Racjonalista - Strona głównaDo treści
Paradoks Ocykana

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
03-04-2005 19:25OcykanParadoks Ocykana
Mój paradoks dedykuję Zielonej
Walka z religią ma sens wyłącznie z punktu widzenia osoby wierzącej. Z punktu widzenia ateisty jest ona absolutnie bezsensowna.
No bo zastanówmy się. Czy gdyby dany osobnik wiedział, że jego walka z jakimkolwiek zjawiskiem przez kilkadziesiąt lat nie przyniesie żadnych istotnych razultatów a za kilka, kilkanaście lub co najwyżej kilkadziesiąt lat zjawisko to i tak przestanie występować, uznałby prowadzenie tej walki za racjonalne? Chyba nie.
A tak właśnie ma się sprawa ze zwalczniem religii przez ateistów. Jest absolutnie pewne, że ich walka przez najbliższe kilkadziesiąt lat nie przyniesie żadnych istotnych rezultatów. Natomiast za kilka, kilkanaście lub kilkadziesiąt lat problem religii przestanie istnieć. Przestanie - bo nastąpi KONIEC ŚWIATA. Oczywiście idywidualny koniec świata danego ateisty.
No bo cóż z tego, że po mojej śmierci świat być może będzie istniał, co wcale nie jest takie pewne (o ile wiem, nikt jeszcze nie potwierdził, że po jego śmierci świat nadal istniał; stwierdzono tylko, że świat istnieje po śmierci innych). Nawet jeżeli będzie istniał - to nie będzie to już MÓJ świat. Będzie moim w nieskończenie mniejszym stopniu niż najdalsza gwiazda najdalszej z galaktyk. I o ile niezbyt mnie wzrusza, czy w układzie planetarnym tej gwiazdy istnieją istoty rozumne, a jeżeli - to czy wierzą w jakiegoś swojego Boga czy nie (nigdy się raczej o tym nie dowiem, nie mówiąc już o jakimkolwiek moim wpływie na ich przekonania), to już całkiem mi obojętne co się będzie działo po końcu mojego świata. O ile bowiem w pierwszym przypadku szanse na uzyskanie informacji z tego odległego układu są bliskie zeru, to jednak nie są zerowe. Natomiast w drugim przypadku - szanse na jakiekolwiek informacje lub możliwość wpływu są absolutnie zerowe.
Tak ma się sprawa w przypadku ateisty. W przypadku osoby wierzącej jest inaczej. Skoro jestem osobą wierzącą to śmierć nie jest kresem mego istnienia. Zatem MÓJ ŚWIATsię nigdy nie skończy. Nie jest mi zatem obojętne, co tu się będzie działo po mojej śmierci. I dlatego, z MOJEGO punktu widzenia, walka z religią prowadzona przez ateistów ma sens.

KracParadoks Ocykana
Trochę to zagmatwane
jeyes (2281 punktów)
(zablokowany)
Koleżko - samo się nie zrobi tak, że religia i religijność przestaną dominować w tym pięknym acz zacofanym kraju. Wiesz dlaczego? Ano choćby z tej przyczyny, że po religijnej (Kościelnej) stronie barykady nie śpią i prowadzą swoje otumaniające działania od tysięcy lat, dostosowując metody do aktualnego poziomu wiedzy, wykorzystując doświadczenia i osiągnięcie socjotechniczne. Po drugie - każda rewolucja, a zmiana religijnego światopoglądu większości społeczeństwa, to rewolucja, ma szanse powodzenia wyłącznie na bazie aktywnego działania. Zatem bezczynne "siedzenie i czekanie" nie jest wcale racjonalne.
Akurat masz okazję obserwować do jakiego stopnia religijny amok i kult jednostki związanej z religią ogarnął Polskę - środki masowego przekazu w 100% prezentują jedynie informacje związane z byłym JPII, w mojej kablówce chyba tylko Cartoon Network nadaje normalny program, portale internetowe ubrano w żałobną czerń i nic tam nie ma oprócz JPII. W Krakowie nie grano hejnału z Wieży Mariackiej, co od wieków było swoistym symbolem - NIC nie jest ważne wobec faktu śmeirci JPII. I ty uważasz, że taka sytuacja nie wymaga żadnego działania, jeśli ten obłęd religijny ma nie być wizytówką Polski w dającym się przewidzieć czasie?!
OcykanOdp: Paradoks Ocykana
>Koleżko - samo się nie zrobi [...] I ty uważasz, że taka sytuacja nie wymaga żadnego działania, jeśli ten obłęd religijny ma nie być wizytówką Polski w dającym się przewidzieć czasie?!
>
Działaj zatem, działaj. Śmiem jednak sądzić, że nie ujrzysz rezultatów swoich działań. No chyba że wystarczy Ci, że będziesz miał taką satysfakcję jak bohater "Lotu nad kukułczym gniazdem", który mógł powiedzieć z dumą: "Przynajmniej próbowałem".
Weź jednak pod uwagę, że Polacy to naród przekorny i każda propaganda daje tu często odwrotne rezultaty. Kto wie, może gdyby tak nahalnie nie "wciskano" nam socjalizmu nie zostałby on tak powszechnie znienawidzony. Teraz wielu dawnych jego wrogów tęskni za nim, czyż to nie paradoks. Ja bym się tak nie przejmował tą ofensywą Kościoła. Im będzie intensywniejsza - tym szybciej Polakom obrzydnie.
I nie sądzę żeby Twoja metoda walki z wpływami KK przyniosła jakiekolwek rezultaty. Jeżeli już, to niezamierzone. Bardzo dawno temu, w późnych latach 70-tych uczestniczyłem w spotkaniu z ówczenym członkiem KC PZPR, tow. Grabskim. Mądry ten człowiek oświadczył: "Towarzysze, nasze metody walki z Kościołem są absolutnie nieefektywne. Nasza krytyka i nękanie kleru miast niechęci wywołują w społeczeństwie odruch solidarności i sympatię. Jeżeli chcemy osłabić lub nawet wyeliminować wpływ Kościoła na społeczeństwo, powinniśmy działać wręcz odwrotnie. Powinniśmy we wszystkich środkach masowego przekazu wychwalać Kościół podkreślając jego historyczną konieczność i wiodącą rolę. Miast ograniczać budowę kościołów powinniśmy nakazać ich budowę w najmniejszych wioskach i osiedlach. I oczywiście pisać ile to kosztuje i jak ofiarne jest nasze społeczeństwo. Miast nękać księży powinniśmy ich uprzywilejować. Np. dawać im za darmo mieszkania, przydzielać samochody, zapewnić nietykalność, itp. I pisać o tym. Daję głowę, ze najdalej za 10 lat Kościół utraci wpływy a księża będą powszechnie znienawidzeni. Niestety, towarzysze radzieccy nie są w stanie zrozumieć mechanizmów rządzących polskim społeczeństwem i nigdy na taki eksperyment nie pozwolą.".
Moim zdaniem tow. Grabski miał rację. Niestety (albo na szczęście - zależnie od punktu widzenia) guru antykościelnej "krucjaty" nie są w stanie zrozumieć mechanizmów rządzących polskim społeczeństwem i nigdy na taki eksperyment nie pozwolą.

A co do "wizytówki Polski" uważam, że znacznie ładniej wygląda wizytówka kraju, w którym religia jest nawet nakazana przez państwo ale ludzie żyją w dobrobycie (vide Arabia Saudyjska lub Zjednoczone Emiraty Arabskie) niż kraju biednego, ale za to wolnego od religijnych przesądów. Jaki to napis kazał umieścić w swoim gabinecie prezydnt Clinton? "Po pierwsze GOSPODARKA, głupcze!".
jeyes (2281 punktów)
(zablokowany)
Nie trzeba to było od razu przedstawić swojego credo i wyznać, że masz nadzieję, iż KK będzie trwał na wieki wieków amen, zamiast bawić się w uzasadnianie nieracjonalności wszelkich dążeń, których celem jest to, co w Europie od dawna jest faktem, a więc masowego odejścia i odchodzenia ludzi z KK?
Ocykan
>Nie trzeba to było od razu przedstawić swojego credo i wyznać, że masz nadzieję, iż KK będzie trwał na wieki wieków amen, zamiast bawić się w uzasadnianie nieracjonalności wszelkich dążeń, których celem jest to, co w Europie od dawna jest faktem, a więc masowego odejścia i odchodzenia ludzi z KK?

A gdzie Ty przeczytałeś, że ja mam nadzieję, iż KK będzie trwał na wieki wieków amen? Masz brzydką tendencję do "ustawiania" przeciwnika przez przypisywanie mu stwierdzeń, których nie wygłosił. A może to tylko dysleksja?

