Racjonalista - Strona głównaDo treści
Msza kurpiowska

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
02-07-2005 23:27outsider (2469 punktów)Msza kurpiowska
Miałem niezbyt dawno temu okazję posluchać, jak spiewaja Kurpie w Boże Ciało: niewielki kosciół we wsi Lipniki, procesja - jedna z tych jakie trwają do oktawy tego kościelnego święta. Biedna, piaszczysta ziemia - łąki i krowy, ze zbóż co najwyżej żyto. Za to jak Kurpie śpiewają: mnie, dość osłuchanemu z różnymi formami muzycznymi dreszcz przechodził po grziecie. Tekst tradycyjny i niewiele znaczący - za to śpiew... Bez organów, bez cepeliowskiego zawodzenia i fałszów, skromny kosciół rozbrzmiewał lamentem ludzi co na codzień nie lamentują, bo zycie tu niełatwe.
Słuchałem też kiedyś Mongoła, grającego na jednostrunowym instrumencie smyczkowym - wtedy to się nazywało Zasłużony Artysta Mongolskiej rewpubliki Ludowo-Demokratycznej. I zdarzyło się coś, co zdarza mi sie nad wyraz rzadko - muzyka odpłynęła w barwny szum, zamiast niej pojawił się obraz stepu pod gwiazdami. Widzieć muzykę... nie dziwi to przy Beethovenie czy Francku - ale prosty mongolski muzyk?
Bądźmy racjonalistami - to wybór, co dokonany stał się koniecznością, odwrotu nie ma. Ale zachowajmy pamięć o prastarych pytaniach - my sami odpowiadamy na nie wzruszeniem ramion na miarę życia godnego i stoickiego, już bez nadziei na wieczność, pozwólmy jednak innym odpowiadac na nie tak, jak sami chcą.
Broniąc jedynie pasa ziemi niczyjej - w którym tak naprawdę przebiega życie społeczeństw od narodzin (nie mylić z tzw. poczęciem) do naturalnej śmierci - nie mylić z tym, co naturalna śmiercią chcielyby nazywać głosiciele tzw. Dobrej Nowiny.
Co ani nowiną, ani dobrą.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

agnus dei

>Co ani nowiną, ani dobrą.
>

nooo! madrzy poslancy boga jhwh jena reka sieja lęk a druga z niego zbawiaja!
cala dobra nowina... a jak tlumy za nimi ida! budowac piramidalne bzdury - artefakty tej wiary, albo na rzez po kolejne kanaan - ziemie obiecane! ... wiatr wieje... plewy leca...
czyli wszystko po bozemu...
outsider (2469 punktów)
Rzecz nie w tym ze wierzą - ale że wierzą marnie. Wierzyć się człowiekowi należy - skoro sam chce, prawo jak każde inne: bieda, że wybór jak w spożywczym w PRL-u.

Szukają ludziska swych korzeni - co jednak który dziabnie motyką, zawsze to samo wyciągnie. Zapuscić nowe? To niełatwe - mamy więc obrzędowośc jakoś autentyczną gdzieniegdzie jeszcze, ale i na obrzędowości rzecz się kończy. Nie kłamią ludziska wyśpiewując trwoge - bo jest się czego bać - ale Bogiem a prawdą niewiele z tego wynika: świat jest jaki był, a właściwie to go nie ma wcale.

Czy w to akurat chcą wierzyć? Niekoniecznie - ale wyboru wielkiego nie mają, sami wiary inszej nie zbudują a ta co jest bo jest broni sie zazdrośnie. A przecież póki śpiewają pięknie, póki i o stroje ludowe dbają i obejście czyste - jest jakowaś nadzieja: bo gdyby pili, gdyby o gadzinę nie dbali (ona jak ci ptaszkowie niebiescy) - liczyć by trzeba juz tylko na cud.

A ten jak wiadomo w rekach plebana i nikogo więcej.


Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej.
(Nieboska komedia}
agnus dei
spiew, stroje i obejscie piekne... jak na 1 maja na pochodzie!
a wieczorem po demonstracji tego piekna i normalnosci hop na wiejska zabawe! tam ryczace dyskopolo, royal w pysk lany i lanie w pysk... w koncu ilez mozna tak pieknie...
za pala mieknie!
gangrena
> - ale prosty
>mongolski muzyk?
> zachowajmy pamięć o
>prastarych pytaniach

Witaj.
W tej wypowiedzi uderzyło mnie jedno- mianowicie to jakby oczywiste Twoje założenie, że jest taka poważna róznica między muzyką tego mongoła a Beethovenem, miedzy Kurpiami a resztą muzycznego (czy religijnego dorobku).
Mnie sie wydaje, że ta muzyka, czy ta religia (a raczej- wiara) jest taka sama albo bardzo podobna w korzeniach i w koronie. Muzyka, by byla piękna nie musi być grana na organach, czy przy mikrofonie... To samo z wszystkim innym.
I ta pamięć o prastarych pytaniach jest bardzo ważna, bo te pytania są nadal żywe i ważne i "na czasie". Jeśli racjonalizm- to musi być kwestionowanie jakichkolwiek odpowiedzi udzielonych dotychczas. Dzwięki wiec czy tego mongolskiego muzyka, czy mozarta skladaja sie z tego samego materialu, z tego samego kodu. Zeby zrozumiec całość muzyki, to trzeba poznac i to i to.. nie ograniczać sie do jednego.
outsider (2469 punktów)
Co do muzyki:

Niestety, jest to rodzaj sztuki wymagający pewnego obycia, nie polubi sie nieznanego wczesniej gatunku muzycznego bez osłuchania. Dobrze np. odbieram muzykę japońską (wyraźnie dla Europejczyka tonalną), podczas gdy chińska jawi mi sie raczej kakofoniczną bo jej tonalności ani harmonii nie czuję. Grę Mongoła odbierałem z początku jako monofoniczne zawodzenie bez zauważalnej muzycznej mysli (uchwycenie przez słuchacza szkieletu harmonicznego pozwala przewidywać dźwięki, zatem inaczej odbiera się biegnący czas i inaczej odbiera każdy dźwięk z osobna) - jednak w trakcie niedługiego utworu pojawił się odbiór "wzrokowy", co w ogóle zdarza mi sie rzadko. Nie dzielę muzyki według gatunków a tego, czy udaje mi się złapać "kontakt" - po owej muzyce mongolskiej kontaktu się nie spodziewałem a nastąpił błyskawicznie i był głęboki: dlatego o tym wspominam.

Bo w gruncie rzeczy każda muzyka próćz dworskiej jest ludową - a i dworskiej się zdarza.

Co do religii:

Wiara niewątpliwie odpowiada na pewną głęboką potrzebę uporządkowanego obrazu świata i w tym jest wspólna. Religie jednak rozchodza się daleko, bo udzielają odpowiedzi zbyt skonkretyzowanych choć dowolnych: decyduje historia, nawarstwianie sie mitów, czasem genialna religiotwórcza myśl. Dziś wielu Europejczyków ucieka od męczącego już wyraźnie chrześcijaństwa w religijny synkretyzm, co jest zresztą odrzuceniem religii na rzecz wiary mniej sprecyzowanej: pytanie tylko, czy można to uważać za zjawisko ogólne w świecie, czy taoiści lub buddyści myślą podobnie - o muzułmanach nie wspomnę. Jeśli nie - mielibyśmy jeszcze jeden europocentryzm: przekonanie że zjawiska właściwe naszej rodzimej wierze są powszechnie w świecie, choc być może nie są. Byłoby to odsuwaniem przykrej myśli o kryzysie własnej religii rodzimej - i zastępowanie jej myslą o kryzysie religii w ogóle: chrześcijanie sięgaja ku buddyzmowi - czy to jednak znaczy, że i buddyści sięgają ku chrześcijaństwu?

Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej.
(Nieboska komedia}
gangrena
>Co do muzyki:

No teraz rozumiem to Twoje rozróżnienie. Może nie słucham tak różnorodnej muzyki, więc inaczej to traktuje. Dla mnie wszystko co sie podoba można ująć jako mające te same elementy podstawowe.

