 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 29-06-2005 00:20 | outsider (2469 punktów) | Poczęcie? | Z moich doświadczeń wyniesionych z sieciowych dyskusji wynika, że zawsze w gruncie rzeczy - byleby dyskusje ze swej strony prowadzić porządnie, a rozmówcy z opcji pro-life cokolwiek kojarzyli - dochodzimy do stwierdzenia z tamtej strony: zarodek to potencjał życiowy, ma wolę życia i nic nie usprawiedliwa przeciwstawiania sie jej; niekiedy dochodzi jeszcze unikalność kodu genetycznego. Spróbujmy zdefiniować na potrzeby tej tematyki stosowną hierarchię bytów: jakaś iastnieje niewątpliwie, bo byt to pojęcie chyba najbardziej pojemne z możliwych. Proponuję: A. byt sam w sobie - dodatkowa definicja zbędna. B. byt funkcjonalny - możemy go też nazwac wolicjonalnym - to byt majacy od poczatku w sobie jakąś celowośc, czyli powstały w oparciu o jakiś (niekoniecznie świadomy) plan; moga istnieć byty funkcjonalne wtórnie jak np. piekny krajobraz: posiadł on w naszym pojęciu jakąś szczególną funkcję, choć oczywiście nie powstał planowo. C. byt emocjonalny - nie tylko funkcjonalny, ale odczuwający emocje; zatem wiewiórka ale nie drzewo ani samochód. D. byt osobowy - nie tylko emocjonalny, ale obdarzony samoświadomością. Niewątpliwe jest, że człowiek jako byt wyodrębniony ma jakiś początek - niewątpliwe jest też, że wspina sie w swej ontogenezie po drabinie bytów od B do D, A możemy pominąć. Rozważmy kolejne stadia. Rzecz zaczyna sie z chwilą zapłodnienia: co sie w owej chwili stało? Powstał pewien potencjał - ale powstał drogą redukcji, ot dokonało się faktyczne połączenie materiału genetycznego matki i ojca. Czy powstała nowa jakość? Raczej nie - wszak tylko dokonano czegoś na kształt losowania, pula losów była już wczesniej. Jeśliby ten moment uznać za istotny moment powstania człowieka, trzeba sobie powiedzieć jasno: dokonano losowania, niczego więcej, jak najbardziej według zasady ślepego losu między daną parą, wszystko z czego losowano było w maszynie losującej już wczesniej. Szansa pewnej kombinacji na dalsze wspinanie sie po drabinie istotnie wzrosła, ale nic więcej. Jeśli przyznać pewną wartość etyczną temu co się w tym momencie stało, identyczna wartość musielibyśmy przyznać i innym sytuacjom analogicznym gdyby zaistniały; jeśliby zniszczenie już powstałej kombinacji genów było naganne - równie naganne byłoby przeciwstawienie sie jej powstaniu niezależnie od sposobu owego przeciwstawienia się - czy byłaby to prezerwatywa, czy np. celibat. Zygota powstaje w drodze redukcji mozliwości istniejących - niczym wiecej ów proces nie jest, niczego do owego zbioru w tym momencie nie dodaliśmy. Tak czy owak - powstał pewien byt funkcjonalny. Generalnie zniszczenie bytu funkcjonalnego jest naganne - choćby to było tylko zdeptanie chrząszcza albo rozbicie próżnej butelki; niszczymy jednak wiele bytów funkcjonalnych i czujemy sie usprawiedliwieni bo to mało znaczące wobec innych spraw - nadepnę biedronkę, bo mi to sprawia przyjemność, podrę niepotrzebny już kwit. Jeśli wszystko przebiega jak każe tradycja - po jakimś czasie ów byt funkcjonalny staje sie bytem emocjonalnym, czyli jest zdolny cierpieć: kiedy to się staje? Nie wiemy - jednak z cała pewnością jedyną znaną nam strukturą