazniejszych - >Jankowski, Rydzyk, Gocłowski, Glemp itd itp.
>Wiesz ile ofiar oni maja na sumieniu?

Chyba nie tak dużo, zależy jakie kryteria przyjmiemy jako ofiarę. Jeśli chodzi o robienie wody z mózgu i opróżniania skarbonki to ofiar mają na sumieniu sporo.

Ja się bardziej zastanawiam czemu ludzie są obojętni na wiedzę historyczną ? Przecież 2000 lat historii opisanej u Deschnera, Haughta i paru innych to same mordy (trzeba zaznaczyć, że dużo nie wie o tych książkach, a w mediach przecież nikt by o nich nie wspomniał!). Ja, że jestem człowiekiem wrażliwym z charakteru w taką okrutną ideologię nie mogę wierzyć. Religia chrześcijańska prawdopodobnie wybiła więcej ludzi niż Hitler (65 mln) i Stalin (50 mln) razem wzięci. Przypomnę, że same kobiety- czarownie to 6 mln! Podczas II wojny światowej księża i faszyści trzymali ze sobą, papież chciał Polskę poświęcić by zdobyć Rosję i objąć władzę nad umysłami Rosjan; podporządkować sobie cerkiew. Krótka jest pamięć tego głupiego narodu nad Wisłą (oczywiście to nie dotyczy wszystkich, ale motłoch ma przewagę !). Poza tym kłóci mi się to z nauką, znaczy opis biblijny stworzenia świata i parę innych patentów z Biblii. Opowieści o trójcy, duszy, duchu świętym są w starszych kulturach od żydowskiej i z nich to wszystko zaczerpnięto. Mało tego mam doświadczenia empiryczne (własne) skuteczności modlitwy (a jeszcze 'niedawno' byłem dewotem; niedawno bo znacznie dłużej byłem katolikiem) i muszę przyznać, że efekty marne były.

Paradoksalne jest jeszcze to, że z reguły w Europie Zach. tak mocno zateizowanej ludzie odchodzą od kościoła raczej nie z powodów negatywnej historii czy zainteresowania nauką tak jak wolnomyśliciele w Polsce. Jest to dziwne, może ktoś wie dlaczego? Może chodzi o to, że ludzie ci za bardzo cenią wolność, którą im ta instytucja ogranicza? Polak jakoś wolności nie lubi, bo większość nawet nie wie czym jest demokracja...
agnus dei
ja z tym ben ladenem tylko tak sobie... prowokacyjnie oczywiscie, zeby dac pole do popisu naszym wlasnym tropicielon absurdu i permanentnego cwaniactwa...
nie to zebym nie zauwazal!
Łukasz Majewski (563 punktów)
Witaj Itachi To znów ja Nie kto inny Ten sam czepiający się "majewski"

Tak jak chciałeś www.racjonalista.pl/forum.php/s,26541#w28352 wezmę Cię mój "uczniaku" na szkołę... krzyczał nie będę więc nic się Piotruś nie bój podejdź no tu po prostu do mnie i przyjrzyj się tylko bliżej temu Twojemu zdaniu

>Ja nie powiem ci, że religia jest uzależnieniem, a raczej niedojrzałością emocjonalną w pewnym stopniu (za Freudem).

Przyjrzałeś się?...

No to teraz ja się Ciebie pytam...pytam się Ciebie po co...[no ale patrz mi w oczy jak do Ciebie mówię ]... po co ludziom tu takie rzeczy piszesz, skoro może i lepiej ode mnie wiesz po psychologii, że za Jungiem, Frommem, Allportem, Franklem czy Maslowem (żeby na 3ciej sile już wyliczankę skończyć) można by powiedzieć coś zupełnie odwrotnego?

Większość pacjentów Junga z tych powyżej 35 roku życia cierpiała z powodu zatracenia umiejętności doświadczania sacrum.

