Racjonalista - Strona głównaDo treści
istnienie

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
20-06-2005 18:07Eflaugus (135 punktów)istnienie
Co się rozumie przez "istnieć" ? To kluczowa kwestia przy dyspucie o tym, czy istnieje Bóg, czy świat nadprzyrodzony. Ja nie wiem jak zdefiniować, że coś istnieje by to się nadawało do takiej dyskusji. Istnieje podział na idealistów i materialistów. Dyskusja taka toczy się pomiędzy Wujem a Mariuszem. To jest w sumie dyskusja idealisty i materialisty, przy czym ten materialista chyba uważa, że materializm jest nieodłączny nauce. Biorąc pod uwagę to jak się rozumie Boga, ową różnie rozumianą pierwszą przyczynę, istnienie w jego przypadku co innego musi oznaczać niż istnienie w przypadku jego dzieł. On istnieje po prostu i tyle. Istniałby nawet gdyby nic innego nie istniało. A z niego, z tego pierwotnego bytu, który Bóg ma być, pochodzić inne byty mają. Tak więc mówić w jednym zdaniu, że istnieje Bóg i istnieje Eflaugus, to jakby ekwiwokację popełnić. Wychodzi nawet, że jeśli jest do kogo się modlić i jeśli nawet czeka On na nas po śmierci, to można śmiało mówić, że on nie istnieje, że bóg tak na prawdę nie istnieje, choć może być jedyną rzeczywistością godną uwagi. Wychodzi mi, że pytanie o istnienie Boga i odpowiadanie pozytywnie lub negatywnie, jest nieporozumieniem jakimś, bo w konfrontacji z Bogiem tracą znaczenie wszelkie pojęcia nasze. Przez istnienie rozumiemy, że na coś możemy natrafić wędrując po tym świecie, ale jak to się ma mieć do Boga, tego ja nie wiem. To trochę tak jak z pytaniem o to czy istnieje życie po śmierci, które Budda zbył stwierdzeniem, że jest ono niestosowne, bo nasze zwykłe doświadczenia chce ktoś przenieść na dla nas coś tak nieznanego.
Próbuję pokazać, że kwestia czym jest istnienie jest istotna, bo niesie ze sobą jakieś konsekwencje i że nie potrafię podejść merytorycznie do tematu.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

inhet (1073 punktów)
Mam taka fajna definicję: obiektywne istnienie to oddziaływanie grawitacyjne.
Eflaugus (135 punktów)
>Mam taka fajna definicję: obiektywne istnienie to oddziaływanie grawitacyjne.
Bardzo nie podoba mi się Twoja definicja. Gdyby to było takie proste, to bym nie zakładał tematu. Trzy sprawy.

I1)
Fizycy rozpatrują powaznie, w końcu Świat Nauki o tym napisał, możliwość istnienia wielu wszechświatów. Pomiędzy tymi wszechświatami nie byłoby oddziaływania grawitacyjnego.

I2)
Przy Twojej definicji nie sposób rozumieć co znaczy: "Istnieje grawitacja", bo oznaczałoby to, że "Istnieje istnienie", skoro oddziaływanie grawitacyjne to istnienie.

I3)
Twoja definicja nie jest przydatna do tematu. Ona z zasady chce wykluczyć Boga, bo jest jasne, że Bóg nie jest materią więc nie ma oddziaływania grawitacyjnego pomiędzy nim a światem. Próbujesz dostosować definicję istnienia do filozofii materialistycznego ateizmu, a nie ją zobiektywizować.