mogącą być nośnikiem cierpienia jest wykształcony i pracujący mózg; może nie do konca wykształcony, ale nie mający przecież postaci całkiem jeszcze półfabrykatu. Byc może nie nastepuje to przed porodem (cierpieć musi coś jesli nie ktoś), jednak dla pełnego bezpieczenstwa przyjmujemy za granicę umowną koniec pierwszego trymestru ciąży: nie wiemy o ile później zdolność cierpienia faktycznie się pojawia, wiemy jednak, że po a nie przed. Jeszcze później (zdecydowanie już po urodzeniu) pojawia się byt osobowy - jednak w ustawodawstwie aborcyjnym generalnie przyjmuje się, że niedozwolone jest zniszczenie bytu emocjonalnego, a potencjalnie osobowego - sa wyjątki, gdyby wykryto, że późna już ciążą drastycznie zagraża matce, ale wtedy mamy konflikt miedzy ochroną bytu być może emocjonalnego i niewątpliwie osobowego bytu matki - musimy wybrać i wybór wydaje się oczywisty. Tyle kryteriów raczej oczywistych i niepodważalnych. Nietrudno zauważyć, że stawiamy nasze zadowolenie ze zjedzenia szynki nad ochrone bytu na poziomie osobowym (tak sądzę, choć inni wolą przypisywać poziom emocjonalny) świnki, na ową szynke hodowanej. Z drugiej strony entuzjaści ideologii pro-life w ogóle ignorują owa hierarchię typów bytu: dla nich byt zaledwie funkcjonalny zygoty jest wartoscią większą niż interes (także interes polegający na zachowaniu zycia lub zdrowia) przez byt w oczywisty sposób osobowy potencjalnej matki; ciekawe, że nie przypisują tego samego znaczenia całej puli genowej - ale to może dlatego, że tak czy owak wykorzystać jej do końca niesposób. Twierdzą tak: nie mamy pojęcia (a jesli mamy pojęcie - to nie mamy pewności) czym jest życie i jak ono ontogenetycznie powstaje; skoro nie mamy pewności pozostawmy wszystko naturze. Nie maja pewności - bo mieć jej nie chcą, to wszyscy inni mają się do ich niewiedzy dostosować płacąc za to wysoką indywidualnie cenę: ot postulat dominacji bezwzględnej ignoratio elenchi. Mamy przecież konflikt wartości, widoczny dla każdego kto ma sumienie a nie jego marną atrapę - mamy wolę bytu osobowego i bezpodstawne domniemanie woli bytu funcjonalnego już, ale nie na żadnym wyższym szczeblu rozwoju: rozstrzyga sie to prosto, zakaz skrobanki to moralny fundament reszta to zbędne ozdoby. I przypomina sie pewien byt wirtualny zwany klasą robotniczą - w jego imieniu popełniało sie głupstwa i zbrodnie, sam bowiem głosu nie posiadał i w jego imieniu musieli mówić arcykapłani; że odwirtualizował się w końcu i odwinął aż huczało, to już całkiem inna historia. I o tyle tylko "dziecko poczęte" jest wyborem rozumniejszym: samo w sobie pozostanie wirtualne, co najwyżej po latach skazane przez ustawe na marne życie wyjdzie na ulicę pograc w bejsbol z przechodniami - ale tych co miłosiernie kazali mu żyć i tak nie dostanie.
| Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| Pesymista | >Z moich doświadczeń wyniesionych z sieciowych dyskusji wynika, że zawsze w gruncie rzeczy - byleby dyskusje ze swej strony prowadzić porządnie, a rozmówcy z opcji pro-life cokolwiek kojarzyli - dochodzimy do stwierdzenia z tamtej strony: zarodek to potencjał życiowy, ma wolę życia i nic nie usprawiedliwa przeciwstawiania sie jej; niekiedy dochodzi jeszcze unikalność kodu genetycznego.