Zresztą coś Ty się uczepił Kościoła? Czy to jakaś Twoja obsesja? Mój paradoks ma sens nawet gdyby KK nie istniał. On dotyczy ogólnie niewiary lub wiary w osobowe i świadome istnienie po śmierci ciała. A wiara taka jest przymiotem wielu religi, często b. odległych od katolicyzmu.

Nauczycielka spytała kiedyś Jasia:
- Z czym ci się, Jasiu, kojarzy pęk biało-czerwonych goździków?
- Z gołą dupą.
- Co, z gołą dupą? Dlaczego?
- Bo mi się wszystko z tym kojarzy, proszę pani!

Czyżby Tobie też się wszystko kojarzyło z przedmiotem twojej obsesji?
trukszyn
Brawo!!
Przebiśnieg (137 punktów)Paradoks Ocykana
>Walka z religią ma sens wyłącznie z punktu widzenia osoby wierzącej.
Czyli ustalamy kim jest dla Ciebie osoba wierząca w Twoim rozumieniu:
>W przypadku osoby wierzącej jest inaczej. Skoro jestem osobą wierzącą to
>śmierć nie jest kresem mego istnienia.
Ja nie uznaję postawy wierzącej w kwestiach dotyczących mojej osoby dokąd jestem świadom tego co robię i korzystam z wszelkich atrybutów umysłu oraz niego samego.
Nie potrafię wykluczyć możliwości zachowania świadomości oraz zapisu pamięciowego doświadczeń egzystencjalnych, które dane mi jest w tej chwili również zbierać. Nie wpływa to jednak negatywnie na przebieg mojego życia, ba, jest to pozytywne - choć idealnie byłoby znać odpowiedź w tej chwili i kwestia nie budziłaby już kontrowersji.
>Zatem MÓJ ŚWIATsię nigdy nie skończy.
Skąd założenie, że status nr. 2 jest przejściem w istnienie świadomego nienaruszalności bytu?
>Nie jest mi zatem obojętne, co tu się będzie działo po mojej śmierci.
Wystarczy czuć się człowiekiem. Wiedząc, że są inni, którzy potrzebują Ciebie, dla których jesteś szansą i nadzieją oraz samo Twoje "jestem" czemuś służy w aspekcie sensu wszystkiego może jednak warto czynnie coś poprzeć?
>Z punktu widzenia ateisty jest ona absolutnie bezsensowna.
>No bo zastanówmy się. Czy gdyby dany osobnik wiedział, że
>jego walka z jakimkolwiek zjawiskiem
Nazwij je jest dobrem czy złem ?
Czymś co buduje czy szkodzi i niszczy ?
Czymś co umacnia czy uwłacza ludzkiej GODNOŚCI ?
>przez kilkadziesiąt lat nie przyniesie żadnych istotnych razultatów a za kilka,
>kilkanaście lub co najwyżej kilkadziesiąt lat zjawisko to i
>tak przestanie występować, uznałby prowadzenie tej walki za
>racjonalne? Chyba nie.
Twoje przewidywania być może opierają się na filmie "JA ROBOT"? czy może inny tytuł?
>Przestanie - bo nastąpi KONIEC ŚWIATA. Oczywiście idywidualny koniec świata danego ateisty.
Byle nie nastąpił przed śmiercią. Leki pobudzające do życia szkodzą wątrobie. Wiesz czemu? Bo podobnie myślący ojcowie zamiast dopracować ich skład by już był akuratni....
>Nawet jeżeli będzie istniał - to nie będzie to już MÓJ świat.
Czy już dziś może go serdecznie *** ?
>Będzie moim w nieskończenie mniejszym stopniu niż najdalsza gwiazda najdalszej z galaktyk
itd.
Gdybyś miał wolną wolę w kwestii zachowania "Ja-świadomego" jaki los wybrałbyś sobie?
BYĆ? albo NIE BYĆ?
Oto jest pytanie.
Odpowiedz

OcykanOdp: Paradoks Ocykana
>>Walka z religią ma sens wyłącznie z punktu widzenia osoby wierzącej.
>Czyli ustalamy kim jest dla Ciebie osoba wierząca w Twoim rozumieniu:

W tym aspekcie jest to każda osoba, która wierzy w osobowe i świadome istnienie (czy to w postaci niematerialnej czy też materialnej) po śmierci aktualnie "zajmowanego" ciała.

>Gdybyś miał wolną wolę w kwestii zachowania "Ja-świadomego" jaki los wybrałbyś sobie?
>BYĆ? albo NIE BYĆ?
>Oto jest pytanie.
>Odpowiedz
>

Pytanie chyba źle sformułowane. Wolną wolę mam zawsze, w każdej kwestii. Chodzi Ci chyba, co bym wybrał gdybym miał taką możliwość. Nie wiem, za mało informacji. Mogę podać tylko alternatywy. Gdybym wiedział, że kontynuacja mojego świadomego Ja będzie pełna szczęścia (lub choćby przyjemna) - z pewnością bym ją wybrał. Gdybym natomiast wiedział, że będzie ona pełna cierpień, lub choćby tylko nieprzyjemna (np. nudna) - wybrałbym niebyt.
Przebiśnieg (137 punktów)
>>Walka z religią ma sens wyłącznie z punktu widzenia osoby wierzącej.
Mówiąc szczerze to omówienie zagadnienia bezsensowności walki z religiantami wczuwając się w czysto egzystencjalny, indywidualny punkt widzenia (z założenia dezintegrowany po smierci bezpowrotnie) to możemy zainicjować iście "szatańską" dyskusję. Gdyby jeszcze udowodnić bezsprzecznie jego niepodważalność to każde piekiełko, w którym pociągam za sznurki, byłoby rozkoszą. W każdym razie marionetki i nieudacznicy byliby niemalże niezbędni dla budowania lepszego samopoczucia. Wszystkich, którzy walczą z religią tępiłbym za ich wszelakie złe intencje i zamiary jednoczesnie ubolewając (nieszczerze ) nad faktem opętania ich przez demony. W tym morzu możliwości samorealizacji wkomponowywałbym się w optymalne rozwiązania konsumpcyjne. Tworzyłbym rewiry, w których raz jestem raz księdzem, raz złodziejem, raz pijakiem, raz aktorem, raz dziwkarzem, raz moralistą a raz sadystą. Tak by było kolorowiej, pełniej, zabawniej i kosztem wszystkich i tak by nikt się nie domyślił kim jestem na prawdę o ile sam bym się kiedykolwiek o to siebie spytał skoncentrowany na zaspokajaniu własnych rosnących w różnych kierunkach potrzeb psychicznych i materialnych. W każdym razie im więcej głupich tym łatwiej ich wy**mam. Ale muszę sponsorować tych, którzy w razie czego mi pomogą, gdyby coś ze zdrowiem np. nie wyszło. No to kalkulacje, kalkulacje i tworzy się grupa podziału łupów czyli egocentryczna społeczność lokalna, która będzie kulturą znakować swoich członków. Reszta to potencjalne ofiary. I tak to się przenosi, roznosi, upada i unosi. Całe zło na Ziemii zaczyna się w światopoglądzie człowieka, który uważa dar umysłu za pomyłkę losu. A skoro już go ma to wykorzystać go chce jak śmieć, który podważa sens, że warto było mu go dać. Ktoś jednak na to wszystko patrzy i wcale nie musimy nazywać Go Bogiem.
>>Czyli ustalamy kim jest dla Ciebie osoba wierząca w Twoim rozumieniu:
>W tym aspekcie jest to każda osoba, która wierzy w osobowe i świadome istnienie (czy to w postaci niematerialnej czy też materialnej) po śmierci aktualnie "zajmowanego" ciała.
Kontynuacja istnienia "ja-świadomego" rozważana poprawnie i właściwie przekładana na życie doczesne jest bardzo wartościowa dla rozwoju osobowości człowieka. Religie stoją w opozycji do propagowania takich postaw i idąc dalej w uogólnieniach są murem pomiędzy człowiekiem i Bogiem.
>Gdybym wiedział, że kontynuacja mojego świadomego Ja będzie pełna szczęścia (lub choćby przyjemna) - z pewnością bym ją wybrał. Gdybym natomiast wiedział, że będzie ona pełna cierpień, lub choćby tylko nieprzyjemna (np. nudna) - wybrałbym niebyt.
Gdybyś szanował mnie Ojca swego Synu Mój Umiłowany,
Za nic nie wyrzekłbyś się mnie nawet w cierpieniu.
,,,i nie jest to cytat.

