Racjonalista - Strona głównaDo treści
Na marginesie wątku "Filozofia do szkół"

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
03-07-2005 09:59outsider (2469 punktów)Na marginesie wątku "Filozofia do szkół"
Racjonalizm to piekna idea - ale racjonalizm europejski a ściślej mówiąc postchrześcijański...
Porozmawiajmy o korzeniach - te bowiem w moim przeświadczeniu ściągają nas w dół poniżej poziomu gleby: tym bardziej im bardziej chce się latać. Niewatpliwą zasługa kultury chrzescijańskiej jest to, że wczesniej niz inne równoległe doszła do samonegacji - a ta musiała byc zupełna. Ma bowiem chrześcijaństwo korzenie zdecydowanie bardziej polityczne niż intelektualne - niemal wszystko w nim jest wypadkową dawnych konfliktów. Posługiwało się i filozofią, rozwijało ja nawet - tyle że nie uwolniło jej nigdy z pęt zawikłanej doktryny; filozofia musiała to uczynić sama - i uczyniła.
W długo juz prowadzonych sieciowych dyskusjach z filozofującymi obrońcami wiary (niekoniecznie muszą być wierzący osobiście) zauważam ogromną niechęć do empirii. To rys znamienny: pod powierzchnią sporów rozgrywają się rozgrywki semantyczne - aparat formalny mamy mniej więcej wspólny, natomiast mówimy zdecydowanie o czymś innym; empiria? Jak wiadomo, świat postrzegalny jest jeden, a nauka poczyniła w owym postrzeganiu imponujące postepy.
Świat białego człowieka wkroczył w nowoczesność (postnowoczesnośc, jak wolą to nazywać poszukiwacze sukcesów) - wkroczył de facto bezbronny. Z czołgami, z lotniskowcami - jednak bez idei porządkującej. Stara przeżyła się; były po drodze próby stworzenia nowych, ich skutki jednak budzą do dziś grozę. A niczego właściwie w starej, chrześcijańskiej idei z nową, racjonalistyczna uzgodnić sie nie da - to nie tylko kwestia bezwładności czy sprzeciwu, to sprawa wybitnego myślowego nieuporządkowania. Religie Dalekiego Wschodu tak czy owak zmierzają ku zwątpieniu i radzą jedynie, jak godnie przeżyć dany nam czas - chrzescijaństwo jest do nich w opozycji pod każdym względem.
Efektem jest wewnętrzne rozdarcie kultury współczesnej - ale z niego wynika i zagubienie w świecie. Świat ma jakieś plany - jego część postchrześcijańska coraz bardziej się planować boi, coraz bardziej zsuwa się ku takiemu czy innemu nawiedzeniu. Mamy więc oparte o wiare właśnie przeświadczenie o własnej cywilizacyjnej przewadze, doskonale zauważalne w USA - mamy też (to już w Polsce) czynienie sporów światopoglądowych rzeczą najważniejszą z ważnych. I mamy prostą wizję sprowadzenia całego myslenia o przyszłości do myslenia o PKB, jakby przestrzeń historii była liniowa w każdym calu: otóż liniowa nie jest i lepiej ja opisuje tzw. teoria katastrof.
I nasz świat dąży ku grze o sumie zerowej - podczas gdy choćby Chińczycy porzucili tego rodzaju gry na rzecz gry z naturą i maja się lepiej. Nie wiem, czy rzecz da się zmienić, być może przeznaczeniem naszej cywilizacji jest spierać się wewnętrznie do bliskiego już konca - potem nikogo już nie bedzie obchodziło kto kogo pokonał, bo prawdy o które sie spierano przeminą wraz z dyskutantami, nic w nich trwałego i uniwersalnego. Więc jedyną szansę dostrzegam w wyrwaniu się z klinczu, w działaniach depolaryzujących.
Albowiem obecnie po obu stronach mamy orientację na "dokopanie" przeciwnikowi - inne cele są dalekie i niezbyt realne, raczej przyozdabiają programy niż przesądzaja o ich tresci. Cóż, wszyscyśmy z tych samych korzeni - choć jednym podobają się one bardziej, drugim mniej.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

arte moneil
Taka mała refleksja: człowiek nie wkroczył bezbronny, lotniskowce to efekt konkretnego ukierunkowania na zdobycie przewagi nad innymi ludźmi. Gdyby ukierunkowanie było inne, nieco inaczej wyglądałaby nauka i nieco innego rodzaju mielibyśmy urządzenia techniczne.

Ludzie, którzy nie mają potrzeby walczyć, nie mogą zbudować bomb, za to ich twórcy nie są bezbronni, są nastawieni agresywnie do życia, działają w ufortyfikowanej rzeczywistości. Bezbronni są natomiast ci, którzy ten agresywny sposób życia odrzucają, i nie wydaje mi się, aby w związku z tym musieli coś porządkować sobie.
outsider (2469 punktów)
Droga gatunku homo sapiens rozpoczęła się od walki o pożywienie z jednej strony, a o to aby samemu nie stać się cudzym pozywieniem z drugiej; zaś atrakcyjne pożywienie niekoniecznie było roślinne. Dziś mało kto zajmuje się myśliwstwem bo mamy rzeźnie - kły i pazury wytępionych współbraci juz nam nie zagrażają - ich miejsce jednak zajęły nasze własne, po wielekroć skuteczniejsze.