Ty się Piotruś nic teraz nie wstydź tylko się skup i posłuchaj mnie jeszcze dalej uważnie i mniej z tego naukę na przyszłość.

Skoro już chcesz na sprawę tak patrzeć, to wiedz, że współczesna psychologia nie przypisuje już religii jakiejś szczególnie dużej/priorytetowej roli w kształtowaniu życia psychicznego i mówiąc w uproszczeniu, [bo brak mi tu większych kompetencji], wychodzi z bardzo jasnej zasady: zdrowa/dojrzała osobowość wykazuje/generuje zdrową/dojrzałą religijność a osobowość patologiczna wykazuje/generuje religijność patologiczną. Słowo generuje nie jest tu może najlepsze, bo wszystko to działa w tak skomplikowanym mechanizmie, jakim jest ludzka psychika na zasadzie sprzężeń zwrotnych i trudno przypisywać czemuś "pierwszeństwo", co z pewnością doskonale rozumiesz.

I jeśli już też chcesz Piotrusiu pisać sobie tak dorośle o religii jako o niedojrzałości, to podążaj już lepiej za swoją późniejszą o tydzień [co Cię po części usprawiedliwia] myślą z postu www.racjonalista.pl/forum.php/s,27317#w28057 i nazywaj religię trafniej niedojrzałością behawioralną [choć ja to bym się jeszcze dwa razy przed zabraniem takiego głosu zastanowił] albo najlepiej ... niedojrzałością poznawczą.

Masz szczęście Piotruś, że mam na Ciebie mentorskie oko i że nikomu nic złego się nie stało... "kazanie" skończone i nie rycz mi tu teraz ... przestań się mazgaić bo łezki Ci już wycieram... masz chusteczkę, trzymaj, wysmarkaj się jeszcze żeby koledzy nie poznali i się z Ciebie nie śmiali [bo mądrzejsi to przecież nie są ] i zmykaj już łobuzie jeden z powrotem bawić się na podwórku... i niech Ci się uda tym Twoim koleżankom z piaskownicy tą nową wiedzą zaimponować a szczególnie tej Twojej ulubionej [chociaż nie pisz do niej "ci" ale "Ci", dobrze radzę ] ... wtedy to nawet do domu możesz dziś wrócić później a ja i tak będę z Ciebie dumny [ba... będę dumny jeszcze bardziej ] ... co ja Ci tu zresztą gadam...możesz w takim układzie nie psuć sobie zabawy i bez słowa uprzedzenia/zawiadomienia w ogóle na noc nie wrócić

A już tak poważniej, to nie wiem czy byłeś już po powrocie z wakacji na satanizmie, ale mam tam do Ciebie sprawę w poście www.racjonalista.pl/forum.php/s,27317#w28857. Przydałoby mi się pod tym postem trochę Twojej wiedzy.

Mam nadzieję, że z tym "pedagogicznym instynktem ojcowskim" nie przegiąłem
Pozdrawiam... ciepło


Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)
krest
>czy istnieja jakies racjonalne dowody i naukowe
>opracowania traktujace religie jako uzaleznienie podobne do
>alkoholizmu, narkomanii, erotomanii czy innych glebokich
>psycho-chemicznych uwarunkowan mozgu od bodzcow i
>substancji psychoaktywnych?
Nie ma. Podstawowym problemem jest brak materialnego nośnika, od którego możnaby sie uzależnić. Dopóki istnieje coś takiego, jak wybór- wiara lub jej brak, to nie da się podejść z tej strony. Nie można też mówić o wykorzystaniu i wykrzywieniu naturalnych instynktów jak w przypadku erotomanii. (oczywiście piszę w ogólności, nie jestem pewien czy nie istnieją jakieś szczególne przypadki)
Ale można spojrzeć na sprawę z innej perspektywy. Istnieje spora masa materiałów opisująca mechanizmy działania sekt i ruchów sekciarskich. Tu często wspomina się o 'uzależnieniu' od guru czy grupy czy praktyk- choć nie podjął bym się oceny stopnia naukowości. Natomiast panuje powszechne przekonanie o słuszności takiego obrazu. Zapewne mechanizmy analogiczne dałoby się wyróżnić i w KK na przykład. Tym niemniej jego pozycja pozwala mu nie stosować skrajnych środków, jakie stosowane są w sektach.
Zabawną rzeczą jest, że argumenty zaaprobowane przez Kościół w celu walki z sektami mogłyby posłużyć do walki z nim samym.
Szacunek.
Itachi-san (468 punktów)
>Zabawną rzeczą jest, że argumenty zaaprobowane przez Kościół w >celu walki z sektami mogłyby posłużyć do walki z nim samym.
>Szacunek.