Wszyskie zamordystyczne systemy, które nie chcą otwarcie przyznawać się do zamordyzmu, stosują coś co bym nazwał"atakiem słownikowym". Na czym to polega?Czym jest życie? Najprostsza definicja to : "bardzo skomplikowany proces chemiczny", trudny czy nawet niemożliwy na dzień dzisiejszy do stworzenia "w próbówce". Proces ten jest podstawą do tworzenia różnych form mikro i makroskopowych(virusów, bakteri, zwierząt, roślin itp.) Zamordystom nie chodzi jednak o definicję ale o przeciwieństwo życie=smierć, odwoływanie się do uczuć. Pomijają takie "drobnostki" jak to czy mówienie o zygocie "człowiek" ma w ogóle jakiś sens.(Człowiek usuwający "życie poczęte" popełnia w/g nich przestępstwo, ale człowiek rozdeptujący mrówkę już nie.Choć w mrówce jest więcej świadomości niż w parotygodniwej zygocie).Jeśli jesteś za prawem do aborcji to jesteś przeciwko "życiu" czyli w domyśle za śmiercią, jest więc to typowa żonglerka pojęciami.Posługiwanie się zdaniami, które automatycznie są odpowiedzią.
|
|
 | | outsider (2469 punktów) | Zgadzam sie z Tobą, Pesymisto - tak sobie jednak myślę...
Język jest narzedziem komunikacji - jego fałszowanie zatem burzy proces naszego komunikowania sie. Czy to jednak wszystko - czy to wystarczy, aby zrozumieć problem?
Strona przeciwna nie wyłoży nam jasno, dlaczego posługuje sie takim a nie innym językiem. A przecież demontaż systemu jezykowego ma zawsze jakieś podłoże, mówić jedynie o złej woli to za mało. Świat da się w zasadzie opisać trzeźwym, racjonalnym językiem - to jednak opis wysoce pesymistyczny i nie dziwmy się, że prowokuje bunt. My sami - odnosze wrazenie - posługujemy sie swobodnie owym zimnym i precyzyjnym językiem tylko dzięki temu, że jego implikacje nie nas samych dotyczą: język daje nam bowiem również obronę przed lękami rzeczywistości.
Co maja pocżąć ci, których język zatrzymał sie w pół drogi: już jakoś krytyczny - jeszcze nie będący schronieniem? Szamoczą się, próbują zakląć rzeczywistość w słowie zmanipulowanym. To ludzkie, nie prowokuje śmiechu ani nawet niechęci. Bedziemy długo jeszcze - może zawsze - współżyć z takim rozumieniem języka, bliskim wierze w magię zaklęć.
Przytoczę tekst, który dawno temu "napisał mi się" w innym miejscu sieci, na forum dość spolaryzowanym światopoglądowo i brutalnym: były poważne odpowiedzi wierzących katolików, nie było kpin:
Sarna
Wielu mówi: ON stworzył świat. Stworzył, nie lękając się ograniczeń i błędów. Czy nasze tworzenie - tak niepewne, mylne i okrutne, ale w końcu skuteczne - wymaga poszukiwania jedynego sensu w myśli o tworzeniu doskonałym?
Wielu mówi: ON jest prawodawcą. Czy jednak mówią też: jest poddany własnym prawom? My jesteśmy.
Wielu mówi: jest nieśmiertelny. I dodają: my też, i nam to się udziela.
Wielu mówi: jest tragiczny w swej samotności. Ale są i dzieci od urodzenia ślepe, głuche i nieme - przeżywają dany im świat w samotności bardziej jeszcze rozpaczliwej. I wyciągają ręce w mrok gestem Boga z fresku Michała Anioła: jeśli je mają.
Wielu mówi: jest Jeden. I nie życzą sobie pomnożyć własnej wielkości i cierpienia przez miliardy istnień. Albo nie umieją - bo liczby wychodzą zbyt wielkie. A może krytykują tylko - nie doceniając wielkości dzieła. Albo szukają innego Autora.
Sarna nie pyta o przyczynę. Wilk nie pyta o przyczynę. Człowiek pytać potrafi: może i w tym pytaniu jest jego wielkość - o ile nie przesłoni mu ono zarazem twórczej grozy bycia przyczyną i skutkiem jednocześnie.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej. (Nieboska komedia}
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|