Nie musiałoby tego wszystkiego być w świecie poddanym boskiej opiece - musimy jednak sami przedzierać się przez mrok: czy istotnie uzbrojeni?

Porównaj militarną potegę USA z faktyczną zdolnością podbojów: armii opartej o lotniskowce i pociski dalekiego zasięgu nie buduje się przecież dla samoobrony. Awantura iracka jest dotkliwa dla Irakijczyków, w skali świata znaczy jednak niewiele. W samej Ameryce? Napędza koniunkturę, bo tworzy się masowo dobra nie potrzebujące szukać nabywcy - kupuje je państwo na potrzeby prowadzonej wojny. Przepompowuje się ogromne środki z budźetu (a włąściwie: z deficytu budżetowego) do kieszeni prywatnych spółek - państwo w teorii jest neutralne i nie wspiera ani nie tępi przedsiębiorczości, w praktyce jednak dofinansowuje wybrane firmy ogromnymi publicznymi (czyli pochodzącymi od ogółu) środkami. Wybrano jednak model rozwoju mający poważne i dające się wczesniej zauważyć ograniczenia - to nie będzie mogło trwać w nieskończoność.

Piszesz o podziale na tych co chcą zabijać - i na tych, którzy nie chcą; otóż jedni i drudzy nie mają już dobrego powodu aby zabijać, w tym rzecz. Prostym politycznym decyzjom o wojnach z wybranymi przeciwnikami nie towarzyszy już żadna nośna idea, któraby owe wojny uczyniła społecznie nieodzownymi, to pewien postęp mimo wszystko. I naprawdę, mimo broni atomowej, mimo ogromnych arsenałów nasza cywilizacja świadomie wybrała bezbronność - a przecież jeszcze w latach trzydziestych ubiegłego stulecia idea wojny opanowała świat, to samo było i w 1914.

Nie jest to wszystko łatwe, ale budzi jakąś nadzieję. Rozwija się produkcja, ogromne rzesze konstruktorów oddają się swojemu ulubionemu zajęciu - ogromne rzesze robotników oddają się zajęciom mniej przez nich lubianym, ale owocnym; a nad tym wszystkim ideowa pustka, przestrzeń naprawdę już pustego nieba...

Prędzej czy później trzeba będzie jakoś owo puste niebo uporządkować - na razie cieszmy się, że rozpościera się ono nad naszymi głowami: po doświadczeniach ubiegłych stuleci (nie tylko XX wieku) trzeba cenić i to.

Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej.
(Nieboska komedia}
Patuszkin
>Albowiem obecnie po obu stronach mamy orientację na
>"dokopanie" przeciwnikowi - inne cele są dalekie i niezbyt
>realne, raczej przyozdabiają programy niż przesądzaja o ich
>tresci. Cóż, wszyscyśmy z tych samych korzeni - choć jednym
>podobają się one bardziej, drugim mniej.

Te same korzenie, ale nie te same interesy. Jeśli racjonalizm będzie chciał "wypełnić puste niebo" nieuchronnie popadnie w metafizykę. Wtedy będzie musiał poszerzyć pojęcie racjonalizmu, także o takie poznania, które wykraczają poza doświadczenie. Druga opcja jest taka, że wyjdzie z świadomości, ale wtedy udupi się w problemy typu: spór o istnienie świata. Jeszcze nikomu nie udało się zrobić tego przejścia.

Jak słusznie zauważył Nietzsche, współczesna nauka, pozytwizm, jest bękartem chrześcijaństwa. Dlatego zawsze będzie czymś niepełnym, bo powstało jako negacja owego "nieba", o którym mówiłeś. A z czystej nauki filozoficznej metafizyki raczej nie można zrobić. Przynajmniej nie słyszałem o takim przypadku.

Chyba, że komuś się uda. To trzeba zbadać.

Moje poglądy w tej materii są ostre i ktoś moze poczuć się skrzywdzony. Ale tak to widzę, po prostu. Nie trzeba mydlić sobie oczy. Oto problem poważny, który trzeba rozważyć.

Współcześnie nauki odcinają się od metafizyki. Metafizycy podważają obiektywizm nauki. A Kosciół zaciera ręce, bo w obozie przeciwnym jest ferment i swary.

Trzeba się zdecydować, albo urwać łeb metafizyce, wszelkiej i ocalić naukę. Albo rozszerzyć racjonalizm o poznania metafizyczne, najostrożniej jak się da, żeby nie wpaść w jakieś paranoje idealistyczne, religijne itp.

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365