Trafiłeś w sedno. Podobnie jak sekty uzależniają, manipulują ludźmi i wyciągają pieniądze (chrzty, pogrzeby, komunie), to samo jest z chrześcijaństwem.

Wiecie czemu chcą, żeby ludzie się mnożyli jak króliki? Bo motłoch łatwiej kontrolować (poza tym pieniądze z chrztów się przydadzą), czym więcej ludzi tym gorsza jakość bo nie starczy na wykształcenie wszystkich i o to chodzi. Makiaveli o tym wiedział, a przed nim jeszcze sporo... Tak przecież w każdym despotyźmie było, jest i będzie.
agnus dei
czyli co?.... jednak detox?
nota bene... podobno dzis jakas nawiedzona rumunka starego mnicha zadzgala...
a trzeba bylo mnie sluchac.... i w pore leczyc!
agnus dei

dealera? czyzby... ????
agnus dei
zatem twierdzisz, ze brak materialnego nosnika tzn chyba chodzi ci o substancje powodujaca uzaleznienie, powoduje, ze nie mozna posadzac religii o proby uzalezniania wyznawcow od siebie... ale mi sie wydaje, ze nie wiesz o czym mowisz... sytuacja w ktorej nie ma materialnego bodzca powodujacego uzaleznienie nie wyklucza przeciez faktu, ze ktos moze byc w te sytuacje uwiklany rownie skutecznie jak w np. narkotyk. i sytuacje takie nie dotycza wylacznie religii. podam przyklad: chodzilem do ogolniaka w ktorym panowal straszny rygor: caly system scisle przestrzeganych kar i nagrod, straszny autorytaryzm... ludzie uczacy sie tam zachowywali sie troche jak zombie ... mijaja lata - a ja wciaz nie moge uwolnic sie od lekow przed bzdurnymi wszak lekami przed iluzorycznymi tamtymi karami i podswiadoma pogonia za nedzna nagroda jaka tam nagradzano... nawet czasem sni mi sie ten 'oswiecim'... ta szkolka zapadla mi tak gleboko w swiadomosc, a zapewne i w podswiadomosc, ze dopiero smierc mnie od tego ciezaru uwolni... niestety...
a wszak nie stosowano tam zadnych materialnych bodzcow... zadnych chemikaliow... kar cielesnych... itd. byl tylko pewien autorytet, ktorego wszyscy sie bali... kazdy: uczniowiei nauczyciele czekali na wytyczne, lakneli pochlebnego slowa i drzeli przed nagana... i wszystko... wiekszosc zapewne juz dawno sie otrzasnela z tego amoku - ja w sumie tez... ale nie jestem do konca pewien, czy gdyby ktos wcielil sie w role tamtego 'boga' nie reagowalbym jak uczniak! .... i powiedz, ze to nie jest glebokie uzaleznienie... i powiedz, ze cos takiego nie dzieje sie w procesie ureligijniania...
agnus dei
... mijaja lata - a ja wciaz nie moge uwolnic sie od lekow przed bzdurnymi wszak lekami przed iluzorycznymi tamtymi karami i podswiadoma pogonia za nedzna nagroda jaka tam nagradzano...