Pozdrawiam.

Ocykan
>Kontynuacja istnienia "ja-świadomego" rozważana poprawnie i właściwie przekładana na życie doczesne jest bardzo wartościowa dla rozwoju osobowości człowieka. Religie stoją w opozycji do propagowania takich postaw i idąc dalej w uogólnieniach są murem pomiędzy człowiekiem i Bogiem.

Rozważana "poprawnie" - to znaczy jak? Przekładana na życie doczesne "właściwie" - to znaczy jak? Wybacz, ale te słowa same z siebie nic nie znaczą, każdy może sobie podłożyć pod nie dowolną treść. Czyżbyś wywodził się z formacji, która zwykła była mówić o "określonych" działaniach "pewnych" ośrodków, podejmowanych w "wiadomym" celu?
Ale to, że religie "idąc dalej w uogólnieniach są murem pomiędzy człowiekiem i Bogiem", to już chyba sam wymyśliłeś. Tyle, że to nieprawda. Religie właśnie wszystko uszczegóławiają. KK wykazuje się jeszcze w tym zakresie pewnym umiarem, ale zapoznaj się np. z publikacjami świadków Jehowy. Tam "życie po życiu" jest opisane b. dokładnie, a nawet zilustrowane.

>>Gdybym wiedział, że kontynuacja mojego świadomego Ja będzie pełna szczęścia (lub choćby przyjemna) - z pewnością bym ją wybrał. Gdybym natomiast wiedział, że będzie ona pełna cierpień, lub choćby tylko nieprzyjemna (np. nudna) - wybrałbym niebyt.
>Gdybyś szanował mnie Ojca swego Synu Mój Umiłowany,
>Za nic nie wyrzekłbyś się mnie nawet w cierpieniu.
>,,,i nie jest to cytat.
>Pozdrawiam.

Jeżeli to nie cytat, to musiałeś to sam wymyślić. Niezłe, ja jednak dla wzmocnienia zmieniłbym słowo "szanował" na "miłował". I zacytował np. głęboko wierzącemu człowiekowi, który z powodu cierpień, przekraczających jego wytrzymałość, myśli o eutanazji. Natomiast w tym konkretnym przypadku słowa te są absolutnie nieadekwatne. No bo zastanów się. Jeżeli "Ojciec" istnieje, a ja bym cierpiał - to by znaczyło, że to On skazał mnie na to cierpienie. A "Ojciec" na cierpienie skazuje tylko potępionych. Trudno zaś mieć pretensję do potępionego, że Go nie miłuje (lub choćby szanuje).Zresztą gdyby miłował, to by nie został potępiony tylko zbawiony.
Oczywiście wywód Twój rozpatrzyłem z punktu widzenia religi chrześcijańskiej, bo tylko ją znam w miarę dobrze. Być może istnieją religie, według których "Ojciec" skazuje na wieczne cierpienie tych co Go miłują. Jednak "myślę, że wątpię".

Niezależnie od powyższego, Twoja wypowiedź jest nie na temat. Nie podważasz mojego paradoksu tylko wdajesz się w dygresje i mnie w nie wpuszczasz. Dałem ci się złapać na niegodne racjonalisty pytanie co bym wybrał gdybym mógł (choć przecież nie mogę) i udzieliłem Ci odpowiedzi do której się przyczepiłeś (co prawda nieadekwatnie).
Naprawdę wyboru nie ma. Cokolwiek byś robił czy myślał - pustka za Tobą i przed Tobą.
Trukszyn
"Kosmos znikł. Dotknąłem kolejnej płytki.
"Pozbawione sensu jest życie" usłyszałem głos "pełne efektywności i systematyzacji, a nawet pożyteczności, zatem poddany tej bezwzględnej dyktaturze Byt winien Kreować rzeczywistość wolną, prawdziwą i nieskrępowaną pruderią. Patologia kultywowana w najciemniejszych zakamarkach duszy niech się ujawni bez wstydu. Albowiem nierozerwalną całość tworzy Prawda i Kłamstwo, Moralność i Niemoralność, Czystość i Brud, Wstrzemięźliwość i Rozpasanie, Spokój i Agresja, bo czyż istnieje możliwość zdefiniowania tych pojęć inaczej, jak przez stworzenie przeciwności?"
Co proponujesz? - zapytałem.
"Wykreuję rzeczywistość Brudną, Rozpasaną, a ty starannie opisz swe oczekiwania i przyjrzyj się uważnie, co ów eksperyment budzi, a co usypia.
Kreuj więc! - zawołałem pełen występnej ciekawości. "
Zielona
Widzę, że Pan Kolega upolował sobie mnie na ofiarę
Niestety zawiłość Kolegi wywodów nie pozwala mi odnieść się do nich z miejsca, bo skłania do repliki równie zawiłej a czasu brak
Jedno pragnę teraz nadmienić - komentarz Kolegi w wątku ateistyczne dziecko jest nietrafiony, myślę, że gdyby Kolega przeczytał całość postów w tym wątku trafność Kolegi uwag wzrosłaby znacznie
Pozdrawiam

??
Przebiśnieg (137 punktów)

>Rozważana "poprawnie" - to znaczy jak?
Naukowo i racjonalnie korzystając oczywiście na początek z hipotez
>Przekładana na życie doczesne "właściwie" - to znaczy jak?
Naukowo i racjonalnie korzystając z narzędzi umysłu - głównie logiki.
>Wybacz, ale te słowa same z siebie nic nie znaczą, każdy może sobie podłożyć pod nie dowolną treść. Czyżbyś wywodził się z formacji, która zwykła była mówić o "określonych" działaniach "pewnych" ośrodków, podejmowanych w "wiadomym" celu?
Testuję ludzi przed publikacjami moich teorii. Zastanawiam się czy mogą one być innowacyjne czy to tylko moje subiektywne wrażenie.
>Ale to, że religie "idąc dalej w uogólnieniach są murem pomiędzy człowiekiem i Bogiem", to już chyba sam wymyśliłeś.
Zgadza się. Ciekawi mnie, czy tylko ja (nie sądzę) potrafiłbym to udowodnić. Na pewną są tacy dla których jest to oczywiste, bo jeśli nie to szykuje się HIT.
>Tyle, że to nieprawda. Religie właśnie wszystko uszczegóławiają.
Religie ocierają się o własne projekcje własnego Boga, a tymczasem w perspektywie kosmicznej...
>KK wykazuje się jeszcze w tym zakresie pewnym umiarem, ale zapoznaj się np. z publikacjami świadków Jehowy. Tam "życie po życiu" jest opisane b. dokładnie, a nawet zilustrowane.
Umysł ulokowany w egzystencji typu człowiek dokąd nie zostanie zinterpretowany (a nie jest) sprawia, iż człowiek ulega jego działaniu w sposób irracjonalny. Produkty typu "alternatywne rzeczywistości" są brane pod uwagę jako możliwości bez zapytania o możliwość ich istnienia. Jest to błąd posiadacza umysłu o charakterze destrukcyjnym dla niego samego a w zależności od "siły rażenia" owego błędu dla grupy istot, które nie posiadają "przeciwciał" czy raczej "antywirusa" by się obronić.
>>Gdybyś szanował mnie Ojca swego Synu Mój Umiłowany,
>>Za nic nie wyrzekłbyś się mnie nawet w cierpieniu.
>Jeżeli to nie cytat, to musiałeś to sam wymyślić. Niezłe, ja jednak dla wzmocnienia zmieniłbym słowo "szanował" na "miłował".
Pięknie to wyłowiłeś. W perwszym odruchu miałem napisać słowo bardziej podstawowe, zdecydowanie poprzedzające szacunek, to, które proponujesz.
>I zacytował np. głęboko wierzącemu człowiekowi, który z powodu cierpień, przekraczających jego wytrzymałość, myśli o eutanazji.
Zależy w co wierzy.
>Jeżeli "Ojciec" istnieje
Na przykład ja mogę być ojcem,
>a ja bym cierpiał - to by znaczyło, że to On skazał mnie na to cierpienie.
Mam syna, który zachorował i cierpi. Czy skazałem go na to cierpienie powołując go do życia?
>A "Ojciec" na cierpienie skazuje tylko potępionych.
Czy mój syn jest potępiony przeze mnie?
>Trudno zaś mieć pretensję do potępionego, że Go nie miłuje (lub choćby szanuje).Zresztą gdyby miłował, to by nie został potępiony tylko zbawiony.
Chciałbym dać lekarstwo mojemu synowi aby go wyleczyć lub choćby przynieść ulgę w cierpieniu. Dam rady? W wielu przypadkach nie! Kto jest winien? Ja WIEM, a Ty? Jak tymczasowo zbawić cierpiącego syna? Potrafię tylko złożyć rączki i opowiedzieć bajeczkę a jeśli głośno płacze to mu ją wykrzyczę przez megafon.
>Oczywiście wywód Twój rozpatrzyłem z punktu widzenia religi chrześcijańskiej, bo tylko ją znam w miarę dobrze. Być może istnieją religie, według których "Ojciec" skazuje na wieczne cierpienie tych co Go miłują. Jednak "myślę, że wątpię".
Znasz już moje zdanie na temat opowieści religijnych. Nawet Ja mogę być świętym. Wiem co należy zrobić i mówić i jak się ustawić do tej roli. Jest tylko jeden problem. Z moją wiedzą nie potrafię być niemoralny.
>Naprawdę wyboru nie ma. Cokolwiek byś robił czy myślał - pustka za Tobą i przed Tobą.
Jak myślisz czy Twoje wywody na temat Boga Ojca nie prowadzą do takich wniosków?
Czy przez religię właśnie już nikt nie potrafi się zastanawiać nad realnym miejscem człowieka we wszechświecie?
Czy religia nie uderza głęboko w psychikę i sposób myślenia każdego z nas?
Oczywiście (odpowiem jak ja to widzę) że religia atakuje głupimi przypisami fantasy, problemy niezwykle ważne i dla światopoglądu człowieka i dla dobra wspólnoty. Ona jest fałszywym amsadorem moralności, gardząc nią ilekroć o niej zabiera stanowisko.
Czyż nie?
Jest pewna kuracja dla umysłu, która sprawi, że pytanie o "pustkę" będziemy mogli rozważyć na nowo.
Serdecznie pozdrawiam.
Ocykan
>>Jeżeli "Ojciec" istnieje
>Na przykład ja mogę być ojcem,
>>a ja bym cierpiał - to by znaczyło, że to On skazał mnie na to cierpienie.
>Mam syna, który zachorował i cierpi. Czy skazałem go na to cierpienie powołując go do życia?
>>A "Ojciec" na cierpienie skazuje tylko potępionych.
>Czy mój syn jest potępiony przeze mnie?