-----
inhet (1073 punktów)
Dla mnie to jest proste, dlatego nie założyłem tego tematu.
Ad.1. - Rzecz w tym ,że własnie problemy ze zrozumieniem grawitacji implikowały hipotezę wszechsaiwtów równoległych, między którymi zachodzi oddziaływanie grawitacyjne i tylko takie.
Ad.2. Grawitacja to grawitony, one również oddziaływują grawitacyjnie - i tylko tak, w przeciwieństwie do innych cząstek, które oddziaływują także na inne sposoby.
Ad.3. Żeby wykluczyć Boga, najpierw należałoby go wkluczyć. A skoro nie stwierdzam żadnego oddziaływania Boga, nawet grawitacyjnego, nie mam powodu sądzić ,ze jest. Ale mam dla ciebie pewnien pomysł: Bóg to ciemna materia. W ten sposób będzie zaspokojony i mój i twój postulat.
Próbuję dyskusję zobiektywizować, nie zsubiektywizować.

Deltec (215 punktów)

>Ad.2. Grawitacja to grawitony, one również oddziaływują grawitacyjnie - i tylko tak, w przeciwieństwie do innych cząstek, które oddziaływują także na inne sposoby.

istnienia grawitonow nie dowiedziono, sa to czastki hipotetyczne i w wykonanych eksperymentach nie udalo sie ich odnalezc; poza jakosciowym opisem odzialywan grawitacyjnych nie udalo sie do dzis wyjasnic natury zjawiska.

Swoja droga fizycy bardzo by chcieli, zeby grawitony istnialy, zamknelo by to pewien rozdzial fizyki.
V0lrath (3440 punktów)
>istnienia grawitonow nie dowiedziono, sa to czastki hipotetyczne i w wykonanych eksperymentach nie udalo sie ich odnalezc; poza jakosciowym opisem odzialywan grawitacyjnych nie udalo sie do dzis wyjasnic natury zjawiska.

Fizycy podejrzewają grawitrony o istnienie.
Tak czy inaczej pole grawitacyjne, a także zmiany tego pola mają niezerową energię. A więc pole grawitacyjne generuje pole grawitacyjne.

Poza tym z F=m*a dla każdej siły oraz OTW wynika prawie wprost, że wszystkie siły mają na bardziej podstawowym poziomie takie same podłoże - zakrzywienie czasoprzestrzeni, oddziaływanie grawitacyjne.
Czyli każde oddziaływanie między czymkolwiek prowadzi do pewnego oddziaływania grawitacyjnego - prowadzi do powstania przyspieszenia, a zgodnie z OTW przyspieszenie jest nieodróżnialne od oddziaływania grawitacyjnego i od zakrzywienia czasoprzestrzeni. A więc każda relacja między obiektami definiująca istnienie jednego czegoś względem drugiego czegoś w naszej czasoprzestrzeni zawiera w sobie grawitację.
By wpłynąć na coś w naszej czasoprzestrzeni - przesunąć skałę, przemieścić przedmiot, wprawić w ruch obiekt - trzeba użyć grawitacji.
Istnienie jest definiowane poprzez relacje, a relacje jak widać przez oddziaływanie grawitacyjne/zakrzywienie czasoprzestrzeni, a więc można sprytnie zauważyć, że istnienie obiektów jest definiowane przez obserwowalne zmiany w zakrzywieniu czasoprzestrzeni, a więc przez grawitację.
Deltec (215 punktów)
>Mam taka fajna definicję: obiektywne istnienie to oddziaływanie grawitacyjne.
>
zgodnie z twoja definicja fotony nie istnieja

xx
inhet (1073 punktów)
Niech więc nie będą grawitony jako cżastki, niech będa fale grawitacyjne, paczki falowe czy cokolwiek innego.
Co zaś do fotonów, to przypomnę eksperyment Eddingtona.
"Oddziaływać grawitacyjnie" to nie emitować grawitacje, to wchodzić w interakcję z grawitacją.
V0lrath (3440 punktów)
>>zgodnie z twoja definicja fotony nie istnieja

Ruch fotonów jest zakrzywiany przez pole grawitacyjne, a więc zgodnie z 3 zasadą dynamiki Newtona (+ poprawka na TW) oddziaływują grawitacyjnie. Foton przenosi energię.

metafizyk (97 punktów)
Jeśli to przeczytałeś, to znaczy, że istniejesz.
gooa (746 punktów)

> To jest w sumie dyskusja
>idealisty i materialisty, przy czym ten materialista chyba
>uważa, że materializm jest nieodłączny nauce.
Ciekawy temat. Uwazam jednak, ze powyzszy podzial jest nieco uproszczony.
Materialista moze byc idealista tak samo, jak idealista moze stac sie istnieniem, zmaterilalizowanym przez kosciol.
inhet (1073 punktów)
jak idealista moze stac sie istnieniem, zmaterilalizowanym przez kosciol.
>
Znaczy, być dzieckiem księdza?