... po sposobie wyrazenia moich mysli i emocji widac jak na dloni, ze nie uwolnilem sie do dzis od pewnych psychologicznych aspektow tamtego uzaleznienia i manipulacji...
i chyba juz tak mi zostanie... tak jak ludziom skutecznie ureligijnionym przywiazanie do kija dobrego pasterza!
abhaod
?
>wszak cala struktura religii oparta jest na manipulacji
>funkcjami psychicznymi kary i nagrody, posiada srodki do
>pobudzania 'pozytywnego' mozgu np. wydzielania hormonow
>'nagrody' i srodki do karania: chocby przez odstawienie od
>stolu ze srodkami 'pozytywnymi'...

Za zabicie powinno sie nagradzac?;naturalnie- w faszyzmie, komunizmie itp.to normalka.
Znacznie ciekawszym jest, czy instynkt samozachowawczy to uzaleznienie? W przypadku Jezusa Ch. sprawa jest bardziej skomplikowana, ale pewnie byl uzalezniony....
User Unfriendly (3 punktów)
To tak, jakby nazywać alkoholizm miłością do wódki. Co to w ogóle ma za związek? Wg mnie nie istnieje coś takiego jak religia jako uzależnienie. Jeśli ktoś jest religijny, to znaczy, że obdarzył kogoś, coś lub jakieś dogmaty wielką miłością i darze je wielkim zaufaniem. Wątpię, żeby np. narkomani wielkim zaufaniem darzyli heroinę wstrzykiwaną do żyły...
outsider (2469 punktów)
Czy mozna kochać coś? Trzeba chyba byc wielkim amatorem miłości bez wzajemności.


Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej
(Nieboska komedia}
agnus dei
>To tak, jakby nazywać alkoholizm miłością do wódki. Co to w ogóle ma za związek? Wg mnie nie istnieje coś takiego jak religia jako uzależnienie. Jeśli ktoś jest religijny, to znaczy, że obdarzył kogoś, coś lub jakieś dogmaty wielką miłością i darze je wielkim zaufaniem. Wątpię, żeby np. narkomani wielkim zaufaniem darzyli heroinę wstrzykiwaną do żyły...

a znasz braciszku jakiegos narkomana? skoro smiesz watpic, ze nie darza oni np heroiny miloscia i nienawiscia, ze nie jest ich rodzajem boga czy bostwa wszechmocnego - wladnego nagradzac rajskim szczesciem i karac piekielna meka. to ten sam schemat...
ale uzaleznienie od narkotykow jest znacznie od religii silniejsze i dziala na podlozu biochemicznym - zas sekty i koscioly nie sa wladne swoimi uzaleznieniami siegnac bezposrednio tak gleboko... musza robic to posrednio, systematycznie i dlugotrwale, by osiagnac pozadany efekt uzaleznienia... pozniej od kleru - wladajacego tym - jak to kiedys zdaje sie lenin za marksem ujal - opium dla ludu - zalezy, czy te narkotyczna wiez czyli milosc w ich frazeologii, wykorzystaja pozytywnie czyli np. nie przeciw samym uzaleznionym ( np. wysylajac ich na rzez jak ben ladeny ) czy negatywnie - powodowani ulubionym popedem wszystkich klerow: zdobywaniem swiata albo nowych stad owieczek i wylawianiem baranow... tak duzo od nich zalezy... wg mnie zbyt duzo - ja jestem za pelna autonomia jednostek czyli niewprowadzaniem do ich umyslow zbyt wielu 'reakcji odruchowych' w procesie ureligijniania... jestem za kreowaniem swiadomych siebie i swych wad i zalet jednostek - a nie religijnych czyli uprawiajacych taki czy inny kult mas... ...takich ludzkich 'psow pawlowa'!!!

Wróć do listy wątków działu Nauka

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365