Albo kręcisz, albo sam do końca nie wiesz o czym chcesz pisać. Twoje wywody są wyjątkowo niespójne.

Myślałem, że chodzi Ci o "Ojca Niebieskiego", bo tylko On mógłby mieć do mnie pretensję, że wolę po śmierci niebyt niż wieczne cierpienie. Bezsens koncepcji takiej sytuacji wykazałem

Ty natomiast teraz twierdzisz, że chodzi Ci o ziemskiego ojca (którym możesz być na przykład Ty). Po pierwsze, Twoje słowa skierowałeś do mnie, a ja synem Twoim być nie mógłbym (choćby z racji wieku). Po drugie, czy uważasz, że miałbyś prawo mieć żal do syna iż wybrał niebyt zamiast wiecznego cierpienia? Taki to z Ciebie racjonalista?

Nie rżnij kolego głupa, bo jeszcze Ci to wejdzie w nawyk i tak zostanie.
Przebiśnieg (137 punktów)
>Albo kręcisz, albo sam do końca nie wiesz o czym chcesz pisać. Twoje wywody są wyjątkowo niespójne.
Wiem o czym piszę i po co. Postaram się wyjaśnić.
>Myślałem, że chodzi Ci o "Ojca Niebieskiego",
Proszę mi powiedzieć co Pan wie o Ojcu Niebieskim.
>bo tylko On mógłby mieć do mnie pretensję, że wolę po śmierci niebyt niż wieczne cierpienie. Bezsens koncepcji takiej sytuacji wykazałem
Podam przykład czegoś co nazwałbym cierpieniem umysłu: SAMOTNOŚĆ.
Jakież to oprócz samotności możliwe jest jeszcze cierpienie dla umysłu (duszy) po śmierci ciała ?

>Ty natomiast teraz twierdzisz, że chodzi Ci o ziemskiego ojca (którym możesz być na przykład Ty).
Proszę mi podać choć jeden racjonalny powód bym zechciał posiadać dziecko.
>Po pierwsze, Twoje słowa skierowałeś do mnie, a ja synem Twoim być nie mógłbym (choćby z racji wieku). Po drugie, czy uważasz, że miałbyś prawo mieć żal do syna iż wybrał niebyt zamiast wiecznego cierpienia? Taki to z Ciebie racjonalista?
Kto kogo skazuje na wieczne cierpienie? Twój Bóg Ciebie? Sam dobrze wiesz ile wart jest taki irracjonalny Bóg. Ponadto co powiesz o mnie jako o ojcu, który miałby urodzić dziecko wiedząc, że będzie ono cierpieć? Że nie przeżyje choćby 5-lat po których mogło by powiedzieć "warto było" ojcze, dzięki. Myślenie o Bogu-Ojcu przeplata się z myśleniem o człowieku-ojcu i dlatego chyba pojawiło się to wrażenie niespójności w moich wypowiedziach.
Sprostowując:
Jeżeli mówimy o Bogu_Ojcu, który powołuje syna do istnienia to wydaje mi się, że poruszamy się w obszarze bytu podmiotowego bliskiemu człowiekowi.
Podobnie byt przedmiotowy, jest nie tyle bliski ile oczywisty i w nim wszelkie powołania (idee) chcąc wdrożyć do "życia" jako istota żywa posługujemy się wykonawczą częścią posiadanego bytu przedmiotowego czyli ciała.
W przypadku powoływania życia korzystamy np. z metody naturalnej zwanej kopulacją.
Człowiek upadabniający się do hipotetycznego Boga_Ojca, dokonuje wpierw umysłowego aktu kreacji własnego dziecka i powinna być to decyzja podmiotowa i jest to niejako gwarant jej dojrzałości a następnie przystępuje do części wykonawczej polegającej na odstawieniu środków antykoncepcyjnych i świadomym skorzystaniu z "odsłoniętych" narządów płciowych.
To już wiemy i to jest proste - oczywiście w środowiskach ludzi światłych.
Wracając jednak do Ojca Niebieskiego - jeżeli zaistniał powód dla którego taki potencjalny Ojciec powołuje zwierzę człekopodobne do stania się istotą "niebieską" czy może "kosmiczną" to jak może to argumentować?
Do czego Ja czyli człowiek mógłbym być Ojcu_Niebieskiemu potrzebny?
Napisał Pan coś o cierpieniu fizycznym.
Jak Ojciec_Niebieski może wiedzieć coś o czymś takim?
A jeśli wie to czym on jest?
Proszę zauważyć, że zwierzęta nie posiadające umysłu nie generują pytań o chęć posiadania potomstwa (ani żadnych innych). Podlegają instynktom. Człowiek jednak może zapytać o sens prokreacji. Może sprzeciwiać się instynktom odzwierzęcym. Czy płodzę dziecko w konsekwencji posiadania narządów płciowych czy dlatego, że zależy mi na przetrwaniu gatunku? Ale czy faktycznie może mi na tym zależeć przecież i tak po śmierci jest "pustka" - znikam absolutnie. Czyż nie? Co mnie obchodzi coś co już za życia wydaje się mnie nie dotyczyć?
Podsumowując:
1. Nie jest znany mechanizm w jaki Bóg_Ojciec (podmiot przed-ludzki) mógłby powołać Syna Człowieczego. Czyli nie wiemy prawie nic o kreatorach "nie ludziach" a jednak coś sprawia, że rozważamy iż potencjalnie może ktoś taki istnieć.
2. Znane są mechanizmy, w których Syn człowieczy powołuje do życia potomka.
3. Rozważane są koncepcje w których umysł powstał z azotu, węgla i wodoru niekoniecznie w kolbie okrągłodennej ale być może na łuku elektrycznym.
Jeżeli to prawda to razem z nim narodził się Bóg i pytania filozoficzne o sens tego przypadkowego zjawiska, które zakłóciło spokój bezkresnej pustce nonsensu, ale i tu nie mamy pewności, że taki był nasz początek.
Postawione w tekście pytania są otwarte i zwracam się do Pana o sugestie (nie odpowiedź jeśli wykarze Pan, że są głupie) jako młody człowiek potrzebujący wskazówek od starszego i doświadczonego brata Ziemianina.

Ocykan
Mętne te Twoje wywody. Mógłby je chyba zrozumieć tylko "racjonalista" myślący podobnymi kategoriami co Ty. A ja nie jestem nawet racjonalistą...