Totus
>Co się rozumie przez "istnieć" ? To kluczowa kwestia przy dyspucie o tym, czy istnieje Bóg, czy świat nadprzyrodzony.
1. Z całą pewnością Istnieje prawdopodobnie nieograniczny świat wszystkiego.
2. Bóg rozumiany jako...?
3. Nie istnieje świat nadprzyrodzony a jedynie koncepcje metamorfoz w świecie podmiotu doświadczającego przedmiotu(ów) i innych podmiotów.
>Ja nie wiem jak zdefiniować, że coś istnieje by to się nadawało do takiej dyskusji.
Bywało, że o istnieniu mówimy wtedy gdy wykluczamy czasowe granice początku i końca omawianego obiektu,
>Istnieje podział na idealistów i materialistów.
A w powyższym sensie nie można mówić o istnieniu takiego podziału. W razie unicestwienia biosfery ziemskiej co jest technicznie możliwe do przeprowadzenia łącznie z unicestwieniem się ostatecznego ludzkiego wykonawcy czyjejś woli (wolnej) tego typu podział taki już nigdy nie będzie rozpatrywany w kategoriach istnienia i nie wykluczone (dla mnie oczywiście absurd), że nie będzie podmiotu zdolnego odczytać zapis takiego zdarzenia, które zostało materialnie zapisane i może stanowić informację.
>To jest w sumie dyskusja idealisty i materialisty,
zauważ to ten sam status podmiotu, typ: istota ludzka. Dalsze podziały są podrzędne i jeszcze bardziej podrzędne aż dojdziemy do słowa żałosne.
>Biorąc pod uwagę to jak się rozumie Boga, ową różnie rozumianą pierwszą przyczynę,
Przyczynę czego? Istnienie jest bezprzyczynowe. Nieskończoność jest namacalna a to, że akceptacja jej sprawia problemy śmiertelnikom, cóż...
>istnienie w jego przypadku co innego musi oznaczać niż istnienie w przypadku jego dzieł.
Jaki Bóg takie dzieła.
>On istnieje po prostu i tyle. Istniałby nawet gdyby nic innego nie istniało.
Warunki istnienia są niepodważalne z definicji istnienia. Istnienie nie ma opcji samounicestwienia. Teraz dodaj, że nie wszystko jest Bogiem i wychodzi, że są przynajmniej dwie nieunicestwialne natury istnienia.
Cokolwiek nazwiesz Bogiem zmierzasz do sfery podmiotu.
Tylko podmiot może o to zapytać,
czym jest,
On sam.
Pozdrawiam
Linka