>Co do religii:

Nie wiem.. Nie wiem na ile reszta świata tak samo zaczyna myśleć jak ja (czy jak my). Poznałam sporo ludzi wierzących - chrześcijan i troche żydów i można powiedzieć, że z moich doświadczeń wynikałoby, że masz racje- że oddalamy sie od religii na rzecz wiary (ci, którzy wierzą). Ale w Islamie chyba jeszcze tego nie ma, albo jest mało. Za to z buddystami- nie mam pojęcia jak to jest... Ale wydaje mi sie (spędziłam raz kilka godzin z jednym takim) że podejście buddyzmu jest jeszcze przed nami z postawieniem wiary ponad jakieś sztuczne struktury.. ponad religie... Takie mam wrażenie.

A Europocentryzm= to swoją drogą. Jemu napewno wiele nie zagraża.
outsider (2469 punktów)
W społecznościach chrzescijańskich zmieniło sie ostatnio - de facto w ubiegłym stuleciu - wiele. Agnostycyzm i ateizm zyskały silną pozycję, nastąpił w większości państw faktyczny rozdział koscioła od państwa. Jak jest w reszcie świata? Różnie, ale inaczej.

Mają się przecież nieźle religie zarówno od chrzescijaństwa starsze, jak buddyzm, jak i młodsze - islam. Buddyzmowi ateizm nie zagraża, gdyż nie jest on teizmem - z kolei islam wciąż silnie integruje wiarę z całokształtem życia społecznego: na czym więc polega fenomen chrześcijaństwa, co najszybciej samo siebie zanegowało?

Moim zdaniem ta religia miała od początku pęknięcie, wynikające ze zintegrowania w chrzescijaństwie dwóch systemów: staro- i nowotestamentowego, gdzie drugi był w znacznej mierze kontestacją pierwszego. Stąd spora systemowa niespójność, która z jednej strony kazała poszukiwać rozumowych uzasadnień: scholastycy rozumowali osobliwie, ale niejako uprawomocnili posługiwanie się rozumem na polu wiary religijnej - Akwinata kolekcjonował "dowody" istnienia Boga: nie dowiódł niczego, ale przyznał niechcący, że uważa dowiedzenie istnienia Boga za sprawę wielkiej wagi. Z drugiej - religia nie mogła dojrzeć, wciąż generując nowe zatargi: i płynęła ludzka krew. Wysoka jest cena dojrzewania do niewiary...

Piszę o tym, co dostrzegam w znanych mi okolicach - jak jest w kręgu islamu czy buddyzmu nie wiem; stosowne analizy musza się rodzić na miejscu. Zauważam jedak ogromne sprzeczności w chrześcijaństwie znanym mi bo współczesnym - w gruncie rzeczy nie pomaga ono żyć, ukojeniu niepokoju istnienia towarzyszy cały czas niepewność - bo rozumu odrzucić się nie da, a posługiwanie się nim zbyt łatwo rodzi pytania, na które odpowiedzieć nie wolno bez utraty wiary. Nie da się "zasnąć" - działań konkretnych zaś religia jako taka uzasadnić nie potrafi, musza to czynić kolejni religijni przywódcy w sporym oderwaniu od treści samej religii. Jedyne naprawdę wspólne działania "chrześcijan" mają charakter obrony wiary - już to jak jej bronić nie da się do konca uzgodnić. I - wydaje mi się - spora liczba chrześcijan jest zmęczona, szuka sobie prawd, co jednoczą w wąskim kręgu, bo tylko to jakoś chroni przed sporami. Niespójne wewnętrznie chrzescijaństwo rozpływa się z jednej strony w synkretyzmach, z drugiej - w osobliwych działaniach inicjowanych na wysokim szczeblu, jak "ochrona życia poczętego": obrona żadna, ale jakiś działanie jednoczące wokół twardej idei - działanie o charakterze bardziej organizacyjnym niż mającym istotne uzasadnienie.