Nijak nie mogę zrozumieć co chciałeś wyrazić (lub dać mi do zrozumienia tym "nie cytatem":

>Gdybyś szanował mnie Ojca swego Synu Mój Umiłowany,
>Za nic nie wyrzekłbyś się mnie nawet w cierpieniu.
>,,,i nie jest to cytat.

Bądź zatem tak miły i wyjaśnij, o co Ci chodziło. A może jakiś racjonalista odpowie, czy rozumie co mnie, niepojętnemu, chciał dać do zrozumienia światły Przebiśnieg?

A tak w ogóle, to dziwię się, że zamiast wykazać (lub próbować wykazać) błąd logiczny tkwiący w moim paradoksie, dajesz mi wykład swojej filozofii. Przecież nie o to chodzi.
ZielonaParadoks Ocykana
Twój paradoks paradoksalnie kierujesz do osoby, która z religią akurat nie walczy no, ale skoro tkwimy w świecie paradoksów to jeden mniej jeden więcej nie zawadzi
Jako ateistka mam zupełnie odmienny sposób postrzegania siebie w świecie i świata po mojej śmierci od tego, jaki przedstawiłeś z perspektywy ateisty.
To, co napisałeś jest dość nihilistyczne.
Dla mnie życie jest cudowną tajemnicą, żyję uprawiam jakieś swoje dywagacje, domniemania na temat natury rzeczywistości i jest dla mnie niesamowite (nie z racji, że mi to jakość szczególnie dobrze wychodzi, czasem wychodzi wręcz fatalnie, ale z racji, że po prostu mogę to robić), to, że doświadczam, czuję, myślę, że po prostu żyję.
Widzę siebie jak np. pąk na drzewie, przychodzi wiosna rodzę się, rozkwitam, dojrzewam, wydaję owoc, usycham, umieram a drzewo trwa. Interesuje mnie by w tym moim skończonym czasie egzystencji zrobić wszystko, co najlepiej przysłuży się mojemu organizmowi macierzystemu - drzewu, rzeczywistości, bo rodzę się po to żeby wypełniać swoje zadanie - dążyć do samorealizacji a im większą osiągam samoświadomość tym bardziej czuję się integralną częścią świata.
To nieważne dla świata, że umrę, ale dla mnie ważne, że świat będzie trwał po moim zgonie, rzeczywistość ewoluuje, ale jest wieczna. Teraz jestem mikrofragmencikiem rzeczywistości, mam na nią swój mikro wpływ, więc korzystam z tego przywileju. Wystarczy mi świadomość, że kiedy umrę rzeczywistość będzie trwała nadal... Napisałeś, że nastąpi za lat kilka, kilkanaście koniec świata ateisty, ja tak nie czuję - dla mnie mój świat to nie tylko moja świadomość, która kiedyś umrze, ale też to wszystko, co będzie zawsze poza obszarem mojej świadomości - świadomości innych ludzi, może innych istot, ogółem sam byt we wszelkich formach, jakie przybierał, przebiera i będzie przybierał.
Pozdrawiam

??
OcykanOdp: Paradoks Ocykana
>Twój paradoks paradoksalnie kierujesz do osoby, która z religią akurat nie walczy no, ale skoro tkwimy w świecie paradoksów to jeden mniej jeden więcej nie zawadzi

O kurcze, znowu mnie nie zrozumiałaś. Ja ci swój paradoks zadedykowałem z sympatii (tak jakbym ofiarowywał ulubionej boginii moje świeżo narodzone dziecię) a ty odebrałaś tę dedykację jako uszczypliwą aluzję. Przykro...

>Jako ateistka mam zupełnie odmienny sposób postrzegania siebie w świecie i świata po mojej śmierci od tego, jaki przedstawiłeś z perspektywy ateisty.
>To, co napisałeś jest dość nihilistyczne.

Zgadza się. Jestem absolutnie bezideowy i wisi mi, co się stanie po mojej śmierci. Jeżeli wiem, że nie doczekam rezultatów mojej walki z czymkolwiek lub walki w obronie czegokolwiek - to daję sobie spokój. Chyba, że akurat sama walka sprawia mi przyjemność - wtedy oczywiście walczę.

>To nieważne dla świata, że umrę, ale dla mnie ważne, że świat będzie trwał po moim zgonie, rzeczywistość ewoluuje, ale jest wieczna.

Nawet jeżeli istotnie będzie trwał i nawt jeżeli wierzysz, że będzie to TWÓJ świat to i tak będzie trwał tylko przez chwilę. No bo cóż znaczą nawet miliardy miliardów lat wobec wieczności? A Ciebie nie będzie PRZEZ WIECZNOŚĆ.

Pozdrawiam
Zielona
>O kurcze, znowu mnie nie zrozumiałaś.

Jestem mało rozumne stworzonko, tę smutną prawdę odkrył już jakiś czas temu i ujawnił na forum kolega jeyes

>Ja ci swój paradoks zadedykowałem z sympatii

Schlebiać próżności kobiecej to strategia by przeciwniczkę pokonać sprytniej niż sam Machiavelli

>Przykro...

Tak serio - nie widziałam w Twojej dedykacji złych intencji.

>Zgadza się. Jestem absolutnie bezideowy i wisi mi, co się stanie po mojej śmierci. Jeżeli wiem, że nie doczekam rezultatów mojej walki z czymkolwiek lub walki w obronie czegokolwiek - to daję sobie spokój. Chyba, że akurat sama walka sprawia mi przyjemność - wtedy oczywiście walczę.

Ja dla odmiany jestem ideami przesiąknięta do szpiku kości a walka dla mnie jest środkiem, nie celem.
Piszesz, że jeśli rezultatów nie doczekasz to dajesz sobie spokój, ale przecież podczas ewaluacji efektu finalnego możesz przewidywać prawdopodobny efekt odroczony i wtedy Twoja walka się usensownia.

>Nawet jeżeli istotnie będzie trwał i nawt jeżeli wierzysz, że będzie to TWÓJ świat to i tak będzie trwał tylko przez chwilę. No bo cóż znaczą nawet miliardy miliardów lat wobec wieczności? A Ciebie nie będzie PRZEZ WIECZNOŚĆ.

Właśnie wyznaję Wieczność i Nieskończoność, miliardy miliardów mnie nie zadowalają
Mój świat to ten świat, który zrodził moją świadomość z nicości a skoro już mnie zrodził, od 30 lat mam mniejszą lub większą przyjemność być jego elementem to zadowala mnie fakt, że rzeczywistość (określenie to nie jest dla mnie tożsame z naszym Wszechświatem) po mojej śmierci trwać będzie jak mniemam w nieskończoność, może za czas jakiś zaistnieją warunki, w których taki twór organiczny jak ja ponownie zostanie wskrzeszony z otchłani nicości.... Bo czymże dla wieczności i nieskończoności jest stworzyć sprzyjające warunku, aby zaistniało nieskończenie wiele identycznych Wszechświatów, sytuacji...
Kiedyś kolega także ateista zapytał mnie "no dobra i co Ci daje ta twoja koncepcja?" Odpowiedziałam - "napawa mnie optymizmem" dodałabym teraz jeszcze, że fascynacją wobec ogólnie pojętego życia. Sensy i bezsensy życia sami sobie kreujemy to kwestia obrania perspektywy...
Pozdrawiam
??
Ocykan
>Piszesz, że jeśli rezultatów nie doczekasz to dajesz sobie spokój, ale przecież podczas ewaluacji efektu finalnego możesz przewidywać prawdopodobny efekt odroczony i wtedy Twoja walka się usensownia.