>Próbuję pokazać, że kwestia czym jest istnienie jest
>istotna, bo niesie ze sobą jakieś konsekwencje i że nie
>potrafię podejść merytorycznie do tematu.
>
Zgadzam się z Panem w twierdzeniu, że definicja istnienia jest bardzo istotna i pewnie równie trudna...Schizofremik może żyć przez lata widząc rzeczy i osoby nierealne, zrodzone jedynie w jego wyobrażni(jak w "Pięknym umyśle")Ostatanio na drodze wewnętrznych poszukiwań przeczytałam książkę Jana Pawła II "Pamięć i tozsamość".W jednym z rozdziałów Autor zwraca uwagę na zdanie Kartezjusza "Myślę więc jestem", pokazując je jako pewien przełom w całej filozofii europejskiej. Stwierdza, że rozpodzęło ono erę, w której człowiek zaczął uzalezniać istnienie otaczających rzeczy od własnego sposobu myślenia.Innymi słowy myśl stała się przyczyną istnienia(Boga można wymyślić, jeśli nie wierzę-nie ma go), a nie istnienie przyczyną myśli.Jest to, co myślę, że jest. Można zadac sobie pytanie czy takie postrzeganie rzeczywistości może być obiektywne, i czy nie jest zbyt ego(homo)centryczne.Zakwestinowano istnienie samo w sobie, stało się ono owocem pracy umysłu.A człowiek potrzebuje pewnika, jakiegos punktu stałego.Bez załozenia jakiejś pierwotnej i niepodważalnej egzystencji cały swiat mógłby być wytworem fantazji sympatycznego schizofremika. Zaplątuję się w filizoficznych rozwazaniach...Chce po prostu się z Panem zgodzć i moze przy okazji"dolać oliwy do ognia"...
Definicja istnienia to chyba zbyt dużo, nawet w kategoriach empirycznych(może sie mylę, jesli tak to jestem otwarta na uwagi).Według Biblii Jahve przedtawił się Mojzeszowi jako "Jestem, który jestem"...I nic nie wylaśnił.
Polecam Panu książkę Umberto Eco pt."Wahadło Foucaulta".
Punkt geometryczny nie ma wymiarów, nie może się zatem poruszać,nie mozna go zobaczyć, ale może być punktem przyłożenia siły i zaczepienia wahadła, które moze wykonywac periodyczny ruch(w warunkach braku oporów teoretycznie w nieskończoność). ...Fizyka to prawie czary
Patuszkin (2279 punktów)
Bez załozenia jakiejś pierwotnej i niepodważalnej egzystencji cały swiat mógłby być wytworem fantazji sympatycznego schizofremika. Zaplątuję się w filizoficznych rozwazaniach...Chce po prostu się z Panem zgodzć i moze przy okazji"dolać oliwy do ognia"...
>Definicja istnienia to chyba zbyt dużo, nawet w kategoriach empirycznych(może sie mylę, jesli tak to jestem otwarta na uwagi).

Z tym się zgadzam. Istnienie świata to pewnik, którego nie trzeba udowadniać, bowiem świat poprzedza teorię, nigdy na odwrót. Z pojęć nie można wyprowadzić istnienia czegokolwiek, bowiem dowiadujemy sie o tym za pośrednictwem zmysłów. To proste.
Sprawa się komplikuje dopiero wtedy gdy uświadomimy sobie, że słowo "jest" ma dwa znaczenia. Albo może wystepować w zdaniu jako copula, np. "samolot jest zaparkowany pod twoim domem." Albo występuje w zdaniu egzystencjalnym: np. "ona jest".
I co to znaczy, że "ona jest"? Bo łatwo zrozumieć zdanie: "samolot leci" ale trudno zrozumieć zdanie "ona jest". Gdybym powiedział: "ona jest wysoka" to każdy będzie wiedział, że słówko "jest" łączy podmiot z orzeczeniem. Ale nie każdy zrozumie zdanie: "ona jest". Język, język....
A kto zna odpowiedź? Kant stwierdził, że "jest" -istnienie nie może być realnym orzeczeniem. Ale często słyszymy, że ktoś tam mówi, że ktoś "jest" i pewnie sądzi, że mówi coś cennego. zatem jaki sens ma owo jest? Bo przecież gdyby jest oznaczało coś w rodzaju:

Przychodzi pani na lekcję, otwiera dziennik i pyta:
- A Patuszkin jest?
- Patuszkin jest, proszę pani, ale wyszedł na fajkę.

To wtedy "jest" oznacza tylko potwierdzenie obecności na lekcji. A nam nie o to chodziło. Tak można chodzić i chodzić.... Wszysto wskazuje na to, że "jest" nam się wymyka, że jest niedefiniowalne i jak ktoś rozwiąże ten problem nie odwołując się do Jahwe, Zeusa i innych demonów powinien zostać ogłoszony zwycięzcą, guru, mistrzem świata.

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365