Raczej nie wyrośnie z tego jednolita wiara. A przecież religijna tradycja Europy rzutuje na kształt europejskiego ateizmu - z niej bierze się przesadne nieraz przywiązanie do mocy czystego rozumu, którym najpierw wiarę uzasadniano a potem z nią walczono. I powstała społeczność kłótliwa, zatem stosunkowo dobrze nadająca się na podstawę ładu demokratycznego - owa kłótliwośc bowiem z czasem osiągnęła formę bardziej łagodną, mniej skłaniającą do sięgania po broń a bardziej po argumenty: to jest chyba rzeczywiste dziedzictwo naszej częsci świata.

Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej.
(Nieboska komedia}
leo_z (935 punktów)
>Bądźmy racjonalistami - to wybór, co dokonany stał się koniecznością, odwrotu nie ma. Ale zachowajmy pamięć o prastarych pytaniach - my sami odpowiadamy na nie wzruszeniem ramion na miarę życia godnego i stoickiego, już bez nadziei na wieczność, pozwólmy jednak innym odpowiadac na nie tak, jak sami chcą.

Zastanawia mnie pewna sprawa - przyzwolenie. Czym jest owo przyzwolenie i czy ma zastosowanie do jednostki, czy do ogółu. Czy jest możliwym, aby muzyka była "widziana" przez wszystkich słuchaczy i oddawała te same obrazy. Co zrobić, gdy co rusz znajdują się nawiedzeni mówiący, że ten a nie inny obraz słuchanej muzyki jest słuszny, a jakakolwiek próba innego odczuwania muzyki to herezja.
A tak a propos "widzenia" muzyki to jest tak, że jak to się mówi: słoń nadepnął mi na uszy i w gruncie rzeczy muzykę odczuwam w przeważającej mierze poprzez obraz i nastrój. Słuchając gitarowych solówek J. Hendrixa obrazy wręcz eksplodują w człowieku... ale to tylko tak na marginesie... sentyment do muzyki przełomu lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych się kłania.

Pozdrawiam
outsider (2469 punktów)
Pisząc o "pozwoleniu" mam rzecz jasna na myśli sądy prywatne i nikogo nie wiążace - szacunek dla innych niż nasze własne wzruszeń. W latach osiemdziesiątych podróżowałem nieco pekaesami po Polsce wschodniej - kierowcy mieli zwyczaj umilać życie pasażerom puszczając z kaset disco-polo: nie gustując w tym gatunku muzycznym jestem jednak w stanie zrozumieć, że innym dostarcza on wzruszeń właśnie: proste schematy rytmiczne i harmoniczne, teksty łączące naiwną lirykę z pewną rubasznością... Właściwie nie potrzeba nic więcej.

Jakiekolwiek zaś schematy odbioru wydają mi się charakterystyczne nie dla sztuki samej, lecz dla jej marketingowej otoczki. Weźmy współczesne sztuki plastyczne - rzecz jasna na poziomie "sztuki wysokiej". Kiedyś było przynajmniej czytelne, czy twórca dysponuje tzw. warsztatem - ostatnio odczytać tego z dzieła niesposób. Mówi mi zatem ktoś, że przekazuje treści istotne - a ja nawet nie moge sprawdzić, czy robi to starannie, czy dużo nad sztuką pracował, zanim postanowił przekazać innym myśl wiekopomną; cóż, bywało inaczej.

W każdym razie uczty dla ucha szukam wśród starych płyt, nieraz winylowych: przede wszystkim lepsze brzmienie, nie było magnetofonów wieloosladowych, nieliczne mikrofony miksowano na żywo, a realizator bez cyfrowych zabawek nie zachowywał się jak małpa z brzytwą. I rozbudowane aranże tudzież tzw. efekty nie służyły przede wszystkim maskowaniu niedoskonałości głosu i interpretacji, a tak dziś przeważnie bywa.

Cóż, komercja to komercja. Epoka Hendrixa, dawnego Claptona czy Janis Joplin nie była dla artystów łatwa - konczyli jak naiwniacy, rzucający życie przed publiczność; ale przez chwilę mieli głos.
I ja pozdrawiam.


Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej.
(Nieboska komedia}

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365