Być może, gdybym był "przesiąknięty ideami do szpiku kości"... Ponieważ jednak nie jestem, efekt odroczony na post mortem mnie nie "urządza". Przecież on w żadnym stopniu nie będzie mnie dotyczył. Ani mojego potomstwa, bo ono nie będzie już moje. Tak jak i cały ten świat.
Zielona
Wiesz Ocykanie to, co piszesz ma mocno deprymujący koloryt, dobrze, że nie jest to zaraźliwe, przynajmniej ja nabyłam jakiś czas temu przeciwciała na kryzys egzystencjalny. Rozumiem, że Tobie trudno wczuć się w mój egzaltowany szczebiot, kiedy piszę o rzeczywistości. Przypominam sobie, co sama czułam jakiś czas temu i jak postrzegałam świat, kiedy miałam okres krytyczny. Ktoś pomógł mi poprzez rozmowy uwierzyć na nowo w rzeczywistość i usensownić ją, mam nadzieję, że Tobie też powiedzie się zobaczyć drugą, tę jaśniejszą stronę medalu. Życie jest jak plastelina - można sobie z niego ulepić wiele różnych form: i demonów, i wzorów niczym z Sewr. Życzę Ci powodzenia
??
Trukszyn
Czy nie uważa Koleżnaka, że wobec takiej postawy życiowej należałoby się z zadumą zamyśłić nad sensem istnienia życia?A przynajmniej życia świadomego?Jak bowiem uzasadnić potrzebę istnienia świadomego, skoro nie ma obserwatorów istnienia świadomego?A Koleżanki postawa ateistyczna wyklucza to uzasadnienie. Skoro nie istnieje Pani w nieskończonej ilości punktów Wszechświata, dlaczego ma Pani istnieć właśnie w tym jednym?Co sprawia, że dostrzega Pani swoje istnienie?
Poza tym ateizm zakłada, że Byt to zmysłowo dostrzegalny objaw istnienia. Zatem Bytuje ten, którego widać, słychać, czuć,smakować itd.Cechę owej "dostrzegalności" ateizm przekłada nad wszystkie inne cechy Bytu. Czyli Bytować nie znaczy być świadomością, myślą, energią, wolą?
Dogmat dostrzegalność Bytu rodzi inne zabawne i nieracjonalne konsekwencje.Rozmażmy taki przykład.Dwa dostrzegalne Byty znajdują się w róznej odległości od trzeciego dostrzegalnego Bytu.Zapytajmy Byty o odległośc ich dzielącą w ten sposób, aby Byt ocenił odległość dzielącą dostrzegalny Byt od dostrzegalnego rożnego od siebie Bytu.Uzyskujemy różne odpowiedzi albowiem każdy Byt wyznacza odległość stawijąc siebie w centrum dostrzegalnego Wszechświata.czy wobec takiej względności można w ogóle mówić o tym, że z pewnością istnieje rzeczywistość dostrzegalna i jest ona jedyną cechą Bytu?
Pobudzajać Pani ośrodki nerwowe w mózgu za pomocą nanoprzekaźników technolody zamirzają stworzyć zjawisko "wirtualnej absolutnej rzeczywistości".Innymi słowy, Droga Koleżanko, impulsy elektromagetyczne ukształtowane za sprawą czyjejś woli dotrą do Pani mózgu z pominięciem Pani sensorów biologicznych.Zatem pojawia się następny zestaw pytań.Która rzeczywistość jest prawdziwa?Ukształtowana przez wirtualną technikę czy przez Kosmos?Czy Byt, który Pani wtłoczył za pomocą wirtualnej rzczywistości w mózg pewną informację, a którą odbiera Pani jako absolutnie pewną rzeczywistość,chociaż niewidoczny i niewyczuwalny za sprawą jego woli, jest Bytem istniejcym czy tylko Pani wyobrażeniem?
Zielona
Widzę, że Pan Kolega upolował sobie mnie na ofiarę
Niestety zwiłość Kolegi wywodów nie pozwala mi odnieść się do nich z miejsca, bo skłania do repliki równie zawiłej a czasu brak
Jedno pragnę teraz nadmienić - komentarz Kolegi w wątku atesityczne dziecko jest nietrafiony, myślę, że gdyby Kolega przeczytał całość postów w tym wątku trafność Kolegi uwag wzrosłaby znacznie
Pozdrawiam
??
Trukszyn
Jeżeli odpowiedzią ateistów będzie "wiem lepiej ale czasu mi brak" to wszelka dyskusja nie ma sensu.Zatem stoimy wobec narodzin kolejnego dogmatu. Dogmatu o braku dogmatów.
Zielona
Nie wiem lepiej, wiem po swojemu. A czasu mi brak naprawdę, bo piszę aktualnie coś innego co mnie absorbuje i muszę skończyć to na jutro. Odpowiem Ci kiedy będę mieć czas Nie taki ateista straszny jak go malują
??
Trukszyn
>Nie taki ateista straszny jak go malują
Ależ ja się nie boję ateistów.Bardziej zdecydowanie katolików i innych ortodoksów.Też byłem ateistą (zdaje się,że w wieku 13 lat) bo ateizm podoba się inteligentnym dzieciom.
Niestety, ateizm jest merytorycznie ułomny.Najlepiej się sprawdza w walce z niedorzecznościami teologii chrześcijańskiej, ale właściwie obalanie tych dziwacznych tez owianych nieprzerwanie "tajemnicą" czy to życia, czy Boga, czy śmierci, nie wymagało tworzenia całej filozoficznej koncepcji jaką jest niewątpliwie "ateizm".
Sprzeciw wobec istnienia Boga jak i nieustanne dowodzenie jego istnienia są naiwne i dziecinne - z mojego punktu widzenia.Ateizm poza tym może sprawdza się merytorycznie na gruncie europejskim, gruncie, który- nie ukrywajmy- nie wypracował w filozofii światowej ciekawej i teorii, natomiast zupełnie nie sprawdza się w Indiach czy w konfrontacji z Buddyzmem.Cóż...euroamerykański szowinizm kulturowy jest naszej cywilizacji największą bolączką.
Zielona
Nie identyfikuję się jakoś szczególnie z żadną filozofią, moje poglądy są moje, dobre dla mnie i na pewno nie mam zamiaru wciskać ich każdemu innemu, negocjować mogę kwestię rozwiązania pewnych problemów społecznych, ale nie kwestię wiary czy niewiary. Gdybyś zechciał najpierw poznać system poglądów osoby, wobec której formułujesz zarzuty to byłoby dobrze dla toku samej dyskusji.
Rozumiem, że wszedłeś tu, aby dać upust swojej niechęci wobec ateizmu - O.K. - Twoja wola, ale naprawdę dobrze byłoby gdybyś punkty zaczepienia do polemiki znajdował wyłącznie tam gdzie one faktycznie są.
Są na świecie ludzie wierzący, są niewierzący, są agnostycy (pewnie Ty nim jesteś?) i niech tak sobie będzie, nie mam misji by kogokolwiek przekonywać do zmiany mentalności w tej kwestii. Religia mnie nie interesuje, nie znam się na niej. Nie interesuje mnie fakt czy Bóg jest czy go nie ma - te dylematy pozostawiłam za sobą już wiele lat temu, ja po prostu NIE WIERZĘ innymi słowy brak mi wiary w opcję, że ktoś taki jak Bóg mógłby istnieć i dlatego można mnie kategoryzować jako osobę ateistyczną w swoich poglądach. Doświadczam życia zmysłami, przetwarzam informacje, jakie do mnie napływają i żyję niczego mądrzejszego nie jestem w stanie wymyślić, bo już mądrzejsi ode mnie próbowali i spełzło na niczym. Życie pozostaje tajemnicą, która mamy za zadanie zgłębiać, ale nie zgłębić ostatecznie.
Nie lubię takich etykietek jak niemyślący wierzący czy Twoja o bezrefleksyjności ateistów - to kiepskie podsumowania, wręcz bzdurne. Nie lubię czepialskich komentarzy a Twoje tego typu są, tu się można tylko zapędzać w bezsensowne dywagacje i po co ?
Co chcesz zaproponować zamiast ateizmu ? I do czego jest Ci to potrzebne ?
Chyba tylko drogą gwałtu na moim umyśle, może jakieś pranie mózgu czy tym podobne ktoś mógłby mnie nakłonić do zmiany sposobu postrzegania koncepcji Boga, już na tyle sposobów rozważałam ten temat, że nie chce mi się po raz n-ty.
Był okres w życiu, kiedy potrzebowałam wierzyć w Boga, a i tak nie umiałam, bo wydawał mi się Bóg nierealny jako konstrukt teoretyczny, tym bardziej nierealny jako praktyczny.
Zatem nie wierzę w Boga, nie wierzę w duszę, nie wierzę w życie po śmierci i wierzyć nie potrzebuję by żyć i czerpać z życia satysfakcję - ta wiara widać nie została mi dana w genach, ale jeśli ktoś przedstawi dowód naukowy, że istnieje dusza i Bóg to zakoduję i duszę i Boga jako fakt.
Mogę tylko rozważać jak podzielić się z dzieckiem moim system poglądów i nie po to, aby mu go wdrukować, ale dlatego, że każde dziecko potrzebuje rodzica jako punktu odniesienia w percepcji świata a co później mój synuś zrobi z tym punktem to jego sprawa. Nie będę dziecka okłamywać, kiedy zapyta, co myślę na dany temat. Atomy, które krążą w przyrodzie to fakt i tym też faktem uraczyłam dziecko jednak swój własny światopogląd będzie musiał wypracować sam idąc własną drogą przez życie. Każdy człowiek tworzy w swoim umyśle własną reprezentację rzeczywistości, nie ma jednej prawdy. Chcąc być otwartym maksymalnie należałoby posyłać dziecko jednocześnie na lekcje religii : katolicyznmu, luteranizmu, kalwinizmu, islamu, buddyzmu itp. Wiadomo, że maluszek na początku swej drogi poznania uczy się świata przez pryzmat percepcji świata jego rodziców, ale później sam wybiera co wedle niego najlbliższej jest prawdy.
Jesteśmy my-ludzie trochę jak błędne owieczki we mgle, które szukają jakiegoś światełka, którego mogłyby się uczepić wzrokiem by wybrać dla siebie drogę i podążyć do domu.
Wierzysz, że drogą spekulacji myślowych dojdziesz do rozwiązania Wielkiej Zagadki Egzystencji ??
Ja nie wierzę, myślę, że nie ma takiego rozwiązania. Mogę tylko analizować i antycypować, co będzie dobre, co złe, aby uczynić życie moje i innych ludzi jak najlepszym i tyle. Koncentrować się na życiu.
Nie wierzę w Boga, duszę, wierzę w ludzi, w miłóść, przyjaźń, bo tego doświadczam.
Miłego weekendu.
Pozdrawiam
Trukszyn
Szanowna Koleżanko!
Pozwoli Pani, że nie skomentuję Pani powyższego wyznania wiary, bo o gustach i upodobaniach artystycznych podobno nie należy rozmawiać.Niesłusznie zawarła Pani między wierszami pretensję, że oto gniewny rewolucjonista narusza Pani spokojną egzystencję Bytu, który po prostu kontempluje sobie spokojnie swój Byt albowiem, jeżeli tak jest to osiągnęła Pani - w moim mniemaniu - najwyższy stopień rozwoju.Wierzę bowiem głęboko, że szczęście się wiąże z brakiem pragnień.Z pewnością najpierw znikają te pragnienia wysokie, głębokie, pieszczące ludzkie inspiracje obcowania z Prawdą ale myślę, że w na dalszym etapie rozwoju dojdzie Pani też do negacji jakichkolwiek pragnień i poświęci się Pani służbie ludzkości.Być może zostanie Pani świętą.Zatem jeżeli Pani obecnosć na forum opanowanym przez ludzi niespokojnych, burzliwych i gniewnych jest wyrazem strachu przed wykonaniem następnego kroku ku spokojnej egzystencji, to ja Panią popieram i niniejszym apeluję, prosze iść dalej i napisać jak tam jest, w tym świecie bez pragnień?
Nie identyfikuje się z żadną opcją religijną ani naukowa ani filozoficzną.Każda bowiem uznana za autorytet opcja odpowiada częściowo na moje pytania, zatem zakładam, że nie jest do końca słuszna.Moją postawę cechuje ogromna pokora wobec Wszechświata.Nie jestem w stanie zrozumieć jego funkcjonowania.Właściwie ie jestem w stanie zrozumiec niczego, co mnie otacza.Z tym większą agresją atakuję wszelkie przejawy samozadowolenia człowieka.I dlatego się moje komentarze są - jak to Koleżnaka zauwazyła - czepliwe.Może jest to postawa prowokatora, który lubi ruch myśli i zmienność?
zamierzam - w odpowiedzi na Pani apel - dać Pani święty spokój i przeprosić za naruszenie błogiej egzystencji.Ze swojej strony proszę aby Pani błoga egzystencja nie została zredukowana do roli reklamy Pani niewątpliwie ciekawej osobowości i namawiam do poszukania spokojniejszego miejsca na błogie medytacje niz to niespokojne forum odwiedzane przez zazdrosnych niespokojnych przeciwników wszystkiego.Pozostając tutaj z pewnością narazi się Pani na ataki takich jak ja,co może spowodować w końcu załamanie systemu wartości i krok wstecz na drodze ku ostatecznemu rozpadowi materii Pani cielesności.Serdecznie pozdrawiam.Pani wielbiciel - Jan Trukszyn
Zielona
Szanowny Panie Kolego
Jakże Pański ironiczny wywód był nietrafny
Upatrzył Pan sobie oto na ofiarę nieśmiałą osobę i w życiu codziennym stroniącą od egocentryzmu oraz ekshibicjonizmu na jaki tu sobie pozwala ( kompensacja), z racji tej tylko, że osoba ta dokonuje ekspresji werbalnej jak mniemam w irytujący Pana sposób
Moja egzystencja nie jest błoga i chwała jej za to, bo błogostan kojarzy mi się ze stagnacją a tej nie pragnę dla siebie.
Moja pragnienia są namacalne, realne a często wręcz fizyczne i wcale nie zamierzam się ich pozbywać, szczęście dla mnie nie wiąże się z brakiem pragnień a brak takowych przyniesie mi myślę dopiero Thanatos, czego sobie w najbliższej przyszłości także nie życzę. Ale oczywiście niezbadane są wyroki Losu.
Jak Pan Kolega zapewne odnotował jestem ową niespokojną, burzliwą osobą, która szuka proszę Pana Kolegi, szuka... szuka... mądrości życiowej, bo życie to dynamika.
Fakt, że umiem cieszyć się życiem, ładuję moje witalne baterie małymi radościami nie znaczy, że spełniłam się jako człowiek. Samozadowolenie czasem mnie dopada, ale są to tylko ulotne chwile i dotyczą z reguły jakiejś pojedynczej reakcji a nie mnie jako ciągu zachowań. Gwarantuję, że widzę jak wiele niedoskonałości czasem wręcz banalnych w sobie powinnam przezwyciężać, ale to jest fajne (dla mnie, zapewne nie dla tych, z którymi obcuję), trochę nawet lubię te moje wady, bo stymulują mnie by z nimi walczyć.
Proszę też nie zaprzątać sobie głowy rozpadem mojej cielesności, która niewątpliwie dokona się w stosownym czasie.
Ku Pańskiej uciesze spieszę donieść, że właśnie oglądam pierwsze zmarszczki mimiczne na mojej twarzy, co niechybnym znakiem jest, że starzeję się a degradacja mojego organizmu będzie już tylko postępować...
Urodziłam się głupia i pewnie jeszcze głupsza umrę...
Pozdrawiam
Trukszyn
>Szanowny Panie Kolego
>Jakże Pański ironiczny wywód był nietrafny
Jest mi przykro.Zwykle staram się, żeby moje ironiczne wywody były trafne.
>Upatrzył Pan sobie oto na ofiarę nieśmiałą osobę i w życiu codziennym stroniącą od egocentryzmu oraz ekshibicjonizmu na jaki tu sobie pozwala ( kompensacja), z racji tej tylko, że osoba ta dokonuje ekspresji werbalnej jak mniemam w irytujący Pana sposób
Jestem zachwycony Pani ekspresją werbalną . Staram się nie ulec pokusie prowokacji Pani do kolejnych odpowiedzi aby czysto egoistyczną potrzebą obcowania z Pani cudownym kunsztem literackim nie narazic się na dalszą krytykę.
>Urodziłam się głupia i pewnie jeszcze głupsza umrę...
>Pozdrawiam
Pomijając fakt, że staram się w życiu nie oceniać niczyich wartości osobowych pozwolę sobie jednak z tą oceną stanowczo się nie zgodzić.
Kyoden (83 punktów)Paradoks Ocykana
Walka z religią ma sens, ale tylko wtedy, gdy obie strony walczące ze sobą poruszają się po tej samej płaszczyźnie argumentów. Niestety walka ateistów z wierzącymi przypomina trochę strzelanie z karabinu do uciekającego po orbicie satelity: to co jest oczywiste dla ateisty, nie jest takie dla wierzącego i odwrotnie. Poza tym ateiści stosują w tej walce silnych i mocnych argumentów racjonalnych wiedząc z góry, że religia porusza się trochę po innym - nieracjonalnym - wymiarze. Z drugiej strony wierzący wydają się być ślepi i głusi na sukcesy metody naukowej i olbrzymiego "żniwa" jakie nauka zebrała w procesie poznawania świata. Polemika zatem wygląda tak, jakby Marsjanin próbował się przy pierwszym spotkaniu porozumieć z Pigmejem.
Dlatego uważam, że walka ta nie może zostać rozstrzygnięta i jesteśmy zdani cały czas na sytuację patową...
OcykanOdp: Paradoks Ocykana
>Z drugiej strony wierzący wydają się być ślepi i głusi na sukcesy metody naukowej i olbrzymiego "żniwa" jakie nauka zebrała w procesie poznawania świata.

Gwoli uczciwości: chyba nie wszyscy?. Istnieli wielcy uczeni, którzy byli wierzący. I istnieją nie wem, czy aż wielcy (to zweryfikuje czas) ale na pewno renomowani.
kafir (363 punktów)Paradoks Ocykana
>Nawet jeżeli będzie istniał - to nie będzie to już MÓJ świat.
Ale będzie to świat mojego syna!
OcykanOdp: Paradoks Ocykana
>>Nawet jeżeli będzie istniał - to nie będzie to już MÓJ świat.
>Ale będzie to świat mojego syna!

Kiepski argument. Przecież wtedy ten syn też nie będzie już TWÓJ. Nic nie będzie Twoje skoro nie będzie Ciebie.
Biskup
>>>Nawet jeżeli będzie istniał - to nie będzie to już MÓJ świat.
>>Ale będzie to świat mojego syna!
>Kiepski argument. Przecież wtedy ten syn też nie będzie już TWÓJ. Nic nie będzie Twoje skoro nie będzie Ciebie.
>

Nie ważne co będzie, ważne co myślimy teraz. Po śmierci rzeczywiście będzie mi wszystko wisiało, jednak teraz zależy mi na tym aby być po mojej śmierci kimś dla swojego syna czy córki albo przyjaciół. Jeśli Twoja teoria byłaby słuszna, znaczyłoby to, że nie warto robić nic aby zaistnieć dla kogokolwiek. Jedynym celem życia byłaby bezmyślna, anonimowa konsumpcja.

Biskup
Ocykan
>>Nie ważne co będzie, ważne co myślimy teraz. Po śmierci rzeczywiście będzie mi wszystko wisiało, jednak teraz zależy mi na tym aby być po mojej śmierci kimś dla swojego syna czy córki albo przyjaciół. Jeśli Twoja teoria byłaby słuszna, znaczyłoby to, że nie warto robić nic aby zaistnieć dla kogokolwiek. Jedynym celem życia byłaby bezmyślna, anonimowa konsumpcja.
>Biskup

Jesteś taki pewien? Przypomnij sobie, ileż to spraw, które były kiedyś dla Ciebie ważne - teraz wydają Ci się błachostkami. I pomyśl, ile spraw uznawanych za ważne teraz, straci znaczenie w bliższej lub dalszej przyszłości. A w przyszłości odpowiednio dalekiej WSZYSTKIE sprawy stracą jakiekolwiek znaczenie.

Przemawia przez Ciebie tani sentymentalizm, niegodny racjonalisty. Mimo deklarowanego ateizmu nie możesz wyzwolić się z pozostałości mentalności chrześcijańskiej. Nie oszukuj się, spójrz prawdzie w oczy! Jesteś tylko krótką przerwą między nicością a nicością. Z nicości się wyłoniłeś i nicość Cię pochłonie.

Nie każdy jest w stanie tę prawdę przyjąć i nie popaść w skrajną depresję. Przeciętny człowiek dla normalnej egzystencji musi mieć jakąś motywację, jakiś cel. Dlatego ludzka psychika (nawet większości ateistów) broni się przed tym, podsuwając miraż przyszłości o którą można i należy walczyć. Tymczasem przyszłości nie ma. NO FUTURE!
BiskupParadoks Ocykana
>Mój paradoks dedykuję Zielonej
>Walka z religią ma sens wyłącznie z punktu widzenia
>osoby wierzącej. Z punktu widzenia ateisty jest ona
>absolutnie bezsensowna
.
>(...)

Walka z religią nie ma sensu tylko dla ateisty, który ma gdzieś całą resztę świata, czyli swoich przyjaciół, bliskich, rodzinę. Z tego punktu widzenia świat kończy się w momencie śmierci takiego człowieka i wtedy walka z religią nie ma sensu.
Człowiek jest jednak istotą społeczną, która ma wpływ również na inne istoty żyjące obok niej. Jestem ateistą ale bardzo zależy mi na tym aby moi bliscy po mojej śmierci nie musieli żyć w kraju, w którym prawo podporządkowane jest doktrynom religijnym. Dlatego z mojego, ateistycznego punktu widzenia walka prowadzona z religią MA SENS. Moi bliscy (przyjaciele, dzieci itp.) są częścią mojego świata i będą nią także po mojej śmierci, tak samo jak ja jestem częścią ich świata i pozostanę nią nawet gdy umrę. Jeśli moja walka przyniesie jakiś pozytywny skutek za mojego życia to tym bardziej odczują ten skutek moi bliscy po mojej śmierci. Bardzo mi zależy aby pozostało po mnie coś więcej niż tylko wspomnienie i nagrobek.

Biskup
OcykanOdp: Paradoks Ocykana
>Walka z religią nie ma sensu tylko dla ateisty, który ma gdzieś całą resztę świata, czyli swoich przyjaciół, bliskich, rodzinę. Z tego punktu widzenia świat kończy się w momencie śmierci takiego człowieka i wtedy walka z religią nie ma sensu.
>Człowiek jest jednak istotą społeczną, która ma wpływ również na inne istoty żyjące obok niej.

Jak już pisałem, mimo deklarowanego ateizmu wyłażą z Ciebie pozostałości mentalności chrześcijańskiej. Nie oszukuj się. To wszystko o czym pisałeś ma znaczenie teraz. I dlatego sens mają tylko działania, mające szansę przynieść skutek, który będziesz oglądał. Jaki sens ma dązenie do fatamorgany, która majaczy za skrajem bezdennej przepaści?

>Jestem ateistą ale bardzo zależy mi na tym aby moi bliscy po mojej śmierci nie musieli żyć w kraju, w którym prawo podporządkowane jest doktrynom religijnym. Dlatego z mojego, ateistycznego punktu widzenia walka prowadzona z religią MA SENS.

NIE MA SENSU. Widzę jednak, że Twoja psychiczna bariera immunologiczna powoduje odrzucenie tej prawdy, mogłaby bowiem ona w Twojej słabej psychice dokonać znacznych spustoszeń. Więć walcz, choć aby zapewnić Twoim bliskim życie w kraju, w którym prawo nie jest podporządkowane doktrynom religijnym chyba wcale nie musisz walczyć z religią. Wystarczy walczyć o niezależność prawa od WSZELKICH ideologii. Sądzę, że nie chciałbyś żyć w wielu krajach w których energicznie walczono z religią (rewolucyjna Francja, Meksyk, Hiszpania, ZSRR, Kambodża). W krajach tych w miejsce pewnego podporządkowania prawa doktrynom religijnym wprowadzono jego bezwzględne porządkowanie "postępowej" ideologii.

A tak na marginesie: W Danii czy Holandii prawo nie jest podporzadkowane doktrynom religijnym, a jednak mimo to jest tam prowadzona walka z religią. Dlatego frazesy jak Twoje, to zwykłe mydlenie oczu. Jeżeli starasz się je tylko zamydlić adwersarzom - nie jest jeszcze najgorzej. Gorzej, jeżeli Ty sam w te frazesy wierzysz.
leo_z (935 punktów)
W Twoim podejściu do "sprawy" jest sporo trafnych spostrzeżeń . Po niektórych reakcjach widać jak bardzo nie lubimy być odzierani z otoczki misyjności w naszym wiatrakowych donkiszoteriach.
Ocykan'ie czyżbyś wyrastał na fourmowego skandalistę


pozdrawiam
kobra
Moze nie walka z religią ,ale raczej nauka od podstaw--od młodych lat
pokazywanie czym jest fanatyzm -uczenie historii ,w której nie brakuje religijnych wojen inkwizycji przekłaman biblijnych,zbrodniczej przeszłości watykanu,pedofilii i orgietek w uświeconych miejscach zbrodni i hipokryzjii ,
Pokazać mechanizmy socjologiczne jakimi sie posługują kapłani.
A nie klepania paciorków, i bezczynnego mantrowania .
Czym skorupka z młodu nasiąknie..... wyrzcenie katechetów ze szkól a wprowadzenie
prawdziwych nauczycieli
Ale komu zależy zeby społeczeństwo bylo madre i tolerancyjne
burakami i kmiotami lepiej sie rządzi,i można wcisnąć kazdy kit i to za duże pieniądze
amen
Przebiśnieg (137 punktów)Paradoks Ocykana
Wymazałem hehe
Niestety nie mogąc usunąć (aborcja postu jest zakazana, gdyż jest niemoralna) tego wpisu bo był pisany o 1:30 a to zdecydowanie za późno pozostaje mi tylko serdecznie Pana pozdrowić

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365